Dodaj do ulubionych

oksymorony

01.05.06, 20:38

Ciekawe, czy też tak macie, że od czasu do czasu słyszycie jakieś określenie,
zupełnie zwyczajne i nie naruszające jakoś specjalnie reguł graatyki i
ortografii, a jednak czegóś nieprawdziwe. Albo nawet nie nieprawdziwe tylko
wewnętrznie sprzeczne? Ale próba opowiedzenia o tym tylko was upewnia, że cała
reszta ludzkości nie widzi w tym określeniu nic dziwnego, widzi za to w
zastanawianiu się nad tym (to zresztą - jak podejrzewam - przydarza się Wam
jeśli nie nagminnie to jednak dość często).

Przypomniałem sobie rozprawkę profesora Mondriana Kilroya dotyczacą uczciwości
intelektualnej* przy okazji usłyszenia gdzieś okreslenia 'neokonserwatyzm'. Co
to jest neokonserwatyzm? Czy to postawa, którą mają ludzie dziś, która mówi,
że chcieliby, zeby było jak dawniej, ale znowu nie tak dawno, jak marzyliby o
tym konserwatyści? Czy jest to po prostu ziązane z faktem, ze wszystkośmy już
wymyślili, ale ponieważ żyjemy w XXI wieku to nie możemy nazywać rzeczy po
imieniu tylko musimy mieć wszystko własne? Neokonserwatyzm. Przedziwny oksymoron.

I drugie określenie, chyba jeszcze dziwniejsze, czyli 'filozof katolicki' albo
'filozof chrześcijański' w ogóle. Chć tu, jak podejrzewam, należałoby się
zgodzić co do definicji, żeby zobaczyć oksymoronowatość. A z tym już nie jest
tak łatwo :-). Jeśli czysta filozofia zajmuje się poszukiwaniem ścieżek i
stawianiem pytań i jeśli do jej domeny nie należy - a tak właśnie mi się
wydaje - dawanie odpowiedzi na postawione pytania, to wszelkie przymiotniki
stają się zbędne. W końcu zawsze było tak, że dopóki filozof stawiał pytania,
dopóty był uniwersalny, z chwilą dawania odpowiedzi zaczynały się schody -
gdyż siłą rzeczy musiał wybrać jedną z wielu ścieżek, które poprzez
postawienie pytania się pojawiły.
Oczywiścioe rozumiem, że 'filozof katolicki' to taki, który ma umysł wolny i
nim fruwa dookoła, ale w głębi duszy wyrasta z takich a nie innych dogmatów. W
tym sensie jednak jest katolickim człowiekiem, nie filozofem, wszelki
światopogląd jest bowiem krępujący i nie pozwala wzlecieć zbyt wysoko. A nie
chciałbym się przekonać, że filozof odkrył co prawda jakąś ścieżkę, ale o niej
nie opowiedział ze względu na klauzulę sumienia. Wracamy w ten sposób do
'uczciwości intelektualnej' :-)
No, idealisycznie mi wyszło, co o tym sądzicie? I czy macie jakieś własne typy?

m,
.y.

* Alessandro Baricco, "City", s.240 - 262 polskiego wydania
Obserwuj wątek
    • eeela Re: oksymorony 01.05.06, 20:57
      Ja sie z tym "oksymoronizmem" filozofa chrzescijanskiego nie zgodze. Malo ktory
      filozof w historii dzialal w prozni ideologicznej, a jednak potrafili tacy
      zadawac pytania i szukac na nie odpowiedzi. Caly neoplatonizm do kosza wyrzucisz?
      • ben-oni Re: oksymorony 01.05.06, 21:08
        Do "filozofii chrzescijańskiej" trzeba dojść, czy od niej wyjść by
        być "filozofem chrześcijańskim"?
        Pascal mówił: "żeby dojść do przekonania o istnieniu Boga (do wiary) trzeba się
        najpierw ogłupić". Cokolwiek to znaczy, sugeruje, że
        przymiotnik "chrzescijański" narzuca więzy myśleniu swobodnemu. Bedąc filozofem
        chrześcijańskim nie możemy odrzucic dogmatów wiary?? Czy dogmaty dopuszczają
        możliwość zanegowania podstaw?
        • eeela Re: oksymorony 01.05.06, 21:27
          Augustyn wyszedl, Kant doszedl :-)
          Znasz jakiegos filozofa nie podlegajacego zadnym dogatom? Nie czyniacego zadnych
          zalozen? Dlaczego jedne zalozenia maja byc lepsze od drugich? Rownie dobrze
          mozna wyjsc od zalozenia, ze Bog istnieje, jak i od podstawowej prawdy
          matematycznej, ze koniunkcja dwoch zdan prawdziwych to prawda. I obydwa
          zalozenia mozna w drodze filozoficznych rozwazan potwierdzic albo doprowadzic do
          absurdu.
          • ben-oni Re: oksymorony 01.05.06, 22:22
            Nie mam nic przeciwko założeniu istnienia Boga (Absolutu). Ale chrześcijaństwo
            narzuca trochę więcej. Narzuca cały system pojęć i metod dociekania. Do
            Boga "dodaje" Ci Ducha Świętego, Chrystusa (o niejasnej pozycji z logicznego
            punktu widzenia) i Marię.
            Neotomizm stara sie co prawda "rozumowo" dojść do wiary, ale zakłada mimo
            wszystko na starcie niezaprzeczalność tego co chce dowodzić. A mnie się zdaje,
            że aby skutecznie coś udowodnić należy to w myślach zanegować i wykazać
            błędność założenia. Tak jest uczciwiej. Chyba.
            • eeela Re: oksymorony 01.05.06, 22:29
              Jezeli nie zalozy sie niezaprzeczalnosci zalozen, coz to za zalozenia ;-)
              Wedle tego co znam (a znam niewiele, mimo ze sie tak popisuje), tylko
              Wittgenstein doszedl do obalenia wlasnych zalozen. Ale kto to moze wiedziec, czy
              on tego od poczatku nie zalozyl ;-D
              • ben-oni Re: oksymorony 01.05.06, 22:56
                Wittgenstein przynajmniej do czegoś doszedł.:)
                Ale to żart. Chodzi o to, że jeśli założymy, że Bóg istnieje i będziemy w to
                wierzyć, wtedy dowodzenie tego będzie fikcją. Wyjdą nam te durnowatości
                Augustyna - Bóg jest bo w niego wierzę, w Boga wierzę bo on istnieje, Bóg mnie
                kocha więc w niego wierzę, wierzę w niego bo mnie kocha i tak w kółko Macieju.
                Należałoby raczej powiedzieć, wierzę że Bóg istnieje ale zrobię wszystko by
                uczciwie udowodnić tezę przeciwną.
                Ale to rozważania nad metodologią. A tu jest tak zimno, że nie chce mi się
                dalej pisać.
                • eeela Re: oksymorony 01.05.06, 23:16
                  Rozwazania nad metodologia nigdy nie dojda do chociazby stwierdzenia Absolutu,
                  do ktorego powinno sie dazyc, co dopiero mowic o jego realizacji ;-)
                  Historykow ucza, ze przy lekturze zrodel nie mozna niczego zakladac. Ale nikt
                  tak nie robi. Jak sobie nie zalozysz, nie masz punktu oparcia. Nie wiesz, w
                  ktora strone isc, zeby szukac, zwlaszcza przy datowaniu zrodel. Filozof tez musi
                  widocznie taka podpore sobie stworzyc; a jezeli za zalozenie przyjmie cos, co ze
                  swojej natury ma byc niezaprzeczalne, konsekwencja tego bedzie system
                  filozoficzny obudowany wokol nie w pelni skrytykowanego zalozenia. Na Augustyna
                  mi nie wymyslaj, bo ladnie pisal, a filozof z niego nie gorszy byl od takiego
                  Parmenidesa, co to stwierdzil autorytatywnie, czym sie cechuje byt, i na dodatek
                  - o zgrozo - oznajmil wszem i wobec, ze niebytu nie ma :-)
      • ydorius Re: oksymorony 01.05.06, 23:52

        Nie nie.
        Szukać odpowiedzi? Jakich odpowiedzi, skoro wszystkie są już z góry określone
        przez Biblię i Wiedzących? A i pytania niestety często pod te odpowiedzi
        przyszykowane :-)
        Zwróć uwagę na to, że w ustrukturalizowanych religiach nikogo nie obchodzi
        stawianie pytań dla nich samych, stawianie pytań ma czemuś służyć, a to coś to
        niestety służba religii. Dlatego wydaje mi się, że można być zwolenniiem jakiejś
        doktryny, ale próby absolutyzowania jej na poziomie filozofii są co najmniej
        nieuczciwe. Czyli: katolicy tak, chrześcijanie tak, filozofowie tak, połączenia
        nie :-)

        m,
        .y.

        P.S. Zgadzam się z Ben-onim, że bagaż może być zbyt ciężki. Pamiętasz biskupa
        Berkeleya, przygniecionego własnym rozumowaniem?
        • eeela Re: oksymorony 02.05.06, 00:44
          > Szukać odpowiedzi? Jakich odpowiedzi, skoro wszystkie są już z góry określone
          > przez Biblię i Wiedzących?

          To jest stanowczo przesada! Po pierwsze, Biblia jest jezykiem symboli i nie daje
          zadnych gotowych, z gory danych odpowiedzi. Dzisiejszy chrzescijanski filozof
          moze istotnie juz wiecej ma narzucone, bo przed nim taki jeden Augustyn z drugim
          Tomaszem powymyslali szereg odpowiedzi, do ktorych ow wspolczesny jest zmuszony
          sie odnosic. Ale Pseudo-Dionizy na ten przyklad w swoich rozwazaniach w bardzo
          ograniczonym stopniu odnosi sie do symboli biblijnych i sluza mu one bynajmniej
          nie jako zalozenia, tylko ilustracje do jego wlasnej kompozycji myslowej. I nikt
          go jakos nie wyklal :-)
          • ydorius Re: oksymorony 02.05.06, 00:56

            Czyli możemy ostrożnie założyć, że dziś jest to już oksymoron? :-)

            Zastanawiałem się nad tym czym właściwie jest filozofia i jaka jest jej rola. I
            wyszło mi na to, że właściwym przedmiotem jej badania jest odkrywanie tego, co
            do tej pory było zakryte. Filozof nic nie wie i wszystkiego z trudem się
            dowiaduje (czasami przy okazji trudząc też czytelnika, acz to nie reguła). Z
            religią jest zgoła odwrotnie - ona już wszystko wie i to, czym się zajmuje to
            jak najprzystępniejsze objaśnianie tego. Możliwe jest, że te dwie drogi się
            przetną, co do tego zgoda. Ale wychodzą od tak diametralnie różnych założeń, że
            łączenie ich ze sobą jest jak próba pożenienia ognia z wodą. Moim zdaniem.
            Dlatego napisałem o tym w oksymoronach :-)

            m,
            .y.
            • eeela Re: oksymorony 02.05.06, 01:21
              Ostroznie mozemy zalozyc, czemu nie.
              Dla mnie jednak twierdzenie, ze filozof wszystkiego sie dowiaduje, jest troche
              na wyrost ;-) Moze dlatego zawsze podobala mi sie sredniowieczna filozofia
              chrzescijanska, bo wbrew pozorom w wiekszosci przypadkow jest niezwykle
              logiczna: robimy pare zalozen i ukladamy sliczna, zgrabna ukladanke na podstawie
              tychze. ja sie te zalozenia przyjmie, wszystko do siebie pieknie pasuje i trudno
              jest cos popsuc. A filozofia nie opierajaca sie na z zalozenia niezaprzeczalnych
              zalozeniach ;-) jest zbyt latwa do obalenia. Nie tworzy takiej slicznej,
              zgrabnej kompozycji jak szklane paciorki. Ma dziury. Oczywiscie, odpowiesz mi na
              to, ze w filozofii chrzescijanskiej najwieksza dziura jest niesluszne podejscie
              do zalozen - teoretycznie bedziesz mial racje. Ale ja nie jestem pasjonatka
              filozofii dla jej slusznosci (bo w takowa nie wierze w zadnym wydaniu), tylko
              dla jej zgrabnosci i piekna. Piekna konstrukcje zbudowana na z zalozenia
              niezaprzeczalnych zalozeniach znajduje jako niezwykle cenna dla kultury i dla
              siebie samej. Jak gotycka katedre.
    • braineater elita polityczna 01.05.06, 21:26
      dla mnie oksymoron totalny. I to niezaleznie od Polski, bo tu akurat
      udowadnianie wewnętrznej sprzeczności tego jest bezcelowe i oczywiste.
      Za Wiki:
      Elita - kategoria osób znajdujących się najwyżej w hierarchii społecznej,
      ekonomicznej lub politycznej, mających realny wpływ na kształtowanie postaw i
      idei w społeczeństwie. Jest to zazwyczaj mała grupa, która ukształtowała się
      wewnątrz dużych grup społecznych, takich jak naród, społeczeństwo czy klasa
      społeczna.


      I nijak, w żadnym kraju, znanym z autopsji, czy tez z opisu, nie potrafiłem
      odnaleźc klasy politycznej, która spełniałaby założenia zawarte w tej
      definicji. Zawsze nad politykami znajdowąła sie kasta finansowa, kasta
      przestepcza i kilka innych kast, dośc skutecznie staerujących poczynaniami tej
      grupki - zdecydowanie figurantów. O realnym wpływie polityków na masy
      oczywiście mozna zapomnieć od razu, bo realny i praktycznie jedyny wpływ maja
      media - bez mediów (truizm) jakakolwiek polityka nie istnieje. Czyli znów jest
      cos wyżej w hierarchii.
      I jakos tak nie potrafię sobie poradzić z tym pojęciem. Nijak mi te oba cżłony
      niewspólgrają. Ale może po prostu mam bardzo infantylne podejście do tego
      tematu, a ktoś z Was bardziej obeznany z tematem potrafiłby mi wyjasnić, czy
      istnieje coś takiego, jak 'elita polityczna'?

      P:)
      • kwiecienka1 Re: elita polityczna 01.05.06, 21:40
        hmmm, nie wiem co to jest "elita polityczna"
        wg niektórych to pewnie opozycja tak zwanej łże-elity...
        pozdrawiam czekając na rozwiązanie
        Kwiecienka z Zieloną Herbatą w Muminkowym Kubeczku
    • formaprzetrwalnikowa Re: oksymorony 01.05.06, 22:01
      niektórzy złośliwcy twierdzą, że oksymoronem jest wyrazenie: kobieca logika,
      jako ze (wersja łagodna): typowe kobiece rozumowanie oparte jest na poznaniu
      intuicyjnym, które nie jest logiczne w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. zgodzę
      się, ze wyrazenie 'kobieca logika' bywa częsceij uzywane w znaczeniu braku
      logiki, ale jeśli odrzucimy seksistowskie (antyfeminictyczne) znaczenie to -
      moim znaniem - poznaniu intuicyjnemu mozna przeciwstawic rozumowanie logiczne
      (przyczynowo-skutkowe).

      ps. moja wypowiedz bazuje na kobiecej intuicji
      okreslen: 'logika', 'rozumowanie' oraz 'poznanie intuicyjne' ;-)
      • eeela Re: oksymorony 01.05.06, 22:33
        Czytalam kiedys artykul o tak zwanej kobiecej intuicji. Powiedziano tam, ze jest
        to po prostu bardziej niz u mezczyzn rozwinieta umiejetnosc odczytywania znakow
        niewerbalnych, mikromimiki czy czegos tam.
        • formaprzetrwalnikowa Re: oksymorony 01.05.06, 23:05
          generalnie i na skróty chodzi wąłsnie o to: o analizę skłądników, których nie
          da sie tak 'logicznie' wyprowadzic z danych dostępnych werbalnie. jest to
          analiza w większosci nieswiadoma, co oznacza, ze osoba dokonująca jej
          najczęsceij nie potrafi udzielic tzw logicznej odpowiedzi, dlaczego własnie tak.
          chodzi, jak napisałas - o analizę danych niewerbalnych i społęcznego kontekstu -
          kobiety są zasadniczo lepsze w odczytywaniu własnie tego typu informacji
          (półkula lewa -rulez ;))
          • ben-oni Re: oksymorony 01.05.06, 23:12
            Półkula czego?;-P
            • formaprzetrwalnikowa Re: oksymorony 01.05.06, 23:16
              lewizny?
              ;)
              • eeela Re: oksymorony 01.05.06, 23:59
                Slabizny?
                Dlaczego na kobiece lono mawia sie "slabizna", a propos?
                • formaprzetrwalnikowa Re: oksymorony 02.05.06, 00:12
                  słabizna? pierwsze słyszę!

                  9ps. no, chyba, ze o moim nikt się nigdy tak nie ośmielił ;))
                  • ben-oni Re: oksymorony 02.05.06, 00:26
                    Wstydliwie spuszczam wzrok rumieńcem oblewajac lica...

                    A propos, jak wyglada i gdzie sie znajduje łono Natury?
                    • formaprzetrwalnikowa Re: oksymorony 02.05.06, 00:36
                      poniżej pępka świata?
                      ;)
                  • eeela Re: oksymorony 02.05.06, 00:46
                    > słabizna? pierwsze słyszę!
                    >
                    > 9ps. no, chyba, ze o moim nikt się nigdy tak nie ośmielił ;))

                    Bo to archaizm jest. A moze na meskie organy tez sie tak mowilo? Z tym sie nie
                    spotkalam, ale dzis za to mowi sie "trafic kogos w slabizne" w rozumieniu, ze
                    niby jego piete achillesowa znalezc albo inny czuly punkt. No to chyba o panach
                    tez mozna bylo tak mowic?
                    • formaprzetrwalnikowa Re: oksymorony 02.05.06, 08:35
                      aaa.. to o to chodzi. ja obstawiam 'słabizna'= slaby, czuły punkt. i chyba nie
                      o słabośc narządu chodzi a o intensywnośc unerwienia i związany z tym ból.
                      • griszah Re: oksymorony 08.05.06, 10:02
                        W sobotę na bazarku przechodziłem obok pani usiłującej sprzedać coś jakby
                        zwiędłe bukiety kwiatów. Zachwalała towar słowami "świeże bagno". Okazało się,
                        że podobno działa to morderczo na mole. Nie kupiłem jednak.
                        • beatanu Re: oksymorony 08.05.06, 10:26
                          griszah napisał:

                          > W sobotę na bazarku przechodziłem obok pani usiłującej sprzedać coś jakby
                          > zwiędłe bukiety kwiatów. Zachwalała towar słowami "świeże bagno". Okazało
                          się,
                          > że podobno działa to morderczo na mole. Nie kupiłem jednak.

                          No i dobrze, że nie kupiłeś bo skuteczność bagna jako środka antymolowego jest
                          dość średnia (ponoć, sama nie próbowałam, wolę piołun :) A roślinka sama w
                          sobie jest trująca...

                          I w ogóle bagno zwyczajne, to dość ciekawa krzewinka (aż mnie zatkało, gdy
                          przeczytałam, że już kwitnie, u mnie na wsi/w lesie - dopiero w czerwcu,lipcu) -
                          przebywając na obszarach porośniętym tą rośliną, można wprawić się w stan
                          upojenia, przypominający upojenie alkoholowe. Tanio, zdrowo (?) i
                          ekologicznie :-) bagno posiada bowiem sporo olejków eterycznych, które
                          ulatniają się swobodnie, drażniąc nasze zakończenia nerwowe jakieś tam.

                          Wikingowie używali ponoć bagna zamiast chmielu do warzenia piwa bardziej
                          odurzającego, niż "zwykłe" piwo. Leczono nim (wywarem z bagna) świerzb i inne
                          skórne dolegliwości u ludzi i u zwierząt domowych.

                          Obrazki:
                          www.bd.lst.se/publishedObjects/10001485/skvattram.jpg
                          www.myra.nu/myraTF-A-1957.jpg
                          a nie mówiłam, że ja o roślinkach to mogę długo i...

                          znikam :)
                          • griszah Bagno 08.05.06, 10:42
                            Ups - myślałem, że bagno to ludowa nazwa jakiejś rośliny - a to nazwa
                            oficjalna. Ale i tak zestawienie ze świeżością działa mi na wyobraźnię (np.
                            odświeżacz powietrza o zapachu bagna albo płyn zmiękczający :)). Tylko na
                            Twoich zdjęciach to takie białe kwiatki a ta pani trzymała stare, zeschnięte
                            badyle.
                            P. :)
    • griszah Re: oksymorony 16.05.06, 12:56
      Kawa zbożowa i z rozpędu herbata owocowa - 0% kawy , 0% herbaty
      • kwiecienka1 Re: oksymorony 16.05.06, 13:10
        idąc tym tropem: dżem bez cukru
        -> dżem to przetwór z owoców i cukru, a jeśli nie ma cukru... wtedy skład
        zaczyna się niebezpiecznie wydłużać i litErować, ale to już nie jest dżem tylko
        produkt dżemopodobny

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka