beatanu
04.05.06, 09:33
wicepremier L.
Nie wiem czym zgrzeszyłam (chyba czytaniem wczoraj forum świat) - pan L.
zjawił się nagle w mojej (ale jednakowoż nie mojej, bo ciut większej) kuchni,
chwycił za talerz i bezczelnie zaczął sobie nań ładować zapiekankę
ziemniaczano-łososiowo-szpinakową (nigdy takiej na jawie nie robiłam,
wyglądała przepysznie). Ponieważ był gościem niespodziewanym, nieoczekiwanym
i niepożądanym, papu dla niego nie było, zresztą wziął tak wielką porcję
(ach, symbole, symbole), że nie starczyłoby zapiekanki dla dzieci, męża i
mnie. ZAPROTESTOWAŁAM! Powiedziałam mu, że to jedzenie nie dla niego. Pan L.
zastygł w bezruchu, a po chwili, zgarniając wściekle zapiekankę talerza z
powrotem do formy, coś tam pod nosem mamrotał, ale nie słyszałam (albo nie
chciałam słyszeć) co. Pomyślałam jeszcze błyskawicznie o czekających mnie
represjach (córka pisze pracę szkolną o powojennej historii Polski i
rozmawiałyśmy wczoraj o represjach wobec opozycji W PRL) i... dalej nie
pamiętam.
Czy to sen proroczy, czy tylko wytwór mojej nie do końca zdrowej wyobraźni?
;)