zawsze_gosiaczek
09.03.08, 21:09
Nie wiedzialam czy sa juz gdzies podobne watki, wiec postanowilam od razu
napisac...Prosze powiedzicie mi co o tym myslec; rozstalam sie 2 tyg temu z
facetem po ponad roku...nie moge w to uwierzyc...jeszcze tydzien przed tym,
kochalismy sie, wydawalo sie ze wszystko jest w porzadku. zaczelo sie niewinna
klotnia, o to ze nawet jak sie nie widzimy, on nie odbiera moich telefonow i
nie oddzwania...zdenerwowal sie okropnie,nie przyjmowal do siebie moich
argumentow, wrecz zapropnowal wzajemny odpoczynek w zwiazku z tym ze takie
"jazdy" robie...to doprowadzilo mnie do lez.. Kiedy oboje ochlonelismy,
umowilismy sie na spotkanie...nie przyszedl,zapomnial. naturalnie ze sie
wscieklam...czulam ze zartuje sobie ze mnie... po tyg. sie w koncu spotkalimy,
oznajmil ze nie chce sie ze mna wiazac, w sumie od ok 3 miesiecy nie czul
pociagu...a nic mi nie mowil, bo jak twierdzil, "to byly jego wewnetrzne
watplwosci, ktore zawsze mogl rozwiac...". teraz czuje sie totalnie rozbita,
nie wiem czy to ja zawinilam, za duzo oczekiwalam....czy on byl nie
fair...(dodam, ze on jest 6 lat starszy ode mnie)...prosze doradzcie na
chlodno, co o tym myslec... dziex