daria13
19.06.07, 16:40
Wizja z Nie opuszczaj mnie Ishigury nie taka znowu odległa. Mówi o tym artykuł
w najnowszym Wprost:
*Potrzebujesz zdrowych komórek dla chorego dziecka? Sięgnij po dziecko z probówki.
Czy dzieci mogą przychodzić na świat wyłącznie po to, by pozwolić żyć innym
dzieciom? To jedno z najważniejszych pytań stawianych dziś w Szwecji, a
niebawem na całym świecie. W 2006 r. szwedzki parlament przyjął ustawę
dopuszczającą narodziny dzieci powstałych z zapłodnienia in vitro, które
miałyby żyć jako dawcy komórek macierzystych dla dzieci nieuleczalnie chorych.
Rok później ustawa została pierwszy raz zastosowana. I wywołała burzę.
Pytania z artykułu:
"Lekarze i naukowcy zadają pytania, jaki może być obraz samego siebie i
poczucie własnej wartości u istoty, która przyszła na świat tylko po to, by
jej komórki były "dopasowane" do innej osoby. Życie takich istot jest
naznaczone ciągłym naginaniem się do potrzeb chorego dziecka - ostrzega
Brit-Marie Frost, specjalistka onkologii dziecięcej ze szpitala Karolinska. -
Poza tym dziecko-donator jest skazane na wiele bolesnych zabiegów medycznych -
dodaje."
"Selekcje embrionów są czasem porównywane do aborcji uszkodzonego płodu w
łonie matki, ale wielu szwedzkich lekarzy odrzuca takie
analogie. W tym wypadku zdrowe embriony są odrzucane tylko dlatego, że "nie
pasują do konceptu", do zestawu komórek, jaki mają chora siostra czy brat."
Z drugiej strony głosy zwolenników: "Nie robiąc tego, co można zrobić, skazuje
się chore dzieci na śmierć. A poza tym dziecko z probówki może w przyszłości
odczuwać dumę, że pomogło przeżyc starszemu bratu czy siostrze."
Jestem w zasadzie przeciwna takim praktykom i manipulacjom, ale do końca nie
wiem, do czego byłabym zdolna posunąc się, żeby ratować życie swojego dziecka.
A Wy, co o tym sądzicie?
P:)