igua
24.01.07, 09:23
udalo mi sie wczoraj polozyc dziecie spac tak, zeby o 22 wlaczyc pewna stacje
i obejrzec pewne "szklo". styrana praca i zglupiala ostatnim stanem zdrowia
dziecka lampilam sie w telewizor, czekajac az pojawi sie cos zabawnego. ale
miecugow od poczatku byl jakis taki nie w humorze (nie wiem, czy mial jakichs
niesprawdzonych przeciekow wczesniej). a po napisie "Ryszard Kapuscinski nie
zyje" zupelnie nie mial sily na podsumowywanie kretynizmow dnia codziennego.
i troche mnie to zwalilo z nog - bo widzenie swiata, jakie prezentowal
Kapuscinski bylo mi bardzo bliskie. i jest, i pewnie bedzie. i zgadzam sie z
tym, co moze sloganowo brzmi, ale jest idealne na opisanie tej sytuacji -
powstala luka po takim czlowieku i niepredko zostanie zapelniona.
i choc kopytkowo jest rozkosznie niepowazne ;) i nie mam ochoty wprowadzac
nastroju zalobnego, to po prostu musialam wyrzucic z siebie to poczucie
pustki. bo chcialabym, zeby niektorzy ludzie nie umierali, zeby jeszcze soba
popracowali nad ksztaltem tego, w czym zyjemy.
znalazlam ostatni kawalek w naszej grajacej szafie - dzieki makbrajd za te
klimaty. jakos tak wszystko razem do siebie niechcacy pasuje.
i wracam do pracy - szara rzeczywistosc :(