Dodaj do ulubionych

skoro sama nie daję sobie z sobą rady...

04.04.08, 07:58

to kto ze mną sobie poradzi, albo przynajmniej spróbuje ???
Tak, wiem że jestem beznadziejnie żałosna, psuję wszystko, sama działam na
swoją szkodę - tylko jakoś nic nie umiem na to poradzić :'(
Obserwuj wątek
    • boo-boo Re: skoro sama nie daję sobie z sobą rady... 04.04.08, 11:29
      No to wal o co chodzi-jak mamy spróbować.
      • aga.andro o co chodzi... 04.04.08, 11:55
        O cholerną nieśmiałość i nieudane próby walki z nią... Jakakolwiek nowa
        sytuacja, nowe otoczenie, nieznani ludzie to dla mnie niemal koniec świata- o
        ile przypadkiem nie mam wsparcia w kimś dobrze znanym, przy którym czuję się
        bezpiecznie (na szczęście jest kilka takich osób).
        Ale gdy muszę się zmierzyć z czymś nowym sama, to skacze mi poziom stresu, i to
        tak, że niemal paraliżuje...
        Nie umiem być sobą w takiej sytuacji i najczęściej uciekam dosłownie, albo po
        prostu psychicznie. Ostatnio uciekłam naprawdę!
        Jak dołączyć jeszcze do tego niezdrową skłonność do rozpamiętywania porażek, to
        wszystko robi się jeszcze trudniejsze. Wycofuję się przed startem i oczywiście
        zazwyczaj żałuję.
        To tak w skrócie mój odwieczny problem, który jest źródłem wszystkich innych...
        Całe szczęście, że jest to forum-już kilka razy skorzystałam z możliwości
        wypłakania się wirtualnie i realnie też - to naprawdę pomaga !
        • boo-boo Re: o co chodzi... 04.04.08, 22:04
          Ja tak kiedyś miałam-daaawno temu, ale skończyło się od momentu jak się
          bezczelna z lekka stałam-to fakt. Czytałam wypowiedź Wojtka-zgodzę się.
          W moim przypadku granie i udawanie twardej baby nie wychodziło, głaski tym
          bardziej-nie zaznałam takiego zachowania w stosunku do mojej osoby-to fakt no i
          niestety jestem jaka jestem. Czasami aż sama siebie zadziwiam?, przerażam?-w
          razie czego staram się jednak "zachowywać" w stosunku do ludzi starszych-żeby
          nie było,że nie mam za grosz szacunku- a wręcz przeciwnie mam. Wiem
          pomyślicie,że psychiczna jakaś jestem, ale ludzie mi na głowę nie wchodzą-no
          przynajmniej nie tak często jak innym-z tego co widzę dookoła siebie. Sama nie
          wiem-trzeba sobie jakiś system wypracować i przećwiczyć i jak działa to tego się
          trzymać, a później to już i tak w nawyk wejdzie.
          Ja jednak jestem psychiczna.
          • aga.andro Re: o co chodzi... 04.04.08, 23:26
            boo, czyli jednak daje się coś zmienić - dzięki za promyczek nadziei - trzeba
            brać się do opracowywania systemu,z wyłączeniem metod wypróbowanych,ale
            nieskutecznych :(
    • karmilla Re: skoro sama nie daję sobie z sobą rady... 04.04.08, 15:07
      k..., jakbym samą siebie czytała. czyżbym miała rozdowojenie jaźni i
      pisała pod różnymi nickami na jednym forum?
      Mam dokładnie ten sam problem. Staram się z tym walczyć, ale z
      różnym skutkiem
      • wojtek56 Re: skoro sama nie daję sobie z sobą rady... 04.04.08, 18:01
        Oj, dziewczyny, dziewczyny... Nieśmiałość?! Z tym poradziłbym sobie szybko.
        Z czego ona się bierze? Z niepewności, z braku poczucia własnej wartości (a
        właściwie ze strachu przed ośmieszeniem), z przewrażliwienia, z przedkładania
        nadmiernej uwagi do drugorzędnych szczegółów. Czasem ze strachu przed chamstwem
        i impertynencją innych.

        Wystarczy kilka głasków, wzmocnień pozytywnych, ciepłych słów, bezgranicznej
        akceptacji i cierpliwości, a zapomnicie o swojej niepewności! I jeszcze jedno:
        najgorszy przypadek jest wtedy, gdy swoją niepewność, swoją wrażliwość i
        pragnienie bliskości okujecie w nieprzenikalny pancerz pewności siebie,
        przebojowości i stanowczości, bo... wtedy inni takimi Was widzą i zamiast
        cieszyć się Waszym ciepłem i przytulać do serca to miękie jąderko Waszej duszy,
        wydaje im się że maja do czynienia z twardą babą, która sama sie rozprawia ze
        wszystkimi przeciwnościami losu.
        No, ale to pewnie nie o tym przypadku mówicie...
        • aga.andro Re: skoro sama nie daję sobie z sobą rady... 04.04.08, 20:38
          Wojtku, cały problem polega na tym, że trudno znaleźć kogoś kto tak bezwarunkowo
          przytuli, pogłaszcze, kiedy jest się nieśmiałym i kiedy ten strach przed
          odkryciem się - bo przecież im więcej ktoś o mnie wie, tym łatwiej może mnie
          zranić :( - ten strach zaczyna dominować...
          Granie "twardej baby" mi nie wychodzi, po mnie od razu widać, że jestem
          miętka... czasem nawet budzi to w ludziach instynkty opiekuńcze.
          • yvona73pol Re: skoro sama nie daję sobie z sobą rady... 05.04.08, 00:53
            moze zacznij pol na pol.... troche twardzielki, ale nie w kazdej
            sytuacji, popatrz jak ci to wychodzi....
            wszak kobieta zmienna jest,zawsze mozesz zmienic front ;)))
          • wojtek56 Re: skoro sama nie daję sobie z sobą rady... 05.04.08, 01:22
            Ago, kiedy rozmawiam z kobietami zalęknionymi lub mającymi zaniżone poczucie własnej wartości i przekonuję je na różne sposoby, że ten problem tkwi w nich samych, to najpierw są nieufne (o czym sama wspomniałaś), a potem, gdy już zaufają, że nie chcę wyrządzić im krzywdy, interpretują moje zachowanie jako specjalne zainteresowanie sie nimi. Prowadzi to czasem do niezręcznych sytuacji, bo moja cierpliwość i łagodność wcale nie wynika z chęci zbliżenia się do nich. Nawet, jeżeli o tym rozmawiamy, to i tak rozum swoje, a emocje (uczucia?) swoje. Dlatego, przypuszczam, mało kto i mało kiedy stara się pomagać kobietom, które znajdą się w trudnej sytuacji, bo nikt nie wierzy w bezinteresowność.
            Być może mam odosobniony punkt widzenia. Tyle rzeczy byłoby prostszych, gdybyśmy mieli do siebie wzajemne zaufanie. Z drugiej strony choćby to forum to jeden ciąg przypadków mówiących o tym, jak łatwo takie zaufanie zniszczyć.
            • aga.andro rozum a emocje... 05.04.08, 08:44
              Nie wiem jak to jest u innych, ale ze mną często jest tak, że rozum sobie, a emocje sobie. I tak na przykład rozumowo to ja dobrze wiem, że nie powinnam się tak przejmować, że zadręczanie się bez końca nic mi nie da - a tylko pogorszy sytuację. Ale emocje to zupełnie inna sprawa! Dlatego takie trudne jest dla mnie czasem radzenie sobie z niektórymi sytuacjami.
              I jeszcze jedno o "graniu" - najwięcej moich problemów, przynajmniej w moim mniemaniu, rodzi się gdy próbuję nie być sobą. Pewnych rzeczy po prostu nijak nie przeskoczę i w końcu wychodzi ze mnie prawdziwe ja - dodatkowo przytłoczone faktem, że teraz nie wypada mi się "tak" zachowywać, skoro wcześniej świetnie dawałam sobie radę. Pułapka konsekwencji i oczekiwań społecznych, skupienia w trudnych chwilach nie na ważnych sprawach, nie na istocie problemu, ale na tym co mogą pomyśleć inni - czyli na duperelach po prostu.
              Egoizm swoisty - to jest dla mnie wielki problem. To głupie poczucie, że jestem wciąż na cenzurowanym, że każdy zobaczy moje błędy i potknięcia... Jakoś tak jest, że im bardziej czuję się niedoskonała, gorsza, tym większy jest we mnie przymus ukrywania tego i udawania, że nic się nie stało.
              Nawet ten post napisałam egoistycznie - chociaż to raczej z obawy przed formułowaniem teorii ogólnych ;)
              Pisanie to dobra rzecz - pomaga uporządkować sprawy i myśli...
              • moretta1 Re: rozum a emocje... 05.04.08, 12:04
                Wiem , znam to - jesli człowiek sam w siebie nie wierzy to ...
                Wszytko układa sie dobrze i wystarczy małe potknięcie - koniec. Sama
                sobie wmawiam że ja nie potrafie, że to nie dla mnie, że rezygnuje.
                Ale jakos to ciągne, Choc juz nie mam sił.

                Zycie to splot nieprzewidzianych zdarzeń. Jedne przynoszą nam ulotne
                chwile szczęścia, z innymi ciężko nam żyć.
                • aga.andro pozytywne wzmocnienia - chyba w marzeniach! 07.04.08, 11:23
                  To tak w związku z moimi ostatnimi dołującymi doświadczeniami : jak ja mogę
                  przemóc się sama, skoro każda moja wygrana z samą sobą jest jednocześnie porażką
                  ??? Po długiej i wyczerpującej walce - robię coś - co prawda dość nietypowo, ale
                  zdobywam się na odwagę i działam, wychodzę z inicjatywą i... przegrywam na całej
                  linii - nikt nie chce docenić tego, że dla mnie to nie było coś normalnego,
                  zwykłego, ale prawdziwe osiągnięcie, sam fakt przerwania bierności... Nawet psa
                  głaszcze się za dobre chęci, żeby jeszcze bardziej zachęcić, a człowieka nie łaska ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka