stephen_s
09.09.06, 18:34
... że jak jest się prezydentem państwa, to - niestety - jest się nim ciągle,
a nie od 8 do 16..?
O czym mówię? O wczorajszej (albo przedwczorajszej) wypowiedzi Kaczyńskiego
odnośnie wyroku w sprawie Gilowskiej:
"Kaczyński powiedział, że uzasadnienia wyroku wysłuchał "z niesmakiem". - Pani
sędzia Mojkowska nie jest osobą, której nazwiska nie znam. Wiem, z jakich
środowisk się wywodzi. To nie powinno mieć żadnego znaczenia, ale wczoraj
straciłem tę pewność, że to takiego znaczenia nie ma - dodał.
Chodziło o to, że ojciec sędzi był redaktorem naczelnym "Trybuny Ludu".
Wczoraj w TVN 24 rzecznik prezydenta Maciej Łopiński zapewniał: - Prezydent
nie kwestionuje niezawisłości sądów, a mówiąc o sędzi, wyrażał swoją prywatną
opinię."
serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,68586,3606037.html
Przecież to nie pierwszy raz, kiedy Kaczyński coś mówi, okazuje się to
kontrowersyjne... a on (lub jego ludzie) tłumaczą, że była to prywatna opinia,
nie stanowisko prezydenta RP. Tak samo było z tą karą śmierci, gdzie Kaczor
"prywatnie" poparł dyskusję nad jej przywróceniem, ale "jako prezydent" się od
niej odżegnał.
Do licha, czy naprawdę Kaczyński nie rozumie, że będąc prezydentem kraju, nie
jest już osobą prywatną i KAŻDA jego wypowiedź jest brana pod uwagę? Że nie
jest możliwe, by stosował rozdzielanie "To mówię jako prezydent, a to zupełnie
prywatnie"?
Co dalej? Może następnym razem usłyszymy Kaczora, co mówi "NIe lubię tej całej
Merkel, powinniśmy zerwać stosunki dyplomatyczne z Niemcami" - a zaraz potem,
że to tylko "prywatna opinia", więc się nie liczy?