milva111
17.10.06, 20:17
Byłam z facetem 4 lata...
Byłam mniej lub badziej szczęśliwa...
Byłam kochana, kiedyś uwielbiana, adorowana jakiś czas... Pożądana, był
kiedyś moment nawet piedestału...
Miałam do kogo wracać, na kogo czekać, z myślą o kimś i o czymś uczyłam się
wielu rzeczy...
Dla kogoś się starałam... Dla kogoś czułam, że mogę wszystko...
Trudno jest teraz myśleć o tym wszystkim w czasie przeszłym...
Zwłaszcza, że od tej przełomowej chwili, w której dowiedziałam się, że o
wszystkim muszę myśleć w czasie przeszłym, nie minął nawet tydzień...
Tym trudniej, że zmieniło się tylko, albo aż, to, że nie nazywamy się My
tylko Przyjaciele, że nie mogę mówić tak i tego co bym chciała i na język mi
ciśnie serce, oraz to, że nie mam prawa myśleć o nim jak o swoim mężczyźnie,
bo już nim nie jest...
I jeszcze to, że godzę się na wygodny dla niego układ, bo dalej go ... i
chyba irracjonalną nadzieję mam... Mimo, że doskonale zdaję sobie sprawę z
tego, iż ... to jest irracjonalne i od teraz jest to absolutnie czas
przeszły...