staua
11.04.06, 19:38
Zaczynam...
?Sprawa osobista?, ktorej pierwsze angielskie wydanie (1968) wypozyczylam z biblioteki, poruszyla
mnie rzeczywiscie w bardzo osobisty sposob. Dygresja: ciekawe, jak oddzielic uczucia, jakie
wzbudza lektura od obiektywnej oceny, czy cos jest dobra literatura. Dla mnie to bardzo trudne, ale
to chyba jest temat na osobny watek.
Wiedzialam juz dawno, jaki jest temat tej ksiazki, oraz ze Oe sam ma synka z wada rozwojowa.
Przeczytanie wstepu tlumacza dalo mi informacje, ze jezyk, jakiego uzywa autor, jest uwazany za
rewolucje w japonskim pisaniu (no, ale to bylo te 40 lat temu?I to jest, moim zdaniem, wazne, nie
jest to ksiazka wspolczesna i mimo, ze osobista, to przesiaknieta jest klimatem tamtych czasow).
Juz zaraz po pierwszym rozdziale (ktory mnie troche nawet nudzil, ale rozumiem, ze byl
wprowadzeniem w sytuacje, oczekiwanie na dziecko, oraz wstepna charakterystyka Birda ? jesli jego
przezwisko zostalo przetlumaczone na Ptak, to przepraszam za uzywanie tego), zaczelam odczuwac
dyskomfort, ktory przerodzil sie w zlosc, im dalej czytalam, tym bylo gorzej. Odczulam postawe
Birda, potem zachowanie Himiko oraz tesciowej Birda niemal jak zniewage. Wiadomo, dziecko rodzi
sie chore, szok, zwlaszcza wtedy, gdy rodzice nie wiedzieli o tym wczesniej, ale jak mozna w ogole
rozwazac celowe doprowadzenie do jego smierci? I jak moze dojsc do sytuacji, gdy matka dziecka
jest kompletnie nieuswiadomiona co do jego stanu? Himiko i druga pojawiajaca sie kolezanka Birda
ze szkoly to dla mnie takie uosobienia wewnetrznych glosow w dyskusje Birda w zasadzie z samym
soba, prezentujace argumenty, jakich on swiadomie nie uzywa. Na drugim biegunie jest pan Delcheff
(caly jego wybor, ucieczka z misji, a potem oczywiscie rozmowa z Birdem o dziecku, dedykacja, no i
ostatnie zdanie powiesci). Na szczescie zakonczenie przywrocilo mi wiare w ludzi J.
Dzieki tym emocjom nawet nie zauwazylam, jak szybko przeczytalam calosc ? bardzo dobra oznaka,
wedlug mnie. Formalnie ksiazka musi byc dobra, jesli nie nuzy (procz samego poczatku), zaskakuje
(zakonczenie mnie zaskoczylo, bo choc dlugo mialam nadzieje, ze Bird zmieni zdanie, to po
zostawieniu dziecka w klinice aborcyjnej stracilam ja juz). I nie moglam przestac myslec o autorze i
jego dziecku, jak bardzo osobista jest ta -przeciez -fikcja. Swoja droga, ciekawe, czy syn Kenzaburo
Oe mogl kiedys przeczytac te ksiazke (ja bym sie chyba nie zdobyla na napisanie czegos takiego
majac chocby cien watpliwosci, przeciez takie wyznanie mogloby bardzo zranic)
Jezyk moze i jest nie-japonski, nie mnie to oceniac, zwlaszcza, ze czytalam angielskie tlumaczenie,
ale calosc jest chyba bardzo japonska ? dwa samobojstwa, rozwazanie samobojstwa Birda, rodzaj
moralnych dylematow, podkreslenie hierarchii, to wszystko jest tak zupelnie mi obce (chyba
nieprzypadkowo pan Delcheff jest z Europy Wschodniej?), ze nie moglo to byc napisane przez kogos
z kregu kultury europejskiej. Intryguje mnie postac Himiko, ale moze na razie przerwe i poczekam
na inne opinie.