Dodaj do ulubionych

O względności wszystkiego raz jeszcze...

27.01.06, 09:38
Czytam sobie wczoraj nagłówek w GW i myślę, łał, polska nauka górą!
serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34148,3131417.html

Ale dzisiaj przeczytałam niewielki artykuł w Dagens Nyheter i tam nie ma ani
słowa o Polakach... Wspomina się o krótko i zwięźle międzynarodowej grupie
naukowców.
www.dn.se/DNet/jsp/polopoly.jsp?d=597&a=516438&previousRenderType=6

Ok, myślę sobie, poczytam więcej. Wchodzę na linki podane przez DN.
www.nature.com/news/2006/060123/full/060123-5.htm
73 astronomów z 12 krajów. O Polakach cichutko.

W artykuliku Spiegla wspomina się 32 kraje, z których naukowcy (m.in. z
Niemiec) przyczynili się do odkrycia.
Hwww.spiegel.de/wissenschaft/weltraum/0,1518,397377,00.html

No więc są ci nieszczęśni polscy naukowcy wielcy, z nadzieją na nagrodę
Nobla, czy znowu mamy do czynienia z megalomanią i polocenryzmem do którejś
tam potęgi?

Takie sobie pytania nie do końca mądre w piątkowy poranek :)








Obserwuj wątek
    • beatanu Re: O względności wszystkiego raz jeszcze... 27.01.06, 09:42
      link do the nature jeszcze raz:

      www.nature.com/news/2006/060123/full/060123-5.html
    • ben-oni Re: O względności wszystkiego raz jeszcze... 27.01.06, 10:30
      > No więc są ci nieszczęśni polscy naukowcy wielcy, z nadzieją na nagrodę
      > Nobla, czy znowu mamy do czynienia z megalomanią i polocenryzmem do którejś
      > tam potęgi?


      Dwa razy tak! Są wielcy wśród wielkich, czyli nie ma się czego wstydzić.
      Media są polonocentryczne i megalomańskie (obaliliśmy komunizm, uratowalismy
      Europę przed czerwoną zarazą, stawiamy Putina do kąta i walczymy z jego
      imperializmem, mieliśmy największych XX wieku (Wałęsa i JPII) itd.
      Nawet gdy w jakimś satelicie wmontowany jest 50-ciodolarowy element z Polski to
      w dziennikach jest gadania na tydzień, łącznie z wywiadami z profesorkami z
      Politachniki Gdanskiej.
      A tej zimy (tydzień mrozów) zamarzło prawie 200 osób. Śmiertelność większa niż
      w całej Skandynawii a nawet w Rosji. Ale to takie nieciekawe... Na koniec
      dziennika, między ciążę A. Joli a czekoladę obsypaną diamentami za 5 mln.
      baksów.
      • beatanu Re: O względności wszystkiego raz jeszcze... 27.01.06, 10:50
        Ja rozumiem, że polscy naukowcy mogli odegrać w tym odkryciu dość kluczową
        rolę, ale irytuje mnie trochę takie totalne niedocenianie pracy zespołowej. No
        przecia tak zupełnie sami to ci panowie mogliby sobie tylko kawę zaparzyć
        (akurat o kawie, bo klawiatura jeszcze wilgotna od zalewu tureckiego napoju
        przez kota-niecnotę wylanego) Jedna króciutkia wzmianka o wspieraniu Polaków
        przez 73 zagraniczynch astronomów na samym końcu...

        I znów będzie o stereotypach narodowych, ale jakoś nie jestem sobie w stanie
        wyobrazić takiego megalomańskiego artykułu o szwedzkich naukowcach w szwedzkich
        mediach... Może się mylę :)
        • brunosch O względności wszystkiego raz jeszcze... 27.01.06, 11:17
          Polscy astronomowie mają w ośrodkach badawczych świetną renomę, jako "łapacze
          planet". I przecież gdyby nie to, nigdy nie zostaliby zaproszeni do współpracy,
          bo do parzenia kawy można nająć firmę cateringową ;)
          Obojętnie co i jak przedstawia prasa - najważniejsze, że tych kilka osób
          znalazło się w czołówce!
          ***
          Od składu narodowościowego zespołu uczonych istotniejsze jest, kto zapłacił za
          badania.
          Bo bez pieniędzy, najwybitniejszy astronom to może sobie co najwyżej poleżeć na
          łące i popatrzeć jak gwiazdki migocą sobie ciemną nocą ;)
        • ben-oni Re: O względności wszystkiego raz jeszcze... 27.01.06, 11:20
          Należy odwrócić tok dedukcji. Megalomania owa jest wynikiem kompleksów, których
          akurat w dziedzinie nauki mieć nie powinniśmy. Polacy starają sie SOBIE
          udowodnić, że nie są do d...y. To nic, że głód, zimno i zabobon, ale za to
          jesteśmy wielkimi astronomami. Co oczywiście interesuje tylko astronomów i
          kilku ciekawych świata (kosmosu). To jest tzw. syndrom Wembley. Zatrzymaliśmy
          Anglię! Szkoda tylko, że 90 % Anglików tego nie pamięta, a jeśli pamieta to ma
          to gdzieś! Ale Szpakowski i Szaranowicz przypominaja nam te dni chwały przy
          okazji każdego meczu Anglików,
    • zielka Re: O względności wszystkiego raz jeszcze... 27.01.06, 11:23
      niesamowite, dzieki za tak orzezwiajaca wiadomosc, swietny jest ten art. z GW porownany z Nature...
      panie dziejku. Kim jest Lukasz Patryka, warto szukac?
      • zielka Re: O względności wszystkiego raz jeszcze... 27.01.06, 11:32
        acha, a moge wam cos opowiedziec?

        no ja kiedys czegos nie zrozumialam. wiec jakies dwa lata temu, dosc duzo mowilo sie o lwowsko-
        warszawskiej szkole filozoficznej. Odbyly sie 4 miedzynarodowe konferencje poswiecone dziedzictwu
        tejze (Nancy, Montreal, Jerozolima i Paryz) na przestrzeni 2 lat - co jest chyba jakims ewenementem,
        zwlaszcza, ze nie bylo zadnego pretekstu: po prostu ktos sie kiedys obudzil ze zdziwieniem, ze tam
        malo sie o tej kwestii mowi, i ze trzeba zebrac ludzi, ktorzy nad tym pracuja.

        I mimo, ze GW dostala kilka materialow na temat tych wydarzen (tzn. konkretnie na temat wydarzenia
        paryskiego, na ktorym bylo, w przeciwienstwie do innych konferencji, wielu polskich naukowcow), i
        jakos przemilczala, hm, w sumie nie wiem po co to pisze, bo oczywiscie jedyne wnioski jakie mi sie
        nasuwaja, to "nie wiem, czemu tak sie stalo", bo tutaj mozna bylo mowic o sukcesie polskiej filozofii.
        Moge sobie paranoicznie kombinowac wytlumaczenie takie, ze GW nie ceni sobie Francji, i po prostu
        ma gdzies to co sie dzieje w sferze francuskojezycznej (Jerozolima byla czesciowo organizowana przez
        Francuzow tez). No, taka historyjka, ktora mnie kiedys zdziwila, dziekuje za uwage. koniec odbioru:)
        • brunosch Re: O względności wszystkiego raz jeszcze... 27.01.06, 11:47
          Kilka słów komentarza.

          > no ja kiedys czegos nie zrozumialam. wiec jakies dwa lata temu, dosc duzo
          mowilo > sie o lwowsko-warszawskiej szkole filozoficznej, [...] zwlaszcza, ze
          nie bylo zadnego pretekstu

          pretekst był - stulecie urodzin Alfreda Tarskiego, nazywanego "Księciem
          Logików". Tarski, matematyk made in Poland (z pokolenia Ulama, Banacha,
          Steinhausa) traktowany jest z czołobitnością na Zachodzie*) (stąd te 4
          konferencje), natomiast w Polsce pies z kulawą nogą nie kojarzy jego nazwiska z
          nikim i niczym.

          > I mimo, ze GW dostala kilka materialow na temat tych wydarzen (tzn. konkretnie
          > na temat wydarzenia paryskiego, na ktorym bylo, w przeciwienstwie do innych
          >konferencji, wielu polskich naukowcow), i jakos przemilczala.

          Bo ani Tarski, ani matematyka, ani tym bardziej jakaś Szkoła Warszawsko-Lwowska,
          strasznie niemedialne są.
          ____
          *) w Berkleju do szczytów snobizmu należało mówienie ze straszliwie złym
          akcentem, co miało świadczyć o tym, że się chodzi na wykłady do Tarskiego ;)))
          • nienietoperz Re: O względności wszystkiego raz jeszcze... 27.01.06, 12:00
            Bollocks!

            Wybacz Brunoschu, ale o ile moze polscy filozofowie to psy z kulawymi nogami, to
            polscy matematycy juz na pewno nie.
            I tak samo jak na Zachodzie, tak i w Polsce Tarski jest znany i pamietany,
            glownie za prace z dziedziny logiki oraz za paradoks Banacha-Tarskiego, czyli
            jedno z glownych zrodel motywacji do badania grup nieusrednialnych. W bardziej
            dostepnym jezyku paradoks B-T mowi tyle:

            Kule o promieniu 1 mozna tak podzielic na kawalki, ze potem kawalki te
            przesuwajac i obracajac da sie ulozyc z nich dwie kule o promieniu 1.


            I prosze mi tu nie pisac ze o Tarskim, a juz zwlaszcza ogolnie o szkole
            lwowskiej w Polsce (czy tez na swiecie) nikt nie pamieta.

            Nienietoperz
            • brunosch Re: O względności wszystkiego raz jeszcze... 27.01.06, 12:12
              Należysz prawdopodobnie do wąskiego kręgu specjalistów, którym nazwiska
              matematyków i logików nie są obce. Ale przeciętni Polacy-Rodacy nie mają pojęcia
              kto zacz.
              A zresztą... idę o zakład, że o Lutosławskim i Bairdzie też niewiele więcej
              mogliby powiedzieć, co o Banachu. :(
              Zresztą, nie będę powielać postu Ben-Oniego o tym samym.
              • zielka Re: O względności wszystkiego raz jeszcze... 27.01.06, 12:22
                wiec brunoshu stulecie Tarskiego to jedno, a te konferencje to dwa.

                powiadam, ze nie bylo zwiazku, sluze linkami do kazdej z nich (oprocz Jerozolimy, tam nic w necie nie
                bylo). Tytuly ? Prosze: "Logic, Ontology, Aesthetics. The Golden Age of Polish Philosophy " (Montreal)
                Tarski ani ontologiem ani estetykiem wielkim nie byl, wiadomo.
                Le Rayonnement de la philosophie polonaise au XX siecle, L'héritage philosophique de Kazimierz
                Twardowski (Tarski nie byl uczniem Twardowskiego, jak wiemy, jeno LEsniewskiego) - Paryz.
                Philosophie et logique en Pologne (1918-1939) - Nancy.

                okazji, powtarzam, nie bylo.
                • zielka Re: O względności wszystkiego raz jeszcze... 27.01.06, 12:27
                  Acha, jeszcze Jerozolima, juz nie pamietam: Jews and Polish Philosophy between the two wars, cos
                  takiego.

                  nietoperzu, Banach-Tarski to jedno, ale Tarski jest mega-gwiazda z powodu definicji prawdy (1933),
                  no, i gwiazda duza z powodu tego, co pisal o pojeciu konsekwencji logicznej. i nie tylko swieci na
                  firnamentach matematyki, ale no no nie wyobrazam sobie kursu epistemologii czy logiki jezyka
                  gdziekolwiek na swiecie bez wprowadzenia jego koncepcji prawdy.

                  Nic nie wspominam o Lukasiewiczu, jego traktowaniu sylogistyki Arystotelesa ktore do dzis jest
                  REFERENCJA dla kazdego. Nikt tez nie przejdzie przez uczciwa edukacje filozoficzna bez pracy nad
                  logika (logikami) wielowartosciowymi (trojwartosciowymi), rowniez wprowadzonymi do filo. przez
                  Lukasiewicza.
                  • nienietoperz Re: O względności wszystkiego raz jeszcze... 27.01.06, 13:54
                    Zielko,
                    definicja prawdy to nic innego niz CZYSTA matematyka.
                    Z uklonami,
                    ksztalcony niegdys i wciaz ksztalcacy sie w logice mtycznej
                    nienietoperz

                    • zielka Re: O względności wszystkiego raz jeszcze... 27.01.06, 14:43
                      tzn. dlaczego, nietoperzu? jak semantyczna definicja prawdy moze byc czysto
                      matematyczna, podczas gdy m. jest nauka formalna? nie, nie, nie mam
                      wyksztalcenia matematycznego, pytam jak dzieciak:)
                      • quarantine Przepraszam, że się wtrącę 27.01.06, 14:51
                        Sądzę, że nietoperz chciał podkreślić "matematyczność" Tarskiego.
                        Jego semantyczna teoria prawdy jest w istocie logiczną teorią, czyli czysto
                        matematyczną. To, że logika ma zastosowanie w filozofii, nie czyni z Tarskiego
                        filozofa.
                        • nienietoperz Re: Przepraszam, że się wtrącę 27.01.06, 15:02
                          Correct.
                        • zielka Re: Przepraszam, że się wtrącę 27.01.06, 15:49
                          no dobra, juz nie bede was meczyc, ani rozwazac nad zakresem slowa filozofia.

                          i tak w sumie mowilismy tylko o tym, ze Tarski, to nie tylko Banach-Tarski
                          paradox, ale rowniez definicja prawdy, jakkolwiek bysmy jej nie nazwali.

                          aj, i nie jest tak przecie, ze "logika ma zastosowanie w filozofii"... no,
                          dobra, tutaj o ojczyznie mielismy mowic, a nie o definicjach przecie, juz
                          milkne;-)

                          • quarantine Re: Przepraszam, że się wtrącę 28.01.06, 17:37
                            Czym jest zatem logika dla filozofa? Jeśli nie narzędziem pozwalającym na
                            poprawne rozumowanie. Tylko, że w kursie logiki na filozofii zapomina się to
                            studentom wyjaśnić i często nie widzą oni tego związku logiki i filozofii.
                            • zielka Re: Przepraszam, że się wtrącę 28.01.06, 17:45
                              nie, no ja nie mowie,z e nie ma zwiazku, ja po prostu nie lubie zdania takiego, ze "logika ma
                              zastosowanie w filozofii". nie, logika, to warunek sine qua non filozofii - gdy mowisz (myslisz)
                              "nielogicznie", to nie myslisz, tylko bawisz sie skojarzeniami.

                              czy nie?:)
                              • quarantine Re: Przepraszam, że się wtrącę 28.01.06, 19:22
                                Myślę, że pomieszaliśmy chwilowo logikę w potocznym znaczeniu z logiką w sensie
                                rachunku zdań. Mówiąc o zastosowaniu logiki w filozofii miałam na myśli
                                właśnie rachunenk zdań, który pozwala na rozstrzygnięcie czy rozumowanie jest
                                poprawne, w sytuacji kiedy jest ono tak skomplikowane, że poprawność wydaje się
                                oczywista, ale całe rozumowanie prowadzi do fałszywych wniosków.
                                Zdaję sobie sprawę, że takie ćwiczenia należą do rzadkości i raczej akademicka
                                filozofia zajmuje się międleniem historii filozofii.
                                • zielka Re: Przepraszam, że się wtrącę 29.01.06, 16:49
                                  Hm, przede wszystkim, skad pochodzi rachunek zdan? Nie jest tak, ze sylogistyki Arystotelesa? Potem
                                  byli Boole, Frege, Peano, Russell, niemniej czlowiekiem ktory jako pierwszy sprawdzal poprawnosc
                                  rozumowan byl A., i to bez jakichkolwiek narzedzi formalnych, wylacznie przy pomocy zdan jezyka
                                  naturalnego. I jesli tego rodzaju zabawy byly tylko "logika w sensie potocznym", to faktycznie "tylko"
                                  tym sie zajmujemy.

                                  quarantine, no ale przeciez wiadomo, ze trudno jest relewantnie zastosowywac klasyczny rachunek
                                  zdan do zdan jezyka naturalnego, ze wzgledu wlasnie na ich niejednoznaczny - chocby semantycznie -
                                  charakter, i pograzenie w kontekscie. tak zupelnie na serio, to zasady, ktore zostaja naprawde
                                  uzyteczne filozofowi z klasycznego rachunku zdan, to zasada niesprzecznosci, uwazanie na tautologie,
                                  co jeszcze... no wydaje mi sie, ze znacznie przydatniejszy jest tu rachunek predykatow, na przyklad, to
                                  jest cos, z czym sa czesto klopoty, to na pewno.

                                  ide sobie wiec cos pomiedlic;-)
                      • nienietoperz Prawda a Mtyka 27.01.06, 15:01
                        Zaczne moze od srodka:-)
                        Problem prawdy w matematyce jako nauce formalnej wystepuje nieustannie (o ile
                        tylko mu sie przyjrzec). Oczywiscie, w pewnym sensie nie istnieje problem
                        przwdziwosci przyjmowanych zalozen - te sa dowolne, choc przyzwoitosc i poczucie
                        sensu i wartosci wykonywanej pracy wymagalby wykazania, ze sa niesprzeczne
                        (inaczej wynika z nich dowolne stwierdzenie). Juz tutaj wiec pojawia sie problem
                        niesprzecznosci. O ile uda sie go jakos rozstrzygnac, a raczej nauczyc sie z nim
                        zyc, powstaje problem kolejny; cala istota naszych rozwazan jest wykazanie, ze z
                        zalozenia A wynika fakt B; uwazamy, ze jedyna droga jest abstrakcyjny dowod, nie
                        wystarczy np. podac kilku modeli i odwolac sie do zdrowego rozsadku - patrz
                        paul.merton.ox.ac.uk/science/maths-proofs.html

                        W momencie rozpoczecia dowodu pojawia sie problem prawdy w sposob zasadniczy -
                        co mam na mysli mowiac, ze z A wynika B? Kiedy to stwierdzenie jest prawdziwe?
                        I Alfred Tarski z semantyka klania sie w pas.

                        W razie zainteresowania moge potem napisac o tym, jak kwestia prawdy i
                        poprawnosci wyglada w matematyce praktycznie (nie jestem logikiem, ani
                        metamatematykiem:-). To tez wcale nie jest oczywiste.

                        Uklony,
                        NN
                        • zielka Re: Prawda a Mtyka 27.01.06, 15:58
                          dobra, nie, no w ogole przeciez wystarczy spojrzec na tytul pracy z 1933, by
                          wiedziec, ze Tarskiemu chodzilo glownie o prawde w naukach dedukcyjnych. innemi
                          slowy, pardon za zastrzezenie w ogole jakies glupie i momentalne pojecia
                          semantyki do jezykow naturalnych, kajam sie:)

                          niemniej, prosci ludzie jak ja na ten przyklad, bawia sie klockami Tarskiego w
                          takich wlasnie jezykach naturalnych, i klocki te sa podstawowym narzedziem,
                          ktore dostajemy jako mlodzi jeszcze ludzie. a swiadczyc to ma tylko o tym, ze
                          kimkolwiek T. by nie byl, swieci on jasniutko na firnamencie filozofii
                          polskiej... no wlasnie. nie za bardzo. Przez dlugie lata jego zydowskosc (nawet
                          nie judaizm przeciez, przeszedl bowiem na katolicyzm) przeszkadzala mu w
                          otrzymaniu jakiejs zacniejszej posady. ale oczywiscie racje maja ci, ktorzy
                          przywoluja jego assumed rzeklabym polskosc w berkleju:)

                          ech, tak sobie gadam glupoty, a praca czeka. tymczasem:)
    • ydorius Re: O względności wszystkiego raz jeszcze... 27.01.06, 11:32

      A mi się przypomina od razu Jim Pawelczyk, który w kosmos poleciał i był tam i
      nawet wrócił, ale już przed wylotem zainteresowali się nim 'nasi'. No bo jakże
      to? Pawelczyk? Znaczy się Polak. To nic, że zdania po polsku nie potrafi sklecić
      (a wszak to język kostytuuje rzeczywistość), ale ma polskie korzenie. Wikipedia
      pisze o nim, że urodził się jako kolejne pokolenie (!) polskich emigrantów.
      Ewidentnie nasz. Korzenie ma. Nasz w kosmosie. Łał. To już drugi.

      Ale oczywiście ta megalomania nasza ma podstawy. Jesteśmy pomijani przy
      rozliczeniach historycznych, nikt nie pamięta, ze byliśmy przedmurzem Europy i
      Ostatnim sprawiedliwym. Pominęli nas w Jałcie, podjęli próby wymazania polskiego
      wkładu w rozszyfrowanie Enigmy. O dywizjonie 303 i Monte Cassino też tylko my
      pamiętamy. Po prostu świat nas olewa i jeśli się sami o siebie nie zatroszczymy
      to dalej będzie olewał.

      m,
      .y.

      P.S. Przypomina mi się początek 'przewodnika po Polsce' Michała Ogórka: "Polska
      epopeja narodowa rozpoczyna się od słów: Litwo, ojczyzno moja". Czy można coś dodać?

      ----------------------------------
      What is home without Pinezka's Potted Meat?
      Incomplete.
      wypielęgnowany harmider w duszy
      • ben-oni Re: O względności wszystkiego raz jeszcze... 27.01.06, 11:54
        Ale dlaczego w dumę nas wprawia nie to co powinno? Nie K. Funk, nie Biernacki
        (ten od krwi), nie teoria mnogości, nie Kalecki (ten od teorii wzrostu
        gospodarczego), nie samolot Iskra i Wilga, nie Star 266, nie TWARDY, nie polska
        insulina. Tylko Wałęsa, Papa, Reformy i obalanie murów, Enigma (co komu po tej
        wiedzy?), Monte Cassino (na froncie wschodnim nikt by sie taką pierdołą nie
        zajmował), Arnhem (oczywiscie klęcha!), odsiecz Wiednia (jedna z wiekszych
        politycznych klęsk).
        • ydorius Re: O względności wszystkiego raz jeszcze... 27.01.06, 12:05

          Bo to romantyczne :-)
          Zobaczcie, jaki naród. Poniewierany, kopany, poniżany, grabiony, oszukiwany i
          gwałcony raz za razem, a proszę: ruskich w 1920 powstrzymał, cesarza pod
          Wiedniem uratował od Jasyru, nigdy się nie poddał po 1939, a jak było już
          naprawdę żle to z kosą powstania warszawskiego na czołgi niemieckiej okupacji
          się rzucił. Czy to nie piękne?
          Insulinę i teorię mnogości każdy kiep może wynaleźć. To tylko kwestia pieniędzy.
          A w przytoczonych wyżej przykładach: ducha.

          m,
          .y.

          P.S. Nikt nie zadaje sobie pytania, czy może już przypadkiem nie wystarczy tego
          zstępowania do głębi i plwania na skorupę :-)
          P.P.S. Jasienica broni Sobieskiego. Przekonuje mnie ta obrona.

          ----------------------------------
          What is home without Pinezka's Potted Meat?
          Incomplete.
          wypielęgnowany harmider w duszy
          • ydorius Re: O względności wszystkiego raz jeszcze... 27.01.06, 12:06

            nie wiem co mnie napadło z tym Jasyrem z wielkiej litery. Chyba chciałem
            podkreślić, że było to poważne zagrożenie ;-)

            m,
            .y.

            ----------------------------------
            What is home without Pinezka's Potted Meat?
            Incomplete.
            wypielęgnowany harmider w duszy
            • jottka eno 27.01.06, 12:12
              rodaka poniosło, bo faktycznie przezornie opuścił te pozostałą trzydziestkę
              uczonych:) ale zasadniczo on nie pisze, że nobel sie naszemu astronomowi, tzn.
              prof. paczyńskiemu, należy za znalezienie tej planety, tylko za twórcze
              rozwinięcie metody jej szukania - no nie jestem w stanie sprawdzić, na ile ma
              rację dziennikarz, bo ja zdecydowanie spod innej gwiazdy

            • ben-oni Re: O względności wszystkiego raz jeszcze... 27.01.06, 12:20
              W temacie Sobieskiego.
              Należało zastosować metodę Napoleona (osadzić polskiego Bernadotta na tronie a
              Habsburgów spuścić w klozecie, jak nie potrafią się sami bronić i przy okazji
              capnąć trochę cesarstwa (Czechy??). Albo metodę Wujka Stalina - wejść i zostać
              i trzymać za mordę aż zmięknie.
      • beatanu Re: O względności wszystkiego raz jeszcze... 27.01.06, 12:20
        ydorius napisał:
        >Po prostu świat nas olewa i jeśli się sami o siebie nie zatroszczymy
        > to dalej będzie olewał.

        A mnie się wydaje, że świat nie tyle nas olewa, co dostrzega i docenia w
        bardziej rozsądnych proporcjach :)

        Zabawne. Akurat przedwczoraj przez cały wieczór słuchałam mini- i maxi-wykładów
        córki, która przygotowywała się do sprawdzianu z historii (druga klasa liceum)
        Wspomniała między innymi o bitwie o Wiedeń w 1683. "I nie ma nic o Sobieskim?"
        zapytałam z niedowierzaniem, pomna zasług króla tegoż. "Nie", odpowiedziała nic
        nie podejrzewająca córka. "Napisane tylko, że w walce z Turkami brały udział
        zjednoczone siły habsbursko-polskie. Nic więcej."

        Bo w mniemaniu autorów podręcznika, może istotniejsze jest to, jakie były
        europejskie konsekwencje rozgromienia armii tureckiej, niż to, jak nazywał się
        dowódca wojsk... Dla mnie to bardzo zdrowe podejście.

        PS. Przedwczoraj dowiedziałam się też, że Magellan ze swojej kilkuletniej
        wyprawy przywiózł m.in. 26 ton (sic!) goździków (przyprawy korzennej, nie
        kwiatów) i do tej pory nie daje mi spokoju ta monstrualna ilość! Nie
        sprawdzałam jeszcze nigdzie, ale czy to możliwe, żeby zmieścił takie ilości na
        jednym statku (bo powrócił ponoć tylko jednym) Ktokolwiek słyszał, ktokolwiek
        wie...
        • brunosch otrszos 27.01.06, 12:27
          > Przedwczoraj dowiedziałam się też, że Magellan ze swojej kilkuletniej
          > wyprawy przywiózł m.in. 26 ton (sic!) goździków (przyprawy korzennej, nie
          > kwiatów) i do tej pory nie daje mi spokoju ta monstrualna ilość!

          1. na tym statku strasznie musiało mu dentystą śmierdzieć ;)
          2. goździki były cenione na wagę złota. Wiózł więc ze sobą 26 ton złota. I w tej
          chwili zmienia nam się perspektywa - już łatwiej sobie wyobrazić taki ładunek, a
          co najistotniejsze - za taką sumę łatwiej znieść zapach.
          • beatanu Re: otrszos 27.01.06, 12:48
            brunosch napisał:
            1. na tym statku strasznie musiało mu dentystą śmierdzieć ;)

            Nie pojmuję jak Ci się goździki mogą kojarzyć z dentystą (chociaż rozumiem, że
            niedawno w związku z wizytą u dentysty cierpiałeś) Przecia u dentysty pachnie
            jakimś niezidentyfikowanym środkiem odkażającym?

            Ja mam w każdym razie o wiele przyjemniejsze skojarzenia z tą przyprawą.
            Adwentowe pierniczki, w których skład wchodzą między innymi goździki i
            nakłuwane goździkami pomarańcze, które później wiesza się gdzie popadnie. Na
            Boże Narodzenie. Pachnie cudownie i wygląda ładnie:)

            www.matbilder.se/cd-julensmat/mb000317_mini.jpg
            A jeżeli chodzi o 26 ton... Po prostu trudno mi sobie zwizualizować tę ilość :)
            Słoiczek goździków to około 30 gramów przyprawy. Ile takich słoiczków...itd. No
            przerasta mnie to i już.

            Córka oczywiście nie omieszkała mnie poinformować, że Magellan swoje przyprawy
            sprzedał 10 tysięcy razy drożej, niż je kupił :)


            I tak trochę a propos słonia, a trochę nie: czytał ktoś "Tulipanową gorączkę"
            pani Moggach?
            • brunosch Re: otrszos 27.01.06, 12:59
              > Nie pojmuję jak Ci się goździki mogą kojarzyć z dentystą (chociaż rozumiem, że
              > niedawno w związku z wizytą u dentysty cierpiałeś) Przecia u dentysty pachnie
              > jakimś niezidentyfikowanym środkiem odkażającym?

              Nie tylko. Do uśmierzania bólu czy odkażania zęba stosuje się olejek goździkowy.
              Potem długo ma się w ustach charakterystyczny smrodek.
        • ydorius w kwestii Magellana 27.01.06, 12:30

          Statek Victoria, który jako jedyny powrócił do macierzystego portu, miał podobno
          ładowność 85 ton (!). Także wyprawa mogła zabrać nieco więcej przypraw (Wiki
          twierdzi, że nie tylko goździkow, ale również cynamonu).
          Co ciekawe marynarze marli z głodu w drodze powrotnej. Z 26 tonami goździków i
          cynamonu - w końcu substancji jadalnych - pod pokładem.

          tonaż Victorii:
          www.sheppardsoftware.com/Oceaniaweb/factfile/Unique-facts-Oceania9.htm

          opis wyprawy:
          college.hmco.com/history/readerscomp/ships/html/sh_096400_victoria.htm

          m,
          .y.

          ----------------------------------
          What is home without Pinezka's Potted Meat?
          Incomplete.
          wypielęgnowany harmider w duszy
        • ben-oni Re: O względności wszystkiego raz jeszcze... 27.01.06, 12:33
          Nie wiem jaki jest ciężar właściwy goździków (a więc gabaryty towaru) ale 26
          ton to nie wiecej chyba jak 2 TIR-y. To niedużo jak na okręt. (to były pewnie
          karawele lub karaki, a wiec raczej pojemne)
          Niepokoi mnie tylko ten POWRÓT Magellana. Z podróży dookoła świata to raczej
          niemożliwe. Chyba, że to była jakaś inna podróż.:))
        • ydorius w pozostałych kwestiach :-) 27.01.06, 12:45

          Szczerze mówiąc nie potrafię ocenić co jest już olewactwem a co jest
          rzeczywistością bardziej obiektywną. Są wydarzenia w historii ludzkości
          marginalne, które rozpatrywane lokalnie są nieomal drugim stworzeniem świata. W
          Chorwacji na przykład wszędzie znajdziemy Kneza Tomislava. Kto to jest do jasnej
          cholery? Kto o nim słyszał? A tu place, ulice, skwery, pomniki. Nawet piwo.
          Tomislav rządzi.
          Poczytałem trochę i wychodzi na to, ze to postać, która zapewnia Chorwatom
          ciągłość historyczną. Taki nasz Mieszko I.

          A jednak jakoś trudno jest mi rozpatrywać kwestię wiktorii wiedeńskiej bez
          Sobieskiego. Nie dlatego, że wielki król i w szkole uczyli, i w podręcznikach
          stron pięć najmniej o tym osiągnięciu. Ale dlatego, że TAK PO PROSTU BYŁO.
          Podobnie jak nie potrafiłbym uczciwie stwierdzić, że marsz na Rzym odbył się z
          inicjatywy sił faszystowskich i nie wspomnieć przy okazji Benito. Albo, że w
          Termopliskim wąwozie Spartanie legli posłuszni prawom i nie wspomnieć o
          Leonidasie. Jakoś wydaje mi się to mało uczciwe albo zbyt pobieżne :-)

          Oczywiście lepiej jest rozumieć co się dzieje niż poznać postacie*, które
          odegrały w wydarzeniach doniosłą rolę. Ale najlepiej jest rozumieć jedno i
          drugie :-)

          m,
          .y.

          * To trochę jak znać treść Otella i potrafić opisać, co się wydarzyło i
          dlaczego, nie wspominając imion Iago i Desdemony. Jakoś trudno mi uwierzyć, że
          osoba, która dokonałaby takiego opisu naprawdę czytałą sztukę :-)

          ----------------------------------
          What is home without Pinezka's Potted Meat?
          Incomplete.
          wypielęgnowany harmider w duszy
          • beatanu Re: w pozostałych kwestiach :-) 27.01.06, 12:53
            ydorius napisał:
            > Oczywiście lepiej jest rozumieć co się dzieje niż poznać postacie*, które
            > odegrały w wydarzeniach doniosłą rolę. Ale najlepiej jest rozumieć jedno i
            > drugie :-)
            >

            Czyli całe szczęście, że dziecię ma matkę, której do głowy wbito, że król Jan
            III Sobieski wielkim królem był. Bo teraz rozumie przyczyny-skutki-i-inne, i
            pamięta nazwisko dowódcy :)
            • ben-oni Re: w pozostałych kwestiach :-) 27.01.06, 13:13
              A czy pisząc o Waterloo wspomonają o Welingtonie, Blucherze, Napoleonie czy
              tylko o bitwie Francuzów z koalicją prusko-angielską? A bitwa pod Połtawą?
              (chociaż tu śledzijady chyba szerzej mówią o sobie)
        • ydorius Beat 27.01.06, 15:06

          sprawdzisz @ na gazecie?

          m,
          .y.

          ----------------------------------
          What is home without Pinezka's Potted Meat?
          Incomplete.
          wypielęgnowany harmider w duszy
          • beatanu Re: Beat 28.01.06, 10:25
            ydorius napisał:

            >
            > sprawdzisz @ na gazecie?

            Teraz Twoja kolej :)
    • phi.ona O względności i kompleksach 27.01.06, 13:17
      a ja mam inne pytanie. do niedawna- tzn do 2004-2005 w internetowej brittanice
      (sprawdzalam) bylo, ze enigme odcyfrowali anglicy.
      a nawet ksiazka i film powstal.
      hmm a polacy uparcie twierdzili o polskich matematykach-
      polska megalomania?
      anglicy tekst britannici w koncu zmienili. ksiazka i film- poszly w swiat.
      tego typu przykladow troche sie znajdzie- choc nie az tak spektakularnych.

      polska ma troche kompleksow- takich wynikajacych z historii. ale- nie tylko
      polska:))
      za wielkich - jelsi nie gospodarczo to przynajmniej duchowo -tego swiata-
      tradycyjnie uwaza sie uczestnikow kongresu wiedenskiego:). a polsce tak bardzo
      chcialoby sie do tego kregu nalezec:). tego typu kompleksu- nie ma np szwecja-
      bo od zawsze byla krajem na obrzezach.

      ale na kompleks bardzo podobnej natury- cierpi tez np. francja.
      bardzo trudno pogodzic sie francuzom- ze przywodca swiata juz dawno nie sa.
      ale to "niepogodzenie sie" tak czesto i tak groteskowo wychodzi u francuskich
      politykow. :)
      no i co gorsza nikt juz nie uczy sie francuskiego:)
      czy nie smieszy was we francji upor z jakim oni - udaja - ze poza francuskim to
      oni nic? bo mnie tak i to bardzo:)). a zwlaszcza we francuskiej czesci
      szwajcarii- toz to groteska, ze tam po niemiecku porozumiec sie nie da.

      maja i niemcy kompleksy z tej szufladki- ale u nich pojawil sie KOMPLEKS na
      zupelnie inna miare, takze siedza cicho. ale przynajmniej nie sa groteskowi.
      (choc ich ostatnie proby pozbycia sie KOMPLEKSU no- delkatnie mowiac draznia-
      ale to inny temat)
    • broch niezupelnie 27.01.06, 17:37
      pisalem o (dokladnie o tym: odkryciu planety) tym w "Rozchelstanej Polsce".
      Wyjasnilem rowniez dlaczego tak sie dzieje i kto jest winny:
      nie ma (z zalozenia) obiektywnych mediow, poniewaz kazde reprezentuje okreslony
      punkt widzenia (to nie to samo co indywidualny subiektywizm).
      10 lat temu niewiele dawalo sie zrobic. Dzisiaj internet jest dostepny wymagana
      jest jedynie znajomosc jezykow. Ktos kto chce byc dobrze poinformowany (strata
      czasu:)) ) powinien sledzic informacje podana przez rozne osrodki w kilku krajach.
      • phiona Re: niezupelnie 28.01.06, 22:18
        tylko ze historia enigmy pokazuje ze rowniez te bardzo wiarygodne
        ba, "najwiarygodniejsze" zrodla tez z ostroznoscia traktowac trzeba.
        a srodowisko naukowcow- jest jak kazde inne- i tam rowniez wazniejszy jest ten
        kto ma wiecej pieniedzy/lepsze plecy itp.
        angielski itp. naukowiec per definitionem jest wazniejszy niz polski.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka