Dodaj do ulubionych

ciekawe rozmowy

16.08.06, 10:10
Rz: Czego pan tak naprawdę szuka w kosmosie?

Aleksander Wolszczan: Drogi w nieznane. Moja praca to jest otwieranie drzwi i
zaglądanie za nie, potem za następne i tak dalej.

Myśli pan o Bogu, gdy patrzy pan w niebo?

Nie. Tak długo, jak długo metoda naukowa jest wystarczająca, żeby
zinterpretować to, co się widzi, nie ma takiej potrzeby. Oczywiście jeśli
kiedyś dotarlibyśmy do granic, poza którymi nauka zawodzi, to można zacząć
myśleć o tym, czy gdzieś dalej zaczyna się Bóg, który potrafi to wszystko,
czego my nie potrafimy. Jest taka możliwość, ale jeśli w ogóle istnieje
granica naukowego poznania, to jesteśmy od niej jeszcze bardzo daleko. Teza,
że nauka osiągnęła już kres swoich możliwości, to kompletna bzdura.

Jak pan ocenia procentowo, ile wiemy na temat wszechświata? Tak intuicyjnie.

Zero procent. Wiem, że nic nie wiem.

A nie przeraża pana ta pustka? Gdy patrzy pan w niebo, nie boi się pan czasem?

Wręcz przeciwnie! Mam nadzieję, że kiedyś uda nam się wyrwać z oków
ograniczeń, które narzuciła nam natura człowieka. Chciałbym zajrzeć za tę
kurtynę, za ścianę tego więzienia, w którym siedzimy. Odczuwam to jako
więzienie, np. kiedy patrzę na startujący prom kosmiczny, dla mnie jest to jak
agonia, ta wściekła, rozpaczliwa walka z grawitacją, która w większości
wypadków kończy się sukcesem, ale czasem nie i pojazd spada, dochodzi do
tragedii...

Głosi pan tezę, że dojdzie kiedyś do sytuacji, w której na Ziemi nie da się
już żyć i ludzkość będzie musiała się gdzieś przenieść.

Patrzę na to bardziej ogólnie. To, co panowie mówią, to prosta powtórka
ekspansji człowieka na Ziemi, z kolonizacji Dzikiego Zachodu. Oczywiście taka
ekspansja może kiedyś mieć miejsce, ale ważniejsze jest pytanie o nasz
prawdziwy związek z kosmosem. Wiadomo, że jesteśmy jego integralną częścią, w
sensie chemicznym jesteśmy jakąś tam odnogą ewolucji wszechświata. Ale
pytanie, które mnie nurtuje, brzmi: czy jesteśmy tak silnie zamknięci w tej
niszy, którą stworzyła dla nas natura, że absolutnie nie potrafimy się poza
nią wydostać? Czy też będziemy w stanie zintegrować się z kosmosem, żyć w nim
pełniejszym życiem. Być może uda nam się wejść do rzeczywistości, która jest
znacznie bogatsza i pełniejsza od tej, w której jesteśmy zamknięci jak w
złotej klatce.

Kiedy człowiek będzie mógł wyprowadzić się, uciec z Ziemi? Czy to perspektywa
kilkuset, czy kilkuset tysięcy lat?

Trudno powiedzieć, dlatego że rozwój technologii kosmicznej następuje w
ostatnich latach bardzo wolno. Jest on ograniczony krótkoterminowymi celami
politycznymi...

Najczęściej związanymi z wojskiem...

Oczywiście. Tak było ze Sputnikiem i lądowaniem na Księżycu, tak było z
promami kosmicznymi i tak jest teraz z planem powrotu na Księżyc i
wystrzeliwaniem Chińczyków na orbitę. To wszystko to polityka i militaryzm. Na
szczęście, podejmowane są nieśmiałe próby wejścia cywilów do tego procesu.
Bogaci ludzie, którzy mają wizję i mnóstwo pieniędzy.

Cała nadzieja w wolnym rynku?

Pamiętajmy też, że wielu z tych milionerów ma motywacje idealistyczne, oni po
prostu chcą być odkrywcami kosmosu. Mnie to się bardzo podoba, bo wyrywa
badania kosmiczne z ograniczeń politycznych i militarnych. Tak - wolny rynek w
kosmosie ma sens.

Pojawiają się informacje o wykorzystaniu surowców na Księżycu - czyli pojawia
się motywacja ekonomiczna podboju kosmosu.

Z całą pewnością aspekt ekonomiczny również w tym jest. I mam nadzieję, że
będzie on w przyszłości przeważał. Ale na razie to jednak przede wszystkim
chęć trzymania ręki na wszystkim. A najlepiej to robić z przestrzeni kosmicznej.

Gdyby było wolne miejsce na pokładzie statku kosmicznego, poleciałby pan?

Pewnie, że tak. To stawia ludzką perspektywę na głowie.

Gotów byłby pan zaryzykować wszystko, wsiąść do statku kosmicznego jak piloci
z "Odysei kosmicznej 2001" Kubricka i... zobaczyć, co będzie dalej?

Musiałbym ponegocjować z rodziną, ale bardzo mnie taka perspektywa nęci.
Zresztą drugi film na podstawie Artura C. Clarke'a "Odyseja kosmiczna 2010"
mogę oglądać w kółko. To według mnie jeden z najlepszych obrazów science
fiction. Widowiskowość miesza się tu z nauką do tego stopnia, że wykładam
studentom ilustracje technologii kosmicznej w przyszłości na podstawie tego filmu.

Co pan sądzi na temat tezy o istnieniu tzw. drugiej Ziemi, czyli planety o
podobnej masie jak nasza, która krążyłaby wokół gwiazdy podobnej do Słońca?

Druga Ziemia to jest hasło marketingowe, dlatego z taką lubością się je
stosuje. Ale oczywiście nie chodzi o to, żeby znaleźć dokładną kopię Ziemi.
Szukamy planet, które mają podobną masę i krążą po podobnej orbicie, co my,
czyli o znalezienie czegoś, co choć w zarysach przypominałoby nasz Układ
Słoneczny. Na razie niczego takiego nie znaleźliśmy, wręcz przeciwnie - nasze
największe zaskoczenie budzi fakt, że wszystko, co znajdujemy, nie jest do nas
podobne. To oczywiście nie musi świadczyć, że jesteśmy jakimś unikatem w
kosmosie, ale po prostu o naszych ograniczeniach technicznych.

Co trzeba zrobić, żeby taką drugą Ziemię znaleźć? Jaką techniką dysponować?

Właściwie mamy już to, co jest potrzebne. Generalnie chodzi o to, żeby wynieść
poza atmosferę ziemską instrumenty, które będą miały dostateczną ostrość
widzenia. Jak dobrze pójdzie, za dziesięć lat pierwszy taki instrument poleci
i wtedy będziemy mogli stwierdzić ponad wszelką wątpliwość, czy planety takie
jak Ziemia są przynajmniej tak często spotykane w kosmosie jak gazowe
olbrzymy, które odkrywa się obecnie. Mówię o tym dość szczegółowo, bo sam
jestem w tym projekcie, jest tu "polska pieczątka". Projekt nazywa się SIM i
polega z grubsza na badaniu około 140 gwiazd podobnych do naszego Słońca.
Jeśli po przeszukaniu tych 140 gwiazd okaże się, że w ich okolicach nie ma
żadnej planety przypominającej Ziemię, będzie to bardzo istotny wynik
statystyczny. Po prostu będziemy mogli stwierdzić z dużą dozą pewności, że
jesteśmy unikalni w kosmosie. Natomiast jeśli na 140 gwiazd wokół dziesięciu
odkryjemy układy podobne do Układu Słonecznego, to zacznie się zupełnie inna
zabawa.

To znaczy?

Wtedy zacznie się badanie atmosfer planet tych gwiazd i poszukiwanie tzw.
biomarkerów, czyli związków, które towarzyszą takiemu życiu, jakie znamy na
Ziemi, tlenu, metanu itd.

Jak się właściwie odkrywa planetę?

Przede wszystkim trzeba chcieć. A od strony technicznej to jest trochę tak,
jak próbować odkryć świetlika blisko olbrzymiej jarzeniówki.

Patrzy pan przez teleskop i czeka, aż coś się wydarzy?

Nie, szkoda czasu, nikt tak nie robi. Komputer rejestruje dane uzyskane z
radioteleskopu i je przetwarza, a my właściwie patrzymy już na wyniki.
Oczywiście komputer analizuje to wszystko według recepty podanej przez astronoma.

To znaczy, że odkrycie planety polega w tej chwili na napisaniu dobrego
programu komputerowego?

Przede wszystkim na skierowaniu teleskopu we właściwym kierunku.

A co to znaczy "we właściwym kierunku"?

Niekiedy to jest szukanie igły w stogu siana. Wybiera człowiek jakiś obszar
nieba i przegląda go systematycznie kawałek po kawałku. Te poszukiwania, o
których wcześniej mówiliśmy, koncentrują się na gwiazdach podobnych do Słońca,
których położenie znamy. Mamy katalog gwiazd, dokładnie wiemy, gdzie one są, i
cały problem polega na tym, żeby mieć dobry teleskop i metodę.

A czy można po prostu skierować w niebo teleskop... i zobaczyć?

Bezpośrednie odkrycie planety, czyli takiego malutkiego świetlika, jeszcze nie
jest możliwe. Jakoś trzeba zablokować światło gwiazdy, żeby go zobaczyć.
Próbuje się to robić, ale w praktyce jeszcze nie jest to sprawdzona metoda.
Teraz robi się to nieco inaczej, wykorzystując oddziaływanie grawitacyjne
planety i gwiazdy. Planeta krążąca wokół gwiazdy ciągnie ją tam i z powrotem.
Efekt jest taki, że nie tylko planeta krąży wokół gwiazdy, ale gwiazda również
krąży wokół wspólnego środka masy tego układu. A więc obserwuje
Obserwuj wątek
    • itek1 Re: ciekawe rozmowy 16.08.06, 10:13
      cz.2
      A czy można po prostu skierować w niebo teleskop... i zobaczyć?

      Bezpośrednie odkrycie planety, czyli takiego malutkiego świetlika, jeszcze nie
      jest możliwe. Jakoś trzeba zablokować światło gwiazdy, żeby go zobaczyć. Próbuje
      się to robić, ale w praktyce jeszcze nie jest to sprawdzona metoda. Teraz robi
      się to nieco inaczej, wykorzystując oddziaływanie grawitacyjne planety i
      gwiazdy. Planeta krążąca wokół gwiazdy ciągnie ją tam i z powrotem. Efekt jest
      taki, że nie tylko planeta krąży wokół gwiazdy, ale gwiazda również krąży wokół
      wspólnego środka masy tego układu. A więc obserwujemy gwiazdy i jeśli któraś
      "zatacza się" w przestrzeni, to jest szansa, że obok niej istnieje planeta. Mało
      tego - możemy z tych danych wyczytać, jak duża jest ta planeta, jak daleko
      znajduje się od swojej gwiazdy, a z tego - pośrednio - czy ma atmosferę lub
      jakie warunki panują na jej powierzchni.

      A gdy na początku lat 90. odkrywał pan jako pierwszy trzy planety spoza Układu
      Słonecznego, wiedział pan, czego szuka?

      I tak, i nie. Ja w ogóle nie szukałem planet. Realizowałem duży projekt, który z
      planetami nie miał nic wspólnego, a ja mogłem go prowadzić, bo teleskop był
      wtedy popsuty, w zasadzie był zamknięty. I po prostu my, astronomowie, nagle
      mieliśmy dostęp do tego teleskopu bez potrzeby konkurowania o czas z innymi
      obserwatorami. Napisałem krótki projekt badawczy - miałem przejrzeć olbrzymi
      kawałek nieba, zakładając z dużym prawdopodobieństwem, że nic nie znajdę. Tak
      się złożyło, że znalazłem coś, czego w zasadzie nie szukałem. Innymi słowy to
      był przypadek, ale przypadek sterowany. Zawsze tak jest.

      Czy wiedza o wszechświecie w jakiś konkretny sposób może wpłynąć na nasze życie?

      Owszem. Podam przykład z gatunku science fiction. Na pewno słyszeliście o
      odkryciu teleportacji na poziomie mikroświata. Proszę sobie wyobrazić, że takie
      procesy pójdą dalej i dojdzie do tego, że kiedy pan będzie chciał przyjechać z
      Torunia do Warszawy, wejdzie pan do budki telefonicznej, wykręci jakiś numer i w
      okamgnieniu znajdzie się w stolicy. Fundamentalne odkrycia w nauce prowadzą do
      fundamentalnych zmian w naszym życiu. Popatrzmy na to, co dzieje się obecnie:
      globalna wioska, Internet, iPody, cyfrowe kamery, to wszystko jest konsekwencją
      rozwoju mechaniki kwantowej, lepszego rozumienia fizyki. Najlepszy przykład -
      siedząc tu, w obserwatorium pod Toruniem, dzięki laptopowi i Internetowi kilka
      dni temu prowadziłem obserwacje przez teleskop w Arecibo w Portoryko. Nigdzie
      nie musiałem lecieć, wydawać pieniędzy na bilety.

      To wszystko jest dziełem ostatnich kilkudziesięciu lat. Myśli pan, że nauka i
      technika nadal będą się rozwijały w tym tempie?

      O tak, albo będzie jeszcze gorzej. Gorzej, czyli szybciej. Już teraz technika
      nas przegania. Jest całe pokolenie ludzi zupełnie niedostosowanych do
      korzystania z nowoczesnej techniki. Nawet ci, którzy potrafią sprawnie
      posługiwać się komputerami, nie wiedzą, jak one działają. A chyba byłoby dużo
      lepiej, gdybyśmy wiedzieli, na jakiej zasadzie działają urządzenia, którymi
      codziennie się posługujemy. My tymczasem ślizgamy się po powierzchni. To mi się
      bardzo nie podoba, to nie jest to.

      Interesuje się pan innymi dziedzinami nauki?

      Oczywiście. Trudno być sensownym badaczem w jednej dziedzinie, nie wiedząc nic o
      innych. To wynika nie tylko z ciekawości, ale również z racjonalnego
      przekonania, że ta wiedza jest przydatna, że dobrze jest wiedzieć, co się robi.
      Trzeba jeszcze interesować się wydarzeniami na świecie, bo od bieżącego kursu
      politycznego może zależeć możliwość prowadzenia badań naukowych. Ma to
      szczególne znaczenie, gdy prowadzi się badania finansowane przez agencje
      rządowe, takie jak NASA.

      Nie obawia się pan, że doraźne potrzeby polityczne w USA zahamują rozwój nauki?
      I nie mówimy tu tylko o kwestii komórek macierzystych. Już teraz NASA kasuje
      misje bezzałogowe, aby mieć więcej pieniędzy na bardziej atrakcyjne medialnie
      misje załogowe - np. na Księżyc.

      NASA ogranicza także nakłady na badania podstawowe, co uderza w takie projekty,
      jak nasze. To jest złe, to podcinanie gałęzi, na której się siedzi, bo nie można
      przygotować lotów załogowych bez wcześniejszych wnikliwych badań prowadzonych
      przez teleskopy czy misje bezzałogowe. Z drugiej strony samo protestowanie
      przeciwko obecnym priorytetom w badaniach nie ma sensu. Trzeba ciągle szukać
      nowych możliwości wypłynięcia na szerokie wody. Na przykład nowym, ciekawym
      kierunkiem rozwoju nauki może być astronomia z powierzchni Księżyca - w
      listopadzie odbędzie się duża konferencja na ten temat.

      Czym się różni uprawianie nauki w Stanach Zjednoczonych i w Polsce?

      Na to nie ma krótkiej odpowiedzi. Atmosfera jest inna. Tam jest otwartość na
      ekscentryczność. Jak ktoś ma pomysły, które wyglądają na szalone, ale jest w tym
      promyk nadziei, to przed tym człowiekiem nie zatrzaskuje się drzwi, tylko bardzo
      często daje mu szansę. A w Europie jest inaczej, trudniej. W ogóle Europa jest
      pod tym względem inaczej skonstruowana. Wystarczy spojrzeć na tę wielką
      biurokratyczną maszynę w Brukseli, która zajmuje się wydawaniem pieniędzy na
      naukę. Oczywiście w Stanach też są takie biurokratyczne machiny - NASA jest tego
      najlepszym przykładem. Połowę swojego czasu poświęcam na walkę z biurokracją.
      Ale nadal jest lepiej niż w Polsce i Europie, ponieważ tam badania naukowe są
      lepiej finansowane i zorganizowane, lepsze są warunki do innowacji, a także
      większe poparcie dla badań ryzykownych. U nas to nie tylko kwestia braku
      funduszy, ale także organizacji nauki i mentalności ukształtowanej przez lata
      funkcjonowania poprzedniego systemu. Mam nadzieję, że młode pokolenie, które
      właśnie przychodzi, nie skopiuje tego wszystkiego i pójdzie w innym kierunku.

      Czego chciałby pan jeszcze dokonać?

      Marzą mi się nowe odkrycia. Chciałbym dotrwać do momentu, kiedy poleci nasz
      instrument SIM. Zobaczymy, czy uda się znaleźć drugą Ziemię. W tym chciałbym
      uczestniczyć. Bo o tym, aby być w grupie badawczej, która poza Ziemią znajdzie
      życie, to chyba mogę zapomnieć.

      Ale pan drugą Ziemię chce odkryć właśnie dlatego, że tam może być życie.

      Oczywiście. Pragnienie znajdowania planet krążących wokół odległych gwiazd ma -
      oprócz czysto akademickiej ciekawości - potężną motywację, którą jest
      poszukiwanie życia pozaziemskiego.

      Wierzy pan, że takie życie istnieje?

      Wygląda na to, że istnieje. Dlatego że mamy dość znaków na niebie i ziemi, że
      życie w prymitywnej formie powinno istnieć gdzie indziej. Po pierwsze my sami
      jesteśmy dowodem - składamy się przecież z pierwiastków chemicznych, które są
      najbardziej powszechnymi pierwiastkami we wszechświecie: wodoru, tlenu, azotu,
      węgla. Trudno sobie wyobrazić, że my i tylko my jesteśmy końcowym, chemicznym
      produktem tego wszystkiego.

      Pójdźmy krok dalej - czy wierzy pan w życie inteligentne?

      W UFO i zielone ludziki nie wierzę. Trzeba być sceptykiem. Ale w życie
      inteligentne - trzeba się zastanowić. Przypuszczam, że pozaziemska inteligencja
      to jednak rzadkość.

      A jak może wyglądać kontakt z przedstawicielami obcej cywilizacji?

      Na to jest jedna odpowiedź. Jeżeli dojdzie do takiego kontaktu, to będzie
      sytuacja, której nie przewidywaliśmy. My na to patrzymy bardzo
      antropocentrycznie i siłą rzeczy nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić
      wszystkich okoliczności takiego kontaktu. Ja jestem przygotowany na wszystko,
      czyli generalnie rzecz biorąc - nieprzygotowany. A znalezienie życia gdzie
      indziej jest dla nas ogromnie ważne, bo to jest jedyna możliwość zrozumienia,
      kim my naprawdę jesteśmy i jak się mamy do reszty wszechświata.

      Marzy się panu Nobel?

      Uwierzycie panowie lub nie, ale nie, nie marzy mi się. Oczywiście, byłoby
      fajnie, ale żyć bez tego można.
      Rozmawiali Dariusz Rosiak i Piotr Kościelniak
      Rzeczpospolita 160806
    • skajstop Re: ciekawe rozmowy 16.08.06, 10:30
      Itku, wielkie dzięki za skopiowanie tej rozmowy. Znakomita. No i pobudzająca do
      refleksji w paru punktach - na przykład chyba nikt wcześniej go nie zapytał o te
      różnice pomiędzy NASA a ESA (czyli unioeuropejską agencją). A jak mało kto
      Wolszczan może to porównać sensownie.

      Pycha. Jeszcze raz dzięki!
      • jakotakot Re: ciekawe rozmowy 16.08.06, 15:21
        Rozmowa ciekawa, ale jak zwykle, bawi mnie aroganckie przekonanie naukowcow w
        transformatywna moc ich wysilkow: " Mam nadzieję, że kiedyś uda nam się wyrwać z
        oków ograniczeń, które narzuciła nam natura człowieka." W czasach Ptolemeusza,
        Kopernika, Plancka i Einsteina ludziska jednakowo dlubali z nudow w nosie,
        tlukli sie o miedze i popelniali mordy w afekcie. Badania naukowe przynosza
        wiecej korzysci indywidualnych ( by zacytowac Ptolemeusza:
        "Wiem, że jestem śmiertelny i jednodniowy, lecz kiedy
        śledzę obiegi gwiazd, tudzież powroty ich,
        już nie dotykam ziemi, ale u Zeusa w gościnie
        bogów spożywam karm, słodkiej ambrozji dar.") niz ogolnoludzkich - no moze za
        wyjatkiem stomatologii. Chodzi mi o glebokie zmiany w swiadomosci i to
        wyzwalanie sie "z okow ograniczen..". Mysle, ze masy zjadaczy chleba przyjmowac
        beda kolejne rewelacje naukowe z jednakowa obojetnoscia do momentu, w ktorym nie
        nastapi prawdziwa rewolucja w systemie masowej edukacji. Ogarnia mnie rozpacz,
        gdy moje dziecko wraca ze szkoly z kolejnym, pracowicie pokolorowanym kredkami
        obrazkiem (TRZECIA KLASA !) i lizakiem w nagrode, ze rozwalilo problem 16 - 7 =
        9. W liscie materialow do klasy czwartej odkrylam znowu kredki i - uchuchuuu!!!
        - nozyczki z OSTRYMI KONCOWKAMI!. W glowie sie moze zakrecic od tego wyrywania z
        okow ograniczen. Mysle, ze podstawowym problemem ludzkosci nie jest brak
        funduszy na badania naukowe, i biurokratyczne klody pod nogi, a wlasnie haniebne
        katowanie mlodych mozgow przez slabo oplacanie pannice, ktorym najbardziej
        zalezy na tym, by uczen nie wyjechal kredka poza wyznaczona czarna krecha glowke
        Columba...
        • skajstop Re: ciekawe rozmowy 16.08.06, 15:44
          Pomijając traumy szkolne, co do których nie chcę się odnosić, bo one z wywiadem
          Wolszczana niewiele mają wspólnego, zdumiał mnie pogląd:

          > "Rozmowa ciekawa, ale jak zwykle, bawi mnie aroganckie przekonanie naukowcow w
          > transformatywna moc ich wysilkow:

          Ta moc jest oczywista, zarówno w sensie technicznym, jak i mentalnym: dziś, choć
          nie zdajesz sobie z tego sprawy, za rzec oczywistą uznajesz rozmowę ze mną via
          internet, chociaż ludzie jeszcze pięć wieków temu mieli problem nie z rozmową
          bezpośrednią, ale wręcz ze skomunikowaniem się z kimś pozostającym sto
          kilometrów od ich miejsca pobytu. To bardzo silnie wpłynęło na naszą świadomośc.
          Sprawdź sobie choćby pojmowanie czasu w średniowieczu i dziś :)

          Zapominasz przy tym, że człowiek nie zmieni się skokowo bardzo radykalnie.
          Zmiany w mentalności bedą zachodzić powoli, w miarę potrzeb. I nie tylko na polu
          edukacyjnym, ale... cywilizacyjnym po prostu. Jak to ma miejsce z internetem,
          który znacząco wpłynął na naszą świadomość :)

          Nawiasem, nadinterpretowałaś słowa Wolszczana. On nie mówił o takich
          ograniczeniach, jakie ty mu wkładasz w usta :-)

          Tyle tytułem wstępu do dyskusji.
          • jakotakot Re: ciekawe rozmowy 16.08.06, 17:19
            Skajstop napisal:
            Ta moc jest oczywista, zarówno w sensie technicznym, jak i mentalnym: dziś, choć
            nie zdajesz sobie z tego sprawy, za rzec oczywistą uznajesz rozmowę ze mną via
            internet, chociaż ludzie jeszcze pięć wieków temu mieli problem nie z rozmową
            bezpośrednią, ale wręcz ze skomunikowaniem się z kimś pozostającym sto
            kilometrów od ich miejsca pobytu. To bardzo silnie wpłynęło na naszą świadomośc.
            Sprawdź sobie choćby pojmowanie czasu w średniowieczu i dziś :)
            W sensie technicznym istotnie zmienil sie sposob prowadzenia rozmow ( i tu
            przyznam sie, ze nie uznaje internetu za rzecz oczywista, bo zaczelam z niego
            korzystac zaledwie jakies dwa lata temu), natomiast meritum tych dialogow ciagle
            zbyt czesto przypomina kabaret Mumio.... A ludzie tak samo borykali sie z
            koncepcja czasu (glownie jego nieublaganym biegiem) w sredniowieczu, jak i
            wczoraj o piatej po poludniu. Nie widze roznicy w pojmowaniu czasu przez 99%
            ludzkosci.
            • skajstop Re: ciekawe rozmowy 16.08.06, 17:55
              Najprościej: kiedyś czas był lokalny, żyłaś w kieszeni czasu, do którego miałaś
              dostęp - czyli w promieniu kilku, kilkunastu, kilkudziesięciu kilometrów, tylko
              nieliczne jednostki żyły w innej skali czasowej i odległościowej.

              Dziś ja siedzę w swoim małym miasteczku na jednym krańcu świata, ty na drugim i
              rozmawiamy. Żadne z nas nawet nie myśli o róznicy czasu, temperatur :)

              Internet podałem jako coś komunikacyjnego, i choć dla mnie nie jest oczywisty,
              to dla dzieciaków już tak. Tezę podtrzymuję - chociaż skoro uznałaś grawitację,
              to dalsze jej dowodzenie mija się z celem :)

              A naukowcy nie są aroganccy nawet w tym sensie jaki podajesz. Słowo, które
              najlepiej opisuje naukowca to "ciekawość".
        • staua Re: ciekawe rozmowy 16.08.06, 16:54
          > Rozmowa ciekawa, ale jak zwykle, bawi mnie aroganckie przekonanie naukowcow w
          > transformatywna moc ich wysilkow
          Wspolczuje Ci; nie znam ludzi mniej aroganckich niz naukowcy (i bardziej kontrolujacych swoje
          poczynania)
          Badania naukowe przynosza
          > wiecej korzysci indywidualnych
          ???? Rozwin, prosze. Jakich?
          niz ogolnoludzkich - no moze za
          > wyjatkiem stomatologii.
          Akurat w stomatologii specjalnych postepow nie ma, nie liczac stomatologii kosmetyczne, ktora nie jets
          specjalnie potrzebna.
          >Chodzi mi o glebokie zmiany w swiadomosci i to
          > wyzwalanie sie "z okow ograniczen..".
          To jest wlasnie sprawa indywidualna, zalezy od mozliwosci osobniczych.
          >Ogarnia mnie rozpacz,
          > gdy moje dziecko wraca ze szkoly z kolejnym, pracowicie pokolorowanym kredkami
          > obrazkiem (TRZECIA KLASA !) i lizakiem w nagrode, ze rozwalilo problem 16 - 7 =
          > 9. W liscie materialow do klasy czwartej odkrylam znowu kredki i - uchuchuuu!!!
          > - nozyczki z OSTRYMI KONCOWKAMI!. W glowie sie moze zakrecic od tego wyrywania
          > z
          > okow ograniczen.
          No to naucz je czegos wiecej, kto Ci broni? Szkoly, zwlaszcza amerykanskie, maja specjalne programy
          dostosowane do wylawiania najzdolniejszych, i to grubo przed trzecia klasa, jesli Twoje dziecko nie jest
          w takim programie, to widocznie nie musi.
          • jakotakot do Statui 16.08.06, 17:43
            Statuo droga, nie chce bardzo, zeby nasze kontakty zaczely sie od
            nieporozumienia. Naukowcow cenie, szanuje, a kilku nawet osobiscie uwielbiam.
            Natura arogancji naukowcow jest szlachetna - przeciez przyswiecaja im bardzo
            szczytne cele - i wspomnialam o niej w kontekscie cytatu z astronoma. Korzysci
            indywidualne wyszczegolnilam w cytacie z Ptolemeusza - moze Ci umknelo? Boze
            bron nie mialam na mysli korzysci materialnych ! Stomatologia miala byc comic
            lelief :)
            A dziecko moje w takim wlasnie programie te obrazki koloruje. Uczyc go "po
            godzinach" nikt mi na szczescie nie broni i chetnie to czynie, natomiast zdaje
            sobie sprawe, ze wiekszosc dzieci zdana jest tylko na szkole. Rozchmurz sliczne
            liczko i uwierz mi, ze nic nie mam do naukowcow ! Nieporozumienie wyniknelo z
            mojej interpretacji "wyrywania z okow", ktore to stwierdzenie wzielam za gleboka
            metafore, a tu Skaj mi mowi, ze to grawitacje li tylko chodzi.... Ech, ci durni
            humanisci :))))
            • staua Re: do Statui 19.08.06, 00:16
              No tak, chyba po prostu nie rozumiem Twojego poczucia humoru.
    • dr.krisk Hmmm... 16.08.06, 15:55
      "Mam nadzieję, że kiedyś uda nam się wyrwać z oków
      ograniczeń, które narzuciła nam natura człowieka."

      Toż to bez sensu zupełnie. Uprzejmie informuję, że owe ograniczenia - to my. No
      chyba, że Wolszczan chce uwalniać z nas Vis Vitalis, i z nią obcować. To jednak
      dośc karkołomne.
      Jestem mocno sceptyczny, jeżeli chodzi o możliwości nauki. Za rozmaitymi
      guzikami i mądrymi monitorami siedzi dalej pitekantrop, tylko że w garniturze z
      Saville Road.
      • jakotakot Re: Hmmm... 16.08.06, 16:16
        Dochtor przybyl z odsiecza :)))). Pan to jakis taki bardziej elokwentny - z ust
        mnie Pan wyjales !
        A Wolszczanowi ja nic do ust nie wkladam, tylko jednoznaczna mi sie ta
        wypowiedz wydala. Moje traumy szkolne przytaczam w celu zilustrowania
        powszechnego problemu, ktorego zwiazek z poszerzaniem horyzontow ludzkiego
        gatunku (ktory przyswieca naukowcom) jest niezaprzeczalny.
      • skajstop Krisku, Jakotakot 16.08.06, 16:51
        Błagam... nadinterpretowujecie słowa Wolszczana.
        Inkryminowane okowy padają tutaj:

        > Mam nadzieję, że kiedyś uda nam się wyrwać z oków ograniczeń, które narzuciła
        > nam natura człowieka. Chciałbym zajrzeć za tę kurtynę, za ścianę tego
        > więzienia, w którym siedzimy. Odczuwam to jako więzienie, np. kiedy patrzę na
        > startujący prom kosmiczny, dla mnie jest to jak agonia, ta wściekła,
        > rozpaczliwa walka z grawitacją, która w większości wypadków kończy się
        > sukcesem, ale czasem nie i pojazd spada, dochodzi do tragedii...

        I nie dotyczą ucieczki od samych siebie, bo Wolszczan nie jest idiotą w stylu
        Bendera. Dotyczą kwestii wyjścia/badania/zamieszkania człowieka poza Ziemią.
        Natura narzuciła nam życie w planetarnej grawitacji - i o tym Wolszczan mówi. I
        to z sensem.

        Co zresztą potwierdzają zarówno akapity przed, jak i po tym fragmencie.

        A co do pitekantropa, Krisku, oczywista rzecz, choć prędzej będzie to jednak
        Kromaniończyk. Ale to kwestia naszej zwierzęcej natury, od której uciec się nie
        da. I jeżeli ktoś od niej ucieka, to raczej nie astronomowie neodarwiniści, jak
        Wolszczan, tylko ludzie wierzący i duchowni :)
        • dr.krisk A jednak. 16.08.06, 22:59
          To nie nadinterpretacja z mojej strony. To proste stwierdzenie faktu, że
          poznajemy świat "od środka" za pomocą naszych zmysłów, inteligencji - które też
          stanowią częśc tego świata. To (według mnie) podstawowe, dramatyczne
          ograniczenie naszego poznania. Daltonista nic nie wie o kolorach - bo jest
          daltonistą.
          Tak jak Maleństwo (chyba) usiłujemy wskoczyć na samych siebie. Ponieważ nie za
          bardzo to wychodzi, to budujemy wielkim wysiłkiem przemyślne maszyny, i już,
          już mamy osiągnąc nasz cel, ale jak zwykle lądujemy na d..ie.
          Zgadzam się z Wolszczanem że nie wiemy nic o wszechświecie. W ogóle, prawie nic
          nie wiemy. Nasza wiedza dotyczy tylko poznania ciągow przyczynowo-skutkowych,
          jak w instrukcji obsługi radia przenośnego: "aby usłyszeć muzykę, nalezy włożyć
          baterię AA w sposób zaznaczony na obudowie...".
          Dlatego też rozumiem o co Wolszczanowi chodzi, ale nie sądzę aby przeskakiwanie
          przez samego siebie miało sens.
          • jakotakot Re: A jednak. 17.08.06, 00:09
            I tu sie z dochtorem nie zgodze. Mam nadzieje, naiwna jak diabli, ze
            przeskoczymy samych siebie jako gatunek i przestaniemy sie bezmyslnie naparzac
            na wlasnym podworku, na skale duza i mala. Nie wiem dokladnie co mi te nadzieje
            napedza, ale obserwujac kwantowe skoki rozwojowe malej istoty ludzkiej mi
            powierzonej, nie moge sie od niej uwolnic. Mam takie biennale - klade sie spac z
            malym idiota, a budze sie z rozsadnym czlowiekiem. Moze tak bedzie z naga malpa?
            W koncu jestesmy mlodym gatunkiem :). Tylko musimy sie do tego powaznie zabrac.
            Mojego kielka ludzkiego gdyby puscic samopas, to by sie dzialy cuda. Ale ja
            draze jak kropla skale, i nie bez powodzenia. Nawiasem mowiac, jezeli chodzi o
            preferencje polityczne, to cala jestem za oswiecona dyktatura! Demokracja -
            szmacja. Rzady motlochu i tyle. A teraz mozecie mnie zjesc :)))
            • skajstop O przeskakiwaniu samego siebie :) 17.08.06, 10:22
              W zasadzie, mili dyskutanci, co to by miało znaczyć w praktyce? Wyjść z siebie i
              stanąć obok? ;-D

              Dla mnie to tylko pewna metafora. Ot, powiększenie możliwości w jakiejś
              dziedzinie. I dorabianie do tego ideologii mam za... hm, może pójdę sobie po
              kawę, dobrze? :)
              • jakotakot Re: O przeskakiwaniu samego siebie :) 17.08.06, 14:38
                "Wyjść z siebie i stanąć obok? ;-D" - No, poniekad :). Dla mnie tez to metafora,
                tyle, ze szeroko rozumiana. W koncu nauka nie jest sztuka dla sztuki, tylko
                metoda poznawcza naszego miejsca we wszechswiecie, naszej w nim roli, i
                szukaniem drogi do pelniejszego, swiadomego bytu. Nikt chyba nie moze sie
                pokusic o stwierdzenie, ze do takiego miejsca dotarlismy jako gatunek. Siedem
                grzechow glownych (ktore nic nie stracily na trafnosci w skrotowym ujeciu
                przyczyny wszelkiej mizerii na tym padole lez) czuje sie swietnie i kwitnie.
                Moze wiec to wyjscie z siebie i staniecie obok oznacza dobrowolny zwrot w strone
                wszelkiej cnoty nie plynacy z bojazni Bozej, tylko z doglebnego zrozumienia
                rzeczywistosci. Byc moze przypisuje naukowcom motywacje zbyt gornolotna, ale
                humanisci tak maja :).
                Wasz swiecki kaznodzieja :)))
              • dr.krisk Re: O przeskakiwaniu samego siebie :) 17.08.06, 22:44
                skajstop napisał:

                > W zasadzie, mili dyskutanci, co to by miało znaczyć w praktyce?
                No własnie - nie wiem. Usiłuję w niezdarny sposób opisac w czym jest problem.
                Budujemy wielkie dymiące rakiety aby przewieźc trochę żelastwa parę kilometrow
                w głąb wszechświata. I dalej nic nie wiemy.
                Zresztą Wolszczan o tym mówi. Ale według mnie ta niemożność jest immanentna
                cechą naszego istnienia. Nie wierzę w poznanie.
                W warszawy też nie.
                Chyba lepiej pójdę sobie nalać jakąś szklaneczkę.
                • jakotakot Re: O przeskakiwaniu samego siebie :) 18.08.06, 02:55
                  A w plocka?
                • skajstop Re: O przeskakiwaniu samego siebie :) 18.08.06, 10:03
                  dr.krisk napisał:

                  > Zresztą Wolszczan o tym mówi. Ale według mnie ta niemożność jest immanentna
                  > cechą naszego istnienia. Nie wierzę w poznanie.

                  Ale wiesz, Doktorze, te włochate małpy jednak są coraz mądrzejsze, stąd właśnie
                  ten coraz lepiej widoczny kontrast pomiędzy tym, co chciałyby najświatlejsze z
                  nich, a tym, co wyrabiają najgłupsze :)

                  Natomiast w kwestii poznania, czy raczej poznawania, pozwolę sobie sie
                  radykalnie nie zgodzić. To kwestia światopoglądu, ale jeżeli przyjmujesz, że
                  świat w ogóle jest poznawalny, to my go - jednak, przy wszelkich uczynionych
                  zastrzeżeniach - rozumiemy coraz lepiej. Pytanie, do czego nam się ta wiedza
                  potem przydaje - ale to nie jest już rozmowa "co", tylko "jak".
      • itek1 Re: Hmmm... 16.08.06, 16:56
        > >"Mam nadzieję, że kiedyś uda nam się wyrwać z oków
        > >ograniczeń, które narzuciła nam natura człowieka."

        > Uprzejmie informuję, że owe ograniczenia - to my.
        Nie zgodze sie z dottore.
        Mysle, ze to,ze tkwimy w ograniczeniach czysto zewnetrznych (a o to chodzilo AW)
        jest czysto przypadkowe. One nas krepuja to fakt, ale nimi w zadnym razie nie
        jestesmy. Chcemy je przezwyciezyc, IMO natura czlowieka jest taka, ze pragnie
        przekraczac swoje ograniczenia i robi to mozolnie, na miare swoich mizernych
        mozliwosci.

        > Za rozmaitymi
        > guzikami i mądrymi monitorami siedzi dalej pitekantrop, tylko że w garniturze z
        >
        > Saville Road.
        Siedzi pitekantrop z przeblyskami swiadomosci- to pewna roznica. To na co kiedys
        bylo pelne poparcie, obecnie (nie zawsze) (i nie wszedzie) uchodzi plazem.

        Tak krociutko, gdyz zajetym mocno zupelnie czyms innym
    • lola999 Re: ciekawe rozmowy 18.08.06, 03:55
      Czy ktos moglby mi wyjasnic, co on ma na mysli mowiac:"Czy też będziemy w
      stanie zintegrować się z kosmosem, żyć w nim
      pełniejszym życiem. Być może uda nam się wejść do rzeczywistości, która jest
      znacznie bogatsza i pełniejsza od tej, w której jesteśmy zamknięci jak w złotej
      klatce" czy on ma na mysli nasze dostosowanie sie do nowych warunkow, czyli cos
      tak jak wyjscie ze srodowiska wodnego na lad? Tyle ze to akurat byl process bez
      udzialu swiadomosci.
      Dla mnie fenomenalna jest czlowiecza swiadoma ciekawosc, wyobraznia i zadza
      poznania. Pewnie/moze kiedys bedzie moment ze bedzie sie o nas z XXI w. mowilo,
      ze myslelismy, ze ziemia jest jedynym miejscem do zycia, tak jak my wspominamy
      jak to niegdys ludzie uwazali, ze ziemia jest plaska, a koniec swiata wypadal w
      Finisterre... Tyle, ze teraz bariera jest ho ho. A potem nastepna, bo to jest
      pewne, ze jezeli kiedys faktycznie uda sie znalezc miejsce warte eksploracji i
      do niego dotrzec, to horyzont po prostu posunie sie dalej. Ale ta teleportacja?
      Niby teleportacja czlowieka, jako fizycznego obiektu? Alez to jest jakosciowo
      zupelnie co innego niz fakt ze mozna z Torunia prowadzic almost real time
      obserwacje przez teleskop w Porto Rico. Ale artykul swietny, dzieki.
      • skajstop Re: ciekawe rozmowy 18.08.06, 10:08
        Rrrrrany, trzeba czytać ze zrozumieniem :-) przecież to oczywiste, że Wolszczan
        mówi o tym, iż być może kiedyś opanujemy nisze dziś niedostepne - te puste
        przestrzenie czy inne planety. To zresztą jest snem bardzo wielu ludzi
        spoglądających w kosmos, astronomowie nie są od niego wolni :)

        I mylisz się chyba, że takie dostosowanie się zachodzi bez udziału świadomości.
        Tak jest w świecie poza człowiekiem. Ale akurat w tym przypadku byłby to proces
        jak najbardziej świadomy, czy to przez bioinżynierię, czy inżynierię w postaci
        odpowiedniego sprzętu :-)

        Nawiasem mówiąc, Wolszczan reprezentuje tzw. "pozytywny program" w światku
        astronomicznym, w przeciwieństwie do sporej grupy "kłapouchów", mówiących, że
        człowiek wspomnianych barier nigdy nie pokona (w skali masowej).
        • aaneta Re: ciekawe rozmowy 18.08.06, 13:13
          Ojoj. Ale z Was optymiści. Znaczy się, ze Skaja i z Wolszczana. Ja już z tego
          wyrosłam. Na dodatek przeczytałam w dzisiejszej "Rzepie" wywiad z Fukuyamą. Oto
          fragment:

          "Rz: W swoich książkach zwraca pan uwagę na inny rodzaj szaleństwa, które nam
          grozi. Dlaczego powinniśmy ostrożnie podchodzić do możliwości, które stwarzają
          człowiekowi odkrycia z dziedziny biotechnologii? W końcu są one wynikiem naszej
          ciekawości, chęci poznania...

          FF: Broń nuklearna jest odbiciem naszej ciekawości i chęci poznania. Jest sporo
          rzeczy, które nas ciekawią, ale wcale nie są dla nas dobre. Odkrycia
          biotechnologiczne niepokoją mnie, ponieważ mogą prowadzić do tyranii, do
          stworzenia nauki, której skutkiem będzie kontrolowanie ludzkiego zachowania,
          podobnie jak dyktatury XX wieku kontrolowały swoich obywateli.

          Rz: Jakie dziedziny biotechnologii budzą pana szczególny niepokój?

          FF: Przede wszystkim neurofarmakologia, czyli produkcja leków, które modyfikują
          ludzkie zachowanie. Chodzi np. o ritalin czy prozac, leki podawane dziś masowo w
          Ameryce coraz młodszym dzieciom. Ritalin jest w zasadzie przyjętym sposobem
          modyfikowania zachowania dzieci sprawiających trudności wychowawcze. Tego typu
          leki będą coraz bardziej zaawansowane technologicznie, a przez to będą stwarzać
          coraz większe możliwości nadużyć, wykorzystania do kontroli ludzi."

          I tak dalej, całość dla chętnych tu:
          rzeczpospolita.pl/dodatki/rozmowy_060818/rozmowy_a_1.html
          • itek1 Re: ciekawe rozmowy 18.08.06, 13:16
            całość dla chętnych tu:
            > rzeczpospolita.pl/dodatki/rozmowy_060818/rozmowy_a_1.html
            Chetni spieszczie sie, bo w najblizszy poniedzialek wasze checi na nic sie nie
            zdadza:)
          • itek1 Re: ciekawe rozmowy 18.08.06, 13:19
            > Ojoj. Ale z Was optymiści. Znaczy się, ze Skaja i z Wolszczana. Ja już z tego
            > wyrosłam.
            Uwielbiam taki sposob dyskusji:)
            • skajstop Re: ciekawe rozmowy 18.08.06, 13:29
              Ja też :) ale trochę to jeszcze zależy, z czyjej ręki została podana ta cykuta :P
            • aaneta Re: ciekawe rozmowy 18.08.06, 13:30
              Nie kpij, skarbie, nie każdy ma czas na bardziej zaawansowane wywody. Ty też się
              z reguły nie rozpisujesz za bardzo.
              A w internetowej "Rzepie" teksty są dostępne przez 7 dni, później też, tylko już
              nie za darmo, jest jeszcze wersja papierowa, więc nie przesadzaj z tym pośpiechem.
              • itek1 Re: ciekawe rozmowy 18.08.06, 13:37
                > Nie kpij, skarbie, nie każdy ma czas na bardziej zaawansowane wywody.
                Nie kpie, brak czasu doskonale rozumiem,
                > Ty też si
                > ę
                > z reguły nie rozpisujesz za bardzo.
                ale staram sie unikac pisania z pozycji "do dzieci". IMO lepiej w ogole glosu
                nie zabierac.
                • aaneta Re: ciekawe rozmowy 18.08.06, 13:40
                  Sorki, zapomniałam, że to Twój wątek, a w nim obowiązują szczególne reguły,
                  czyli trzeba pisać po Twojej myśli, bo inaczej zostanie się przywołanym do porządku.
                  A kto pisze z pozycji "do dzieci"? Ja? Nie zauważyłam. Więc może to problem
                  odbiorcy, a nie nadawcy?
                  • skajstop Re: ciekawe rozmowy 18.08.06, 13:46
                    Anetko, przyhamuj, proszę, nie ma co wpadać w złość. Ale nie dziw sie reakcjom,
                    skoro napisałaś "ja już z tego wyrosłam". To znaczy, pogląd jest głupi, ale my
                    jeszcze nie doświeciliśmy się dostatecznie :)
                    --
                    Wydawnictwa i ich obyczaje
                    • aaneta Re: ciekawe rozmowy 18.08.06, 14:32
                      Żadna złość, jeżeli już to mała złośliwość, do tego się przyznaję, ale tak już
                      mam i nie chce mi się tego zmieniać. Złość natomiast zdarza mi się odczuwać
                      bardzo rzadko, więc chyba nie jest ze mną tak źle, bo złośliwość jest, wbrew
                      pozorom, mniej szkodliwa dla otoczenia.

                      Tekst "ja już z tego wyrosłam" jest niekorzystny dla mnie, nie dla tych, co
                      jeszcze nie wyrośli. Skąd wniosek, że wyrasta się z głupich poglądów, a jak się
                      już wyrośnie, to się ma tylko mądre poglądy? Niekoniecznie, a nawet wręcz
                      przeciwnie. Jak się wyrośnie ze spodni czy z płaszcza, to czy dobrze się wygląda?
                      • eva.68 off zupełnie :) 18.08.06, 14:57
                        aaneta napisała:
                        > Tekst "ja już z tego wyrosłam" jest niekorzystny dla mnie, nie dla tych, co
                        > jeszcze nie wyrośli. Skąd wniosek, że wyrasta się z głupich poglądów, a jak się
                        > już wyrośnie, to się ma tylko mądre poglądy? Niekoniecznie, a nawet wręcz
                        > przeciwnie. Jak się wyrośnie ze spodni czy z płaszcza, to czy dobrze się wygląd
                        > a?

                        Zgodzę z Anetą. W całej rozciągłości. Ja też uważam, że to, że z pewnych rzeczy
                        wyrosłam niekorzystne dla mnie. I nie mam na myśli ubrania, absolutnie. I
                        zazdroszczę czasami tym, co jeszcze nie wyrośli albo mają to szczęście i nie
                        wyrosną w ogóle.
                        Bardzo przepraszam, że nie na temat, ale poczułam potrzebę i dopisałam się.
                        :)
                        • skajstop Re: off zupełnie :) 18.08.06, 15:13
                          E tam. Z jednych rzeczy sie wyrasta, do innych dorasta. Na tym polega życie w
                          świadomości.
                          Czy wy myslicie, że ja z wielu rzeczy nie wyrosłem? :) a na przykład, ta moja
                          obrona naszej ukochanej cywilizacji bombowo-jakiejś tam pojawiła się w silnym
                          związku ze skrzyżwoaniem zdobytej wiedzy naukowo-historycznej :) czyli do tego
                          poglądu akurat dorosłem :)
                          • eva.68 Re: off zupełnie :) 18.08.06, 15:20
                            skajstop napisał:

                            > E tam. Z jednych rzeczy sie wyrasta, do innych dorasta. Na tym polega życie w
                            > świadomości.

                            Z Tobą też się zgodzę. :) Ale mam wrażenie, że nie do końca mnie zrozumiałeś, co
                            jest moją winą absolutnie.
                            P:)
                            • skajstop Re: off zupełnie :) 18.08.06, 15:26
                              Evo, zrozumiałem. Tylko to, o czym piszesz, jest poza sferą jakichkolwiek
                              rozważań obiektywnych. To, jak postrzegamy samych siebie, jest całkiem inną
                              rozmową, choć też bardzo ciekawą.
                              • eva.68 Re: off zupełnie :) 18.08.06, 15:32
                                Się cieszę. I znowu się zgadzam.
                                Dlatego przeprosiłam, że skręcam.
                                :)
                                • skajstop Re: off zupełnie :) 18.08.06, 15:39
                                  Nie powinnaś przepraszać, bo nie ma za co :)
                                  • eva.68 Re: off zupełnie :) 18.08.06, 17:49
                                    mamarcela kiedyś odkryła, że ja taka grzeczna po prostu jestem ;)
                                    :))
          • skajstop Re: ciekawe rozmowy 18.08.06, 13:27
            Aaneto, ja nie jestem optymistą. Ja tylko patrzę ze zrozumieniem na
            rzeczywistość, oddzielając własne sympatie i fobie od tego, co jest faktem.
            I cokolwiek powiesz, człowiek krok po kroku rozwija swoją cywilizację. Zapewne
            technologia militarna w ogóle cię nie interesuje, prawda? Bomby, samoloty, te
            sprawy, passsskudne, prawda?

            Tylko że, widzisz, ta głupia paskudna małpa doprowadziła również do tego, że 10
            000 lat temu przeżywało jedno młode na 10, w XIX wieku 3 z 10 dzieci dożywało
            wieku dorosłego, a dziś, właśnie w wieku bomb atmowoch, groźnych biotechnologii
            etc, śmiertelnośc liczy się w promilach.

            I jeżeli ty nie uważasz tego za powód do optymizmu, to ja już nie wiem, co może
            nim być :-)

            A starcem jestem chyba niewiele młodszym od ciebie, albo i fcale :D

            PS. Fukuyama? Czy to nie ten, co koniunkturalnie wieszczył kres historii i syty,
            nudny liberalizm gospodarczy przez tysiąclecia dla całego świata? I co, jak
            długo utrzymała się jego prognoza? :-)
            • itek1 Re: ciekawe rozmowy 18.08.06, 13:38
              PS. Fukuyama?
              Ksiazka Fukyamy nt. zaufania jest doskonala, bardzo polecam jesli nawinie sie
              pod rece.
              • skajstop Re: ciekawe rozmowy 18.08.06, 13:48
                Itek, ale którą konkretnie książkę F. masz na myśli? Bo "Kres historii" był do
                bólu naiwny. Natomiast owszem, słyszałem, że Fukuyama pisuje dla wąskiego grona
                nie prace pod publiczkę, tylko rzeczy warte uwagi. Znam tylko KH, i to jest
                kicha. Więc o czym konkretnie myślisz?
                • itek1 Re: ciekawe rozmowy 18.08.06, 14:11
                  Francis Fukuyama- Zaufanie. Kapitał społeczny a droga do dobrobytu.
                  PWN 1997 (FF-Trust: The Social Virtues and The Creation of Prosperity)

                  Wnikliwie opisuje zaleznosc dobrobytu od zaufania i innych cnot spolecznych na
                  przykladach:Japonii, Chin, Korei Pld.(dzieki niemu dostrzegam roznice miedzy
                  Japanczykami, Chinczykami i koreanczykami), Niemiec, Francji, Wloch z punktu
                  widzenia Amerykanow (Stany tez opisuje ale przy okazji innych opisow).
                  To jest naprawde dobre merytorycznie i bardzo dobrze napisane- absolutnie nie
                  pod publiczke.
                  • skajstop Re: ciekawe rozmowy 18.08.06, 14:22
                    A to nie znam, i muszę gdzieś upolować.
            • aaneta Re: ciekawe rozmowy 18.08.06, 13:50
              O lllluuuudzie, ale mnie podpuszczacie, a ja naprawdę nie mam teraz czasu, co
              mnie podkusiło, żeby się odezwać ;)
              Wszystko fajnie, tylko dowcip polega na tym, że im więcej powodów do zadowolenia
              (z siebie, czyli z ludzkości), tym więcej powodów do zmartwienia (co ta ludzkość
              jeszcze może wymyślić, żeby sobie zrobić dobrze, a innej ludzkości źle). Bilans
              wychodzi na zero, moim zdaniem. Rozwinięcie ewentualnie wieczorem. Buźka.
              PS. Starcem chyba jednak jesteś trochę młodszym, ale to nie ma nic do rzeczy :)
              • jakotakot Re: ciekawe rozmowy 18.08.06, 14:16
                Skajstop napisal:
                "Tylko że, widzisz, ta głupia paskudna małpa doprowadziła również do tego, że 10
                000 lat temu przeżywało jedno młode na 10, w XIX wieku 3 z 10 dzieci dożywało
                wieku dorosłego, a dziś, właśnie w wieku bomb atmowoch, groźnych biotechnologii
                etc, śmiertelnośc liczy się w promilach."
                To cudna statystyka jezeli chodzi o ilosc, ale co z jakoscia? Po pokonaniu
                czarnej ospy i tym podobnych paszkustw, nowa epidemia w cywilizowanym swiecie
                staje sie depresja...
                Fukujamy naiwnosc bierze sie ze skupienia na jednym tylko aspekcie ludzkiej
                swiadomosci, logosie, i gdyby nie ten namolny, i nie do ukatrupienia mythos,
                pewnie chlopina mial by racje. Bardzo pieknie i madrze pisze o tym Karen
                Armstrong w "The Battle for God".
                • skajstop Re: ciekawe rozmowy 18.08.06, 14:22
                  Nie no, z całym szacunkiem, ale przecież masz rozkoszne dziecko, i chcesz
                  powiedzieć, że twoich ilość dzieci, która przeżyje, nie jest ważna???

                  a co do jakości, to odrębny temat, ale idę o każdy zakład, że obiektywnie ta
                  jakość się niezwykle poprawiła. Natomiast poczucie, że nadal żyjemy nędznie i
                  jakoś tam, to w znacznym stopniu zafałszowanie rzeczywistości.

                  Różnica polega na tym, że dziś nie marzysz o tym, aby przeżyć dzisiejszy dzień,
                  mieć co jeść i aby nasze dzieci przeżyły, tylko o - upraszczając i trywializując
                  na potrzeby tego przykładu - lepszym samochodzie, lepszej pracy, lepszym... Ale
                  za to poczucie niedostatku odpowiadają w znacznym stopniu media, zauważ. Kreują
                  często fałszywe potrzeby.

                  Tak jest przynajmniej wtedy, gdy rozmawiamy o pewnym kręgu kulturowym. Czyli
                  euroatlantyckim :)
                  • jakotakot Re: ciekawe rozmowy 18.08.06, 14:52
                    "Różnica polega na tym, że dziś nie marzysz o tym, aby przeżyć dzisiejszy dzień,
                    mieć co jeść i aby nasze dzieci przeżyły, tylko o - upraszczając i trywializując
                    na potrzeby tego przykładu - lepszym samochodzie, lepszej pracy, lepszym... Ale
                    za to poczucie niedostatku odpowiadają w znacznym stopniu media, zauważ. Kreują
                    często fałszywe potrzeby."
                    Moze nie chodzi o to, ze kreuja falszywe potrzeby, tylko cynicznie wykorzystuja
                    fakt, ze ludzie z uporem maniakow ignoruja te prawdziwe, co prowadzi do czarnej
                    dziury i wora bez dna, ktorego nie zasypie zadna ilosc samochodow i innych
                    zdobyczy "cywilizacyjnych". Jedna moja znajoma, mloda prawniczka zarabiajaca
                    kokosy w jednej z najlepszych firm prawniczych w W DC, celem poprawienia swych
                    kwalifikacji wybrala sie do Chin. Mieszka tam w chutonie zakurzonym i
                    smierdzacym, uzywa toalety "na narciarza", uzywa jej czesciej niz by chciala, bo
                    gnebi ja sraczka, i twierdzi, ze dopiero teraz wie, ze zyje... Mysle, ze po raz
                    pierwszy po prostu zyje swiadomie, nie utopiona w rozmamlujacej wacie dobrobytu.
                    W otoczeniu najbardziej wyrafinowanych gadzetow mozna zyc bardzo nedznie, i na
                    abarot. Wlasnie o to mi chodzi, ze materialny postep wcale nie idzie w parze z
                    bogactwem duchowym, i zaspokajaniem potrzeb ludzkich w tej materii.
                    • skajstop Re: ciekawe rozmowy 18.08.06, 15:11
                      No ale tym samym przyznałaś mi rację w punkcie "obiektywny rozwój" :)

                      Natomiast co do potrzeb duchowych, to jest inna rozmowa. Bo ja np. uważam, że
                      one się powiększają w miarę polepszania się sytuacji materialnej - i to właśnie
                      zjawisko napędza (jako jedno z wielu) rozwój w ogóle.
                      • jakotakot Re: ciekawe rozmowy 18.08.06, 15:26
                        I w tym caly jest ambaras, ze oddzielasz te dwie dziedziny. Dlaczego uwazasz,
                        ze to inna rozmowa? O co wiec chodzi z tym calym poznawaniem i wyzwalaniem z
                        roznistych okow? O "...lose shoes and warm place to shit"? (poczatek tego
                        powiedzonka opuszczam, bo wydaje mi sie ciagle wazna potrzeba :)))).
                        • skajstop Re: ciekawe rozmowy 18.08.06, 15:38
                          Rozdzielam na potrzeby tej dyskusji, nie w ogóle. Ale jednak poznawanie
                          otaczającego nas świata to coś innego niż zmiana świadomości tymi odkryciami
                          powodowana. Istnieje relacja zwrotna, jasne. Jeżeli jednak nie zawęzisz pola
                          rozmowy, to skończy się na dyskusji o wszystkim, a tym samym o niczym.

                          Ponadto, styk pomiędzy odkryciami nauk przyrodniczych a filozofią tao nie jest
                          specjalnie wielki, tak jak malarstwo Velazqueza ma średni związek z obserwacjami
                          Keplera :)
                          • jakotakot Re: ciekawe rozmowy 18.08.06, 16:03
                            Styk pomiedzy odkryciami nauk fizyczno-przyrodniczych, a filozofia Tao jest
                            bardzo ciasny akurat :). Velasquez tez, jako urodzony pol wieku po Keplerze,
                            korzystal zapewne z jego odkryc na polu optyki i geometrii.
                            • skajstop Re: ciekawe rozmowy 18.08.06, 16:08
                              Co do tao - ???? poproszę konkrety. Bo w ogólnikach, to można zawsze powedzieć,
                              że ktoś się inspirował, ale to nadal bedą ogólniki :) ja miałem na myśli
                              faktyczną naukę, tj. astronomię, biologię, etc. I faktyczne odkrycia, typu DNA
                              czy pulsarów.

                              Co do Velasqueza - zapewne nie korzystał. Albo inaczej: skoro nic o tym nie
                              wiadomo jego biografistom, nawet z epoki, to nie przeprowadzisz skutecznego
                              dowodu. Stąd wiązanie Velasueza z Keplerem było z założenia naciągane :-)
                              • jakotakot Re: ciekawe rozmowy 18.08.06, 16:32
                                Velasquez nie malowal w mysiej pipce, tylko obracal sie w kregach oswieconej
                                elity Europy, sprawowal oficjalne funkcje na dworze krolewskim, i stad moje
                                rewolucyjne przekonanie, ze byl swiadom odkryc Keplera. Ludzie otrzymywali
                                kiedys edukacje w wezszym gronie, ale za to solidniejsza.
                                Jezeli nie widzisz podobienstwa miedzy fizyka kwantowa i filozofia Tao, to ja
                                juz nic na to nie poradze :).
                                • skajstop Re: ciekawe rozmowy 18.08.06, 16:37
                                  jakotakot napisała:

                                  > Velasquez nie malowal w mysiej pipce, tylko obracal sie w kregach oswieconej
                                  > elity Europy, sprawowal oficjalne funkcje na dworze krolewskim, i stad moje
                                  > rewolucyjne przekonanie, ze byl swiadom odkryc Keplera. Ludzie otrzymywali
                                  > kiedys edukacje w wezszym gronie, ale za to solidniejsza.

                                  O tyle masz pecha, że to mój ulubiony malarz i dobrze wiem, co robił, a też znam
                                  prace na jego temat.
                                  Poza tym przeceniasz wartość Keplera dla malarzy, ale to na marginesie.

                                  A nie na marginesie:
                                  > Jezeli nie widzisz podobienstwa miedzy fizyka kwantowa i filozofia Tao, to ja
                                  > juz nic na to nie poradze :).

                                  No taki glupi jestem, że nie widzę, dlatego pytałem, jakie powiązania i
                                  podobieństwa ____________ty_________________ widzisz :) i na to skromne i ciche
                                  pytanie odpowiedzi mi nadal brakuje :-)


                                  > Jezeli nie widzisz podobienstwa miedzy fizyka kwantowa i filozofia Tao, to ja
                                  > juz nic na to nie poradze :).
                                  • jakotakot Re: ciekawe rozmowy 18.08.06, 16:56
                                    oto jeden link do praktycznego zastosowania tej koneksji:

                                    www.quantumpsychology.com/Comments.html#Scientists
                                    Nawet jezeli teza o wplywie prac Keplera jest naciagana, to nie mozna przecenic
                                    wplywu Leosia Da Vinci na rozwoj malarstwa, a on mial sie przede wszystkim za
                                    naukowca.
                            • aaneta Re: ciekawe rozmowy 18.08.06, 16:16
                              Jeśli dobrze rozumiem pojęcie "ciasny styk", to podejrzewam, że czytałaś "Tao
                              fizyki" albo coś koło tego. Powiem Ci, że mnie też tezy Capry bardzo
                              zaintrygowały w pewnym momencie, ale na tym się skończyło. To znaczy nie jestem
                              przekonana do tych bliższych związków pomiędzy współczesną wiedzą
                              fizyczno-przyrodniczą a filozofią Tao, nie widzę ich. Dla mnie są to rozważania
                              z tej samej beczki, co dowody na istnienie Boga.
                              • skajstop Re: ciekawe rozmowy 18.08.06, 16:23
                                No właśnie o to chodzi, że Capra niby usiłował te związki wywieść, ale jak sie
                                uważnie wczytać, to on jest po prostu mistykiem :)
                                • jakotakot Re: ciekawe rozmowy 18.08.06, 16:37
                                  Fizyka kwantowa, dziedzina nauki robiaca jeszcze w pieluchy, tez mistycyzmem
                                  zalatuje niejednemu :).
                                  • skajstop Re: ciekawe rozmowy 18.08.06, 16:38
                                    Że zalatuje, to juz wina nie fizyków kwantowych, tylko tych "niejednych" :-)
                                    • jakotakot Re: ciekawe rozmowy 18.08.06, 16:59
                                      Niestety musze opuscic goracy dyskurs, bo proza zycia puka. Wroce, jak sie
                                      uporam :).
        • lola999 Re: ciekawe rozmowy 18.08.06, 18:21
          Oj, Skaju, to nie to, ze sie nie rozumie pianego slowa, ale czasem ma sie
          nadzieje, ze to co sie widzi nie jest tym co sie widzi.
          Zdobywanie przestrzeni i planet to jedna sprawa, a modifikacja czlowieka, to
          druga. Fizyka, inzynieria robi postepy jak szalona i bedzie tak dalej, nie moge
          sie doczekac na quantum computers w pobliskim sklepie, ale bioinzynieria, w
          sensie modyfikowania czlowieka - to calkiem inna inszosc. Chyba jeszcze z
          naszego zakretu nie widac tego miejsca gdzie to bedzie faktycznie mozliwe.
          Nawet pomijajac kwestie etyki, a tak naprawde to tych kwestii pomijac nie
          sposob. Troche to tak jak alchemiczne szukanie metody produkcji zlota, dzis
          moglibysmy to robic, ale to wcale nie jest to co chcemy robic, perspektywa sie
          zmienila. Z tym, ze nikt chyba nie powie, ze tamte wysilki w calosci poszly na
          marne.
          • skajstop Re: ciekawe rozmowy 18.08.06, 20:35
            Masz rację. Ja się bioinzynierii boję, choć zarazem rozumiem jej potrzebę.

            Dlatego gdzieś niżej napisałem, że staram się oddzielać własne fobie od
            rzeczywistości. Bo obiektywnie, raz, że to jest nieuniknione, a dwa - może
            przynieść dobro albo zło, i to nie w naszych rękach lezy, co zostanie wybrane.

            Ale staram się też nie spoglądać przez pryzmat strachu, że lepiej tego nie
            tykać, bo będzie z tego samo zło. W takich odkryciach zawsze istnieje ryzyko,
            zawsze są dwie strony medalu. Ale jak mi ktoś wymachuje bombą atomowa (nie ty,
            to tylko przykład), pokazuję leczenie nowotworów poprzez radioterapię. Bo ZAWSZE
            są dwie strony.

            Ot, trzeba sie nauczyć z tym zyć. Więc właściwe pytanie brzmi nie "czy odkrywać"
            tylko "jak mądrze wykorzystać odkrycia".
            • aaneta Re: ciekawe rozmowy 18.08.06, 22:22
              No ładnie, drugi wątek się rozwinął beze mnie, a ja co? Do tyłu jestem strasznie
              i coś czuję, że nie nadrobię zaległości. Ale przynajmniej się trochę
              powymądrzam, jak zwykle :)
              No więc zaczynamy od początku, czyli od Wolszczana, bo chyba jeszcze tego nikt
              tu nie powiedział, chociaż to żadne odkrycie w zasadzie. Otóż to, czym się on
              zajmuje, to kolejny kolejny etap na drodze naukowego obalania światopoglądu
              religijnego, czyli koncepcji, że człowiek i Ziemia, albo człowiek na Ziemi, albo
              trochę szerzej, że życie na Ziemi to coś wyjątkowego w kosmosie. Oczywiście już
              wcześniej Kopernik, i Big Bang, i pewnie coś jeszcze, ale to kolejny etap, na
              który się niespecjalnie zwraca uwagę, być może dlatego, że w świecie tzw.
              zachodnim już mało kto ma światopogląd religijny, nawet jeżeli często mówi o
              Bogu. Jak jest w świecie tzw. niezachodnim, prawdę mówiąc, nie wiem, a Wy wiecie? ;)
              Druga sprawa w związku z Wolszczanem to to, że jego działka naukowa wydaje się
              mało praktyczna, tzn. nie widać gołym okiem konkretnego wpływu w krótkim okresie
              czasu wyników jego badań na życie czy jakość życia poszczególnych osobników. To
              trochę tak jak z poezją, można w zasadzie bez tego żyć. A jeżeli nawet coś z
              jego badań wyniknie, to w najbliższym czasie nie da się tego wykorzystać tak jak
              np. energii atomowej, bądź ze szkodą, bądź z pożytkiem dla ludzkości. A gdyby
              się nawet dało, to w tej chwili nie jesteśmy w stanie tego przewidzieć. Dlatego
              wszelkie rozważania, które powyżej miały miejsce, na temat korzystnych bądź
              niekorzystnych skutków rozwoju nauki dla ludzkości są trochę odległe od treści
              wywiadu. Ale to na marginesie.
              Natomiast wracając do mojego wyrośnięcia z optymizmu, to nie wynika on tylko z
              obawy przed wykorzystaniem odkryć naukowych do niecnych celów zamiast do
              zacnych, ale raczej ze świadomości, że za wszystko, co prowadzi do tzw.
              ujarzmienia przyrody, przyroda się odpłaca, i to tak, że nie się tego opanować.
              Bo odkrycia nauki, nawet jeżeli czynione w dobrej wierze (jednak jestem jeszcze
              trochę optymistką), są wykorzystywane bez umiaru albo bezmyślnie, co być może
              zresztą na jedno wychodzi, i prowadzą do zachwiania równowagi w przyrodzie.
              Pominę kwestię chciwości, choć nie powinnam, bo mam dziwne wrażenie, że jednak
              ona w tej całej zabawie jest najistotniejsza. Ale przez chwilę jeszcze postaram
              się być idealistką.
              Przykłady: skąd zdecydowane zmniejszenie śmiertelności dzieci, na które
              powoływał się Skaj? Między innymi ze szczepień i z antybiotyków. Co mamy w
              zamian? Alergie. Niby nie śmiertelne, ale kto ma, ten wie, jakim są problemem.
              Że nie wspomnę o AIDS, bo niektórzy mówią, że coś się wymsknęło spod kontroli.
              Ale już to, że są bakterie, których nie da się zwalczyć żadnymi antybiotykami,
              to już nie żadna teoria spiskowa, tylko fakt. Szczepienia: wszystko fajnie,
              tylko że w nich upatrywana jest przyczyna zwiększonej liczby przypadków autyzmu
              w Stanach, ściśle mówiąc nie w samych szczepieniach, tylko w tym, że noworodkom
              podawano szczepionki konserwowane związkami rtęci. Oczywiście można powiedzieć,
              że ryzyko związane z podaniem szczepionki jest mniejsze niż ryzyko zachorowania
              na chorobę, przeciwko której jest szczepionka, ale... No właśnie, ale. Ten kij
              ma dwa końce, i im więcej wymyślimy rzeczy, które są dla nas dobre, tym więcej
              ryzyk z nimi związanych, nawet przy założeniu, że wszyscy, którzy się tymi
              rzeczami zajmują, mają dobre intencje. Stąd mój ograniczony optymizm, niestety.
              • itek1 Re: ciekawe rozmowy 18.08.06, 22:37
                > Otóż to, czym się on [AW]
                > zajmuje, to kolejny kolejny etap na drodze naukowego obalania światopoglądu
                > religijnego, czyli koncepcji, że człowiek i Ziemia, albo człowiek na Ziemi, albo
                > trochę szerzej, że życie na Ziemi to coś wyjątkowego w kosmosie.
                Z tego co ja sie orientuje, to nauka nie zajmuje sie obalaniem pogladow
                religijnych. Tu nie ma walki nauka vs. religia. Rzeklbym, ze mamy do czynienia
                raczej z potwierdzaniem pewnych intuicji religijnych. A Wloszczan przyznaje, ze
                nic nie wie. Nie ma w sobie tyle pychy, zeby obalac swiatopoglad religijny. IMO
                to jest czyste szalenstwo.
                • lola999 Re: ciekawe rozmowy 18.08.06, 23:30
                  Absolutnie sie zgadzam, ze nauka nie ma na celu obalania religii, czy tez
                  udowadnianie nieistnienia Boga, Swiat jest tak nieprawdopodobnie ogromny i
                  rozlegly i zlozony i tak naprawde nic jeszcze praktycznie nie wiemy, ze pycha
                  by bylo myslec, ze nasze badania czy dociekania zagrazaja Bogu!
                  Ciekawosc musi isc do przodu i eksplorowac i juz. I to chyba nie zawsze w
                  jakims konkretnym celu, warto tez sobie a muzom. For fun i basta.
                  Tyle, ze z szacunku dla wszelkich organizmow zywych, calkiem inne podejscie
                  nalezy stosowac w badaniach materii ozywionej. Wszak nikt nie chce zwiekszyc
                  ilosci cierpienia na swiecie, wrecz przeciwnie. Az kiedys damy rade
                  matematycznie opisac model istoty zywej, ale to jeszcze deczko roboty zostalo.
                  Poki co niestety nie mozemy odkryc mechanizmow raka, czy w/w alergii, ktore
                  niestety tez moga byc fatalne w skutkach :( Ale mam silne przekonanie ze
                  idziemy w dobra strone. Choc lepiej by bylo, zeby tylko dobrzy ludzie mogli
                  miec dostep do potencjalnie groznych wynalazkow.
                • aaneta Re: ciekawe rozmowy 18.08.06, 23:52
                  Łojezu, widzę, że trzeba łopatologicznie. No przecież nie mówię o obalaniu całej
                  religii czy Boga, tylko poglądu, że człowiek jest jedyną istotą rozumną we
                  Wszechświecie, a Ziemia jedynym miejscem, gdzie rozwinęło się życie. Nie
                  uważaliście na lekcjach religii :) Dobranoc.
                  • lola999 Re: ciekawe rozmowy 19.08.06, 01:47
                    Chyba obecnie po prostu mowimy, ze nie wiemy czy napewno w dajacym sie
                    przewidziec czasie znajdziemy te inne istoty, ale ze one prawdopodobnie gdzies
                    sa. Gdzie sa, jakie sa i czy kiedys sie odnajdziemy pozostaje kwestia otwarta.
                    Ale chyba nikt nie ma zadnych sztywnych zalozen na zadne tematy. :) Dobranoc.
              • skajstop Re: ciekawe rozmowy 19.08.06, 10:28
                Mała poprawka w kwestii wywodu nt odkrycia Wolszczana. Zadziwię Cię pewno, ale
                pulsary i teraz ten układ służą do... sprawdzania jakości naszych zegarów :)
                rzecz w tym, że ich ruch, czyli czas obrotu (planety Wolszczana), czy samych
                pulsarów (te "piknięcia") są jednymi z najbardziej przewidywalnych zjawisk we
                wszechświecie. Krótko mówiąc, te ciałeczka, o czym mało kto wie, służą jako
                testery jakości naszych zegarków :)

                No a o fakcie, że potrzebujemy precyzyjnych zegarow w naszej banalnej ludzkiej
                działalności, to chyba nie ma potrzeby dyskutować, nie?
                • aaneta Re: ciekawe rozmowy 19.08.06, 21:37
                  Nie da się ukryć, że mnie zadziwiłeś. Choć z drugiej strony, nic w tym dziwnego,
                  że mnie zadziwiłeś, bo nigdy się zbyt głęboko w ten temat nie wgryzałam. Ale za
                  to teraz próbowałam się wgryźć, choć tylko z użyciem sieci, i to po polsku, bo
                  dopiero przed chwilą udało mi się dorwać do kompa, i nic takiego, o czym
                  piszesz, nie znalazłam. A nawet, powiedziałabym, że wręcz przeciwnie:

                  "Sławny polski radioastronom Aleksander Wolszczan odkrył wiele interesujących
                  pulsarów, między innymi PSR 1534+12 – krótkookresowy pulsar w układzie
                  podwójnym, który wydaje się być równie ciekawym, jeśli nie lepszym laboratorium
                  do testowania teorii grawitacji od pulsara Hulse’a-Taylora. Jednak
                  najsłynniejszym odkryciem prof. Wolszczana jest układ planetarny wokół pulsara
                  PSR 1957+12, pierwszego pozasłonecznego układu planetarnego. Pulsar ten
                  wykazywał regularne odstępstwa mierzonych czasów impulsów od czasów
                  przewidywanych dla tego pulsara. Ponadto odstępstwa te dały się wyjaśnić
                  istnieniem co najmniej dwóch ciał o masach planetarnych orbitujących wokół tego
                  pulsara. Ta atrakcyjna hipoteza, aczkolwiek całkiem wiarygodna, wymagała
                  dodatkowego potwierdzenia, ponieważ owe regularne odstępstwa można było jeszcze
                  objaśnić na inne sposoby. Ale na szczęście hipoteza planetarna przewidywała
                  pewien dodatkowy efekt wyższego rzędu, który udało się wykryć. Mianowicie,
                  okresy orbitalne hipotetycznych planet, 99 i 66 dni, mają się do siebie jak 3:2.
                  W takim przypadku powinien wystąpić rezonans charakteryzujący się pewnym
                  przewidywalnym zachowaniem czasu przyjścia impulsów. Po kilku latach
                  precyzyjnych pomiarów prof. Wolszczan efekt ten wykrył, dostarczając w ten
                  sposób przekonywającego dowodu istnienia ciał planetarnych wokół odkrytego przez
                  siebie pulsara."

                  Jak na mój chłopski rozum, wynika z tego, że te pulsary wcale takie znowu
                  regularne i przewidywalne nie są, a jeżeli nawet przewidywalne, to nieregularnie
                  ;) Jakieś namiary na źródło Twojej poprawki w związku z tym poproszę, nie
                  uwierzę, dopóki nie przeczytam.

                  Co do niezbędności na co dzień bardzo bardzo precyzyjnych zegarów, tak
                  precyzyjnych, że tylko za pomocą pulsarów można je ustawić, to jaja sobie Waćpan
                  robisz, nie?
                  • aaneta Re: ciekawe rozmowy 19.08.06, 21:48
                    O, jeszcze coś takiego znalazłam:

                    "Skąd zatem biorą się okresy dłuższe, rzędu stu i tysiąca milisekund (najdłuższy
                    okres znany wśród pulsarów radiowych wynosi około 6 sekund). Pamiętajmy, że
                    pulsar jest gigantycznym i szybko rotującym magnesem, który (jak wiemy z
                    elementarnej elektrodynamiki) promieniuje falę elektromagnetyczną o częstości
                    równej częstości rotacji pulsara. Taka fala unosi bardzo wydajnie kinetyczną
                    energię rotacyjną gwiazdy neutronowej, powodując systematyczne wydłużanie okresu
                    (zwalnianie rotacji) mierzone w postaci dodatniej pierwszej pochodnej okresu.
                    Typowe wartości wydłużenia, czyli pochodnej okresu, wynoszą około 10-15 sekundy
                    na sekundę. Aby wykrywać tak małe zmiany, potrzebna jest ogromna precyzja
                    pomiarów czasowych, zwanych chronometrażowymi lub z angielska timingiem. Pomiary
                    te polegają na precyzyjnym (z dokładnością mikrosekund) ustalaniu czasu
                    pojawiania się kolejnych impulsów pulsara w obwodach radioteleskopu. Następnie
                    te mierzone czasy przyjścia sygnałów porównuje się z czasami przewidywanymi
                    przez modele pulsara, których głównym składnikiem jest oczywiście model szybko
                    rotującej latarni kosmicznej, spowalnianej regularnie w tempie około 10-15 s/s.
                    Ponadto trzeba uwzględnić, że radioteleskop wraz z Ziemią kręci się z okresem 24
                    godziny wokół osi ziemskiej oraz raz na rok obiega Słońce po eliptycznej
                    orbicie. Należy też uwzględnić możliwe ruchy pulsara względem radioteleskopu,
                    wynikające ze swobodnego ruchu w przestrzeni lub z istnienia masywnych ciał
                    (innych gwiazd lub planet) w pobliżu pulsara. To właśnie możliwość precyzyjnego
                    monitorowania tych ostatnich ruchów doprowadziła do największych odkryć z
                    udziałem pulsarów."

                    No i jak nic wynika mi z tego, że związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy
                    precyzyjnymi pomiarami czasu a regularnością pulsowania pulsarów jest dokładnie
                    odwrotny :)
                  • skajstop Re: ciekawe rozmowy 20.08.06, 09:28
                    aaneta napisała:

                    > Co do niezbędności na co dzień bardzo bardzo precyzyjnych zegarów, tak
                    > precyzyjnych, że tylko za pomocą pulsarów można je ustawić, to jaja sobie
                    > Waćpan robisz, nie?

                    Trochę chyba zamotałem, więc spróbuję wyjaśnić :)
                    Tak naprawdę, ziemski czas jest w tej chwili ustalany przy pomocy zegarów
                    atomowych. Serio. Jak słyzysz, że jest równo dwunasta, to ta wartość pochodzi
                    właśnie z takiej "mazynki". Jest jakieś międzynarodowe porozumienie, w wyniku
                    którego ustala się wspólny czas na tych zegarkach.

                    Natomiast z pulsarami jest tak, że oczywiście nie wzystkie pulsary sobie równe,
                    ale serio gdzieś czytałem (nie w sieci, w ksiazkach popularnonaukowych albo w
                    Świecie Nauki), że te najregularniejsze z nich wykorzystuje się do sprawdzenia
                    "taktowania" tych zegarów atomowych. No, ale będę musiał pomyśleć, gdzie to było...
                    • skajstop I pardon za literówki n/t 20.08.06, 10:00

                    • aaneta Re: ciekawe rozmowy 20.08.06, 12:30
                      Nie wiem, czy jesteś świadomy, że nie rozmawiasz z humanistką ;)
                      O zegarach atomowych to ja wiem i najświeższa ze znanych mi książek na temat
                      mierzenia czasu (sprzed kilku lat, pozostałe z moich czasów licealnych) też na
                      tym kończy historię przyrządów mierzących czas, zresztą w układzie SI ciągle
                      obowiązuje definicja sekundy oparta na wzorcu atomowym:
                      www.slcj.uw.edu.pl/pe/kruszewski/sekunda.html
                      O zastosowaniu pulsarów do mierzenia czasu nigdzie ani słowa, poza tym:
                      ww2.tvp.pl/3558,20051014256567.strona
                      ale wygląda mi to na jakąś ciekawostkę, nie rozwiązanie stosowane szeroko w
                      praktyce. W paktyce wygląda to tak:
                      dcf77.goldhand.com.pl/historia.php
                      i jeżeli mielibyśmy mówić o niezbędności precyzyjnego pomiaru czasu w życiu
                      codziennym, to tylko w kontekście synchronizacji, i to na poziomie urzędowym,
                      naukowym czy choćby biznesowym, a nie domowym :)

                      • skajstop Re: ciekawe rozmowy 20.08.06, 13:04
                        aaneta napisała:

                        > Nie wiem, czy jesteś świadomy, że nie rozmawiasz z humanistką ;)

                        Nie jestem :)

                        > i jeżeli mielibyśmy mówić o niezbędności precyzyjnego pomiaru czasu w życiu
                        > codziennym, to tylko w kontekście synchronizacji, i to na poziomie urzędowym,
                        > naukowym czy choćby biznesowym, a nie domowym :)

                        Tak, ale to się przenika z domowym. W tym sensie to pisałem. Precyzyjny pomiar
                        czasu jest potrzebny.

                        Zostawmy na razie te pulsary, muszę w wolnej chwili sprawdzić, gdzie ja to
                        czytałem i czy czegoś nie pokręciłem. W każdym razie, gdyby sie okazało, że
                        bredziłem jak pijany zając, to forumowy świat się o tym dowie, obiecuję :)
                        • aaneta Re: ciekawe rozmowy 20.08.06, 19:01
                          skajstop napisał:
                          > Nie jestem :)

                          Teraz już jesteś :)
                          I teraz pewnie już wiesz, dlaczego się czepiam. Oprócz tego, że czepiam się z
                          zasady. Jeśli mi się chce :)
                          Ale ustalmy jedno: nie zależy mi na tym, żeby Ci wykazać, że bredzisz, i żeby
                          się wszyscy o tym dowiedzieli (jeśli w ogóle kogokolwiek ten temat interesuje
                          oprócz nas), tylko żeby się dowiedzieć, jak jest faktycznie. Jako niehumanistka
                          wolę fakty niż interpretacje :)
                          • skajstop Re: ciekawe rozmowy 20.08.06, 21:24
                            Anetko, ależ ja wcale nie mam poczucia dybania na moją nędzną skórę :-)
                            Prawda w tym przypadku jest jakaś - i my ja odkryjemy :D
                            • aaneta Re: ciekawe rozmowy 22.08.06, 12:02
                              Na pocieszenie:
                              heading.pata.pl/chrono.htm
                              Przedostatni akapit :)
                              • skajstop Re: ciekawe rozmowy 22.08.06, 12:14
                                No popacz, to jednak aż tak straszliwie nie bredziłem :) mały punkcik, że
                                przynajmniej słyszałem, że dzwoni ;P
                                • aaneta Re: ciekawe rozmowy 22.08.06, 12:19
                                  No to jeszcze bardziej Cię pocieszę:
                                  www.radio.com.pl/nauka/naukowe.asp?id=122
                                  tyle że tu niezupełnie mowa o pulsarach :)
                                  • skajstop Re: ciekawe rozmowy 22.08.06, 12:27
                                    W zasadzie każdy pulsar jest chyba gwiazdą neutronową, choć odwrotnie to
                                    niekoniecznie :)
                                    Wiesz, będę rozmawiać z sensownym fizykiem za parę dni, spytam go, jak to jest z
                                    tym kalibrowaniem atomowych podług pulsarowych :D
                                    • aaneta Re: ciekawe rozmowy 22.08.06, 12:48
                                      Porozmawiaj, porozmawiaj, ja nie mam żadnego pod ręką.
                                      W tej chwili jestem skłonna twierdzić, że to kalibrowanie atomowych podług
                                      pulsarowych ;) jest całkiem możliwe, ale na razie na etapie pomysłu, a nie
                                      praktycznego, szerokiego stosowania. Chociaż w przyszłości, kto wie...
                                    • aaneta Re: ciekawe rozmowy 22.08.06, 12:53
                                      A co do zależności, to faktycznie, pulsar jest rodzajem gwiazdy neutronowej, ale
                                      w tym tekście z PR jest też mowa o białych karłach, które są czym innym niż
                                      gwiazdy neutronowe, a też pulsują, nawet bardziej regularnie.
                                      • skajstop Re: ciekawe rozmowy 22.08.06, 13:02
                                        A bo wszystkie gwiazdy pulsują, o ile pamiętam, tylko w różnych zakresach. To
                                        dryf w bok, ale widziałem np. zdjęcia naszego ukochanego Słoneczka. Sobie
                                        pulsowało całym sobom jak serduszko niemowlaka :-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka