Dodaj do ulubionych

help...confused...:|

09.03.08, 21:09
Nie wiedzialam czy sa juz gdzies podobne watki, wiec postanowilam od razu
napisac...Prosze powiedzicie mi co o tym myslec; rozstalam sie 2 tyg temu z
facetem po ponad roku...nie moge w to uwierzyc...jeszcze tydzien przed tym,
kochalismy sie, wydawalo sie ze wszystko jest w porzadku. zaczelo sie niewinna
klotnia, o to ze nawet jak sie nie widzimy, on nie odbiera moich telefonow i
nie oddzwania...zdenerwowal sie okropnie,nie przyjmowal do siebie moich
argumentow, wrecz zapropnowal wzajemny odpoczynek w zwiazku z tym ze takie
"jazdy" robie...to doprowadzilo mnie do lez.. Kiedy oboje ochlonelismy,
umowilismy sie na spotkanie...nie przyszedl,zapomnial. naturalnie ze sie
wscieklam...czulam ze zartuje sobie ze mnie... po tyg. sie w koncu spotkalimy,
oznajmil ze nie chce sie ze mna wiazac, w sumie od ok 3 miesiecy nie czul
pociagu...a nic mi nie mowil, bo jak twierdzil, "to byly jego wewnetrzne
watplwosci, ktore zawsze mogl rozwiac...". teraz czuje sie totalnie rozbita,
nie wiem czy to ja zawinilam, za duzo oczekiwalam....czy on byl nie
fair...(dodam, ze on jest 6 lat starszy ode mnie)...prosze doradzcie na
chlodno, co o tym myslec... dziex
Obserwuj wątek
    • pompeli Re: help...confused...:| 09.03.08, 22:23
      Pocieszę Cię tym, że lepiej po roku, niż po 4, jak to było w moim przypadku. Też
      wszystko było ok, po czym stwierdził, że "to jednak nie jest to" i jest za
      młody, by się wiązać "na stałe". (a też był sporo starszy). A poniewaź to jest
      nasze "babskie" forum, to się wypowiem, że to nie z Tobą, a z facetami jest coś
      nie tak. Więc nie łam się, wiem z autopsji, że za jakiś czas będziesz mu
      wdzięczna. A teraz gratuluję zostania modną "singielką" ;)
      • paenka Re: help...confused...:| 09.03.08, 23:03
        Hmmm ja za kazdym razem po klotni mam ogromne jazdy. Moj W. potrafi
        mi powiedziec takie przykre rzeczyz e masakra. Czasami jak drążę za
        dlugo to w koncu na odczepne mowi mi, ze ma mnie dosyć i w ogole...
        tyle, ze my jestesmy razem bardzo dlugo i naprawde nie potrafimy bez
        siebie zyc i mimo, ze on mi tak mowi to ja juz wiem, ze tak dla
        swietego spokoj takie rzeczy mowi, zebym dala juz mu spokoj bo ma
        dosyc calej rozmowy. Moj tez jest o 6 lat starszy;) tak ze wiem ,ze
        oni mimo ze starsi to wcale nie sa bardziej hmm...dojrzali a czasme
        nawet bardziej grymasni.

        A w twojej sprawie. Hmmm moze ten twoj mezczyzna sam nie wie czego
        chce. Tym bardziej ze po 3 miesiacach kiedy juz poczul ze to nie
        to, "meczyl sie w zwiazku" bo nie wiem...nie potrafil? nie chcial?
        ci tego powiedziec? Jak dla mnie to jest beznadziejne wytlumaczenie.
        WIec mozliwe, ze twoj tez sie zmeczyl, ma kryzys i sam nie wie czego
        chce. Moze uspokoj sie sama. Moze do niego dotrze w koncu czego on
        chce. Ale ty nei rob nic na sile:)

        Walka o zwiazek, wg mnie ma sens jesli jestescie ze soba bardzo
        dlugo lub wiele razem przeszliscie. A tak? Moze nie ma sensu sie
        zadreczac?
        • rasgeea Re: help...confused...:| 10.03.08, 10:17
          moim zdaniem to dzieciak jest a nie dorosły facet, a metryka nie ma
          tutaj nic do rzeczy.
          Zgadzam się, ze lepiej teraz niż jakbyś się zaangażowąła jeszcze
          bardziej. I moim zdaniem, nie powinnaś się zadręczać. powinnaś się
          postarać o nim zapomnieć, i absolutnie nie brać na siebie żadnej
          winy. Nie zachował sie szczerze w stosunku do Ciebie, bo mógł od
          samego początku powiedzieć, ze nie wie czy jeszcze mu na Tobie
          zalezy a nie kręcić i bajerować o jakieś przerwie.
          Młoda jesteś, wiele jeszcze przed Tobą i nie warto zawracać sobie
          głowy takim dzieciakiem, który nie wie czego chce.
          :-)
          trzymam kciuki za Ciebie :)))
    • zodiak72 Re: life is brutal ... 10.03.08, 13:46


      Ma być na chlodno? Oki, więc będzie. Będzie też szczerze i z męskiego punktu
      widzenia;-) Dla Ciebie fakt, że się kochaliście, oznaczał wzajemne wyznanie
      uczucia. Dla niego - wcale niekoniecznie musial to oznaczać;-) Jestesmy inni, po
      prostu, zapamiętaj tę lekcję.

      --> wydawalo się, że jest w porządku. Tzn KOMU się wydawalo, wam obojgu, czy Tobie?

      --> nie odbiera telefonow. Ile bylo tych telefonow : 2, 22, 222? (rząd wielkości)

      --> nie przyszedl na spotkanie. Minus dla niego, bez dwoch zdan;-)

      ---> oznajmil ze nie chce sie ze mna wiazac, w sumie od ok 3 miesiecy nie czul
      pociagu...a nic mi nie mowil, bo jak twierdzil, "to byly jego wewnetrzne
      watplwosci, ktore zawsze mogl rozwiac...". Czyli gosc po prostu normalnie
      przekazal Ci, że nie chce z Tobą być, bo nie czuje pociągu. ;-) Samo życie -
      zabrzmi brutalnie: nie jestes pierwsza, ktorą to spotyka i nie ostatnia. I on
      tez nie jest pierwszym i ostatnim, ktory tak postąpil. Że ci nie powiedział? A
      co - mial Ci to powiedzieć wczesniej, np zaraz po Waszych ostatnich
      bara-bara?;-) Na TO wyznanie ZADEN moment nie bylby wlasciwy. Gdyby Ci to
      powiedzial 2 m-ce wczesniej (czyli gdy juz 1 m-c mial watpliwosci a Ty nie bylas
      ich swiadoma) - płakałabyś jeszcze bardziej, że facetow trudno zrozumiec, ze są
      tac, owacy, siacy ....;-)) Zrobil to teraz, podzielil się szczerze
      wątpliwosciami, choć wcale nie musial. Nie lubicie facetow, mających
      wątpliwości;-) On mial odwagę się nimi podzielic. Skutek dla niego:
      podsumowanie, że sam nie wie czego chce;-) A moim zdaniem wlasnie wie: że po
      prostu NIE CHCE danej dziewczyny;-) Life is brutal;-)
      • maryshaa Re: life is brutal ... 10.03.08, 15:57
        Normalnie zgodzę sie z Zodiakiem :-)
        Tu nie ma co rozkminiać, rozmyslać, płakać, wspominać, analizować...
        Po prostu nie byłaś dla niego tą jedyną. I nie znaczy, że to z Tobą
        jest coś nie tak, że to Twoja wina, że zrobiłaś coś nie tak... NIE!
        Nawet tak nie myśl. Po prostu nie czuł TEGO CZEGOŚ z Tobą. Głowa do
        góry. Znajdziesz faceta, który w pełni Cię zaakceptuje i będziesz
        dla niego ta jedyną, taka jaka jesteś!
        • zodiak72 Re: life is brutal ... 10.03.08, 20:34
          Otóż to, dokladnie.
      • paenka Re: life is brutal ... 10.03.08, 16:45
        Zodiak postaw sie w odwrotnej sytuacji. Jesteś z kimś jakis czas a
        ta oba mowi ci ze w zasadzie juz od polowy tego co jestescie razem
        nie czuje do ciebie pociagu.

        PIerwsz rzecz jaka m iosobiscie przychodzi do glowy to "po cholere w
        takim razie dalej brnal, nie dal znaku ze cos jest nie tak?" Wg mnie
        to jest brak szczerosci a jesli mialby to usprawiedliwiac na
        zasadzie nie bylem pewien, mialem nadzieje, ze sie poprawi to oznaka
        ze on sam nie wie czego chce.
        • zodiak72 Re: life is brutal ... 10.03.08, 20:39
          Jest napisane, ze byli ze soba 1 rok i ze on mial watpliwosci od 3 miesiecy. To nie to samo, co 6 miesiecy. Nie wiem, czy to jest z jego strony usprawiedliwianie: facet po prostu powiedzial, co myslal. Tak to widzę. Ale trzeba brac poprawkę na to, że w ocenie czegoś, czego swiadkiem nie bylo sie osobiscie, mozna się latwo pomylic. Czy nie wie, czego chce? Na pewno, wie czego NIE CHCE;-)
      • zawsze_gosiaczek Re: life is brutal ... 10.03.08, 18:33
        no faktycznie wyraziłeś swoje zdanie na ten temat;)rzuciłeś inne światło, to
        dobrze. zgodze sie z tym, ze roznie wyrazamy uczucia, inaczej sie angazujemy; ze
        jako ze rozstanie nigdy nie bylo i nie bedzie dla nikogo niczym przyjemnym, stad
        nigdy nie ma na takie przykre slowa odpowiedniej chwili. I to, ze pary sie
        rozchodza bo "to nie jest to" tez nie jest niczym nowym...Ale z drugiej strony,
        o tym czy jest w porzadu, czy nie sie rozmawia, mowie przynajmniej o sobie, ze
        jesli cokolwiek mnie urazilo - sygnalizowalam to..nie robiac awantury, tylko
        zwyczajnie, z troska raczej...pytalam czy wszytko w porzadku. jezeli tak nie
        bylo, to dlaczego przytakiwal i zapewnial ze wszystko oki? ile bylo telefonow?
        przestalam liczyc przy 3 setce...naprawde, poczatkowo tez delikatnie prosilam
        zeby moze oddzwanial chodziac...cokolwiek, to taki szczegol w koncu...sa takie
        momenty ze on naprawde byl potrzebny. telefony z cyklu "czesc kochanie, co
        slychac" w moim przypadku sie nie zdarzaja(ły), bo ja sama najczesciej nie
        wiedzialbym co odpowiedziec...
        dlatego rozumiem, jak nie chcial, to nic na sile - to i tak by nie wyszlo...ale
        po co marnowal swoj i moj czas?
        • zodiak72 Re: life is brutal ... 10.03.08, 20:45
          Spojrz na to od takiej strony:

          Każde doswiadczenie życiowe, nawet to zle, uczy nas czegoś. Uwierz mi, KAZDE. I każde z czasem się przydaje. W mysl zasady, że fortuna kolem się toczy, raz jest sie na wozie, raz pod wozem. Z czasem nabierzesz dystansu, który będzie Cię chronił, jak futro z norek zimą;-) Glowa do góry, facetow jest jeszcze wielu na tej planecie. Nie ten, to bedzie inny;-) Czas leczy wszystkie rany. To wyświechtane banały, kiedyś w nie nie wierzylem lub nie chcialem wierzyć, ale jest w nich wiele prawdy, przetestowanej przez wiele pokoleń;-)

          pozdrowionka
          • zawsze_gosiaczek Re: life is brutal ... 11.03.08, 17:33
            Faktycznie banały, ale czaje o co Ci chodzi;). dziex. A propos tego co na
            poczatku pisales...to inny punkt widzienia, oki, ale odnioslam wrazenie jakbys
            generalnie chcial wszystko podsumowac stwierdzeniem:" sorry baby, this is a
            man's world"...że na cholere kobiety w ogole odczuwaja inaczej. to inaczej
            oznacza m.in. ze biora pod uwage znacznie czesciej te druga osobe, jak ona mysli
            i jak ona czuje. przez to wiele spraw bardziej nas boli - fakt. chodzi o to, ze
            powiedzienie "ja tak myslalem, wiec tak powiedzialem" i koniec nie jest jakis
            usprawiedliwieniem, wyrazem szczerosci, albo tego, czego sie nie chce. to raczej
            brak swego rodzaju dojrzalosc moze...
            Anyway, łatwo powiedzieć żeby po prostu wrzucic na luz, ale warto tez zauwazyc
            ze w tym meskim swiecie 50 % stanowia kobiety..czyli ok polowa swiata jednak
            mysli i n a c z e j.
            pozdrowionka;)
    • siula5 Re: help...confused...:| 15.03.08, 10:51
      Dla mnie całkiem ok chłopak, wytłumaczył ci czemu nie chce być z Tobą, nie
      podobasz mu się pod jakimś względem i to tyle, bardzo mi się podoba jego
      postawa, nie kręci, nie kłamie, lojalnie Ci wytłumaczył co jest nie tak. Nie
      wszyscy muszą do siebie pasować.
      • zawsze_gosiaczek Re: help...confused...:| 16.03.08, 10:48
        Tu nie chodzi o to, czy musimy, czy nie musimy do siebie pasować. To, że z nim
        nie jestem to juz dla mnie raczej powod do ulgi, oddechu.
        Jego wytłumaczenie to bylo...jakby to okreslic, przychodzi mi na mysl dosc
        prostackie powiedzonko "maskowanie syfa pudrem". a dlaczego? skoro, byl taki
        zdecydowany i okreslony, to why sam nakrecil klotnie zeby miec tani pretekst do
        rozstania? To dlaczego ponad 3 miesiace bzykal sie ze mna na sile? Pewnie gdybym
        nie zadala niewinnego pytania pt. "dlaczego nie odbierales wczoraj tel?" nadal
        by mnie byzkal, bo mu tak bylo wygodnie...zawsze jakas dupa pod reka, a jak
        zaczna robic problemu to ...narazie. Jego wyznanie i dodatek na koncu "bo ja ci
        teraz o tym mowie, zeby byc fair" nie ma nic wspolnego z lojalnoscia...jak juz
        krecil 3 miesiace, to takie banaly niczego nie naprawia...
        • zawsze_gosiaczek Re: help...confused...:| 21.03.08, 15:28
          i zastanawiam się, po co on wysyła mi na te Święta życzenia...
          • rasgeea Re: help...confused...:| 21.03.08, 22:26
            po prostu to olej :)
            moze gryza go jakieś wyrzuty albo co?
            a moze po prostu chciał CI wysłac zyczenia nie myśląc sobie nic ponadto :)
            Nie ma sensu się nad tym zastanawiać:-)
            • zawsze_gosiaczek Re: help...confused...:| 21.03.08, 23:02
              Chyba nic innego mi nie pozostaje ;) Dziex za wsparcie w ogole, wiem - marudze
              strasznie, ale nic nie poradze, cieżko takie rzeczy ze mnie spływaja...nadal żal
              mi tego wszytkiego co było.
              • paenka Re: help...confused...:| 22.03.08, 00:52
                A ja bym mu odesłała życzenia albo podziekowała. Ale beż żadnych
                rozlewów czułości i szczęsliwości. Tak po prostu z kultury. Bo jak
                sie nie odezwiesz to jeszcze gotów pomyśleć, że się na fest
                obraziłaś a po co robić sobie wrogów?
                • zawsze_gosiaczek Re: help...confused...:| 22.03.08, 17:04
                  Jednak odpisałam...najbardziej oschłe życzenia jakie w życiu składałam...to
                  wszystko jest mega przykre :(
                  • zawsze_gosiaczek Re: help...confused...:| 15.04.08, 21:01
                    hej, dziewczyny;) czuje sie juz zdecydowanie ale to meega lepiej;) koles oddal
                    mi moje buble wczoraj i moge powiedziec ze zamknelam ten rozdzial w moim zyciu.
                    i teraz serio wierze, ze moze byc juz tylko lepiej. Pozdrawiam was serdecznie !

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka