Dodaj do ulubionych

tłuste dni - specjalnie dla jottki :)

21.02.06, 08:57
Dzisiaj u nas tłusty wtorek (czy ktoś mi potrafi wytłumaczyć, dlaczego
właśnie wtorek, a nie jak w katolickiej Polsce - czwartek? Stello, jak to
wygląda w protestancko-katolickich Niemczech?)

A co za tym idzie opychanie się specjałami ostatkowymi, które tutaj nie są
ani pączkami ani faworkami tylko wypiekiem o dźwięcznej nazwie "semla"

Wygląda to tak:
nounaandersson.com/website%20images/semla.jpg
Składa się z bułeczki pszennej słodkiej z kardamonem, dużej ilości bitej
śmietany i umieszczonej pod kołderką śmietankową masą migdałową. Pycha!
Niektórzy wkładają taką bułeczkę do głębokiego talerza wypełnionego ciepłym
mlekiem. Wiem, wiem, mnie też wiele lat temu wydawało się to ohydztwem i
ciapcianiem niepotrzebnym, ale zmieniałam zdanie :)

A dlaczego specjalnie dla Jottki? Bo pamiętam, że jest fanką Ture Sventona,
dzielnego szwedzkiego detektywa z książeczek autorstwa Åke Holmberga.
Detektywa, który pasjami pożerał ogromne ilości ptysiów (w polskim
przekładzie). Po szwedzku zajada się właśnie tymi tłustowtorkowymi
bułeczkami...

Słodkich ostatków życzę TWA-czom z przyległościami!
Obserwuj wątek
    • dr.krisk O rany..... 21.02.06, 09:49
      Od lat wmawiam sobie że nie lubię słodyczy (wiem, nieładnie kłamać, ale to pro
      publico bono!), a tu takie opisy.. Ta kołderka śmietankowa....
      I tak ładnie się nazywa: semla.
      W ogóle jakoś ostatnio obrzydły mi renomowane kuchnie:
      - chińska: wszystko smażone do upadłego. Chińczycy potrafiliby nawet usmażyć
      oliwę na oleju! I zjeść!
      - indyjska: dzikie przyprawy przepalające przełyk......
      - meksykańska: rozmaite wariacje na temat pomidorowo-mięsno-fasolowy. Nazwy
      zależą od sposobu zawinięcia naleśnika

      Natomiast ciekaw jestem owych zgniłych śledzi z puszki, oraz innych takich..
    • mamarcela pączki policyjne rulez 21.02.06, 10:00
      no to ja teraz o pączkach i też w kontekście kulturowym
      A mianowicie o tzw "pączkach policyjnych" czyli o doughnuts (zwanych juz po
      polsku donatami). Moje dziecka uwielbiają je chociaz tradycyjnych polskich
      pieczonych w głębokim tłuszczu niespecjalnie. Ja sama przyznaję sie, że lekko
      słone ciasto donatowe plus słodkie nadzienie bardziej przemawiają do
      mojego "wysublimowanego" podniebienia.
      Jak to jest z "policyjnością" tych pączków? W każdym niemal filmie policjanci
      nieustannie się nimi obżerają. Bodajże w Szklanej pułapce jest nawet rozmowa o
      stosunku amerykańskiej policji do w/w. Zreszta chyba nigdy nie widziałam w
      żadnym filmie, żeby jadł je ktokolwiek oprócz policjantów ewentualnie cywilów
      chwilowo przebywających na komisariacie. :)
      pozdrawiam
      mamarcela w kwestii pączków policyjnych nie tylko zainteresowana, ale wręcz ze
      ślinką kapiącą z pyska. Jejku chyba dam sie aresztować!
      • dr.krisk To prawda! 21.02.06, 10:05
        mamarcela napisała:

        > no to ja teraz o pączkach i też w kontekście kulturowym
        > A mianowicie o tzw "pączkach policyjnych"
        Rzeczywiście - sam w amerykańskim kraju widziałem masywnych stróżów prawa w
        masywnych radiowozach, pobierających w Krispy Kreme całe kartony owych
        przysmaków. Osobiście - nie przepadam. Kudy im do naszych! No ale oni tak
        lubią: ciasto posłodzone do maksimum, potem to wszystko oblane grubo lukrem.
        Zapewne sa jeszcze tacy. którzy to wszystko posypują jeszcze cukrem pudrem...
        Do popicia - cola.
        Przepraszam, zemgliło mnie...
        • mamarcela Re: To prawda! 21.02.06, 10:16
          Nie wim jakie są oryginalne, bo nigdy w Hameryce nie byłam, juz szczególnie
          stosunków z ahamerykańska policja nie miałam:) Nawet w kontekście pączków.
          Ale te tzw. donaty, które jadłam w Europie, są zdecydowanie mniej słodkie (same
          w sobie, bo można wybrac sobie z abstrakcyjnie słodkim nadzieniem i polewą) i
          tłuste od tych tradycyjnych. Ciasto do nich jest ewidentnie słono-słodkie.
          Ale pewnie ja w jakiejś nieświadomości prawdziwego smaku pączków policyjnych
          żyję?
          P:-)
          • jottka aaa 21.02.06, 10:25
            to on nie je psysiów? tylko bułki??? światopogląd mi sie wali:(

            grisham też z pewnością będzie załamany - ale przecież te ptysie były z różowym
            kremem? no w każdym razie z kremem, to co jest?

            a w ogóle to jeszcze jest jeden przepiękny szwedzki bestseller kryminalny dla
            dzieci - joachim lis, detektyw dyplomowany - tam sie opychają placuszkami z
            żurawiną. czy to znaczy, że to tak naprawdę bułki z dżemem truskawkowym?:(
            • beatanu Re: aaa 21.02.06, 10:42
              jottka napisała:

              > to on nie je psysiów? tylko bułki??? światopogląd mi sie wali:(

              Jezuniu i Jottko, nie przypuszczałam, że zawali Ci się światopogląd ;)

              Dla usprawiedliwienia dodam, że Ture je "temlor" a nie "semlor" (l.m.
              od "semla") - czyli właśnie "psysie".

              A bułki to nie są, tylko słodkawe, lekkie drożdżówki z kardamonem i bardzo
              słodką masą migdałową (coś jak marcepan, ale nie do końca) i ogromną ilością
              śmietany, czyli takie bardzo ptysiowe, pod tym względem, że dużo, słodko i nie
              upaprać się podczas jedzenia nie sposób :)

              Joachma Lisa nigdy nie znalazłam w oryginale, przekładu też nie znam :(
              Podejrzewam, że żurawina, to wspominany tutaj przeze mnie kiedyś "lingonsylt"
              czyli coś w rodzaju dżemu z brusznicy (czyli prawie jak z żurwain:) A placuszki
              mogą być różnego rodzaju, nawet ziemniaczane. Już nie spekuluję, już nie
              rozwiewam nikomu złudzeń i nie paprzę cudzych wspomnień z dzieciństwa ;)
              • jottka Re: aaa 21.02.06, 10:54
                drożdżówka to nie ptyś:( ide cierpieć

                ale poza tym znajdź sobie joachima lisa, autorem jest ingemar fjell, polski
                przekład marii olszańskiej, 'nasza księgarnia' wydała w 1974 r., no rzecz jest boska

                oni te domniemaną żurawinę zajadają w charakterze dodatku codziennego, dzieci
                bonifacego borsuka marudzą, że to świństwo i czy nie mogłyby dostać konfitury
                malinowej, a tatus strofuje, że on w tym wieku to placki z mielonej kory
                brzozowej pod marmoladę z jarzębiny jadał:) no szwecja biedny kraj był, ale żeby
                aż tak? może to jednak borsucze wspomnienia?
                • beatanu Re: aaa 21.02.06, 11:06
                  jottka napisała:

                  > drożdżówka to nie ptyś:( ide cierpieć

                  Rozumiem cierpienie, podobne męki przeżywałam, gdy uświadomiłam sobie, że
                  Myszka Miki to chłopczyk :)
                  Przepraszam, że tak brutalnie i bez wstępnego przygotowania o tych
                  semlach/temlach...

                  Lisa dyplomowanego będę szukać dalej, już wcześniej go gdzieś polecałaś i bardo
                  mnie zainteresował :)

                  > oni te domniemaną żurawinę zajadają w charakterze dodatku codziennego, dzieci
                  > bonifacego borsuka marudzą, że to świństwo i czy nie mogłyby dostać konfitury
                  > malinowej, a tatus strofuje, że on w tym wieku to placki z mielonej kory
                  > brzozowej pod marmoladę z jarzębiny jadał:) no szwecja biedny kraj był, ale
                  > żeby aż tak? może to jednak borsucze wspomnienia?

