Dodaj do ulubionych

No wlasnie...:o)))

17.10.01, 11:29
Śmierć w ekstazie

Czy viagra zabija?

Sześćdziesięcioletni Amerykanin Robert Selig zażył viagrę i po raz pierwszy od
trzech lat stwierdził, że może prowadzić normalne życie seksualne. Trzy minuty
po stosunku poczuł jednak ostry ból w klatce piersiowej, zaczął się dusić i
stracił przytomność. Na szczęście jego partnerka natychmiast rozpoczęła masaż
serca, a po dziesięciu minutach przyjechała karetka. Selig przeżył, ale zarzeka
się, że już nigdy nie sięgnie po niebieską tabletkę.
Na kongresie kardiologów w Anaheim (Kalifornia) omawiano przyczyny 1473 zgonów
osób zażywających viagrę. Stwierdzono, że 70 proc. zmarłych pacjentów stosowało
zalecaną przez lekarzy dawkę 50 mg leku. Kardiolodzy doszli do wniosku, że
nawet standardowa dawka specyfiku może być przyczyną zgonu. Potwierdzili też,
że kombinacja tego leku z antybiotykami stosowanymi w leczeniu anginy powoduje
niebezpieczne powikłania. Jeszcze groźniejsze dla życia może być połączenie
viagry z narkotykami.
Viagry nie mogą również stosować pacjenci leczeni nitratami (należy do nich
m.in. nitrogliceryna) ordynowanymi w chorobach serca. Według "New England
Journal of Medicine", gdzie opublikowano rozprawę o działaniu viagry i jej
skutkach ubocznych, 18 proc. z 532 ochotników po wzięciu tabletki skarżyło się
na bóle głowy, niestrawność i omamy wzrokowe. Właśnie z powodu możliwości
wystąpienia zaburzeń wzroku ostrzega się amerykańskich pilotów, by nie
zasiadali za sterami samolotu po zażyciu viagry. Piloci mogą mieć też kłopot z
rozróżnianiem barw niebieskiej i zielonej.

Przyjemność kontra zdrowie
Viagra mogła spowodować śmierć co najmniej 616 osób na całym świecie
(nieoficjalnie mówi się o 2,2 tys. osób) - wynika z ustaleń niemieckiej agencji
ds. leków. Ulla Schmidt, niemiecka minister zdrowia, zdecydowała o zaostrzeniu
procedury przepisywania tego leku. "Tylko w naszym kraju 30 spośród 104 osób,
które sygnalizowały złe samopoczucie po zażyciu viagry, zmarło w wyniku
komplikacji kardiologicznych" - mówiła podczas konferencji prasowej. W "US News
and World Report" już rok temu ostrzegano, że niebieska tabletka mogła być
przyczyną co najmniej 130 zgonów w Stanach Zjednoczonych. Ta liczba może
gwałtownie rosnąć, bowiem w ubiegłym roku na świecie sprzedano ponad 10 mln
tabletek viagry.
Jeff Cook, rzecznik prasowy koncernu Pfizer, producenta viagry, twierdzi, że
lek jest skuteczny i bezpieczny, jeśli bierze się go pod kontrolą i zgodnie z
zaleceniami lekarza. Przyczyną kłopotów zdrowotnych może się stać przyjmowanie
tabletki bez konsultacji z lekarzem. Tak właśnie postępuje wielu mężczyzn
kupujących lek w internetowym sklepie lub przez ogłoszenia w gazetach. W
polskich gazetach i na stronach WWW również znajdują się oferty sprzedaży
viagry bez recepty. Ze względu na ewentualne skutki uboczne w niektórych
krajach zabroniono sprzedaży viagry. Minister zdrowia Boliwii zarządził na
przykład, by przyłapanych na handlowaniu tym lekiem karać grzywną w wysokości
500 dolarów (viagra nie otrzymała w tym kraju oficjalnego certyfikatu).
Testy medyczne wykazują, że to nie sildenafil (taka jest międzynarodowa nazwa
leku) prowokuje ataki serca, lecz niedotlenienie, które może wystąpić u co
trzeciego mężczyzny uprawiającego seks - twierdzi rzecznik Pfizera. Producent
viagry zachęca chorych na serce do przeprowadzania testów wysiłkowych. Dzięki
nim można przewidzieć, u kogo wystąpią komplikacje po zażyciu leku. Mężczyźni
ze skłonnością do krwawień płucnych nie powinni w ogóle sięgać po ten specyfik.

Viagra przed sądem
Badacze z Cedars Sinai Medical Center w Los Angeles ostrzegają, że lek
dwuipółkrotnie zwiększa ryzyko zaburzeń pracy serca w ciągu dwóch godzin po
odbyciu stosunku seksualnego. Dr Paul Shah zaobserwował, że u jego 71-letniego
pacjenta po zażyciu viagry zaczął działać wszczepiony defibrylator (wcześniej
włączał się jedynie podczas zaburzeń pracy serca).
Amerykańscy pacjenci, którzy dostali ataku serca po zażyciu leku, coraz
częściej wnoszą do sądów pozwy przeciwko producentowi viagry. Na razie jednak
producent jest górą. Sędzia stanu Nowy Jork oddalił niedawno pozew Roberta
Seliga, który domagał się od koncernu Pfizer odszkodowania w wysokości 85 mln
USD. W uzasadnieniu zaznaczono, że Selig ma nadwagę oraz wysoki poziom
cholesterolu, co zwiększało ryzyko wystąpienia u niego dolegliwości
kardiologicznych.

Paulina Kaczanow

Obserwuj wątek
    • anka1 Re: No wlasnie...:o))) 17.10.01, 11:30
      e Mario zmieniles nicka?
    • shiwling Re: No wlasnie...:o))) 17.10.01, 11:37
      Amerykanie w Afganistanie odwalają czarną robotę za Rosjan. Dzień w dzień
      wydają dziesiątki milionów dolarów i nie chcą za swą usługę złamanej kopiejki.
      Więcej - są gotowi słono dopłacić Kremlowi za doping.

      Władimir Putin popijając mineralną bez bąbelków przylepił nos do ekranu
      kremlowskiego telewizora, który rozświetlają eksplozje szalenie inteligentnych
      rakiet i bomb. Prezydent wciąż nie wierzy swoim trzeźwym, stalowym oczom.
      Najbardziej makiaweliczne scenariusze przygotowywane przez jego służby
      specjalne i okołoprezydenckie ośrodki analityczne nie przewidziały tej sytuacji.
      W końcu sierpnia na manewrach "Bojowe Bractwo 2001" oddziały rosyjskie i
      zaprzyjaźnionych z Moskwą postradzieckich państw Azji Środkowej trenowały
      odparcie uderzenia talibów za pomocą samolotów i rakiet. Już tego lata Kreml
      spodziewał się ataku tysięcy islamistów na "miękkie podbrzusze Rosji".
      Na początku roku szef niemieckiej dyplomacji Joschka Fisher ostrzegał Putina
      przed wojną na południu WNP. Opierał się na raporcie swoich służb specjalnych
      BND. Zgodnie z nim, latem wspierani przez talibów islamiści z Tadżykistanu,
      Uzbekistanu i Kirgistanu mieli utworzyć kalifat z połączonych kawałków tych
      państw.
      Fanatycy z postradzieckiej Azji Środkowej od lat przygotowują się do dżihadu w
      bazach w Afganistanie. Lider Islamskiego Ruchu Uzbekistanu Dżuma Namangani,
      który w 1999 r. atakował Uzbekistan i Kirgistan, dowodzi teraz
      dziewięciotysięcznym zgrupowaniem żołnierzy Allaha w Afganistanie.
      W marcu moskiewska gazeta "Tribuna" wzywała Putina, by ruszył na talibów: Mamy
      tylko dwa wyjścia. Albo już tego lata wydać wojnę muzułmańskim ekstremistom w
      Afganistanie, albo czekać na pojawienie się ordy w Omsku i Astrachaniu.

      Kreml ogłosił o zamiarze ataku na Afganistan jeszcze w maju 2000 r. Oficjalny
      przedstawiciel prezydenta Siergiej Jastrzembski zapowiedział przeprowadzenie
      uderzeń prewencyjnych na bazy międzynarodowych terrorystów w Afganistanie.
      Wtórowali mu: minister obrony i sekretarz
      Rady Bezpieczeństwa. To była reakcja Moskwy na eksport islamskiego ekstremizmu
      z Afganistanu na Północny Kaukaz. W czasie pierwszej wojny czeczeńskiej na
      odsiecz separatystom przybyli Arabowie z "Bazy" Osamy ben Ladena. Od tej pory
      słowo "Arab" na Północnym Kaukazie jest synonimem muzułmańskiego fanatyka.
      Przybysze nadali konfliktowi etnicznemu charakteru dżihadu. Znajomy ben Ladena,
      emir al-Hattab, któremu w czasie wojny z wojskami radzieckimi granat oderwał
      dłoń, stworzył w Czeczenii mini "Bazę". W jego obozach szkoliły się kadry
      islamistów dla Rosji. Ich absolwenci sprawdzili się m. in. w czasie rosyjskiego
      czarnego września '99, gdy w gruzach czterech wysadzonych w powietrze domów
      zginęło ponad 300 osób.
      Holding terrorystyczny Hattaba do tej pory działa na terenie północnokaukaskich
      republik.
      Obozy Hattaba zdobyli Rosjanie w czasie drugiej wojny czeczeńskiej. Ale i potem
      wojska federalne nie zdołały odciąć separatystów od napływu ochotników i
      pieniędzy z Afganistanu. W rosyjskiej niewoli znaleźli się nawet obywatele
      Chin - przysłani przez "Bazę" Ujgurowie.
      Do uderzeń prewencyjnych nie doszło, bo okazało się, że Rosja nie ma czym
      uderzyć.
      Inteligentną broń rosyjscy generałowie oglądali na ekranach telewizorów w
      czasie amerykańskich akcji przeciwko Irakowi i Jugosławii. Dość precyzyjne
      rakiety ziemia-ziemia "Toczka-U" nie dolecą z Rosji do Afganistanu, bo mają
      zasięg do stukilometrów. Rakiety średniego zasięgu zlikwidował Michaił
      Gorbaczow. Można zastąpić głowicę jądrową międzykontynentalnej rakiety
      balistycznej zwykłą, ale o celnym trafieniu nie może być mowy. W ciągu dwóch
      miesięcy można by przemieścić kilka okrętów na Morze Arabskie, lecz jednostki
      uzbrojone są w rakiety do zwalczania celów w powietrzu, w wodzie i pod wodą,
      ale nie do precyzyjnych uderzeń w głębi lądu. Ciężkie bombowce Tu-22 mogłyby
      dolecieć z Rosji nad cel, jednak nie wróciłyby do bazy bez międzylądowania. W
      arsenale byłego supermocarstwa pozostawały zatem jedynie bombowce strategiczne
      Tu-95 i Tu-160 zbudowane w ZSRR z myślą o ataku nuklearnym na USA.
      Główną siłą Kremla, która powstrzymuje napór talibów, są stacjonujące w
      Tadżykistanie rosyjskie wojska ochrony pogranicza i siedmiotysięczna 201
      dywizja zmotoryzowana - ostatnia jednostka radziecka wycofana w 1989 r. z
      Afganistanu. Eksperci wojskowi są zgodni, że w obecnym stanie rosyjska armia
      nie może prowadzić równocześnie dwóch lokalnych wojen. Konflikt na Północnym
      Kaukazie wiąże prawie sto tysięcy żołnierzy.

      Przed 11 września Putin wiedział, że nie zdoła powstrzymać zmasowanej ofensywy
      islamistów z postradzieckiej Azji Środkowej i talibów. Granice Afganistanu z
      Uzbekistanem i Turkmenistanem są faktycznie niechronione, podobnie jak granice
      Rosji z sąsiadami z Azji Środkowej.
      Gdyby sprawdziła się prognoza BND o wybuchu wojny na południu WNP, Rosjanie nie
      mogliby liczyć na pomoc Zachodu. Amerykanie nie zrozumieliby powodu, dla
      którego mieliby umierać za Rosjan. Podobnie jak na razie nie zdają sobie sprawy
      z tego, że Moskwa jest w jeszcze większym stopniu niż Waszyngton zainteresowana
      likwidacją talibów.
      Patrząc w telewizor Putin z całego serca kibicuje Amerykanom. Modli się, żeby
      nie rozbabrali sprawy. Jeśli Bush nie wykończy talibów, rozwścieczeni islamiści
      będą mścić się na sąsiadach. Do Rosji mają bliżej niż do Ameryki.


      • anka1 Re: No wlasnie...:o))) 17.10.01, 11:43
        matko kochana Ty mnie nie strasz i tak sie dostatecznie boje. w dodatku chodza plotki ze
        polski Grom jedzie do Afganistanu. i u nas tez moze zaczac sie cos paskudnego dziac!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka