12.03.03, 08:53
Hymm... Usiłuję otworzyć oko (jedno bo na drugie nie ma we mnie
wystarczojącego samozaparcia) sheet nie da sie <qwa posklejało się czy co ??
Dobra dam sobie jeszcze nieszczesne 10 minut trudno> ... <oki moszę się
podnieść> podejmuję twarde postanowienie po upływie hipotetycznych 10 minut
(dlaczego hipotetycznych to odsyłam do wątku "Śliczny poranek" z
poniedziałku) ponownie próbuję otworzyć oko ... pierdolone ani drgnie.
Boshe !! co robić <WSTAWAJ ROBSON!!!> krzyczę na siebie. NIC! :(. Myśl
przebiegła mi przez głowę <co ja dziś napiszę na forum?? jak znowu jak się
męczę ze wstawaniem to już przestaną mnie czytać, pewnie i tak nie czytają
ale po tym to już napewno 0 (zero) czytania robsonowych pierdół>. Moje ucho
wychwyciło podejrzane dźwięki <aaaa teraz rozumiem> moje oczy wprost
proporcjonalnie zależne od ciśnienia nie chiały się podnieść bo leje a jak
leje to niskie ciśnienie przytłacza mnie zawsze jeśli nie do ziemi to
najchętniej do poduszki a jak do tego dodaćmoją wrodzoną niechęc do
porannego wstawani to nie ukrywam, że nie dziwie się moim oczom, sam bym się
na ich miejscu nie otworzył. Ale realizm musi pokonać moje wrodzone lenistwo
(tak tak mam to od urodzenia podobno urodzić się też nie chciałem i aż 3
lekarzy mnie "wyciskało" z wnętrza mojej mamusi). Pomagając sobie palcami
rozkleiłem zawzięte powieki. Dobra to jeden krok mamy za sobą. Teraz bym
może wstał? hehe przypomina mi się jeden z dowcipów Jima Davisa z kotem
Gerfildem : Gerfild budzi się i rozmyśła <muszę się trochę rozruszać>,
wstaje z posłania i rozkazuje "NÓŻKI MOJE KOCHANE BIEGNIJCIE, BIEGNIJCIE!"
kładąc się z powrotem komentuje <pierdzielone ani drgnęły>. Uśmiecham się do
siebie i komentuje <JAKIEŻ TO LUDZKIE HIHI:)> to napawa mnie otuchą i w
końcu się podnoszę. Później ... he później było jak zwykle rytuał ... A poza
tym Środa :) to już półmetek jutro nawet będę się cieszył a Wy ?? wiem wiem
Wy nie myślicie perspektywicznie wy się będziecie cieszyć jak będzie piątek
16:00 ale to Wasz problem...
Obserwuj wątek
    • kaasia78 Re: Środa... 12.03.03, 09:13
      kolejny poranek inteligenta......pis robson pis....moze ci to kiedys
      sfilmuja:))))))
      caluski z ranca:))))))
      • robsonick Re: Środa... 12.03.03, 09:16
        kaasia78 napisała:

        > kolejny poranek inteligenta......pis robson pis....moze ci to kiedys
        > sfilmuja:))))))
        > caluski z ranca:))))))
        No cóż będąc egoistą od urodznia przyznam, że Oscara się nie spodziewam ;) ale
        dzieki i cmokale kasieńka skarbie ;))
        • ssunia Re: Środa... 12.03.03, 09:38
          ssssssssskarbie? ;)))))))))))))))))
          • robsonick Re: Środa... 12.03.03, 09:54
            ssunia napisała:

            > ssssssssskarbie? ;)))))))))))))))))

            My own!
            My only!
            My treasuresssssss!! :)))
            • iwusia Re: Środa... 12.03.03, 12:34
              Robson menel z ciebie pierwsza klasa hahahahahahaha o szczegóły pytaj
              Szaki:))))))
              buźka:)
    • mathildae Re: ......jeszcze tylko 10 min...... 12.03.03, 10:05
      czyli poranne budzenie sie;)

      budze sie jak kto glupi za piec szosta. wybitnie durna pora; za pozno by
      jeszcze porzadnie pospac, zdecydowanie za wczesnie by wstac i snuc sie po domu
      niczym zaspany marek po piekle. wybieram opcje pierwsza, czyli pospac jeszcze,
      ale zmodyfikowana, bo przeciez nie moge spac w nieskonczonosc, bo musze do
      pracy. no to krakowskim targiem nie 10 min i nie godzinka, ale powiedzmy do
      dwadziescia po szostej moge pospac. nastawiam budzenie w komorce, klade sie,
      zamykam oczy. chwila, ktora godzina? aha, szosta piec, czyli snu tylko
      kwadrans.... niedobrze;( podnosze sie, przestawiam budzik na szosta
      trzydziesci. ok, teraz dobrze;) zauwazam, ze nad ranem szybko i smacznie
      zasypiam, choc - prawde mowiac - to z czym jak z czym, ale ze spaniem nie mam
      problemow! zasypiam i nawet cos mi sie sni! komorka dzwoni punktualnie, gasze
      ja, pamietajac o tym, ze teraz mam jeszcze drzemke - madrzy ludzie
      zainstalowali w komorce taka sama funkcje jak w moim budziku: po jakims czasie
      komorka oddzwoni - baaardzo przydatne;))) no to mam jeszcze te kilka minut.
      zamykam oczy, komorka lezy obok na poduszcze. dzwoni o szostej trzydziesci
      szesc. znowu gasze i znowu mam drzemke. leze i mysle, ciekawe za ile teraz
      zadzwoni? za szesc czy dwanascie minut? dzwoni po szesciu minutach. aha,
      precyzja;) no, dobra, ale jeszcze nie jest za kwadrans siodma, czyli jeszcze
      troszke. zamykam oczy, komorke trzymam w rece. dzwoni. jaki czas? szosta
      czterdziesci osiem. chyba musze juz wstac;( zaraz, zaraz, czy ja mam bluzke do
      pracy, znaczy sie uprasowana? lezac robie w myslach szybki przeglad szafy - nie
      mam;( czyli potrzebuje dodatkowych dziesieciu minut na prasowanie. eee, moze
      cos zakombinuje? zamiast prasowac zaloze pod marynarke bluzke bawelniana bez
      kolnierzyka, a na szyje apaszke - bedzie cool!;) no, to prasowanie mam z glowy!
      ciekawe, czy pada? nie slychac... ale wczoraj panie chmurki i panowie wiaterki
      mowili, ze bedzie. brac parasol czy nie brac? jak wezme to nie bedzie padac,
      jak nie wezme - to bedzie! zawsze takie prawo przyrody; ja nosze parasol tylko
      dla innych ludzi - zeby im na glowe nie kapalo. coz za altruizm z mojej
      strony!;) patrze na czas - matko! juz siodma szesc! zdecydowanie musze wstawac!
      szybko, szybko! .........

      ;)
      • grooszek Re: ......jeszcze tylko 10 min...... 12.03.03, 13:27
        EGZAKTLI - przezywam co rano to samo.. Choc jest jeden wyjatek. YWlaczajac
        budzik w mobilu nigdy nie wiem, czy tym razem dobry guzik wcisnalem, czy nie...
        Wciskajac ktorys wylacza sie tez drzemke, a wtedy mozna sie obudzic lekko po
        czasie... pol biedy w trakcie semsestru, ale w sesji, gdy o 8:15 jest egzamin,
        to jest dla mnie niemalze sport ekstremalny...
        • mathildae Re: a propos czynnosci ekstremalnych 12.03.03, 14:46
          na przyklad mycie zebow i jednoczesne robienie sobie kakao (bo ranki jeszcze
          chlodne, a poza tym jak sie nie ma czasu na sniadanie, to dobrze jest chociaz
          napic sie pozywnego napoju;)). nastawiam mleko i ide do lazienki myc zeby.
          ledwo zaczne, mleko zaczyna gwizdac (mam taki specjalny garnek - zeby nie
          trzeba bylo stac nad mlekiem. bo jak wiadomo jak sie nad mlekiem stoi, to ono
          ani drgnie, zalega jak niezywe. jak sie czlowiek odwroci, to migiem dochodzi do
          stanu wrzenia i wyplywa szeroka lawa na kuchenke! wiec w moim garnku jest
          gwizdek i jak mleko zaczyna kombinowac jakby tu czmychnac, to odzywa sie
          gwizdek). wiec slychac gwizd. a ja z ustami pelnymi pasty;( gwizd nasila sie,
          rosnie, trudno to wytrzymac, wypluwam czesciowo paste i lece do kuchni uciszyc
          mleko. szybko zalewam, mieszam i z kubkiem kakao wracam do lazienki skonczyc
          mycie zebow. plucze usta i pije pierwszy lyk. ..... fuj! zaraz po myciu zebow
          kubki smakowe troche dziwnie reaguja nawet na czekoladowy smak;( pluje, znowu
          plucze. koncze toalete i dopiero pije kakao. o, teraz znacznie lepiej, smakuje
          normalnie;)
          • grooszek Re: a propos czynnosci ekstremalnych 12.03.03, 15:21
            Tia, kakao jeszcze jakos idzie. Sprobuj swiezo po umyciu klow jablko zjesc...
            Doznania smakowe sa wtedy neisamowite:). Ew. myc glowe i robic sobie
            rownoczesnie tosty... uwielbima drewniana lopatka zeskrobywac wyciekniety z
            wymarzonego tosta ser...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka