diabollo
24.01.07, 19:47
Ciekawa lektura.
Kłaniam się nisko.
www.gazetawyborcza.pl/1,75515,3868103.html
******************
Osoby heteroseksualne nie mają monopolu na dobre rodzicielstwo. Jest ono
niezależne od naszej orientacji seksualnej, w każdej grupie bowiem znajdziemy
rodziców lepiej i gorzej sprawdzających się w swojej roli
Rodzicielstwo gejów i lesbijek jest faktem. W Polsce, podobnie jak w wielu
innych krajach na świecie, geje i lesbijki wychowują dzieci. Robią to bez
niczyjego przyzwolenia, nakazów czy zakazów. Jeśli para gejów lub lesbijek
naprawdę chce zostać rodzicami, może to zrobić. Problemy pojawiają się
później. Mogliśmy o tym przeczytać niedawno w artykule "Dwie mamy Jasia" w
"Wysokich Obcasach" (6 stycznia 2007).
Niedawne badanie Eurobarometru dowodzi, że w Unii Europejskiej Polacy są
najbardziej przeciwni adopcji i wychowywaniu dzieci przez osoby homoseksualne.
Tylko 7 proc. z nas zgadza się na adopcję dzieci przez takie pary. W Holandii
zwolenników takiego prawa jest aż 69 proc. Jak widać, tam, gdzie osoby
homoseksualne nie są zmuszane do ukrywania swojej orientacji seksualnej,
akceptacja społeczna adopcji przez homoseksualne pary jest dużo większa. Tam,
gdzie notuje się sporo przykładów dyskryminacji gejów i lesbijek, takie
poparcie jest niskie.
Do takich krajów należy Polska. Bycie tutaj osobą homoseksualną, czego
przecież nikt nie wybiera, to zazwyczaj stres i trudne życie. To, że do
homoseksualizmu przyznają się znani artyści czy biznesmeni, jest psychicznym
wsparciem dla młodych spoza dużych miast, ale nie zmienia od razu postawy ich
otoczenia. Tym bardziej że kształtują ją także programy Jana Pospieszalskiego
czy czołówki "Rzeczpospolitej" straszące podstępnym homoseksualnym lobby,
które czyha, by odebrać nasze dzieci i triumfalnie wkroczyć do szkół z
homoseksualną propagandą.
Wicepremier Giertych wciąż straszy transseksualistami sprowadzanymi z Niemiec
i wysyłanymi do szkół, by namawiali dzieci do zmiany płci. Nieważne, że to
zmyślone. Ważne, żebyśmy zaczęli się bać, a wtedy hasło "Zero tolerancji"
obejmie także osoby homoseksualne.
Po raz kolejny przypominam, że dyskusja nad prawem do adopcji dzieci przez
pary homoseksualne wyprzedza w Polsce postulaty tego środowiska. Mimo to
podczas debat nad dyskryminacją gejów i lesbijek wyciąga się kwestię prawa do
adopcji, wiedząc, iż jest to emocjonalnie nacechowany argument, bo chodzi
przecież o dobro dziecka. Nie działają wtedy argumenty działaczy
gejowsko-lesbijskich, że o adopcji dzieci nie da się rozmawiać, gdy wokół
istnieje nienawiść do gejów i lesbijek, gdy lecą na nich kamienie i butelki
podczas marszów, gdzie nie ma żadnej nagości. Uważający się za obrońców
tradycyjnych wartości mówią wtedy, że jeśli dziś zaakceptujemy osoby
homoseksualne, to jutro będą one chciały adopcji i homoseksualnych małżeństw.
Wśród rozbudzonych emocji zanika najważniejsze - dobro dziecka. Zapomina się,
że zgodnie z szacunkami Kampanii przeciw Homofobii kilkadziesiąt tysięcy
dzieci wychowuje się w Polsce w rodzinach homoseksualnych. I że to właśnie ze
względu na stygmatyzację społeczną tego typu rodziny zmuszone są do życia w
kłamstwie. Znajome lesbijki wychowujące synka udają, że są kuzynkami. Maria z
artykułu w "Wysokich Obcasach": "Mówię, że opiekuję się synem mojej
najukochańszej przyjaciółki. Że go traktuję, jakby był moim dzieckiem. Że go
kocham. I dodaje, że za każdym razem, gdy musi powiedzieć, że Jaś nie jest jej
synem, robi jej się przykro". Wie, że gdyby wydał się ich sekret, miałyby
problemy w pracy, rodzinie, bloku, a dziecko w szkole. Pokolenia w Polsce
konspirowały i dzieliły swoje życie na prywatne i oficjalne, bo inaczej żyć
się nie dało. Dla gejów i lesbijek wychowujących dzieci ten stan trwa nadal.
Dzieci wychowywane w homorodzinach pochodzą najczęściej z uprzednich związków
heteroseksualnych, a część z adopcji przez jednego z rodziców, co w Polsce
jest możliwe, ze sztucznego zapłodnienia lub od matek zastępczych. Geje i
lesbijki, którzy chcą stworzyć rodzinę i mieć dzieci, nie muszą dostawać od
nikogo pozwolenia - biologia i biotechnika potrafią rozwiązać te problemy.
Problemem nie jest więc prawo do adopcji dzieci przez pary homoseksualne, ale
stosunek społeczeństwa do wychowywania dzieci przez takie pary. Zadziwia mnie,
że powszechnie z góry, bez żadnych badań zakłada się, że osoby homoseksualne
będą złymi rodzicami, natomiast rodzinom heteroseksualnym służy domniemanie
dobrego rodzicielstwa. Cieszą się nim, póki nie udowodni im się, że ich wpływ
na dziecko jest niewłaściwy. Nie znam argumentów na rzecz przyrodzonego złego
wpływu pary homoseksualnej na dziecko.
Dyskusje opierają się również na wyidealizowanym schemacie rodziny
heteroseksualnej, do którego porównuje się rodzinę homoseksualną. Czy zapewni
ona takie same wartości jak rodzina heteroseksualna? Czy tatuś zastąpi mamusię
i odwrotnie? Ale czymże jest ta idealna rodzina? Gdzie szukać jej definicji?
Współczesna socjologia i antropologia nie znają jednej definicji rodziny, za
takową uznając również rodzinę homoseksualną. Zgodnie z ostatnim Narodowym
Spisem Powszechnym tylko 55 proc. naszych rodzin to rodziny złożone z ojca,
matki i dzieci. Czy pozostałe 45 proc. rodzin to patologia?
Uważam, że podstawą do ewentualnej odmowy przyzwolenia na wychowywanie dziecka
powinno być wykazanie szkodliwości takiego wychowania, a nie sąd wartościujący
moralnie, który dyskryminuje całą populację gejów i lesbijek. Jak do tej pory
powszechnej szkodliwości homorodzicielstwa nie udowodniono. Wprost przeciwnie.
Zgodnie z badaniami Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego dzieci
rodziców homoseksualnych są tak samo przystosowane społecznie jak te rodziców
heteroseksualnych. Nie potwierdzono też wielu innych stereotypów związanych z
rodzicielstwem gejów i lesbijek: wykorzystywania seksualnego dzieci, zaburzeń
identyfikacji płciowej, większej lub mniejszej inteligencji dzieci
homoseksualnych.
Dlatego stanąłem ostatnio w obronie kobiety, która wychowywała z mężem
alkoholikiem trójkę dzieci. Mężczyzna często bił ją i dzieci. Gdy rodzina męża
dowiedziała się, że kobieta jest lesbijką, złożyła do sądu pozew o odebranie
władzy rodzicielskiej kobiecie. Sąd odebrał jej prawo opieki nad dziećmi,
pomijając stosowanie przemocy domowej i alkoholizm ojca. Przeważyła
homoseksualna orientacja kobiety, która była przykładną matką.
Pozostaje kwestia uregulowań prawnych. Często bowiem zgłaszają się do naszego
stowarzyszenia pary, które wychowują dzieci, ale władzę rodzicielską posiada
tylko jedno z nich. Tworzy to niebezpieczne sytuacje. Bywa, że jedno z
partnerów umiera, a wychowywane przez lata wspólnie dziecko trafia do domu
dziecka, bo drugi nie ma do niego praw. To poważne i częste przypadki, których
nie udało się w Polsce jeszcze uregulować.
Osoby heteroseksualne nie mają monopolu na dobre rodzicielstwo. Jest ono
niezależne od naszej orientacji seksualnej, w każdej grupie bowiem znajdziemy
rodziców lepiej i gorzej sprawdzających się w swojej roli. Tak długo jak
będziemy podtrzymywać krzywdzące mity i uprzedzenia wobec rodziców
homoseksualnych, tak długo będziemy skazywać dzieci wychowywane przez nich na
cierpienie i niebezpieczeństwa związane z ich nieuregulowanym statusem
prawnym. Ze względu więc na dobro dzieci powinno nam zależeć na obalaniu
niesprawiedliwych stereotypów. W przeciwnym razie pozostanie jedynie odebranie
dzieci ich homoseksualnym rodzicom. Czy o to chodzi głosicielom zasady, że
gejom i lesbijkom nie wolno powierzać dzieci?
*Robert Biedroń - politolog, Prezes Kampanii przeciw Homofobii
******************