Dodaj do ulubionych

kompletna prywata, czyli rudy kot dla czarnego psa

18.01.06, 15:10
Drogie twaczki i drodzy twacze,
odwołując wszystko, co złego napisałam o psie moim czarnym, stwierdzam, co
następuje - juz nie mogę patrzeć na to, co się z nim po odejściu kota
wyprawia. W związku z tym ogłaszam poszukiwania rudego kociego malucha dla
czarnego psa. Niestety nie mogę przygarnąć żadnej kociej biedy, bo go labek
zakocha na śmierć, albo ja stracę resztki magnackiej fortuny.
KTOKOLWIEK WIDZIAŁ,SŁYSZAŁ, CZYTAŁ, KTOKOLWIEK WIE.
:)
mamarcela, której po dwóch dobach na podecyzyjnej amfie też nerwy puszczają
Obserwuj wątek
    • noida Re: kompletna prywata, czyli rudy kot dla czarneg 18.01.06, 17:32
      Nie rozumiem- każdy inny kolor kota zostanie na śmierć zakochany a rude nie? I
      jak to się ma do fortuny??
      Ja też bym chciała rudego kota, ale jeszcze nie teraz. Więc jakby ktoś na
      przykład miał kocią rudą matkę to niech mnie zachowa w pamięci.
    • agni_me Re: kompletna prywata, czyli rudy kot dla czarneg 18.01.06, 17:33
      Mamarcelo, czy chodzi ci o to, że szukasz rudego kotka w wieku ok.12 tygodni?
      Jeśli tak to wyjaśnij, proszę, co oznacza kocia bieda. No i uściślij jak rudy
      ma być rudy.

      Swoją drogą zawsze ciekawi mnie rygoryzm kolorystyczny w odniesieniu do
      zwierząt. Zrozumiałabym, że ktoś chce mieć w ogródku białe róże, ale kot albo
      pies? Nie rozumiem tego kompletnie, co nie znaczy, że mi to w jakikolwiek
      sposób przeszkadza.

      Ps. Dałabyś radę udać się po tego kociaka w bliskie okolice podwarszawskie?
      • mamarcela Re: kompletna prywata, czyli rudy kot dla czarneg 18.01.06, 17:55
        Już uściślam. Rudy kot to jest marzenie takie, bo od 20 lat mam rude - tzn.
        miałam dwa po kolei - jednego 8, a drugiego ponad 12 lat. I tak jakoś tuż po
        śmierci "mojej córeczki" mi sie porobiło z tą rudością. :)
        Natomiast zagladałam dzisiaj w różne miejsca adopcyjne i tam jest mnóstwo kotów
        do wzięcia po przejściach. Boję się tego, bo mój pies jest niestety dość durnym
        stworzeniem. Przybył do domu, gdzie był wielki, zdrowy, wychowany z psem,
        dominujący i nie bojący się niczego kot obronny. I takie były ich wzajemne
        stosunki przez ponad 6 lat - pies szczekał na kota, gonił go, a jak się kotu
        przestawało podobać to dopadał psisko i lał go po przyrodzeniu. A zaraz potem
        zapraszał go do zabawy podgryzając mu pęciny. Dlatego nie mogę wziąć dorosłego
        kota (nie za duże mieszkanie pozbawione drzwi pomiedzy pomieszczeniami), ani
        bardzo strachliwego. Warunki dobre, dzieci duże, kociopsizm bez kociomamizmu, -
        myślę, że rozumiesz o co chodzi. Weci zaprzyjaźnieni rzut beretem itd.
        Sterylizacja of kors.
        Temat rudości zapodałam, bo wiem, że np. w stołecznej często się rude maluchy
        pojawiają. Ale jeśli coś w innej gamie kolorystycznej stanie na mej drodze to
        będziemy mieli więcej kotów. :)
        pozdrawiam :)
        ps. ja jestem niezmotoryzowana, ale wszystko dałoby radę - dobrzy ludzie
        zmotoryzowani są.
        ps2. mój był z białym krawatem , podkolanówkami i rękawiczkami, w porywach
        prawie 8 kilo.
        • mamarcela Re: kompletna prywata, czyli rudy kot dla czarneg 18.01.06, 18:09
          Aha, gwoli uścislenia - oba moje rudasy to znajdki - pierwszego pies poprzedni
          znalazł w śmietniku, a drugiego znajoma koleżanki, gdzieś w Markach. Dlatego
          też zakładając ten wątek miałam nadzieje, że gdzieś nienbawem jakieś rude
          maleństwo będzie czekać na dom.
          A propos rude są trudne w wychowaniu - chorują, mają często syndrom
          urologiczny, są często wielkie i mocno uparte. :)
          • agni_me Re: kompletna prywata, czyli rudy kot dla czarneg 18.01.06, 18:12
            Zajrzyj późniejszym wieczorem na pocztę. Z dużym prawdopodobieństwem będzie tam
            czekał na ciebie telefon do kota. :-)
            • mamarcela Re: kompletna prywata, czyli rudy kot dla czarneg 18.01.06, 18:14
              Dzięki Agni - jesteś wielka. :))))
              • agni_me Re: kompletna prywata, czyli rudy kot dla czarneg 19.01.06, 14:52
                aż za bardzo wielka :) zajrzyj, proszę, do maila.
        • dr.krisk Grube koty i dr.krisk 19.01.06, 15:18
          mamarcela napisała:

          > ps2. mój był z białym krawatem , podkolanówkami i rękawiczkami, w porywach
          > prawie 8 kilo.
          • mamarcela Re: Grube koty i dr.krisk 19.01.06, 15:34
            I tu muszę doktora rozczarować. Co poniektórzy co prawda kota mojego mianem
            Garfielda obdarzali, ale on nigdy, przenigdy nie był gruby, ani tym bardziej
            leniwy. To był po prostu kot gigant - wzrostu cocker spaniela. Jamniki mojej
            koleżanki przechodziły mu bez trudności pod brzuchem. Kiedys na działce wkurzył
            się na owczarki sąsiada (cztery,) bo ośmieliły się zaatakowac, przez płot
            zresztą, jego rodzinę i psa. Sforsował więc dwuipółmetrowy płot zakończony
            trzema rzędami drutu kolczastego i wskoczył pomiędzy psy. Jeden pies mu nie
            straszny, dwa może też nie, ale cztery i to nieregularnie karmione. Horror.
            Zabrałam dzieci wyjące ze strachu. sztuk cztery i udałam się do sąsiadów, żeby
            psy zamknęli to może jakoś uda mi się resztki kota uratować. W połowie drogi
            spotkałam go całego i zdrowego. A jaką miał minę. Poezja.
            Taki to był kot. :)
            • dr.krisk O rany... 19.01.06, 15:47
              mamarcela napisała:

              > Zabrałam dzieci wyjące ze strachu. sztuk cztery i udałam się do sąsiadów,
              żeby
              >
              > psy zamknęli to może jakoś uda mi się resztki kota uratować. W połowie drogi
              > spotkałam go całego i zdrowego. A jaką miał minę. Poezja.
              > Taki to był kot. :)
              Niezły!
              Miałem też takiego zawadiakę. Jak szliśmy razem na spacer, to żadnemu psu nie
              schodził z drogi. Z mniejszymi dawał sobie radę sam, te większe ostraszał mój
              pies bokser (zostaw gnoju mojego kota!!!!!).
              I tak to ze zwierzaczkami jest.

              • esy_floresy Re: A biały kot? Kto widział białego kota? 24.01.06, 21:50
                • esy_floresy Re: A biały kot? Kto widział białego kota? 24.01.06, 21:58
                  Ojeju, puściłam temat bez tekstu... przepraszam...:)
                  A tak do rzeczy: chociaż zupełnie nie przeszkadza mi kolor kota, bo obecnie, z
                  powodu alergii nie mam żadnego (mimo że miałam już kilka) :( to ostatnio
                  wymyśliłam sobie, że gdy wredne uczulenie minie (a minie!- głęboko w to wierzę!)
                  sprawię sobie dwa koty- czarnego i białego. To tylko takie marzenie czy nawet-
                  fantazja :) Ale to byłoby prawdziwie bajeczne...
                  rozmarzona ef.
                  • brunosch Re: A biały kot? Kto widział białego kota? 24.01.06, 22:20
                    Czarne koty linieją na biało. Nikt nie wie, jak one to robią, ale tak jest.
                    Białe linieją też na biało, ale bardziej.
                    A co do alergii: podobno im jaśniejszy kot, tym mniejszy odczyn alergiczny i
                    może być tak, że białego kota możesz mieć już dziś, bez konsekwencji.
                    • mamarcela Re: A biały kot? Kto widział białego kota? 24.01.06, 22:55
                      Czarne psy linieją na czarno. Nie mam pojęcia, jak one to robią, że tak
                      strasznie na czarno linieją. I że w ogóle tak strasznie linieją. Duże czarne
                      psy linieją na czarno i na dużo. I to jest problem. :)
                      • agni_me Re: A biały kot? Kto widział białego kota? 24.01.06, 23:36
                        Białe psy linieją jak głupie i wszędzie walają się kłębki białych kłaków, psy
                        rude linieją "kogo to obchodzi jak" skoro i tak wszystkie rzeczy spaskudzi do
                        cna pies biały, pies czarny linieje na czarno i jeśli masz w planach założenie
                        jasnoszarej sukni, która ostatnia ocalała z pogromu kocio-psowego to i tak
                        będzie nienadająca się. Koty to zupełnie inna historia, po pierwsze gnieżdżą
                        się zawsze na półkach szaf i szafek i zostawiają tam obfitość kłakostwa, nawet
                        jedna prawiemandaryna wlazła do szafy i tam uwiła sobie gniazdko na moich
                        jedwabnych spodniach, które miały być wizytowe a spadły (obwiniam ciuma o
                        spadnięcie). Pamiętam dni, kiedy liczył się bardziej niż intelekt tzw.
                        biznesluk, wtedy moje zwierzęta robiły naprawdę wszystko, żeby zostawić na mnie
                        wszystkie swoje sierścia. To zadziwiające jak im się to udawało, gotawam rękę
                        prawą oddać, że odkąd nie muszę dzień w dzień wyglądać jak korporacyjna szycha
                        szych, przestały tak zostawiać obfitość włosia na sukniach, swetrach,
                        płaszczach i pończochach. Szczęśliwie nigdy nie szczały do butów. Ale ciiii,
                        pewnam, że gdyby przeczytały, to od jutra w ulubionych paputkach miałabym
                        odpowiednią ilość wilgoci.
                        • esy_floresy Re: Co za życie! 25.01.06, 09:58
                          To my swego czasu mieliśmy kotkę syjamską, którą jednak musieliśmy oddać (wiem,
                          że to się wam może wydać okrutne, ale dla mnie życie, w którym nieustannie
                          trzeba uważać żeby nie wdepnąć w maleńskie kupki lub ścierać z blatu wielką
                          plamę i nie być pewnym czy to sok jabłkowy czy....- to nie jest życie!) W
                          każdym razie jedną z niewielu chętnych była pani Beata Krupska. Bardzo się
                          ucieszyliśmy, że to właśnie pani Beata Krupska chciała naszą kotkę, bo bardzo
                          lubiliśmy książki pani Beaty Krupskiej. Jednak na drodze do pełni szczęścia
                          stanął jej kot, sfinks (ten to przynajmniej nie linieje:), który o mało nie
                          uśiercił (nie wiedzieć czemu) naszej kotki. Potem zaś do końca wizyty u pani
                          Beaty, sfinks z uporem maniaka rzucał się na lustro będąc przekonanym że
                          atakuje naszą kotkę. Nie mogliśmy więc zostawić syjamskiej na pastwę tego
                          egipskiego rasowego kocura, więc z powrotem zawieźliśmy ją do domu
                          P.S. Gdybyście widzieli minę mojego taty, kiedy zobaczył nas wracające z mamą i
                          z kotem... szok czy raczej wściekłość? :)
                          • esy_floresy Re: Rozczulające i... nieco makabryczne 25.01.06, 12:27
                            /www.maxior.pl/?p=index&id=418&8
                          • agni_me Re: Co za życie! 26.01.06, 01:40
                            Przepraszam cię, nie wydaje mi się to okrutne, tylko głupie. Zwierzęta mają
                            swoje szajby, ale są specjaliści, które te szajby pomagają zrozumieć. Nie
                            jestem zwolenniczką podporządkowania życia kotom i psom, ale stanowczo się nie
                            zgadzam na pozbywanie się problemu za pomocą pozbywania się zwierzaka. I tyle.


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka