wiksadyba1
05.11.06, 23:24
Zaczerpnięte z jednego z forów amerykańskich. Macie jakieś konkretne
dziesięciolecia, wstępnie ograniczmy się może do XX wieku, do których czujecie
szczególną miętę:)
Wątek z założenia niepoważny, chyba że coś poważnego wyjdzie przy okazji:)
Ja właśnie z tym mam duży problem. Z jednej strony "totalnie i radykalnie", że
sparafrazuję niesławną postać epoki wskazując od razu na istotę problemu,
fascynuje mnie 20 lecie międzywojenne. Największe być może w ogóle lata w
literaturze, jeśli idzie o ilość arcydzieł na dekadę, czy może wręcz na rok.
Różne dżojsy, kafki, łólfy, musile, folknery, celiny, gombrowicze i wielu,
wielu innych. Malarstwo. Architektura, zwłaszcza za modernę (Miesa van der
Rohe, Le Corbusiera - przy całej dwuznaczności tego, co z nich wynikło i paru
innych), ale też - na dobre i na złe - pierwsze monstrualne drapacze chmur:).
Rewolucje w muzyce "poważnej" + rozwój jazzu. Genialne odkrycia naukowe,
zwłaszcza w fizyce, dokonane głównie przez gówniarzy:) np. Heisenberga,
Schreodingera etc. Nie wiem, czy kiedyś dożyjemy lat o tak wielkim natężeniu
wszelakiej maści geniuszu:)
No a w polityce- rysuje się tragedia na niespotykaną wcześniej skalę:(
Czy właśnie zwłaszcza w najbardziej niespokojnych epokach jest coś, co
szczególnie inspiruje twórczo? To być może w miarę poważne pytanie (przy
odpowiedzi - uważać na stereotypy i łatwe rozwiązania:), kłania sie też David
Hume z jego krytyką myślenia przyczynowo-skutkowego:) ukryte w tym niepoważnym
wątku.
Dalej - późne lata 40-te i 50-te. Bardzo ciekawe w sztuce, np. szczyty jazzu i
awangardy w muzyce (początek muz. elektronicznej), Hollywood na
nieprawdopobnym, porównując z dzisiejszą epoką, poziomie artystycznym. Klimat
polityczny (na Zachodzie) to mieszanka nadziei i podejrzliwości. Na Wschodzie
Europy - zgroza, oczywiście.
Lata 60-te - kocham i nienawidzę:) - temat rzeka.
Co do ejtis, to o ile byłem na początku 90-tych niedocenionym
mikro-prekursorem powszechnego obecnie sentyymentu lansując dla jaj w m.
towarzystwie modę na szlagiery z tamtej epoki w czasie, w którym co bardziej
ceniąca się młodzież uważała, że tego chłamu nie da się słuchać nawet dla
jaj:), to jednak mówiąc serio był to okres niewyobrażalnego chłamu i tandety.
Parę jasnych punktów jak np. b. ciekawa "alternatywna" scena rockowa i
"około-rockowa" niewiele tu zmienia.
Z lat, które przeżyłem - niewątpliwie mam sentyment do początku lat 90-tych.
Czysto subiektywnie - pierwsze tzw. dorosłe doświadczenia np. erotyczne i
używkowe:) Obiektywnie - zmiany w naszej części Europy- nikomu przytomnemu
chyba nie muszę tłumaczyć. Chwilowy regres komercji - co prawda raczej nie
objęło to eksplozji kulturalnej na "najwyższych półkach", ale mimo wszystko-
nie dość że Nirvana nr 1 billboardu, a Nine Inch Nails w Top10, to nawet Sonic
Youth i Fugazi w top 30:) Mam też wrażenie/wspomnienie ogólnego "luzu i
swobody" ale tu już mogę mieszać doświadczenia osobiste z próbą jakiejś
obiektywniejszej oceny:)
Dzisiaj nie jest zbyt dobrze, chociaż na parę rzeczy, jak np. internet,
możliwość podróży od Tallina po Lizbonę z dowodem osobistym nie narzekam:)
Ogólnie jednak w kulturze bez wielkich rewelacji. Klimat polityczny pogorszył
się, na bardzo różne sposoby, w większości państw tzw. cywilizowanych i nie
tylko, chociaż cały czas, odpukać, tzw. świat zachodni należy do
najbezpieczniejszych i najspokojniejszych w historii.
Jedna rzecz przemawia za obecną dekadą ew. tymi świeższymi - hipochondria:) +
strach o zdrowie osób bliskich. Bałbym się odrobinę -patrząc z dzisiejszej
perspektywy- żyć w czasach, w których moje ciało byłoby narażone na rozmaite
tyfusy, dyfteryty,dyzynterie, ospy "nie-wietrzne" etc.:) i w których miałbym,
patrząc statystycznie, powody się obawiać, że mogę uśmiercić miłość mojego
życia robiąc jej dziecko i że rzeczone dziecko ma dużą "szansę" nie dożyć
rozsądnego wieku....