miia1
10.10.06, 11:12
Wańka-Wstańka
Stefan wyszedł z mieszkania trzaskając głośno drzwiami. Wrócił. Chrząknął,
stwierdził głośno, że zapomniał portfela. Portfel mu potrzebny, bo przecież
musi zapłacić za hotel. Stukając głośno obuwiem ponownie opuścił
pomieszczenie. "Wychodzę!"- krzyknął. Po 2 minutach wrócił, zaczął się krzątać
nerwowo po domu, w poszukiwaniu czegoś. Złapał notes i fajkę, którą ostatni
raz palił 10 lat temu i wyszedł. Wrócił ponownie po 3 minutach. "Odchodzę" -
oznajmił stanowczo. Dotykając klamki chwilę się zawahał. Nasłuchiwał, czy nie
jest zatrzymywany. Przepełniony goryczą opuścił lokal, znowu trzaskając
drzwiami. Małgosia siedziała spokojnie na kanapie czekając aż Stefan w końcu
się wyjaji. Stefan wrócił po godzinie wrzeszcząc, że nikt go nie potrzebuje.
Wyszedł. Wrócił. Znowu wyszedł. Wrócił. Zmęczony zasnął na kanapie.
Stefan wyszedł ostentacyjnie z domku letniskowego wprost nad jezioro.
Posiedział, popatrzył w czarną taflę wody. Była noc. Stefan jak nigdy przedtem
boleśnie odczuwał swą samotność i alienację. Spojrzał przez ramię w kierunku
domku, ale nikt za nim nie wybiegł. Wrócił, głośno postukał butami, aby być
słyszalnym. Domownicy jedli spokojnie kolację. Stefan zapytał o sznur.
Małgosia parsknęła plując sałatką, Romek zakrztusił się herbatą. Stefan
cichym, pełnym rezygnacji głosem ponowił prośbę. Romek poszukał w komórce
sznura i podał go Stefanowi, życząc powodzenia. Stefan udał się nad jezioro i
zawiązał sznur na gałęzi wybierając tę najbardziej wątłą.
Wrócił uwalany błotem i oznajmił, że złapał gumę.