aaa19795
28.05.07, 16:14
juz od tygodnia was chyba znam i tak sie przymierzalam, przymierzalam...temat
za wesoly nie jest. jestem mezatka, przed 30tka jesli to w ogole istotne i
moj maz tez przed 30tka(jak poczytacie dalej to sie wniosek nasuwa ze jestem
z emerytem) i mamy dwoje dzieci.a problem jest taki, ze on nie chce na
wakacje jezdzic z nami ani za bardzo na zadne spacery wychodzic ani nic.
wczoraj dola zalapalam strasznego, bo wrocilam z pracy ok.13 po calym
tygodniu zapieprzania i prawie zerowego kontaktu z moja rodzina i
mowie"fajnie, idziemy nad jeziorko"(wystarczy tylko na druga strone ulicy
przejsc, jeziorko moze nie za czyste, bo to jakby centrum miasta, ale klimat
jest)a on, ze trzeba dom posprzatac, obiad ugotowac...jak mamy jechac na
wakacje to slysze ze nie ma pieniedzy albo ze urlopu nie dostanie...o co
chodzi. ja mam takie poczucie ze on nie chce z nami wychodzic. moze mu sie
nudzi, nie wiem. ale wczoraj tak sie wkurwilam ze poszlam z dzieciakami sama.
umeczylam sie jak diabli ale co tam, bylo prawie fajnie. prawie bo dziecko
jedno mowilo"szkoda ze nie ma z nami tatusia" no kurwa mac, ani w separacji
nie jestesmy, ani na rozwod sie nie zanosi, nie wiem o co mu chodzi.a jak go
wczoraj zapytalam wprost dlaczego nie chce z nami nigdzie wychodzic to
powiedzial "bede wychodzil" ciekawa jestem...tylko nie piszcie mi prosze ze
mam dobrze ze on gotuje czy chate czasem posprzata.ja pracuje na dwa etaty,
wiec podzial obowiazkow dosc "nowoczesny".ale co ja mam zrobic z takim
chlopem???mam juz dosc umawiania sie z kolezankami i robienia za samotna
matke!!!kropka.