                  Jakbym córkę własną słyszała... dla niej ta brusznica, to może nie do końca
                  świństwo (bo owsiankę z nią wcina, właśnie na co dzień), ale nie do pomyślenia,
                  żeby posmarowała nią naleśniki. Do tych jest tylko dżem malinowy!

                  A mieloną korę brzozy faktycznie dodawano do mąki pszennej, coby jej więcej
                  było. I znam to nie tylko z opowiadań teścia na przykład... Bo Szwecja w
                  okresie międzywojennym (i ciut wcześniej też) była krajem bardzo biednym. Ale
                  dżem-galaretka z jarzębiny, to obecnie delikaes nieomalże! Gorzkawo-słodka, coś
                  pysznego jako dodatek do mięsiw.

                  :-)



                  • braineater Joahim Lis 21.02.06, 11:15
                    zamelduje sie w skrzynce, gdy tylko wróce z pracy - niezaleznie od tego, co
                    jadł:)

                    P:)
                    • mamarcela Re: Joahim Lis 21.02.06, 11:22
                      i ja jak zwykle prosząca :-)
                      mamarcela żebrak (brońcie bogi królewicz)
                      • braineater Re: Joahim Lis 21.02.06, 11:24
                        of kurs:)
                        Radem waćpanniej obecności, bo cały łikend siem zamartwiałem, żes gdzie
                        zagineła, albo i zle jakie wpadło w dom i Mamarcele przez komin wywlekło...


                        P:)
                    • beatanu Re: Joahim Lis 21.02.06, 11:26
                      braineater napisał:

                      > zamelduje sie w skrzynce, gdy tylko wróce z pracy - niezaleznie od tego, co
                      > jadł:)
                      >
                      > P:)

                      Jeżeli to do mnie to dzięki z góry!
                      :-)
                      • braineater lisy poszły w las n/txt 21.02.06, 18:02

                  • mamarcela Re: aaa 21.02.06, 11:21
                    Faktycznie mozna się załamać. Biedny Kubuś Puchatek miał na imie Fredzia (a w
                    każdym razie było to żeńskie imię), a Sowa Przemądrzała była facetem!
                    A propos Mardi gras też się aktualnie załamuję. Bo ze spędzonych ze trzech
                    tychże dni we Francji mam wspomnienia pożerania beignets aux pommes czyli
                    domowych racuchów z jabłkami na piwie i chez nous (czyli u Nicole) także z
                    Grand Marnier czyli koniakowym likierem pomarańczowym, który Francuzi lubią
                    dodawać do deserów (i bardzo dobrze). Tymczasem w necie znalazłam nadęte
                    wielkie pąki zamiast płaskich racuchów głównie z jabłek się składających.
                    Istnieją też różne przepisy - z drożdżami i bez drożdży, na ciasto naleśnikowe
                    i na ciasto pączkowe?
                    Więć jak to jest z tymi beignets aux pommes? Kto mnie oświeci?
                  • jottka Re: aaa 21.02.06, 11:30
                    jednogłośnie postanowiłam nie dopuszczać twojego marudzenia do świadomości -
                    detektyw sventon jadł ptysie:) zapewne grisham mnie poprze


                    a przetwory z jarzębiny to ja znam i lubię, tylko trudno upolować jelenia,
                    któremu sie chce szukać i przetwarzać w/w i jeszcze wyłudzić słoiczek od niego:(
                    mama koleżanki sie niestety opuszcza ostatnimi czasy


                    aha, tu masz info w stopce - joakim räv, diplomerad detektiv, enhetsskolans
                    bibliotek, uppsala 1961, copyright by ingemar fjell - w polskim wydaniu są
                    przyjemne ilustracje teresy wilbik, ale co w oryginale, to nie wiem
                    • beatanu Re: aaa 21.02.06, 12:00
                      jottka napisała:
                      > jednogłośnie postanowiłam nie dopuszczać twojego marudzenia do świadomości -
                      > detektyw sventon jadł ptysie:) zapewne grisham mnie poprze

                      I bardzo dobrze, tak trzymać :)
                      A czy grisham to nasz nie odzywający się ostatnio (dlaczego???) grisha?

                      > a przetwory z jarzębiny to ja znam i lubię, tylko trudno upolować jelenia,
                      > któremu sie chce szukać i przetwarzać w/w i jeszcze wyłudzić słoiczek od
                      niego:(

                      Jak będziesz się chciała ze mną w Krakowie spotkać, to mogę za takiego jelenia
                      robić :) (ostrzegam! nie mam własnych przetworów z jarzębiny)

                      Dzięki za info o Detektywie Lisie raz jeszcze!

                      :-)
                      • jottka Re: aaa 21.02.06, 12:23
                        beatanu napisała:

                        > A czy grisham to nasz nie odzywający się ostatnio (dlaczego???) grisha?


                        griszah:( nicki mi sie splątały, yyy - w każdym razie współfan ture sventona, na
                        pewno nie zgodzi sie na zastąpienie psysiów bułą z marcepanem



                        > Jak będziesz się chciała ze mną w Krakowie spotkać, to mogę za takiego jelenia
                        > robić :) (ostrzegam! nie mam własnych przetworów z jarzębiny)


                        łapówa?:) a co chcesz w zamian? najnowsze numery 'zadry', czyli rodzimego pisma
                        femi? własnie nowy numer wyszedł, ale za wesoły nie jest

                        • beatanu Re: aaa 21.02.06, 12:39
                          jottka napisała:
                          > łapówa?:) a co chcesz w zamian?

                          Łapówek nie rozdaję, prezenty owszem :)))
                          Odezwę się bliżej Wielkanocy.

                          A wiesz co się dzieje z Griszą o nicku griszah?

                          • jottka Re: aaa 21.02.06, 13:21
                            wygląda na to, że chcesz jakiegoś lepszego prezentu niż gupia zadra:( ale ja nie
                            wiem, czy uda mi sie 'joachima lisa' w antykwariacie upolowac, prawdę mówiąc,
                            nie widziałam go nigdy w tych przybytkach

                            pomyśle
                        • aaneta Zadra 21.02.06, 12:44
                          O! Dobrze wiedzieć. Bo mi jakoś ostatnio nie wpada w oko, ani w ręce.
                          Ale Zadra nigdy za wesoła nie była, powiedziałabym nawet, że nie może być z
                          założenia.
                          • jottka Re: Zadra 21.02.06, 13:19
                            1/ w krakowskich empikach jest od bodaj tygodnia, ale ostatni numer miał poślizg
                            - tyle że zwykle trzeba sie wykazać umiejętnościami detektywistycznymi, żeby ją
                            znaleźć, tym razem była w dziale 'pism kobiecych - ślub i wesele' (???), ale
                            wykopywałam ją też spośród 'poradników', 'pism społeczno-politycznych',
                            'popularnonaukowych' i raz 'twoje hobby':)

                            2/ etam, marudzisz:) pienkny numer był swego czasu o anarchofeminizmie i takich
                            innych wesołych kawałkach, uwagi matki bolka też som regularnie, no i w ogóle -
                            to teraz chwilowy wstrząs na widok rządów dusz smutnych panów, ale
                            oszczerzony-uzbrojony
          • dr.krisk No pewnie. 21.02.06, 10:25
            mamarcela napisała:

            > Ale pewnie ja w jakiejś nieświadomości prawdziwego smaku pączków policyjnych
            > żyję?
            > P:-)
            Otóż w amerykańskim kraju wszystko ma inny smak.... Majprawdopodobniej dlatego,
            że w Europie jednak zawahamy się przed dorzucaniem do ciasta cukru łopatami.
            Naród ów jest w stanie jeść i pić rzeczy nieopisane w smaku. Kiedys nażarłem
            się (w celach badawczych, oczywiście) pączków Dunkin' Donuts i popiłem piwem
            korzennym Root Beer... Wrażenie niezapomiane!
            Ale steki i whisky są w porządku!
            Na szczęście
    • mamarcela Re: tłuste dni - specjalnie dla jottki :) 21.02.06, 10:21
      W wielu krajach występuje tłusty wtorek (we Francji Mardi Gras, takoz w
      Luizjanie), ale nie dzisiaj, a za tydzień 28 lutego - dzień przed środą
      popielcową
      • aaneta Re: tłuste dni 21.02.06, 10:39
        No to ten tłusty wtorek jest logiczny, natomiast skąd u nas czwartek?
        A co do amerykańskich pączków, to jak na mój gust są one za suche i za słodkie,
        podobnie jak słynne (niezasłużenie, IMO) pączki od Bliklego. A skąd u
        Amerykańców taka skłonność do sypania cukru bez umiaru? Przecież oni mają świra
        na punkcie zdrowia i zdrowego żywienia ;)
        • dr.krisk A to właśnie ciekawe.... 21.02.06, 10:46
          aaneta napisała:

          > podobnie jak słynne (niezasłużenie, IMO) pączki od Bliklego.
          Popieram! Zupełnie niezasłużenie!

          > A skąd u
          > Amerykańców taka skłonność do sypania cukru bez umiaru? Przecież oni mają
          świra
          > na punkcie zdrowia i zdrowego żywienia ;)
          Owszem mają tego świra, ale nie jest to ich jedyny świr :(
          System jest u nich taki - dalej źreć te świństwa i popijać je innymi
          świństwami, ale dla spokoju ducha kupić w dziale z suplementami diety jakieś
          kolejne świństwa, które mają zneutralizować zgubny wpływ tych pierwszych
          świństw.
          Kawa bezkofeinowa, jogurt beztłuszczowy...
          No i raz w tygodniu idzie się do gym, dostojnie spacerując po takiej ruchomej
          taśmie.
          Trochę nawet mi ich żal - nie wiedzą co dobre.
          • daria13 Re: A to właśnie ciekawe.... 21.02.06, 11:31
            Nie wiem dlaczego u nas jest tłusty czwartek, ale wiem, że nie jest źle, bo w
            Polsce można sie dwa razy obżerać pysznościami; właśnie w ostani czwartek przed
            rozpoczęciem postu, zwanym Tłustym Czwartkiem, ale też we wtorek poprzedzający
            Środę Popielcową, zwanym tradycyjnie Ostatkami.
            Pączki, te tradycyjne polskie, uwielbiam, ale że są koszmarnie kalorycznie nie
            jadam ich wcale, daję sobie na nie jedynie dyspensę w tłusty czwartek i jem
            wtedy kilka pączków i jestem przeszczęśliwa. Eh, ciężki jest los łasuchów z
            tendencją do tycia, buuu.
            Pozdrawiam też już z cieknącą ślinką:)
            • aaneta Re: A to właśnie ciekawe.... 21.02.06, 11:59
              No i tu robisz błąd, bo akurat w tłusty czwartek pączki są najmniej smaczne.
              Chyba że smażysz sama :)
              • daria13 Re: A to właśnie ciekawe.... 21.02.06, 12:19
                Proszę się nie naśmiewać z koleżanki; o tym, że nie smażę, nie wypiekam i
                generalnie nie jestem dobra w te klocki wszak wiesz:)
                Ja pączki lubię do tego stopnia, ze smakują mi wszystkie; i te od Bliklego i te
                od Grycana i te z osiedlowego sklepiku, wsio rawno, byle pączek, może być buła,
                każden jeden mi smakuje. Tu właśnie mój gust okazuje się
                zupełnie "niewysublimowany":))))
                P:)
                • aaneta Re: A to właśnie ciekawe.... 21.02.06, 12:38
                  Żadne naśmiewanie. Dowcip polega na tym, że ta olbrzymia ilość pączków, którą
                  cukiernie produkują z okazji tłustego czwartku, jest smażona w tej samej ilości
                  tłuszczu, co normalna produkcja :(
        • kubissimo Re: tłuste dni 21.02.06, 17:05
          tlusty czwartek jest teoretycznie mniej znany niz tlusty wtorek (Mardi Gras),
          ale np. we Wloszech Giovedi' Grasso to bardzo wazny dzien, bo wtedy zaczyna sie
          ta najbardziej intensywna czesc karnawalu
          wszystkie miasta, ktore posiadaja jakies karnawalowe tradycje (a jest ich duzo
          wiecej niz Wenecja) wlasnie w czwartek zaczynaja swoje szalenstwa

          najbardziej odjechanym karnawalem, w ktorym bralem udzial mial miejsce w Ivrei,
          malym miasteczku na polnoc od Turynu. w czwartek jest calonocny bal
          przebierancow na wszystkich placach. i to taki dla doroslych, ktorzy bardzo
          duzo pracy wkladaja w przygotowanie kostiumow (pozyczenie gotowego kostiumu to
          obciach).
          Za to od niedzieli do wtorku w calym miescie sa regularne bitwy pomaranczowe. w
          tym celu przyjezdza specjalny pociag z pomaranczami z Sycylii. nie pamietam ile
          oni tego zuzywaja - 30, albo 300 ton :D

          jakby ktos chcial poczytac, lub poogladac, to polecam:
          www.carnevalediivrea.it/defaulteng.asp
          • kubissimo material filmowy 21.02.06, 17:19
            dla chetnych ;)

            s5.yousendit.com/d.aspx?id=1YH4XI3TXV5X807PCBDZVQCVPM
            s5.yousendit.com/d.aspx?id=39N3TDHSBIQ54141VMZECP1LNM
    • mamarcela faworki czyli chrust 21.02.06, 12:28
      piecze Matka Moja Jedyna na tłusty czwartek.
      I to jest dobre. Bo pączki to se można zawsze, a faworki nie. Chyba tylko w
      karnawale je można kupić.
      pozdrawiam
      mamarcela rozmarzona
      • braineater Re: faworki czyli chrust 21.02.06, 12:31
        Oł JEAHH!
        Co prawda moja Babcia zeszła była lat temu wiele zabierając ze sobą sikret The
        One and Only Babciowe Faworki (TM) ale wżeniłem się i mam Teściową, która też
        umi, co prawda juz nie tak magiczne jak TO&OBF(TM), ale i tak doskonałe. tym
        samym jest to powód dla ktorego kreplami gardzę - tusty czfartek = tylko
        faworki:)

        P:)
        • aaneta kreple??? 21.02.06, 12:40
          • brunosch Re: kreple??? 21.02.06, 12:51
            Tak. i nie mylić z kriplami
          • braineater Re: kreple??? 21.02.06, 12:52
            Krepel = paczek w regionach posługujących sie jedynie słuszną gwarą:)
            Wygląda jak pączek, tylko o wiele częsciej jest z cukrem pudrem, niz lukrem,
            smazony był i byc powinien na masle lub świezym smalcu, marmelada najczęsciej z
            rózy (błech:) lub - acz nie wiem, czy nie była to kozacka fantazja mojej Babci,
            bo nigdy wiecej się nie spotkałem, z nadzieniem z wieprzków i cynamonu...

            P:)









            no dobra:
            wieprzki = agrest:)
            • mamarcela Re: kreple??? 21.02.06, 12:56
              Polecę Brunoschem - cudo złote! Uwielbiam przetwory z wieprzków. :) Oraz
              cynamom.
              Krepli smażyć nie będę, ale na tartę wieprzkowo-cynamonową na pewno się skuszę
              w sezonie.
              P-:)
              mamarcela z herbatą cynamonową i Lubiewem w wersji audio (hardkor)
            • aaneta Re: kreple??? 21.02.06, 12:56
              Ożesz. Te wieprzki... Z cynamonem!
              Przy okazji pytanie do Brunoscha za sto punktów. Te pączki w okolicach
              Grzybowskiej, to gdzie dokładnie? Bo znowu zapomniałam :(
              • mamarcela Re: kreple??? 21.02.06, 12:58
                A właśnie pączki z Grzybowskiej niektórzy obiecywali. :(
              • brunosch Re: kreple??? 21.02.06, 13:13
                W jednym z bloków Za Żelazną Bramą. Jak się idzie od TPPR w kierunku na
                Grzybowską, to na parterze wieżowca jest niewielkie okienko i tam dają pączki.
                Każdy z tych molochów udaje, że stoi na jakiejś przedwojennej ulicy... więc albo
                to Krochmalna, albo Graniczna. Koło takiego maszkarona, co to nie wiadomo co -
                syrenka czy inna Madonna z Wielkim Cycem.
                najważniejsze, że pachnie ciastkarnią, łatwo trafić.
                • aaneta Re: kreple??? 21.02.06, 14:20
                  Dzięki wielkie, ale co to TPPR, bo mam złe skojarzenia... To na pewno nie to, co
                  ja myślę?
                  • brunosch Re: kreple??? 21.02.06, 14:30
                    nie wiem, co tam teraz. Chodzi mi o taki plaskaty budynek stojący między
                    Marszałkowską a Przechodnią. Od pl. Bankowego wchodzisz w Przechodnią przy
                    Hotelu Saskim i idziesz przed siebie. Mijasz z dala pałac Lubomirskich i
                    wchodzisz między bloczyszcza. To jest na Granicznej.
    • kwiecienka1 Re: tłuste dni - specjalnie dla jottki :) 21.02.06, 13:20
      brain,
      krepel = tylko! z konfiturą z róży (ewentualnie z płatków róży) i żadnego lukru!
      pozostałe wariacje to właśnie pączki
      u mnie w domu faworki są na ostatki a kreple na tłusty czwartek (matka z zawodu
      ciastkarz & piekarz, często jednak nieparktykująca bo ostatnio księgowa)

      aneta ma rację (matka potwierdza) kupne pączki są dobre każdego innego dnia,
      ale nie w ten czwartek (częste dosypywanie różnych magicznych proszków coby
      wyszło więcej)
      ale co tam, szkoda się zamartwiać :) jeden czy dwa pączki na pewno nie
      zaszkodzą...
      pozdrawiam
      Kwiecienka i Szczęśliwie Tłusty Czwartek po Domowemu
      • braineater Re: tłuste dni - specjalnie dla jottki :) 21.02.06, 13:25
        Frelko, przeca sam wszyjsko sztimuje. Naszkryfloł żech, co krepel z pudrym i z
        rózom, a ino moja Oma robiyła te z wieprzkami i zymtem. Stond zech na inszym
        forum dzisioj godol, że w Kattowitz krepli nie idzie kupić, bo wszyndzie som
        pączki:)

        P:)
        • brunosch Re: tłuste dni - specjalnie dla jottki :) 21.02.06, 13:29
          a na Batorego już nie dowajom krepli z różom?
          • kwiecienka1 Re: tłuste dni - specjalnie dla jottki :) 21.02.06, 13:34
            jeruna, chopie...
            brunosch mo recht - na batorego som

            i u mnie...
            (tak, wogóle, trzeba szukać, są w wielu miejscach, im mniejsza
            piekarnia/ciastkarnia tym większe prawdopodobieństwo)
            • braineater Re: tłuste dni - specjalnie dla jottki :) 21.02.06, 13:39
              Kesi jeszcze na Jagieloński boły, ale terozki tam jakes mode dziouszki robiom i
              juz niy ma:(
              a cołko Koenigshutte kupuje kreple u Stocksona, i wcale im nie gańba, że to je
              jakoś masówa łochydno...:(

              P:)
      • ben-oni Re: tłuste dni - specjalnie dla jottki :) 21.02.06, 13:58
        Zbrodnia - różę marnować na jakieś słodkie błoto!!!!
        Z róży wolno robić tylko i wyłącznie wino, winko, ambrozję, Napój Bogów,
        słoneczko radości. WINO!!!
    • mamarcela Re: tłuste dni - specjalnie dla jottki :) 21.02.06, 13:37
      Kwiecieńka z kreplami w dużych ilościach do Warszawy proszona jest. :)
      mogą też być pączki z wieprzkami i cynamonem. :)
      • kwiecienka1 Re: tłuste dni - specjalnie dla jottki :) 21.02.06, 13:49
        :)
        na razie to Kwiecienka w panice bo domu biega, bo zamiast się normalnie, po
        bożemu, do lekcji przygotować & spakować to na forum siedziała i opóźnienia
        przez to ma...
        do Warszawy wybiorę się wirtualnie... mój duch (o zapachu dzikiej róży) będzie
        krążył nad wami :)
        pozdrawiam
        Kwiecienka Spóźniona
        (ponownie do Komputra dopiero najwcześniej o 21:30 bo do Roboty trza iść...)
        • stella25b Re: tłuste dni - specjalnie dla jottki :) 22.02.06, 11:26
          W Niemczech mamy tlusty czwartek z paczakami, ktore tu w zaleznosci od regionu
          zwa sie Kreppel lub Berliner. Wydaje mi sie ze Kreppel i Berliner to jest to,
          to samo ale mozliwe, ze wystepuja roznice w nadzieniu i cukrze pudrze
          (pudrowane lub lukrowane).

          Poza tym mamy karnawal! Najwiekszy karnawal jest nad Renem czyli Mainz- Köln.
          Szalejemy do wtorku a poniedzialek czyli Rosemontag mamy wolny. Ulicami
          przewalaja sie defilady przebierancow, sypia w tlum cukierkami i wszyscy
          szaleja.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka