Dodaj do ulubionych

Co robiliscie dzisiaj?

10.05.06, 21:37
Watek spowodowany znudzeniem soba i zaciekawieniem zyciem innych

Chodzi mi o opis nudnych szczegolow zycia codziennego:
Wstalam rano za pozno, nic nie zjadlam, padalo, przyszlam do pracy i od razu musialam zaczac
doswiadczenia, zeszlo mi do ok. poludnia (rozne etapy plus czekanie, kiedy to usilowalam
wprowadzac poprawki do artykulu, robic rozne tabelki i podsumowania), poszlam na lunch (kanapka
z grzybem), wrocilam, dalsze doswiadczenia i siedzenie przy kompie na zmiane, napisalam trzy e-
maile, brudnopis listu do poprzedniego szefa, teraz czekm, bo cos sie rozmraza, robie ostatni etap
doswiadczenia na dzis i mam nadzieje pojsc wczesniej do domu (wczoraj bylam w labie do 22). Moze
cos upieke (mam ochote na bulgarski chlebek Babi z forum "Galeria potraw", ale byc moze zajmuje
za duzo czasu, potem obejrze sobie "The Wings of The Dove" wg Henry Jamesa, a potem nie wiem,
co. Moze polowanie na myszy (przekladane z dnia na dzien).
Obserwuj wątek
    • formaprzetrwalnikowa Re: Co robiliscie dzisiaj? 10.05.06, 22:05
      hehe. ja dziś głodowałam, ale tylko do 17.00.
      a w pracy: nic ciekawego: ktos przyszedł ktos nie przyszedł, jeden wyzdrowiał,
      jednemu sie pogorszyło, koledze reumatologowi sie chyba w głowie pomieszało. i
      znów ktos spodziewał sie, ze potrafię robic cuda. pracowało mis ię ciezko, bo
      byłam głodna, mimo zjedzenia normalnego lunchu.
      a, i nie poszłam na basen. z podowu bycia głodną.
      nie moge poczytac ksiązki o fotografii, bo mi chłop zalega na kanapie.
      a naczynia zalegają w zlewie.
      a poczucie obowiązku zalega na sumieniu.
      jakze wiec ja mogę zalegac przy kompie??
      ;)
      • staua Re: Co robiliscie dzisiaj? 10.05.06, 22:12
        Z powodu hipotetycznych myszy ostatnio nic u mnie w kuchni nie zalega, zadnych naczyn, zadnych
        okruszkow, paranoja meza na cos sie przydala.
        • formaprzetrwalnikowa Re: Co robiliscie dzisiaj? 10.05.06, 22:15
          jecie na papierowych talerzykach i pijecie ze styropianowych kubków?
          a moze -o, biginio feministek! - udało ci sie skłonic męza do codziennego
          zmywania i wyrzucania smieci?

          ;)
          • staua Re: Co robiliscie dzisiaj? 10.05.06, 23:13
            Do codziennego wlaczania zmywarki i wystawiania worka ze smieciami na balkon. Smiecie u nas mozna
            wynosic tylko dwa razy w tygodniu. Koszmar, co?
      • daria13 Re: Co robiliscie dzisiaj? 10.05.06, 22:25
        Ja mam ostatnio chyba najmniej konwencjonalny rozkład dnia, ale też i bardzo
        nudny.
        Najpierw obudził mnie o 5 rano mąż, bo wyjeżdżał służbowo i stąd ta wczesna
        pora. Potem o 6.30 młodsze dziecię, a o 7 starsze. Ogółem towarzystwo opusciło
        lokal o 8, dzięki czemu mogłam spać snem mąconym jedynie przez 5 psów sąsiadów,
        do 11.30. Potem forum, śniadanie, forum, książka, forum, obiad, książka, itd.
        Telewizji nie oglądam, bo jakoś mnie to nie cieszy. Potem pogadałam z
        dzieciakami, zleciłam im prace, których ze względu na swoje kalectwo nie mogę
        wykonywać i zagoniłam je o odpowiedniej porze do łóżek. Przed snem dla odmiany
        trochę poczytam:)))
        Temat myszy: współczuję, przerabiałam. Jedynie najprostsze łapki z zapadką.
        Cholernie niehumanitarny to sposób, ale skuteczny. Ja może byłabym tolerowała
        te małe szkodniki, ale Kuba bardzo się bał, musiał ze mną spać przez 2
        tygodnie. Troche to było uciążliwe, a i dzieciaka żal. Ale widok tak
        uśmierconej myszki jest bardzo przykry i bolesny. Musisz się z tą sprawą
        spuścić na męża, bo to naprawdę okropny proceder. Albo musicie je polubić:)
        Pozdrawiam
        • staua Re: Co robiliscie dzisiaj? 10.05.06, 23:15
          myszy, jak pisalam, sa na razie hipotetyczne, Mihai twierdzi, ze widzial cien myszy, jak poszedl w
          niedziele wieczorem do kuchni. Nie bylo innych sladow (na razie). Ale podejrzenia sklonily go do
          sprzatania oraz do wymyslania strategii lapania. Jak znajdziemy jakas mysz, to wcielimy teorie w czyn!
    • formaprzetrwalnikowa Re: Co robiliscie dzisiaj? 10.05.06, 22:11
      a czym ty polujesz na myszy???
      • staua Re: Co robiliscie dzisiaj? 10.05.06, 22:13
        Jeszcze nie wiem, Mihai ma obmyslic strategie. Chyba zaczniemy od przeszukiwania katow, spizarek,
        wnek, przestrzeni pod i za szafkami itd.
        • griszah Szczur 11.05.06, 11:04
          Warszawski blok z lat ‘70-ych, M4. Coś chrobocze w kuchni za szafkami - cholera
          wie co - nie sobie chrobocze. Noc – ojciec wchodzi po ciemku do kuchni i widzi
          wielkiego szczura łażącego po rurze wentylacyjnej z okapu. Szczur spyla po tej
          rurze do szachtu grawitacyjnego. Na drugi dzień rusza akcja „SZ”. Mama na wieść
          o współlokatorze oznajmia, że nie wróci do domu dopóki go nie złapiemy.
          Zastawiamy pułapki z jakimś boczkiem czy z inną wędzonką. Szczur nie jest taki
          głupi – nawet nie ruszył. Opróżniamy kuchnię z mebli – to chrobotanie to były
          stare orzechy leżące za szafkami, do których się dobierał. Kuchnia pusta.
          Namierzamy miejsce gdzie skubaniec wygryzł kawałek boazerii i muru aby się
          dostać do mieszkania. Łatamy to miejsce cementem. Ojciec robi specjalną kratkę
          grawitacyjną stalową z dziurkami żeby się nie dostawał przez starą plastikową.
          W nocy szczur przegryza się bokiem przez świeży jeszcze cement. Zaglądamy do
          szachtu przez obudowę od góry i widzimy jego grupy ogon pod rurą kanalizacyjną
          ale nie możemy się do niego dostać. Na drugi dzień rozbieramy całą obudowę
          szachtu. Szczura nie ma. Łatamy cementem wszelkie możliwe dziury i szpary
          szachtu. Nie pomaga. Okazuje się, że nocą chodzi wewnątrz przewodu
          wentylacyjnego z okapu. Ojciec majstruje wyrafinowaną pułapkę. Na końcu
          przewodu bliżej okapu wkłada mięso, wycina kawałek przewodu i montuje w tym
          miejscu zrobiony przez siebie szyberek z blachą umożliwiającą zamknięcie
          przewodu. Pozostaje tylko czyhać na dziada. W noc lub dwie później szczur
          dobiera się do mięsa, ojciec zamyka szyberek i ma go. Wymontowuje fragment
          przewodu ze szczurem w środku i z taką tubą gna do najbliższej rzeczki tzw.
          Smródki gdzie pozbywa się rury wraz ze szczurem. Siedzi na brzegu jeszcze z pół
          godziny na wszelki wypadek gdyby szczur wykazał się zdolnościami Houdiniego.
          Ale szczur nie wypływa. Sprzątamy pobojowisko i osiągamy stan przedszczurowy
          (no kuchnia jest wysprzątana porządnie). To były ciekawe 2 tygodnie. A podobno
          niektórzy potrfią to zrobić zwykłą fujarką :). Podziwiam.
          • eeela Szczur 2 11.05.06, 12:08
            Warszawski blok z lat '70 rowniez. Poczatek moich studiow magisterskich i
            przeprowadzanie sie na wlasne smieci z rownie Smarkatym Partnerem (dalej: SP).
            Babcia moja - zlota kobieta - oddala mi swoje mieszkanie, ktore przedtem
            wynajmowala. Wietnamczykom (O nie, zaraz sie na mnie gromy posypia za rasizm i
            brak poprawnosci politycznej).
            Gdy weszlismy do mieszkania, ogarnela nas duchota i zatechle powietrze. Po
            krotkich ogledzinach diagnoza byla szybka - cale umeblowanie na smietnik,
            generalny remont. Sciany i meble byly pokryte przynajmniej centymetrowa warstwa
            starego tluszczu. Nie sprawilo to na nas jednak ogromnego wrazenia - zabawa w
            urzadzanie swojego pierwszego wlasnego kata zapowiadala sie przednio. Gdy jednak
            wychodzilismy, SP z wielka uciecha skierowal moja uwage na dywanik w
            przedpokoju. Lezal tam na wpol zasuszony szczur. Okazalam szereg typowych
            kobiecych zachowan, bo choc szczurow sie nie lekam, ale z truchlami miec do
            czynienia nie lubie, a SP zlapal toto za ogon i wymachiwal w moja strone (wiem,
            stukniety byl).
            Podczas nastepnych dni odkrycia byly jeszcze bardziej fascynujace. Przy
            wyrzucaniu mebli i zmienianiu sanitariatow odkrylismy trzy wielkie szczurze
            gniazda, zawierajace w sobie szczurze truchelka, odchody, pogryzione gazety,
            ogryzione kosci niezidentyfikowanych zwierzat i wszelkie tego typu ciekawostki.
            Kupilismy sobie zolte gumowe rekawice i ostre srodki dezynfekujace, i radzilismy
            sobie z tym sami. Jako ze bylismy ubogimi studentami i mielismy przed soba
            generalny remont mieszkania, na ekipie deratyzacyjno-dezynfekujacej trza bylo
            przyoszczedzic.
            Jedno wiedzialam juz wowczas - ze bede to wspominac do konca zycia i do konca
            zycia anegdoty o tym rozpowiadac wszem i wobec, jako i tu uczynilam.
            • griszah Re: Szczur 2 11.05.06, 12:23
              Tak trochę mogłaś się poczuć w mieszkaniu jak doktor Rieux :).
              Kurna - naprawdę nim machał trzymając za ogon? Miał fantazję :) - ułańską nie
              ma co.
              • eeela Re: Szczur 2 11.05.06, 12:26
                Dzieki Bogu, nie zlapalismy dzumy ani zadnej ptasiej grypy.
                Nie dosc, ze machal, ale jeszcze machal w moja strona straszac, ze nim we mnie
                rzuci. Rozumiesz mnie, ze nie mialam ochoty poczuc na swoim ciele na wpol
                ususzonego martwego szczura? :-)))
                • griszah Re: Szczur 2 11.05.06, 12:33
                  eeela napisała:

                  >Rozumiesz mnie, ze nie mialam ochoty poczuc na swoim ciele na wpol
                  >ususzonego martwego szczura? :-)))

                  A któż by chciał? Chyba, że jakiś nekroratofil :)
                  • kwiecienka1 Re: Szczur 2 11.05.06, 13:06
                    ad tematu szczura:
                    też mieliśmy :)
                    przeżyłam dwa dni skacząc ze stołka na stołek bo mnie Matka nastraszyła, że jak
                    tylko postawię nogę na ziemi to szczur natychmiast mnie capnie...
                    Ojciec próbował się go pozbyć na wiele sposobów, ale to już widocznie
                    rezydywista był...
                    na koniec skończyło się wpędzeniem szczura z powrotem do dziury, z której
                    wylazł i zaklajstrowanie jej cementem wzmocnionym potłuczoną szklanką i
                    czymśtam jeszcze
                    ogólnie szczury były problemem naszgo bloku tak długo, jak był zsyp, potem jak
                    ręką odjął :)))
                    pozdrawiam
                    Kwieciena i Traumatyczne Wspomnienia
                    • griszah Zsypy 11.05.06, 13:19
                      kwiecienka1 napisała:
                      > ogólnie szczury były problemem naszgo bloku tak długo, jak był zsyp, potem
                      >jak ręką odjął :)))

                      Oj tak. Taki zsyp to też jest źródłem niesamowitych atrakcji. W stary
                      mieszkaniu na Pradze z niego się lęgły prusaki, karaluchy czy inne tałatajstwo.
                      Co jakieś pół roku pukał do drzwi smutny pan z propozycją dezynsekcji
                      mieszkania. Czasami to pomagało czasami nie. Jak się nie zdecydowałeś to u
                      ciebie znajdowali azyl karalucho-emigranci od sąsiadów którzy zainwestowali w
                      dezynsekcję. I o dziwo w momencie kiedy urodził się Mateusz robaki znikły, mimo
                      że nie pryskaliśmy więcej z obawy o jego zdrowie. Śmiejemy się, że to jego
                      toksyczne pieluchy w koszu na śmieci je wystraszyły.
                      • staua Re: Zsypy 11.05.06, 16:47
                        Nie mieszkam w bloku, ani nie mam zsypu, ale mieszkam w kamienicy z przelomu XIX and XX wieku na
                        czwartym pietrze, bez windy, nie mam okapu, maz twierdzi, ze to na pewno nie byl szczur (male bylo).
                        Szczury sa w Bostonie na ulicach i w podziemiu, ale chyba nie wchodza do mieszkan (nastraszyliscie
                        mnie). Mieszkanie jest wynajete, wiec nie mozemy tak po prostu oderwac wszystkich
                        przymocowanych szafek kuchennych, musimy sie gimnastykowac. Do konca lata albo zdecydujemy sie
                        kupic to mieszkanie (myszy to argument przeciwko) i wtedy zobaczymy, co bylo w tej kuchni, bo nadaje
                        sie ona do remontu, albo kupimy inne, a z tego sie wyniesiemy.
                        W Rumunii, gdy Mihai mieszkal jeszcze w bloku, byl zsyp i szczury wielkosci kotow w bialy dzien
                        grasowaly przed wejsciem, pies sie za nimi uganial, ale pozostajac w bezpiecznej odleglosci. Strasznie
                        mnie to wtedy brzydzilo. W Warszawie owszem, mieszkalam w blokach (wiecie nawet, w ktorych), ale od
                        dawien dawna zsyp byl nieczynny (pamietam za to ere prusakow i mrowek faraona, jak jeszcze dzialal).
    • eeela Re: Co robiliscie dzisiaj? 10.05.06, 22:29
      Wstalam rano wczesnie i udalam sie na lekcje starego irysza. Bez sniadania, bom
      nazbyt spiaca byla. Potem zakupy - oprocz podstawowych produktow spozywczych pol
      litra lyskacza Blackbusha na duszy rozweselenie. Telefon do Mamy (ja, stara
      baba, nie zdzierze, jak sobie z nia przynajmniej raz na dwa dni nie pogadam).
      Szkolenie dla postgraduejtow bardzo durne, ale isc trzeba bylo, bo mnie
      rozliczaja z tego, ile w roku ich zrobilam, a oferta obfituje w skromna ilosc
      wartosciowych, a ogromna ilosc beznadziejnych szkolen. Tytul szkolenia:
      "uzywanie stron www w badaniach naukowych". Jeeezu.
      Po szkoleniu posilek - makaron z lososkiem i bazylia. Wlasnorecznie
      przygotowywany, tanie studenckie restauracje i stolowki produkuja rozgotowane
      mazie bez smaku, a nie stac mnie niestety, zeby codziennie sie w tych drozszych
      knajpach stolowac. Nastepnie wycieczka do banku i do Salaries Office (bo
      namieszali mi w wyplacie stypendium dwa miesiace temu i do tej pory nie potrafia
      naprostowac). A teraz siedze w biurze i koncze notatki z jednej ksiazki,
      zerkajac co chwila na forum. Mam pyszna grapefruitowa herbate. Ciezko mi nieco
      na duszy, bo jutro zaczynam pisac tekst, a uczucie przed pisaniem tekstu jest
      podobne temu przed wyrywaniem zeba albo pierwsza wizyta u ginekologa. Ych.

      I co? Myszy dalej harcuja?
    • brunosch Re: Co robiliscie dzisiaj? 10.05.06, 22:36
      1. Godzinne spóźnienie do pracy, bo nie dało rady podnieść się z pościeli. mam
      ptaka na liście obecności. Czniam na to, bo na codzień i tak przychodzę do
      Instytutu przed cieciem.
      2. osiem godzin strawionych nad Wielce Ważnymi Badaniami, co i tak psu w kiszkę.
      3. Uczeń nie przyszedł na korki, bo brata odwoził do okulisty
      4. lektura Polityki, bo mamy środę. Kilka świetnych artykułów w Pomocniku
      historycznym, dodatku do P.
      5. W obliczu wolnego popołudnia Pyffo i internet.
      6. zaraz spać, co jest moim marzeniem od wielu dni, hehehe.
    • ash3 Re: Co robiliscie dzisiaj? 10.05.06, 22:52
      Moja córeczka obudziła mnie jak zwykle wczesnie rano, nakarmiłam ja, po czym
      obie zasnęłysmy. Wstałam ok. ósmej, ona jeszcze spała do 8.30, więc zdążyłam
      umyć głowę i trochę sie przygotować do wyjścia. Ubrałam maluszka, znowu
      nakarmiłam, dobudziłam meża, zjadłam w wielkim pospiechu jajko na śniadanie,
      zapakowałam małą do wózka i pojechałysmy na szczepienie na 10. Wszystko poszło
      dość gładko i juz o 10.20 wyszłysmy z przychodni a ja zadzwoniłam do męza, że
      może ja odebrac. Dojechałysmy z powrotem pod dom, i już we trójke poszliśmy -
      oni w kierunku parku na spacer, ja na umówione spotkanie.
      Na dworcu byłyśmy już ok. 11.20. Tam o 12 miało się dobyć otwarcie wystawy
      fotogramów A. Bedyńskiej współorganizowane przez Fundację Rodzić po Ludzku.
      Przybyło kilka osób, w tym dwie pary z maleńkimi dziećmi.
      Wróciłam tramwajem do domu ok. 13, zrobiłam po drodze zakupy i odebrałam mała w
      dobrym stanie, po czym znów ja nakarmiłam i ubrałam nieco cieplej, bo okazało
      się, że dzień nie jest taki ciepły jak się zapowiadał. Przygotowałam obiad
      (duszone marchewka, cukinia, papryka, koperek z ryżem). Zjedlismy go razem a
      potem ok.15 wybrałysmy się we dwie na spacer a mąż do pracy.
      Mała szybko zasnęła i mogłam spokojnie usiaść na ławce i poczytać (zaczełam dziś
      polecane przez Stauę w watku warszawocentrycznym wspomnienia Jurgielewiczowej).
      Skwer wygląda pieknie o tej porze roku. Co za kontrast z gołymi drzewami,
      niewidocznymi trawnikami i płatami brudnego śniegu na chodniakch sprzed kilku
      zaledwie tygodni. Na trawie opalały się dwie starsze panie, obok przysiadła
      mloda kobieta (studentka?) tyłem do słonca.
      Przy pomniku Obrońców Getta jak co dzien stało kilka duzych autokarów ale - nie
      jak co dzień - trwały przez chwilę jakies proby mikrofonów (autobusy zasłaniały
      widok) a potem zaczeły się przemówienia po hebrajsku. Po chwili przypomniałam
      sobie, że zbliża się rocznica stłumienia Powstania w Getcie. Ponieważ Tereska
      przebudziła się postanowiłam podjechac bliżej i zobaczyć uroczystość. Przed
      pomnikiem stały grupy żołnierzy (?) do mikrofonów podchodzili ludzie. Ktos
      zaczął śpiewać. Rozpoznałam tylko jedno słowo "kadisz". Objechałyśmy pomnik i
      pojechałysmy do parku. Manewrowałam wózkiem by słonce nie wpadało do niego.
      W parku pełno ludzi i zapach bzu. Dziś pokazałam małej liscie bzu i chciałam
      pokazać kaczki, ale jakoś wszystkie się pochowały. Zresztą zaczęła marudzić,
      wiec (ok. 5) zdecydowałam się wrócić do domu.
      Wróciłysmy szybko, pod pomnikiem nie bylo juz ani ludzi ani autokarów. W drodze
      powrotnej zatrzymałam się przy zacienionej ławce i przeczytałam kilka stron
      ksiązki, a Tereska obserwowała ze swego wózka liście.
      Wróciłyśmy do domu, znów ją nakarmiłam, po czym zadzwonił mąż że będzie za 20
      minut i że wykapiemy ja gdy wróci. Tak się stało.
      Potem dość szybko zasnęła, a ja obejrzałam Fakty, myśląc częsciowo o tym co mam
      napisac później.
      Od tamtej pory siedzę przy komputerze, z przerwą na wyjscie do sklepu (przede
      wszystkim po papierosy...). Miły dzień. Dużo miłych drobnych rzeczy.
      • staua Re: Co robiliscie dzisiaj? 10.05.06, 23:23
        Bardzo jestem ciekawa, czy wspomnienia Jurgielewiczowej Ci sie spodobaja! Ja juz sie nastawiam na
        Twoja polecanke - ksiazke Marii Orwid.
    • braineater Re: Co robiliscie dzisiaj? 10.05.06, 23:04
      6: 20 - obudziłem sie jak codzień
      6: 25 wylazłem z łózka po wypaleniu paierosa numero uno
      do 7:30 wypaliłem kolejne 3 papierosy, wypiłem kawę, obmyłem moje grzeszne
      ciało, przodziałem je w odzież znalezioną w najbliższej okolicy i wsiadłem na
      rower
      8:03 zasiadłem przed kompem w pracy
      między 9:30 a 11: 30 zbierałem łomot od Promila w literaki
      o 12 skończyły mi sie fajki więc poszedłem do sklepu
      potem zacząłem czytac Podróz do kresu nocy, ale dzis to nie był dzień na te
      ksiązkę.
      Więc sobie popisałem bzdurki przez dwie godzinki
      o 14 pojawił sie pierwszy i ostatni klient, więc sprzedałem ksiązek za paręset
      złotych
      o do 16 snułem się po sieci
      znowu rower
      zakupy w markecie
      i dom
      pograłem chwilę w The Suffering
      pomiziałem się z zona powóconą wycieczki
      pospałem godzinę
      pogapiłem się bezmyślnie w tv
      i teraz sobie zapalę, skończę wino, poczytam coś, chyba jakiegos Billa
      Pronziego i pójde spać.
      tyle:)

      P:)
      • staua Re: Co robiliscie dzisiaj? 10.05.06, 23:22
        Budzisz sie samoczynnie o 6.20?
        Ja bym sie nie obudzila tyle czasu przed wyjsciem z domu, pol godziny przed wyjsciem to max.
        • formaprzetrwalnikowa Re: Co robiliscie dzisiaj? 10.05.06, 23:26
          ja sie budze o 6.20 - niekoniecznie samoczynnie, ale generalnie nie protestuje.
          samoczynnie i tak byłoby niewiele pozniej - o jakiejs 7.10. dłuzej nie moge -
          słonce mi przeszkadza.
          A tu nadchodzą białe noce!! juz sobie zakupiłam specjalną czarną maskę na
          oczy...
        • eeela Re: Co robiliscie dzisiaj? 10.05.06, 23:28
          Budzenie sie dwie godziny przed wyjsciem ma swoje piekne strony. Nienawidze sie
          spieszyc. Rano musze wziac prysznic, dokonac szeregu innych kobiecych czynnosci
          kosmetycznych (krem, makijaz, ukladanie wlosow), spokojnie zrobic i zjesc
          sniadanie, wypic kawe, zapalic papierosa, przeczytac przy tym kawalek gazety,
          pozastanawiac sie, w co sie ubiore. Pospiech (tak jak autocenzura ;-D ) zle
          wplywa na zdrowie.
          • staua Re: Co robiliscie dzisiaj? 11.05.06, 00:47
            Nie przecze :-) Tez bym tak chciala, ale jakos nie moge...
          • ash3 Re: Co robiliscie dzisiaj? 11.05.06, 09:26
            eeela napisała:

            > Budzenie sie dwie godziny przed wyjsciem ma swoje piekne strony. Nienawidze sie
            > spieszyc. Rano musze wziac prysznic, dokonac szeregu innych kobiecych czynnosci
            > kosmetycznych (krem, makijaz, ukladanie wlosow), spokojnie zrobic i zjesc
            > sniadanie, wypic kawe, zapalic papierosa, przeczytac przy tym kawalek gazety,
            > pozastanawiac sie, w co sie ubiore.

            Zgadzam się w pełni (to opis mojego poranka, z wyjątkiem papierosa, bo ja palę
            wyłącznie wieczorami i to sporadycznie) oraz "spokojnie", bo raczej to wszystko
            robię teraz zrywami. a wczoraj wrócilam się od drzwi, ponieważ przypomnialam
            sobie, że nie pomalowałam rzęs.
            • chihiro2 Re: Co robiliscie dzisiaj? 11.05.06, 10:45
              Ja mam tak samo. Budze sie o 6:30, wychodze dwie godziny pozniej. Musze miec
              pol godziny na zjedzenie sniadania i potem rozne kobiece sprawy, przeplatane
              czytaniem - bo ja lubie cos czytac, nawet od razu po wstaniu (obecnie czytam
              rano album Taschen o Egonie Schiele - bardzo ciekawy!).
              W zime wstawalam o 6:00 i szlam na silownie na 45 minut, ale to szlanestwo mi
              przeszlo. Teraz marze, by wstawac wczesniutko i isc o swicie na psacer po lesie
              (ale nie mam lasu w poblizu i o swicie wstawac nie dam rady - chyba ze moglabym
              nie pracowac).
              • staua Re: Co robiliscie dzisiaj? 11.05.06, 16:49
                Podziwiam, u mnie nawet nie ma problemy z budzeniem (budze sie jakies poltorej godziny przed
                wstaniem, ale z lenistwa (nie moge znalezc innego wytlumaczenia) tak leze i nie mam motywacji, zeby
                wstac, dopiero to pol godziny do wyjscia mnie motywuje.
        • braineater Re: Co robiliscie dzisiaj? 11.05.06, 12:56
          Samoczynnie ha ha...
          Po raz pierwszy w życiu pracuję 'na dzień', znaczy, że od 8 do 16, po latch
          pracowania w godzinach dziwnych ale raczej popołudniowo nocnych. I jak trzeci
          czy czwarty rok wciskam ludziom te ksiązki, tak jeszcze sie nie oswoilem z
          mysla porannego wstawania. To jest po prostu najgorszy odcinek dnia i musze
          miec zapas czasu na rozruch i doprowadzenie sie do jako takiej formy psycho-
          fizycznej, bym zdołał dojechac czy to tramwajem, czy rowerem do pracy. Bo
          obudzic to i tak obudze sie dopiero w okolicach 3 kawy, czyli tak mniej więcej
          teraz - 13:00
          A co gorsza, z nocnych prac mi zostało, że nie chodze spac wczesniej niż o
          2giej - tzn po prostu wieczorem najwięcej robię i czytam, więc mozesz łatwo
          zgadnąc czemu jestem wiecznie niewyspany:)

          P:)
          • staua Re: Co robiliscie dzisiaj? 11.05.06, 16:52
            Ja chodze spac o jedenastej-dwunastej, a wstaje miedzy siodma a osma, czyli spie duuuzo wiecej od
            Ciebie, a i tak jestem niewyspana... Bardzo ubolewam nad tym, ze tyle spie, ale nigdy nie bylam w
            stanie tego zmienic. Nawet na studiach.
            • chihiro2 Re: Co robiliscie dzisiaj? 12.05.06, 10:39
              Ja chodza spac miedzy dziesiata a jedenasta, wstaje o 6:30 i umieram czasem ze
              zmeczenia. Potrzebuje 8-9 godzin snu. Juz godzina mniej sprawia roznice. Inna
              kwestia, ze w przypadku, gdy wiem, ze caly dzien w pracy bede sie meczyc
              zmeczenie ogarnia mnie samo... W weekend moge spac mniej, a mam wiecej energii
              i entuzjazmu do zycia. (Coz, wszystko kreci sie wokol mojej zmiany pracy...)
    • karolino Re: Co robiliscie dzisiaj? 10.05.06, 23:29
      a nic ciekawego.

      pojechalam rowerkiem na seminarium, ustalilam date obrony. Wracajac do centrum
      spotkalam po drodze eks-chlopca wychodzacego z blizej nieznanym dziewczeciem ze
      sklepu bielizniarskiego. Pozniej wpadlam na Bardzo Niesamowita Osobe. BNO,
      spotykam w roznych punktach swego zycia, czysto przypadkiem. A ze z BNO nie
      mozna rozmawiac, tak po prostu o dyrdymalach, trza bylo rzucic wszelkie plany i
      roztrzasac problemy swiata tego (ostatnio 3 lata temu trwalo, to rowno non-stop
      od 14 do 3 nad rancem) Przy okazji, gdy bylismy tak zajeci konwersacja, dopadli
      nas chlopcy niebiescy wlepiajac mandaty za 100 zl (za alkoholu spozywanie w
      miejscu publicznym) Chlip, chlip moj pierwszy mandat w zyciu....

      Godzinke temu zakonczylam rozmowe z Francuzem studiujacym w Kownie.
      Przetransferowal mi Aston Villa i Babylon Circus. Teraz sobie siedze, pelnia
      ksiezyca i kontempluje nadeslane mi mjuzik...



    • kubissimo Re: Co robiliscie dzisiaj? 11.05.06, 02:19
      wstalem z poltoragodzinnym poslizgiem, ale do pracy spoznilem sie tylko 15
      minut (oklaski). niemniej tlumaczenie, ktore mialem przygototwac rano, robilem
      w tramwaju. w firmie odbebnilem co moje i juz w poludnie bylem wolny. wrocilem
      do domu, zjadlem sniadanie, polazilem po sieci, przygotowalem popoludniowe
      zajecia, wyjatkowo nie udalo mi sie uciac popoludniowej drzemki
      zjadlem obiad, pojechalem na popoludniowe zajecia. jedna z uczennic zrobila mi
      scene (bo to, ze ona czegos nie pamieta, to oczywiscie moja wina). po zajeciach
      pokrecilem sie po centrum w sposob niezorganizowany, przegladajac ksiazki w
      empiku i traffiku, jedzac lody w McD's i kupujac w Rossmanie nitke do
      czyszczenia zebow i plyn do plukania tychże. nie zdazylem do Smyka, gdzie
      chcialem kupic mojej malej myszy koszulki kibica :/
      lazenie po miescie bylo spowodowane tym, ze mialem juz zanabyty bilet na film w
      ramach Europejskiego Festiwalu Filmowego. Film nazywa sie "Eros" i sklada sie
      tzech nowelek w rezyserii: Antonioniego, Soderberga i Wong Kar Waia. dwa
      filmiki dobre, ale film Antonioniego to po prostu tragedia :/
      w ramach powrotu musialem wybrac miedzy dwoma autobusami. Decyzja byla sluszna,
      bo dzieki temu, ze pojechalem pod domu centrum, a nie na centralny wpadlem na
      kolezanke, ktora miala byc w Stanach, a okazalo sie, ze od roku siedzi w Polsce.
      powrot do domu nocnym w towarzystwie hordy wyjacej, ze PRZEZYJ TO SAM, LEGIA
      MISTRZA MA i takie rozne CE CE CEWUKA
      w domu walka z sennoscia i przygotowywanie testu dla dzieci na jutro rano.
      chwilka na skypie z wloskim przyjacielem , a teraz spac :)

      * * *

      podobal Ci sie film? (polski wspanialy tytul to "Milosc i smierc w Wenecji")
    • ash3 Forum 11.05.06, 09:23
      staua napisała:


      > cos upieke (mam ochote na bulgarski chlebek Babi z forum "Galeria potraw", ale
      > byc moze zajmuje
      > za duzo czasu,

      A swoją drogą to zastanowiłam się, jak wiele z takich codziennych naszych
      czynności "zahacza" o forum: a to sprawdzić przepis w Galerii Potraw (robię to
      dość często), a to wyszukać ksiazkę polecaną na TWA lub innym forum, a to
      sprawdzić coś dla kogos i odpisać na forum itp. Nie licząc czysto towarzyskiego
      "moczenia kija". Całkiem tego dużo.
      • staua Re: Forum 11.05.06, 16:49
        Tez zdalam sobie z tego sprawe piszac ten post - niesamowite.
    • eeela Re: Co robiliscie dzisiaj? 11.05.06, 11:43
      Fajny watek. Milo sie was podglada.
      Ciekawe, skad sie bierze ochota na podgladanie kawalkow cudzego zycia?
      Piszcie, piszcie, wydamy nastepna ksiazke w serii "Zycie codzinne" :-)
      • chihiro2 Re: Co robiliscie dzisiaj? 11.05.06, 11:49
        A czy wczorajszy dzien mozna jeszcze opisac, czy juz za pozno? Bo tytul
        brzmi: "Cop robiliscie dzisiaj?" - czy mam poczekac na koniec "dzisiaj"?
        • stella25b Re: Co robiliscie dzisiaj? 11.05.06, 11:51
          Ja czekam na koniec "dzisiaj" to pozniej streszcze bo wczoraj to mialam taki
          zapieprz, ze az trudno mi to wszystko opisac.
        • eeela Re: Co robiliscie dzisiaj? 11.05.06, 11:56
          Mysle, ze mozesz sobie wybrac, co chcesz :-)
    • kwiecienka1 Re: Co robiliscie dzisiaj? 11.05.06, 12:21
      co robiliście dzisiaj, czyli co robiłam wczoraj
      wstałam o 8, po treściwym jak zwykle śniadanku wzięłam prysznic, wydłużyłam
      tuszem rzęski, ubrałam się, spakowałam tonę książek & kserówek i wybiegłam z
      domu
      najpierw do centrum żeby w Rossmannie kupić golarkę (promocja była) a potem
      galopkiem na zajęcia na uczelni (nie spóźniłam się), potem na kolejne zajęcia,
      a potem na jeszcze kolejne
      w tak zwanym międzyczasie zjadłam obiad (kanapka z polędwicą, jabłko, wafelek)
      i rozbijając się autobusami po całej aglomeracji czytałam gazetę, poprawiałam
      minikolokwia & bezproduktywnie gapiłam się przez okno wkurzając się z powodu
      korków
      po zajęciach (o 18) wróciłam do domu mając nadzieję na godzinkę wolnego przed
      korkami...
      niestety, golarka nie działała tak jak powinna :(
      no więc: do centrum, do Rossmanna, zwrócić golarkę i biegusiem do domu na korki
      (nie spóźniłam się)
      wieczorem, po korkach, rzeźbiłam wypracowanie na dziesiejszy niemiecki i
      szukałam wymówek żeby nie wymyślać ćwiczeń na piątkową powtórkę (zjadłam późną
      kolację, upiekłam kurczaka na dzisiejszy obiad, pozmywałam i oglądałam TNVStyle)
      teraz siedzę przed kompem, czas leci a ja w pośpiechu wymyślam ćwiczenia na
      przedegzaminacyjną powtórkę, pije kawę i kombinuję (przy pomocy internetowego
      rozkładu jazdy) jak dojechać do pracy innymi niż zwykle autobusami (gdzie i do
      czego się przesiąść...)
      pozdrawiam
      Kwiecienka i Dzień Jak Co Dzień
    • nienietoperz Co robilem wczoraj? 11.05.06, 13:47
      Obudzilem sie o 8mej, mniej wiecej jak codziennie. Kilkanascie stron 'Jutro, w
      dzien bitwy o mnie mysl', potem do okna zobaczyc czy widok na morze (a raczej na
      mini pasek czegos na horyzoncie) nie zmienil sie specjalnie i marsz do kuchni
      robic sniadanie. Sniadanie z Radio4, Nntpzowa i (przed)wczorajsza gazeta, drobna
      proba opanowania papierow rozwalonych po domu poprzedniego dnia i siadam do
      wstukiwania w komputer wynikow wczesniejszych obliczen - znow iles godzin i
      kilkadziesiat pomazanych kartek zmienia sie w pol strony ostatecznego tekstu.
      Oprocz tego przygotowywanie wersji artykulu, ktory ukazal sie 2 lata temu w dosc
      anonimowych materialach konferencyjnych, a ostatnio spotkal sie z pewnym
      zainteresowaniem, do umieszczenia w sieci na publicznym serwerze.
      Kolo 10.30 punkt programu dosc niezwykly, to znaczy rowerem do miasta (zwykle
      jest rowerem prosto na uczelnie). Odebralismy wspolnie zdjecia, potem ugrzazlem
      w sklepie muzycznym i wyszedlem po pol godzinie z dwoma plytami (The Strokes i
      Sonic Youth - druga plyta od dawna mnie interesujaca, okazala sie rewelacyjna).
      Jeszcze tylko krotka wizyta w miejskiej bibliotece - znow wypozyczona tylko
      muzyka (Eels i Devendra Banhart), kolejka ksiazek jest juz stanowczo za dluga, a
      jeszcze lada chwila ma przyjsc zamowienie z Amazona.
      Potem juz pedalowanie do pracy (12.00), szybkie przerzucenie maili i
      zorientowanie sie, ze efekty pracy porannej zostaly w domu: :@*!
      W zwiazku z tym znow wstukuje cos innego. Kolo 15.30 przerwa na herbate, o 16
      seminarium w wykonaniu Rosjanina z Izraela - bardzo ciekawe rzeczy, ale duzo
      czasu zabralo mi przyzwyczajenie sie do glosnego i dosc ostrego stylu mowienia.

      Potem problemik postawiony przez jednego z kolegow, i wreszcie zaczynam troche
      myslec tworczo o matematyce. Nic z tego rzecz jasna nie wynika, kolo 18.30
      spotkanie z szefem i z odwiedzajacym profesorem w celu ustalenia co i jak dalej
      probujemy zrobic. Widac wyraznie, ze kazdy z nas ma inne pomysly na strone
      organizacyjna; moja przewaga polega po czesci na tym, ze cos juz do tego
      projektu zrobilem. W koncu cos sie udaje uzgodnic, wracam wiec do biura i zerkam
      na siec - okazuje sie, ze pojawily sie znow bilety na koncert Radiohead w piatek
      w Blackpool. Kupuje pod wplywem impulsu, dluzsze zastanowienie mogloby
      podpowiedziec, ze nie ma jak stamtad w nocy wrocic, i pewnie czeka nas albo noc
      na plazy/dworcu, albo nocne kilkadziesiat km rowerami, albo - oby - znalezienie
      jakichs uzytecznych znajomych.

      O 21 telefon do domu, ze juz wracam, i pol godziny pozniej obiad(?) naszykowany
      przez nieoceniona Nntpzowa. O 22 ogladamy jednym okiem 'Desperate Housewives',
      potem jeszcze czytam pewne opowiadanie o licznych zeszytach i po nieudanych
      probach zrozumienia czegos z jednej pracy, laduje w lozku. Finito.

      Wasz
      nntpz
      • griszah Re: Co robilem wczoraj? 11.05.06, 14:48
        nienietoperz napisał:

        > Potem problemik postawiony przez jednego z kolegow, i wreszcie zaczynam troche
        > myslec tworczo o matematyce. Nic z tego rzecz jasna nie wynika, kolo 18.30
        > spotkanie z szefem i z odwiedzajacym profesorem w celu ustalenia co i jak
        dalej
        > probujemy zrobic. Widac wyraznie, ze kazdy z nas ma inne pomysly na strone
        > organizacyjna; moja przewaga polega po czesci na tym, ze cos juz do tego
        > projektu zrobilem. W koncu cos sie udaje uzgodnic,

        Właśnie kończę czytać autobiografię A. Krzywickiego „Diabelski młyn”. Podobno
        to jakiś znany na świecie fizyk teoretyczny. Wziąłem się za nią z nadzieją, że
        przybliży mi trochę świat naukowców i ich pracę. Trochę się zawiodłem bo choć
        pełno w niej ciekawych anegdotek o spotkanych przez niego wybitnych ludziach
        (np. o Feynmanie) (a Ty spotkałeś tego "Zeszytowego" Conroya) to o samej pracy
        jako takiej mało – i nie chodzi o szczegóły bo pewnie są bardzo hermetyczne dla
        laika ale o atmosferę, wybieranie tematyki, metodykę pracy. Mam bowiem blade
        wyobrażenie o tym jak praca naukowca-teoretyka wygląda (pewnie
        skrzyżowanie „Myśliciela” Rodina z Pomysłowym Dobromirem :)). Przecież nie
        codziennie pęka Wielkie Twierdzenie Fermata. Znasz może jakieś książki na ten
        temat ale takie by mnie nie przytłoczyły wiedzą ściśle naukową?
        Pozdrawiam.
        • mamarcela Krzywiccy 11.05.06, 14:54
          o popatrz też niedawno skonczyłam jako jedyna nowość w pakiecie pamiętników
          wszystkich Krzywickich (także gorszycielek) oraz książki (pamietanej z
          nastolęctwa) Wichura i trzciny, a mowiącej w wersji zbeletryzowanej o chorobie
          Andrzeja Krzywickiego.
          Nie rozczarowałam się tak bardzo jak Ty, bo czego innego szukałam :-)
          pozdrawiam
          • griszah Re: Krzywiccy 11.05.06, 15:04
            Trochę się zawiodłem (z powodów, o których pisałem) ale nie żałuję, że
            czytałem. Ciekawa była ewolucja jego poglądów społecznych no i walka z chorobą.
            Mój tata chorował na polio w młodości (podobno mało nie umarł) ale nie
            wiedziałem jak to wszystko przebiegało. Jakoś dotychczas nie pytałem.A teraz
            trochę wiem.
        • nienietoperz Re: Co robilem wczoraj? 11.05.06, 15:09
          Klasyczna lektura na wspomniany przez Ciebie temat jest ksiazka niejakiego
          G.H.Hardy'ego pt.'Apologia matematyka'. Punkt widzenia ma nieco skrzywiony w
          zwiazku z tym, ze
          a) Hardy byl matematykiem wielkiej klasy, jego praca od pracy zuczkow typu
          nienietoperzowego raczej sie rozni
          b) minelo pare lat od jej napisania - jak ogolnie wiadomo, zycie matematyka na
          poczatku XX wieku w Anglii wygladalo tak: poranna praca, kolo poludnia napisanie
          listu do Littlewooda (jesli mialo sie na nazwisko Hardy) albo do Hardy'ego
          (jesli mialo sie na nazwisko Littlewood), i od 13 mozna bylo spokojnie ogladac
          krykieta.

          Niemniej jednak wciaz warto ja przeczytac; skutecznie rozprawia sie z mitami o
          glebokim naukowym powolaniu, nie ujmujac przy tym nic z uroku pracy naukowej.


          Uklony,
          nn
        • staua Re: Co robilem wczoraj? 11.05.06, 16:55
          A czytales ksiazke o Stanislawie Ulamie, wydana kiedys w czarnej serii Proszynskiego? Mnie przyblizyla
          klimaty polskiej lwowskiej szkoly matematyki... Bardzo ciekawa.
          • griszah Re: Co robilem wczoraj? 12.05.06, 09:18
            Nie - nie czytałem. Dzięki za wskazówki (Nienietoperzowi też). Poszukam tych
            książek tylko nie wiem czy są w ogóle jeszcze osiągalne.
            Pozdrawiam.
    • broch Re: Co robiliscie dzisiaj? 11.05.06, 14:33
      w pracy jestem od 4-tej rano. Mam nadzieje ze do piatej po poludniu skoncze.
      Potem tylko dwie godziny jazdy i jestem w domu. Najgorsze te dwie godzinu jazdy
      (~50km). W przerwach (inkubacje) czytam: Klima - My merry mornings (fajne), lub
      siedze przy kompie (np teraz) gdy cos sie wiruje. Z niecierpliwoscia czekam na
      8am zeby sobie kawe kupic, moze latte. Bede sie zastanawial.
      A moze pamiec do kompa kupie? Zdechlo mi 512MB, na razie nie szkodzi bo zostalo
      2.5GB ale chce aby bylo dual.
      oo, wirowanie sie skonczylo..
      • staua Re: Co robiliscie dzisiaj? 11.05.06, 16:57
        Czwarta... Bylabym nieprzytomna - jak czasem musze przyjsc o szostej rano, zeby cos nastawic, to jest
        to max. wysilek dla mnie. Juz latwiej mi zostac do poznego wieczora.

        Poza tym przeczytwaszy wszystkie posty ucieszylam sie, ze chociaz Kwiecienka i Nienietoperz wstaja o
        podobnej porze, jak ja :-)
    • kwiecienka1 Re: Co robiliscie dzisiaj? 11.05.06, 21:32
      :-)
      zazwyczaj zawijam do domu w okolicach 21
      spać idę w okolicach 1-2
      fizycznie nie daję rady wstawać wcześniej niż o 8 nad ranem
      no, chyba, że mam zjazd w Krakowie, wtedy zaczynam wstawać już od 5:45...
      pozdrawiam
      Kwiecienka przy Obiadokolacji

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka