Dodaj do ulubionych

Dżamairija al-Libija - cz1.

02.12.02, 14:58
Melduję się i witam na forum, które-mam nadzieję, zacznie się powoli rozwijać
w stronę kontaktową polskich expat’ów. Jest ich wcale niemało, ale jakoś nie
mamy jeszcze swojego popularnego forum. Brawo, Chaladia, za ciekawą
inicjatywę.

Dobrze, ale teraz do rzeczy! Spróbuję, zatem, streścić swoją ME historię.
Miło będzie trochę powspominać tamte, słoneczne (w przenośni i dosłownie),
czasy w te ponure dni listopadowe.

Moja historia zaczyna się, w zasadzie, podobnie jak Chaladii. Ja też marzyłem
w młodości o podróżach, czytając „Tomki” Szklarskiego i takie tam, różne
inne.... Jednak do głowy mi nie przychodziło, że tak szybko znajdę się w
takich miejscach jak, na przykład, Malta, o której wiedziałem, w zasadzie
tyle, że mieszkali tam kiedyś Rycerze Maltańscy. Było to jednak miejsce, w
którym spędziłem trochę czasu właściwie przy okazji, ponieważ krajem mojego
expat’stwa stała się Libia, na prawie 7 lat.

W 1989 wyjechałem tam, z firmy „konsultingowej”, na 2 lata. Jednak, już po
roku, przed wyjazdem na urlop do kraju mój szef spytał mnie czy nie miałbym
ochoty zostać dłużej niż ten mój 2-letni kontrakt. W zasadzie nie wiedziałem
co odpowiedzieć. Po pierwsze, w kraju wszystko zmieniało się bardzo szybko, a
to oznaczało, że mój „transfer” dolarowy zastraszająco szybko tracił na
wartości. W ogóle, nie bardzo było wiadomo co z tym wszystkim zrobić dalej.
Chodziła mi też i taka myśl po głowie, żeby może wcale z tego urlopu do Libii
nie wracać. Z drugiej strony w kraju dalej była straszna bryndza i, w tamtej
chwili, nie miałem praktycznie żadnego „zawodowo” sensownego miejsca żeby
wracać.

Kto wtajemniczony, to wie na jakich zasadach dobierano wtedy kierownictwo
kontraktów i placówek dyplomatycznych, szczególnie w takich krajach. W Libii,
jednym z sekretarzy Ambasady był w tym czasie sam .... Albin Siwak (zakładam,
że czytający to pamiętają jeszcze tę postać). Ja, świeżo przybyły do Libii po
czerwcowych wyborach w Polsce przeżyłem prawdziwy szok spotykając na miejscu
w różnych polskich firmach cały ten „skansen” składający się z różnego
rodzaju „personalnych” i sekretarzy POP PZPR, którzy byli przysłani z SB i
wielu podobnego pokroju osobników. Tym bardziej miło było patrzeć jak
szybko „spuszczano” ich do kraju, łącznie z ówczesnym Ambasadorem.

Wracając do głównego wątku, powiedziałem szefowi, że przedłużenie kontraktu
wchodzi w
grę jeśli pozwolą mi sprowadzić rodzinę. Ku mojemu zaskoczeniu wyrazili na to
zgodę, więc załatwiłem (expat’ci z Libii wiedzą ile trzeba wysiłków żeby
załatwić wizy) rodzinie przyjazd na kilkutygodniowy pobyt na Boże
Narodzenie „na próbę”. Oczywiście postarałem się o ciekawy „program” na ten
czas – zwiedzanie ruin rzymskich, wycieczkę do pustynnej oazy, wycieczki w
pobliskie góry itd. Stanęło na tym, że mogą tu do mnie jeszcze przyjechać od
najbliższego roku szkolnego, bo w Trypolisie istniała (zresztą funkcjonuje do
dziś) szkoła polska przy Ambasadzie. Dla mnie miał być to tylko dodatkowy
jeden rok, bo na tyle przedłużyłem swój kontrakt, ale w końcu przedłużyło się
to na wspólny pobyt przez następne 5 lat.

Przyszło, w końcu, wracać do kraju kiedy w Libii, w wyniku restrykcji ONZ
oraz splotu wielu innych okoliczności, polskie firmy straciły rynek. Poza
tym, syn kończył szkołę podstawową i pobyt w Libii zaczął go już mocno nudzić
mimo, że nauczył się tam bardzo dobrze angielskiego i francuskiego (od native
speaker’ów) co dopiero teraz docenia, studiując lingwistykę stosowaną. Wtedy
mówił, że przez nas stracił „normalną” młodość w Polsce.
Zawodowo, jestem inżynierem, robiłem wiele różnych rzeczy bliższych i
dalszych mojej właściwej profesji, jak to na kontrakcie bywa. Niemniej,
wszystkie te doświadczenia zawodowe i organizacyjne chyba, tak czy inaczej,
jakoś tam zaprocentowały mi dalej w życiu i pracy zawodowej. Żona popracowała
trochę we wspomnianej szkole. Zarobki, cóż powiedzieć, zdewaluowały się te
nasze expats’kie oszczędności strasznie, ale coś tam starczyło na chatę i
samochód.

Mohandis Bolandi
Obserwuj wątek
    • mohandis.bolandi Re: Dżamairija al-Libija - cz 2. 02.12.02, 14:59
      Wracając po latach (chyba szczególnie o tej porze roku każdy ME expat wspomina
      swoje przygody) myślami czuję się jeszcze wciąż emocjonalnie związany z wieloma
      ludźmi, których dane mi było tam spotkać (z wieloma jestem dalej w przyjaźni,
      która sprawdziła się już wtedy w wielu trudnych sytuacjach) i miejscami, które
      dane było mi zobaczyć lub w nich mieszkać krócej lub dłużej. Miło czasami
      zajrzeć do tych albumów z setkami zdjęć lub obejrzeć jeszcze raz któryś z
      filmów video z jednej z wycieczek (bo co tam innego sensownego, poza piciem
      tzw. cekopu, można było robić). Tak więc, przejechałem „sajarą” dobre pół
      miliona kilometrów ze wschodu na zachód od Tunezji do Egiptu i z północy na
      południe od wybrzeża na co najmniej 1500 km w głąb Sahary. <zainteresowanym
      polecam listopadowy „National Geographic”, w którym jest artykuł o wyprawie z
      południa na północ przez Saharę na wielbłądach>

      Jeszcze milej powspominać różne śmieszne sytuacje, których się tam
      doświadczyło, a w moim przypadku było tego bardzo dużo. Może na początek
      historyjka z pierwszych dni mojej expat’skiej kariery, która zabrzmi jak z
      dobrej komedii. Wyobraźcie sobie mnie, świeżo przybyłego inżyniera, który ma
      zastąpić kończącego kontrakt kierownika grupy Polaków w pewnej libijskiej
      fabryce. Było to w końcu września i temperatura sięgała jeszcze ciągle prawie
      50 stopni Celsjusza, co powodowało, że mając klimatyzację w mieszkaniu i tak
      jeszcze otwierałem od czasu do czasu lodówkę, żeby sobie chociaż pooddychać
      zimnym powietrzem. Będąc ledwo żywym z tego upału, zostałem przyprowadzony żeby
      poznać się ze swoimi przyszłymi libijskimi współpracownikami i przełożonymi. I
      tu, wyobraźcie sobie, jeden z dyrektorów fabryki mówi do mnie: „Ćeść kolega,
      JESTEM OBRZIEZIANY”. Ja, jak się domyślacie odzyskałem w tym momencie całkiem
      przytomność, ale zmroziło mnie całkiem. Stałem jak wryty z opadniętą szczęką i
      nie mogłem z siebie wydusić ani jednego sensownego słowa. Po głowie
      przelatywały mi tysiące myśli. Raz myślałem, że mam jakieś omamy słuchowe z
      tego gorąca. Drugi raz, że to chyba jakaś prowokacja polityczno-religijna. Z
      tego stanu sprowadził mnie mój poprzednik, który wyszeptał mi zdecydowanie do
      ucha: „Odpowiedz mu CZEŚĆ i udawaj że nic się nie stało, później ci wszystko
      wyjaśnię”. Udało mi w końcu wybełkotać to „Cześć”, ale czekałem na zakończenie
      tego spotkania aby dopaść mojego poprzednika i zadusić go gołymi rękami za to
      co mi „zafundował”, ale on wyprzedził mój atak i natychmiast, jak tylko
      pozbyliśmy się Libijczyków, zaczął mnie przepraszać za tę scenkę. Powiedział
      mi, że nie zdawał sobie sprawy do czego są zdolne jego „chłopaki”. Sprawa, jak
      się domyślacie, była dziecinnie prosta. Nasi rodacy „nauczyli” tego gościa jak
      ma grzecznie pozdrowić Polaka. Facet powtórzył wszystko, jak papuga, nie zdając
      sobie sprawy co mówi. Domyślacie się, że nawet nie próbowałem niczego
      prostować, bo ostatecznie facet powiedział szczerą prawdę. „Wypożyczyłem” sobie
      jednak później kilku z tych naszych wesołków i op....łem ich stosownie za to,
      że nie uprzedzili mnie o swoich sukcesach w
      nauczaniu Libijczyków języka polskiego. I tak to, dość humorystycznie, zaczęła
      się moja przygoda z Libią.

      Podobną przygodę, ale potwierdzającą, że „nasi” potrafili w sposób szczególny
      wyuczyć miejscowych języka polskiego, przeżyłem ponownie po pewnym czasie
      podczas jazdy samochodem przez zatłoczony Trypolis. Samochód prowadził mój
      kolega, młodszy stażem kontraktowym i jeszcze nie przyzwyczajony do tamtejszego
      stylu jazdy. Do Libijczyka, który wymusił pierwszeństwo, zwrócił się przez
      otwarte okno: „a, ty ch...u”. Na to, tamten, bez chwili zastanowienia,
      odpowiedział: „kolega, dlaciego ty mówić brzidkie słowo?”, a należy wiedzieć,
      że po arabsku słowo to oznacza, po prostu, brata.

      Jeszcze lepszy „numer” przeżyłem pewnego razu na jednej z dalszych wycieczek
      krajoznawczych. Pojechaliśmy małą grupą przyjaciół w pobliskie góry, jakieś ze
      300 km na południe, praktycznie na przedpola pustyni, aby obejrzeć zagubiony na
      pustkowiu karawanseraj, w jednej ze skalistych stromych dolin. Dochodząc do
      niego stromo wijącą się wąską, kamienistą ścieżką usłyszeliśmy nagle,
      dochodzący gdzieś z góry głos: „Ty, ku...wa głupi łbie, jak ci zaraz
      przypier....le to zobaczysz”, który jeszcze został zwielokrotniony echem
      odbijającym się od skał wąwozu. Nie muszę Wam opisywać jak w tym momencie
      zareagowaliśmy. Stanęliśmy w miejscu jak wryci, spojrzeliśmy się po sobie, a ja
      zapytałem czy pozostali słyszeli, na pewno, to samo co ja, bo nie mam pewności
      czy, przypadkiem, nie mam jakiś omamów słuchowych. Przecież w tym miejscu
      oprócz nas, Polaków, nie ma być może żadnych innych ludzi w promieniu, może
      nawet, dziesiątków kilometrów. Jednak nie! Wszyscy słyszeli to samo. Z wielkim
      zaciekawieniem ruszyliśmy więc dalej w górę i po kwadransie marszu
      dostrzegliśmy w górze małą grupkę „białych ludzi”. Byli to, oczywiście,
      pracownicy jednej z polskich firm. A „wiązankę” puścił kolega do kolegi w
      odpowiedzi na głupi dowcip polegający na rzuceniu z góry kamyka.

      Takie to i wiele, wiele innych przygód wraca we wspomnieniach przy różnych
      okazjach. Myślę jednak, że jak na pierwszy raz, to wystarczy już tych
      anegdotek. Może jeszcze kiedyś wrócimy do tego tematu.

      Mohandis Bolandi
      • mohandis.bolandi Re: Dżamairija al-Libija - cz 3. 02.12.02, 15:02
        Oprócz tego, co tu dużo mówić, były też i trudne chwile. Bywający w Libii znają
        bardzo dobrze „aresztowania” samochodów i dalsze korowody z ich „wyciąganiem”.
        Podczas jednej z takich „akcji spędziłem w tzw. „kalambuszu”, czyli areszcie,
        prawie dwa dni. Krzywda jednak mi się żadna nie stała, bo koledzy z pracy razem
        ze znajomymi Libijczykami zadbali odpowiednio i nawet termos z mocniejszym
        płynem przemycili mi do celi.

        Z poważniejszych spraw były też chwile patriotycznych uniesień, jak wizyta na
        polskich grobach w Tobruku, czy odkrycie na zdewastowanym włoskim cmentarzu w
        Trypolisie całkiem okazałego grobowca naszego rodaka z początku XX wieku, który
        musiał robić tam całkiem dobre interesy i należeć do elity tego miasta.

        Z przyjemnych wspomnień to wspaniałe, puste plaże południowego wybrzeża Morza
        Śródziemnego, w którym dość dużo nurkowałem i polowałem na rybki. Nie zapomnę
        także widoku rozgwieżdżonego nieba nad pustynią. Wspominam niezapomnianą
        atmosferę śpiewu muezzina przed pierwszą modlitwą wieczorną w ramadanie, gdy
        całe miasto wyludniało się całkowicie i zapadała przed zachodem słońca
        niesamowita cisza.

        Tak bardzo brakuje mi czasami tych „klimatów”.
        Jednak czasy wyjazdów na kontrakty, przynajmniej w takiej skali jak wtedy, już
        nie wrócą. Polskie firmy, dawni potentaci w tej dziedzinie, albo się rozlatują
        albo się restrukturyzowały- czytaj: zostały sprzedane zagranicznym inwestorom,
        którzy bacznie dbają o to by Polacy nie wchodzili im w tamtym rejonie w
        konkurencję, zatem ucinają wszelkie inicjatywy w tym zakresie. Zostały więc już
        tylko jakieś „niedobitki”, ewentualnie stosunkowo małe, inicjatywy praktycznie
        prywatne. Relacje zarobków na kontrakcie, do tego co można osiągnąć w kraju,
        też nie są atrakcyjne, nie mówiąc o tym, że życie nie znosi próżni i powrót z
        kontraktu wiązałby się z koniecznością ponownego zawodowego „odnalezienia się”.
        Trochę szkoda, ale dobre czasy dla polskich expat’ów chyba się już skończyły
        bezpowrotnie.

        To chyba na tyle tych, zdecydowanie przydługich, wspomnień i rozmyślań.
        Może odezwie się jakiś były albo może i ktoś z obecnych polskich expatów
        libijskich.

        Na koniec wznoszę stary, arabski toast – „fi sahetkum” (na zdrowie).

        Mohandis Bolandi

        cdn.
        • beduinka Re: Dżamairija al-Libija - cz 3. 05.06.03, 00:11
          z przyjemnością ponownie przeczytałam opowieści o Libii
    • dorrit Re: Dżamairija al-Libija - cz1. 02.05.03, 12:20
      Czesc!
      Moi rodzice byli takimiz expatami, bardziej mama, bo dluzej. Najpierw pojechala
      jako lekarz do Benghazi, straszliwie dawno, poczatek lat 80. Ja, ojciec i brat
      pojechalismy tam tylko na Boze Narodzenie (jakie smutne, z mala sztuczna
      choineczka i dziwnym menu). W bloku mieszkalo troche polskich rodzin z dziecmi,
      wiec mielismy z kim sie bawic.
      Potem mama przeniosla sie do szpitala Inas'u w Trypolisie, na pare latek.
      Ojciec przez jeden rok popracowal tamze na uniwersytecie. My poszlismy do
      szkoly przy ambasadzie, ja juz bylam w 2. klasie liceum. Mialam przez caly rok
      przytlaczajace wrazenie, ze trace czas, kontaktow towarzyskich b. malo, glownie
      szkola i dom, wyjazdy w piatki zazwyczaj tylko w gronie rodzinnym. Sami nigdzie
      nie wychodzilismy (pod tym wzgledem bylo lepiej w Benghazi, bylismy mniejsi i
      bylo gdzie sie bawic miedzy blokami i w pobliskim parku z innymi polskimi
      dziecmi. Mialam za to duzo czasu na czytanie. Liczylam dni do lata i powrotu do
      Polski. Nie chcialam spedzic w Trypolisie nast. roku, w Polsce tyle fajnych
      rzeczy sie dzialo i mialam tyle roznych zajec! Moj brat zostal jeszcze przez
      jeden rok w Tripoli.
      Obecnie natomiast, jak to zwykle bywa, wspominam ten czas bardzo milo: szkole,
      gdzie bylo dosc fajnie, mialam sympatyczne kolezanki (10-osobowa klasa byla w
      90% zenska), wypady nad morze czy w jakies pobliskie gorki - piekne krajobrazy,
      wycieczka szkolna do pustynnej oazy, a takze miejskie obrazki z zycia
      codziennego, wyjazdy do supermarketow czy na targ.
      Teraz dla odmiany mieszkam we Wloszech. Czasem wpadam na kogos, kto zna Libie,
      w koncu kiedys byla to ich kolonia i bylo ich tam sporo.
      Pozdrawiam!
    • zet_a Re: Dżamairija al-Libija - cz1. 07.05.03, 15:34
      Witam! Ja co prawda w Libii nie byłam, ale mój ojciec spędził tam dwa lata na
      kontrakcie w miejscowości Sebha, a później w Trypolisie. To było właśnie za
      kadencji Albina Siwaka, jakiś 89-ty rok. Ojciec często przysyłał mi listy, w
      których opisywał swoje libijskie przygody - a działo się tam coniemiara. Muszę
      ojca popytać, może też bedę mogła jakąś zabawną historię przytoczyć.
      • chaladia Jak F-111 bombardowały rezydencje Kadaffiego... 07.05.03, 21:31
        A działo się tam...
        najlepsze było, jak F-111 bombardowały rezydencje kadaffiego (w okno sypialni
        mu pocelowali, ale niestety, spał gdzie indziej - zapewne Ruscy "dali cynk").
        Libijczycy strzelali potem rakietami przeciwlotniczymi w puste już niebo nie
        licząc się z tym, że one gdzieś przecież muszą spaść. Często spadały na
        zabudowania - i to były te "straty wśród ludności cywilnej", jakie pokazywała w
        TV nasza propaganda..
    • beduinka Re: Dżamairija al-Libija - cz1. 17.05.03, 21:17
      Ja w Libii byłam w tym roku na przełomie marca i kwietnia...niestety krótko,
      tylko 2 tygodnie. Był to wyjazd studentów i wykładowców Uniwersytetu
      Warszawskiego w celu nawiązania kontaktów naukowo-kulturalnych. Zostaliśmy
      przyjęci przez Uniwersytet Niqat al-Chams, z nim też nasz uniwersytet podpisał
      list intencyjny (jescze nie umowę) o współpracy międzuczelnianej. W grudniu
      tego roku ma być podpisana umowa między UW a uniwerkiem w Trypolisie.
      • chaladia Re: Dżamairija al-Libija 17.05.03, 21:23
        To dobrze, że się taka współpraca zaczyna. Najgorszą rzeczą, jaka być mogła,
        była ta izolacja Libii po zamachu Lockerbie.
        Może i nasze usługi budowlane tam wrócą? O ile się nie mylę (Mohandis może
        potwierdzi?) to paru geodetów i jakieś niedobitki Polimexu z Hydrobudową wciąż
        trwają na posterunku...
        • beduinka Re: Dżamairija al-Libija 18.05.03, 12:01
          z tego co mi powiedziano obecnie pracuje tam 200 Polaków, ale nie wiem jaka
          część z nich w budownictwie
    • beduinka Re: Dżamairija al-Libija - cz1. 01.06.03, 20:10
      Za tydzień wracam do al-Dżamahirijji al-Libijji al-Arabiyyi Asz-Sza'abijji Al-
      Isztarakijji Ad-Dimoqratijji Al-Azimi (mam nadzieję, że o żadnym członie nie
      zapomniałam ;-)))))))) )
      :-P
      • chaladia Re: Dżamairija al-Libija - cz1. 01.06.03, 20:36
        Powodzenia!
        Jeśli chodzi o mnie, to wydaje mi się, że pierwse poważne zapytania ofertowe na
        Irak (a to jeszcze do kontraktu daleko) pojawią się na jesieni.
        Co do Libii, to nie słyszałem o jakichś większych robotach...
        • beduinka Re: Dżamairija al-Libija - cz1. 02.06.03, 00:49
          Ja zostałam przyjęta na staż w Ambasadzie Polskiej w Trypolisie
          a dodatkowo chcę porządnie zwiedzić kraj
          jeśli masz wskazówki na jak najtańsze noclegi w róznych miejscach (poza
          Trypolisem) to chętnie wysłucham (no raczej przeczytam)
          • chaladia Re: Dżamairija al-Libija - cz1. 02.06.03, 09:05
            Ja to nie, ale Maciek, czyli Mohandis al-Kharaba Bolandi może coś Ci poradzi.
            Spróbuję go ponaglić.
            • beduinka Re: Dżamairija al-Libija - cz1. 02.06.03, 14:47
              to byłabym wdzięczna...
              tym bardziej, że jadę już niedługo,tj. 08.06
              pozdrawiam
              • mohandis.bolandi Re: Dżamairija al-Libija - cz1. 03.06.03, 11:46
                Do Pani "Beduinki"
                Życzę miłego pobytu w Libii.
                Jeśli chodzi o turystykę to nie mogę udzielić żadnych aktualnych wskazówek.
                Niemniej jednak, przebywa tam aktualnie kilku z moich bardzo sympatycznych
                znajomych.
                Wydaje mi się, że łatwo mnie zidentyfikują. Jesteśmy zresztą w kontakcie.
                W końcówce mojego pobytu w Libii ( a minęło już kilka lat od tamtej pory,
                niestety) zostałem współautorem czegoś w rodzaju przewodnika turystycznego w
                języku polskim. Załączyliśmy tam bardzo wiele szczegółowych map dojazdu do
                wielu atrakcyjnych miejsc, głównie w rejonie Trypolitanii. Myślę, że te mapki
                są, w większości, wciąż aktualne.
                Z tego , co mi wiadomo, to nie ma innego usystematyzowanego przewodnika po
                Libii, na pewno po polsku. I chyba w innych językach też trudno będzie coś
                znależć.
                Z tego co wiem, to tamto nasze opracowanie wciąż jakoś tam w
                Libii "funkcjonuje" wśród naszych rodaków.
                Chętnie mogę je Pani jakoś przekazać, ale nie wiem jak się skontaktować.

                Pozdrawiam

                Mohandis Bolandi
                • beduinka Re: Dżamairija al-Libija - cz1. 03.06.03, 12:12
                  byłabym BARDZO wdzięczna za taki przewodnik
                  z przewodników po Libii istnieją na pewno
                  Touring Libya - 3 tomowy: The Eastern Provinces, The Southern Province, The
                  Southern Province...mam je pożyczone od mojego nauczyciela, lecz nie mogę ich
                  wziąść ze sobą
                  jest też przewodnik po Libii Lonely Planet, ale nie widzę go aktulnie w
                  księgarniach
                  Tak więc bardzo bym się ucieszyła, gdybym mogła skorzystać z opisanego przez
                  ciebie przewodnika...
                  kontakt ze mną? mój e-mail już znasz
                  mój nr gg 1185536
                  ja jestem z W-wy...a ty?
                  • chaladia Re: Dżamairija al-Libija - cz1. 03.06.03, 12:31
                    Bedinko, Drogie Dziecko, chwilowo to my mamy odbiór The Metropolitan, a
                    Mohandis al-Kahraba Bolandi jest elektrykiem i ma lekkie urywanie głowy, ja
                    też, choć jako civil
                    Zły czas na dyskusje. Ale zajrzyj wieczorem na Pl. Piłsudskiego...
                    • beduinka Re: Dżamairija al-Libija - cz1. 03.06.03, 12:38
                      ya muhandisii al-azizi
                      zły czas...
                      ja w niedzielę rano już lecę
                      na Pl. Piłsudskiego? a czemu?
                      • chaladia Re: Dżamairija al-Libija - cz1. 03.06.03, 13:05
                        Bo Metropolitan stoi na Placu...
                        • beduinka Re: Dżamairija al-Libija - cz1. 03.06.03, 13:21
                          i tam mogłabym odebrać przewodnik?
                          • chaladia Re: Dżamairija al-Libija - cz1. 03.06.03, 15:13
                            Aywa, Incza Allach, saa arbatash'a, min fadlik
                            • beduinka Re: Dżamairija al-Libija - cz1. 03.06.03, 15:34
                              lakin min fadlak, laisa "insha allah"...akid? mia mia?
                              wa fi ayyi makan? metropolitan? hal hiya bin'a gadida fi merkaz midan
                              Piłsudskiego?
                              Mirka



                              chaladia napisał:

                              > Aywa, Incza Allach, saa arbatash'a, min fadlik
                              >
                            • beduinka Re: Dżamairija al-Libija - cz1. 03.06.03, 15:36
                              wa ana fi Bemowo dil-waqti
                              wa midan Piłsudskiego ba'idan wa la adrii imta saakunu hinak
                              igabni
                            • beduinka Re: Dżamairija al-Libija - cz1. 03.06.03, 15:37
                              rubbama sanaltaki bukra
                              • chaladia A CO TO? 03.06.03, 17:14
                                Czkawka?
                                Na bramie pytaj o Hochtief, Zespół Techniczny. To jest pierwszy barak, pater.
                                • beduinka Re: A CO TO? 03.06.03, 19:44
                                  no i się nie wyrobiłam...a mogę przyjść jutro?
                                  • chaladia Re: A CO TO? 03.06.03, 20:48
                                    Zapraszamy.
                                    Tylko się zapowiedz, bo u nas zupełne szaleństwo, jak to zwykle przy odbiorach.
                                    • beduinka Re: A CO TO? 03.06.03, 21:15
                                      ok
                                      może jutro tak jakoś między 14 a 16?
                                      mam nadzieję, że uda mi się Pana odnaleźć...a jaka Pana godność?


                                      chaladia napisał:

                                      > Zapraszamy.
                                      > Tylko się zapowiedz, bo u nas zupełne szaleństwo, jak to zwykle przy
                                      odbiorach.
                                      >
                                      • chaladia Masz @ w tej sprawie (n/txt) 04.06.03, 08:19

                                        • beduinka Re: Masz @ w tej sprawie (n/txt) 04.06.03, 19:06
                                          dzięki za wszystko Panu i Panu Maćkowi
                                          pozdrawiam
                                          • chaladia Up! 03.08.04, 09:34
                                            I w górę...
                                            • iwa_ja Re: Up! 03.08.04, 22:41
                                              Zdumiałam się takim dialogiem. Moge tylko jedno dodać. Do kobiety nie mówi się
                                              min fadlik ale min fadlacz (przynajmniej po iracku).
                                              Chetnie bym też zajrzała do Ciebie na Pl. Pił., Chaladia.
                                              • chaladia Re: Up! 03.08.04, 23:04
                                                Dawno mnie tam (na Pl. Piłsudskiego) nie ma.
                                                Teraz budujemy Rondo1 - róg Jana Pawła Marchlewskiego i Świętokrzyskiej.
                                                Arabskiego to ja skutecznie zapominam wobec braku kontaktów, więc wybacz
                                                ewentualne błędy. Następny problem to fakt, że ja uczyłem się arabskiego "w
                                                praktyce" od arabskich współpracowników, służby na campie i od kolegów-
                                                expatriate'ów. W efekcie tego "złapałem" wszystkie zapewne kolokwializmy,
                                                prostackie zwroty itp. jakie dało się zebrać...
                                              • beduinka Re: Up! 06.10.04, 20:20
                                                iwa_ja napisała:

                                                > Zdumiałam się takim dialogiem. Moge tylko jedno dodać. Do kobiety nie mówi
                                                się
                                                > min fadlik ale min fadlacz (przynajmniej po iracku).
                                                > Chetnie bym też zajrzała do Ciebie na Pl. Pił., Chaladia.

                                                PISZEMY MIN FADLIK - W WIĘKSZOŚĆ DIALEKTÓW, W DIALEKCIE IRACKICH - NAPRAWDĘ
                                                JEST MINFADLICZ (I CHYBA TYLKO W TYM DIALEKCIE), W FUSHA, CZZYLI JĘZYKU
                                                LITERACKIM: MIN FADLIKI
                                                • chaladia Ale numer! 08.12.04, 17:18
                                                  Właśnie gdzieś wyczytałem, że Prezydent Izraela wraz z delegacją Żydów -
                                                  emigrantów z Libii ma przyjechać do Libii. Kadafi wykonuje zadziwiającą woltę,
                                                  ale tym razem we właściwym kierunku.
                                                  Może Szalom i Salaam zaczną wreszcie znaczyć "pokój", a nie tylko nic nie
                                                  znaczące pozdrowienie.
    • mietek75 Re: Dżamairija al-Libija - cz1. 04.08.04, 11:31
      Chaladia gratuluje stworzenia ciekawego forum; w zeszły piątek zacząłem pisać o
      Libii, pisałem, pisałem, w końcu zobaczyłem info,że system mnie wylogował,
      wkurzyłem się i nie chciałem powtarzać tego wszystkiego od początku, a tu
      dzisiaj widze ze jest wątek o Libii; z przyjemnością przczytałem o tym o czym
      sam pisałem pare dni wcześniej - m.in. o cekopie, Trpolisie, ruinach rzymskiego
      miasta (to sie chyba nazywało Cyrena)itp.; nie jestem expatem, był nim mój
      ojciec,pracował dla dromexu w latach 80, byłem jednak w Libii ponad 2 miesiace
      i spooro pamietam, np. o kadafim mówiono "kolega", żeby uniknąc zainteresowania
      tamtejszych słuzb mundurowych, o bimbrze "cekop", jezdziło sie na "ziazie",
      czyli kurczaki z rusztu do takich dosc obskórych arabskich knajp; a propos
      odwetu amerykanów za Lockerbie, widziałem w Benghazi (bo to miasto tez było
      celem ataku) miejsce w którym stał zbombardowany budynek, było to juz pare
      miesiecy po tym zdarzeniu i mimo innych zabudowań dookoła pozostały one
      nietkniete, w miejscu tego budynku był tylko pusty plac-takie klepisko; podobno
      amerykanie wykorztsali wtedy bomby kierowane laserem na cel; no i przelot
      arabskimi liniami z trypolisu do benghazi, po wyladowaniu pasazerowie klaskali -
      podobno miejscowym zwyczajem dziekowali pilotowi za udany lot:-))
      • survey06 Re: w Pakistanie tez klaszcza po wyladowaniu ..... 29.09.04, 16:12
        Przeloty PIA na wewnetrznych lotach tez daja bardzo duzo wrazen. Swego czasu
        zdazalo sie w Islamabadzie, ze samolotom przy ladowaniu nie udawalo sie
        wyhamowac przed koncem runway'a. Natomiast do rutynowych odzywek stewardess do
        dzisiaj nalezy zapowiedz: "Ladies and gentlemen INSH ALLAH we shall be landing
        in ......" tu prosze sobie samemu wstawic nazwe dowolnego lotniska w
        Pakistanie.
        Pozdrawiam
        • chaladia Re: w Pakistanie tez klaszcza po wyladowaniu .... 29.09.04, 17:04
          Kiedyś wymyśliliśmy sobie, że z Khartoumu polecimy lokalnym samolotem (Boeing
          737, aczkolwiek po wygaśnięciu wszystkich chyba resursów) do Port Sudan.
          Samolot się wzbił, ale po parunastu minutach zaczęło nam brakować tlenu,
          strzykać w uszach itp. Ewidentna dekompresja. Na to steward wyszedł ze szmatami
          i kanistrem wody, namoczył szmaty i zaczął nimi obkładać drzwi i wyjścia
          awaryjne... No i jakoś udało mu się fuselage uszczelnić.
          Zero paniki, wszystko z uśmiechem i na luzie...
          • jolek Re: w Pakistanie tez klaszcza po wyladowaniu .... 06.10.04, 09:34
            no. i to sie nazywa przygoda. i do tego polaczona ze zwykla ludzka zaradnoscia.
            czekam na dalsze opowiesci :O) i pozdrawiam :O)
            • marieia Re: w Pakistanie tez klaszcza po wyladowaniu .... 03.01.05, 18:44
              super sie czyta Wasze opowiadania :) prosze o nastepne
              pozdrawiam
              M
              • survey06 re: anegdota & & #35; 8211; też z Pakistanu 07.01.05, 11:03
                marieia napisała:

                > super sie czyta Wasze opowiadania :) prosze o nastepne
                > pozdrawiam
                > M

                Tym razem nie opowiadanie, ale taka sobie anegdota – też z Pakistanu.

                Na oficjalnym party zorganizowanym z okazji ukończenia przez ANSALDO pierwszego
                bloku energetycznego, konsul włoski spytał ministra przemysłu w rządzie
                Prowincji Sind co ciekawego ostatnio czytał. W odpowiedzi usłyszał: „Dokładnie
                Ekscelencjo nie pamiętam ,ale mój brat ma bardzo dużą bibliotekę”

    • chaladia Wizyta Belki 06.01.05, 12:15
      Pojechał nasz wezir Belka do Libii. Ciekawe, co załatwi?
      Dziś Libia ma ceny na roboty budowlane popsute przez Koreańczyków i Chińczyków
      i wątpię, by Polacy chcieli pracować za takie stawki. Choć Geokartowcy tam
      pracują i jakoś wiążą koniec z końcem. Tak samo Hydorbudowa.
      • survey06 Re: Wizyta Belki 07.01.05, 10:49
        Jeśli chodzi o wizytę w Libii premiera M. Belki, to warto zauważyć, że
        następuje ona stosunkowo w krótkim czasie po wizycie kanclerza Schroedera
        (przybył do Trypolisu w asyście ponad 100 czołowych businessman’ów i bankowcow
        niemieckich) oraz prezydenta Chirac’a. I bardzo dobrze, że polska polityka
        zagraniczna (a w ślad za tym i gospodarcza – miejmy nadzieję) podąża za
        potentatami ekonomicznymi Unii Europejskiej. Uczmy się od najlepszych i
        wyciagajmy wlaściwe wnioski z faktu bycia pełnoprawnym członkiem Unii
        Europejskiej.

        To fakt, że Libia – poza przemysłem naftowym – oferuje obecnie bardzo niskie
        stawki. Stąd zapewne widoczna obecność w sektorze budowlanym wspomnianych
        Koreańczyków i Chińczyków, ale również Białorusinów czy Koreańczyków z
        Phenianu. Działają też firmy tureckie, bułgarskie, chorwackie czy macedońskie.
        Ponadto Libia intensywnie chłonie niewykwalifikowaną siłę roboczą z krajów
        ościennych (Maroko, Tunezja) oraz czarnej Afryki – Kenia, Uganda, Sudan, Zambia
        czy Senegal.

        Oczywiście, że nikt rozsądny z Polski nie będzie pracować za stawki
        afrykańskie. I takich porównań nie wolno czynić. Libijczycy znakomicie
        rozróżniają kwalifikacje i jakość wykonywanej pracy przez specjalistów z Europy
        względem pracowników tamże pracujących w wyniku prowadzonej
        polityki „afrykanizacji”. Powoli również dociera do pewnych libijskich
        decydentów, że często oszczędności poczynione na zagranicznych specjalistach
        przy obsłudze i eksploatacji instalacji przemysłowych nijak się mają do
        ogólnego rachunku ekonomicznego. Wrócili więc polscy specjaliści na wiertnie i
        platformy naftowe. I wcale nie jest wykluczone, że będą szanse powrotu dla
        Polakow przy kontraktach na obsługę cementowni po kiepskich ostatnio
        doświadczeniach z fachowcami z Bośni i Macedonii. Zawsze uważałem, że z pewnym
        doświadczeniem zawodowym i uprawnieniami spawacz, monter, mechanik, elektryk
        itp., z rejonów o dużym bezrobociu (podkarpackie, świętokrzyskie) zamiast być
        na bezrobociu, walczyć z dnia na dzień o byle fuchę, (a przy tym użerać się i
        konkurować z nielegalnymi ukraińskimi czy białoruskimi „złotymi rączkami” ) i
        mieć codziennie ból głowy co dzieciakom kobieta dziś czy jutro włoży do gara i
        na talerz, to chętnie wyjedzie na minimum 183 dni do pracy w Libii za 420-450
        EUR/m-c mając zagwarantowane pełne utrzymanie na miejscu, bilet lotniczy w obie
        strony oraz pokrycie wszystkich pozostałych kosztów lokalnych. I – co
        najważniejsze – opłacone podatki w Libii i/lub w Polsce.

        O ile się orientuję, to kontrakt Hydrobudowy (budowa portu) jest realizowany
        kilku lat i jeszcze trochę potrwa. Tak samo będzie stale zapotrzebowanie na
        usługi Geokartu. Jeżeli obu firmom udało się przetrwać na tym trudnym rynku i
        potrafiły dostosować się do wszystkich obowiązujących zwyczajów, przepisów oraz
        rozporządzeń państwowych to – o ile nie jest to wlasne już know-how obu firm –
        warto ich doświadczenie wykorzystać. Dla wielu polskich podmiotów gospodarczych
        może być np. szokujące, że w Libii nie wolno stosować jakichkolwiek akredytyw w
        kontraktach z zagranicznymi firmami.

        Tak przy okazji, może warto też zauważyć, że przez całe lata obowiązywania
        amerykańskiego embargo Włochy, Hiszpania czy Portugalia robiły i robią nadal
        znakomite interesy z Libijczykami w sektorze paliwowym. A Kanadyjczycy i
        Anglicy stanowią od lat czołówkę expat’ów w libijskim sektorze ropy i gazu.
        Jakby nie patrzeć to Libia (również Algieria) jest takim energetycznym
        podbrzuszem surowcowym Europy i tej współzależności nijak nie da się pominąć
        przy jakichkolwiek globalnych planach rozwoju gospodarczego Zjednoczonej Europy.


        • chaladia Nie tylko ropa... 10.01.05, 09:24
          Libia to także zabytki i niesamowite plaże. Myślę, że jak się zacznie "moda" na
          Libię, to w ślad za tym pójdą budowy hoteli i ośrodków wypoczynkowych.
          • jolek Re: Nie tylko ropa... 11.01.05, 11:22
            kto by pomyslal :O) na wakacje zamiast do egiptu to do libi...
            calkiem niedawno widzialam juz w jednym biurze podrozy oferty wyjazdu Tunezja-
            Libia. zaczyna byc ciekawie, nieprawdaz?
            tylko ze jak, nie daj Boze, zacznie sie tam taki ruch jak w egipcie, to magia
            tego dziwnego kraju zostanie zadeptana przez turystow...
            • chaladia Re: Nie tylko ropa... 11.01.05, 12:44
              W Libii są lepiej zachowane zabytki z czasów rzymskich niż w samej Italii - ot,
              Leptis Magna na ten przykład. Z czasów kartagińskich tez jest sporo.
              • survey06 Re: Nie tylko ropa... 11.01.05, 15:39
                Jadąc rano do pracy, bardzo często obserwuję wpływające do portu pasażerskiego
                w Tripoli potężne promy wycieczkowe (cruises)operujące głównie z Malty i Wloch.
                Przybyłym turystom organizuje się doslownie kilkugodzinną wycieczkę autokarową
                do Leptis Magna i/lub Sabrata. A jest tam na prawdę co oglądać i podziwiać.
                Prawdziwa uczta duchowa dla miłośników kultury antycznej.

                Oczywiście, autokary w obie strony podróżują pod "specjalnym dozorem" aby
                turystom zagranicznym nic się nie stało. Aczkolwiek taka ochrona rownież może
                być podyktowana faktem, że te kilka godzin pobytu na ziemi libijskiej odbywa
                sie na podstawie "special collective entry", gdyż zwyczajowo na wizę libijską -
                nawet turystyczną - obowiązuje bardzo długi okres oczekiwania.

                I wygląda na to, że caly program zwiedzania z przewodnikami jest sprawnie
                realizowany, gdyż wracając do bazy po pracy widzę już tylko cruises gdzieś
                dążące ku horyzontowi Morza Sródziemnego.
                • pam_pa_ram_pam Re: Nie tylko ropa... 16.09.05, 16:25
                  Bardzo przydałaby się alternatywa dla Hurghady, Sharm i Riwiery Tureckiej...
                  Biorąc pod uwagę niesamowite plaże zatoki Halidż Surt (Wielka Syrta) myślę, że
                  zbudowanie tam hotelowego waterfrontu może być bardzo dobrym biznesem. Znacznie
                  bliżej do Europy, zabytki równie ciekawe jak w Egipcie, może jeszcze jakas
                  strefa wolnocłowa w stylu Dubaju i sukces murowany.
                  • survey06 Re: Nie tylko ropa... 04.05.06, 07:27
                    pam_pa_ram_pam napisał:

                    > Bardzo przydałaby się alternatywa dla Hurghady, Sharm i Riwiery Tureckiej...
                    > Biorąc pod uwagę niesamowite plaże zatoki Halidż Surt (Wielka Syrta) myślę,
                    że
                    > zbudowanie tam hotelowego waterfrontu może być bardzo dobrym biznesem.
                    Znacznie
                    >
                    > bliżej do Europy, zabytki równie ciekawe jak w Egipcie, może jeszcze jakas
                    > strefa wolnocłowa w stylu Dubaju i sukces murowany.


                    To wszystko i w tym duchu bedzie chyba mozliwe do stopniowego zrealizowania
                    dopiero za nastepnego Kowalskiego. Obecny przeciez nie bedzie podkopywal
                    wlasnych ideii i przemyslen zawartych w "Zielonej Ksiedze". Wprawdzie syn coraz
                    czesciej obecny w mediach obstaje za linia polityczna ojca, ale wszystko
                    wskazuje na to, ze jednak w niedalekiej przyszlosci wzgledy ekonomiczne musza
                    przewazyc nad ideologia. Wszystko we wlasciwym czasie. "Kropla drazy skale".
                    • chaladia Re: Nie tylko ropa... 04.05.06, 19:08
                      Ciekaw jestem, jaka jest w tej chwili struktura dochodów UAE - ile % daje ropa,
                      ile % przemysł, a ile % turystyka i traanzyt. Bo Libia ma szansę uzyskac
                      podobny wynik.

                      Tanią siłę roboczą Libia może mieć i zza Sahary, i z przeludnionego Egiptu.
                      Mając energię mogą przejąć z Europy tę produkcję, której u nas albo nie opłaca
                      się realizować, albo Zieloni się sprzeciwiają.
                      • survey06 Re: sytuacja polityczna powoli ulega unormowaniu 16.05.06, 22:54
                        Jezeli Amerykanie zdecydowali sie na uruchomienie ambasady, to znaczy, ze
                        sprawy ida w dobrym kierunku. Nie tak dawno temu kilka amerykanskich koncernow
                        dostalo koncesje na poszukiwanie i wydobycie ropy i gazu offshore. Schlumberger
                        na dniach rozpoczyna budowe swojej siedziby w Trypolisie. W konsekwencji, w
                        niedalekiej przyszlosci, moze w Libii dziac sie wiele pozytywnego. To moze nie
                        byc "na reke i po mysli" wielu arabskim przywodcom Bliskiego Wschodu. Ale
                        coz, "nie zawsze moze byc kawior" (dla wszystkich...:))

                        serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34233,3346884.html
    • chaladia Re: Dżamairija al-Libija - cz1. 03.05.06, 20:01
      Up, bo się jeszcze wątek zarchiwizuje.
      A szkoda by było...
      • arielgr Re: Dżamairija al-Libija - cz1. 05.09.06, 21:50
        witam wszystkich,
        dziś znalazłem to forum, zacząłem czytać o Libii i wróciły wspomnienia mojego Ojca :(
        Był jednym z was, był expatem. W latach 1984-1986 i na początku lat 90-tych pracował w Trypolisie w
        fabryce domów jako elektryk.
        Pierwszy kontrakt był przez Wadeco, drugi załatwił sobie indywidualnie (pamiętali go z 1. kontraktu i
        chcieli go znowu). Pamiętam jak przysyłał listy z pocztówkami z Leptis Magna. Po pierwszym roku
        kontraktu przyjechał na urlop i przywiózł worek pomarańczy! W zimie! W domu zaczeliśmy używać
        zwrotów min. "ziaja" "bukra" i bad bukra" :) Opowiadał o "campie", "suku", Tajlandach i Sudanach.
        Podobno miał pod swoją opieką "instalację" przerabiającą cukier.
        Jak kończył drugi kontrakt to Libijczycy nie chceli go puścić do domu (nie chceli mu chyba dać wizy
        wyjazdowej) i parę miesięcy siedział na campie i nic nie robił - przez to nie przyjechał na mój ślub do
        Polski.
        Niestety mój Tata zmarł 2 lata temu (rak płuc) i nie mogę mu pokazać waszego forum :( Szkoda bo
        pewnie z przyjemnością poczytał by wasze wspomnienia a może sam by coś napisał.
        Przez te jego opowieści zawsze mnie ciągneło do Afryki - byłem już kilka razy w Tunezji, raz w Turcji
        (wiem, to nie to samo) i raz w Egipcie - kolejny raz jadę do Egiptu w październiku.
        pozdrawiam
        Ariel
    • chaladia Robota w Libii dla Mohadisów 18.10.06, 18:36
      Dziś zatelefonował do mnie z Libii Mohandis Piskorek. Od 1982 roku tam pracuje,
      czyli przeżył dobre i złe czasy. Szuka "ludzi". Szczegółowo inżynierów
      budownictwa, instalatorów, elektryków, mechaników do pracy w biurze Great Man-
      Made River w Benghazi. Sprawa nie jest, póki co, bardzo zaawansowana, bo chodzi
      o przedłożenie oferty na zapytanie Klienta - oczywiście problemem jest
      dostępność kadry i oczekiwania finansowe.
      Praca byłaby "biurowa", pracodawcą byłby Brown and Root,
      www.water-technology.net/projects/gmr/
      Pytanie, ile za to można zażądać? Sam nie wiem, może Survey coś podpowie...
      dla chętnych - adres e-mailowy, na które można przesyłać CV-ki z listem
      podającym oczekiwane warunki (kasa i package):
      geokart_libya@yahoo.com

      Mam zapewnienie Mohandisa Bolandi, który zna gościa od paru dekad, że to godny
      polecenia, uczciwy człowiek.

      Powodzenia!
      • chaladia Post Scriptum 18.10.06, 18:47
        To jest oczywiście nie contruction, ale maintenance contract, więc teoretycznie
        można będzie go przedłużać "w nieskończoność". Jeśli ktoś tylko będzie chciał.
      • survey06 Re: Robota w Libii dla Mohadisów 18.10.06, 22:05
        Witaj Chaladia,
        Poniżej masz link gdzie znajdziesz informacje o „kuszeniu” specjalistów do pracy przy GMMR w Libii przez profesjonalnego brytyjskiego recruitera. Tylko, że Anglicy. Holendrzy czy Niemcy nie pojadą tam za mniej niż 6,550-7,000 GBP/miesiąc. Takie stawki – i wyższe – to bez kłopotu można uzyskać w branży Oil & Gas. Czy w pozostałych gałęziach libijskiej gospodarki, raczej wątpię. Myślę, że Geokart uzyska/wynegocjuje od Brown & Root (czy raczej od Kellogg, Brown & Root z grupy Halliburton) nie więcej jak 5,000-5,250 ale Dolarów USA na miesiąc za polskiego specjalistę. Oczywiście, życzę aby udało się jak najwięcej. Ile zapłaci polskiemu specjaliście? Nie przypuszczam, aby więcej jak 120-140 USD/dzień plus bilety, pełne utrzymanie, ubezpieczenie i wszystkie pozostałe. Praca tylko w układzie rotacyjnym, na inną nawet nie wolno się godzić. I jeszcze od zarobków specjalisty, w jego imieniu Geokart musi odprowadzić podatek w Polsce jak również takowy uregulować w Libii. Rodacy, których spotykałem w Libii i zatrudnieni bezpośrednio przez naftowe firmy libijskie i pracujący na pustyni w rotacji 53-60/20 wyciągali od 2,800 do 3,400 USD/miesiąc. Przy czym warto podkreślić, że Libijczycy po każdym przepracowanym roku podwyższają polskim specjalistom uzgodnioną stawkę miesięczną (czy też dzienną, żależy od umowy) średnio o 4%-4,5%.
        Pracujący na offshore w układzie 28 on/ 28 off poniżej 240 USD/doba nie schodzili.


        www.pmr-worldjobs.co.uk/

        Ref Q6 - GMMR LIBYA

        Our client is urgently seeking the following for the Great Man Made River Project, a civils water pipeline project and associated building, infrastructure:- COST ENGINEER; CIVIL ENGINEERS; CIVIL SITE ENGINEERS; SITE SURVEYOR; ELECTRICAL DESIGN REVIEW ENGINEER; CORROSION ENGINEER; CIVIL DESIGN REVIEW ENGINEER, MECHANICAL DESIGN REVIEW ENGINEER. Visas are also available from nationals of Eastern European Countries, ie Romania, Bulgaria etc. Fluent written and spoken English Language is required. Our client is offering excellent negotiable salary, accommodation, transport, air tickets and work/leave rotation of 70/16 days.
      • survey06 Re: Robota w Libii dla Mohadisów przy GMMR 22.10.06, 16:46
        Dostalem dzsiaj informację o zapotrzebowaniu na Inzyniera Projektu przy kolejnym IV etapie realizacji GMMR w zachodniej części Libii. Wygląda na to, że inwestycja wkrótce ruszy na całego, a tylko po wstępnej ocenie zakresu robot, realizacja na pewno potrwa kilka ładnych lat. Duża szansa dla kolegów inzynierów wieku "Karwowskiego". Mozna się wykazać, zarobić i zdobyć ciekawe doświadczenia oraz solidne referencje. Jeżeli poniższa praca kogoś zainteresuje, to proszę o informację. Z miejsca odwrotnie przekażę pełne namiary na brytyjskiego recruitera.


        You may be interested in the following vacancy which has just been posted in one of your chosen categories for automated notifications:

        ----------------------------------------
        LOCATION: Libya
        TITLE: PROJECT ENGINEER - WATER SUPPLY
        DESCRIPTION: Our client is a Joint Venture Company established to provide quality engineering and project management services for the Great Man Made River Project, water supply concrete pipeline & associated infrastructure. The GMMR Project is one of the largest civil engineering projects this century. The project is currently entering its fourth phase, and our client is contracted to approve contractor's designs and supervise construction. The Ghadmes Project system is made up of a wellfield and four main pump stations. The Conveyance is about 423km in total. The well field comprising 106 wells and the pipes used to convey water to the tank of the main wellfield pumping station. Our client is seeking a Project Engineer to manage engineering activities associated with this project in an efficient and cost effective manner. Candidates should have BSc/HNC qualifications and extensive experience (10-15 years) in Project engineering, especially in water projects. Full job specification can be forwarded on request. Our client is offering negotiable salary, with food, accommodation, transport, air tickets, healthcare provided. Work/leave rotation is 70/16 days. Applicants please kindly send cv directly to agency by email (not message board).
        • chaladia Re: Robota w Libii dla Mohadisów przy GMMR 09.08.07, 21:00
          Wątek w górę w związku z pojawieniem się na Forum osób
          zainteresowanych Libią.
          • chaladia Re: Robota w Libii dla Mohadisów przy GMMR 24.04.08, 22:04
            W górę, jeszcze raz!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka