Dodaj do ulubionych

sezon ogórkowy

03.07.06, 13:30
Wątek na krótkie makabryczne opowiadanka wasze dotyczące jak w temacie.
opowiadanka naprawdę krótkie kilka kilkanascie zdań.

Wątek uważa sie za otwarty
Obserwuj wątek
    • obly "sezon ogórkowy" 03.07.06, 13:45
      szedł cichutko, skradał sie, stopa za stopą, miesiste sitowie w którym skrył
      swój skorodowany niepotrzebnymi myslami łeb jęczało pieszczotliwie jak dosadny
      orgazm trzydziestolatki. każdy szept, wprawiał go w pewnego rodzaju odrętwienie
      i dopiero rozkodowanie szmerów i parcelacja ich bezzębnych ciagów dalszych
      powodowała rozluźnenie mięśni i kolejny krok naprzód. a moze w tyl. sam nie
      wiedział czy cofa sie już czy w bok idzie czy może po prsotu kula mu się obraca
      pod stopami, poddał sierytmowi tej łąki. niepozonie coś pisneło, tak
      maluczkowato, tak wieśniacko i flanelowo jakby kłębek wełny spadł na dywan.
      miękkie pulchne pac. ale on wiedział ze to juz koniec poszukiwań, usmiechnał
      się, podniósł nóż i rzucił się w kierunku tarzajacego się w odchodach krowich
      ogórka. ogórka spryciulka, który w ten sposób chciał przeżyć kolejny sezon
      ogórkowy na tej łące bez dna, nieba i piekła...
      rozorał mu najpierw ogonek by wbić pieścia miąższ w glebę, i rozciał wnętrze
      wraz z rozoraniem niebiańskiego spokoju swoim rykiem zwycięstwa. ogórek resztem
      tchu worał mu się w udo, ostatnim rzutem, i ostatnim tchem wpluł do krwioobiegu
      resztke pestek..
      za rok kolejny zeson ogórkowy

    • 3promile Re: sezon ogórkowy 03.07.06, 13:45
      - Najpierw trzeba przywiązać główkę do klamki.
      - Zwariowałeś, zboczeńcu?
      - Naprawdę, wtedy łatwiej skóra schodzi.
      - Ależ on śliski, może sam przywiąż.
      - Daj sznurowadło, ten sznurek może być za słaby... ooo, teraz będzie się
      trzymał. Ściągaj.
      - Nie mogę, wyślizguje się z rąk. Sam spróbuj.
      - O w mordę, ale się trzyma. Daj kombinerki.
      - Kombinerkami???
      - Dawaj, mówię, nie będziemy się z nim cackać!
      - O, zaczyna schodzić! Aż mnie ręce bolą
      - Uff...









      I w ten oto sposób wspólnymi siłami udało nam się w końcu odskórzyć węgorza ;)
    • braineater Tribute to K.I.G. 03.07.06, 13:56
      Dlaczego ogórek nie śpiewa?
      Stawia pytanie Poeta.
      Przed śpiewem jakaś obawa
      wstrzymuje naszego kokieta?

      Jeśli ogórek nie śpiewa,
      czy znak to, że czegos sie boi?
      czy też po prostu warzywo
      nie ma ochoty ni woli?

      Pragnie ku niebu wznieść się kantatą
      A tu już dzieci z wyrzutem: Oj, tato,
      nie jesteś Krzysztofem Krawczykiem;
      I żona ucieka gdzieś z krzykiem.

      Ogórek więc, zielony i długi
      samotnie ćwiczy sonaty i fugi
      A rodzinę wyrodną karząc za fanaberie
      oddał wrogom - zrobia z nich mizerię.

      I tak Sinobrody ogórek
      śpiewać już może do woli
      Ot, czasem dziecka wspomni
      ale już pień się nie boi.

      P:)
    • obly Re: sezon ogórkowy 03.07.06, 14:50
      Był sierpniowy poranek, w oddali blyskały kopuły katedry wzywajacej na poranną
      jutrznię. Ogórek wyskoczył z rąk zakonnicy z jadącego samochodu na pole żyta,
      przekoziołkował kilka razy, aż zatrzymał sie na tablicy "uwaga wysokie
      napięcie" z tym zę on uderzył bardzo nisko. i napięcia nie wytrzymał. rozsypał
      się niebożątko na czternaście stron świata. w ostatniej chwili pomyslał. i tak
      lepsze to
      niż pochwa....

    • obly Re: sezon ogórkowy 03.07.06, 14:57
      albin mechaciał, mechaciał od strony podniebienia, worek pod oczami przestał mu
      się szamotac, widać kotki juz sie potopiły, we łzach. a albin potrafił płakać
      jak nikt. płącz zaczynał od zapachu. roznosił woń deszczu majowego startego ze
      starym mydłem i słonego zapachu łojotoku. potem łapał się za swoje łydki
      oburącz i mając jednoczesnie przykurcz tricepsa drgał ekstatycznie. wyciete
      żebra już dawno przerobione na pałeczki do ryżu smętnie sterczaly w zmywarce,
      albert juz zmechacony maksymalnie że aż garderoba nitka po nitce zaczynała
      odpadać. od skroni odpadały sztuczne brwi a szminka rozmazywała mu sie na
      poziomie jego własnych ud. udało się warknał i złapał lubieżnie ustami za
      sterczącego ogórka...
      i zaczął płakac...
      jak on łkał...
      boże
      jak on
      łkał
    • 8macek Re: sezon ogórkowy 03.07.06, 15:23
      --smolim was fszyskich krucha - pomyślał,cytując (nieco znudzony swoimi
      myślami) nieznaną,aczkolwiek zajebistą myśl usłyszaną kiedyś z ust wojtka
      manna,przerabiając oczywiście "wszystkich" na klasyczne "fszyskich".
      ...i dupa f krate,niech bedzie moja strata-to była jego ostatnia myśl (gópia
      jak zafsze) zanim przekroczył próg.

      -dziędobry panu - z idiotyczną uprzejmośćcią i gópim akcentem siloncym sie na
      poprawnom polszczyzne ruda pipencja (jej matka jak boga kocham ładniejsza jest)
      przywitała go jak zwykle z kurewskim uśmiechem na twarzy mówiącym:"w każdej
      chwili mogę ci zafundować loda";uśmiech zresztą odziedziczyła po matce,ale
      matka przynajmniej nie poprzestawała li tylko na uśmiechu...
      -dzień dobry,to co zwykle-powiedział znudzonym jak zwykle głosem,miał
      abonament,więc mógł sobie pozwolic na ostentacyjne eksponowanie znudzenia.
      -dawno pan nas nie odwiedzał hehehe -ironia w jej głosie była aż nazbyt
      wyczuwalna.
      --ty rudy kurwiszonie...!!! - pomyślał,ale nic nie powiedział bo po co?!
      -no to co,proszę się rozebrać;krawat zdecydowanie proszę zdjąć,wygodnie niech
      pan usiądzie...
      znał na pamięć te kurewskie teksty i miał zasadę-nigdy nie prowadził
      konwersacji przed,a w trakcie tym bardziej!
      czyli co,jak zwykle,tak?!-zapytała już rutynowo i sadystycznie wręcz
      eche-odpowiedział już nieco poddenerwowany

      no to zobaczmy co my tu mamy-zapytała retorycznie...




      KURWA JAK JA NIE LUBIĘ DENTYSTEK!!!
    • mamarcela Re: sezon ogórkowy 03.07.06, 16:11
      Pewnego dnia gdzieś tak na początku lipca zniknął syn. Wieczorem jeszcze był, a
      rano ani śladu. A potem i żona, i córka zaczęły się dziwnie zachowywać. Tak
      jakby miały przed nim jakąś tajemnicę. Układały jakieś stosy, pakowały jakieś
      rzeczy, szeptały ze sobą po kątach. Już już miał się zapytać żony, o co chodzi
      i gdzie się podział jego pierworodny, gdy nagle okazało się, że żona też
      znikła. Szukał jej w sypialni, w kuchni, w łazience, a kiedy w końcu
      postanowił dowiedzieć się czegoś od córki, odkrył, że jej pokój jest pusty. Psa
      też nie było. Na próżno gwizdał, nawoływał, obiecywał spacer i smakołyki. Nic.
      W biurze koledzy patrzyli na niego dziwnie. Przy jego biurku siedział Kowalski
      i udawał, że coś robi. „A ty co?” – zapytał szef. – Przecież ciebie tu nie
      powinno być.”
      Szedł do domu zmęczonymi upałem pustymi ulicami. Ludzi było podejrzanie mało.
      Zdecydowanie mniej niż zwykle. Wieczorem okazało się, że w domu nie ma nic do
      jedzenia. Sklep na rogu był zamknięty na wielką metalowa sztabę i odpowiednich
      rozmiarów kłódkę. Na drzwiach wisiała jakaś kartka, ale litery zblakły od
      słońca. Co jest? – pomyślał po raz pierwszy z niepokojem i chyba nawet
      wypowiedział te słowa głośno, bo siedzący na murku pod zamkniętą na głucho
      administracją przydrożny pijak wyraźnie mu odpowiedział: „Czego marudzisz,
      człowieku, sezon ogórkowy. Jak co roku.”
      „Sezon ogórkowy?” – powtarzał w duchu, idąc po rozpalonej klatce schodowej, a
      potem wchodząc do pozbawionego powietrza mieszkanie. Usiadł na pokrytym grubą
      warstwą letniego kurzu taborecie kuchennym. Nic nie rozumiał.
      I wtedy zauważył, że w stojącym na parapecie wielkim kamionkowym garnku
      zakwitły kiszone ogórki.
    • skajstop Dramat ogrodowy w dwóch aktach 03.07.06, 16:34
      Nie pamiętał, kiedy się ocknął. W pewnej chwili po prostu już wiedział, że JEST
      i myśli.
      Leżał na gołej ziemi, wilgotnej od porannej rosy, przykryty liśćmi.
      Próbował powstać - i wtedy odkrył, że coś go trzyma, jakieś elastyczne zielone
      pęta, które nie dawały się zerwać!
      Zamarł więc w bezruchu, zastanawiając się, co tu robi i jak się wyrwać z matni.
      Nagle ponad jego głową rozległ się szelest rozgarnianych liści, oślepiło go
      ostre słoneczne światło. Poczuł straszliwy ból w boku. Coś próbowało się dostać
      do jego gniazda nasiennego...
      "Zaraz, jakie gniazdo?" - pomyślał przerażony. - Nigdy nie miałem żadnego
      gniazda, ani tym bardziej nasion!!!
      Wielki, przerażający, brązowy potwór przeciął tę ostatnią myśl, gryząc, żrąc,
      pożerając...

      x x x

      Kilka dni później z psiej kupy nieopodal ścieżki wyjrzała mała roślinka o
      słabych listkach. Rozejrzała się i westchnęła:
      - Dziwny jest ten świat...
    • agni_me Re: sezon ogórkowy 03.07.06, 21:13
      Nie był taki zły. Co prawda bekał po jedzeniu, domagał się obsługiwania, czasem
      zakładał nieświeże skarpetki, ale naprawdę nie był zły. Przepuszczał w
      drzwiach, całował w rękę i przynosił kwiatki. I tylko to zepsute jedzenie.
      Dobrze, że sam je robił. Nie zmuszał jej ani do jedzenia, ani przygotowania.

      Nie do uwierzenia co on jadł. Takich świństw nie spotkała nigdzie. Teraz też
      przyniósł ogórki nie takie prawdziwe, o równej ciemnozielonej skórce, gładkie i
      jędrne, jakie cywilizowani ludzie zwykli jadać, tylko małe pokurcze, o skórce,
      której powierzchnia przypominała elewacje domu starej Jane, nawet kolor
      podobny. Gdzie w Bournemouth znalazł takie ogórki? Nagle zrozumiała jego
      wycieczki, dziką radość kiedy odkrył wielkie liście, takie trochę łopianowe
      (twierdził, że to liście chrzanu) i czemu oskubał z listków wiśnię u Mary i jej
      Hindusa. Zastanawiała się czy i ona nie powinna postarać się o Hindusa, bo ci
      Polacy są naprawdę dziwni, choć może to przypadłość robotników budowlanych
      jedynie? Jej Polak twierdził, że skończył studia, ale oni wszyscy tak mówią.
      Jak można mając wyższe wykształcenie kupić zamiast drobnego zielonego kopru
      taki przerośnięty, który wygląda jak przesuszone zielsko?

      Otarł z czoła pot ubrudzonymi czarną ziemią rękami. Jak dobrze, że są jeszcze w
      tej cholernej Anglii warzywniki, nie te wodne uprawy. Z miłością patrzył na
      płożące się liście, czepliwe liście i drobnozółte kwiaty. Ciekawe - pomyślał -
      jak będą smakowały te, które wyrosną już z ziemi użyźnionej ciałem jego
      Angielki. Niech rosną szybko. Teraz już nikt nie wywali mu małosolnych.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka