Dodaj do ulubionych

Odeszłam...

18.12.06, 17:59
...po 15 latach. Bez ślubu. I nie wiem - co dalej? Nie bił, nie pił, nie zdradzał, ale jednak z czasem przestaliśmy rozmawiać ze sobą poza standardowymi zrób, kup, załatw, wrócę o osiemnastej itp. i coraz częściej warczeć na siebie o byle co. Seks... co tu ukrywać, nie udawało się. Raz na miesiąc? To często. Nie mieliśmy dzieci, więc było łatwiej odejść. Dlaczego odeszłam? Dla świętego spokoju. Łudzę się, że znajdę kogoś kto rozbudzi na nowo pożądanie, namiętności, pragnienia. Że będę czuła, że żyję na 100% a nie tylko z dnia na dzień. To już drugi miesiąc jak nie ma go. W domu temperatura 25 stopni, a mnie telepie. Nic nie chce mi się. Ale nie chcę też wracać do tego co było. Rozmawialiśmy o tym co się stało. Nic nie rokuje tego, że na nowo będziemy szczęśliwi. A jednak... Nie umiem się odnaleźć w tym wszystkim. Nie chce mi się szukać faceta który się mną zaopiekuje. Nie chce mi się chodzić do pracy. Brakuje mi go... Ale czy jest sens wracać, jeśli ma być szaro-buro? Jeśli znów mamy się pokłócić o to czy mamy iść do kina czy do pubu? Jeśli znów wyjeżdzając do oddziału firmy w drugim końcu Polski będę się cieszyła, że przez 4 dni mam spokój od sprzeczek? Jeśli znów będziemy udawać, że jesteśmy szczęśliwi? Wspomagaliśmy siebie, to fakt, ale przestaliśmy się kochać... I co? Zacisnąć zęby i szukać szczęścia, czy dotrwać do starości z człowiekiem który jest dobry, ale staje się coraz bardziej odległy? Ryczę... Co któryś dzień. Czuję się bezsilna...

S.
Obserwuj wątek
    • ciociapolcia Re: Odeszłam... 18.12.06, 18:02
      Trudny wybor.
      Razem - wiesz jak moze byc.
      Osobno. Nie wiadomo jak zycie sie ulozy...
      • ciociapolcia Re: Odeszłam... 18.12.06, 18:12
        Ale placzesz bo brakuje, czy bo kochasz?
        • bulka_z_maslem Re: Odeszłam... 19.12.06, 00:08
          ciociapolcia napisała:

          > Ale placzesz bo brakuje, czy bo kochasz?

          Bo pusto, bo nie wiem czy dam radę bez niego, bo do tej pory to mimo wszystko On był moim oparciem, bo czuję, że go skrzywdziłam, bo nie wiem czy i jaki będzie następny... Bo to dobry facet był... Tylko życie nam nie wyszło :(

          S.
          • edyta1177 Re: Odeszłam... 19.12.06, 11:37
            Powiem Ci tak jestem zona od 6 lat sa dni dobre i troszke gorsze ogolnie jest
            ok choc nm atez casem zdaza sie posprzeczac np o to czy niedziele spedzamy w
            domu czy jedziemy gdziez itp sa to drobne sprawki tak jak u Ciebie miedzy
            iinymi ten pub czy kino ale nie sadze by tak drobne nieporozumienia maialy miec
            wplyw na to czy byc razem czy osobno druga i najwazniejsza strona medlau to
            milosc jak jest miedzy Wami to bedzie dobrze moze ta rozlaka dobrze Wam zrobi,
            cos uswiadomi jesli jej nie ma to zrobilas dobrze.A jesli chofdzi o rutyne to
            pojawia sie ZAWSZE nawet przy najwiekszej i najgoretszej milosci i tu jest pies
            pogrzebany zeby robic wszystko aby z ta rutyna sobie rdzic isc samemu
            urozmaicac Wasze wspolne zycie no lae nic na sile.Pozdrawiam i zycze
            wszystkiego dobrego.
          • hyper_mouse Re: Odeszłam... 20.12.06, 15:25
            ale jak to się stało, że przez 15 lat nie było ślubu, dzieci itp?
            To raczej dziwne...
            • bulka_z_maslem Re: Odeszłam... 20.12.06, 17:52
              hyper_mouse napisała:

              > ale jak to się stało, że przez 15 lat nie było ślubu, dzieci itp?
              > To raczej dziwne...

              Poznaliśmy się jak miałam 20 lat. Był moim rówieśnikiem i studiował na tym samym Uniwersytecie. I nie było to pierwsze poważne uczucie. Dość późno (gdy mieliśmy po 28 lat) zamieszkaliśmy razem, z powodów finansowo-lokalowo-rodzinnych przez 8 lat każde z nas mieszkało u swoich rodziców. Ja opiekowałam się swoją chorą matką i nie mogłam pozwolić aby została sama. Gdy mama umarła zamieszkaliśmy razem. Ślub... właściwie to ja nie chciałam, bo najpierw żałoba, później dostałam dobrą pracę w ogromnej firmie i bałam się jej stracić gdyby szef dowiedział się, że wyszłam za mąż. On najpierw nalegał, później przestał, a w końcu chyba już oboje przywykliśmy do tego co jest. Chcieliśmy mieć dzieci, ale najpierw przeszkadzała praca, później gdy już miałam na tyle dobrą pozycję, że nie czułam zagrożenia utraty pracy okazało się, że moja choroba którą odziedziczyłam po mamie uniemożliwia bezpieczną ciążę i stwarza zagrożenie przy porodzie. Muszę tu zaznaczyć, że nigdy, przenigdy nie było ze strony mojego byłego pretensji o brak własnych dzieci. Planowaliśmy adopcję, ale bez ślubu ciężko. I tak się za to wszystko braliśmy aż zaczęło się wszystko psuć... Pękło. Rozlało się. Nie kochamy się już... :(
    • joanna784 Re: Odeszłam... 18.12.06, 18:09
      no naprawde nie wiem co ci radzić. ale skoro piszesz, że już nie ma między wami
      miłości...
      po każdym rozstaniu brakuje tej drugiej osoby,no a 15 lat to sporo czasu razem.
      minie,ale nie z dnia na dzień.tu kłania się cierpliwość i podejście do życia-
      jak jesteś pesymistką- jak ja- będzie ciężko.ale skoro podjęłaś tą decyzję i
      czujesz że tak lepiej- wytrzymasz.uszy do góry.
      a wiesz,podziwiam cię. wiele kobiet już nie potrafi w tej rutynie dostrzec że
      coś jest nie tak- porostu zawsze tak było to czemu ma być inaczej.powdzenia
      • boo-boo Re: Odeszłam... 18.12.06, 18:20
        Ja gratuluję odwagi i siły do podjęcia takiego kroku, wprawdzie tak długo z
        nikim nie byłam, ale odeszłam kiedyś po 5 latach, po zaręczynach, które
        zerwałam, miedzy innymi z takiego powodu, że nie wspomnę o innych. Płakałam-nie
        powiem,nic mi się kurwa wtedy też nie chciało-dosłownie NIC, totalne rozbicie i
        pustka no i strach. Ale wiem, że nie płakałam bo kochałam, płakałam bo byłam
        przyzwyczajona do kogoś kto był obok bo podświadomie bałam się że nikogo nie
        znajdę-kogoś kto będzie podobny do niego, ale to minęło z czasem-dzisiaj mam
        zupełnie kogoś "innego" w międzyczasie też się inni przewijali. Czas....to jest
        to czego ci trzeba i w żadnym razie nie zamykaj się na świat-to nic nie da.
        Powodzenia życzę i pzdr. Dobrze będzie.
        • askastar Re: Odeszłam... 18.12.06, 18:50
          bosh,jak ja Cie rozumiem...ale ja jestem krok pzred-okres czasu ten sam-bije
          sie z soba
          • boo-boo Re: Odeszłam... 18.12.06, 18:55
            Ja tam ze wszystkim stwierdziłam, że najlepiej jest iść w zaparte bo jak
            człowiek wymięknie to tylko katastrofa, najlepiej jest wierzyć w słuszność
            podejmowanych przez się decyzji, nie ma wtedy rozmyślania co by było gdyby
            było, a kurwa po co mi to, samolubnym też trza być od czasu do czasu, skoro
            kogoś nie stać na odrobinę "dnia dobroci dla zwierząt" dla nas to ja go też
            pierdolę. Nie lubisz mnie-ja ciebie też-ot, moja filozofia.
        • clee Re: Odeszłam... 19.12.06, 18:17
          dziekuje Ci za Twojego posta,
          nie pisałaś go co prawda do mnie
          ale to o czym piszesz jest teraz o mnie. ja teraz płacze i jestem rozbita. z tą
          małą różnicą ze to ode mnie ktoś odszedł, a nie ja.
          Musze sie na tym skupic, ze bedzie dobrze (!) - czas -czas tylko to mnie uratuje.
          pzdr.
          tylko smtno jakoś
    • natalcia23 Re: Odeszłam... 18.12.06, 19:17
      No to podaj łapkę.Co prawda nie mam się co z Tobą równać,bo odeszłam po 3,5
      roku ale to jest dla mnie także bardzo trudne.Nie mogę Ci radzić,bo sama nie
      wiem co robić.Wiem jedynie że on kocha i chce wrócić.Ale czego chce ja?Czy już
      nigdy nie spotka mnie i nie wróci płonienne uczucie?Czy może moja miłość
      przerodziła się w coś innego i ja nie potrafię jej rozpoznać i zaakceptować?Czy
      nie mam prawa do szczęścia bo jestem potępiana przez całe otoczenie, bo
      zostawiłam kogoś, kto tak bardzo mnie kochał i o mnie dbał?Czy mam się
      zadowolić tą dobrocią?Co robić?Powtórzę tylko za Szymborską,może to jest jakieś
      wyjście:
      "Niech ludzie nie znający miłości szczęśliwej
      twierdzą,że nigdzie nie ma miłości szczęśliwej.

      Z tą wiarą lżej im będzie i żyć, i umierać."
      • fanka-kochanka Re: Odeszłam... 18.12.06, 19:40
        dobrze,że wspomniałaś Szymborską,mnie z kolei poraził wiersz"Pukam do drzwi
        kamienia",przeczytaj.
    • sunrise2006 Re: Odeszłam... 19.12.06, 13:53
      Jest mi przykro, że teraz tak się czujesz. Tulaki dla Ciebie, jeśli Ci lepieje
      będzie. Wiesz, bardzo cięzko jest zostawić kogoś do kogo się przyzwyczaiłaś i z
      kórym tyle lat żyłaś. Ale nie ma po co bez miłości siedzieć w czymś szaro-
      burym. Lepiej teraz, niż za 5 lat - już przy zupełjnej frustracji. A to co
      yeraz musisz przeżyć, wiem, ze to trudne, ale po kilku miesiącach robi się
      lepiej.
    • mikelka Re: Odeszłam... 19.12.06, 14:34
      szukaj szczescia
      • mikelka Re: Odeszłam... 19.12.06, 14:35
        P.S. do odwaznych swiat nalezy
        • verte34 Re: Odeszłam... 19.12.06, 15:45
          Bułeczku, ja się wyłamię i powiem tak: jeżeli to jest zacny człowiek i dobry
          przyjaciel, to może go nie skreślać? Wiem że to brzmi jak życiowy minimalizm,
          ale facet, który wspiera a przy tym nie awanturuje się, nie dziwkuje itd. to
          swego rodzaju skarb, a przynajmniej dobro, które należy docenić. A nawet
          hołubić.
          Nie mówiąc o tym, że zazwyczaj dobrze jest tam gdzie nas nie ma, i za chwilę
          może się okazać że we dwoje było lepiej.
          Nie myslałas o zmianie sytuacji i/lub miejsca, a nie osoby? Może dałoby się
          ożywić romans, jest tyle sposobów. Kurczę, nie wiem. Smutno się jakoś zrobiło :/

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka