Dodaj do ulubionych

A co na to twój partner?

11.10.06, 14:09
Jestem na forum od niedawna i cieszy mnie fakt, ze coraz więcaej dziewczyn i
pań śmiga na własnych motocyklach.Z tego co dotychczas przeczytałam spora
grupa pań to byłe Plecaczki lub te które z tym sprzętem nawiązały kontakt już
w dzieciństwie.Jeśli rodzinka jest też zakręcona na tym punkcie to w
porzo,jeśli wasz facet jeżdzi to raczej też, ale jak wytłumaczyć to
facetowi,który nie jeżdzi motocyklem, a ty najlepiej czujesz się w
siodełku.Single na pewno nie będą miały z tym problemu,bo zawsze mogą znależć
inny model.Ale jak to zrobić gdy samej ma się rodzinkę?Jeśli na forum są panie
będące w takich związkach i znają jakiś lek na tę przypadłość to proszę o
rady.A w ogóle to jak jesteście postrzegane jako moto-maniaczki w swoich
środowiskach?
Obserwuj wątek
    • boska77 A co na to twój partner? 11.10.06, 15:05
      Witaj ;-)
      Moje kochanie jezdzilo motorynka i roznymi wynalazkami na dwoch kolach jak mial
      nascie lat. Pare razy pogruchotal kosci i mu przeszlo.
      Ja motory kochalam od zawsze, ale wszyscy wokol mi je uparcie wybijali z glowy.
      Ale tego sie nie da wybic! Teraz w koncu skonczylam studia, znalazlam stala
      prace i... odkladam na motor, zapisalam sie na kurs prawa jazdy.
      Chyba nikt tego nie rozumie, moja mama reaguje histerycznie, moje kochanie
      tlumaczy mi ze mnie nie stac.
      Rozpisal mi ostatnio w tabelce szacunkowe koszty utrzymania takiej maszynki,
      ciagle mi tlumaczy ze nie dam sobie rady bo mam za malo sily, ze zrobie sobie
      krzywde. Byly juz rozmowy w stylu ze na pewno kogos tym motorem na drodze
      zabije.
      Nikt z naszych bliskich przyjaciol nie jezdzi i nie traktuja mnie powaznie,
      mysla ze moze tak gadam dla zartu, dla szpanu czy czegokolwiek. Sporo naszych
      dalszych znajomych podejrzewalo mnie o romans z jakims motocyklista skoro tyle
      czasu spedzam "nie wiadomo z kim i gdzie". Na szczescie moj facet ma do mnie
      duuuzo zaufania i nie przejal sie zbytnio takimi domyslami "serdecznych"
      (jestesmy razem ponad 6 lat).
      Mysle ze jak juz w koncu kupie moto [a jestem coraz blizej ;-))))] to dopiero
      zaczna sie problemy. Bo bede kazda wolna chwile spedzala w drodze a niestety
      nie zanosi sie zeby moj luby chcial mi towarzyszyc. To jest silniejsze ode
      mnie, ja po prostu wiem ze musze go miec!
      Zawiode cie, ale nie wiem jak to wytlumaczyc partnerowi i znajomym. Mysle ze
      trzeba robic swoje. Moze jak zobacza ze jezdze i nic mi sie zlego nie stalo (a
      licze ze tak bedzie bo zamierzam jezdzic z glowa) to zmienia podejscie. A moze
      nie, ale ja i tak bede szczesliwa.
      A moje kochanie chyba troszke mnie kocha i jest calkiem wyrozumialy wiec
      potruje, potruje i mu przejdzie
      albo sama mu kupie drugie moto, ale to niestety znowu potrwa zanim uzbieram...
      • masiwa Re: A co na to twój partner? 11.10.06, 16:08
        moja polowka w ogole nie ma i nie ma zamiaru miec do czynienia z czynna jazda
        na dowch kolkach, oprocz roweru :) w dzicinstwie dali mu pojezdzic na jakims
        komarku i pomylil manetke gazu ze sprzeglem i centralnie wyrabal w drzwi
        stodoly, od tej pory zle mu sie kojarzy taki sprzecior
        ale za to ma swoja pasje innego pokroju, a mianowicie gitare, wiec on swoje, a
        ja swoje, on znika na salce z kolegami, a ja bede znikala w przestworzach, nie
        znikam jeszcze, bo dopiero zdaje egzamin w tym miesiacu, a zakup planuje na
        nastepny sezon
        mysle, ze jakos to poradzimy, bo w koncu trzeba miec mozliwosc potesknienia za
        soba troszke ;))))
        a wczesniej to w ogole nie chcial slyszec o tym, ze chce isc na prawko, jakis
        rok czasu marudzil i wynajdywal powody, dla ktorych to nie teraz, a moze
        pozniej, a najlepiej w ogole, ale ja nie odpuszczalam, a moze i on dorosl do
        mysli, ze kazdy ma prawo miec jakas pasje, on uwielbia gre na gitarze, ma swoja
        czarnule, wypieszczona, wychuchana, a ja bede miec te pare koni miedzy
        nogami :DDD tez wypieszczone i wychuchane, wiec chyba dobrze, nie ? :)
    • cruk Re: A co na to twój partner? 11.10.06, 16:27
      znajdz mu inne hobby :-) robotki reczne, nurkowanie ;-) zartuje

      moj Tesc jak urodzilam Piotrka i zobaczyl mnie 4 tyg. po porodzie na motocyklu,
      pokiwal palcem i zahuczal - wybij sobie z glowy jezdzenie na motocyklu, bo
      jestes matka, syna masz etc.

      moze pomogloby poznanie kilku osob jezdzacych na motocyklach i jakis madry
      motonita by go przekonal
    • m0jo Re: A co na to twój partner? 11.10.06, 19:22
      hmm...a moja polowica siem zarazila i marzy mu sie jakis naked :)
      szczerze przyznam, ze jakos dziwnie sie czuje jak dosiada moja kawanie..
      Ja jestem uzalezniona od moto, moja polowica od ciezarowek..jakos tak wyszlo,
      ze wymienilismy sie pasjami ;) i zarazilismy sie wzajemnie.
      • kawaska Re: A co na to twój partner? 13.10.06, 21:48
        m0jo napisała:

        > hmm...a moja polowica siem zarazila i marzy mu sie jakis naked :)
        > szczerze przyznam, ze jakos dziwnie sie czuje jak dosiada moja kawanie..
        > Ja jestem uzalezniona od moto, moja polowica od ciezarowek..jakos tak wyszlo,
        > ze wymienilismy sie pasjami ;) i zarazilismy sie wzajemnie.

        ojej, to zupełnie jak u mnie, ja mam A i B, a mój men B i wszystko w góre.
        Razem mamy pół alfabetu :))

        pozdrawiam
    • jean_nie Re: A co na to twój partner? 11.10.06, 19:28
      Ja swojego meza przekonywalam przez pol roku.. Prosilam, tlumaczylam,
      obiecywalam itd itd.. W koncu sie zgodzil i poszlam na kurs. Ale i tak ciagle
      powtarzal, ze on sobie nie wyobraza jak mozna jezdzic na moto, ze to
      niebezpieczne i ryzykowne. Gadanie skonczylo sie jak posadzilam go na moja
      swiezo kupiona CBFke i wlaczylam silnik - wlasnie jest w polowie kursu i
      zastanawia sie jakie 2oo sobie kupic :)
    • goha66 Re: A co na to twój partner? 12.10.06, 06:56
      witaj Sowko - poruszyłaś bardzo poważny temat (za który i ja miałam się właśnie
      zabrać z powodów, które opiszę zaraz ponizej) ...otóż...
      około miesiąca temu moja zjednośladowana znajoma wyszła sobie za mąż, za
      chłopaka, który nigdy nie czuł żadnego pociągu do motocykli ... o ile w okresie
      kilkuletniego w sumie "chodzenia" i narzeczeństwa nie było problemów z jej
      wyjazdami na przejażdżki czy imprezy (jeżdżą też jej dwaj bracia) to po ślubie
      na informację o chęci uczestniczenia w "zakończeniu sezonu" chłopak zareagował
      krótkim stwierdzeniem, że jest mężatką i po żadnych imprezach jeździć nie
      będzie, że jeśli nadal "musi" jeździć, to bardzo proszę do sklepu po zakupy i
      na działkę, ale jak kiedyś urodzi się dziecko to motocykl do sprzedania i
      koniec tych wygłupów bo najwyższy czas dorosnąć i przestać się zachowywać jak
      easy rider ...
      tja ... nie musze chyba dodawać, że skończyło się to grubszą kłótnią, a problem
      nadal nie jest rozwiązany. nie potrafiłam jej poradzić niż innego jak to, by
      próbowała negocjować z mężem (może przy pomocy braci) ... zobaczymy czy dojdą
      do porozumienia, które usatysfakcjonuje obie strony.
      a w sumie dlaczego o tym piszę? ... ano właśnie dlatego, że nie każda z
      dziewczyn spotyka się z chłopakiem, który ma te samą pasję co ona ... warto
      porozmawiać zawczasu ze swoim partnerem o tym co będzie z babskim jeżdżeniem
      gdy powie sie już sakramentalne "tak".
      • visha Re: A co na to twój partner? 12.10.06, 09:34
        Tak. Jestem bez męża na stanie ;-) Ale to oznacza tylko tyle, że nowopoznany
        facet dowiaduje się o mojej pasji i już wymięka :-| I już go nie ma ;-) Nawet
        nie ma czasu na próbę porozmawiania jak by to mogło wyglądać ;-)
        • goha66 Re: nihil novi 12.10.06, 10:32
          taaa, proza życia... no to nie jesteś wyjątkiem. niestety, powtarzam jeszcze
          raz nie-ste-ty! 1/3 z poznanych w ciagu ostatniego roku dzięki forum dziewczyn
          jest w podobnej sytuacji ... to taki paradoks - z jednej strony chłopaki
          narzekają, ze nie mogą znaleźć dziewczyny która lubiłaby motocykle (ba!
          tolerowała chociaż), a z drugiej ... no własnie
          mam na ten temat własne zdanie wyrobione na podstawie obserwowania
          zjednośladowanych kolegów przez 20 lat z ogonkiem, ale ono nie nadaje się do
          publikacji na forum (bo czasami zaglądają tu koledzy i się poobrażają) :D
          • visha Re: nihil novi 12.10.06, 10:57
            wygląda na to,że mamy identyczne zdanie ;-)
        • iza-dyderska Re: A co na to twój partner? 12.10.06, 12:45
          hej! to jest jeden problem, a czy któraś z was potrafi mi odpowiedziec na
          pytanie co zrobić gdy jest dwoje chętnych a jeden motor?
          Od zawsze marzyłam o motorze, chociaż panicznie się bałam nawet wsiąść jak
          stał na widełkach. potem mój ojciec zaczął miewać motory i nadal był ten strach
          dopiero jak mój "mąż" dał sie namówić na kupno 2ch kółek przełamałam się i
          poszłam na prawko. teraz sytuacja wygląda tak, ze kto pierwszy ten lepszy, co w
          praktyce wygląda mniej więcej tak, że każde z nas leci biegusiem do domku,
          kradnie kluczyki i w drogę. Najczęściej to ja się spóźniam bo jeszcze odbieram
          synka od babci. no i jak tu mu wytłumaczyć żeby choć co kilka dni dał mi
          fory ??? :) najpierw mnie gonił za to, ze sie boję motocykli a teraz ze chcę
          jeździć. i co tu zrobić??
          • goha66 Re: A co na to twój partner? 12.10.06, 13:06
            jak się nie da zanabyć (i utrzymać) drugiego to może ustalić (coby
            sprawiedliwie było) ... grafik? :)
    • arsinoe73 Re: A co na to twój partner? 12.10.06, 15:52
      A powiedzcie mi szczerze moje kochane : znacie choć jedną taką parę , gdzie ONA
      jeździ a ON nie i wszystko jest w porządku i okej , nie ma awantur ,
      wypominania i stresów , że nawet na zloty sama jeździ i on nie ma pretensji????
      Ja nie znam . W drugą stronę układ sie sprawdza ( mniej lub bardziej ) , ale o
      żadnej takiej parze nie słyszałam.
      .. szkoda, smutne to , przynajmniej dla mnie.
      Z takim pytaniem sie juz spotkałam, na innym forum, i najcześciej przewijała
      sie odpowiedź , ze trzeba rozmawiać , negocjować , przekonywać itd...
      A dla mnie najgorsze jest to , że wciąż musimy walczyć. Wydrapywać sobie
      pazurami możliwość robienia czegoś , co nas fascynuje, a co wg ogólnie
      przyjętych norm nie jest normalne , bo nie współgra z przypisaną nam rolą matki
      i żony.
      ( kochanki mogą jeżdzić na moto !!!!! )
      Goha , jak ja bym była na miejscu Twojej znajomej to po takim dictum szanowny
      Pan Małzonek walizki miał by za drzwiami szybciej , niż zdązył by powiedzieć :
      podaj mi obiad!!! facet wiedział z kim sie żeni , i takie zachowanie po ślubie
      świadczy wg mnie tylko o tym , że za parę lat będzie z niego niezły tyran ,
      który nie cofnie się przed kopaniem w torebce i sprawdzaniem esemsów.
      Że przesadzam?? Obym przesadzała....
      Reasumując ..
      Nie bedę reasumować. Dobrze , że nie mam tego problemu. Inna sprawa , że ja z
      moim parszywym charakterkiem nie dopuściłabym do takiego problemu :-D
      I wybaczcie mi dziewczyny ostrość wypowiedzi - nie chciałam nikogo urazić
      Pozdrawiam
      • boska77 A co na to twój partner? 12.10.06, 20:02
        Wiesz co powiem ci moje kochanie mi truje ale nie o to zebym nie jezdzila na
        zloty (bo z banda motocyklistow w droge jako plecak mnie puszcza bez
        szemrania), tylko o to zebym nie jezdzila sama bo watpi chyba w moja
        koordynacje ruchowa i po prostu sie o mnie boi. Ale awantur nie robi, raczej
        truje i wierci dziure w brzuchu [mimo ze spokojnym tonem i tak doprowadza mnie
        do szalu ;-)]
    • motograss Re: A co na to twój partner? 12.10.06, 16:55
      Tak czytam i problem wydaje mi się ciut przesadzony, poza może rzeczywiście
      wyjątkami nieciekawymi, jak widzę :/ Motocykl jest tutaj po prostu symbolem
      jednostronnej pasji, a jak z każdą pasją bywa - ma się do niej prawo (byleby
      rzeczona pasja w granicach prawa działała;)).Czy Wasze niemotocyklowe chłopy
      zabierają Wam kluczyki, rzucają się pod drzwi jak Rejtan, przywiązują do
      krzeseł, zamykają w domu? Pewnie nie, pewnie mruczą tylko niezadowoleni albo
      stawiają w sytuacji "jak Ty możesz to, to ja będę robił to". Kompromis trudna
      sztuka, zresztą kto w końcu powiedział, że lajf z kimś jest łatwy?:)Ale wszystko
      jest do zrobienia. Pewnie piszę tak lekko, bo z moto u mnie żadnych problemów
      niet, mąz ma swój, ja mam swój, wycieczki razem albo osobno, jak komu akurat
      humor dopisuje. Wśród znajomych jest podobnie.
      No, ale moje drogie - wziąć się w garść i przekonywać. W końcu jeżeli motocykl
      prowadzić potraficie, to i chłopa też!;)
      pozdrawiam
    • domino3311 Re: A co na to twój partner? 12.10.06, 20:11
      wiecie co dziewczyny, ja się uwięziłam w małżeństwie 3 tg. temu (7 lat już za
      nami). Mój mąż lubi jeżdzić na moto ale tylko do sklepu i spowrotem, niekiedy
      na dalsze wypada. Jak dla mnie za rzadko. Ostatnio kolega kolegi dostał mój
      numer i zaprosił mnie na rundę 300km ze znajommi z Zabrza. Jak przewidywałam po
      poinformowaniu męża nie wydawało mi się, że wyjdę z domu - ale uparty osioł
      (ja) pojechałam. On został w domu zły, wkurzony, wściekły itp.itd. Moje
      tłumaczenia, że nie sama z obcym tylko w grupie.... że mi zależy... że kocham
      to... nie pomogły.
      Gdy zjeżdżaliśmy na Wisłę coś zaczęło mi pikać w serduchu. Przeprosiłam swoich
      nowych znajomch i wróciłam do domu...słaba silna wolo... Gd mąż mnie wydobył z
      siebie okrzyk - Co ty tu robisz? - Powiedziałam mu tylko, że nie chcę aby tak
      wyglądały moje wyjazdy, że go kocham i jeszcze parę słodkich słówek. W życiu
      bym nie przypuszczała, że da to takie efekty. Już kilka razy byłam sama bądź z
      kumplami na przejażdżce i za każdym razem nie mam najmniejszych problemów z
      mężem. U mnie to zadziałało nie wiem jakby było u innch ale życzę powodzenia.

      D.
    • tommot470 Re: A co na to twój partner? 15.10.06, 10:46
      Hej Dziewczyny!
      święte, prawdziwe, z życia wzięte....ale właśnie po co niezmiennie walczyć,
      przekonywać, udowadniać, przepraszać...że jeździ się na moto i moto, garaż, czy
      wreszcie droga są czymś szczególnym? Szczególnym oczywiście, ale na zupełnie
      innym poziomie niż relacje międzyludzkie? Bo zapewne często spotykamy się
      wszyscy z argumentacją, że jak mnie nie kochasz, to jeździj sobie na moto sam/a.
      Niestety nieżadko stawiny mi wybór ze strony dziewczyny: ja albo motocykle, był
      niełatwy do rozwiązania... :(

      Sorki, że wcinam się w Wasze wypowiedzi innym nieco spojżeniem - mniej
      kobiecym :) - ale wszystko, co tu piszecie to niestety prawda.
      Tylko znaleść 2 połówkę akceptującą to miłe hobby :).... to sztuka


      może Wy Szanowne coś doradzicie? :)

      miłego ganiania, choć sezon powolutku zmierza ku końcowi (moje moto już
      schowane i czekają na zimowy serwis - ale nie serwis Rozenthala :)


      Hej,
      tom
      • kasia.jos Re: A co na to twój partner? 23.10.06, 20:20
        Dziewczyny i Tommot, poruszyliscie wazna kwestie,nad ktora ja zastanawiam sie
        od momentu, kiedy zaczela mnie ogarniac pasja motocyklowa. Moj facet nie jezdzi
        i mimo wielu moich prob przekonania, nie ma ku temu najmniejszej ochoty. Moze
        to dlatego, ze kiedys spadl z jakiegos motorka jak byl maly, bo nie wiedzial,
        ze dodajac za duzo gazu moze pozbawic sie siodelka pod soba;) No nie wiem. Na
        prawko samochodowe tez nie chcial isc, mimo ze byl juz w polowie studiow, ale
        po ilus tam rozmowach poszedl... i teraz polubil jezdzenie autem. Natomiast do
        motocykli przekonac sie nie moze. Nie wiem czy mam dalej probowac. Czasami
        biore go ze soba na przejazdzke, ale wiecie, jako plecaczek do chlopakow na
        motocyklach podjezdzac nie chce. W sumie rozumiem.

        Na razie miedzy nami uklada sie dobrze, juz ponad 3,5 roku, z motocyklami na
        karku od ok. 1,5 roku. Bylam sama na dwoch zakonczeniach sezonu, ale nie
        nocowalam. Nie mial pretencji, chyba rozumie, ze mi na tym zalezy i wiem, ze mi
        ufa. Ale wiem, ze kiedys wezme ze soba namiot i pojade nie na wieczor tylko na
        kilka dni i zastanawiam sie czy to nie bedzie przyczynkiem do jakichs klotni.
        Zawsze mu proponuje, by ze mna jechal, ale nie chce. Caly czas boje sie, ze
        kiedys moto bedzie powodem klotni. Tzn. wiadomo nie sam motocykl, a faceci, z
        ktorymi jezdze. No bo nie ukrywajmy, tojednak glownie faceci jezdza na moto.
        Tak sie zastanawiam jak motocyklisci postrzegaja w swoim gronie amazonki. Czy
        rzeczywiscie jako rowne sobie czy tylko jako laski, ktore lubia, no nie wiem,
        ostra zabawe i niebezpieczestwo i sa latwym kąskiem. Tommot, a Ty jak nas
        postrzegasz?

        Jos.

        * * *
        Suzuki LS650 Savage '93
        • domino3311 Re: A co na to twój partner? 23.10.06, 22:33
          Masz rację Kasia. Mój też nie ma nic przeciwko jednodniowym wypadom, gorzej gdy
          mam zostać na noc. Tak naprawdę jeszcze nie miałam takiej wycieczki ale jedna
          zbliża się wielkimi krokami - 13 styczeń. Już go o niej poinformowałam i nie
          przyjął tego z wielkim entuzjazmem. Ale nie odpuszczę. Na moją prośbę aby
          jechał ze mną powiedział, że w życiu nie pojedzie na żaden zlot, nawet babski.
          Mam nadzieję, że rozwodu z tego powodu nie będzie(((-;
          • kasia.jos Re: A co na to twój partner? 24.10.06, 23:46
            Domino, mam nadzieje, ze naprawde nie bedzie dochodzic do takich rzeczy jak
            rozwowy czy rozstania... Ale wiesz, mimo wszystko sytacja wyglada troche
            inaczej, jesli to babski zlot ;) Eh, jakos to bedzie, prawda? :) Jesli nie chce
            jechac, to nie ma co na sile brac. Ale z drugiej strony, gdyby zobaczyl, jak
            jest fajnie na takich imprezkach, to nie wiadomo czy to by czegos nie
            zmienilo...
            • domino3311 Re: A co na to twój partner? 26.10.06, 07:27
              On w sumie był na "aż" jednym zlocie, dlatego sie zraził bo bylismy pod
              namiotami. Wiecie....zimno, brudno, nie ma ciepłych łazienek, zimna woda z
              kranu. Mnie się podobało. Fakt, że przyjechałam brudna,
              niedomyta...tfu...tfu... Ale było cool.(((-;
      • pszczola35 Re: A co na to twój partner? 24.10.06, 22:14
        Hej, Tom:)
        Mnie też ktoś musiał przekonywać, pokazać, oswojać, choć nie do końca:)
        Miałam styczność z motorkami z młodości, kiedy jeździłam z przyjaciółką na zawody crossowe:) Bomba! Oczywiście w roli nieletniego widza:))Przy okazji zapoznanie się z maszynkami w różnych klasach ( w zależności od mocy silnika), możliwość przebywania w parku maszyn. To niezapominane wrażenia dla "maluchów":)
        Nie martw się, znajdziesz z pewnością tą wymarzoną, która zaakceptuje Twoje hobby,a najlepiej żeby też miała już motorek:))
        Pozdro. Psczoła35

        • tommot470 Re: A co na to twój partner? 26.10.06, 15:39
          Hej Katie i Pszczola35 dzieki za re.

          A nawiązując do pytania Katie odnośnie mojego postrzegania amazonek - nie widzę
          powodu, by nie akceptować dziewczyn w gronie, które przecież nie jest
          zarezerwowane dla panów - w każdym razie tak mnie się wydaje.
          A poza tym - jak to zwykle bywa dziewczyny wprowadzają milszą atmosferę
          gdziekolwiek się pojawią. No...może z wyjątkiem patologii, gdzie właśnie często
          dziewczyny są prowodyrkami.

          Osobiście nie znam wiele amazonek, bo zloty nie są moim żywiołem, a na trasie
          nie zawsze łatwo jest rozpoznać, kto zacz.

          Chociaż - ale to pewnie nie czas i miejsce by pisać tu o moich prześmiesznych
          zresztą spotkaniach z amazonkami - wątek ma nieco inny tytuł :).... jechałem
          kiedyś na roverku w centrum wawy. Patrze, na skrzyżowaniu moto, obok niewielka
          dziewczyna. Moto dokłanie na środku skrzyżowania, 4 pasy, duży ruch. Stawiam
          rowerek, podchedze, pytam, czy może coś pomóc? Nie, dziękuję. Oki, ale może
          jednak pomogę, na moto nieznacznie się znam. Oki, poproszę przestawić mi moto
          na chodnik, tylko proszę uważać, bo moto ciężkie. Ledwo starczyło mi rąk na
          złąpanie kierownicy, moto poszło na chodnik a dziewczyna pyta, czy nie znam
          kogoś, kto może naprawić jej moto. POdałem stosowny telefon. Najśmieszniejsze
          jednak to, że dziewczyna długim harlejem synem dawida jechała po dziecko....do
          przedszkola.. :) A ledwo sie na niego wdrapywala :)

          Pozdrawiam Amazonki i ubierajcie się cieplo....korzonki bolą nie tylko zimą...

          hej
          tom
          • visha Re: A co na to twój partner? 27.10.06, 13:11
            Ja od dłuższego czasu jeżdżę z facetami (wolni jeźdźcy). Od samego początku
            traktują mnie jak swoją młodszą siostrę i opiekują się mną. Na samym początku
            uczyli mnie jak powinnam się zachowywać na drodze. Co na pewno było dla nich
            nie lada przeżyciem ;-)
            Mamy za sobą niejeden wspólny wyjazd (nawet trzytygodniowy). Nigdy nie było
            żadnych problemów. Nawet w sytuacji gdy mieszkaliśmy w jednym pokoju.
            Dżentelmeni pod każdym względem.
            Czasem tylko zachowują się jakbym było facetem i są zdziwieni gdy o poranku
            maluję rzęsy ;-)
      • mmonka Re: A co na to twój partner? 02.11.06, 13:53
        Po przeczytaniu waszystkiego, to musze przyznac, ze chyba mam szczeście. Tom jak
        dziewczyna daje ci ultimatum, albo ona, albo moto, to chyba nie masz problemu z
        wyborem...,jak nie rozumie to trudno. Ja znalazlam polowe, ktora w pelni
        akceptuje i podziela moja pasje. Jak zaczynalam byl bardzo cierpliwy i
        wyrozumialy. Doradzal, pokazywal i asekurowal. I to dzieki niemu czuje sie teraz
        tak pewnie.Znajomi chyba tez przywykli, a ze nie lubie jezdzic z tylu to
        sprzedalismy samochod i kupilismy dwa motocykle. Nie czekam tak na nic jak na
        wspolne wyjazdy czy wieczorne "mosty". To jest nasze życie, a plany na
        motocyklowe lato na poludniu EU daje nam motywacje do nudnaj pracy i zabija
        rutyne. Czesto jest tak, ze moto nas godzi.
        Facetow ktorych spotykam na 2OO sa raczej przyjaznie nastawieni. Czasami tylko
        zachowuja sie jak dupki uwazajac sie za alfe i omege, ale coz...
        Pozdrawiam wszystkich i szerokiej drogi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka