Dodaj do ulubionych

Feminiści - artykuł z "Wysokich Obcasów"

04.03.06, 23:59
Tak pozwolę sobie wkleić :)

kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53581,3191865.html

Macie jakieś komentarze może? Zapraszam :)
Obserwuj wątek
    • e_wok Re: Feminiści - artykuł z "Wysokich Obcasów" 05.03.06, 00:35
      Kiedy rozmawiam z mezczyznami na jakies takie ludzkie tematy - rodzina, praca,
      ostatnio przeczytana ksiazka, czesto pada pytanie, czy jestem feministka.
      Ostatnio takie pytanie zostalo spowodowane moim wyznaniem, ze wlasnie czytam
      ksiazke Woloszanskiego o Churchillu ;-0. Odpowiadam, ze oczywiscie, ze jestem
      feministka i odwracam pytanie. A z drugiej strony - konsternacja. Raz mi sie
      zdarzylo,ze gosc przytomnie odpowiedzial od razu, ale to byl socjolog, moze to
      dlatego :-) Czasem slysze "blyskotliwe" uwagi typu "za ladna jestes na
      feminstke", przypuszczam, ze to ma byc taki wyrafinowany komplement ;-/
      • kochanica-francuza A co jest feministycznego 07.03.06, 23:47
        w książce o Churchillu?
    • fnoll Re: Feminiści - artykuł z "Wysokich Obcasów" 05.03.06, 01:35
      jak dla mnie bomba :)
      • vobiska1 Re: Feminiści - artykuł z "Wysokich Obcasów" 05.03.06, 10:45
        Atomowa? Jesteś za a nawet przeciw?
        • stephen_s Re: Feminiści - artykuł z "Wysokich Obcasów" 05.03.06, 10:46
          A Ty jesteś za czy przeciw feministom? :)
          • vobiska1 Re: Feminiści - artykuł z "Wysokich Obcasów" 05.03.06, 13:27
            Jestem na etapie krystalizowania opinii o tym zjawisku)))
            • stephen_s Re: Feminiści - artykuł z "Wysokich Obcasów" 05.03.06, 14:11
              Może coś Ci wyjaśnić? :))))))
    • lynx.rufus Re: Feminiści - artykuł z "Wysokich Obcasów" 05.03.06, 04:12
      stephen_s napisał:

      > Macie jakieś komentarze może? Zapraszam :)

      przyplywy i odplywy - i opoznienie.
      za pietnascie lat takze i to minie.
      lr
      ps. frank hvam i casper christensen niech sluza za przestroge.
      lr
      • stephen_s Re: Feminiści - artykuł z "Wysokich Obcasów" 05.03.06, 10:25
        Przepraszam bardzo, co konkretnie ma minąć?

        Jak rozumiem, uważasz, że za 15 lat znikną mężczyźni szanujący kobiety i
        traktujące je jako równych sobie ludzi..?
        • lynx.rufus Re: Feminiści - artykuł z "Wysokich Obcasów" 05.03.06, 10:57
          stephen_s napisał:

          > Przepraszam bardzo, co konkretnie ma minąć?
          >
          > Jak rozumiem, uważasz, że za 15 lat znikną mężczyźni szanujący kobiety i
          > traktujące je jako równych sobie ludzi..?

          Dalbym glowe, ze odpisalem na ten wpis. ale skoro nic nie ma, to pisze jeszcze raz:

          ciekawa interpretacja. mysle, ze feminizm doprowadzi i do tego, ze znikna
          prawdziwi mezczyzni szanujacy kobiety. mnie jednak chodzilo o to, ze wszystko
          wskazuje na to, ze f. powoli umiera. czy to bedzie 15 lat, czy wiecej (lub
          mniej), to trudno powiedziec.

          pozdrawiam
          lynx
          • stephen_s Re: Feminiści - artykuł z "Wysokich Obcasów" 05.03.06, 11:02
            1. Jakim cudem feminizm miałby sprawić, że znikną mężczyźni szanujący kobiety?

            2. Jakie widzi przesłanki dla opinii, że feminizm umiera?
            • lynx.rufus Re: Feminiści - artykuł z "Wysokich Obcasów" 05.03.06, 13:59
              stephen_s napisał:

              > 1. Jakim cudem feminizm miałby sprawić, że znikną mężczyźni szanujący kobiety?

              feminizm nie szanuje kobiet. dlaczego jego zwolennicy mieliby to robic?

              > 2. Jakie widzi przesłanki dla opinii, że feminizm umiera?

              kto? ja?
              oprocz roznych milych sygnalow, wynika to po prostu z natury ludzkiej. wahadlo
              przelecialo w l. 60/70-ych na lewo, to teraz powoli bedzie wracac na prawo. a w
              polsce i tak nie ma szans, wiec tamci panowie troche traca czas.

              pozdrawiam
              lynx
              • stephen_s Re: Feminiści - artykuł z "Wysokich Obcasów" 05.03.06, 14:11
                > feminizm nie szanuje kobiet. dlaczego jego zwolennicy mieliby to robic?

                Czemu feminizm nie szanuje kobiet? Proszę o konkrety. Co np. nieszanującego
                kobiety mówią panowie z artykułu?

                BTW. jestem zwolennikiem feminizmu i chyba kobiety szanuję?

                > oprocz roznych milych sygnalow

                Jakich? Znowu prosze o konkrety...
                • lynx.rufus Re: Feminiści - artykuł z "Wysokich Obcasów" 05.03.06, 14:30
                  stephen_s napisał:

                  > > feminizm nie szanuje kobiet. dlaczego jego zwolennicy mieliby to robic?
                  >
                  > Czemu feminizm nie szanuje kobiet? Proszę o konkrety. Co np. nieszanującego
                  > kobiety mówią panowie z artykułu?

                  poniewaz jest ideologia sluzaca feministkom. to im ma sluzyc w zdobyciu
                  publicznych pieniedzy. feministki chca przebudowac spoleczenstwo wg wlasnych
                  fantazji, czesto fobii antymeskich. ignoruja przy okazji fakt, ze kobiety mimo
                  wszystko _rodza_ dzieci. a wszystko ma sie dziac odgornie - zmuszajac
                  spoleczenstwo do przestrzegania coraz bzdurniejszych przepisow.

                  zagadka: wiesz, kiedy szwedzcy mezczyzni brali urlopy macierzynskie?

                  zgadnij. a odpowiedz znajdziesz w ps.

                  > BTW. jestem zwolennikiem feminizmu i chyba kobiety szanuję?

                  nie kazdy konserwatysta musi bic dzieci, gwalcic wlasna zone, molestowac
                  sekretarki i byc ukrytym homoseksualista. ;)

                  > Jakich? Znowu prosze o konkrety...

                  to zalezy, gdzie przylozyc ucho. frank i casper byli dobrym przykladem, a
                  przynajmniej dowcipnym. innym jest to, ze opisano to w lewicowej gazecie, gdzie
                  feminizm lekko skrytykowano. mozna tez zwrocic uwage na powracajacy szacunek dla
                  macierzynstwa. 'kura domowa' coraz mniej jest kura, a coraz bardziej -
                  spelniajaca sie kobieta.

                  wiesz, nie prowadze dzienniczka, w ktorym zapisywalbym zmiany w rownowadze
                  lewo/prawo. to jest moje odczucie, ze feminizm sie konczy, jak kazda ideologia.
                  czy tak bedzie - okaze sie.

                  pozdrawiam
                  lynx
                  • lynx.rufus zapomniane ps. - odpowiedz na zagadke 05.03.06, 14:32
                    zagadka: wiesz, kiedy szwedzcy mezczyzni brali urlopy macierzynskie?

                    zgadnij. a odpowiedz znajdziesz w ps.

                    odpowiedz: w czasie sezonu polowania na losie.

                    pozdrawiam
                    lynx
                  • stephen_s Re: Feminiści - artykuł z "Wysokich Obcasów" 05.03.06, 14:43
                    > poniewaz jest ideologia sluzaca feministkom. to im ma sluzyc w zdobyciu
                    > publicznych pieniedzy.

                    Słucham???

                    > feministki chca przebudowac spoleczenstwo wg wlasnych
                    > fantazji, czesto fobii antymeskich.

                    Przepraszam, ale to po prostu nieprawda. Ja jestem feministą i nie mam "fobii
                    antymęskich". I żadna feministka, jaką znam, także.

                    > ignoruja przy okazji fakt, ze kobiety mimo
                    > wszystko _rodza_ dzieci.

                    ????? Wg Ciebie feministki uważają, że kobiety NIE rodzą dzieci?

                    > a wszystko ma sie dziac odgornie - zmuszajac
                    > spoleczenstwo do przestrzegania coraz bzdurniejszych przepisow.

                    Co masz na myśli?

                    > nie kazdy konserwatysta musi bic dzieci, gwalcic wlasna zone, molestowac
                    > sekretarki i byc ukrytym homoseksualista. ;)

                    OK, ale ja nie znam żadnej feministki, która by nie szanowała kobiet.

                    > to zalezy, gdzie przylozyc ucho. frank i casper byli dobrym przykladem, a
                    > przynajmniej dowcipnym

                    Nic nie wiem o tych panach, możesz przybliżyć?

                    > mozna tez zwrocic uwage na powracajacy szacunek dl
                    > a macierzynstwa. 'kura domowa' coraz mniej jest kura, a coraz bardziej -
                    > spelniajaca sie kobieta.

                    Masz rację, ale nie widze sprzeczności z feminizmem. Ba, znam niemało
                    feministek, które właśnie bardzo szanują kobiety pracujące w domu. Myślisz, że
                    feminizm polega na potępianiu kobiet, które nie chcą pracować? Mylisz się...
                    • lynx.rufus Re: Feminiści - artykuł z "Wysokich Obcasów" 05.03.06, 15:22
                      stephen_s napisał:

                      > > poniewaz jest ideologia sluzaca feministkom. to im ma sluzyc w zdobyciu
                      > > publicznych pieniedzy.
                      >
                      > Słucham???

                      feministki reprezentuja wylacznie siebie same. coz takiego zrobily ministry
                      jaruga nowacka i sroda? zero, nic, nul. przypinaly sobie broszki w ksztalcie
                      okularow podczas obiadow w casa nostra.

                      >

                      > > feministki chca przebudowac spoleczenstwo wg wlasnych
                      > > fantazji, czesto fobii antymeskich.
                      >
                      > Przepraszam, ale to po prostu nieprawda. Ja jestem feministą i nie mam "fobii
                      > antymęskich". I żadna feministka, jaką znam, także.

                      czytales wywiad z kazia szczuka? wyjasnila tam, dlaczego zostala feministka: bo
                      miala niedobrego tatusia.

                      bywasz na forum 'feminizm'. popros weterana tada, zeby Ci zalinkowal pare
                      cytatow z dziel sztandarowych feministek.

                      a co powiesz na pomysl szwedzkich feministek, ktore chcialy opodatkowania
                      mezczyzn za to ze sa mezczyznami (a wiec stosuja przemoc domowa)? poszukaj w gw,
                      nawet oni czasami napisza troche o wybrykach w szwecji.

                      > > ignoruja przy okazji fakt, ze kobiety mimo
                      > > wszystko _rodza_ dzieci.
                      >
                      > ????? Wg Ciebie feministki uważają, że kobiety NIE rodzą dzieci?

                      nie napisalem, ze uwazaja, ze kobiety nie rodza dzieci, tylko ze to ignoruja.

                      > > a wszystko ma sie dziac odgornie - zmuszajac
                      > > spoleczenstwo do przestrzegania coraz bzdurniejszych przepisow.
                      >
                      > Co masz na myśli?

                      wszystkie administracyjne sposoby majace zapewnic 'rownosc' w najlepszym razie
                      nie przynosza rezultatu. jakos tak sie dziwnie sklada, ze to w patriarchalnej
                      polsce wiecej kobiet prowadzi wlasny biznes niz w szwecji (proporcjonalnie, nie
                      tylko nominalnie). a czy pomysl parytetu nie jest bzdurny?

                      >
                      > > nie kazdy konserwatysta musi bic dzieci, gwalcic wlasna zone, molestowac
                      > > sekretarki i byc ukrytym homoseksualista. ;)
                      >
                      > OK, ale ja nie znam żadnej feministki, która by nie szanowała kobiet.

                      starajac sie stworzyc 'nowa kobiete' i 'nowego mezczyzne' dowodza braku szacunku
                      do tego, co istnieje. a poki co wiekszosc kobiet to jednak nie sa feministki.

                      >
                      > > to zalezy, gdzie przylozyc ucho. frank i casper byli dobrym przykladem, a
                      > > przynajmniej dowcipnym
                      >
                      > Nic nie wiem o tych panach, możesz przybliżyć?

                      prowadza program, w ktorym wysmiewaja wspolczesnego mezczyzne, efekt zmian
                      kulturowych, ktorym przyklaskuja feministki. jeden jest straszna d... wolowa,
                      drugi - macho, wcale kobiet nie szanujacym. mezczyzni ktorzy zostali zepchnieci
                      do roli uslugowej, wcale nie sa przez to bardziej szanowani. natomiast ci,
                      ktorzy ostentacyjnie nie zgadzaja sie na te role - sa. ale oni tez sa przegrani,
                      bo nie maja szansy za zbudowanie zadnego normalnego zwiazku. nowy mezczyzna to
                      kleska. powiesz, ze przesadzam? coz, ja tylko powtarzam za autorami.

                      > > mozna tez zwrocic uwage na powracajacy szacunek dl
                      > > a macierzynstwa. 'kura domowa' coraz mniej jest kura, a coraz bardziej -
                      > > spelniajaca sie kobieta.
                      >
                      > Masz rację, ale nie widze sprzeczności z feminizmem. Ba, znam niemało
                      > feministek, które właśnie bardzo szanują kobiety pracujące w domu. Myślisz, że
                      > feminizm polega na potępianiu kobiet, które nie chcą pracować? Mylisz się...

                      a ja pamietam manife sprzed paru lat, gdzie jedna dzialaczka udawala ze zmywa
                      podloge w kuchni jednoczesnie oddajac sie mezowi, ktory realizowal sobie swoje
                      malzenskie prawa. tak wyglada ten szacunek...

                      pozdrawiam
                      lynx
                      • stephen_s Re: Feminiści - artykuł z "Wysokich Obcasów" 05.03.06, 15:42
                        > feministki reprezentuja wylacznie siebie same. coz takiego zrobily ministry
                        > jaruga nowacka i sroda?

                        Feminizm nie ogranicza się do Jarugi i Środy, jakbyś nie wiedział :)

                        > czytales wywiad z kazia szczuka? wyjasnila tam, dlaczego zostala feministka:
                        > bo miala niedobrego tatusia.

                        Primo: nie oznacza to jeszcze, że ma "fobie antymęskie". Secundo: feminizm nie
                        ogranicza się do Kazi Szczuki :)

                        > bywasz na forum 'feminizm'. popros weterana tada, zeby Ci zalinkowal pare
                        > cytatow z dziel sztandarowych feministek.

                        Biorąc pod uwagę, że "weteran Tad" to kompletny DUPEK, który m.in. udowadniał,
                        że zgwałcona kobieta jest przynajmniej w części sama sobie winna, albo też
                        bronił prawa do bicia kobiet... nie radzę Ci się na niego powoływać. Bo chyba
                        nie zgadzasz się, że można bić kobiety, prawda?

                        > a co powiesz na pomysl szwedzkich feministek, ktore chcialy opodatkowania
                        > mezczyzn za to ze sa mezczyznami (a wiec stosuja przemoc domowa)?

                        Znam sprawę. Faktycznie jest to bzdura. I co z tego? Feminizm ma wiele nurtów,
                        nie wszystkie są mądre. Ty jednak oceniasz cały feminizm jego najbardziej
                        zacietrzewionych przedstawicielkach.

                        Czytałeś ten tekst o feministach? Proszę, podaj konkretnie, co jest
                        niewłaściwego w tym, co owi panowie mówią.

                        > nie napisalem, ze uwazaja, ze kobiety nie rodza dzieci, tylko ze to ignoruja.

                        To znaczy?

                        > wszystkie administracyjne sposoby majace zapewnic 'rownosc' w najlepszym razie
                        > nie przynosza rezultatu.

                        Zgadzam się. I wiesz co? Sa takie feminsitki, co też się zgadzają :)

                        Feminizm nie oznacza automatycznie poparcia dla parytetów itd.

                        > starajac sie stworzyc 'nowa kobiete' i 'nowego mezczyzne' dowodza braku
                        > szacunku
                        > do tego, co istnieje.

                        Skąd Ty to wziąłeś? Feminizm nie chce tworzyć żadnej "nowej kobiety". Jedynie
                        dąży do poszerzeia możliwości wyboru kobiet. Czy naprawdę brakiem szacunku do
                        kobiet jest pogląd, że kobiet nie musi siedzieć w domu przy dzieciach? Że jeśli
                        chce, to może - a jeśli nie chce, to też może tego nie robić? Bo to jest
                        feminizm właśnie. Dążenie do dania prawa wyboru, a nie zastępowanie jednego
                        modelu drugim.

                        > a ja pamietam manife sprzed paru lat, gdzie jedna dzialaczka udawala ze zmywa
                        > podloge w kuchni jednoczesnie oddajac sie mezowi, ktory realizowal sobie swoje
                        > malzenskie prawa. tak wyglada ten szacunek...

                        I na tej podstawie oceniasz cały feminizm? Na podstawie scenki z jednej
                        Manify???

                        Przespaceruj się na Forum Feminizm i zadaj pytanie, co tamtejsze kobiety sądzą
                        o kobietach poświęcających się rodzinie. Zapewniam Cię, że większość odpowiedzi
                        będzie taka, że jeśli to jest jej wybór, to jest to godne szacunku i
                        najzupełniej w porządku.
                        • lynx.rufus Re: Feminiści - artykuł z "Wysokich Obcasów" 05.03.06, 23:30
                          stephen_s napisał:

                          > Feminizm nie ogranicza się do Jarugi i Środy, jakbyś nie wiedział :)

                          > feminizm nie ogranicza się do Kazi Szczuki :)

                          jak sie polski feminizm ujawni w innej postaci, to pogadamy. poki co - taki
                          wlasnie jest.

                          > Biorąc pod uwagę, że "weteran Tad" to kompletny DUPEK, który m.in. udowadniał,
                          > że zgwałcona kobieta jest przynajmniej w części sama sobie winna, albo też
                          > bronił prawa do bicia kobiet... nie radzę Ci się na niego powoływać. Bo chyba
                          > nie zgadzasz się, że można bić kobiety, prawda?

                          prosze, prosze - ktos cos mowil o pogardzie? wez daj spokoj. moim skromnym
                          zdaniem nic nie zrozumiales z tamtych dyskusji. nie jestem adwokatem tada, wiec
                          go bronic nie bede. moim zdaniem moglbys sie jednak sporo od niego nauczyc.

                          > Znam sprawę. Faktycznie jest to bzdura. I co z tego? Feminizm ma wiele nurtów,
                          > nie wszystkie są mądre. Ty jednak oceniasz cały feminizm jego najbardziej
                          > zacietrzewionych przedstawicielkach.

                          oceniam po tym, co widze.

                          > Przespaceruj się na Forum Feminizm i zadaj pytanie, co tamtejsze kobiety sądzą
                          > o kobietach poświęcających się rodzinie. Zapewniam Cię, że większość odpowiedzi
                          >
                          > będzie taka, że jeśli to jest jej wybór, to jest to godne szacunku i
                          > najzupełniej w porządku.

                          na forum feminizm spedzilem pare lat. to co sie tam teraz wyprawia do jedna
                          wielka zalosc. takiego poziomu infantylizmu dawno juz nie widzialem. swiat
                          zmierza ku gorszemu, ff niestety nie jest wyjatkiem.

                          pozdrawiam
                          lynx

                          ps. nie chce mi sie tu dyskutowac feminizmu. napisalem swoje zdanie (negatywne)
                          i wystarczy.
                          lr
                          • monikaannaj Re: Feminiści - artykuł z "Wysokich Obcasów" 06.03.06, 14:05
                            > na forum feminizm spedzilem pare lat.

                            jako lynx. rufus? kiedy?

                            Zgdzam sie że tad - choc wnerwia mnie czasem - nie jest dupkiem. I czesto ma
                            sporo racji...
                            • lynx.rufus Re: Feminiści - artykuł z "Wysokich Obcasów" 06.03.06, 14:08
                              monikaannaj napisała:

                              > > na forum feminizm spedzilem pare lat.
                              >
                              > jako lynx. rufus? kiedy?

                              nie jako lr. zaczynalem od buzza, potem bylem paniczem (mlodym), a od niedawna
                              zostalem rysiem (czerwonym). poki co tak zostanie, choc nie mozna wykluczyc
                              nastepnych zmian.

                              > Zgdzam sie że tad - choc wnerwia mnie czasem - nie jest dupkiem. I czesto ma
                              > sporo racji...

                              wlasnie.

                              pozdrawiam
                              lynx
                              • monikaannaj Re: Feminiści - artykuł z "Wysokich Obcasów" 06.03.06, 14:21
                                O rany! Młody panicz! pamiętam! ja wtedy głownie poczytywałam sobie to forum,
                                rzadko pisałam.... potem miałam dłuuuga przerwe, potm wrociłam i troche sie
                                rozczarowałam...
                                • lynx.rufus Re: Feminiści - artykuł z "Wysokich Obcasów" 06.03.06, 14:26
                                  monikaannaj napisała:

                                  > O rany! Młody panicz! pamiętam! ja wtedy głownie poczytywałam sobie to forum,
                                  > rzadko pisałam.... potem miałam dłuuuga przerwe, potm wrociłam i troche sie
                                  > rozczarowałam...

                                  heh, witam :)
                                  widze za to, ze teraz Ty sie tam udzielasz, zdradzajac swoja plec ( (c) michal
                                  placzek, feminista).

                                  pozdrawiam
                                  lynx
                          • stephen_s Re: Feminiści - artykuł z "Wysokich Obcasów" 06.03.06, 16:38
                            > jak sie polski feminizm ujawni w innej postaci, to pogadamy. poki co - taki
                            > wlasnie jest.

                            Primo, kto powiedział, że rozmawiamy o POLSKIM feminizmie? Dla mnie feminizm to
                            idea bez konotacji narodowych.

                            Secundo - wiesz, feminizm to idea przede wszystkim, nie ludzie. Atakując
                            feminizm na zasadzie "A bo Jaruga nic nie zrobiła jako minister", zachowujesz
                            się jak ktoś, kto mówi "Katolicyzm jest beznadziejny, bo abp Gocłowski nie
                            dopilnował Stella Maris".

                            Ale oczywiście, prościej jest wyśmiewać feminizm z powodu działaczek, niż
                            rozmawiać o jego postulatach...

                            > prosze, prosze - ktos cos mowil o pogardzie? wez daj spokoj. moim skromnym
                            > zdaniem nic nie zrozumiales z tamtych dyskusji.

                            No cóż, może Ciebie bawi rozważanie przez tygodnie, czy zgwałcona kobieta winna
                            jest swojego zgwałcenia, czy nie. Przykro mi, mnie to nie bawi - i uważam, że
                            koleś, co namiętnia udowadnia coś takiego, albo dyskutuje o prawie do przemocy
                            domowej, jest właśnei dupkiem.

                            > nie jestem adwokatem tada, wiec
                            > go bronic nie bede. moim zdaniem moglbys sie jednak sporo od niego nauczyc.

                            Tak, zapewne tego pięknego "szacunku" do kobiet, którego nie mają te okropne
                            feministki! Bo zaiste, wyrazem niesamowitego szacunku jest rozważanie, czy
                            zgwałcona kobieta nie jest przypadkiem sama sobie winna...

                            > oceniam po tym, co widze.

                            Oceniasz po tym, co chce Ci się widzieć.

                            > na forum feminizm spedzilem pare lat. to co sie tam teraz wyprawia do jedna
                            > wielka zalosc. takiego poziomu infantylizmu dawno juz nie widzialem.

                            A jak to ma się do mojego pytania??? Skoro byłeś, jak twierdzisz, ileś lat na
                            FF, to powinieneś doskonale zdawać sobie sprawę, że kwestia "kur domowych" nie
                            raz była tam omawiana! Do licha, nawet obecnie wisi tam wątek o konserwatywnych
                            katoliczkach - i jakoś niespecjalnie tam ktokolwiek się tych kobiet, ich
                            życiowego wyboru, czepia.

                            Interesuje Cię ta kwestia? To mogę dać link. Czy też może, zamiast na poważnie
                            dyskutować nad feminizmem, wchodziłeś na to forum, by powyśmiewać się z Kazi
                            Szczuki itd.?

                            > ps. nie chce mi sie tu dyskutowac feminizmu. napisalem swoje zdanie
                            > (negatywne) i wystarczy.

                            Przyznaj się po prostu, że nie masz argumentów, bo o feminizmie umiesz
                            powiedzieć tyle, że Kazia Szczuka jest głupia, a Jaruga marnotrawi pieniądze...
                            • lynx.rufus Re: Feminiści - artykuł z "Wysokich Obcasów" 06.03.06, 22:06
                              stephen_s napisał:

                              > Secundo - wiesz, feminizm to idea przede wszystkim, nie ludzie. Atakując
                              > feminizm na zasadzie "A bo Jaruga nic nie zrobiła jako minister", zachowujesz
                              > się jak ktoś, kto mówi "Katolicyzm jest beznadziejny, bo abp Gocłowski nie
                              > dopilnował Stella Maris".

                              dawno dawno temu pewien czlowiek zauwazyl: nie da sie powiedziec zlego slowa na
                              feminizm, zeby jego obroncy natychmiast nie stwierdzili 'a Kosciol katolicki
                              to...'. raz prawda - zawsze prawda.

                              > Ale oczywiście, prościej jest wyśmiewać feminizm z powodu działaczek, niż
                              > rozmawiać o jego postulatach...

                              > A jak to ma się do mojego pytania??? Skoro byłeś, jak twierdzisz, ileś lat na
                              > FF, to powinieneś doskonale zdawać sobie sprawę, że kwestia "kur domowych" nie
                              > raz była tam omawiana! Do licha, nawet obecnie wisi tam wątek o konserwatywnych
                              >
                              > katoliczkach - i jakoś niespecjalnie tam ktokolwiek się tych kobiet, ich
                              > życiowego wyboru, czepia.
                              > Przyznaj się po prostu, że nie masz argumentów, bo o feminizmie umiesz
                              > powiedzieć tyle, że Kazia Szczuka jest głupia, a Jaruga marnotrawi pieniądze...

                              taak.. :) przejrzales mnie na wylot. przed Twoim sokolim ultrawzrokiem nic sie
                              nie ukryje...

                              a prawda jest taka, ze naprawde mam na jakis czas dosc dyskusji o feminizmie. na
                              ff przewalkowalismy chyba kazdy temat z lewa na prawo i z prawa na lewo. w moich
                              oczach jest to idea skompromitowana do szczetu i tyle. pogodz sie z tym.

                              pozdrawiam
                              lynx
                        • lynx.rufus Re: Feminiści - artykuł z "Wysokich Obcasów" 06.03.06, 13:51
                          stephen_s napisał:

                          > Czytałeś ten tekst o feministach? Proszę, podaj konkretnie, co jest
                          > niewłaściwego w tym, co owi panowie mówią.

                          wlasnie przeczytalem. dawno juz sie tak nie smialem. zdziwilo mnie tylko, ze
                          przeszedles do porzadku dziennego nad sposobem, z jaka owi 'feminisci' wyrazaja
                          sie o kobietach, ktorym nie jest po drodze z feminizmem. moim skromnym zdaniem
                          panowie ci to ciezkie przypadki. tak kompromituja feminizm, ze podejrzewam w
                          nich piata kolumne patriarchatu.

                          pozdrawiam
                          lynx
                          • stephen_s Re: Feminiści - artykuł z "Wysokich Obcasów" 06.03.06, 16:40
                            > wlasnie przeczytalem. dawno juz sie tak nie smialem.

                            Umiesz podać konkretne powody swojego śmiechu?

                            > zdziwilo mnie tylko, ze
                            > przeszedles do porzadku dziennego nad sposobem, z jaka owi 'feminisci'
                            > wyrazaja sie o kobietach, ktorym nie jest po drodze z feminizmem.

                            To znaczy?

                            > moim skromnym zdaniem panowie ci to ciezkie przypadki.

                            Czemu? Wiesz, w wielu kwestiach się z nimi zgadzam, więc ciekaw jestem, czy i
                            ja jestem "ciężkim przypadkiem"?
                            • lynx.rufus Re: Feminiści - artykuł z "Wysokich Obcasów" 06.03.06, 22:00
                              stephen_s napisał:

                              > > wlasnie przeczytalem. dawno juz sie tak nie smialem.
                              >
                              > Umiesz podać konkretne powody swojego śmiechu?

                              praktycznie kazde zdanie tam wypowiadane ocieka taka egzaltacja ze musialbym
                              cytowac wszystko. a to juz sam zrobiles podajac link.

                              panowie cierpia na syndrom postaci z 'everyone says i love you' w.allena granej
                              przez goldie hawn, ktora pelna dobrych checi nie ma pojecia o czym mowi.


                              > > zdziwilo mnie tylko, ze
                              > > przeszedles do porzadku dziennego nad sposobem, z jaka owi 'feminisci'
                              > > wyrazaja sie o kobietach, ktorym nie jest po drodze z feminizmem.
                              >
                              > To znaczy?

                              'zdrajczynie' - czy to ladnie tak? moim zdanie nieladnie.

                              > Czemu? Wiesz, w wielu kwestiach się z nimi zgadzam, więc ciekaw jestem, czy i
                              > ja jestem "ciężkim przypadkiem"?

                              'lustereczko powiedz przecie, kto jest najpiekniejszy na swiecie' - nic z tego.
                              przegladaj sie w postach innych osob.

                              pozdrawiam
                              lynx
                          • e_wok Jakos mam problemy z uwierzeniem 06.03.06, 18:47
                            ze Rufusa znalam kiedys jako buzza i panicza. Ludzie sie zmieniaja, owszem, ale
                            w tym wypadku to nie bylaby zmiana. to bylby untergang.
                            • lynx.rufus Re: Jakos mam problemy z uwierzeniem 06.03.06, 21:55
                              e_wok napisała:

                              > ze Rufusa znalam kiedys jako buzza i panicza. Ludzie sie zmieniaja, owszem, ale
                              >
                              > w tym wypadku to nie bylaby zmiana. to bylby untergang.

                              ten wasik, ach ten wasik... sugerujesz ze wyrosl mi na wzor feministkom
                              uwiklanym w polityke? byc moze. nie mozna jednak wykluczyc ze zmienil sie nie
                              obiekt obserwowany, ale - obserwujacy. co Ty na to?

                              pozdrawiam
                              lynx
                              • e_wok Cos w tym jest 07.03.06, 21:09
                                Czytanie prawie wylacznie dyskusji na zamknietych forach kobiecych
                                przyzwyczailo mnie do wysokiego stopnia blyskotliwosci i stylistycznego
                                wyrafinowania, byc moze standardy mi sie podniosly.
                                • lynx.rufus Re: Cos w tym jest 07.03.06, 21:11
                                  e_wok napisała:

                                  > Czytanie prawie wylacznie dyskusji na zamknietych forach kobiecych
                                  > przyzwyczailo mnie do wysokiego stopnia blyskotliwosci i stylistycznego
                                  > wyrafinowania, byc moze standardy mi sie podniosly.

                                  nie rozumiem tylko, czemu rozmawiajac ze mna stale je obnizasz. a moze wcale nie
                                  sa tak wysokie? nie, nie - nie staraj sie odpowiadac. oboje wiemy...

                                  pozdrawiam?
                                  lr
                                  • stephen_s Re: Cos w tym jest 07.03.06, 21:47
                                    > nie rozumiem tylko, czemu rozmawiajac ze mna stale je obnizasz. a moze wcale
                                    > nie
                                    > sa tak wysokie? nie, nie - nie staraj sie odpowiadac. oboje wiemy...

                                    Niestety, czasem trudno zachować wlasne standardy, gdy dyskutuje się z kimś,
                                    kto potrafi jedynie wyśmiewać. Niskie standardy bywają zaraźliwe, może więc
                                    najlepiej osoby je stosujące ignorować, a nie w naiwności próbować z nimi
                                    powaznie rozmawiać...

                                    Różne rzeczy w Twoim wykonaniu widziałem, ale Twoje wypowiedzi o feminizmie
                                    neistety sa na poziomie Jajca. Zero merytorycznych argumentów, jedynie jad i
                                    wyśmiewanie tego, co nie mieści się w Twoim widzeniu świata... oraz ludzi,
                                    których jedyną winą jest, że myślą INACZEJ. Można zamieniać w wypowiedziach
                                    Twoich i Jajca na przemian "katolicyzm" na "feminizm"... poza nazwami,
                                    zachowujecie się tak samo.

                                    Kiedy pierwszy raz spotkałem Cie na tym forum, miałem do Ciebie sporo szacunku,
                                    bo sprawiałeś wrażenei osoby, która ma konserwatywne poglądy, ale umie
                                    spokojnie i rzeczowo o nich rozmawiać. Szkoda, że upierasz się, by przekonać
                                    mnie, że to wrażenie było mylne.

                                    A swoją drogą, chciałbym zrozumieć ten fenomem, jak Ty łączysz głębokie
                                    przywiązanie do chrześcijaństwa z ostentacyjną pogardą i złośliwością wobec
                                    wszystkich, którzy nie żyją, jak Ty uważasz za mądre...

                                    Może zanim następnym razem palniesz coś o feministkach, czy - nawiązując do
                                    innej dyskusji - o "siksach / dziewuchach / gwiazdkach porno kręcących tyłkiem"
                                    zadaj sobie pytanie: "Czy to powiedziałby Jezus?"...
                                    • lynx.rufus Re: Cos w tym jest 07.03.06, 22:27
                                      stephen_s napisał:

                                      > Niestety, czasem trudno zachować wlasne standardy, gdy dyskutuje się z kimś,
                                      > kto potrafi jedynie wyśmiewać. Niskie standardy bywają zaraźliwe, może więc
                                      > najlepiej osoby je stosujące ignorować, a nie w naiwności próbować z nimi
                                      > powaznie rozmawiać...

                                      bez komentarza.

                                      >
                                      > Różne rzeczy w Twoim wykonaniu widziałem, ale Twoje wypowiedzi o feminizmie
                                      > neistety sa na poziomie Jajca. Zero merytorycznych argumentów, jedynie jad i
                                      > wyśmiewanie tego, co nie mieści się w Twoim widzeniu świata... oraz ludzi,
                                      > których jedyną winą jest, że myślą INACZEJ. Można zamieniać w wypowiedziach
                                      > Twoich i Jajca na przemian "katolicyzm" na "feminizm"... poza nazwami,
                                      > zachowujecie się tak samo.

                                      doprawdy? bo ja twierdze, ze to Twoj stosunek do wszystkich, ktorzy smia miec
                                      inne zdanie na temat Twoich swietosci.

                                      przemawiasz tu jak prorok do ludu, a mnie to zwyczajnie nudzi, bo z prorokami w
                                      zaden sposob sie nie dyskutuje. albo rzuca sie ich lwom na pozarcie, albo
                                      przyjmuje ich nauczanie. to drugie odpada, a pierwsze - jest malo uprzejme. wiec
                                      co ja mam zrobic?

                                      > Kiedy pierwszy raz spotkałem Cie na tym forum, miałem do Ciebie sporo szacunku,
                                      >
                                      > bo sprawiałeś wrażenei osoby, która ma konserwatywne poglądy, ale umie
                                      > spokojnie i rzeczowo o nich rozmawiać. Szkoda, że upierasz się, by przekonać
                                      > mnie, że to wrażenie było mylne.

                                      mylisz sie. jest mi wszystko jedno.

                                      > A swoją drogą, chciałbym zrozumieć ten fenomem, jak Ty łączysz głębokie
                                      > przywiązanie do chrześcijaństwa z ostentacyjną pogardą i złośliwością wobec
                                      > wszystkich, którzy nie żyją, jak Ty uważasz za mądre...

                                      kazdy ma swoje wady. byc moze moja jest zlosliwosc. staram sie natomiast unikac
                                      tej, ktora mi ciagle zarzucasz: afiszowania sie chrzescijanstwem.

                                      dlatego powtarzam jeszcze raz, jak komu dobremu: przestan traktowac mnie przez
                                      pryzmat chrzescijanstwa.

                                      odnos sie do tekstow, argumentow badz zlosliwosci (jesli je widzisz, choc moim
                                      zdaniem - wyobrazasz je sobie) ale interpretacje zostaw na boku. czy zauwazyles,
                                      ile czasu poswiecasz na analizowanie moich intencji? a ile - ja na analizowanie
                                      Twoich?

                                      > Może zanim następnym razem palniesz coś o feministkach, czy - nawiązując do
                                      > innej dyskusji - o "siksach / dziewuchach / gwiazdkach porno kręcących tyłkiem"
                                      > zadaj sobie pytanie: "Czy to powiedziałby Jezus?"...

                                      rece opadaja. po pierwsze: przestan mnie nauczac chrzescijanstwa. ok?
                                      po drugie: przestan mnie pouczac.
                                      po trzecie: ... ech, wiesz co? rece mi wlasnie opadly. nie chce mi sie dalej Ci
                                      odpowiadac.

                                      lr
                                      • stephen_s Re: Cos w tym jest 07.03.06, 23:50
                                        > bez komentarza.

                                        Ja tylko piszę, co widzę... Ty potrafisz określać cudze posty jako infantylne
                                        itd. Boli Cie, że dla odmiany ktoś Twoje zachowanie ocenił?

                                        > doprawdy? bo ja twierdze, ze to Twoj stosunek do wszystkich, ktorzy smia miec
                                        > inne zdanie na temat Twoich swietosci.

                                        Jak to mawiają Amerykanie - bullshit. Potrafię uszanować ludzi myślących
                                        inaczej ode mnie. Zdanie Azerki na temat homoseksualizmu jest takie, jak Twoje -
                                        ale jej nie odsądzam od czci i wiary. Wiesz czemu? Bo w przeciwieństwie do
                                        Ciebie, ona wykazuje choć odrobinę szacunku, dyskutując o tych sprawach. Ty zaś
                                        walisz non stop "sodomitami", choć wielokrotnie zwracano Ci uwagę, że to słowo
                                        obraźliwe (co łatwo możesz potwierdzić, zaglądając do słownika języka
                                        polskiego).

                                        Jednym z moich najbliższych przyjaciół jest osoba, która ma bardzo odmienne
                                        zdanie w bardzo wielu sprawach, także religijnych. Jednak potrafimy
                                        się "pięknie różnić". Znowu - bo w przeciwieństwie do Ciebie, osoba ta nie
                                        traktuje inaczej myślących jak idiotów. Ty to niestety robisz.

                                        > przemawiasz tu jak prorok do ludu, a mnie to zwyczajnie nudzi, bo z prorokami
                                        > w zaden sposob sie nie dyskutuje.

                                        Z dwojga złego wolę byc prorokiem, niż jednoosobową lożą szyderców...

                                        > kazdy ma swoje wady. byc moze moja jest zlosliwosc. staram sie natomiast
                                        > unikac tej, ktora mi ciagle zarzucasz: afiszowania sie chrzescijanstwem.

                                        Nigdzie nie napisałem, że afiszujesz się z chrześcijaństwem. Nie robisz tego,
                                        to Ci przyznam. Jednak wiadomo, jaką religię wyznajesz, jakie masz poglądy...
                                        Siłą rzeczy w dyskusjach to wychodzi. I wybacz, ale nie mogę nic poradzić na
                                        to, że widzę pewną przepaść międyz tym, pod jakim światopoglądem się
                                        podpisujesz - a Twoim zachowaniem tutaj na forum.

                                        > rece opadaja. po pierwsze: przestan mnie nauczac chrzescijanstwa. ok?

                                        Czemu? Ty bez skrupułów nauczasz, jakie to inne światopoglądy poza Twoim są
                                        głupie... Jak pisałem, nie afiszujesz się chrześcijaństwem, ale de facto z
                                        tego, co piszesz, jasno widać, ze dla Ciebie każdy system wartości poza
                                        chrześcijaństwem to g.... warte jedynie obśmiania.

                                        Wybacz, ale w takiej sytuacji trudno powstrzymać mi się od skomentowania takiej
                                        postawy. Nie jestem już chrześcijaninem, ale przez lata Jezus z Nazaretu był
                                        dla mnie punktem odniesienia. Nadal uważam, że jego nauka w grunice rzeczy jest
                                        piękna. I jest niewiele rzeczy, jakie bolą mnie bardziej, gdy widze kogoś, kto
                                        twardo broni różnorodnych zasad chrześcijaństwa... a kompletnie depcze jej
                                        podstawowe przesłanie.

                                        Gdy czytalem, co pisałeś o nieszczęsniej Sylwii P., to po prostu nie mogłem
                                        uwierzyć, że takie rzeczy pisze ktoś, kto wyznaje religię, która zaczęła się od
                                        człowieka, co mówił "Kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień".
                                        Wybacz, ale czy naprawdę wierzysz, że Jezus, gdyby żył obecnie, powiedziałby
                                        odnośnie Sylwii "Wywalcie tę siksę ze szkoły, neich ta gwiazda porno nie
                                        demoralizuje mojego dziecka"?

                                        I tak, zdaję sobie doskonale, że krytykuję Cię w tym momencie personalnie... No
                                        cóż - zbierasz jedynie to, co zasiałeś. Ty bardzo lubisz oceniać innych ludzi,
                                        wypowiadać o innych kategoryczne sądy... może więc pora, by Tobie ktoś
                                        powiedział, jak Cię odbiera.

                                        PS. Nie musisz na to odpowiadać, bo i nie zamierzam ciągnąć dalej tej rozmowy.
                                        Natomiast całkiem na poważnie apeluję, byś spróbował się nad tym, co napisałem,
                                        zastanowić.
                                        • lynx.rufus Re: Cos w tym jest. Odp: jest magiel 08.03.06, 00:12
                                          stephen_s napisał:

                                          > Ja tylko piszę, co widzę... Ty potrafisz określać cudze posty jako infantylne
                                          > itd. Boli Cie, że dla odmiany ktoś Twoje zachowanie ocenił?

                                          napisalem przeciez, ze wszystko mi jedno. :)

                                          > Jak to mawiają Amerykanie - bullshit. Potrafię uszanować ludzi myślących
                                          > inaczej ode mnie. Zdanie Azerki na temat homoseksualizmu jest takie, jak Twoje
                                          > -
                                          > ale jej nie odsądzam od czci i wiary. Wiesz czemu? Bo w przeciwieństwie do
                                          > Ciebie, ona wykazuje choć odrobinę szacunku, dyskutując o tych sprawach. Ty zaś
                                          >
                                          > walisz non stop "sodomitami", choć wielokrotnie zwracano Ci uwagę, że to słowo
                                          > obraźliwe (co łatwo możesz potwierdzić, zaglądając do słownika języka
                                          > polskiego).
                                          >
                                          > Jednym z moich najbliższych przyjaciół jest osoba, która ma bardzo odmienne
                                          > zdanie w bardzo wielu sprawach, także religijnych. Jednak potrafimy
                                          > się "pięknie różnić". Znowu - bo w przeciwieństwie do Ciebie, osoba ta nie
                                          > traktuje inaczej myślących jak idiotów. Ty to niestety robisz.

                                          > Nigdzie nie napisałem, że afiszujesz się z chrześcijaństwem. Nie robisz tego,
                                          > to Ci przyznam. Jednak wiadomo, jaką religię wyznajesz, jakie masz poglądy...
                                          > Siłą rzeczy w dyskusjach to wychodzi. I wybacz, ale nie mogę nic poradzić na
                                          > to, że widzę pewną przepaść międyz tym, pod jakim światopoglądem się
                                          > podpisujesz - a Twoim zachowaniem tutaj na forum.
                                          >
                                          > Czemu? Ty bez skrupułów nauczasz, jakie to inne światopoglądy poza Twoim są
                                          > głupie... Jak pisałem, nie afiszujesz się chrześcijaństwem, ale de facto z
                                          > tego, co piszesz, jasno widać, ze dla Ciebie każdy system wartości poza
                                          > chrześcijaństwem to g.... warte jedynie obśmiania.

                                          heh, naprawde masz bujna wyobraznie. aby Ci to uzmyslowic, podam przyklad z tego
                                          watku. oto jak dyskutujesz:

                                          ja: wszystko co mowia ci panowie zasluguje na obsmianie (czy jakos tak, chyba
                                          zreszta lagodniej)

                                          Ty: ale co dokladnie, bo ja sie z wiekszoscia rzeczy zgadzam, wiec ciekaw
                                          jestem, czy mnie tez obsmiejesz.

                                          i tu nastepuje clou mojego wpisu:

                                          ***
                                          widzisz problem? wszystko w rozmowie z Toba ma zmierzac do tego, czy CIEBIE ktos
                                          obrazi, czy CIEBIE ktos polubi, czy z TOBA sie ktos zgodzi.
                                          ***

                                          nie wiem, skad sie to bierze i - znowu - malo mnie to interesuje. ze
                                          zmartwieniem tylko staje sie swiadkiem kolejnej zagrywki tego typu, bo po prostu
                                          nie lubie takiego magla, jaki sie tu odstawia. dzieki Tobie, zeby nie bylo
                                          watpliwosci.

                                          > Wybacz, ale w takiej sytuacji trudno powstrzymać mi się od skomentowania takiej
                                          > postawy.

                                          tak, wiem, ze Ci trudno. wlasnie powyzej Ci to wytknalem.

                                          > Gdy czytalem, co pisałeś o nieszczęsniej Sylwii P., to po prostu nie mogłem
                                          > uwierzyć, że takie rzeczy pisze ktoś, kto wyznaje religię, która zaczęła się od
                                          >
                                          > człowieka, co mówił "Kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień".
                                          > Wybacz, ale czy naprawdę wierzysz, że Jezus, gdyby żył obecnie, powiedziałby
                                          > odnośnie Sylwii "Wywalcie tę siksę ze szkoły, neich ta gwiazda porno nie
                                          > demoralizuje mojego dziecka"?

                                          heh, to ladne. 'nieszczesna' sylwia p. :)

                                          troche mi tez pochlebia, jak przypisujesz mi wladze wyrzucania uczennic z
                                          liceum. ale, ale - nikt mi takiej wladzy nie dal. wyrazilem tu jedynie swoje
                                          zdanie, ze panna postapila glupio, zostala wykorzystana przez playboya, a
                                          dyrektor ma obowiazek dbania o moralnosc uczniow swojej szkoly.

                                          ale nic to. pewnie trzeba bylo powiedziec 'jestem metalowcem i uwazam, ze nalezy
                                          ja zabic'. - aaa.. to inna historia, prawda? ;)


                                          > I tak, zdaję sobie doskonale, że krytykuję Cię w tym momencie personalnie... No
                                          > cóż - zbierasz jedynie to, co zasiałeś. Ty bardzo lubisz oceniać innych ludzi,
                                          > wypowiadać o innych kategoryczne sądy... może więc pora, by Tobie ktoś
                                          > powiedział, jak Cię odbiera.

                                          ech, nic nie zasialem, znowu przypisujesz mi zbyt wielka wladze. Twoj post to
                                          samosiejka.

                                          > PS. Nie musisz na to odpowiadać, bo i nie zamierzam ciągnąć dalej tej rozmowy.
                                          > Natomiast całkiem na poważnie apeluję, byś spróbował się nad tym, co napisałem,
                                          > zastanowić.

                                          co do pierwszej rady - wiem, ze nie musze. cwicze opanowanie.
                                          a druga rada - coz. te szanse zaprzepasciles juz dawno :)

                                          tym razem serdecznie pozdrawiam
                                          lynx
                                          • stephen_s Jedna rzecz 08.03.06, 11:06
                                            Wiesz, mi naprawdę nie zależy na tym, byś mnie lubił. Natomiast co chciałem
                                            powiedzieć, to to, że mam prawo poczuć się co nieco dotknięty, gdy prezentuję
                                            wypowiedzi ludzi, z których poglądami się utożsamiam... i w odpowiedzi Ty bez
                                            skrupułów wyzywasz tych ludzi od "ciężkich przypadków". Ponieważ z nimi się
                                            utożsamiam, to wniosek nasuwa się sam: ja też jestem "ciężkim przypadkiem".

                                            Naprawdę, nie trzeba rozbuchaneg narcyzmu, by poczuć się nieco dotkniętym,
                                            słysząc pod swoim adresem coś takiego.

                                            Jak pamiętam, nasze pierwsze "starcie" na forum dotyczyło m.in. tego, że wg
                                            Ciebie uczucia Polaków obrażają ludzie, którzy nie wpisali się w żałobę po
                                            JPII. Że wg Ciebie wyłamywanie się z tej żałoby było obrażaniem uczuć innych,
                                            wręcz aspołecznością.

                                            Skoro więc jesteś tak wyczulony na obrazę wartości Tobie bliskich, to
                                            wypadałoby, byś pamietał też, że powinieneś szanować wartości cudze. Bo lekką
                                            ręką rozdajesz złośliwości, epitety itd. Warto byłoby, byś zdał sobie sprawę,
                                            że Ty też możesz kogoś urazić, dotknąć itd.

                                            Ale myślę, że zdajesz sobie z tego sprawę... Ty po prostu masz to gdzieś. Bo Ty
                                            jesteś mądry konserwatysta Lynx i, cholera, będziesz mówił, co myślisz - i nikt
                                            Ci nie zabroni! A jeśli kogoś to zaboli, to jego problem! Masz prawo mieć
                                            absolutnie w tyle, że gdy na kogoś bluzgasz, to po drugiej stronie monitora
                                            siedzi żywy człowiek, którego uczucia ranisz...

                                            Powiem szczerze: Twoja wypowiedź o feministach mnie uraziła. I nie jest to
                                            pierwsza taka wypowiedź od Ciebie. Oczywiście, możesz uznać, że Cię to nie
                                            obchodzi... ale zastanów się, czy tak zrobiłby Jezus. Bo ja też w tej religii
                                            wzrastałem i jakoś nie czuję, by Jezus swoim wyznawcom dawał prawo do plucia na
                                            innych i obrażania ich. Raczej mówił o pokorze, miłości, nadstawianiu drugiego
                                            policzka...

                                            Doprawdy, rózne rzeczy w Twoich postaw widzę, ale nie pokorę, miłość bliźniego
                                            i nadstawianie drugiego policzka.

                                            Fin ;)
                                            • lynx.rufus Re: Jedna rzecz 08.03.06, 12:19
                                              stephen_s napisał:

                                              > Wiesz, mi naprawdę nie zależy na tym, byś mnie lubił. Natomiast co chciałem
                                              > powiedzieć, to to, że mam prawo poczuć się co nieco dotknięty, gdy prezentuję
                                              > wypowiedzi ludzi, z których poglądami się utożsamiam... i w odpowiedzi Ty bez
                                              > skrupułów wyzywasz tych ludzi od "ciężkich przypadków". Ponieważ z nimi się
                                              > utożsamiam, to wniosek nasuwa się sam: ja też jestem "ciężkim przypadkiem".
                                              >
                                              > Naprawdę, nie trzeba rozbuchaneg narcyzmu, by poczuć się nieco dotkniętym,
                                              > słysząc pod swoim adresem coś takiego.

                                              dajze spokoj. nigdzie nie twierdzilem, ze Twoj narcyzm jest rozbuchany. ba,
                                              nigdy nie twierdzilem nawet, ze w ogole u Ciebie on wystepuje. stwierdzilem
                                              tylko, ze wszystko odnosisz do siebie. 'ja, ja, ja', tzn. Ty, Ty, Ty. powyzej znowu.

                                              > Jak pamiętam, nasze pierwsze "starcie" na forum dotyczyło m.in. tego, że wg
                                              > Ciebie uczucia Polaków obrażają ludzie, którzy nie wpisali się w żałobę po
                                              > JPII. Że wg Ciebie wyłamywanie się z tej żałoby było obrażaniem uczuć innych,
                                              > wręcz aspołecznością.

                                              czy ja sie oburzalem? nie wydaje mi sie. jak ja to pamietam, to oburzali sie na
                                              mnie inni za moje stwierdzenia pod adresem tych, ktorzy ostentacyjnie mieli
                                              zalobe gdzies.

                                              > Skoro więc jesteś tak wyczulony na obrazę wartości Tobie bliskich, to
                                              > wypadałoby, byś pamietał też, że powinieneś szanować wartości cudze. Bo lekką
                                              > ręką rozdajesz złośliwości, epitety itd. Warto byłoby, byś zdał sobie sprawę,
                                              > że Ty też możesz kogoś urazić, dotknąć itd.

                                              alez ja dobrze wiem, ze slowa moga urazic. ba, mam to ciagle w pamieci. i
                                              dlatego powstrzymuje sie od uwag osobistych, ktore - wierz mi - same cisna sie
                                              czasami na usta.

                                              Ty natomiast chcialbys mnie zakneblowac zupelnie. nie ma na to zgody.

                                              > Ale myślę, że zdajesz sobie z tego sprawę... Ty po prostu masz to gdzieś. Bo Ty
                                              >
                                              > jesteś mądry konserwatysta Lynx i, cholera, będziesz mówił, co myślisz - i nikt
                                              >
                                              > Ci nie zabroni! A jeśli kogoś to zaboli, to jego problem! Masz prawo mieć
                                              > absolutnie w tyle, że gdy na kogoś bluzgasz, to po drugiej stronie monitora
                                              > siedzi żywy człowiek, którego uczucia ranisz...

                                              zartujesz, prawda? urazilem Twoje uczucia mowiac 'siksa'? wyobraz sobie, ze w
                                              tej sprawie nie chodzi o Ciebie. mowilismy o wszytkim, tylko _nie o Tobie_.

                                              i znowu: nie analizuj mnie. nie przypisuj mi czegos, co Ci sie wydaje.

                                              ze bluzgam - to pozostawie prawie bez komentarza. akurat bluzgano to tu na mnie.
                                              czy Ty naprawde nie masz wyczucia jezykowego, ktore pozwalaloby Ci odroznic
                                              zlosliwosc i ostrosc od wyzywania, bluzgania i pogardy?

                                              > Powiem szczerze: Twoja wypowiedź o feministach mnie uraziła.

                                              wiem, po raz kolejny okazalo sie, ze chodzi o Ciebie, a nie - temat rozmowy.
                                              zeby to wyjasnic, podalem Ci przyklad, kiedy feminista zarzucil
                                              kobietom-niefeministkom zdrade. i co? cisza.


                                              I nie jest to
                                              > pierwsza taka wypowiedź od Ciebie. Oczywiście, możesz uznać, że Cię to nie
                                              > obchodzi... ale zastanów się, czy tak zrobiłby Jezus. Bo ja też w tej religii
                                              > wzrastałem i jakoś nie czuję, by Jezus swoim wyznawcom dawał prawo do plucia na
                                              >
                                              > innych i obrażania ich. Raczej mówił o pokorze, miłości, nadstawianiu drugiego
                                              > policzka...

                                              obniz loty. na forum sie nie nadstawia policzkow, ani w policzki sie nie bije.

                                              pozdrawiam
                                              lynx
                                              • stephen_s Re: Jedna rzecz 08.03.06, 12:27
                                                > czy ja sie oburzalem? nie wydaje mi sie.

                                                Oczywiście, że tak.

                                                > Ty natomiast chcialbys mnie zakneblowac zupelnie.

                                                Bzdura.

                                                > wiem, po raz kolejny okazalo sie, ze chodzi o Ciebie, a nie - temat rozmowy.
                                                > zeby to wyjasnic, podalem Ci przyklad, kiedy feminista zarzucil
                                                > kobietom-niefeministkom zdrade. i co? cisza.

                                                Odpowiedziałbym na to, gdybym miał przekonanie, że jest SENS dalszej
                                                merytorycznej dyskusji z Tobą. Ponieważ upierasz się, by dyskutować na
                                                zasadzie "Feminizm jest głupi, bo nie lubię Kazi Szczuki", tego sensu nie widzę.

                                                > czy Ty naprawde nie masz wyczucia jezykowego, ktore pozwalaloby Ci odroznic
                                                > zlosliwosc i ostrosc od wyzywania, bluzgania i pogardy?

                                                Dokładnie to samo pytanie mogę zadać Tobie.

                                                > obniz loty. na forum sie nie nadstawia policzkow, ani w policzki sie nie bije.

                                                Forum jest taką samą formą interakcji społecznej, jak rozmowa twarzą w twarz.
                                                Obowiązuja takie same zasady kultury i międzyludzkiej przyzwoitości.

                                                A co do bicia w policzki... to czytając Twoje wypowiedzi, nie raz miałem
                                                poczucie włąśnie, ze zdzieliłeś mnie w twarz.

                                                Żegnam...
                                                • lynx.rufus Re: Jedna rzecz 08.03.06, 12:35
                                                  stephen_s napisał:

                                                  > > czy ja sie oburzalem? nie wydaje mi sie.
                                                  >
                                                  > Oczywiście, że tak.

                                                  byc moze. jesli tak - to niepotrzebnie. ale nadal watpie, a nie chce mi sie
                                                  sprawdzac.

                                                  >
                                                  > > Ty natomiast chcialbys mnie zakneblowac zupelnie.
                                                  >
                                                  > Bzdura.

                                                  tez tak uwazam, i dlatego sie dziwie, ze ciagle ja powtarzasz.

                                                  > Odpowiedziałbym na to, gdybym miał przekonanie, że jest SENS dalszej
                                                  > merytorycznej dyskusji z Tobą. Ponieważ upierasz się, by dyskutować na
                                                  > zasadzie "Feminizm jest głupi, bo nie lubię Kazi Szczuki", tego sensu nie widzę.

                                                  akurat ja kazie bardzo lubie i mi jej szczerze zal...

                                                  ale ciesze sie, ze znalazles dobra wymowke.

                                                  >
                                                  > > czy Ty naprawde nie masz wyczucia jezykowego, ktore pozwalaloby Ci odrozn
                                                  > ic
                                                  > > zlosliwosc i ostrosc od wyzywania, bluzgania i pogardy?
                                                  >
                                                  > Dokładnie to samo pytanie mogę zadać Tobie.

                                                  ale ja bylem pierwszy.

                                                  > Forum jest taką samą formą interakcji społecznej, jak rozmowa twarzą w twarz.
                                                  > Obowiązuja takie same zasady kultury i międzyludzkiej przyzwoitości.

                                                  "miedzyludzka przyzwoitosc" - brzmi dumnie, a chodzi tylko o to, ze powiedziec o
                                                  osobie w pewnym sensie publicznej (ach, te piec minut!) siksa to chamstwo...
                                                  nie wierze, zebys nie zdawal sobie sprawy, ze nie masz argumentow.

                                                  > A co do bicia w policzki... to czytając Twoje wypowiedzi, nie raz miałem
                                                  > poczucie włąśnie, ze zdzieliłeś mnie w twarz.

                                                  ale ja przeciez nawet kwiatkiem!

                                                  > Żegnam...

                                                  farewell, miss iza, farewell.... :)

                                                  pozdrawiam
                                                  lynx
                                        • monikaannaj Re: Cos w tym jest 08.03.06, 11:13
                                          człowieka, co mówił "Kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień".
                                          > Wybacz, ale czy naprawdę wierzysz, że Jezus, gdyby żył obecnie, powiedziałby
                                          > odnośnie Sylwii "Wywalcie tę siksę ze szkoły, neich ta gwiazda porno nie
                                          > demoralizuje mojego dziecka"?

                                          A co twoim zdaniem by powiedział? Oprócz "idź i nie grzesz wiecej"?
                                          • stephen_s Re: Cos w tym jest 08.03.06, 11:19
                                            > A co twoim zdaniem by powiedział? Oprócz "idź i nie grzesz wiecej"?

                                            Nie wiem, ale wydaje mi się, że wiem, czego by nie powiedział :)

                                            A Ty jak sądzisz? Czy Jezus nazwałby SP siksą i zażądał wywalenie ją poza
                                            margines, by nie stykała się z "przyzwoitymi" ludźmi i ich nie demoralizowała?
                                  • e_wok Nie zwalaj na mnie 08.03.06, 18:36
                                    nie przypominam sobie wczesniejszej wymiany mysli z Rufusem, a tym bardziej z
                                    Lynxem, wiec proponuje nie generalizowac, skoro podstawa watla.
                        • luzer Właśnie - a propos bicia kobiet z perspektywy 08.03.06, 09:45
                          feministek. Zastanawiam się czy feministki aby nie walczą o prawo kobiet do
                          bycia bitymi przez mężczyzn? Wszak skoro mężczyzna może honorowo dostać w tzw.
                          mordę, dlaczegóż kobieta (a tym bardziej - feministka!) miałaby być pozbawiona
                          tegoż prawa? I w imię czego? Przestarzałego maskulinistycznego konwenansu??
                          Ciekawe zatem czy facet który deklaruje, że - "kobiety nawet kwiatkiem"
                          nie powinien być nazywany przez feministki "szowinistyczną męską świnią"? ;)

                          stephen_s napisał:

                          > Bo chyba nie zgadzasz się, że można bić kobiety, prawda?
                          • lynx.rufus Re: Właśnie - a propos bicia kobiet z perspektywy 08.03.06, 09:52
                            luzer napisał:

                            > feministek. Zastanawiam się czy feministki aby nie walczą o prawo kobiet do
                            > bycia bitymi przez mężczyzn? Wszak skoro mężczyzna może honorowo dostać w tzw.
                            > mordę, dlaczegóż kobieta (a tym bardziej - feministka!) miałaby być pozbawiona
                            > tegoż prawa? I w imię czego? Przestarzałego maskulinistycznego konwenansu??
                            > Ciekawe zatem czy facet który deklaruje, że - "kobiety nawet kwiatkiem"
                            > nie powinien być nazywany przez feministki "szowinistyczną męską świnią"? ;)

                            pole do intepretacji jest nieograniczone. minister magdalena sroda podczas
                            slawnej konferencji w sztokholmie (gdzie snula rozwazania nt. zwiazku Kosciola z
                            przemoca wobec kobiet) miala przyjemnosc podzielic sie takze nastepujaca
                            refleksja: reka [meska], ktora otwiera przed kobieta drzwi, ma takze wladze
                            drzwi te przed kobieta zamknac.

                            w tej mentalnosci wszystko da sie odwrocic do gory nogami.

                            pozdrawiam
                            lynx
                            • stephen_s Re: Właśnie - a propos bicia kobiet z perspektywy 08.03.06, 10:53
                              Sam jesteś świetną ilustracją, że Środa miała sporo racji...

                              Bo czyż - przy całym swoim deklarowanym "szacunku" do kobiet - nie mrugnąłeś
                              okiem, wyzywając od siks kobietę, któej winą było to, że nie postąpiła tak, jak
                              Ty uważasz za słuszne?

                              Na tym właśnie polega problem z "szacunkiem" do kobiet w wersji partiarchalnej:
                              że owszem, kobiety się szanuje... tak długo, jak spełniają oczekiwania. Jeśli
                              któraś się wyłamie, to od razu można ją wyzwać od najgorszych, bo się "nie
                              szanuje".

                              Na tym właśnie polega m.in. feminizm: na walce o to, by kobiety były szanowane
                              same w sobie, nie tylko wtedy, jeśli się odpowiednio zachowują. By to, że
                              kobieta wystąpiła w takim "Playboyu", nie sprawiało, że rózni panowie
                              konserwatyści dawali sobie prawo do obrażania jej...
                              • monikaannaj Re: Właśnie - a propos bicia kobiet z perspektywy 08.03.06, 11:09
                                Na tym właśnie polega m.in. feminizm: na walce o to, by kobiety były szanowane
                                > same w sobie, nie tylko wtedy, jeśli się odpowiednio zachowują.

                                Same w sobie? Tylko za to ze maja dwa chromosomy X? te które np. pozwalaja
                                swoim konkubentom katowac dzieci tez szanujeswz "jako kobiety"? czy feministki
                                z manify szanuja kobiety z MW?
                                Czy feminisci z wysokich obcasów szanuja kobiety które ni chca mic z nurtem
                                feministycznym nic wspólnego nazywając je zdrajczyniami?

                                Dlaczego zakładasz że lynx zle ocenia panienke z playboya dlatego że jest
                                kobieta? Twoim zdaniem chłopca pozującego nago ocniłby lepiej? Miałby dla niego
                                szacunek?
                                • stephen_s Re: Właśnie - a propos bicia kobiet z perspektywy 08.03.06, 11:17
                                  Moniko, w takich sprawach jestem prostolinijny :)

                                  Nazwanie kobiety "siksą", "gwiazdą porno", "dziewuchą" itd. NIE jest oznaką
                                  szacunku. Nie każę szanować tego, co SP zrobiła - ale takie epitety obrażają ją
                                  jako człowieka. Mężczyzna, co wścieka się na feminizm za "nieszanowanie"
                                  kobiet, a jednocześnie lekką ręką takie epitety stosuje, kobiet wg mnie nie
                                  szanuje. A przynajmniej jego szacunek jest bardzo warunkowy: postępujesz tak,
                                  jak on sobie życzy - jesteś szanowana. Zrobisz coś inaczej - stajesz się w jego
                                  oczach niemalże prostytutką.

                                  To nie jest szacunek, przykro mi. Tak samo, jak nie byłoby szacunkiem, gdyby
                                  kobieta powiedziała, że szanuje mężczyzn - ale każdy mężczyzna, co nie
                                  postępuje wg jej wymarzonego wzorca, jest idiotą i degeneratem.
                                  • monikaannaj Re: Właśnie - a propos bicia kobiet z perspektywy 08.03.06, 11:28
                                    Nie jest oznaka szacunku dla tej konkretnej kobiety. ja tam nie czuję sie w
                                    zaden sposób związana zadna solidarnścoa jajnikow - z faktu ze ktoś nie sznuje
                                    kobiety pozujacej nago nie wynika dla mnie w zaden sposob ze nie sznuje kobiet
                                    wogole.
                                    ja szanuje męzczyzn. Ale nie wszystkich. Nie sznuje tych co zdradzaja zony,
                                    tych co je biją, tych co kradna, tych co sikaja w publicznych miejscach.

                                    Nie rozumiem, stefan, wytłumacz mi jak działa szacunek bezwarunkowy, na czym to
                                    polega. bez względu na postepowanie, kazda kobieta w twoich oczach zasługuje na
                                    uznanie tylko dlatego że jest kobieta? (a mezczyzna?)
                                    nawet matka tego zabitego ostatnio dziecka???

                                    • stephen_s Re: Właśnie - a propos bicia kobiet z perspektywy 08.03.06, 11:53
                                      Wiesz, ja tam widzę pewną "hierarchię przewinień" ;)

                                      Oczywiście, trudno tak po ludzku wykrzesać z siebie szacunek np. do kobiety, co
                                      dokonuje morderstwa z premedytacją... Ale są sytuacje, które nie są tak
                                      drastyczne. Kiedy ktoś robi coś, z czym się nie zgadzam... ale kiedy szanuję
                                      jego prawo do tego. Nawet, gdy to coś wg mnie jest głupie.

                                      Po prostu staram się mieć szacunek do ludzi... do kobiet szczególnie. Owszem,
                                      jestem tu trochę staroświecki :) Uważam, że można krytykować, nie obrażając.

                                      I dlatego uważam, ze kiedy ktoś krytykuje kobietę za udział w zdjęciach
                                      erotycznym, wyzywa ją niemalże o kurw - to jest to przejaw drastycznego braku
                                      szacunku. I do tej kobiety jako człowieka, i jako kobiety. Bo jest to podszyte
                                      przekonaniem, że każda kobieta, która nie ukrywa swojej seksualności, "puszcza
                                      się", "jest łatwa" itd. Jest to obraźliwe dla kobiet w ogóle.
                                      • monikaannaj Re: Właśnie - a propos bicia kobiet z perspektywy 08.03.06, 12:14
                                        Ej, stefan, o kurwach to nie było mowy... Oczywiste jest tez ze nikt tu nie
                                        podumowuje całego zycia, wszystkich aspektow osobowosci tej panny. za mało
                                        danych...

                                        Co do obtrazania - co nim jest?
                                        Siksa - ty uwazasz że to barzdo obrażliwe (maturzystka moze naweyt nie znac
                                        tego słowa.) Gwiazda porno. Hm - teresa orlowsky na pewno nie uznałaby tego za
                                        obraze.

                                        Można krytykowac nie obrazając? czasmi można. czasmi jakakolwiek krytyka bywa
                                        obrazą. (spójrz na kaczynskich - ich nie można skrytykowac tak by sie nie
                                        obrazili).

                                        Bo jest to podszyte
                                        > przekonaniem, że każda kobieta, która nie ukrywa swojej
                                        seksualności, "puszcza > się", "jest łatwa"

                                        jestes pewien że lynx tak myśli?? Poza tym stef, dla mnie "nie ukrywanie
                                        seksualnosci" to zupełnie coś innego niż demonstrowanie jej na rozkładówce...

                                        I zapewniam cie, ze opinia pana X "kobieta ktora nie ukrywa swojej seksualności
                                        jest łatwa" - nie jst obraźliwa dla kobiet wogole. Byc może dla wszystkich -
                                        oprócz mnie.
                                        Tak jak nie obrazaja mnie teksty typu "kobiety nie potrafią logicznie myślec".
                                        Dlaczego miąłyby mnie obrazac bzdury?

                                        Czy ty konkretnie stef czujesz sie obrazony tekstem jaiejs sfrustrowanej
                                        kobiety "męzczyznom chodzi tylko o seks"?
                                        • stephen_s Re: Właśnie - a propos bicia kobiet z perspektywy 08.03.06, 12:18
                                          > Ej, stefan, o kurwach to nie było mowy... Oczywiste jest tez ze nikt tu nie
                                          > podumowuje całego zycia, wszystkich aspektow osobowosci tej panny. za mało
                                          > danych...

                                          No, Lynx to napisał, że ona niemalże osobą z marginesu społecznego jest...

                                          > jestes pewien że lynx tak myśli??

                                          Wyczuwam w tym taki podtekst.

                                          > Czy ty konkretnie stef czujesz sie obrazony tekstem jaiejs sfrustrowanej
                                          > kobiety "męzczyznom chodzi tylko o seks"?

                                          Tak.
                                          • monikaannaj Re: Właśnie - a propos bicia kobiet z perspektywy 08.03.06, 12:26
                                            > Czy ty konkretnie stef czujesz sie obrazony tekstem jaiejs sfrustrowanej
                                            > > kobiety "męzczyznom chodzi tylko o seks"?
                                            >
                                            > Tak.

                                            Oj. masz niskie poczucie własnej wartosci? czemu? szewc bez butów chodzi...

                                            • stephen_s Re: Właśnie - a propos bicia kobiet z perspektywy 08.03.06, 12:28
                                              > Oj. masz niskie poczucie własnej wartosci? czemu? szewc bez butów chodzi...

                                              Nie chodzi o moje poczucie wartości, ale o zasady :) Mnie nie chodzi o seks i
                                              nie życzę sobie przypisywania mi takich motywacji tylko dlatego, że jestem płci
                                              męskiej.
                                              • monikaannaj Re: Właśnie - a propos bicia kobiet z perspektywy 08.03.06, 12:38
                                                Nie chodzi o moje poczucie wartości, ale o zasady :) Mnie nie chodzi o seks i
                                                > nie życzę sobie przypisywania mi takich motywacji tylko dlatego, że jestem
                                                płci
                                                >
                                                > męskiej.
                                                >
                                                No - to oczywiste. ja tez sobie nie zyczę zeby mi jakis palant (sory, ale nie
                                                mam zazwyczaj szacunku dla wyraziciela takich opinii) mówił ze nie potrafię
                                                myślec bo jestem kobieta. Dlatego - w zalezności od okoliczności - albo powiem
                                                mu co sądzę o takiej opinii, albo ugryze sie w jezyki poprzestaną na unikaniu
                                                idioty... Ale zeby mnie cos takiego miało obrazic?
                                                • stephen_s Re: Właśnie - a propos bicia kobiet z perspektywy 08.03.06, 12:40
                                                  OK, ja mam słabsze granice i mnie to jednak trochę dotyka :)
                          • stephen_s Re: Właśnie - a propos bicia kobiet z perspektywy 08.03.06, 10:47
                            > feministek. Zastanawiam się czy feministki aby nie walczą o prawo kobiet do
                            > bycia bitymi przez mężczyzn? Wszak skoro mężczyzna może honorowo dostać w tzw.
                            > mordę, dlaczegóż kobieta (a tym bardziej - feministka!) miałaby być pozbawiona
                            > tegoż prawa?

                            Kto powiedział, że feminizm broni prawa mężczyzn do "dostania w mordę"???

                            Feminizm nie broni prawa do bicia - nikogo przez nikogo. Kobiety przez
                            mężczyznę, mężczyzny przez kobietę...

                            Swoją drogą, zastanów się: jeśli feministki miałyby bronić prawa kobiet do
                            bicia bitymi... to czemu tak się składa, ze to zwykle feministki sprzeciwiają
                            się przemocy domowej? A środowiska konserwatywne, tak przesiąknięte
                            jakoby "szacunkiem" do kobiet i popierające "konwenanse" zabraniające bicia
                            kobiet, nierzadko problem ten lekceważą, bronią dramatycznie "nieingerencji
                            państwa w sprawy rodziny" i wręcz twierdzą, że problem przemocy domowej jest
                            wyolbrzymiany i "obraża instytucję rodziny"?

                            Podsumowując: nie zostałbyś nazwany szowinistą, jeśli powiedziałbyś "kobiety
                            nawet kwiatkiem" (no, chyba, że na tej podstawie zacząłbyś udowadniać, że np.
                            nie powinno przyjmować się kobiet do wojska, albo np. zabraniałbyś im
                            uprawiania bardziej siłowych sportów). Co feministki mówią, to to, że niestety,
                            w patriarchalnym społeczeństwie zakłada się, że "kobiety nawet kwiatkiem" - a
                            praktyka jest niestety, trochę inna... Na co przymyka się oczy w imię
                            społęcznego konwenansu, utrzymywania fikcji, że wszystkie rodziny są kochające
                            itd. I nierzadko też stawia się sprawę tak, ze bita kobieta sama jest sobie
                            winna...
    • gumpel z innej strony 05.03.06, 15:37
      Zazwyczaj jak czytam gazetę to szerokim łukiem omijam reklamy. Z Wysokimi
      Obcasami jest inaczej. Bardzo lubię kończyć lekturę tego pisma działem Witryna,
      który kończy każdy numer. Stanowi znakomitą puentę dla przedstawianych w tym
      tygodniku treści.

      Po lekturze artykułu o feministach starałem się wyobrazić sobie treść działu
      Witryna w pismie nastawionym na grupę docelową, taką jak panowie z tego
      artykułu. No i nic nie wymyśliłem :-(( Ale mam przeczucie, że to by dopiero
      była puenta ...
    • e_wok Szacunek dla kobiet 05.03.06, 22:39
      mnie jakos nie przekonuje. Przede wszystkim nie wierze w szacunek oparty na
      jakiejs generalizacji, poniewaz bardzo czesto na dalszym planie kryje sie
      krzywdzacy stereotyp. Tak jak za szacunkiem wobec afrykanskich lekkoatletow
      kryje sie sterotyp, ze im sie miesnie rozwinely kosztem mozgu. Tak jak na
      wlasne uszy slyszalam pelne "szacunku" wypowiedzi, ze Olisadebe jest calkiem
      niezly "chociaz bambus". za taki rodzaj szacunku uprzejmie dziekuje.
      • stephen_s Re: Szacunek dla kobiet 05.03.06, 22:44
        A do czego konkretnie pijesz? :)
        • e_wok Re: Szacunek dla kobiet 06.03.06, 09:12
          Do wypowiedzi, ze feminizm = brak szacunku dla kobiet, mysl, chyba rufusa.
    • monikaannaj Jan Rokita powiedział kiedyś, 06.03.06, 09:16
      "Jan Rokita powiedział kiedyś, że kobiety nie powinny się zajmować polityką,
      bo im wąsy od tego rosną."

      I cos w tym jest. Nie chodzi oczywiscie o fizyczne wasy, zgroze jednak budzi
      fakt, ze kobiety dazac do rownouprawnienia przejmują dotyczczas uwazane
      za "męskie" paskudne cechy...
      Mnie osobiście wkurza na maksa jak w komentarzu do np. chamowatych,
      popijających piwko na ławce, klnących jak szewcy panienek słysze - no cóz,
      równouprawnienie.
      faktycznie - dzisiaj kobiety coraz cześciej moga sie zachowywać rownie
      wstretnie jak męzczyżńi i nikogo to nie bulwersuje. Szkoda.

      • grzespelc Re: Jan Rokita powiedział kiedyś, 06.03.06, 10:58
        > faktycznie - dzisiaj kobiety coraz cześciej moga sie zachowywać rownie
        > wstretnie jak męzczyżńi i nikogo to nie bulwersuje.

        Nieprawda. BULWERSUJE JAK CHOLERA.
        • maika7 Re: Jan Rokita powiedział kiedyś, 06.03.06, 11:58
          > Nieprawda. BULWERSUJE JAK CHOLERA.

          W podobnej rozmowie koleżanka kiedys spytała mnie:
          dlaczgo w takim razie nie bulwersuje cię jak na wsi ta sama kobieta wywala jak
          facet gnój, prowadzi ciągnik i przerabia świńskie zwłoki na kotlety, a jak
          stanie pod sklepem z butelką piwa i rzuci k..ą to cię bulwersuje? To dlaczego ci
          faceci cię nie bulwersują w takim samym stopniu, albo i większym? Przywykłaś?

          Ano ... przywykłam :-(( Faceci pod sklepem sa dla mnie prawie niedoczni -
          babeczke zawsze wypatrzę :-((( i się pobulwersuję. Od tamtego czasu bulwersuję
          się bardziej równoprawnie. I tymi i tymi - w końcu nie pochwalam takiego
          zachowania i u panow - więc dlaczego ma mi do niech "bardziej pasować"?


          Taka sobie refleksja...
          M.

          • monikaannaj Re: Jan Rokita powiedział kiedyś, 06.03.06, 12:18
            A ja nie przywykłam. Chamscy faceci pod sklepem z piwem doprowadzaja mnie do
            szału. (a do absolutnego wscieku ci sikajacy w miejscach publicznych).

            I dlatego własnie uwazam za straszne że to kretyńsko
            rozumiane "równouprawnienie" powoduje ze kobiety równaja w dół...
            • maika7 Re: Jan Rokita powiedział kiedyś, 06.03.06, 13:38
              >A ja nie przywykłam. Chamscy faceci pod sklepem z piwem doprowadzaja mnie do
              >szału. (a do absolutnego wscieku ci sikajacy w miejscach publicznych).

              Przywykłam = zrezygnowałam z denerwowania się - w trosce o swoje zdrowie.
              Wieś nieco zmienia perspektywę panienkom z miasta :-( Nie tylko wieś - w
              miastach też są swoiste enklawy "wulgarności i pijaństwa".


              >>I dlatego własnie uwazam za straszne że to kretyńsko
              >rozumiane "równouprawnienie" powoduje ze kobiety równaja w dół...

              Patrzę na to ciut inaczej - zmieńmy nastawienie przede wszystkim do chamskich
              panów - a nie tylko bulwersyjmy się paniami - może wtedy obie płcie nie będą
              miały komfortu przy chamskich zachowaniach.


              M.
          • kochanica-francuza A co złego jest w gnoju? 07.03.06, 23:50

            > dlaczgo w takim razie nie bulwersuje cię jak na wsi ta sama kobieta wywala jak
            > facet gnój, prowadzi ciągnik i przerabia świńskie zwłoki na kotlety, a jak
            > stanie pod sklepem z butelką piwa i rzuci k..ą to cię bulwersuje?

            Sam nie wyjdzie - trzeba go wyrzucić. POdobnie jak trzeba było zasuwać w polu.
            Przeklinanie NIE jest konieczne i bulwersuje mnie w wykonaniu obydwu płci. Takie
            "przecinkowe". Bo jak mnie jeden (...) z drugim wkurzy - sama przeklnę.
            • maika7 A co jest złego w gnoju? 08.03.06, 07:22
              Nic złego, tak samo jak w jeżdżeniu traktorem. Ale skoro równouprawnienie
              dotyczy wykonywania różnych cieżkich robót, średnio kojarzących sie z
              kobiecością, to dlaczego tak odmiennie postrzegana jest obecnośc pań i panów pod
              budką z piwem? Dlaczego oburzenie nie dotyczy najczęsciej przedstawicieli obu
              płci, tylko skupia się na tej 'piekniejszej".
              Oczywiście, że przeklinanie, (tudziez picie piwa, palennie paierosów itd..) nie
              jest konieczne - mi chodzi o różnice w reakcjach jak widzimy w tej samej
              podsklepowej sytuacji panią i pana. Na pana "społeczeństwo" patrzy lagodniej.
              Panu więcej negatywnego wolno bez narażania sie na komentarze.

              M.
              • monikaannaj Re: A co jest złego w gnoju? 08.03.06, 09:54
                Na pana "społeczeństwo" patrzy lagodniej.


                Dlaczego? może mniej złudzeń co do "męskiej natury".

                > Panu więcej negatywnego wolno bez narażania sie na komentarze.

                Jest czego zazdrościc i do czego dazyc? Naprawde ktoś sadzi ze rownouprawnienie
                prawdziwe bedziw wtedu gdy kobiety staną sie rónie chamskie, agresywne i
                prymitywne jak mężczyżńi?
                • maika7 Re: A co jest złego w gnoju? 08.03.06, 14:59
                  > Dlaczego? może mniej złudzeń co do "męskiej natury".

                  Raczej większa tolerancja - nie wiem czym uzasadniona - według mnie tylko
                  patriarchatem.....

                  > Jest czego zazdrościc i do czego dazyc? Naprawde ktoś sadzi ze rownouprawnienie
                  > prawdziwe bedziw wtedu gdy kobiety staną sie rónie chamskie, agresywne i
                  > prymitywne jak mężczyżńi?

                  Taż nie o zazdrośc mi chodzi tylko o nastawienie, że panowie nadal będą oceniani
                  lagodnie, a paniom sie dostanie za 'rownanie w dół". O nastawienie do pań mi
                  idzie - że takie - nierówne.

                  M.
                • stephen_s Re: A co jest złego w gnoju? 08.03.06, 15:04
                  > Dlaczego? może mniej złudzeń co do "męskiej natury".

                  No wypraszam sobie taki seksizm :))))))
                  • monikaannaj Re: A co jest złego w gnoju? 08.03.06, 15:19
                    I słusznie! Ale tak niestety jest - moim zdaniem. To ze sie nie zwraca tak
                    uwagi na klnacego faceta wynika nie z łagodnosci dla mezczyzn, tylko ze
                    stereotypu iż męzczyżnisa prymitywniejsi, brutalniejsi i bardziej toporni z
                    natury. Kobiety zas sa delikatne, uduchowione, subtelne. A taka istotka z
                    piwskiem w dłoni i przekleństwem na usteczkach - o wiele wieksze robie wrazenie!
                    • stephen_s Re: A co jest złego w gnoju? 08.03.06, 17:32
                      A, w sensie stereotypów to się zgodzę :) Mamy jakoś tam zakodowane, że
                      mężczyźni mają w genach toporność, a kobiety - dobre maniery. I racja, to
                      sprawia, że potem na te same rzeczy w wykonaniu kobiet i mężczyzn różnie
                      reagujemy. Takie społeczne programowanie.

                      Co nie oznacza, że nie są to stereotypy i nie warto się z nich wyzwalać :)
                      • monikaannaj Re: A co jest złego w gnoju? 09.03.06, 09:09
                        > Co nie oznacza, że nie są to stereotypy i nie warto się z nich wyzwalać :)

                        No własnie szkoda ze to głownie kobiety sie akurat z tych stereotypów
                        wyzwalają...
                        • maika7 Re: A co jest złego w gnoju? 09.03.06, 09:28
                          > No własnie szkoda ze to głownie kobiety sie akurat z tych stereotypów
                          > wyzwalają...

                          Akurat to najbardziej rzuca się w oczy. O paniach w wojsku, policji, polityce,
                          na uczelniach itd itp... mniej mówimy - a są - i są coraz bardziej widoczne.
                          Wyzwalanie ze stereotypów NIE idzie tylko w jedną stronę - w dół - idzie róznie :-)


                          M.
                          • monikaannaj Re: A co jest złego w gnoju? 09.03.06, 09:44
                            No - akurat w tym watku mniej, ale generalnie to sie mowi sporo. Np - jakies
                            mędrzec wymysłił ostatnio, że ponieważ przybywa pań w wojsku wojsko potzrebuje
                            stanowiska "kogostam ds kobiet". Bo co - nieby wszystko wporządku ale kobiety
                            bez specjalnego urzednika sobie nie poradzą???

                            A policja? tez sie mówi. W ostatnim naborze przyjęt ogromna ilośc kobiet do
                            pracy. I tu ciekawa historyjka: zeby pracowac w policji trzeba było zdac
                            egzamin. Zdejae sie ze zdało go wiecej kobiet niz mezczyzn! Egzamin składał sie
                            z 2 czesci: Sprawnościowej i testu z wiedzy ogólnej. (były np pytania z mitów
                            greckich).
                            Zagadka: dlaczego zdało go wiecej kobiet? czyzby były silnijsze fizycznie???
                            Dla ułatwienia dodam, ze zaniepokojeni ewidentnie ilościa nowych kolezanek
                            panowie decydenci przebakują cos o zmianie testu w przyszłym roku...

                            PS. Konsekwencje rownouprawnienia kobiet widoczne sa w wielu dziedzinach.
                            jednak trudno sie pogodzic ze pijane panny sa nieuniknionym efektem ubocznym...
                            • maika7 Re: A co jest złego w gnoju? 09.03.06, 10:03
                              > PS. Konsekwencje rownouprawnienia kobiet widoczne sa w wielu dziedzinach.
                              > jednak trudno sie pogodzic ze pijane panny sa nieuniknionym efektem ubocznym...

                              Pijane panny zawsze bywały. Tak jak pijani panowie. To efekt dostępności
                              alkoholu raczej a nie emancypacji :-)
                            • grzespelc Re: A co jest złego w gnoju? 09.03.06, 14:55
                              > Zagadka: dlaczego zdało go wiecej kobiet? czyzby były silnijsze fizycznie???

                              Wymagania sprawnościowe dla kobiet były inne niż dla mężczyzn.
                              • monikaannaj Re: A co jest złego w gnoju? 09.03.06, 16:23
                                Jestes pewien? serio pytam - bo ja o tym nic nie słyszałam. Jeśli tak - to moim
                                zdaniem błąd.

                                Wiem na pewno - bo słyszałam wypowiedz komendanta - że test wiedzy ogolenej
                                był dla wszystkich jednakowy i ze kobiety wypadły w nim o wiele lepiej.
                                • maria421 Re: A co jest złego w gnoju? 09.03.06, 19:48
                                  Moj komentarz po przeczytaniu tego artykulu, to slowa piosenki Danuty Rinn
                                  "Gdzie ci mezczyzni, prawdziwi tacy, orly sokoly, herosy?"...

                                  Stefan, przeczytalam caly watek, ale nie znalazlam zadnego Twojego komentarza
                                  do artykulu. Znalazlam pare banalnych stwierdzen, ze Jaruga i Sroda to nie caly
                                  feminizm oraz, (jakze by moglo byc inaczej) mase jadu pod adresem Lynxa.

                                  Chetnie poznam Twe opinie o feministach.
                                  • stephen_s Re: A co jest złego w gnoju? 09.03.06, 20:08
                                    > Chetnie poznam Twe opinie o feministach.

                                    Co rzec? JA jestem (między innymi :)) feministą :)))) Z wieloma rzeczami, które
                                    tamci panowie mówią, zgadzam się...

                                    Chętnie rozszerzę, ale zadaj jakieś pytania :)
                                    • maria421 Re: A co jest złego w gnoju? 09.03.06, 20:28
                                      stephen_s napisał:


                                      > Co rzec? JA jestem (między innymi :)) feministą :)))) Z wieloma rzeczami,
                                      które
                                      >
                                      > tamci panowie mówią, zgadzam się...

                                      Na przyklad z Sebastianem, ktory mowi ze jest niezwyczajny i oryginalny oraz ze
                                      to straszne obciazenie dla mezczyzny byc jedynym zywicielem rodziny?

                                      > Chętnie rozszerzę, ale zadaj jakieś pytania :)

                                      Dlaczego uwazasz ze kobiety potrzebuja feministow i do czego?
                                      • stephen_s Re: A co jest złego w gnoju? 09.03.06, 21:09
                                        > Na przyklad z Sebastianem, ktory mowi ze jest niezwyczajny i oryginalny

                                        No dobra, może z tym nie :)

                                        > oraz ze
                                        > to straszne obciazenie dla mezczyzny byc jedynym zywicielem rodziny?

                                        A nie jest tak? Ja bym wolał nie mieć tego obciążenia... Tymczasem, mam
                                        wrażenie, wiele kobiet wciąż np. nie dopuszcza możliwości, że mężczyzna może
                                        nie pracować, albo nawet nie być głównym żywicielem rodziny. Nawet wśród moich
                                        koleżanek to widzę...

                                        > Dlaczego uwazasz ze kobiety potrzebuja feministow i do czego?

                                        Do tego samego, do czego potrzebują femnistek - do walki o równouprawnienie i
                                        ze steretypami itd...
                                        • maria421 Re: A co jest złego w gnoju? 09.03.06, 23:40
                                          stephen_s napisał:

                                          > > oraz ze
                                          > > to straszne obciazenie dla mezczyzny byc jedynym zywicielem rodziny?
                                          >
                                          > A nie jest tak? Ja bym wolał nie mieć tego obciążenia... Tymczasem, mam
                                          > wrażenie, wiele kobiet wciąż np. nie dopuszcza możliwości, że mężczyzna może
                                          > nie pracować, albo nawet nie być głównym żywicielem rodziny. Nawet wśród
                                          moich
                                          > koleżanek to widzę...

                                          No wiec juz wiem, o co chodzi feministom. O to, zeby kobiety zdjely z nich
                                          obciazenie utrzymywania rodziny:-)
                                          Z pewnoscia wiekszosc kobiet dopuszcza mozliwosc ze mezczyzna moze w pewnych
                                          sytuacjach nie miec pracy czy nie byc zdolnym do pracy. Jednakze rowniez
                                          mezczyzna powinien wiedziec, ze moga byc sytuacje w ktorych kobieta jest bez
                                          pracy, czy nie jest zdolna do pracy. Wtedy on musi wziac na swoje barki
                                          utrzymanie rodziny. Jezeli go to przeraza to najlepiej niech zostanie tam ,
                                          gdzie jest- na feministycznych manifach, bo do zalozenia rodziny sie nie nadaje.

                                          > > Dlaczego uwazasz ze kobiety potrzebuja feministow i do czego?
                                          >
                                          > Do tego samego, do czego potrzebują femnistek - do walki o równouprawnienie i
                                          > ze steretypami itd...

                                          Pytales kobiet czy naprawde potrzebuja feministow?
                                          Ja nie potrzebuje.
                                          Ja potrzebuje kogos, kto mi da pewnosc, ze sie nie boi byc jedynym zywicielem
                                          rodziny.
                                          • gumpel Re: A co jest złego w gnoju? 10.03.06, 10:17
                                            maria421 napisała:
                                            > ... on musi wziac na swoje barki utrzymanie rodziny. Jezeli go to przeraza to
                                            > najlepiej niech zostanie tam , gdzie jest- na feministycznych manifach, bo do
                                            > zalozenia rodziny sie nie nadaje

                                            Bardzo słuszna uwaga. W tej całej lewicowej (w tym i feministycznej) retoryce
                                            najbardziej charakterystyczne dla mnie jest to, że - po ściągnięciu
                                            ideologicznej, niby-egalitarnej poszewki - okazuje się, że nikt nic nie musi,
                                            nikt za nic nie odpowiada (!) Kobiety nie muszą tego, mężczyźni nie muszą
                                            tamtego. Pełny luzik. A tymczasem życie to nie bajka dla dzieci, gdzie liczą
                                            się dobre intencje. Trzeba brać odpowiedzialność za własne życie, trzeba
                                            walczyć. Jak coś spieprzysz w wieku 20 lat to się będzie to potem za tobą
                                            ciągnęło do 40-stki. Jak zaniedbasz znalezienie dobrej pracy bo coś tam, to de
                                            facto dajesz gorszy punkt startu dzieciom. Nie umiesz wziąć odpowiedzialności
                                            za rodzinę - automatycznie marnujesz życie sobie, żonie i dzieciakom. To
                                            wszystko jest ze sobą ściśle powiązane. Życie ma się jedno - nie da się go
                                            podzielic na trzy części, potem zamknąc jedną nieudana i powiedzieć, że w tej
                                            drugiej zaczynamy ab novo. Potem już można tylko usiąść i narzekać na to jak
                                            ten świat jest niesprawiedliwy, jak nie dał nam szansy, albo - co jest polską
                                            specjalnością - na rząd. Ale to czasu nie wróci ...
                                            • stephen_s Re: A co jest złego w gnoju? 10.03.06, 17:41
                                              Gumplu, odsyłam do mojej odpowiedzi do Marii :)
                                          • stephen_s Re: A co jest złego w gnoju? 10.03.06, 17:41
                                            Obawiam się, że nie zrozumiałaś :\

                                            Nie chodzi o to, że feminiści nie chcą być w ŻADNEJ sytuacji jedynym żywicielem
                                            rodziny... Chodzi jedynie o zniesienie oczekiwania, że z definicji MUSZĄ nimi
                                            być. Oczywiście, że są sytuacje, kiedy np. kobieta jest bez pracy i mężczyzna
                                            bierze wszystko na siebie. Nikt tego nie neguje i nie mówi, że tak nie powinno
                                            być.

                                            O co chodzi, to o sytuacje w rodzaju takich, że np. mężcyzzna zarabiający mniej
                                            od swojej żony jest postrzegany jako "pantoflarz", "nieudacznik" itd. O
                                            podejście, wedle którego W KAŻDEJ sytuacji mężczyzna ma obowiązek być głównym /
                                            jedynym żywicielem. A przecież takie opinie w społeczeństwie wciąż się
                                            utrzymują! Ja nawet wśród moich znajomych widzę podejście, że np. kobieta jest
                                            niesamowicie przebojowa, na najlepszej drodze do wielkiej kariery itd... ale i
                                            tak nadal nie akceptuje, że jej mężczyzna może np. rozpocząć pracę na uczelni -
                                            bo wtedy zarabiałby mniej od niej, a nie powinien! Bo jest mężczyzną, a
                                            mężćzyzna MUSI zarabiać więcej od swojej kobiety - nawet gdy ta kobieta sama
                                            jest tak przebojowa i ambitna, że zarabiać będzie "kokosy".

                                            Feministom nie chodzi o to, że facet ma prawo założyć nogę na nogę i obijać
                                            się, zwalając utrzymanie rodziny na głowę kobiety. Chodzi jedynie o pokazanie,
                                            że mężczyzna nei musi być Z ZAŁOŻENIA żywicielem. Tak samo, jak kobieta nie
                                            musi być z założenia główną kucharką w domu... Że może zaistnieć sytuacja, że
                                            mężczyzna np. jest naukowcem, zaś jego żona ma pracę dobrze płatną - tak samo,
                                            jak istnieją sytuacje, że mężczyzna sporo zarabia, a żona mniej albo wcale.
                                            Feministom chodzi o pokazanie, że oba te warianty są akceptowalne - bo obecnie,
                                            niestety, wciąż utrzymuje się przekonanie, że mężczyzna zarabiający mniej od
                                            żony to, za przeproszeniem, d... wołowa.

                                            Feministom nie chodzi o zwalnianie mężczyzn z obowiązków. Ale jedynie o
                                            pokazanie, że układy w rodzinie mogą być bardzo różne, bo ludzie są rózni. Że
                                            nie powinno się wywierać presji, że facet musi koniecznie rodzinę utrzymywać, a
                                            kobieta - koniecznie zostać w domu przy dzieciach.

                                            Mówiąc zupełnie osobiscie: mnie nie chodzi o to, by mnie zwalniano z
                                            odpowiedzialności za rodzinę. Ale chciałbym mieć prawo swobodnego wyboru, co do
                                            rodziny wnoszę! Nie być krępowanym założeniem, że niezależnie od sytuacji, mam
                                            obowiązek z racji bycia facetem, zarabiania więcej od żony. Choćby żona sama
                                            miała pensję 10 000 zł... Chciałbym mieć wybór, co konkretnie do rodziny
                                            wnoszę: czy finanse, czy np. opiekę nad dziećmi. Czy naprawdę uważasz, że tylko
                                            kobieta powinna mieć prawo do zdecydowania: "Chcę poświęcić się wychowaniu
                                            dzieci"? Że mężcyzzna nie ma prawa być "kurem domowym"?
                                            • gumpel Re: A co jest złego w gnoju? 10.03.06, 18:18
                                              Steph, ale przecież tak jest (!) Nikt nikomu do roboty chodzić nie nakazuje.
                                              Więc o co Ci chodzi ? Że nie wolno krytykować ? Że nie mogę nazwać takiego
                                              faceta "dupą wołową" tylko muszę powiedzieć, że realizuje się na innym polu ? O
                                              to Ci chodzi ?
                                              • stephen_s Re: A co jest złego w gnoju? 10.03.06, 18:28
                                                > Steph, ale przecież tak jest (!) Nikt nikomu do roboty chodzić nie nakazuje.
                                                > Więc o co Ci chodzi ? Że nie wolno krytykować ? Że nie mogę nazwać takiego
                                                > faceta "dupą wołową" tylko muszę powiedzieć, że realizuje się na innym polu ?
                                                > O to Ci chodzi ?

                                                Tak, o to. O to, by mężczyzna nie był nazywany "dupą wołową" za to, że
                                                realizuje się na innym polu, niż kariera. Jest to niesprawiedliwe, tak samo,
                                                jak np. wyśmiewanie kobiet, które nie siedzą w domu przy dzieciach...

                                                Ja mam zawód jaki mam, ambicje takie, jakie mam - i nie chciałbym być
                                                traktowany jak "dupa wołowa", jeśli zwiążę się z kobietą, która będzie zarabiać
                                                więcej i będzie bardziej niż ja "żywicielem" rodziny. Ja naprawdę nie widzę
                                                problemu w tym, żeby żona zarabiała więcej ode mnie. Czy z tego powodu jestem
                                                jakiś dziwny?
                                                • gumpel Re: A co jest złego w gnoju? 10.03.06, 20:40
                                                  A zatem, wszystko sprowadza się do politycznej poprawności.
                                                  • stephen_s Re: A co jest złego w gnoju? 10.03.06, 21:32
                                                    > A zatem, wszystko sprowadza się do politycznej poprawności.

                                                    ????? Ty chyba naprawdę nie rozumiesz?

                                                    Czy jeśli np. ktoś mówi, że zwalcza rasizm, bo nie chce, by kolor skóry był
                                                    podstawą do poniżania, gorszego traktowania itd., kogokolwiek - to jest
                                                    to "polityczna poprawność"?

                                                    Bo o coś poodbnego feministom chodzi - o przekonanie, że nie ma jednego
                                                    słusznego sposobu bycia mężćzyzną... Że można być mężćzyzną na różne sposoby -
                                                    i żaden z nich nie jest gorszy od innych.

                                                    Powiedz mi - czytujesz mnie już trochę czasu. Czy naprawdę wg Ciebie
                                                    byłbym "dupą wołową", jeśli np. po ślubie zdecydował się na zostanie w domu z
                                                    dziećmi? Czy wg Ciebie taka decyzja czyni mnie w jakiś sposób gorszym?
                                                  • gumpel Re: A co jest złego w gnoju? 10.03.06, 23:05
                                                    Oj Stph, nie bierz tego co napisałem personalnie. W ten sposób zilustrowałem
                                                    postawę, którą zwalczasz. A zrobiłem to by zrozumieć Twój sposób myślenia (taka
                                                    metoda retoryczna: poznanie przez negację). Jak w każdej ideologii w tym co
                                                    piszesz jest bez wątpienia część prawdy - ludzie będąc wolni mają prawo wybrać
                                                    sobie sposób życia. Ale druga część prawdy jest u Twoich przeciwników - mają
                                                    prawo ten Twój wybór krytykować. Polityczna poprawność polega na tym, ze komuś
                                                    odbiera się prawo do krytyki - zamyka się usta ponieważ jakąś prawdę uważa się
                                                    za niepodlegającą krytyce. Typowy przykłąd sam podałeś: wszystkie sposoby życia
                                                    sa sobie równe - "żaden z nich nie jest gorszy od innych". Stąd mój wniosek o
                                                    politycznej poprawności.

                                                    Co do Ciebie to napiszę tak: nigdy w życiu nie ośmiliłbym się oceniać człowieka
                                                    znając go tylko z postów. Pojęcia nie mam kim jesteś. Jedyne co, to szanuję Cię
                                                    za konsekwencje w poglądach. Z czym sam mam częstokroć problemy.

                                                  • stephen_s Re: A co jest złego w gnoju? 10.03.06, 23:35
                                                    Wiesz, krytyka krytyką - czasem ma sens, czasem jest krzywdząca... Nie chodzi o
                                                    to, by odbierać innym prawo głosu - ale by po prostu przekonać ich, że nie ma
                                                    czego krytykować :)

                                                    Ja nie mówię, żeby np. zakazać krytykowania mężczyzn, którzy pracują w domu...
                                                    Raczej o to, by uświadomić, że to naprawdę nie jest nic podejrzanego i
                                                    zasługującego na wyśmianie. Zdanie oczywiście można mieć różne, ja osobiście
                                                    jestem przekonany, że skoro nie dziwi nas kobieta zajmująca się domem, to nie
                                                    ma powodu, by i takiego mężczyznę potępić.

                                                    I to nie tylko o tę jedną sprawę chodzi, ale o obalanie wszystkich tych mniej
                                                    lub bardziej uświadamianych założeń w społeczeństwie, co niby mężczyźnie (z
                                                    racji "bycia mężczyzną") wypadać ma, a co nie.

                                                    I wiesz, ja nei biorę tego, co napisałeś personalnie :) Odnoszę to do siebie,
                                                    bo tak mi prościej ilustrować, co mam na myśli. Co by nie mówić, jestem dość
                                                    nietypowym mężćzyzną - i stąd też bierze się moja feministyczna postawa. Po
                                                    prostu buntuję się przeciwko tym wszystkim oczekiwaniom pt. "Co mężczyzna
                                                    powinien", bo wiem, że nie wpasowuję się w nie... i uważam, że nie mam powodu,
                                                    by na siłę dopasowywać się do nich. I przyznaję, nieco mnie drażni, że ja (i
                                                    inni podobni mi mężczyźni) jesteśmy odbeirani jako owe "dupy wołowe", bo nie
                                                    pasujemy do tego, co ktoś sobie na temat mężczyzn wymyślił.
                                                  • grzespelc Re: A co jest złego w gnoju? 14.03.06, 11:28
                                                    Krytyka rzeczywiście jest zawsze dopuszczalna, ale krytykować kogoś za wybór
                                                    sposobu życia to mniej więcej tak jak krytykować za to że lubi taki a nie inny
                                                    kolor albo ubiera się tak a nie inaczej.
                                                  • gumpel upss, źle podklejone - odpowiedź niżej 10.03.06, 23:09
                                                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25822&w=37916224&a=38285612
                                                • grzespelc Re: A co jest złego w gnoju? 14.03.06, 11:21
                                                  Czy z tego powodu jestem
                                                  > jakiś dziwny?

                                                  Nie, Stephen, nie jessteś dziwny. Ja się podpisuję pod tym wszystkim co
                                                  napisałeś w dwóch ostatnich wypowiedziach.
                                            • maria421 Re: A co jest złego w gnoju? 11.03.06, 00:21
                                              Stefan, piszesz, ze feministom chodzi z grubsza o to, aby mogli miec wybor co
                                              wnosza do rodziny.
                                              Nie wiem, jak sobie Ty i inni feminisci wyobrazaja partnerstwo czy rodzine,
                                              jezeli chca miec WLASNY wybor...
                                              W partnerstwie, czy w malzenstwie nie masz wolnego wyboru, kazdy Twoj wybor
                                              musi byc uzgodniony z partnerem (partnerka). Inaczej moze sie okazac, ze i Ty i
                                              ona wybieracie opieke nad dziecmi . I kto wtedy na Was ma pracowac? :-)
                                              Partnerstwo, czy malzenstwo jest ukladem w ktorym musisz brac pod uwage rowniez
                                              wybor drugiej osoby. Jezeli wiec wspolnie podejmiecie decyzje, ze ona bedzie
                                              pracowac, a Ty wychowywac dziecko, i jezeli taka sytuacja Wam obojgu i dziecku
                                              bedzie odpowiadac, to OK, to Wasza sprawa.

                                              Rodzina to instytucja, w ktorej kazdy gra swa role. I kazdy musi dac z siebie w
                                              tej roli jak najwiecej.
                                              Kiedy zaczynasz prace zawodowa nie mozesz powiedziec "nie chce byc skrempowany"
                                              tym czy owym. Kiedy w tej pracy masz jakies odpowiedzialne stanowisko nie
                                              mozesz powiedziec, ze nie chcesz, aby od Ciebie czegokolwiek oczekiwano.
                                              Ty musisz z siebie dac to, co potrafisz, na ile Cie stac.
                                              Podobnie kiedy zakladasz rodzine musisz byc gotowy do spelnienia w niej roli
                                              meza i ojca. A to oznacza odpowiedzialnosc za innych, o czym juz pisal Gumpel.

                                              Postawa feministow wydaje mi sie szalenie niedojrzala i egoistyczna. Zalozmy,
                                              Stefan, ze znajdujesz silna kobiete, ktora Ci mowi ze jej taki uklad w ktorym
                                              ona pracuje a Ty jestes "kura domowa" odpowiada. I wyobraz sobie taki czarny
                                              scenariusz: kobieta jest w zagrozonej ciazy, potem ma skomplikowany porod,
                                              dziecko wymaga szczegolnej opieki... A biedna kobieta do tego wszystkiego ma
                                              jeszcze problem, ze straci prace a razem z praca zarobki, ze nie utrzyma meza,
                                              dziecka i siebie...
                                              Stefan, natura tak to ulozyla, ze to kobiety rodza dzieci. I wtedy potrzebuja
                                              Was, MEZCZYZN, opiekunow. Nie potrzebuja kur domowych! Potrzebuja silnego ,
                                              meskiego ramienia na jakim moglyby sie wesprzec, potrzebuja kogos, kto im i
                                              potomstwu zapewni wtedy byt.

                                              Jezeli tego feminisci nie pojmuja, to nie powinni w ogole wiazac sie w zadne
                                              zwiazki, nie powinni rodzin zakladac.

                                              • stephen_s Re: A co jest złego w gnoju? 11.03.06, 00:55
                                                Eee, Mario, odnoszę wrażenie, ze naprawdę upierasz się, by nie rozumieć, co
                                                mówię :\

                                                Po co w ogóle piszesz o uzgodnianiu decyzji z partnerem? Czy ja gdziekolwiek
                                                napisałem, że feminiści uważają, że w związku mają prawo podejmować takie
                                                jednostronne decyzje, o jakich piszesz? Ja napisałem tyle, że chcą mieć wybór,
                                                a nie być ograniczanymi czynnikiem płci. Po co dopowiadasz sobie rzeczy,
                                                których nie mówię?

                                                OCZYWIŚCIE, że w związku decyzje podejmuje się z partnerem! Co miałem na myśli,
                                                to to, że chciałbym, żeby te decyzje można było podejmować elastycznie, zgodnie
                                                z osobowościami osób zainteresowanych i realiami sytuacji... a nie podług
                                                odgórnie narzuconych zasad, czym kto powinien się zajmować. Jeśli np. sytuacja
                                                jest taka, że oboje małżonków musi pracować, to jasne, że nie bronię faceta, co
                                                oświadczy: "A ja tam zajmę się dzieckiem i przyjmij to żono do wiadomości!".
                                                Nie o to chodzi! Chodzi o to, by decyzje podejmować zgodnie z tym, jacy
                                                małżonkowie naprawdę są... a nie kierować się tym, że mężczyzna ma takie a nie
                                                inne obowiązki z racji bycia mężćzyzną.

                                                Jest różnica między sytuacją, gdy np. mąż wraca późno z pracy i razem ż żoną
                                                np. podejmują decyzję, że to żona zajmie się gotowaniem, bo ma więcej czasu...
                                                a sytuacją, kiedy wychodzi się z założenia, że żona po prostu MUSI gotować, bo
                                                taka jest "naturalna rola żony". Choćby to mąż miał na to więcej czasu. Tak
                                                samo, jest różnica miedzy sytuacją, gdy facet idzie do pracy, bo wie, że dobro
                                                rodziny tego wymaga... a sytuacją, gdy żona wymaga od męża "Ty koniecznie
                                                musisz pracować i zarabiać kupę kasy, bo jesteś mężczyzną".

                                                To samo tyczy się tych sytuacji kryzysowych itd...

                                                Generalnie: wyciągasz argumenty szczegółowe w stylu "A co zrobić, gdy mąż nie
                                                pracuje, a żona straci pracę?" i obalasz nią ogólną ideę pt. "Mężczyzna nie
                                                musi pracować z założenia". To bez sensu, bo nikt naprawdę nie neguje
                                                realiów... Chodzi jedynie o rozbicie STEREOTYPÓW ograniczających ludzi, nie
                                                dawanie mężczyznom carte blanche na "bycie sobą" kosztem dobra całej rodziny.
                                                • gumpel to jeszcze takie pytanie Steph 11.03.06, 12:54
                                                  Przepraszam, ze tak ciągle wtrącam się do Twojej rozmowy z Marią, ale
                                                  zaintrygowała mnie Twoja odpowiedź.

                                                  W związku z tym pytanie: co rozumiesz przez miłość do kobiety ? Bo wiesz, dla
                                                  mnie się to przede wszystkim wiąże z DAWANIEM. No i nie mogę sobie tego inaczej
                                                  wyobrazić, jak przez zapewnienie poczucia bezpieczeństwa, stabilizaci,
                                                  gwarancji życia na odpowiednim poziomie, itd. A po drugie z SŁUŻENIEM POMOCĄ -
                                                  żona może być pewna, że w trudnych chwilach może na mnie liczyć. Ja jej
                                                  zapewnię bezpieczeństwo, stabilizację, dostatek. Rozumiem, że dla Ciebie to
                                                  efekt mojej maskulistycznej socjalizacji. Napisz proszę jak Ty to sobie
                                                  wyobrażasz (chodzi o wypowiedź, że tak napiszę na poziomie "odczuć")

                                                  .
                                                  • stephen_s Re: to jeszcze takie pytanie Steph 11.03.06, 13:09
                                                    Trudne pytanie... Generalnie mogę powiedzieć, że miłość też dla mnie wiąze się
                                                    z dawaniem, służeniem pomocą - ale niekoniecznie w sensie materialnym. Dla mnie
                                                    miłość to "dawanie" emocjonalne - dawanie miłosci, wsparcia, zrozumienia... To
                                                    jest dla mnie w związku najważniejsze. Sprawy bytowe zaś to dla mnie po prostu
                                                    problem do rozwiązania, który małżeństwo rozwiązuje wspólnie. I jeśli wyjdzie
                                                    na to, że z racji kwalifikacji to żona okaże się być głównym żywicielem
                                                    rodziny, to nie widze w tym ujmy dla siebie. Tak wyszło, że akurat w tej
                                                    sprawie ona nie potrzebuje mojej pomocy. Nie znaczy to, że nie mogę jej służyć
                                                    pomoca w tym, w czym ja jestem lepszy. Np. tym przysłowiowym wzieciu na siebie
                                                    spraw związanych z domem i dziecmi...
                                                  • kochanica-francuza Ha, ha, ha 11.03.06, 20:33
                                                    stephen_s napisał:

                                                    > Trudne pytanie... Generalnie mogę powiedzieć, że miłość też dla mnie wiąze się
                                                    > z dawaniem, służeniem pomocą - ale niekoniecznie w sensie materialnym. Dla mnie
                                                    >
                                                    > miłość to "dawanie" emocjonalne - dawanie miłosci, wsparcia, zrozumienia... To
                                                    > jest dla mnie w związku najważniejsze. Sprawy bytowe zaś to dla mnie po prostu
                                                    > problem do rozwiązania, który małżeństwo rozwiązuje wspólnie.

                                                    Typowy post osobnika, który nie walczył o byt.
                                                    >
                                                  • maria421 Re: Ha, ha, ha 12.03.06, 11:03
                                                    kochanica-francuza napisała:

                                                    > stephen_s napisał:
                                                    >
                                                    > > Trudne pytanie... Generalnie mogę powiedzieć, że miłość też dla mnie wiąz
                                                    > e się
                                                    > > z dawaniem, służeniem pomocą - ale niekoniecznie w sensie materialnym. Dl
                                                    > a mnie
                                                    > >
                                                    > > miłość to "dawanie" emocjonalne - dawanie miłosci, wsparcia, zrozumienia.
                                                    > .. To
                                                    > > jest dla mnie w związku najważniejsze. Sprawy bytowe zaś to dla mnie po p
                                                    > rostu
                                                    > > problem do rozwiązania, który małżeństwo rozwiązuje wspólnie.
                                                    >
                                                    > Typowy post osobnika, który nie walczył o byt.

                                                    Wlasnie. Moglabym Stefanowi przytoczyc pare przykladow malzenstw, ktore
                                                    rozpadly sie, gdyz ich milosc nie wytrzymala biedy.
                                                    >
                                                  • maika7 Re: Ha, ha, ha 12.03.06, 11:47
                                                    > Wlasnie. Moglabym Stefanowi przytoczyc pare przykladow malzenstw, ktore
                                                    > rozpadly sie, gdyz ich milosc nie wytrzymala biedy.

                                                    Służę przykladami, w jakich miłość nie wytrzymała nadmiaru pieniędzy, a
                                                    jednoczesnie braku czasu dla rodziny.

                                                    M.
                                                  • maria421 Re: Ha, ha, ha 12.03.06, 14:11
                                                    maika7 napisała:


                                                    > Służę przykladami, w jakich miłość nie wytrzymała nadmiaru pieniędzy, a
                                                    > jednoczesnie braku czasu dla rodziny.

                                                    Dobrze, ze zaznaczylas, ze nie wytrzymala NADMIARU pieniedzy, choc trudno
                                                    wlasciwie zdefiniowac kiedy mozna mowic o nadmiarze pieniedzy.
                                                    Faktem jest , Maiko, ze kiedy jest sie mlodym i zakochanym to sie czlowiekowi
                                                    wydaje, ze sa moze sama miloscia sie zywic, ze moze mieszkac w namiocie, byle
                                                    razem z ukochanym (ukochana). Codzienna rzeczywistosc, szczegolnie w momencie
                                                    kiedy pojawiaja sie dzieci, wyglada o wiele bardziej prozaicznie niz to sobie
                                                    mlodzi zakochani wyoborazaja.
                                                  • maika7 Re: Ha, ha, ha 12.03.06, 14:39
                                                    > Dobrze, ze zaznaczylas, ze nie wytrzymala NADMIARU pieniedzy, choc trudno
                                                    > wlasciwie zdefiniowac kiedy mozna mowic o nadmiarze pieniedzy.
                                                    > Faktem jest , Maiko, ze kiedy jest sie mlodym i zakochanym to sie czlowiekowi
                                                    > wydaje, ze sa moze sama miloscia sie zywic, ze moze mieszkac w namiocie, byle
                                                    > razem z ukochanym (ukochana). Codzienna rzeczywistosc, szczegolnie w momencie
                                                    > kiedy pojawiaja sie dzieci, wyglada o wiele bardziej prozaicznie niz to sobie
                                                    > mlodzi zakochani wyoborazaja.

                                                    Właściwie, to chciałam tamtymi zdaniami powiedziec, że nie ma reguł. Że na
                                                    starcie nie wiemy ani jak ułoży sie nasze wspólne życie, ani jak mocno sie
                                                    kochamy, ani czy razem wytrzymamy zawirowania losu, itd.. itp... Dwoje studentów
                                                    bez pracy - pobierac się? Czekac na mieszkanie i satbilizację? Nie ma reguł i
                                                    nie wiadomo co lepsze - czekanie czy bycie razem i wspólne dorabianie się od
                                                    szklanki. Popatrz, Mario, jak wiele osób patrząc wstecz ze swoich "domków z
                                                    ogródkiem" mówi - tamte, biedne, pierwsze lata - to były najlepsze lata życia
                                                    wspólnego - byliśmy tak blisko siebie.
                                                    Rozpad małżeństwa - ile malęństw rozpada sie przez biedę? A ile przez inne
                                                    "czynnki"?

                                                    Według mnie najważniejsze jest dogadanie się między małżonkami - niezaleznie jak
                                                    rozłożą się role w ich związku - najważniejsze, żeby im pasowały. Niezaleznie od
                                                    schematów społecznych i ocen "ciotek klotek".

                                                    :-)
                                                    M.
                                                  • maria421 Re: Ha, ha, ha 12.03.06, 18:28
                                                    Maiko, sama przeszlam przez dorabianie sie od szklanki, wiec wiem jak to jest,
                                                    ale wcale nie wspominam tamtych czasow z lezka w oku...
                                                  • maika7 Re: Ha, ha, ha 12.03.06, 19:28
                                                    > Maiko, sama przeszlam przez dorabianie sie od szklanki, wiec wiem jak to jest,
                                                    > ale wcale nie wspominam tamtych czasow z lezka w oku...

                                                    Bo pewnie dalej jestes w szczęsliwym związku :-)

                                                    Nie znasz małżeństw, które niby ustabilizowane, a rozeszły się, lub tkwią w
                                                    wypalonych związkach? Bezpieczeństwo materialne to nie wszystko - obie o tym
                                                    doskonale wiemy.

                                                    :-)
                                                    M.
                                                  • maria421 Re: Ha, ha, ha 12.03.06, 19:32
                                                    maika7 napisała:


                                                    > Nie znasz małżeństw, które niby ustabilizowane, a rozeszły się, lub tkwią w
                                                    > wypalonych związkach?

                                                    Owszem.

                                                    Bezpieczeństwo materialne to nie wszystko - obie o tym
                                                    > doskonale wiemy.

                                                    Nie wszystko, ale o wiele wiecej niz mlodym ludziom moze sie wydawac.
                                                    > :-)
                                                    > M.
                                                  • maika7 Re: Ha, ha, ha 12.03.06, 20:01
                                                    > Nie wszystko, ale o wiele wiecej niz mlodym ludziom moze sie wydawac.

                                                    Tak, ale:

                                                    - każdy ma inne granice zabezpieczeń materialnych, z którymi czuje się dobrze
                                                    - u progu bycia razem trudno przewidzieć, jak potoczą się wspólne, "materialne"
                                                    losy. Loteria.

                                                    :-)
                                                    M.
                                                  • stephen_s Re: Ha, ha, ha 12.03.06, 15:35
                                                    > Wlasnie. Moglabym Stefanowi przytoczyc pare przykladow malzenstw, ktore
                                                    > rozpadly sie, gdyz ich milosc nie wytrzymala biedy.

                                                    A nie słyszałaś nigdy o małżeństwach, które rozpadły się, bo facet nie mógł
                                                    ścierpieć, że jego żona odnosi sukcesy - bo tak silnie miał wtłoczone, że to on
                                                    koniecznie musi rodzinę utrzymać..?
                                                  • maria421 Re: Ha, ha, ha 12.03.06, 18:08
                                                    stephen_s napisał:

                                                    >
                                                    > A nie słyszałaś nigdy o małżeństwach, które rozpadły się, bo facet nie mógł
                                                    > ścierpieć, że jego żona odnosi sukcesy - bo tak silnie miał wtłoczone, że to
                                                    on
                                                    >
                                                    > koniecznie musi rodzinę utrzymać..?

                                                    Stefan, naprawde trudno jest powiedziec, kiedy facet nie moze scierpiec, ze
                                                    jego zona odnosi sukcesy bo tak mu to wtloczono, a kiedy bo po prostu jest
                                                    zazdrosny o sukcesy innych, bo ma domunujaca nature, bo zone uwaza za
                                                    konkurenta, nie partnerke itd. itp.


                                                  • stephen_s Re: Ha, ha, ha 12.03.06, 18:41
                                                    > Stefan, naprawde trudno jest powiedziec, kiedy facet nie moze scierpiec, ze
                                                    > jego zona odnosi sukcesy bo tak mu to wtloczono, a kiedy bo po prostu jest
                                                    > zazdrosny o sukcesy innych, bo ma domunujaca nature, bo zone uwaza za
                                                    > konkurenta, nie partnerke itd. itp.

                                                    Mario, a kiedy m.in. facet może uważać żonę za konkurentkę? Ano wtedy, kiedy ma
                                                    zakodowane przekonanie, że mężczyzna, który nie potrafi utrzymać rodziny
                                                    samodzielnie albo wręcz pozostaje na utrzymaniu żony, to "dupa wołowa"... I
                                                    wtedy czuje się zagrożony, gdy żona odnosi sukcesy zawodowe. Bo to narusza jego
                                                    poczucie męskości itd...

                                                    Swoja drogą, czemu koncentrujesz się tylko na kwestii utrzymania rodziny? W tym
                                                    tekście była mowa i o innych sprawach... Feminiści generalnie walczą z róznymi
                                                    stereotypami odnośnie męskości. Tu nie chodzi tylko o utrzymanie rodziny, ale
                                                    też np. przekonania, że "prawdziwy mężczyzna nie płacze", "prawdziwy mężczyzna
                                                    musi dać sobie radę sam". Tam był opisany np. przykład chorego mężczyzny, który
                                                    był chory, a nie mógł ścierpieć, by ktokolwiek mu pomagał... To się naprawdę
                                                    zdarza, nawet na studiach mnie uczyli, że pewne choroby mężczyźni gorzej
                                                    znoszą, bo nie umieją zwracać się o pomoc itd. Feminizm to wypunktowuje i stara
                                                    się zmienić. Uważasz, że to niewłaściwe?
                                                  • maria421 Re: Ha, ha, ha 12.03.06, 20:08
                                                    stephen_s napisał:
                                                    >
                                                    > Mario, a kiedy m.in. facet może uważać żonę za konkurentkę? Ano wtedy, kiedy
                                                    ma
                                                    >
                                                    > zakodowane przekonanie, że mężczyzna, który nie potrafi utrzymać rodziny
                                                    > samodzielnie albo wręcz pozostaje na utrzymaniu żony, to "dupa wołowa"... I
                                                    > wtedy czuje się zagrożony, gdy żona odnosi sukcesy zawodowe. Bo to narusza
                                                    jego
                                                    >
                                                    > poczucie męskości itd...

                                                    Stefan, sa mezczyzni, czy w ogole ludzie, ktorzy nie znosza zadnej konkurencji!
                                                    Sa matki, ktore nie znosza konkurencji wlasnych corek, ojcowie, ktorzy nie
                                                    znosza konkurencji wlasnych synow.
                                                    Nikt im tego nie wmowil, po prostu maja taka dominujaca nature.

                                                    Jezeli kobieta trzesie calym domem i robi z meza pantoflarza, to dzieje sie to
                                                    tak dlatego, ze ktos jej to wmowil, czy tez dlatego, ze ma dominujaca nature?

                                                    > Swoja drogą, czemu koncentrujesz się tylko na kwestii utrzymania rodziny?

                                                    Bo to mnie najbardziej w tym tekscie uderzylo, bo to jest w koncu najwazniejsze
                                                    dla spoleczenstwa.

                                                    W tym
                                                    >
                                                    > tekście była mowa i o innych sprawach... Feminiści generalnie walczą z
                                                    róznymi
                                                    > stereotypami odnośnie męskości. Tu nie chodzi tylko o utrzymanie rodziny, ale
                                                    > też np. przekonania, że "prawdziwy mężczyzna nie płacze", "prawdziwy
                                                    mężczyzna
                                                    > musi dać sobie radę sam". Tam był opisany np. przykład chorego mężczyzny,
                                                    który
                                                    >
                                                    > był chory, a nie mógł ścierpieć, by ktokolwiek mu pomagał... To się naprawdę
                                                    > zdarza, nawet na studiach mnie uczyli, że pewne choroby mężczyźni gorzej
                                                    > znoszą, bo nie umieją zwracać się o pomoc itd. Feminizm to wypunktowuje i
                                                    stara
                                                    >
                                                    > się zmienić. Uważasz, że to niewłaściwe?

                                                    Uwazam ze sa to sprawy, ktorych nie da sie zalatwic jakakolwiek manifa, Stefan.
                                                    Wiem, ci wszyscy faceci, ktorzy sie tam wypowiadali to bardzo mlodzi ludzie, a
                                                    tacy zawsze chca swiat na nowo urzadzac...
                                                    Mezczyzna jak najbardziej ma prawo plakac! Moj ojciec plakal, moj maz plakal, a
                                                    uwazam ich za 100% mezczyzn. Wiecej: prawdziwy mezczyzna, jako prawdziwy
                                                    czlowiek ma prawo do lez, ma prawo do okazywania uczuc!
                                                    Dlatego- placzcie mezczyzni! Pokazujcie Wasze uczucia! Ale zadna manifa jest
                                                    Wam po to nie potrzebna:-)
                                                  • stephen_s Re: Ha, ha, ha 12.03.06, 20:52
                                                    > Stefan, sa mezczyzni, czy w ogole ludzie, ktorzy nie znosza zadnej
                                                    > konkurencji!

                                                    Oczywiście, że są. Ale są też tacy, co nie znoszą konkurencji kobiet. Bo mają
                                                    zakodowane, że mężczyzna musi być zawsze na wierzchu, przegrać z kobieta to
                                                    hańba itd.

                                                    Mario, jestem w końcu facetem i WIEM, jakie przekonania się wśród mojej płci
                                                    telepią. Myślisz, ze naprawdę wiekszość mężczyzn w Polsce nie odczuwałaby
                                                    dyskomfortu, jeśli żona zarabiałyby więcej od nich?

                                                    > Bo to mnie najbardziej w tym tekscie uderzylo, bo to jest w koncu
                                                    > najwazniejsze dla spoleczenstwa.

                                                    Acha. Czyli np. nie uważasz za istotne dla społeczeństwa problemu, że w
                                                    szkołach nierzadko dziewczynki są nie wprost uczone, że ich zdanie jest mniej
                                                    ważne, że są zniechęcane do nauki matematyki (bo to "niekobiece" - mam Ci
                                                    pocytować literaturę z mojej pracy magisterskiej, która o tym zjawisku pisze?)
                                                    itd.? I nie rzucił Ci się w oczy np. nauczyciel - feminista, który bardzo się
                                                    stara, by dziewczynki w szkole aktywizować?

                                                    > Uwazam ze sa to sprawy, ktorych nie da sie zalatwic jakakolwiek manifa,
                                                    > Stefan.

                                                    A kto powiedział, że feminizm działa jedynie poprzez Manify??? Wspomniany wyżej
                                                    nauczyciel to dobry przykład działalności feministycznej w codziennym życiu.

                                                    > Wiem, ci wszyscy faceci, ktorzy sie tam wypowiadali to bardzo mlodzi ludzie,
                                                    > a tacy zawsze chca swiat na nowo urzadzac...

                                                    Nie no, bez jaj. POnad 30-letniego faceta nazywasz młodym? Co to jest za
                                                    argument - "młody, wiec chce zmieniać świat"? Chcesz dyskutować z pozycji
                                                    takiej, ze Ty jesteś starsza, więc wiesz lepiej od tych "młodych naiwnych"?
                                                  • maria421 Re: Ha, ha, ha 13.03.06, 00:10
                                                    stephen_s napisał:

                                                    > Oczywiście, że są. Ale są też tacy, co nie znoszą konkurencji kobiet. Bo mają
                                                    > zakodowane, że mężczyzna musi być zawsze na wierzchu, przegrać z kobieta to
                                                    > hańba itd.
                                                    >
                                                    > Mario, jestem w końcu facetem i WIEM, jakie przekonania się wśród mojej płci
                                                    > telepią. Myślisz, ze naprawdę wiekszość mężczyzn w Polsce nie odczuwałaby
                                                    > dyskomfortu, jeśli żona zarabiałyby więcej od nich?

                                                    Ach, Stefan, jak ja lubie te Twoje ciagle "WIEM" pisane wielkimi literami...
                                                    Tym razem WIESZ ze mezczyzni odczuwaja dyskomfort bo im wmowiono, ze maja go
                                                    odczuwac.
                                                    No i jak tu z Toba dyskutowac?

                                                    > Acha. Czyli np. nie uważasz za istotne dla społeczeństwa problemu, że w
                                                    > szkołach nierzadko dziewczynki są nie wprost uczone, że ich zdanie jest mniej
                                                    > ważne, że są zniechęcane do nauki matematyki (bo to "niekobiece" - mam Ci
                                                    > pocytować literaturę z mojej pracy magisterskiej, która o tym zjawisku
                                                    pisze?)
                                                    > itd.? I nie rzucił Ci się w oczy np. nauczyciel - feminista, który bardzo się
                                                    > stara, by dziewczynki w szkole aktywizować?

                                                    Stefan, teraz to ja powiem ze jestem kobieta i WIEM, ok? A pozatym mam corke
                                                    wiec WIEM dwa razy..))
                                                    Nie opowiadaj mi bzdur o tym, ze dziewczynki sa gorzej uczone od chlopcow.
                                                    Nie po to siodme poty z siebie wyciskalam aby matme na maturze zdac, nie po to
                                                    siodme poty moja corka z siebie wyciskala, zeby matme przed matura zaliczyc
                                                    (miala to szczescie, ze nie musiala matmy zdawac).


                                                    > A kto powiedział, że feminizm działa jedynie poprzez Manify??? Wspomniany
                                                    wyżej
                                                    >
                                                    > nauczyciel to dobry przykład działalności feministycznej w codziennym życiu.
                                                    >
                                                    > > Wiem, ci wszyscy faceci, ktorzy sie tam wypowiadali to bardzo mlodzi ludz
                                                    > ie,
                                                    > > a tacy zawsze chca swiat na nowo urzadzac...
                                                    >
                                                    > Nie no, bez jaj. POnad 30-letniego faceta nazywasz młodym? Co to jest za
                                                    > argument - "młody, wiec chce zmieniać świat"? Chcesz dyskutować z pozycji
                                                    > takiej, ze Ty jesteś starsza, więc wiesz lepiej od tych "młodych naiwnych"?
                                                    >
                                                    To on mial ponad 30 lat?? Musialam przeoczyc. Fakt, w tym wieku powinien juz
                                                    zejsc na ziemie...)))

                                                    Stefan, Ty za 20-30 lat tez bedziesz myslal inaczej niz teraz.
                                                  • stephen_s Re: Ha, ha, ha 13.03.06, 17:17
                                                    > Ach, Stefan, jak ja lubie te Twoje ciagle "WIEM" pisane wielkimi literami...
                                                    > Tym razem WIESZ ze mezczyzni odczuwaja dyskomfort bo im wmowiono, ze maja go
                                                    > odczuwac.

                                                    Mario, nie sądzisz, że jako mężczyzna, rozmawiający o takich sprawach z innymi
                                                    mężczyznami, mogę pewne rzeczy zaobserwować?

                                                    Pamiętam do dzis, jak np. jeden kolega wprost mi powiedział, że uważa, że mąż
                                                    powinien zarabiać więcej od żony...

                                                    > Nie opowiadaj mi bzdur o tym, ze dziewczynki sa gorzej uczone od chlopcow.

                                                    Tych "bzdur", droga Mario, mnie uczyli na uniwerku. M.in. na wykładach pewnej
                                                    pani, co ma tytuł profesorski... Nota bene, jest starsza od Ciebie :)

                                                    I z tychże "bzdur" obroniłem m.in. pracę magisterską.

                                                    Wysyłam Ci fragment mojej magisterki traktujący o badaniach nad
                                                    psychospołecznymi przyczynami gorszych osiągnięć kobiet w matematyce. Poczytaj,
                                                    zobaczysz, że to, co Ty nazywasz "bzdurą", jest od lat tematem poważnych
                                                    opracowań.

                                                    > To on mial ponad 30 lat?? Musialam przeoczyc.

                                                    Co pokazuje, jak "dokładnie" przeczytałaś ten artykuł...
                                                  • grzespelc A żeby już do końca namieszać 14.03.06, 11:36
                                                    stephen_s napisał:

                                                    > > Wlasnie. Moglabym Stefanowi przytoczyc pare przykladow malzenstw, ktore
                                                    > > rozpadly sie, gdyz ich milosc nie wytrzymala biedy.
                                                    >
                                                    > A nie słyszałaś nigdy o małżeństwach, które rozpadły się, bo facet nie mógł
                                                    > ścierpieć, że jego żona odnosi sukcesy - bo tak silnie miał wtłoczone, że to
                                                    on
                                                    >
                                                    > koniecznie musi rodzinę utrzymać..?

                                                    Zeby namieszać do końca, to a znam przykład związku, który prawie się
                                                    rozleciał, bo odnosząca sukcesy kobieta nie mogła ścierpieć, że musi utrzymywać
                                                    mężczyznę, który (nie z wyboru, a zwyczajnie z braku pracy) siedzi w domu, jak
                                                    ta "dupa wołowa"...
                                                  • stephen_s Re: A żeby już do końca namieszać 14.03.06, 15:58
                                                    Jak pisałem, ja mam koleżankę, która jest ultra-ambitna, zaradna, jest na
                                                    najlepszej drodze do kariery, zarabiania "kokosów" itd... I ona mimo to
                                                    zareagowała przestrachem na sugestię swojego chłopaka, że mógłby on zostać po
                                                    studiach na uczelni. Czemu? No bo nie mogła pogodzić się z tym, że to ona
                                                    musiałaby być głównym żywicielem rodziny, nie jej przyszły mąż...

                                                    Czy naprawdę takie dziwne jest mówienie, że stereotyp "mężczyzna musi być
                                                    głównym żywicielem rodziny", który naprawdę wciąż w wielu ludziach żyje, jest
                                                    sztuczny i szkodliwy? No bo w jakiej pozycji stawia mężczyzn, którzy są
                                                    związani z aktywnymi kobietami? Mają się ścigać z własnymi żonami, by nie
                                                    wypaść na "dupy wołowe"?
                                                  • maika7 babskie trzy grosze 11.03.06, 13:34
                                                    >> Pełny luzik. A tymczasem życie to nie bajka dla dzieci, gdzie liczą
                                                    >się dobre intencje. Trzeba brać odpowiedzialność za własne życie, trzeba
                                                    >walczyć. Jak coś spieprzysz w wieku 20 lat to się będzie to potem za tobą
                                                    >ciągnęło do 40-stki.

                                                    Wtrącę sie też. To nie jest tak, że wszystko w Twoim życiu determinowane jest
                                                    wyborami w okolicach dwudzestki i potem nie ma juz możliwości na zmiany, czy na
                                                    zaczynanie od początku. Wybór zawodu może okazać sie błędny, świetna firma może
                                                    Cie zwolnic z dnia na dzień. Jak coś spieprzysz to nie koniecznie będzie się to
                                                    ciągnęło. Może dasz radę naprawić, alebo spojrzec na życie z innej - lepszej?
                                                    perspektywy.

                                                    >>Jak zaniedbasz znalezienie dobrej pracy bo coś tam, to de
                                                    >facto dajesz gorszy punkt startu dzieciom.

                                                    To zawsze jest dyskusyjne. Bo co to jest "danie lepszego czy gorszego startu
                                                    dzieciom"?

                                                    >Nie umiesz wziąć odpowiedzialności
                                                    >za rodzinę - automatycznie marnujesz życie sobie, żonie i dzieciakom. To
                                                    >wszystko jest ze sobą ściśle powiązane. Życie ma się jedno - nie da się go
                                                    >podzielic na trzy części, potem zamknąc jedną nieudana i powiedzieć, że w tej
                                                    >drugiej zaczynamy ab novo.

                                                    Załóż, że i jako odpowiedzialny ojcec, utrzymujący dom dowiadujesz sie pewnego
                                                    pięknego dnia, że masz np. stwardnienie rozsiane (czy cos podobnego), co wtedy?
                                                    Nie tylko mężczyzna jest odpowiedzialny za rodzinę. Oboje partnerzy - od ich
                                                    obojga zależy jak rodzina będzie funkcjonować. Nie tylko od mężczyzny.

                                                    i jeszcze jeden fragment:

                                                    >Bo wiesz, dla mnie się to przede wszystkim wiąże z DAWANIEM. No i nie mogę
                                                    sobie tego inaczej wyobrazić, jak przez zapewnienie poczucia bezpieczeństwa,
                                                    stabilizaci,
                                                    gwarancji życia na odpowiednim poziomie, itd.

                                                    Dodałbym do tego ważną "składową" - umiejetność brania. Miłość to nie tylko
                                                    DAWANIE, miłość to też ODBIÓR tego, co oferuje kobieta. A zapewnienie
                                                    bezpieczeństwa, stabilizacji itd. wypracowuje się wspólnie (według mnie). ZA
                                                    stabilizacje rodziny i związku nie może być odpowiedzialna tylko jedna strona.
                                                    Jeden wypadek samochodowy i... po pieknie wypracowanej jednostronnej
                                                    stabilizacji. Interesuje mnie tez określenie "życie na odpowiednim poziomie" -
                                                    co to znaczy?

                                                    >> A po drugie z SŁUŻENIEM POMOCĄ -
                                                    żona może być pewna, że w trudnych chwilach może na mnie liczyć. Ja jej
                                                    zapewnię bezpieczeństwo, stabilizację, dostatek.

                                                    Jako żona to tez chciałabym mieć poczucie, że mąż może na mnie liczyć, że w
                                                    razie zawirowań losu RAZEM damy radę. Ważne jest dla mnie, poczucie, że RAZEM
                                                    jesteśmy odpowiedzialni za los naszej rodziny, a nie tylko on. Ważne jest dla
                                                    mnie poczucie, że jak będą kłopoty to będą to NASZE WSPÓLNE kłopoty, a nie tylko
                                                    "jego". I, że jak los uniemożliwi mojemu Towarzyszowi Życia dalsze opiekowanie
                                                    sie mną i dziećmi, to ja nie powiem "cześć, Kochanie, skoro wypadłeś z gry i nie
                                                    możesz mi zapewnić wakacji na "Kanarach" to bye"

                                                    M.


                                                  • maria421 Re: babskie trzy grosze 11.03.06, 14:03
                                                    Gumpel napisal:

                                                    > >> A po drugie z SŁUŻENIEM POMOCĄ -
                                                    > żona może być pewna, że w trudnych chwilach może na mnie liczyć. Ja jej
                                                    > zapewnię bezpieczeństwo, stabilizację, dostatek.

                                                    Maika odpowiedziala:

                                                    > Jako żona to tez chciałabym mieć poczucie, że mąż może na mnie liczyć, że w
                                                    > razie zawirowań losu RAZEM damy radę. Ważne jest dla mnie, poczucie, że RAZEM
                                                    > jesteśmy odpowiedzialni za los naszej rodziny, a nie tylko on. Ważne jest dla
                                                    > mnie poczucie, że jak będą kłopoty to będą to NASZE WSPÓLNE kłopoty, a nie
                                                    tylk
                                                    > o
                                                    > "jego". I, że jak los uniemożliwi mojemu Towarzyszowi Życia dalsze opiekowanie
                                                    > sie mną i dziećmi, to ja nie powiem "cześć, Kochanie, skoro wypadłeś z gry i
                                                    ni
                                                    > e
                                                    > możesz mi zapewnić wakacji na "Kanarach" to bye"
                                                    ********************

                                                    Tak wlasnie powinna wygladac postawa mezczyzny i kobiety wchodzacych w zwiazek
                                                    malzenski. Kazde powinno chciec dawac, czuc sie odpowiedzialnym za losy
                                                    drugiego.
                                                    Jezeli kogos przeraza (jak owego Sebastiana z artykulu) branie
                                                    odpowiedzialnosci za druga osobe, ten nie powinien zakladac rodziny.
                                                  • stephen_s Re: babskie trzy grosze 11.03.06, 14:13
                                                    Proszę o cytat, gdzie on niby boi się odpowiedzialności za drugą osobę.
                                                  • maria421 Re: babskie trzy grosze 11.03.06, 15:11
                                                    stephen_s napisał:

                                                    > Proszę o cytat, gdzie on niby boi się odpowiedzialności za drugą osobę.

                                                    Artykul juz jest przeniesiony do archiwum GW i nie chce mi sie szukac.
                                                    Pamietam jednak, ze on mowil, ze bycie jedynym zywicielem rodziny to straszliwe
                                                    obciazenie dla mezczyzny.
                                                    Dla mnie takie oswiadczenie oznacza ze facet boi sie bycia jedynym zywicielem
                                                    rodziny, czyli ze boi sie wziac za nia odpowiedzialnosc.
                                                • maria421 Re: A co jest złego w gnoju? 11.03.06, 15:06
                                                  stephen_s napisał:

                                                  > Eee, Mario, odnoszę wrażenie, ze naprawdę upierasz się, by nie rozumieć, co
                                                  > mówię :\

                                                  Faktycznie, Stefanie, nie rozumiem problemu feministow.

                                                  > Po co w ogóle piszesz o uzgodnianiu decyzji z partnerem? Czy ja gdziekolwiek
                                                  > napisałem, że feminiści uważają, że w związku mają prawo podejmować takie
                                                  > jednostronne decyzje, o jakich piszesz? Ja napisałem tyle, że chcą mieć
                                                  wybór,
                                                  > a nie być ograniczanymi czynnikiem płci. Po co dopowiadasz sobie rzeczy,
                                                  > których nie mówię?

                                                  Stefanie, jezeli ktos pisze, ze chce miec wybor, to dla mnie znaczy, ze chce
                                                  sam decydowac o tym, co wybierze.

                                                  > OCZYWIŚCIE, że w związku decyzje podejmuje się z partnerem! Co miałem na
                                                  myśli,
                                                  > to to, że chciałbym, żeby te decyzje można było podejmować elastycznie,
                                                  zgodnie
                                                  > z osobowościami osób zainteresowanych i realiami sytuacji... a nie podług
                                                  > odgórnie narzuconych zasad, czym kto powinien się zajmować. Jeśli np.
                                                  sytuacja
                                                  > jest taka, że oboje małżonków musi pracować, to jasne, że nie bronię faceta,
                                                  co
                                                  > oświadczy: "A ja tam zajmę się dzieckiem i przyjmij to żono do wiadomości!".
                                                  > Nie o to chodzi! Chodzi o to, by decyzje podejmować zgodnie z tym, jacy
                                                  > małżonkowie naprawdę są... a nie kierować się tym, że mężczyzna ma takie a
                                                  nie
                                                  > inne obowiązki z racji bycia mężćzyzną.

                                                  Stefan, slowo daje, ze nie rozumiem tego wydumanego i rozdmuchanego problemu
                                                  feministow i to w czasach kiedy olbrzymia wiekszosc kobiet ma wlasny zawod i
                                                  pracuje. Ja osobiscie nie znam ani jednej kobiety z mojego pokolenia, ktora by
                                                  spedzila zycie jako "zona domowa". KAZDA pracowala.
                                                  Oznacza to, ze w Polsce juz od dawna panuje partnerski model rodziny, w ktorym
                                                  OBOJE , maz i zona, pracuja zawodowo na utrzymanie rodziny.
                                                  Polskie prawodawstwo przewiduje rowniez mozliwosc wykorzystania czesci urlopu
                                                  macierzynskiego przez ojca.
                                                  Gdzie wiec jest problem?

                                                  Sprawy miedzypartnerskie nalezy zalatwiac miedzy partnerami , a nie na
                                                  manifestacjach..))

                                                  > Jest różnica między sytuacją, gdy np. mąż wraca późno z pracy i razem ż żoną
                                                  > np. podejmują decyzję, że to żona zajmie się gotowaniem, bo ma więcej
                                                  czasu...
                                                  > a sytuacją, kiedy wychodzi się z założenia, że żona po prostu MUSI gotować,
                                                  bo
                                                  > taka jest "naturalna rola żony". Choćby to mąż miał na to więcej czasu. Tak
                                                  > samo, jest różnica miedzy sytuacją, gdy facet idzie do pracy, bo wie, że
                                                  dobro
                                                  > rodziny tego wymaga... a sytuacją, gdy żona wymaga od męża "Ty koniecznie
                                                  > musisz pracować i zarabiać kupę kasy, bo jesteś mężczyzną".
                                                  >
                                                  > To samo tyczy się tych sytuacji kryzysowych itd...

                                                  O rany, Stefan...
                                                  Przeciez nikt Cie nie bedzie zmuszal do malzenstwa z lala, ktora by Cie jak
                                                  galernika traktowala. Sam wybierzesz sobie partnerke, ktora bedzie podzielala
                                                  Twoje poglady:-)

                                                  > Generalnie: wyciągasz argumenty szczegółowe w stylu "A co zrobić, gdy mąż nie
                                                  > pracuje, a żona straci pracę?" i obalasz nią ogólną ideę pt. "Mężczyzna nie
                                                  > musi pracować z założenia". To bez sensu, bo nikt naprawdę nie neguje
                                                  > realiów... Chodzi jedynie o rozbicie STEREOTYPÓW ograniczających ludzi, nie
                                                  > dawanie mężczyznom carte blanche na "bycie sobą" kosztem dobra całej rodziny.

                                                  Stefan, STEREOTYPEM w Polsce jest kobieta, ktora MUSI pracowac zawodowo, bo
                                                  inaczej powiedza, ze sie nie realizuje, ze jest kura domowa na utrzymaniu pana
                                                  meza. Do takiego stanu doprowadzil wlasnie feminizm...
                                                  Czy dzisiejsza kobieta ma wybor? Czy ona moze wybrac miedzy kariera albo
                                                  wychowaniem dzieci? Najczesciej ciagnie jedno i drugie, i nie robi tego dla
                                                  siebie, dla "realizowania sie", lecz z odpowiedzialnosci za siebie sama i za
                                                  rodzine. Robi to po to, aby byc niezalezna finansowo i nie bac sie momentu,
                                                  kiedy malzonek zachoruje, straci prace czy tez odejdzie do innej kobiety.
                                                  Ta niezaleznosc od meza , ktora kobiety sobie same wywalczyly jest duzym
                                                  osiagnieciem, aczkolwiek okupionym ogromnym wysilkiem, aby sprostac podwojnej
                                                  roli: matki i kobiety pracujacej.
                                                  Jak sie zachowuje mezczyzna-feminista w takiej sytuacji? Nie wystarcza mu, ze
                                                  kobieta jest od niego finansowo niezalezna, nie wystarcza mu, ze wspolnie z nim
                                                  utrzymuje rodzine ... Mezczyzna-feminista chce wiecej... chce aby to on mogl
                                                  wybrac, co wniesie do rodziny, a sama mysl o tym, ze moglby byc jedynym
                                                  zywicielem go przeraza...
                                                  To nie jest zrownanie rol kobiety i mezczyzny, bo te sa juz dawno zrownane.
                                                  To jest wyraz absolutnego egoizmu. Tak jak egoista jest macho, ktory zada, aby
                                                  kobieta podawala mu pantofle i byla zawsze dyspozycyjna w lozku, tak egoista
                                                  jest feminista, dla ktorego odwrocenie klasycznych rol kobiety i mezczyzny jest
                                                  po prostu wygodne.



                                                  • stephen_s Re: A co jest złego w gnoju? 12.03.06, 15:45
                                                    > Stefanie, jezeli ktos pisze, ze chce miec wybor, to dla mnie znaczy, ze chce
                                                    > sam decydowac o tym, co wybierze.

                                                    Cóz, w tym momencie pozostaje mi powiedzieć, że najwyraźniej chyba rozmowa nie
                                                    ma sensu, kiedy ja mówię A, a Ty upierasz się, by zaraz dodać B...

                                                    Powtarzam: to, że mówię o prawie mężczyzny do wyboru, nie oznacza, że uważam,
                                                    że to prawo mu się należy bez względu na okoliczności...

                                                    > Stefan, slowo daje, ze nie rozumiem tego wydumanego i rozdmuchanego problemu
                                                    > feministow i to w czasach kiedy olbrzymia wiekszosc kobiet ma wlasny zawod i
                                                    > pracuje. Ja osobiscie nie znam ani jednej kobiety z mojego pokolenia, ktora
                                                    > by
                                                    > spedzila zycie jako "zona domowa". KAZDA pracowala.

                                                    Tia, zapytaj jeszcze, ile z nich miało jeszcze pomoc męża w sprawach domowych,
                                                    przy dzieciach itd.?

                                                    PArę miesięcy temu "GW" publikowała badania na temat stosunku mężczyzn do
                                                    obowiązków domowych. Wynikało z nich, że większość mężczyzn w Polsce nie jest w
                                                    stanie nawet pozmywać po sobie talerza po obiedzie...

                                                    Oczywiście, mniejszym problemem staje się, że mężczyźni kobietom nie pozwalają
                                                    pracować. Problem jest jednak, że kobiety pracują praktycznie na DWÓCH etatach -
                                                    w pracy i w domu. I dopóki tak jest, nie ma mowy o "partnerskim modelu
                                                    rodziny", wbrew temu, co mówisz.

                                                    > Polskie prawodawstwo przewiduje rowniez mozliwosc wykorzystania czesci urlopu
                                                    > macierzynskiego przez ojca.

                                                    Od stosunkowo niedawna. Nota bene, przeszło to przez parlament z trudem, bo
                                                    prawica oponowała.

                                                    > Stefan, STEREOTYPEM w Polsce jest kobieta, ktora MUSI pracowac zawodowo, bo
                                                    > inaczej powiedza, ze sie nie realizuje, ze jest kura domowa na utrzymaniu
                                                    > pana
                                                    > meza. Do takiego stanu doprowadzil wlasnie feminizm...

                                                    Nieprawda. Feminizm broni prawa kobiety do WYBORU - czy jest nim praca, czy
                                                    pozostanie w domu. Do tego, że większość kobiet w Polsce pracuje, doprowadziła
                                                    sytuacja ekonomiczna...
                                                  • maria421 Re: A co jest złego w gnoju? 12.03.06, 18:23
                                                    stephen_s napisał:

                                                    > Nieprawda. Feminizm broni prawa kobiety do WYBORU - czy jest nim praca, czy
                                                    > pozostanie w domu. Do tego, że większość kobiet w Polsce pracuje,
                                                    doprowadziła
                                                    > sytuacja ekonomiczna

                                                    Stefan, feminizm niby broni prawa kobiety do WYBORU, ale powoduje, ze kobieta,
                                                    ktora wybiera bycie zona domowa czuje ze nie pasuje do modelu kobiety
                                                    wylansowanego przez feminizm.

                                                    Poza tym, sytuacja ekonomiczna jest tylko jedna z przyczyn dla ktorych
                                                    wiekszosc kobiet pracuje. Z pewnoscia znasz malzenstwa, ktore moglyby utrzymac
                                                    sie z jednej pensji, a pomimo tego oboje pracuja.
                                                    Zreszta rowniez w bogatych krajach UE wiekszosc kobiet pracuje.

                                                  • stephen_s Re: A co jest złego w gnoju? 12.03.06, 18:45
                                                    > Stefan, feminizm niby broni prawa kobiety do WYBORU, ale powoduje, ze
                                                    kobieta,
                                                    > ktora wybiera bycie zona domowa czuje ze nie pasuje do modelu kobiety
                                                    > wylansowanego przez feminizm.

                                                    Jak niby sprawia? Powtarzam, wejdź na FF i znajdź jakąś feministkę stamtąd,
                                                    która uważa, że kobieta pracująca w domu jest gorsza.

                                                    > Poza tym, sytuacja ekonomiczna jest tylko jedna z przyczyn dla ktorych
                                                    > wiekszosc kobiet pracuje. Z pewnoscia znasz malzenstwa, ktore moglyby
                                                    utrzymac
                                                    > sie z jednej pensji, a pomimo tego oboje pracuja.
                                                    > Zreszta rowniez w bogatych krajach UE wiekszosc kobiet pracuje.

                                                    OK, o co Ci w tym momencie chodzi? Jasne, kobiety pracują obecnie też dlatego,
                                                    że się chcą samorealizować. No i..? Jak to się ma do Twojej krytyki feminizmu?
                                                    Nie zdajesz sobie sprawy, że to, że obecnie kobiety mają prawo do
                                                    samorealizacji, to właśnie feminizm wywalczył? Cofnij się w czasie 50 lat -
                                                    myślisz, że wtedy było takie oczywiste, że kobieta ma takie same prawo do pracy
                                                    zawodowej, co mężczyzna?
                                                  • maria421 Re: A co jest złego w gnoju? 12.03.06, 19:58
                                                    stephen_s napisał:
                                                    >
                                                    > Jak niby sprawia? Powtarzam, wejdź na FF i znajdź jakąś feministkę stamtąd,
                                                    > która uważa, że kobieta pracująca w domu jest gorsza.

                                                    Ty mi lepiej pokaz feministke z krwi i kosci, ktora bylaby zona domowa:-)

                                                    > OK, o co Ci w tym momencie chodzi? Jasne, kobiety pracują obecnie też
                                                    dlatego,
                                                    > że się chcą samorealizować. No i..? Jak to się ma do Twojej krytyki
                                                    feminizmu?

                                                    Nijak. Chcialam Ci tylko zwrocic uwage na Twoje twierdzenie ze w Polsce
                                                    sytuacja ekonomiczna doprowadzila do tego, ze wiekszosc kobiet pracuje.

                                                    > Nie zdajesz sobie sprawy, że to, że obecnie kobiety mają prawo do
                                                    > samorealizacji, to właśnie feminizm wywalczył? Cofnij się w czasie 50 lat -
                                                    > myślisz, że wtedy było takie oczywiste, że kobieta ma takie same prawo do
                                                    pracy
                                                    > zawodowej, co mężczyzna?
                                                    >
                                                    Stefan, podobno jestes feminista, wiec powinienes wiedziec, ze feminizm nie
                                                    jest jednolity, i ze feminizm sprzed 50 lat to nie to samo , co obecny feminizm.
                                                    50 lat temu feminizm w PRL zamykal sie w hasle "kobiety na traktory"...)))

                                                    Nie neguje tego, co wywalczyly nasze babki-sufrazystki, nie neguje
                                                    historycznych zaslug ruchow feministycznych. Kiedy krytykuje feminizm, nie
                                                    odnosze tej krytyki historycznych zaslug feminizmu, lecz do tego jak sie teraz
                                                    jawi europejski feminizm,( szczegolnie na przykladzie mojego niemieckiego
                                                    podworka), krytykuje tez model kobiety, jaki ten feminizm lansuje i jak taki
                                                    model wplywa na tworzenie sie nowego typu mezczyzny-feministy.



                                                  • stephen_s Re: A co jest złego w gnoju? 12.03.06, 20:43
                                                    > Ty mi lepiej pokaz feministke z krwi i kosci, ktora bylaby zona domowa:-)

                                                    Myślisz, że nie ma?

                                                    > Nijak. Chcialam Ci tylko zwrocic uwage na Twoje twierdzenie ze w Polsce
                                                    > sytuacja ekonomiczna doprowadzila do tego, ze wiekszosc kobiet pracuje.

                                                    Stwierdzenie to było odpowiedzią na Twoje twierdzenie, że większość kobiet w
                                                    Polsce pracuje, bo feminizm je do tego zmusił...

                                                    > Nie neguje tego, co wywalczyly nasze babki-sufrazystki, nie neguje
                                                    > historycznych zaslug ruchow feministycznych. Kiedy krytykuje feminizm, nie
                                                    > odnosze tej krytyki historycznych zaslug feminizmu, lecz do tego jak sie
                                                    > teraz
                                                    > jawi europejski feminizm,( szczegolnie na przykladzie mojego niemieckiego
                                                    > podworka), krytykuje tez model kobiety, jaki ten feminizm lansuje i jak taki
                                                    > model wplywa na tworzenie sie nowego typu mezczyzny-feministy.

                                                    No to może pointeresuj się dokładniej feminizmem... Bo z jednej strony
                                                    przyznajesz, że feminizm nie jest jednolity, a z drugiej - uogólniasz swoje
                                                    doświadczenia z feminizmem Z NIEMIEC na feminizm W POLSCE.

                                                    Polecam Ci np. taką fajną książkę Elisabeth Badinter "Tożsamość mężczyzny".
                                                    Przeczytaj, jak znajdziesz tam jedno zdanie o tym, że facet ma prawo olać
                                                    rodzinę i nie pracować, nawet jeśli rodzina przymiera głodem, to poinformuj
                                                    mnie :)
                                                  • maria421 Re: A co jest złego w gnoju? 13.03.06, 00:00
                                                    stephen_s napisał:

                                                    > > Ty mi lepiej pokaz feministke z krwi i kosci, ktora bylaby zona domowa:-)
                                                    >
                                                    > Myślisz, że nie ma?

                                                    Jestem pewna, ze nie ma.

                                                    > Stwierdzenie to było odpowiedzią na Twoje twierdzenie, że większość kobiet w
                                                    > Polsce pracuje, bo feminizm je do tego zmusił...

                                                    Badz laskaw czytac uwazniej to co pisze.
                                                    Nigdzie nie powiedzialam CO zmusilo kobiety w Polsce do tego, aby pracowaly
                                                    zawodowo.
                                                    Wymienilam czynniki, jakie powoduje, ze kobieta chce pracowac zawodowo.
                                                    Napisalam jedynie, ze feminizm wylansowal i rozpowszechnil taki model kobiety,
                                                    przy ktorym zona domowa ma kompleksy, ze jest tylko zona domowa.
                                                    (wybacz to okreslenie "zona domowa")

                                                    > No to może pointeresuj się dokładniej feminizmem... Bo z jednej strony
                                                    > przyznajesz, że feminizm nie jest jednolity, a z drugiej - uogólniasz swoje
                                                    > doświadczenia z feminizmem Z NIEMIEC na feminizm W POLSCE.

                                                    Zapoznawszy sie troche z pania Sroda widze, ze nie odbiega ona od niemieckiego
                                                    modelu:-)

                                                    > Polecam Ci np. taką fajną książkę Elisabeth Badinter "Tożsamość mężczyzny".
                                                    > Przeczytaj, jak znajdziesz tam jedno zdanie o tym, że facet ma prawo olać
                                                    > rodzinę i nie pracować, nawet jeśli rodzina przymiera głodem, to poinformuj
                                                    > mnie :)

                                                    Mam nadzieje, ze zadna kobieta jeszcze takich fanaberii nie napisala...
                                                    Jednoczesnie, kiedy czytam owego Sebastiana z artykulu, lub Ciebie i Twoje
                                                    zadania wyboru Twej roli w malzenstwie, to mysle sobie, ze jestesmy blisko od
                                                    nastepnego "rewolucyjnego postulatu" jakim bedzie zadanie
                                                    mezczyzny "realizowania sie" bez ogladania sie na rodzine:-)
                                                  • stephen_s Re: A co jest złego w gnoju? 13.03.06, 17:20
                                                    > Jestem pewna, ze nie ma.

                                                    Super. Na jakiej podstawie? Subiektywnego przekonania?

                                                    > Zapoznawszy sie troche z pania Sroda widze, ze nie odbiega ona od
                                                    > niemieckiego modelu:-)

                                                    A zapoznałaś się z jakąś inną polską feministką? Na przykład Agnieszką Graff?

                                                    > Jednoczesnie, kiedy czytam owego Sebastiana z artykulu, lub Ciebie i Twoje
                                                    > zadania wyboru Twej roli w malzenstwie, to mysle sobie, ze jestesmy blisko od
                                                    > nastepnego "rewolucyjnego postulatu" jakim bedzie zadanie
                                                    > mezczyzny "realizowania sie" bez ogladania sie na rodzine:-)

                                                    Mario, naprawdę uważasz, że skoro mówię o prawie mężczyzny do wyboru, to
                                                    oznacza, że olałbym, gdyby moja żona i dzieci klepałyby nędzę???
                                • grzespelc Re: A co jest złego w gnoju? 10.03.06, 08:31
                                  > Jestes pewien?

                                  Tak. Teraz chcą to wyrównać, ale czy to dobry pomysł, czy zły - nie wiem....

                                  > Wiem na pewno - bo słyszałam wypowiedz komendanta - że test wiedzy ogolenej
                                  > był dla wszystkich jednakowy i ze kobiety wypadły w nim o wiele lepiej.

                                  Nic dziwnego :))) No i dlatego jest ich więcej. Jeżeli wyrównają wymagania
                                  sprawnościowe, to będzie więcej mężczyzn.
    • maria421 Stefan 13.03.06, 18:39
      Dziekuje za fragment Twojej pracy magisterskiej.

      Ja, przyznaje sie bez bicia, jestem matematycznym glebem i moim najwyzszym
      osiagnieciem w matematyce bylo zdanie ustnej matury na czworke.
      Moja corka jest takim samym matematycznym glebem jak ja i dla niej sukcesem
      bylo zaliczenie matmy na dostateczny, co zreszta i tak kosztowalo ja mase
      wysilku.
      Z powodu genetycznego obciazenia mojej corki syndromem glaba matematycznego
      chcialam sie koniecznie dowiedziec dlaczego tak jest i skad sie to bierze.
      Dlaczego ja i ona w wieku czterech lat zaczelysmy skladac pierwsze literki, a
      jeszcze pare lat pozniej nie moglysmy pojac dlaczego 2+2 =2x2...?

      I dlaczego moj brat potrafil wszystko w pamieci szybko policzyc, a ja nie?

      Mnie nie wychowywano inaczej niz mojego brata, w szkole uczono mnie tak samo
      jak chlopcow. Wiec dlaczego oni pojmowali wszystko w lot, a ja nie?

      Tak wiec zaczelam szukac, szukac i znalazlam cos, co mnie usatysfakcjonowalo,
      a mianowicie hipoteze ze fakt ze dziewczynki na ogol wypadaja gorzej w
      matematyce niz chlopcy mnoze sie brac z roznic miedzy mozgiem zenskim i meskim.
      Z tego, ze u kobiet jest lepiej rozwinieta lewa polkula , ktora pracuje
      bardziej analitycznie (stad wieksze zdolnosci jezykowe u dziewczat), natomiast
      prawa polkula pracuje bardziej przestrzennie, (stad lepszy zmysl liczbowy i
      geometryczny u chlopcow); ze rozny rozwoj mozgu wiaze sie z wydzielaniem
      roznych hormonow.
      Zreszta tu masz link, niestety po niemiecku, ale przejrzyj choc rysunki.

      www.scheffel.og.bw.schule.de/faecher/science/biologie/mannfrau/gehirnmannfrau.htm

      W tym artykule twierdza, ze fakt,ze dziewczynki sa slabsze w matematyce jest
      wynikiem tak wplywow organicznych, jak i srodowiskowych.

      Twierdzi sie tez (w innych opracowaniach), ze poniewaz dziewczynki inaczej ucza
      sie matematyki i przedmiotow scislych, nalezaloby wprowadzic osobne nauczanie
      tych przedmiotow dla chlopcow i dziewczynek. Twierdzi sie, ze w klasach
      koedukacyjnych gdzie chlopcy sa szybsi w matematyce, dziewczynki nie mogac za
      nimi nadazyc, czesto po prostu traca chec do nauki.

      Jest cos takiego jak dysleksja (czesciej wystepujaca u chlopcow) i jest tez
      dyskalkulia (Dyskalkulie), czesciej wystepujaca u dziewczat. O dysleksji slyszy
      sie juz od dluzszego czasu, o dyskalkulii dopiero od niedawna.

      Z pewnoscia istnieja wplywy srodowiskowe, ale czy sa one skutkiem, czy
      przyczyna, o to jeszcze chyba dlugo beda sie badacze spierac.


      • stephen_s Re: Stefan 13.03.06, 19:42
        > Ja, przyznaje sie bez bicia, jestem matematycznym glebem

        Spox, ja też za dobry nie jestem :) Byłem w matfizie i sam zastanawiam się,
        jakim cudem się w tej szkole utrzymałem :)

        > Mnie nie wychowywano inaczej niz mojego brata, w szkole uczono mnie tak samo
        > jak chlopcow.

        Hm. Wybacz, ale nie jesteś w stanie subiektywnie tego ocenić. Zaś badania są,
        jakie są... i wskazują, że właśnie dziewczynki przeciętnie są gorzej uczone
        matematyki niż chłopcy. Zresztą czytałaś ten fragment z mojej pracy o tym...

        > Tak wiec zaczelam szukac, szukac i znalazlam cos, co mnie usatysfakcjonowalo,
        > a mianowicie hipoteze ze fakt ze dziewczynki na ogol wypadaja gorzej w
        > matematyce niz chlopcy mnoze sie brac z roznic miedzy mozgiem zenskim i
        > meskim.

        Ach, hipotezy biologiczne :) O tym też pisałem :)

        > W tym artykule twierdza, ze fakt,ze dziewczynki sa slabsze w matematyce jest
        > wynikiem tak wplywow organicznych, jak i srodowiskowych.

        Nikt nie neguje, że istnieją organiczne podstawy np. przeciętnie wyższych
        zdolności przestrzennych u mężczyzn. Jednak problem w tym, że matematyka to już
        dziedzina złożona - i nie opiera się jedynie na zdolnościach przestrzennych.
        Stąd będę twierdził, że organika organiką, ale wpływy środowiskowe też są b.
        istotne. Cytowany eksperyment z uruchamianiem stereotypu "męskiej wyższości w
        matematyce" najlepszych przykładem.

        Wyślę Ci zaraz fragment o biologicznych hipotezach róznić w zdolnościach
        matematycznych...
      • stephen_s A tak wracając do tematu... 13.03.06, 21:02
        Jak sama widziałaś w przytoczonym przeze mnie fragmencie mojej pracy, jak
        najbardziej istnieją przesłanki, by sądzić, że chociażby w szkole istnieją
        ukryte oddziaływania mogące sprawiać, że dziewczynki gorzej przyswajają
        maematykę itd. Podobne zjawiska można i znaleźć i na innych przedmiotach - bo
        nauczyciele mogą faworyzować chłopców itd.

        Czy nie sądzisz zatem, że nauczyciel - feminista, który zwraca na to uwagę i
        stara się pilnować, by dziewczynki były traktowane na jego lekcjach
        odpowiednio, nie były zakrzykiwane przez chłopców... robi dobrą robotę? I jest
        to dobry element feminizmu?
        • maria421 Re: A tak wracając do tematu... 14.03.06, 10:37
          Stefan, drugi fragment Twojej pracy magisterskiej znalazlam w poczcie dopiero
          dzisiaj i musze Ci powiedziec, ze bardzo sie z niego ucieszylam, bo w koncu
          moze zaczniemy sie rozumiec:-)

          Zastanawiam sie czesto na ile na ograniczone zdolnosci matematyczne mojej corki
          mialam ja sama wplyw. Kiedy byla mala, spedzala o wiele wiecej czasu ze mna niz
          z ojcem (jak chyba wiekszosc malych dzieci); ja bedac sama matematycznym
          glebem, nie przekazywalam jej zadnego zainterswoania matematyka, gdyz sama go
          nie posiadam. Przekazywalam jej natomiast zainteresowanie czataniem, pisaniem,
          spiewaniem i jezykami (uparlam sie np., ze moje dziecko bedzie prawidlowo
          wymawialo angielskie "th":-)
          Z drugiej strony, moja mama w podobny sposob wychowywala mnie i mojego brata, a
          on pomimo tego, ze we wczesnym dziecinstwie potrafil recytowac "Litwo,
          ojczyzno", a tabliczki mnozenia nauczyl sie w szkole, mial lepsze stopnie z
          matmy niz z jezykow.

          Otoz, Stefan, ja nie wiem, jaki jest najlepszy model nauczania matematyki w
          szkole. Czy taki, jak do tej pory, czyli jednakowo dla wszystkich (interwencje
          nauczyciela aby dziewczynki nie byly zakrzykiwane przez chlopcow to raczej
          kwestia wychowawcza, nie dydaktyczna), czy tez stworzenie osobnych klas dla
          dziewczat i chlopcow. Ostatecznie, lekcje gimnastyki tez sa podzielone wedlug
          plci...

          • stephen_s Jedna uwaga 14.03.06, 15:53
            Pilnowanie, by na lekcjach chłopcy nie zakrzyczeli dziewczynek, to jak
            najbardziej kwestia dydaktyczna. Jeśli dziewczynki byłyby zakrzykiwane przez
            chłopców, to groziłoby to im jak najbardziej pogorszeniem wyników w nauce...

            Są takie badania bodajże pokazujące, jak na wyniki ucznia w szkole wpływ może
            mieć fakt, że nauczyciel go nie lubi, nie udziela często głosu itd. Tak samo
            jest z dziewczynkami w ogóle: zakrzyczenie przez chłopców prowadzić może je do
            wniosku, że są gorsze, mniej umieją itd. To naprawdę tak działa, niestety... :((

            Dlatego żeby docenić to, co robi tamten nauczyciel - feminista z tekstu, nie
            trzeba wcale być feministą. Wystarczyć znać trochę badań nad tym, co wpływa na
            wyniki dzieci w szkole...

            Ponawiam moje pytanie, Mario: czy naprawdę uważasz w świetle tego wszystkiego,
            że tamci feminiści z artykułu nie robią nic wartościowego?
            • maria421 Re: Jedna uwaga 14.03.06, 16:33
              stephen_s napisał:

              > Pilnowanie, by na lekcjach chłopcy nie zakrzyczeli dziewczynek, to jak
              > najbardziej kwestia dydaktyczna. Jeśli dziewczynki byłyby zakrzykiwane przez
              > chłopców, to groziłoby to im jak najbardziej pogorszeniem wyników w nauce...
              >
              > Są takie badania bodajże pokazujące, jak na wyniki ucznia w szkole wpływ może
              > mieć fakt, że nauczyciel go nie lubi, nie udziela często głosu itd. Tak samo
              > jest z dziewczynkami w ogóle: zakrzyczenie przez chłopców prowadzić może je
              do
              > wniosku, że są gorsze, mniej umieją itd. To naprawdę tak działa, niestety... :

              Wiesz, Stefan, ja wlasciwie mialam byc nauczycielka i nawet praktyki w liceum
              mialam i zajecia z metodyki nauczania itp. Ale to, o czym piszesz nalezalo do
              obowiazkow wychowawczych nauczyciela.

              > Dlatego żeby docenić to, co robi tamten nauczyciel - feminista z tekstu, nie
              > trzeba wcale być feministą. Wystarczyć znać trochę badań nad tym, co wpływa
              na
              > wyniki dzieci w szkole...

              Pelna zgoda! Nie trzeba byc feminista, trzeba tylko byc dobrym nauczycielem!
              Moja corka miala szczescie, ze przez 2/3 gimanzjum miala doskonalych
              nauczycieli matematyki. Mowila ze nie znosi matematyki, ale ze bardzo lubi
              nauczycieli od matematyki:-)
              A lubila ich glownie za to, ze oni potrafili ocenic jej zdolnosci (tzn. ich
              brak) i docenic jej wklad pracy w kazda klasowke. Docenila ich za to, ze u nich
              nie byla "glabem", lecz ze byla chwalona za to, na co ja bylo stac.

              > Ponawiam moje pytanie, Mario: czy naprawdę uważasz w świetle tego
              wszystkiego,
              > że tamci feminiści z artykułu nie robią nic wartościowego?

              Stefan, wydaje mi sie, ze juz sobie powyzej odpowiedzielismy. Nie trzeba byc
              feminista, aby byc dobrym nauczycielem, nie trzeba byc feminista aby potrafic
              zrozumiec i uszanowac kobiete.
              Mezczyzni z mojej rodziny- moj zmarly ojciec, moj brat, moj maz nawet nie maja
              pojecia o mezczyznach-feministach, a kazdy z nich potrafi gotowac, nie wstydzi
              sie lez, szanuje kobiete. Czy wiesz ze moj maz NIGDY nie opowiada dowcipow o
              kobietach czy jakichkolwiek seksistowskich dowcipow? Przynajmniej nigdy w
              obecnosci kobiet. Czy to juz meski feminizm, czy tylko dobre wychowanie?
              Tak wiec, Stefanie, ci feminisci z artykulu nie wnosza wlasciwie NIC nowego,
              tylko inaczej to nazywaja. No chyba, ze nowoscia jest biadolenie, ze bycie
              jedynym zywicielem rodziny jest ogromnym obciazeniem....

              Oczywiscie, ze jest to olbrzymie obciazenie! Olbrzymim obciazeniem dla kobiety
              jest tez ciaza, urodzenie i wychowanie dziecka. Ale to obiektywnie olbrzymie
              obciazenie daje sie zniesc tylko wtedy, kiedy nie jest ono pojmowane jako
              obciazenie, lecz jako nasz cel, nasze zadanie.

              Kto uwaza, ze olbrzymim obciazeniem jest wspionaczka gorska, ten lepiej niech
              nie idzie w gory. Natomiast ktos, kto chce zdobyc szczyt, wyobraza sobie te
              wspinaczke jako spacerek.

              Dlatego ja powtarzam: facet, ktorego przeraza obciazenie, jakiemu moze musialby
              stawic czola zakladajac rodzine, nie powinien zakladac rodziny. Podobnie jak
              ktos, kto boi sie wsponaczki gorskiej nie powinien wspinac sie na gory.
      • grzespelc Re: Stefan 14.03.06, 12:01
        > Z tego, ze u kobiet jest lepiej rozwinieta lewa polkula , ktora pracuje
        > bardziej analitycznie (stad wieksze zdolnosci jezykowe u dziewczat),

        Znowu te brednie o zdolnościach językowych???
        • maria421 Re: Stefan 14.03.06, 13:26
          grzespelc napisał:

          > > Z tego, ze u kobiet jest lepiej rozwinieta lewa polkula , ktora pracuje
          > > bardziej analitycznie (stad wieksze zdolnosci jezykowe u dziewczat),
          >
          > Znowu te brednie o zdolnościach językowych???

          Chyba jednak nie brednie, jak wynika z linku przeze mnie zamieszczonego a takze
          ze Stefanowej pracy magisterskiej.
          • a000000 Re: Stefan 14.03.06, 13:56
            maria421 napisała:

            > Chyba jednak nie brednie, jak wynika z linku przeze mnie zamieszczonego a
            takze ze Stefanowej pracy magisterskiej.


            Oczywistym jest, że kobieta i mężczyzna są RÓŻNI!!! Różnią się budową, również
            mózgu. A to determinuje różnice zachowań. Co się bardzo nie podoba postępowym
            feministkom, które chciałyby przejechać walcem i wyrównać.
            Biblia powiada, że Bóg stworzył kobietę i mężczyznę i oboje nazwał człowiekiem.
            Te dwa stwory uzupełniają sie wzajemnie i razem stanowią jedność, wszystkie
            cechy. Dwa równoprawne podmioty stanowiące całość.

            Ciekawe dlaczego Grześ ciągle nie chce się pogodzić z faktami?
          • stephen_s Mario, żeby już namieszać Ci totalnie... ;) 14.03.06, 15:41
            ... to ujawnię, że przewaga kobiet w zdolnościach werbalnych jest mniej wyraźna
            niż mężczyzn w zdolnościach przestrzennych. Dodam też, że badania wskazują
            trend do zanikania tej róznicy...
            • maria421 Re: Mario, żeby już namieszać Ci totalnie... ;) 14.03.06, 16:00
              stephen_s napisał:

              > ... to ujawnię, że przewaga kobiet w zdolnościach werbalnych jest mniej
              wyraźna
              >
              > niż mężczyzn w zdolnościach przestrzennych. Dodam też, że badania wskazują
              > trend do zanikania tej róznicy...

              Do zanikania przewagi mezczyzn w zdolnosciach przestrzennych? Czyli kobiety
              doganiaja? :-) To bardzo dobrze:-)

              Jezeli jednak takie biologicznie uwarunkowane roznice istnieja, to nalezy je
              absolutnie brac pod uwage. Ostatecznie przeciez chodzi o to, aby kazdy rozwijal
              sie wedlug wlasnych mozliwosci, a nie wedlug jakiegos sztywnego planu.
              Uwazam, ze dobrym krokiem w tym kierunku jest tworzenie klas o konkretnym
              profilu, czyli roznicowanie poziomow nauczania. Za moich czasow bylo to jeszcze
              niemozliwe.

              • stephen_s Re: Mario, żeby już namieszać Ci totalnie... ;) 14.03.06, 16:06
                Ależ nie, zanika przewaga kobiet w zdolnościach werbalnych :)

                Przewaga mężczyzn w zdolnościach przestrzennych jest bardzo stała i dobrze
                udokumentowana.

                Co do rożnicowania nauczania - ciekawy pomysł, ale nie może odbywać się wedle
                płci. Te stwierdzane różnice międzypłciowe to wyniki przeciętne - konkretni
                ludzie prezentują się bardzo róznie. Ja np. mam fatalne zdolności przestrzenne
                (oraz w dodatku "kobiecą" metodę orientowania się w otoczeniu), za to jedna
                moja koleżanka w zdolnościach przestrzennych wymiata...
                • maria421 Re: Mario, żeby już namieszać Ci totalnie... ;) 14.03.06, 16:35
                  stephen_s napisał:

                  > Ależ nie, zanika przewaga kobiet w zdolnościach werbalnych :)
                  >
                  > Przewaga mężczyzn w zdolnościach przestrzennych jest bardzo stała i dobrze
                  > udokumentowana.

                  Eeee tam. Pewno sie pomylili w badaniach...))

                  > Co do rożnicowania nauczania - ciekawy pomysł, ale nie może odbywać się wedle
                  > płci. Te stwierdzane różnice międzypłciowe to wyniki przeciętne - konkretni
                  > ludzie prezentują się bardzo róznie. Ja np. mam fatalne zdolności
                  przestrzenne
                  > (oraz w dodatku "kobiecą" metodę orientowania się w otoczeniu), za to jedna
                  > moja koleżanka w zdolnościach przestrzennych wymiata...

                  Pelna zgoda. Bywaja przeciez dziewczyny-matematyczki i chlopcy-lingwisci.
                  • grzespelc Re: Mario, żeby już namieszać Ci totalnie... ;) 14.03.06, 23:26
                    No ja właśnie jestem lingwistą-amatorem i znam też paru innych takich, tzn.
                    osobiście jednego, pozostałych z sieci. Na dodatek orientację przestrzenną mam
                    dobrą, a z matematyką żadnych problemów...(27x42=1134 - policzone w pamięci,
                    możecie sprawdzić :))
                    Co do tych zdolności językowo-werbalnych, to przewaga kobiet istnieje raczej
                    nie w samej znajomości języka czy języków, a raczej w umiejętności szybszego
                    werbalizowania myśli.
                    • stephen_s Re: Mario, żeby już namieszać Ci totalnie... ;) 14.03.06, 23:53
                      Błagam, nie prowokujcie mnie do wyciągania notatek ze studiów :) Opracowywać
                      takiego materiału teraz nie mam czasu :))))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka