speedway
02.12.05, 12:24
Usiadłem właśnie w ciepłym pokoju i wiesz co było moją pierwszą myślą? – Ty.
Być może strasznie to dziwne, zmyślane, nierealne, a jednak prawdziwe, szczere.
Myślę teraz – tak patrząc na koszyk ze słodyczami – że wziąłbym jednego z
najsłodszych, najbardziej miękkich, najbardziej czekoladowych cukierków i
powoli przysuwał go do Twoich ust.
Delikatnie przygryzałabyś go, kończąc zwiewnym i równie słodkim, jak ten
cukierek zamknięciem ust.
Widząc drobniutkie kawałki czekolady w kącikach Twych ust, delikatnie, powoli
i z nieśmiałym wzrokiem zacząłbym swym spragnionym językiem kosztować to co
pozostało.
Najprawdopodobniej zamknęłabyś oczy nie reagując, jedynie oddech szybszy
wskazywałby na to, że chcesz się tą słodyczą dzielić razem ze mną. Raz po raz
chciałabyś jeszcze poczuć ten smak, uchylając wargi i próbując sięgnąć
słodyczy. Niewykluczone, że rozgrzane i przesłodkie końce naszych języczków
zetknęłyby się i po chwili zmieszanie utonęlibyśmy w namiętnym pocałunku.
Dotykając Twoich włosów, muskając Twe skronie i pieszcząc dłonie Twoje,
jedynie oczy byłyby zamknięte, reszta pozostawałaby otwarta na całą Ciebie –
na Twoje spojrzenia, dotyki, słowa, oddechy i ciepło ciała...
Nawet nie przeszkadzałaby nam muzyka w tle, kroki na schodach i hałas uliczny,
bo pomiędzy naszymi ciałami byłoby ciasno, ciepło i mokro.
Zwróciłoby moją uwagę to, że dolne partie Twojego ciała stawałyby się
niecierpliwe, cieplejsze i lekko wilgotne ze wstydu, że pochłonęła Cię ta
sytuacja, której i tak już w tej chwili nie byłabyś w stanie odwrócić.
Częstsze przybliżanie Twoich bioder i dyskretne ocieranie ich o moje ciało
powodowałoby rozluźnienie moich dłoni i skierowanie ich na Twoje plecy, mokre
z resztą i oczekujące ciepłej dłoni, mocniejszego uścisku.
Dłonie moje zaczęłyby wędrować po plecach – rozcierając lekko każdą ich część
– skłaniając się ku dołowi, ku temu o czym nawet nie pomyślałabyś biorąc
niewinnie w usta cukierka.
Nie pozostawałabyś dłużna oplatając dłonie na mojej szyi, kąsając przy tym
moją szyję i patrząc na zamknięte powieki dostrzegałabyś szybsze ruchy moich
oczu – wiedziałabyś, że to Ty sprawiasz, iż reaguję w ten sposób na tę
niepowtarzalną sytuację.
Nawet nie spostrzegłabyś się jak lądujemy na podłodze i nie poczułabyś tego,
ponieważ lekko uniósłbym Cię i powoli opuścił w dół.
Cała ta sytuacja odzwierciedliłaby w jednym momencie nasze nieokiełznane
zamiary, zachcianki i fantazje.
Ty splatając nogi wokół mojego pasa, drobnymi dłońmi masowałabyś mój tors, ja
w tym czasie trzymając dłonie na twych pośladkach z nieśmiało opuszczonymi
spodniami szukałbym najgorętszej, najwilgotniejszej części ciała pomiędzy
udami, po których spływałyby powoli wonne soki.
W jednym momencie – nie zdając sobie z tego sprawy zatonęlibyśmy w objęciach,
a nasze płynne i powolne z początku posunięcia ciał stawałyby się głębsze,
stanowcze, głośniejsze...
Ściany, sufit, podłoga – wirowałyby, a myśli nasze i tak trudne do uchwycenia
przybierałyby inny, jakby nierzeczywisty wymiar – podniebnej rozkoszy i
uniesienia.
Po nieopisanych i wyczerpujących uniesieniach otworzyłabyś oczy i w jednym
momencie zapragnęłabyś, aby za każdym razem kiedy mnie odwiedzasz, widzieć
koszyk pełen słodyczy, a ja odwijając jeden z cukierków powoli podsuwałbym go
do Twoich namiętnych i nabrzmiałych z podniecenia ust...