Living in the City

26.02.07, 19:16
www.gazetawyborcza.pl/1,78490,3945840.html
I co, lubicie swoje miasta?
bo mi w sumie ten środek stawki, co go Festung Kattovitz opanowało we prawie
wszystkich kategoriach, całkiem pasuje:)
I tak się zastanawiam, jak się mieszka w mieście, co go się nie lubi?:)

P:)
    • kubissimo Re: Living in the City 26.02.07, 21:07
      bozesztymoj
      nie umialbym dlugodystansowo mieszkac w miescie, ktorego nie lubie
      wystarczy mi doswiadczen zwiazanych z zaocznymi studiami w Krakowku, zeby
      wiedziec, ze tak sie nie da. oczywiscie jest to kwestia oswojenia sobie danego
      miasta na wlasny uzytek, ale niektore sa naprawde nieprzysiadalne ;)
    • paolo630 Lubię coraz mniej... 26.02.07, 21:18
      ...od urodzenia, a nawet głębiej w Warszawie
      i coraz mniej chętnie, i coraz mniej pięknie
      stan bagna nad Wisłą podnosi się stale
      są wyspy, lecz słabną w zakały nawale

      brzydota, miernota, politociągota
      ominąć Warszawę - powszechna tęsnkota
      a jednocześnie tu wpaść, się nachapać
      i szybko dać w długą - nie spacer - drapaka.

      Już tylko w serialach bajeczkach o mieście
      gdzie nowe: przecudne rodzynki w cud cieście
      I szara, szarzeje mi co dzień Warszawa,
      Cóż: z wiosną znów przyjdzie czerwcowa Warszawa...
    • kawa_malinowa wroclove :) 27.02.07, 01:44

    • noida Re: Living in the City 27.02.07, 10:02
      Ja tam lubię. Czemu miałabym nie lubić? Miasto jak miasto.
      Co prawda w zasadzie w nim nie mieszkam, ale jakoś nie mam do niego negatywnych
      odczuć.
      • stella25b Re: Living in the City 27.02.07, 10:46
        Akurat ten ranking nie zawiera miast przez ktore sie przewinelam przez ostatnie
        20 lat ale Festung Kattowitz bedzie zawsze wspominane z lezka w oku, taka
        nostalgia. Teraz to bardziej jestem malopolska i ciagne do Krakowa.
    • 3promile Re: Living in the City 27.02.07, 11:53
      Gdańsk ma swoje wady, ale ogólnie jest ok. Najbardziej jednak lubię Sopot poza
      sezonem.
    • kwiecienka1 Re: Living in the City 27.02.07, 17:43
      ku mojemu zdziwieniu okazało się, że bardzo tęsknię za Katowicami...

      nawet nie za ludźmi - bo Ci już dawno powyjeżdżali (mam na myśli moich
      przyjaciół czy kolegów ze szkoły, już nawet nie bardzo mam się tam z kim
      spotykać...) - co za miejscami :)
      no, ale to nie oznacza też, że tam wrócę -> w pewnym sensie to jakby pewien
      zakończony (już) etap w moim życiu

      Kraków -> hmmm, żyje się tu wcale nie lepiej niż na Śląsku, tyle że
      estetyczniej, ale czy to takie ważne? nie wiem...
      w każdym razie im dłużej tu jestem, tym bardziej jestem przekonana o czasowości
      mojego pobytu :(

      ostatnio coraz częściej myślę o przeprowadzce i sama już nie wiem czy Krakowa
      będzie mi brakować tylko trochę, czy wogóle nie...
      to nie znaczy, że mieszkam w mieście, którego nie lubię, a raczej, że bez żalu
      je zostawię :(
      a może jednak? skoro chcę je zostawić za sobą to znaczy, że nie się nie
      polubiliśmy?
      może być coś pomiędzy?
      pozdrawiam
      Kwiecienka z Dylematem
      • kwiecienka1 Re: Living in the City 03.03.07, 01:24
        coś mi się spać nie chce, więc temat podrążę :)

        cytat-teza: "Dom ma się tylko jeden. Reszta to miejsca do zamieszkania."
        (źródło: miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,3958916.html )

        i co Wy na to?
        im dłużej o tym myślę, tym bardziej jestem skłonna przyznać rację Durczokowi...
        na razie mieszkam w Krakowie i już tylko czasami wpadam do domu, do Katowic :)
        pozdrawiam
        Kwiecienka Ślązaczka
        (co drugi weekend)
        • paolo630 Durczok jako klasyk śląski?... 04.03.07, 08:40
          ...Kutz problem ma. Niewąski.

          A poza fraszkofistaszką coś do zastanowienia.
          Czy codzienne (cotygodniowe, co dwutygodniowe, comiesięczne) dojeżdżanie za
          pracą do innego miasta to oczywista oczywistość? Czyż nie jest naszym wspólnym
          marzeniem dom, praca i serce blisko? Można uciec z Radomia, Siedlec, Płocka,
          Ostrołęki, Ciechanowa do Warszawy albo z Katowic do Krakowa. I niczym
          nieprzeciętą pępowiną trzymać się wciąż swojej rodzinnej miejscowości,
          traktując to dające pracę nowe miejsce jako tylko do zamieszkania. Ale potem
          nadchodzi moment w którym i Warszawa, i te rodzinne miasta stają się
          tymczasowe, niezadbane, nie nasze, tylko ichnie, ot hotele robotnicze, w jakie
          przebudowują je politycy z deweloperami. A my obojętniejemy na nie jak na
          brzydnące byłe dziewczyny, czerpiąc egoistycznie resztki radości z krajobrazu w
          czasie jazdy 200 km/h autostradą z miasta rodzinnego do robotniczego. Niczym
          Pan Durczok Po Raku Przed Kraksą, kolejny śląski ambasador w Warszawie
          pilnujący brzydoty obu miejsc.
          • kwiecienka1 Re: Durczok jako klasyk śląski?... 04.03.07, 13:58
            masz rację - trzymając się pępowiny nie można czuć się związanym z "nowym"
            miastem...
            w moim przypadku:
            Kraków dał mi miejsce do zamieszkania
            Katowice dały mi (lepszą) pracę -> nawet po odliczeniu kosztów podróży opłaca
            mi się dojeżdżać na te zajęcia, które mam w Katowicach :) więc póki co nie
            zamierzam tej sytuacji zmieniać...
            <Kraków do mieszkania, Katowice do pracy>
            i tak zostanie do czerwca
            ale gdzie ja zostanę, tego jeszcze nie wiem :)
            pozdrawiam
            Kwiecienka Rozdarta
Pełna wersja