Dodaj do ulubionych

żałosne...

21.11.06, 22:29
nie wiem, czy Magda m mnie tak nastroiła, ale naszedł mnie klimat tęsknoty za
moim exem... już myślalam, że mam to za sobą, ale czasem wraca. Dwa razy
próbowaliśmy i zawsze kończyło się bardzo niemiło. Już sobie wmówiłam, że
wykończyłby mnie, gdybyśmy byli razem, ale niestety wcześniej wmówiłam sobie,
że tylko z nim potrafię się dogadać, że rozumiemy się bez słów i z nikim nie
było tak dobrze. Tak bym chciała z nim porozmawiać... cholera jasna, czy mi
kiedykolwiek przejdzie? ratunku!
Obserwuj wątek
    • miss96 Re: żałosne... 21.11.06, 22:47
      A ile masz lat?

      to jakby pozwoli odpowiedziec mi dalej.

      Pozdrawiam
      • almondgirl Re: żałosne... 21.11.06, 23:17
        prawie 30... shit, jestem żałosna
      • almondgirl Re: żałosne... 21.11.06, 23:22
        miss96, tylko pliz, nie mów mi, żebym się do niego odezwała, skoro chcę z nim
        porozmawiać. To naprawdę koniec i nie mam nawet cienia ochoty, zeby robić z
        siebie idiotkę i do niego dzwonić (zresztą wykasowałam numer telefonu, a
        nigdzie indziej go nie zapisałam). Ja tylko się tak nad sobą użalam, ze przez
        tego zadufanego palanta stałam się żałosną starą panną:(
    • miss96 Re: żałosne... 22.11.06, 00:29
      No jeśli masz prawie trzydzieści to broń cie Panie Boże do niego dzwonić itp.
      Zachowaj swą godnośc.
      Bądz odważna!!
      Czas naprawdę leczy rany.
      A skoro on się wykręca, to nie kocha cie.
      Poprostu nie kocha.
      Ale to on , a inni nadejdą.
      • zielonka16 Re: żałosne... 22.11.06, 08:50
        Hmm,mnie nie przeszło i chyba nigdy nie przejdzie.Jest to wszystko takie
        zamglone ,rozmyte,ale jest, chociaż wiem że niema nawet 0,1% szans aby było
        inaczej.Aaaa do dupy to wszystko.
      • almondgirl Re: żałosne... 22.11.06, 09:33
        miss, doskonale o tym wiem, że ani on mnie nie kocha, ani ja jego. Ale wkurza
        mnie to, że jak mam gorszy dzień, to się rozrzewniam, że kiedyś tak fajnie
        było... no i niestety nawet w innych ramionach pocieszenia nie mogę znaleźć, bo
        jednak wciąż pod wieloma względami uważam go za ideał. Popieprzony na maxa, ale
        ideał...
        • bella.donna1 Re: żałosne... 22.11.06, 10:14

          A to dlatego że był "ostatnim" Twoim facetem...
          gdyby był po nim Inny to pewnie nie myslałabyś w tych kadegoraiach o Tym
          Ha ale pokrętna logika---kobieca;)
          Jedno jest pewne jak wspomniała Miss nie kocha Cię,jeżeli ty jego również to
          pora poszukać innego obiektu westchnień o którym będziesz mogła mysleć
          w "takich" chwilach
          {eh udzielam rad a sama mam nie lepiej-sobie moge poudzielać:)))}
          Migdałowa dziewuszko będzie dobrze w końcu sie ułóży- ja w to głęboko wierzę
          Nastawienie pozytywne, optymizm-wiem nie łatwe ale idze się tego nauczyć i
          wmówic sobie rózne rzeczy dla własnego komfortu psychicznego:)
          Podam przykład, że cuda się zdarzają:) OTÓŻ....
          Dawna koleżanka ze studiów-mało powiedziane brzydkie kaczatko-co tu owijac w
          bawełne brzydka była, nie zbyt lotna, niesamowicie owłosiona wszędzie (problemy
          hormonalne z którymi nie walczyła)problemy z cerą i zębami, mało sympatyczna
          itd itd (wyszłam na zołze chyba ale to obiektywna ocena);) ta właśnie ONA
          wyszła niedawno za 'Apolla'-nie wiem jakim jest ów 'Apollo' jest człowiekiem
          ale powierzchowność ma wcale wcale
          byłam w szoku jak się dowiedziałam...
          MIGDAŁKU
          Jak ona mogła............to co my gorsze?
          Pozdrawiam:)
          • almondgirl Re: żałosne... 22.11.06, 10:28
            bella donna, dzięki:) masz rację:) nie wiem, po jaką cholerę rozdrapuję stare
            rany, chyba z nudów:) (i przez PMS)

            pozdrawiam!!!:)
          • miss96 Re: żałosne... 22.11.06, 13:06
            Dziewczyny a po co wogóle szukać?

            Nie lepiej skupić się na sobie?
            Powiem tak.
            Jest mi strasznie ciężko, bo mój mąż wyjechał do angli rok temu.
            Był parę razy, ale wiadomo - rozłąka nie wychodzi na dobre.
            I to bym jeszcze przeżyła.
            Jest tylko jeden problem.
            Mój mąż nie okazuje mi tęsknoty za mą, w żaden sposób.
            Nie rozmawia z dzieciakami o mnie, nie pyta co u mamy, jak skończy rozmowę z
            niki, nie prosi mnie do telefonu, a na dodatek od miesiąca mieszka z trzema
            dziewczynami.

            I co?
            Wyobraznia i smutem mnie zabijał.
            Codziennie, co chwilę.
            Ale obróciłam się za siebie, spojrzałam na byłych moich mężczyzn, na niego , i
            stwierdziłam że to nie o nich, nie o niego mi teraz chodzi.
            Mam cudne dzieci, mam siebie i dwie koleżanki z którymi o wszystkim mogę
            pogadać.
            Mama moja daleko, ojciec biznesman, teściowie w sumie obcy.
            Ale mam dzieci i siebie, dwie koleżanki i was.
            Z dziećmi bawię się, rozpoznaje zapachy z moich lat dziciństwa.
            podróżuję na rowerze, z każdej błachostki robimy przygodę, cieszę się ich
            obecnością, choć wkurwia mnie że śpią dopiero ok 22.00.
            Wtedy jestem z wami, uczę się angielskiego.
            Bo w styczniu jadę do męża i jesgo 3 koleżanek.
            I wiem, że nie chcę pracować na zmywaku, tylko będę pracować w sprzedaży.
            Myślę tu o jakimś fajnym sklepie z ciuchami, butami.
            Myślę też że nie będe pracować za minimum.
            jestem pełna sił, lubię ludzi tak ogólnie. Lubię z nimi rozmowiać, lubię
            sprzedawać.
            Pózniej 2 razy w tygodniu będę prowadzić areobik dla polskich mam, którym
            napewno jest ciężko tam z dzieciakami.
            Takie są moje marzenia.
            Myślę że sobie poradzę.
            A przynajmniej teraz skupiam się na dzieciach i moich marzeniach.
            Mam wszystko.
            Dzieci, dobrą kondycję fizyczną, nad psychiczną pracuję, aby znowu nie
            wtargnęło rozczarowanie moim mężem.
            żeby nie wtargnęły miłe wspomnienia i rozgoryczenia.
            Niech sobie z nimi mieszka.

            A teraz zmykam do dzieci bo Agentki się kończą.

            Całuję mocno każdą z osobna, rzycząc wielu uśmiechów w dniu dzisiejszym.
            • miss96 Re: żałosne... 22.11.06, 13:10
              życząc - oczywiście - życząc.
              Ale byk się trafił, no cóz.
              zdarza się.
            • bella.donna1 miss.... 22.11.06, 15:52

              Droga Missko;)
              gdzieś natknęłam się na Twoja historię wczesniej...
              i po przeczytaniu smutno mi sie zrobiło
              Nie jestem domorosłym psychologiem ani filozofem...
              Wiesz wygląda mi na to że chyba nie czujesz się bezpieczna przy męzu a przede
              wszystkim nie ufasz mu, no i jeszcze brak zainteresowania z jego strony
              dopełnia wszystkiego-bardzo mi przykro
              Podziwiam Twoją siłę zapał, pomysłowość(tu mam na mysli nie zmordowanie w
              kreowaniu nowych zabaw dla pociech)i CHĘĆ!!
              Ale nie dziw się tym co szukaja "połówki" (nie lubię tego banalnego określenia)
              Twoim szczęściem i zyciem stały sie dzieciaki, a wydaje mi się że biologiczny
              pęd kobiety jest na tyle silny że 90% z nas pragnie założyć rodzinę....
              Dlatego czekamy szukamy
              To chyba nic złego?
              Jasne bosko jest sie spełniać realizować-to najwyżej sklasyfikowana potrzeba w
              piramidzie potrzeb Maxwela ale, aby zaspokoić tę, muszą być w pierwszej
              kolejności zaspokojone podstawowe potrzeby.
              Dla mnie napewno taka jest poczucie bezpieczeństwa i głęboko wierzę że będzie
              mi to RÓWNIEŻ dawał mój ewentualny partner (oby ;o))

              Pozdrawiam cieplutko
              No i oczywiście powodzenie w tej Anglii
              bądź DZIELNA
            • almondgirl Re: żałosne... 22.11.06, 16:34
              e no, szukanie przecież nie wyklucza skupiania się na sobie - w końcu szukam
              dla siebie:) mnie właściwie rozłąka z exem wyszła na dobre, a to z mojej
              głupoty jakby, bo próbowałam sobie udowodnić, że mogę być taka superwoman.
              Spięlam się i zmieniłam pracę na lepszą i w wymarzonym zawodzie (która już bym
              zresztą chętnie zmieniła, tzn firmę, a nie zawód). A teraz sie dokształcam,
              szlifuję angielski i zastanawiam, co by tu zrobić, zeby bez wysiłku i bez
              wyrzeczeń schudnąć parę kilo.
              • miss96 Re: żałosne... 22.11.06, 23:04
                no i oto chodzi.

                życzę miłej nocy bez przemocy.
    • hpx Re: żałosne... 23.11.06, 22:11
      Almond, a czy ten facet to przypadkiem pierwsza Twoja milosc?? bo ja nachodza
      podobne refleksje i rozrzewienie wobec mojego pierwszego bylego...
      • almondgirl Re: żałosne... 25.11.06, 22:48
        e, nie, jest którymś tam z kolei byłym. Innych romansów tak nie rozpamiętuję,
        choć bywały dłuższe, bardziej szalone i namiętne... ale z tym to była tzw.
        wielka miłość - spadło na nas jak grom z jasnego nieba, a później niestety już
        tylko jemu równie szybko przeszło. Mam nauczkę na przyszłość - jeśli kiedyś mi
        się zdarzy poczuć "chemię" tak od razu, to zwieję, żeby sie nie pakować w
        kolejną taką historię

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka