ty dajesz kreatywność

23.02.07, 10:09
my dajemy permanentną inwigilację:
gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,68367,3937067.html
Jakoś zerowe zaufanie budza we mnie tego typu projekty, szczególnie jeśli
kryte są artystowską bajerą. Wszystkie dane w jednym miejscu i oczywiście
pozostajesz 'anonimowy'...


P:)
    • obly Re: ty dajesz kreatywność 23.02.07, 11:00
      ludzie sie popisuja swoją wyobraznią, a niestety nie biorąpod uwagę ze
      przyjdzie jakis jemioł i to zrobi.
      docelowo wieszczę że kazdy człowiek bedzie miał swój kanał radiowy i
      telewizyjny, posklecany ze wszystkich smieci tego swiata ;))
      młotek zawsze rozpieprzy piórko tak ze wyzej nie wzleci.
      niemniej zauważcie ze paradoksalnie nikomu nie bedzie przeszkadzac brak
      widza ;)) bo ten producent i tak bedzie widzem swoim przy okazji ze tak powiem
      a dopóki udostepniajacy technologię bedzie mial handlował pasmo reklamowe
      dopóty pozwoli się widzowi - (juz teraz nie widzowi tylko producentowi ha ha
      ha ) robic wszystko co zechce, wszyssciusienienko.
      wszystko zamieni sie w wielki jazgoczący bezruch ;)
      to nei jet czarna wizja, to juz widac, jutuby ludzie ogladaja tlyko dlatego ze
      sami tez wysyłają i chca porównac, rpzeca jutuby to w sumie nic innego jak
      czegos tam bagranie. tak samo blogi - ludzie piszą wiec czytają tych co piszą.
      zaly ruch wynika z checi wydania oceny samemu sobie. hehehe
      takze samo forum. gdybym tu nie pisał pewnie bym go nei czytał. tak samo jak
      wiekszosc z was.
      to teraz robi gazeta.pl i wiele innych. oddajaci kreatywnosc za "czas" spedzony
      z produktem. ja pierd.. to jest jedna z najwazniejszych zmian jakie sie
      dokonały ostatnio w rynku mediów. pieszcza twoje ego ze jestes wazny jak
      królowa japonska a tak naprawde mowia to kazdemu i wszystko sie kreci jak w
      dobrze nakreconej maszynie;)

      ja nie narzekam, ci ktorzy to traktuja to jak szit nie istnieją w dobie
      dzisiejszej wirtualnej rzeczywistosci wiec nikt sie nimi nie przejmuje. idealny
      system, z ktorym nie da sie walczyc bo system zawsze stoi PO TWOJEJ STRONIE.
      hahahaha

      przepraszam ale tak naprawde jest to tak zajebiscie i paradoksalnei smieszne ze
      az boli watroba.

      czy walczysz z systemem czy nie, czy masz opinie czy nie, nie ma znaczenia.
      najgorzej jak go nei zauwazasz. ale wtedy tez i jakby jestes pariasem ze wsi ;))
      uuu nei ma komki, nie ma e-maila, nie ma telewizorka, nie ma samochodu, bez
      karty bankowej, bez karty kredytowej .... niestety nawet picie kawy zaczyna
      przypominac uczestnictwo w jakiejs grze z ulotkami i konkursami w necie.
      jedynym wyjsciem jest miec farme i zaczac wsystko od poczatku ;))) od sadzenia
      ziemniaków i toczenie łoju na swiece... ale i to mało, jest jeszce system
      edukacji hahaha

      smieje sie bo unikanie nie daje zadnych pozytywnych rezultatów nalezy sie
      nauczyc korzystac rzeczy zgodnie ze swoją wolą a nie wola producentów. telefon
      który mam - taki super z kamerkami i aparatem 1 mln pxl jest jako sam telefon
      dosc słaby i najgorszy sagem w sensie uzywalnosci jako telefon przebija go na
      glowę. nowy telefon natomiast ma super wygodne centrum operacyjne zarzadzania
      telefonem w twoim kompie i chce dla mojego dobra połaczyc sie z moimi mailem i
      za kazdym razem chce mi Outlooka skonfigurowac by mi uproscic zycie. ja
      pierdziele nie dziwie sie ze Rozpudy broni tylko kilku ekologów bo reszta ludzi
      zajmuje sie walka ze swoimi telefonami, smsmami, postami, wpisami, blogowymi
      sprawkami, samochodzikami, spotkaniami, unikaniem spotkan wynikajacych z
      wirtualu, wikłamy sie niewidzialymi nitkami w mnogosc nieintrygujacych spraw
      ktore ze tak powiem oslabiaja nas i oblepiaja jak blotko na goscincu.
      sam nawet jak robie głupia piosenke to polowe czasu poswiecalem na robienie
      okladki, opisu i wlkejeniu tego gdzies w sieci co jest bez sensu. ;))) ni
      chodzi o sztukę ale podaz kotwic przykuwajacych uwagę i to setek malych
      kotwicek dziennie. chodzi o to by to wszystko było grą. zerwanie ich jest dosc
      proste ale nikt tego nei chce bo straci swoja "wolność".
      przepraszam ale ostatnio mam stan potrzeby werbalnej rewolucji świadomosciowej
      • braineater Re: ty dajesz kreatywność 23.02.07, 11:28
        rewolucja dobra rzecz:)
        Tyle, że idź krok dalej. Bo po mojejmu moze pójśc tak, że wykształci sie osobna
        kasta - widzów. (sie kłania James Gunn i "Słuchacze"), ludzi, których ujedynym
        zyciowym zajęciem będzie asymilowanie tego całego smiecia i tworzenia list,
        rankingów, spisów, smiecia które ryra czachę ostrzej niz inne smieci.
        Metacritics, metaportals, meta. znaczy ściana. bo dalej to juz cięzko sie
        przesunąć. No chyba, że luje zaczna nam płacic, bysmy łaskawym moczkiem rzucili
        na ich reklamusię cudną, co nam zycie polepszy a i jeszce kesz brzeczacy kesz
        dorzuci do naszego absolutnie virtualnego konta, pełnego absolutnie virtualnych
        pieniędzy, pozbawionych absolutnie realnej wartości. (najwieksza wada kart
        bankomatowych w porównaniu z tradycyjna kasa - karty nie brzeczą złotem, na
        kilometr smierdzą tanią plastikowa podpierdolką. tyle, że bankomat wygrywa w
        sesnie skojarzeń frojdowskich, wiekszość ludzi kręci, jak z tej waskiej
        szparki, wypadaja ich ukochane diengi, te napiecie, to oczekiwanie, to
        wpisywanie kodu do pasa cnoti i yeees, yeees, gimmi dat bejbe!).
        I jeszcze jest tak, że powolutku robia nas w gre komputerową. nie mamy juz
        keszu i nie mamy celów. mamy kredyty i mamy questy. zeby zdobyc tysiac
        kredytów, wypełnij formularz i przeslij go 10 kolejnym osobom. by zarobić 100
        kredytów, uderz staruszkę. Aby zarobić 10000 kredytów ukradnij pojazd i
        przejedź nim z lokacji dom do lokacji przydrożna dziupla.
        Wracając do kreatywnosci i jej nagłego wytrysku via net, to to chyba jest tak,
        ze ludzie powoli uswiadamiaja sobie, że tak własciwie chuja mogą i ze
        generalnie pozstała częśc populacji ma dokladnie w dupie ich istnienie, wiec po
        co sie spinac, jak mozna robic cos co sie lubi, skoro i tak nikt na to nie
        zwraca wiekszej uwagi, niz jętka jednodniówka na swój proces wydalniczy. So,
        piszemy, tworzymy blogi, strony, prowadzimy bogate zycie towarzyskie via net,
        bo i tak nie ma to znaczenia co robimy i po co.

        Howgh.

        a teraz rozkmiń czy się z toba zgadzam, czy wała:P


        P:)
        • obly Re: ty dajesz kreatywność 23.02.07, 11:40
          Tyle, że idź krok dalej. Bo po mojejmu moze pójśc tak, że wykształci sie osobna
          >
          > kasta - widzów. (sie kłania James Gunn i "Słuchacze"), ludzi, których
          ujedynym
          > zyciowym zajęciem będzie asymilowanie tego całego smiecia i tworzenia list,
          > rankingów, spisów, smiecia które ryra czachę ostrzej niz inne smieci.


          no to jest własnie krok wstecz! ale z drugiej strony piszesz o tworzeniu list
          rankingów... czyli personalizacja spojrzenia na zalew czyli to o czym mówię ja
          wiec moze nie wstecz ale w żadnym razie spojrzenie w przód!

          > Wracając do kreatywnosci i jej nagłego wytrysku via net, to to chyba jest
          tak,
          > ze ludzie powoli uswiadamiaja sobie, że tak własciwie chuja mogą i ze
          > generalnie pozstała częśc populacji ma dokladnie w dupie ich istnienie, wiec
          po
          >
          > co sie spinac,

          tutaj jak najbardziej jestem za, ale nie spójrz ze brak spinania jest równiez
          przewidziany systemem - wrecz pieję do tego ze system - ma chęć stac sie
          srodowiskiem zewnętrznym....

          .....jak mozna robic cos co sie lubi, skoro i tak nikt na to nie
          > zwraca wiekszej uwagi, niz jętka jednodniówka na swój proces wydalniczy. So,
          > piszemy, tworzymy blogi, strony, prowadzimy bogate zycie towarzyskie via net,
          > bo i tak nie ma to znaczenia co robimy i po co.


          a po tym wnoszę ze patrzymy podobnie ale widzisz juz tylko TO bez tego TAM
          a ja to TAM jeszcze dostrzegam. gdzie? wlasnie TAM. stad ja jeszcze wierzgam
          nogą a ty z wyrozumiałością i wyższoscią wykorzystujesz wszystkie dostępne ci
          elementy do własnych celów bez oceniania czy ma to sens czy nie.
          hahaha
          uwazam ze po prsotu ypowiedzielismy swoje zdanka na pewien temat i obie te
          pozycje sa przewidziane przez systemik i sie dobrze usupełniają wiec w pewnym
          sensie nasze zgadzanie sieczy nie zgadzanie jest trescia systemu który
          umozliwia nam posiadanie własnej relacji. natomiast smutne w tym jest odejscie
          od fundamentu. zarówna ja jak i ty. z róznych względów.
          • braineater Re: ty dajesz kreatywność 23.02.07, 11:53
            Ale kiedy my Piotrusiu systemu w ogóle nie ruszamy, tak jak nie ruszamy
            powietrza, albo i nie grzebiemy se we własnym układzie wydalniczym, zeby go
            poprawić. Przyjmujemy go z cąłym dobrodziejstwem inwentarza, nie rozkładamy na
            czynniki pierwsze (po co mi wiedziec ile wdycham azotu, ile tlenu, a ile
            fenolcośtajakiestam). nie wiem, nie jest mi to do niczego potrzebne, wazne ze
            działa i nie powoduje, że mam cos trudniej, albo ze mi się jakies elementy
            psują.
            Kasta widzów zas, to sie upre, jest krok ostatni nie da rady dalej. bo masz
            tak - będziesz miał swój profil osobowosciowy, opracowany w oparciu o zliczenie
            twoich klików mysza, pilotem, bankomatem, a taki mis z kast, bedzie siedział i
            dobierał pakiety pod profile. znaczy klikniesz pare razy na zakladkę anal
            fisting na stronie porno i od tego momentu, juz masz w profil wpisane i
            dostajesz reklamy gumowych rekawic, lewatyw i innych elementów mogacych
            zwiekszyc przyjemność czerpaną z hobby. nie dajbuk, klikniesz w barely legal i
            trafisz na sajty z rozochoconymi 13 latkami, granymi przez 40 letnie raszple,
            ale juz masz nastepnego trojana, który uprzejmie sprawdzi, czy nie jestes w
            temat tak zaangazowany, by doprowadzic odpowiedniego obserwatora, do stron z
            real kiddie pornem. Jednorodna tozsamośc sieciowa, wszystko na wierzchu,
            łacznie z rozmiarem fiuta (by podtrzymac forumowa tradycje fiuta w kazdym
            watku), bo pewnie raz z rozpedu kliknąles w jes, aj łona enlardż maj pinis.
            kompletnie mi to nie pasi z jednej strony, z drugiej jakos nie widze sprzeciwu
            ogolnego w temacie, znaczy ludzi kreci bycie podmiotem bigbraderstwa. Wielki,
            ogólnoplanetarny bigbrada, który utuli, ukocha jak będziesz dymał po portalach
            zreklamami produktów jego ukochanych korporacji, a da w ryj i sxkasuje dostep
            do sieci, jak będziesz niegrzecznie się zabawaiła. A bez sieci jestes nikim,
            nie ma cię, jestes tylko jakims bezsensownym mięchem, co pałeta sie po ulicy.
            znaczy sami, na własne życzenie dalismy sobie wtrynic zabawke, która skończyła
            z podziałem na system i opornych. Został tylko system.

            P:)
            • braineater w ramach appendixu 23.02.07, 12:51
              własnie dowiedziałem się, że mam bloga:)
              Zona:Silesia
            • obly Re: ty dajesz kreatywność 23.02.07, 12:54
              nie przerazaj mnie!!!
        • formaprzetrwalnikowa moja interpretacja 23.02.07, 12:10
          ja mysle, ze sie brajan zgadza z tym, co napisal obly. roznica jest tylko taka,
          ze brajn siedzi w srodku i sie cieszy, a obly na zewnarz sprawia wrazenie
          zmartwionego takim rozwojem rzeczy
          ;-)
          a ja tam, gdzie obly. paradoks polega na ty, ze wypiac sie na system nie mzona,
          bo system jak matrix w komorce - daje zycie; wypiecie sie z systemu oznacza
          smierc. ze tak kolejny raz powiem to, co wszyscy wiedza.
          wszystko juz kiedys bylo, teraz jedynie kolejny raz przetrawiamy to, co
          pokolenia przed nami wydalily a cala tzw kreatywnosc sprowadza sie do
          przesuwania atomow z miejsca na meijsce, udajac ze stworzylo sie nowy
          pierwiastek.
          postmodernistyczne_wiecie_co
          ;-)
          • obly Re: moja interpretacja 23.02.07, 12:56
            brajn sie nie tyle cieszy co nei przejmuje bo przeanalizowal ze to nie ma sensu.
            natomiast ja jestem zmartwiony samym znaczeniem słowa "sens" w rozumieniu jakie
            mi sie tutaj nasuwa.
            • braineater Re: moja interpretacja 23.02.07, 13:01
              Misiu, za cześwi jestesmy o tej porze, by gmatwac sens sensu:) Dajesz
              definicje, albo dyskusja zdycha, a nasza wierna publicznośc przeklikowuje sie
              na forum Kraj:P

              P:)
              • obly Re: moja interpretacja 23.02.07, 13:23
                ja pierdykam jakiej definicji..? chodzi o to ze sens wynika z motywacji
                wewnętrznej.czyli pewne logiczne DLA NAS nastepstwo wydarzen które DLA NAS jest
                wielce ok.
                ja myslę ze wszystko co miałem do powiedzienia to juz powiedziałem w sumie.
                zdanie ani mi sie zmieniło ani rozwinęło ;))
            • formaprzetrwalnikowa Re: moja interpretacja 23.02.07, 13:07
              czy masz na mysli, ze ten 'sens' jest bez sensu, bo jest sztuczny, jest
              wytworem, produkcja na potzrebe tych, co tego sensu potrzebuja?
              ot, kolejna rzecz, ktora pomaga spedzic (w sensie: fair passer ale takze tak
              jak sie 'spedza plod') czas miedzy narodzinami a smiercia?
              • braineater Re: moja interpretacja 23.02.07, 13:16
                ejno misiaki, bo ja tu widzę, ze wy gdzies pędzicie w strone stwierdzenia
                nicniemosensu i jeszcze staracie sie mi wmówic, ze to ja tak twierdzę:). A
                grówno. Mnóstwo rzeczy ma sens, znaczy chyba wiekszośc nawet, tyle, że zadna
                nie ma sensu, celu na tyle wielkiego, waznego czy co tam, by się jej bez reszty
                poswięcac. to sensiki raczej sa, zabawne wartości dodane, słuzące temu, by sie
                mocniej umotywowac w tym co się robi. Ogólnie bez znaczenia, ale na małym
                odcinku się przydaja na zasadzie kija/marchewy. Prosto na egzemplum: jestes
                lekarzem, mozesz kolesiowi uratowac zycie, usuwajac lub doszywajac mu jakiegos
                flaka. znajdujesz sobie jakis sens, który to uzasadnia i to robisz. tyle, że
                nie znajdziesz już sensu w pomysle na uratowanie ludzkosci via operacje albo
                farmacja, bo dochodzisz do ściany na której jest duzy czerwony pytajnik i
                sprejem napisane 'pochuj'. Sie skupiac trzeba chyba na tych mini sensach, bo
                one nam daja radoche jakąś, a nie dumać nad ogólnym brakiem sensu działań. No
                chyba, że kto lubi:)

                P:)
                • obly Re: moja interpretacja 23.02.07, 13:20
                  własciwie to sie mylisz brajn
                  ja nie mówie ze nic nie ma sensu, mnie chodzi o to ze kazdy robi to co ma sens
                  tylko dla kazdego czym innym ten sens jest.
                  • braineater Re: moja interpretacja 23.02.07, 13:43
                    arrrrgh!
                    chyba muszę cie ugryźć w drugi półdupek.
                    Skąd ci się wzięło, że ludzie robią to co dla nich ma sens? Pisanie postów ma
                    dla ciebie sens? bo fur mich jest to tylko odpowiednik dłubania w nosie w
                    czasie oczekiwania na tramwaj. Miałoby to sens, moze, gdybysmy za kazda
                    klepnietą literke dostali grosika - jest jakis zysk, albo, zeby nie wyjsc na
                    materialistycznego wieprza (choc pozytywnie sie z takim imidzem czuje)jakby
                    jakis ludzik z zewnątrz przyszedł, poczytał i powiedział 'ahjo, dwóch mondrych
                    chopców i mondra dziefczynka, takie mondre rzeczy to0 ponawypisywali, chce byc
                    taki jak oni, miszcze prowadźcie). tyle, że wtedy musielibysmy uwierzyc, my
                    musielibysmy, ze wmawianie jakiemuś durnemu ludzikowi, co se sam nie umie
                    znaleźc pomysłów na zycie, że cos wiemy, na czyms sie znamy ma sens. a tego nie
                    robimy, bo po co, kazdy ludzik sam sobie jest durny na własna reke, nas nie
                    wyłaczajac.
                    So, misiu, nie widze, żeby większościa naszych działań rządził jakis sens, czy
                    to nadany, czy własnogłownie wymyslony. Jesli nam to do czegos potrzebne to se
                    wymyslamy - napisze se książke, wstrzasnę ludzkością; nagram piosnkę i laski
                    się beda u mnie scielić; naucze sie pierdziec hymn polski, zostane gwiazda tv i
                    bede miał pierdyliardy zet od kazdego pierda.
                    Tyle, że to chuj jest a nie poszukiwanie sensu - to sa raczej własne prywatne
                    onanistyczne wkrety, zeby nie musieć zyć ze świadomościa, że walenie konia nie
                    prowadzi do powstawania nowych rzeczy i jakkolwiek fachowo bysmy tego nie
                    robili, to nikogo to nie obchodzi, bo kazden jeden z nas, ma perfekcyjnie
                    dopracowane indywidualne techniki masturbacyjne i znajomośc cudzych do nieczego
                    mu się nie przydaje. wiec se wymyslamy takie rzeczy tylko po to, by se samemu
                    sobie polepszyc własny obraz we własnej świadomości. Sensu ogólnego to nie ma,
                    sens indywidualny sprowadza sie do 'patrzcie jak se fajnie wale, zauwazcie
                    mnie.'
                    I tyle.
                    Zaczynam się na cie denerwowac, wiesz?

                    P:)
                    • obly Re: moja interpretacja 23.02.07, 13:56
                      hahaha a wiec gryz mnie zwierzu drap i wiąż... wciaż i wciąż

                      ale niepotrzebnie sie wsciekasz bo jesli lubisz spedzac milo czas to tez jest
                      to jakis sens dla ciebie tak sie zachowywac.
                      gdziez tu niejasnosc?
                      kto powedzial ze sens dzialan jest wtedy gdy te dzialania są dobre, sa
                      pieniadze, mnostwo kasy a my oplywamy?

                      sens ogolny jest tak: chcemy byc szczesliwi i jak najmniej cierpiec
                      tym sie czlek kieruje caly swój lajf z tym ze zmienia mu sie rozumienie rzeczy
                      co daje szczescie a co daje cierpienie.
                      nawet jak ktos robi msze satanistyczne to po to by sie poczuc kims wyjatkowym
                      aby sie dobrze poczuc i byc tym lepszym tym samym zyc szczesliwszym. jesli ktos
                      zarabia kase to nie robi to bo mu ktos karze ale dlatego ze wierzy ze jak sobie
                      kupi łódke i wyjedzie na kanary to bedzie szczesliwy i wie ze jak bedzie
                      bezdomny i nei bedzie zarabial to bedzie cierpial i chce tego uniknać
                      nawet ludzie którzy zadaja sobie ból i wbijaja szpikulec w dupe to po to ze
                      wierza ze poczuje sie kidys tam przez to szczesliwsi.
                      cierpienie uszlachetnia - oto motto pewnej religii co nie?
                      • braineater Re: moja interpretacja 23.02.07, 14:11
                        jup, tyle co to ma z miłym czasu spedzaniem? sie siedzi na sieci, bo sie nie ma
                        ochoty czytac, tv w pracy nie ma, a obgryzanie pazgnokci przez 8 godzin szkodzi
                        na żołąd. tu sie cos dzieje, mozna czymś zając oczy i paluchy, myslenia włączac
                        nie trza, czyli bezbolesne nurzanie sie w rzeczach bez znaczenia. nie robisz
                        nikomu krzywdy, nie robisz nikomu dobrze, nic nie robisz, wstawiasz jakies
                        znaki i tyle. taki rozbudowany odpowiednik windowego pasjansa, tez polega na
                        wmawianiu sobie, że czeba włażyc jakis wysiłek by osiagnąc sukces, czy dojśc do
                        nastepnego levelu.
                        Zreszta szczęscie typu kategoria jakas, to jest jakis bezsęs zupełny. ludzkośc
                        co ja ja widzę, bynajmniej nie operuje ta kategorią. celem nie jest
                        poszukiwanie szczęscia, tylko poszukiwanie uznania. nie zostajesz gwiazdorem
                        dlatego, że chcesz byc szczęsliwy, tylko po to, by cie rozpoznawał ktos więcej
                        niz pani Zdzisia z mięsnego. I to daje wielu ludziom drajwa - pokazac sie, byc
                        jakims ludzikiem do ktorego inne ludziki sie równają. Tyle, że to ma sens taki
                        jak bycie dupna mucha w stadzie mniejszych much. ale ludzie uwielbiaja sobie
                        wkręcac ten scenariusz, bo skutecznie im wmowiono, ze to jest szczęscie. sie
                        popierdoliły oba pojecia dokumentnie, stając sie praktycznie nieodróznialnymi.
                        ankieta: czym jest dla ciebie szczęscie: chce mieć rodzine, chce mieć dzieci,
                        chce zostac pisarzem, filmowcem, noblistą, genialnym fizykiem, chce ocalic
                        ludzkosc od chorób, chcę wyprodukowac wódke ktora smakuje kazdemu i daje banie
                        bez kaca. se sprawź taki9e odpowiedzi w tego typu ankietach i szybko dojdziesz
                        do tego, ze sprowadzaja sie do jednego mianownika - chcę zeby kurwa cos po mnie
                        zostało, żeby ktos mnie pamietał.
                        i tu stoje ja i sie pytam - a pochuj?
                        Po co mam o tobie pamiętac, jakie masz dla mnie znaczenie, jak korzystam na
                        znajomosci z tobą i co mi to daje. i odpowiedź w prawie 100% przypadków brzmi -
                        nic, nothing, gówno. ot, kolejny element układanki, który się lekko wypuczył,
                        wkurwiając inne elementy, bo przestał pasowac do wzorca: nażrec sie, napic,
                        wyspać, podupczyc, do czego tak własciwie sprowadza sie szczęscie w kategori
                        biologicznej.

                        P:)
                        • braineater Ty misiek 23.02.07, 14:41
                          jak strzelisz teraz focha i odbierzesz ostatniego posta emocjonalnie i
                          personalnie, to sie wkurwię.:)

                          P:)
                          • obly Re: Ty misiek 23.02.07, 23:59
                            ktory misiek?
                            emocjonalnie i personalnie to ja biorę tylko podwyzkę mój drogi.
                        • obly Re: moja interpretacja 24.02.07, 00:24
                          a co do twojego posta to chyba nie wierzysz w to co piszesz ;)
                          hehehehe
                          ja siedzie bo a tu wartosciowe głąby i tyle gdyby ich nie było nie maczałbym tu
                          palucha ani dla czczej wprawy ani nic innego. i to co piszesz to chybe leciwe
                          dziewice jeno na to nabierasz. gdybys nie mial tu swoich ulubieńców jełopów.
                          ale jesli siedzisz tylko dlatego tutaj bo ci sie nudzi to ja ci szrzerze
                          współczuję;)
                          jak mi sie nudzi to tutaj nie zaglądam, i nie klam tutaj o 8 godzinach bo
                          polowa postow twych powstaje po godzinach zaraz jestem gotów uwierzyc ze cale
                          swoje zycie traktujesz jako poczekalnie na lepsze czasy. a pasjans windowsowy
                          to sobie nie pohlebiaj;)))

                          > Zreszta szczęscie typu kategoria jakas, to jest jakis bezsęs zupełny.
                          ludzkośc
                          > co ja ja widzę, bynajmniej nie operuje ta kategorią. celem nie jest
                          > poszukiwanie szczęscia, tylko poszukiwanie uznania

                          i tu cie mam i obralem ze skóry albo zawyjesz pod stołem i odszczekasz trzy
                          zdrowaski albo ci szydelkiem jelito przez ucho wyciagne.
                          PO CO SIE SZUKA UZNANIA! wlasnie o tym mowie, wszystko rozbija sie o niewiedze
                          na temat co daje szczescie.. i czlek sie lapie wszystkiego co mu sie wydawa ze
                          to szczescie da. piniondz, uznanie, metryczka, lasia w stringach, dwie lasie w
                          stringach, dozorca w stringach, murzyn naoliwkowany z bananem niedojrzalym pod
                          pacha, czy trabant pomalowany w rozowe peniski, kilka malych obozów
                          koncentracyjnych, czy zestaf plyt The Trifids (nie wydajcie mnię)
                          nie traktuj wszeh ludzi na podobnym poziomie rozumienia do twego. najwiecej sie
                          ruszaja te muchy które nie kumają ze ruch jest bez sensu. (czasem wlasnie to je
                          wyciaga na szczyt i to jest efekt uboczny). i nie uogolniaj, kazdy ma swój
                          zafajdany niewiedzą witraz szczescia do którego dąży.. nawet Hitler chciał zyc
                          szczesliwie i wierzyl ze jak wytnie polowe Europy i zydów i cyganów to wreszcie
                          wyjdzie na ganek odetchnie powietrzem i westchnie.. ale jestem szczesliwy...
                          historia pokazala zupelnie inny scenariusz ale no cóż. uczymy sie zyc.

                          nic, nothing, gówno. ot, kolejny element układanki, który się lekko wypuczył,
                          > wkurwiając inne elementy, bo przestał pasowac do wzorca: nażrec sie, napic,
                          > wyspać, podupczyc, do czego tak własciwie sprowadza sie szczęscie w kategori
                          > biologicznej.
                          >
                          > P:)

                          no pieknieeee, negujemy wszystkie poznane nurty osiagania szczescia no pieknie,
                          a wiec mamy rozum. ktory zaecydowal logicznie za nas. cudownie, wlasnie dlatego
                          powiedzenie "wiem ze nic nie wiem" daje tyle nadziei bo wymazuje wszelkie
                          złudzenia wynikające z nieznajmosci funkcjonowania rzeczy. ty za duzo po prostu
                          sadzisz a za malo jeszcze wiesz tak sądze (ale pulapka słowna co?) i dlatego od
                          tego momentu mozna sobie zdac sprawe ze pieknie jest ze moze byc jak jest i ze
                          ja siedze sobie posrodku i nawet ciut smierdze ale to nie ma znaczenia. i ze
                          zaczynamy zyc bezwysiłkowo tak jak na pisała kwarantanna. jak wszystko jest
                          cudem to jak tu sie męczyc? cuda nie męczą ;)))) a co rozwija widzenie cudów?
                          pomaga rozwijac widzenie współczucie dla innych gdyz ono pozwala popuscic swój
                          twardy i jednoznaczny punk widzenia i pozwala interpolowac i miec watpliwosci...
                          a mrówka? a słoń? a mój sąsiad z siekierą? jak sie wtedy poczuje w tej sytuacji?
                          i [powstaje wielosc obrazów które składają siew pełniejszy obraz ....
                          ale i nie ma wspólczucia bez miłowania... nie ma pełnego współczucia dla
                          hitlerycha gdy sie go nei miłuje prawda? miłowanie jest niezbędne.
                          stad moje skróty myslowe

                          INACZEJ POWIEM TAK NA KONIEC PANIE BRAJAN
                          MASKA CI SIE NA MORDTCE POFALDOWALA I ZŁYPIONY WYRAZ SAMOZADOWOLENIA SPOD TEJ
                          NONSZALANCYJI WYSTAJE I SZCZECINA POLIKI WYGINA.. NIE STRUGAJ PAN ZNUDZONEGO
                          ANGIELSKIEGO ŻĘTELMENA GDYZ PAN JOWIALSKIM JEST SWOJAKIEM Z BRWIĄ ŁYPIĄCA JAK
                          STAL NA BOKI Z FILUTERNYM KUFLEM WYPEŁNIONYM WÓDKA SIE JAWISZ.

                          a jak cos sklamalem to niech mnie pożre moja własna pidżama
                          • braineater Re: moja interpretacja 24.02.07, 01:35
                            rozebranydonaga.zostałem
                            teraz powinieś mnie otoczyć w pierzu i przegonić przez miasto, a tłum lasek
                            przy drodze wykrzykiwałby sprośności.
                            życie jako czekanie na tramwaj nie jest takie złe i można je uprawiać dłużej
                            niż 8 godzin dziennie. zasdniczo można się w to bawić non-stop. przystanek to
                            naprawdę fajne miejsce. dookoła są ludzie ale się nie narzucają, a słuchawki
                            pozwalają zachować równowagę. a ty se stoisz, czekasz, zapalisz fajkę, a jak
                            jesteś brejw jang men i jest 2:30 w nocy, to może i nawet blanta, dłubiesz w
                            nosie. i nic się nie dzieje
                            normalny stan świętego spokoju.
                            wiesz po co stoisz - no bo tramwaj, wiesz dokąd podązasz - na następny
                            przystanek, więc żadne głębokie myśli w tym temacie cię nie ogarniają. można po
                            prostu wyluzować.dlatego mi to pasi, różne zajęcia które można wykonywać na
                            przystanku są na tyle mało absorbujące, że można się zając czym badź. możesz se
                            patrzeć na ludzi i się zastanawaić skąd się wzięli, możesz sobie myśleć, o
                            kurwa jak piździ, możesz obmyślać hitry plan opanowania świata, albo zostania
                            największym jebaką w VII Rzeczpospolitej.
                            i co fajniejsze, nikt cię o to nie podejrzewa, bo jesteś tylko kolejnym ciulem,
                            który marznie na przystanku.
                            Także ja do tej wersji jestem mocno przekonany:)



                            ***
                            ruszanie się much nie jest myślą co bym ją ogarniał jakoś tak całościowo.
                            znaczy się kumam że się ruszają i bzyczą, tyle, że zupełnie nie wiem po co, bo
                            z empirii własnej wysnułem, a pare filmów na diskawery potwierdziło, że muchy
                            ruszają się poto, żeby się potaplać w gównie. czyli generalnie spoko, pełny
                            szacunek, ale ja wolę inne perwersje. i wcale mi się nie wydaje by ulubione
                            zajęcie much należało utożsamiać ze szczęsciem. robią coś, co od wieków im
                            wmawiano, że jest muszą powinnością, i tyle. mucha społecznie akceptowana jest
                            muchą szczęśliwą, dostają jej się najlepsze kawałki gówna, i całkiem niezly
                            pancerzyk multikolor rośnie jej od tego wybornego żarcia. zaczyna błyszczeć na
                            tle roju innych much a jej bzyczenie jest donośne i bardziej zdecydowane. z
                            takich much po szybkim ciosie wypadają kleiste białe flaki w ilości sporej. i
                            na tym kończy się ich poszukiwanie szczęscia via uznanie. w annałach muszych
                            generacji zachowało się ledwie kilka historii nie zakończonych ekstatycznym
                            wytryskiem flaków po bezpośrednim kontakcie z siła wyższą, model packa.
                            stąd wolę wersję rzeczywistości Przystanek, wersję Mucha zapodaję se od święta,
                            na otrzeźwienie.
                            ***
                            nie negujemy nurtów znanych i nieznanych w osiąganiu szczęscia, wręcz
                            przeciwnie powyżej kumulacji 4 milionowej skrupulatnie wypełniamy los
                            tototlotka. bo wierzymy, że dązymy ku szczęsciu. mamy na te dązenia także parę
                            innych sposobów, ale trochę wstyd się do nich przyznać tak publicznie, bo są w
                            większości mocno skażone biologią.
                            preferujemy także sądzenie nad wiedzeniem, bo sądzenie pozostawia wybór,
                            którego we wiedzeniu jakby cokolwiek brak. sądzenie zawsze pozwala rozpatrzyć
                            kilka elementów, wiedzenie skazuje nas na nie włączanie rozpatrywania. skutkiem
                            ubocznym sądzenia bywa paraliż decyzyjny, ale nauczyliśmy się z tym żyć, w
                            końcu chętnych do podejmowania decyzji w naszym imieniu jest wbród. skutkiem
                            ubocznym wiedzenia zaś bywa, często, regularnie, skrajny debilizm. jak się
                            rozejrzysz po ludziach, których nie lubisz, masz za ćwoków to szybko odkryjesz,
                            że wkurwiają cię tym, że wiedzą. że wiedzą, że ziemia jest płaska, że wiedzą,
                            że religia jest zdrowsza od wódki, że wiedzą, kto zabił Laurę Palmer.
                            sądzenie jest naprawdę zdrowsze. dla siebie, dla innych. generalnie zajmuje
                            tyle czasu, że się nie podejmuje ostatecznych decyzji, więc zawsze mżesz
                            wykonać jakiś manewr ostaniej szansy.
                            to nie powoduje bezczynności,tylko trochę, z pozytkiem dla zdrowia, spowalnia
                            rzeczywistośc, przywraca jej ogarnialne proporcje i pozwala się nieco lepiej
                            zorientować w mozliwych ścieżach przez puszcz. albo rpzynajmniej tworzy takie
                            wygodne złudzenie.
                            co do współczucia to ja tę opcję mam słabo wykorzystaną. nie bardzo wiem na
                            czym polega i czemu służy, więc korzystam raczej z umiarem, bo się można
                            pokaleczyć. z miłowaniem mam podobnie i napewno nie dotyczy ono spraw ogólnych,
                            skupia się raczej w wąskim zakresie. co gorsza niedowierzam w tę ogólną formę
                            istnienia miłowania i/lub wspólczucia, bo to raczej są wąskie wiązki. znaczy
                            wierzę, że istniej potrzeba wymyślania se takich istot, co kochją i wspóczują
                            wszystkim, a nawet dają się z tej pasji zajebać, tyle, że raczej w kategoriach
                            marzeń zbiorowych, niż realnie pojawiających się jednostek. sam jakoś nie czuję
                            powołania ani na tyle nie mam rozbudowanego pcozucia więzi, żeby do takiej roli
                            aspirować. mogę sobie wyobrazić kochanie hitlera i z tej miłości mu wybaczanie,
                            tylko za chuja nie kumam, po co miałbym to robić. znaczy dlaczego miałbym się
                            na tyle przejąc hitlerem by zapałać doń stosunkiem emocjonalnym? sąsiada z
                            siekiera pokochałbym chyba prędzej, a nawet dałbym mu dupy pewnie, jesli w
                            zamian za tę drobną uprzejmość, zrezygnowałby z upierdolenia mi łba. wszystko
                            rozbija się o zakres wiązki. sąsiad jest 15 centymetrów ode mnie a siekiera
                            wygląda na naostrzoną, natomiast hitler to 200 któraś strona w encykopedii.
                            dokładnie tak samo jak głodujące dzieci w indach (indie: patrz str. 247),
                            wyścikk zbrojeń (wyścikk: patrz str. 476) albo inne hasła, którymi każesz mi
                            się przejmować, nie próbując, jak każdy, jak zwykle, jak to mamy chyba w
                            genach, wytłumaczyć dlaczego?
                            ***
                            i na koniec jeszcze tak: że zabawa w maski się nie kończy, raczej się zapętla i
                            w sumie jest najlepszą gra przystankową, jaką wymysliła ludzkośc. jak w końcu
                            doczekasz się na ten tramwaj, to kasujesz jeden bilet, ciesząc się w duchu, że
                            orżnąłeś kanarów, na co najmniej kilku pasażerów.

                            ***
                            Jak sądzisz?:)


                            P:)
                            • obly Re: moja interpretacja 24.02.07, 21:17
                              trwaj przy swoim dorianie greyu
                              a co do pytania
                              jak sądzę?
                              odpowiem pytaniem
                              a jak ja wiem? a nie sądzę?
                              hu hu ha


                              • 3promile Re: moja interpretacja 24.02.07, 22:04
                                Jebnioło was obu grafomańsko i psychodelicznie, panowie. Dajtaż wy se po razie
                                luta-z-buta po tych parchatych mordach i luz na sprzęcie.
                                • obly Re: moja interpretacja 25.02.07, 10:05
                                  co tez pan mówi?
                    • formaprzetrwalnikowa Re: moja interpretacja 23.02.07, 14:14
                      brajn:
                      to albo niektore rzeczy maja sens (patrz twoj post kilka stopni wyzej, pod
                      moim) , albo niektore rzeczy maja sens, bo to sa nasze onanistyczne wkrety,
                      zeby nie musiec zyc ze swiadomoscia, ze walenie konia nie prowadzi do powstania
                      nowych rzeczy.
                      ja uwazam,z e nie ma nic zlego w dorabianiu sobie filozofii do pierdzenia, jak
                      rowniez w udawaniu, ze to jest sens rzeczy a nie dorobiona filozofia. nie lubie
                      natomiast neispojnosci
                      ;-)
              • obly Re: moja interpretacja 23.02.07, 13:26
                jesli o mnie chodzi sens jest ruchomy i jest zawsze jesli sens znika to albo
                własnie sie powiesilismy albo wzielismy leki które minimalizują nasz IQ do
                praktycznie zera i odruchów podtrzymujących życie. hehehe
                mnie chodzi o to ze czasami osiadamy w swoich "sensach" które sazasmierdłym
                wewnętrznym swiatkiem i czlowiekowi sie robią brzydkie zmarszczki.
                • sutekh1 Re: moja interpretacja 23.02.07, 14:07
                  rewelacyjna dyskusja, chyba ja sobie skopiowałem...

                  z tym matrixem to jest zajebista sprawa, to wypięcie się z systemu, tak ale jak
                  bardzo tego pragniemy i jak bardzo nic nie robimy, a jak się już wypinamy to
                  jak bardzo cierpimy?

                  czyżby emocje były za mocno sprzęgnięte z paradygmatami przez których
                  realizacje uczestniczymy w rzeczywistości?

                  tyle lat trzeba było żeby powstało takie dzieło które metaforyzuje naszą
                  zmistyfikowana realność, a i tak połowa osób uzna to za fantasje ainna część
                  gawiedzi podłączy to pod maślankę typu teoria spiskowa..
                  • formaprzetrwalnikowa matrix 23.02.07, 14:18
                    to jeden z moich ulubionych filmow.
                    a najbardziej podoba mi sie metafora komorkowa wlasnie: zycie w komorce toczy
                    sie dzieki martix (dla niewtajemniczonych: to jest oficjalna nazwa substancji
                    wypelniajacej kazda komorke)

                    pytanie: czy emocje to jeszcze emocje czy juz paradygmaty?
                    ;)
Pełna wersja