inari2
18.12.06, 18:11
Nie idę to teściów na Wigilię. Przez 16 lat mnie poniżała, traktowała jak gówno, ja płakałam albo się wkurwiałam, a mój M mówił, że ona taka jest, że mam się nie przejmować, nie zwaracać uwagi. Aż tu nagle trrrrach, przelało mi się i mam ich wszystkich w dupie. Nie idę. Oczywiście w domu jest z tego powodu ekstra, mąż cały w strachu, że będzie zadyma jeżeli nie pójdę, że wszystko się na nim skrupi, że go zje z nogami przy wigilijnym stole. Obiecałam sobie kiedyś, że jej dojebie bez orientu tak jak ona mi potrafiła i zrobię to już za kilka dni. I jest mi z tym dobrze, i czuję się wolna, choć okupię to dupną atmosferą w domu. Kurwa, dlaczego tak ma być, że przez małpę, która nie może się powstrzymać kilka razy w roku żeby nie okazywać mi swojej niechęci i pogardy wszyscy mamy mieć święta w pizdu? A on mi znów tłumaczy żebym znów dla niego schowała swoją godność do dupy i poszła się płaszczyć. Nigdy nie byłam wobec niej niemiła czy niegrzeczna, we wszystkie imieniny, dnie matki, babci i inne święta meldowałam się z uśmiechem, pokornie z życzeniami. Uśmiechnięta: " mamo to, mamo tamto, mamo ..." Za mało, nie tak, kurwa źle. To jak nie będę chodzić, to będzie dobrze. Co trzeci rok zapomina mi złożyć życzenia imieninowe, co trzeci rok prezent imieninowy dostaję przy okazji w Wigilię (imieniny mam w listopadzie) bo wcześniej nie ma czasu zajrzeć, a mieszkamy w sąsiednich dzielnicach, co trzeci rok zsili się żeby przyjechać. Tak samo z imieninami mojego M tyle, że on dostaje w Wielkanoc, bo to najbliższa okazja do spotkania (imieniny ma w lutym). A kiedyś jak składaliśmy jej życzenia imieninowe w dniu jej imienin to powiedziała, że w tym roku nie robi obiadu imieninowego, bo Ela (córunia) i Jarek (zięciunio) z dziećmi wyjechali na urlop, więc nie ma dla kogo robić. A my debile rok czy dwa później poddaliśmy się żądaniu skrócenia urlopu: "no jak nie przyjedziecie na obiad? przecież to moje imieniny, Ela z Jarkiem będą, wróćcie wcześniej" I wróciliśmy bo "to jest matka, nie wypada, nie ładnie" Aaaaaaaaaa Albo kurwa to: dwa tygodnie po imieninach naszego syna zadzwoniła, że do nas jadą. Dziecko się ucieszyło, że do niego na imieniny, a ona dzwoni żebyśmy zeszli na chwilę na dół, pod blok. "Coś ciężkiego czy dużego targają dla dziecka" - myślę. Schodzę, a ona zdziwiona ,że Filip nie zszedł, bo ona dopiero wczoraj sobie przypomniała, że miał imieniny i chciała mu życzenia złożyć. I podała mi czekoladę i 20 złotych "Daj mu to, złoż od nas życzenia i ucałuj, bo my nie mamy czasu" Kurrrrrrrrwa nie ma czasu wjechać windą pod same drzwi mieszkania, wejść choć na chwilę i złożyć wnukowi życzeń, bo jest na emeryturze i nie ma czasu. A ja jak to pierdolone cielę stałam z tą czekoladą, pieniędzmi i otwartym dziobem kiedy z uśmiechem wsiedli do samochodu i odjechali.