Dodaj do ulubionych

Czy pisarz musi publikować książki?

06.04.08, 13:16
Pytanie może brzmieć idiotycznie, ale już wyjaśniam, o co chodzi.

Otóż: nie wiem, czy Wy tak macie, ale ja łapię się na takim mysleniu, że żeby
ktoś mógł naprawdę uznać się za pisarza, musi coś opublikować. W sensie: idzie
do wydawcy, wydawca uznaje książkę za godną wydania, drukuje, ksiązka jest w
księgarniach. Dopóki tego nie ma, pisarz jest tylko amatorem. Tak samo z
innymi typami sztuki: na przykład, grafik, żeby uznac się za profesjonalistę,
musi być gdzie publikowany - inaczej jest hobbystą tworzącym do szuflady.

I teraz pytanie: czy to słuszne podejście, czy też nie? Czy np. tak samo
poważnie traktowalibyście kogoś, kto pisze i np. rozsyła swoje teksty po
grupie znajomych, jak pisarza "publikującego"? Czy też jednak bycie
opublikowanym to jednak jakiś wyznacznik jakości, profesjonalizmu?
Obserwuj wątek
    • isma Re: Czy pisarz musi publikować książki? 06.04.08, 13:30
      Eeee, w dzisiejszych czasach "opublikowac cos" moze byc tylko
      kwestia portfela przeciez. Zdecydowanie nie wszystko co opublikowane
      jest lepsze od tego co nieopublikowane ;-))).

      A powaznie - sporo zmieniaja w tej dziedzinie mozliwosci
      publikowania w sieci. Byt wirtualny, jakim jest niejaka Kataryna,
      podpisuje nawet, w gronie cenionych publicystow i komentatorow sceny
      politycznej, rozne listy otwarte ;-))).
      • a000000 Re: Czy pisarz musi publikować książki? 06.04.08, 13:38
        samo opublikowanie nie jest wyznacznikiem poziomu danej pozycji czy autora.
        Dopiero OCENA przez czytelników i krytyków - może coś powiedzieć. Oczywiście -
        pod warunkiem, że publikacja nie trafiła na falę trendu, jak np Wojna
        rusko-polska, czy inne podobne "dzieła". Wówczas na ocenę trzeba poczekać, aż
        trend minie i powróci normalność.


        • stephen_s Re: Czy pisarz musi publikować książki? 06.04.08, 13:53
          No to pojawiają się dwa pytania:

          1. Czy krytycy w ogóle zauważą coś, co jest opublikowane "tylko" w sieci?

          2. Czy jeśli ktoś ma wielu czytelników, a publikuje tylko w sieci, to czy
          rzeczywiście może nazwać się pisarzem?
      • stephen_s Re: Czy pisarz musi publikować książki? 06.04.08, 13:52
        No własnie, też mnie zastanawia, jak ma się do tego Internet? Czy można
        opublikować coś w sieci i tak naprawdę powiedzieć, że się jest pisarzem?

        Pytam poważnie...
        • isma Re: Czy pisarz musi publikować książki? 06.04.08, 14:14
          No wiesz - moim zdaniem mozna. Ale, yyyy, to chyba nie do konca
          chodzi o to, zeby sie moc "jakos nazywac".
          • stephen_s Re: Czy pisarz musi publikować książki? 06.04.08, 14:36
            Przepraszam, ja chyba jestem uzależniony od etykietek ;)

            Ale wracając do mojego pytania: czy nie widzisz róznicy między publikowaniem na
            papierze, a publikowaniem w sieci? Czy zdolny pisarz publikujący wyłącznie w
            sieci byłby dla Ciebie tyle samo wart, co tak samo utalentowany z ksiązkami w
            księgarniach?
            • vobiska1 Steph, 06.04.08, 15:21
              nie miej złudzeń,wiem,ze chcesz na skróty, ale dopoki nie zostanisz
              uznany za utalentowanego , choć Tobie o sobie wolno tak mysleć
              zawsze)), to publikacja w sieci niewiele da, no może trochę
              satysfakcji i trochę oceny.Chyba,ze tam Cię ktos znajdzie i
              zaproponuje wydanie ksiązki.Niektórym autorom blogu to się udało.
              • stephen_s Re: Steph, 06.04.08, 17:01
                Hmm. Nie chodzi o blog, chodzi o teksty literacki i / lub komiksy...
        • vobiska1 Steph, 06.04.08, 14:15
          chyba wiesz,że najwazniejsza jest promocja !! Wtedy dowiadują się o
          Tobie krytycy, wydają opinię czyś Ty już pisarz czy jeszcze nie,
          następuje sprzedaż i tu net staje się b.wazny też. A żeby Cię
          wypromowano musisz trafić na zafascynowanego Tobą wydawcę, bo ryzyka
          finansowego nie chcą ponosić , co zrozumiałe.Fascynacja Twoim
          dziełem najwazniejsza.Zacznij rozsyłać do wydawnictw, choćiażby
          demo, dwa wydawnictwa Ci mogę polecić na priva lub świetną, tanią
          drukarnię, gdzie za Twoje srodki pięknie wydrukują nawet
          minimalną ilośc egz.Tak moja znajoma już 3 raz wydaje swoje tomiki
          wierszy i rozsyła po znajomych, no ale to jest poezja, towar
          elitarny.)))
      • hiperrealizm kataryna_kataryna 06.04.08, 17:28
        była kiedyś gazetową forumowiczką. Potem redakcja portalu namówiła
        ją do blogowania.
        A teraz jest w salonie24.
        • stephen_s Re: kataryna_kataryna 06.04.08, 17:29
          Ja słyszałem teorię, że Kataryna to mężczyzna. Aczkolwiek osobiście uważam, że
          to nieprawda...
          • hiperrealizm świadomie nie poruszałem kontrowersji związanych 06.04.08, 17:31
            z k_k. Teorie są rózne. Niektórzy udowadniali że to sam Adam Michnik
            jest.
            • stephen_s Re: świadomie nie poruszałem kontrowersji związan 06.04.08, 17:31
              A to by było ciekawe :)))))
              • hiperrealizm Re: świadomie nie poruszałem kontrowersji związan 06.04.08, 17:33
                stephen_s napisał:

                > A to by było ciekawe :)))))
                =====================================
                A piotr_gdański (czy jakoś tak) to podobno sam Jacek Kurski jest.
    • kochanica-francuza Steph, chcesz coś opublikować? 06.04.08, 15:12
      Najlepiej wyślij do Ziemowita Fedeckiego, krytyka.
      • stephen_s Re: Steph, chcesz coś opublikować? 06.04.08, 17:04
        Heroic fantasy i komiksy też mam do niego wysyłać..?
        • hiperrealizm opublikuj w sieci 06.04.08, 17:24
          a my strzelimy recenzje - będziemy bezlitośni dla dzieła i jego
          autora :)
          • stephen_s Re: opublikuj w sieci 06.04.08, 17:29
            Osobę autora należy od dzieła oddzielać :)
            • hiperrealizm Re: opublikuj w sieci 06.04.08, 17:32
              stephen_s napisał:

              > Osobę autora należy od dzieła oddzielać :)
              ===============================================
              Janse! Nad autorem bedziemy pastwić się niezależnie od dzieła!
              :)
              • kochanica-francuza Dzieło świadczy o autorze, hehe 06.04.08, 18:54
                Jak można oddzielać???
                • hiperrealizm dzieło i autor to byty niezalezne 07.04.08, 16:35
                  relacje
                  autor-dzieło
                  dzieło-odbiorca
                  nie mają ze sobą nic wspólnego, są całkowicie niezależne.
                  dlatego pytanie "co autor miał na myśli" jest zupełnie bezsensowne
                  bo nie ma to znaczenia!
                  (no chyba że się jest biografem twórcy)
                  • a000000 Re: dzieło i autor to byty niezalezne 07.04.08, 16:41
                    hiperrealizm napisał:

                    > dlatego pytanie "co autor miał na myśli" jest zupełnie bezsensowne
                    > bo nie ma to znaczenia!
                    > (no chyba że się jest biografem twórcy)

                    hehehe, albo nauczycielem j.polskiego.
                    • hiperrealizm Re: dzieło i autor to byty niezalezne 07.04.08, 18:04
                      a000000 napisała:

                      > hiperrealizm napisał:
                      >
                      > > dlatego pytanie "co autor miał na myśli" jest zupełnie
                      bezsensowne
                      > > bo nie ma to znaczenia!
                      > > (no chyba że się jest biografem twórcy)
                      >
                      > hehehe, albo nauczycielem j.polskiego.
                      ========================================
                      A kto powiedział że nauczanie jp jest robione sensownie?
        • kochanica-francuza Re: Steph, chcesz coś opublikować? 06.04.08, 18:53
          eee, ja myślałam, że prozę piszesz...
          • stephen_s Re: Steph, chcesz coś opublikować? 06.04.08, 21:47
            Prozę też próbuję... :)

            (no co? Fantasy to nie proza?)
            • hiperrealizm mozesz fantasy wierszem pisać. 07.04.08, 18:03
              stefan rzuć gdzieś próbki tego twojego fantasy.
    • hiperrealizm Tak 06.04.08, 17:26
      weryfikacja przez odbiorcę jest niezbedna.
      PS
      Ja tam mam to i owo w szufladzie i niech tam na zawsze pozostanie!
      KRYTYKI NIE ZDZIERŻĘ!
      Po co ktoś ma mi mówić że jestem grafomanem.
      • stephen_s Re: Tak 06.04.08, 17:28
        Ale czy odbiorca musi zapoznać się z wersją drukowaną, czy też może odbierać
        przez Internet?
        • hiperrealizm Re: Tak 06.04.08, 17:30
          stephen_s napisał:

          > Ale czy odbiorca musi zapoznać się z wersją drukowaną, czy też
          może odbierać
          > przez Internet?
          =========================
          ????
          Możesz nawet swoje dziala wykuć w kamieniu!
          stefan nośnik nie jest istotny (no chyba że liczysz na zyski)
    • vobiska1 Ten artykul kompatybilny z pytaniem Stepha!! 07.04.08, 23:43
      kultura idzie na dno
      Joanna Derkaczew
      2008-04-07, ostatnia aktualizacja 2008-04-06 18:37


      Czy Polacy jeszcze jakoś uczestniczą w kulturze? Czy relatywnie
      niski stopień zamożności i brak wolnego czasu zmieniają nas tylko w
      bezrefleksyjnych odbiorców masowej rozrywki? Czy surfowanie w
      internecie to udział w życiu kulturalnym?


      Rys. Jacek Gawłowski
      Bogacenie sie społeczeństwa nie przekłada się na większy udział w
      kulturze
      ZOBACZ TAKŻE
      • Co czytają Polacy (07-01-08, 18:13)
      • Nie czytamy, jak zwykle (04-09-07, 19:25)
      • Nagrody literackie na pokuszenie (04-09-07, 01:00)
      • Literatura z Tesco i z kolonii (20-08-07, 18:48)
      • Zmierzch niezależnych księgarni (09-01-05, 00:00)


      - Nie da się ukryć, że chamiejemy - mówi Kazimierz Krzysztofek,
      profesor socjologii ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w
      Warszawie, członek europejskiej sieci instytutów badań nad kulturą i
      centrów informacji o kulturze (CIRCLE).

      Po badaniach, jakie pod koniec zeszłego roku przeprowadził TNS OBOP -
      wykazały one, że 70 proc. dorosłych Polaków w ogóle nie uczestniczy
      w wydarzeniach kulturalnych - kolejne dane przyniósł raport z
      początku tego roku instytutu ARC Rynek i Opinia. Z tych badań
      wynika, że jedynie 27 proc. badanych wykazało choćby niewielkie,
      okazjonalne zainteresowanie kulturą. W porównaniu z badaniami z 2004
      r. to prawie 10-proc. spadek Dla porównania: osoby
      deklarujące "zdecydowanie zainteresowane" to tylko 2-proc. elita.

      Kultura coraz częściej ogranicza się dla Polaków do dostępnych w
      domu form rozrywki: • telewizję ogląda 99,2 proc.; • DVD - 57,5
      proc. (od 2004 r. wzrost o ponad 17 proc.); • książki czyta 37,2
      proc. (spadek o blisko 15 proc.). W ciągu czterech lat o połowę
      spadło zainteresowanie koncertami - z 22,6 proc. do 10,8 proc., a
      trzykrotnie wystawami - z 15 do 5,6 proc. i teatrem - z 15,2 do 6,8
      proc. Ponadto teatr stał się dziedziną zdominowaną przez kobiety (64
      proc.), młodzież do 24. roku życia (42,7 proc.), mieszkańców wsi i
      małych miast (mieszkańcy dużych miast, gdzie teatr jest najłatwiej
      dostępny, stanowią jedynie 17,1 proc. publiczności).

      Co wynika z tych danych? Czego możemy się spodziewać, obserwując
      kryzys czytelnictwa, odnotowując, że bogacenie się społeczeństwa
      (zwłaszcza mieszkańców wielkich miast) nie przekłada się na większy
      udział w kulturze? Czy Polskę czeka intelektualna i cywilizacyjna
      degradacja?

      Prof. Krzysztofek: - Kompletny brak przygotowania do uczestnictwa w
      życiu kulturalnym odróżnia nas choćby od Francji. Tam już dawno
      zrozumiano, że jedynie rodziny inteligenckie zarażają kulturą
      i "tresowanie do kultury" zaczęto realizować w szkole. Poza tym nie
      osiągnęliśmy jeszcze takiego poziomu zamożności, który pozwoliłby
      nam zamienić hasło "bogaćcie się" na "rozwijajcie się". Badania
      pokazują, że dopiero od poziomu dochodu ok. 8,5 tys. zł miesięcznie
      obok potrzeb materialnych pojawiają się potrzeby duchowe.

      - Problem stanowi u nas przede wszystkim brak silnej i wykształconej
      klasy średniej - tłumaczy Dorota Ilczuk, dr hab. nauk
      humanistycznych, założycielka fundacji Pro Cultura, członek
      Europejskiego Parlamentu Kulturalnego. - Polacy nie korzystają z
      kultury albo przez ograniczenia finansowe, albo - jak w przypadku
      dużych miast - z powodu braku wolnego czasu.

      Krzysztofek tłumaczy też przewagę kobiet wśród odbiorców kultury i
      bierność mieszkańców wielkich miast. - Udział kobiet jest większy,
      bo to one potrzebują najbardziej kultury pozadomowej. Częściej też
      traktują sztukę jako inspirację do myślenia o własnych dylematach. Z
      kolei specyfika wielkich miast polega na tworzeniu domowych centrów
      kultury wyizolowanych z rzeczywistego otoczenia. Ludzie są tam
      zmęczeni codziennym tempem, szukają więc lżejszych, relaksujących
      form.

      Dr Małgorzata Jacyno z Zakładu Socjologii Kultury UW, autorka
      książki "Kultura indywidualizmu", dodaje, że
      nowi "wielkomieszczanie" mogą mieć poczucie, że sztuką i tak
      nieustannie oddychają, więc nie warto podejmować dodatkowych
      wysiłków. - Każda oferta weekendowa galerii handlowej wzbogacona
      jest zwykle o występ, spotkanie z gwiazdą, prezentację kuchni
      orientalnej, konsultację z psychologiem. Z kolei wstępu do galerii
      sztuki bronią nam nadal bariery symboliczne. Robotnik może latami
      przechodzić obok wystawy, a i tak nie wejdzie, bo będzie miał
      poczucie, że to "nie dla niego" - mówi.

      Czy badania instytutu ARC rzeczywiście pozwalają obiektywnie ocenić
      nasze uczestnictwo w kulturze?

      Jacyno: - W PRL-u sztuka nobilitowała, udział w niej odgrywał niemal
      rolę działalności opozycyjnej. Jednocześnie inny był stosunek do
      konsumpcji. Zdobycie puszki coca-coli nie było zwykłym zakupem, ale
      dawało poczucie przynależenia do kultury Zachodu. A zgodnie z tym
      kluczem w zmienionym systemie awans społeczny nadal realizuje się
      poprzez udział w konsumpcji. Oferta nie sprowadza się już tylko do
      muzeów, filharmonii i teatru, poszerzyła się o warsztaty, kursy,
      podróże, egzotyczne restauracje. Nasz udział w kulturze może wyrażać
      się przez to, jak się ubieramy, jak urządzamy nasze otoczenie, dokąd
      podróżujemy, jak "kreujemy siebie".

      To tak jak w haśle ze starej, wyświetlanej na zachodzie reklamy
      Ikei: "W '68 zmienialiśmy świat, w '86 zmieniamy kuchnię".

      Ważne jest także, co ankieterzy ARC pomijają.

      - W tych badaniach nie ma śladu namysłu nad ewolucją form
      uczestnictwa w kulturze - zauważa Lidia Makowska, prezeska
      gdańskiego stowarzyszenia Kultura Miejska, menedżerka kultury,
      ekspertka w dziedzinie polityki kulturalnej. - Z wyników ARC bije
      czysty populizm. Anachroniczny sposób formułowania pytań ankietowych
      odpowiada biznesowo-liberalnym standardom z lat 90. Chodziło wtedy,
      by sprawdzić, ile podatnik płaci, a ile za to dostaje np. w postaci
      produktu kultury. W tych badaniach nie ma ani słowa o internecie. A
      przecież każdy z nas codziennie właśnie tam ogląda projekty
      artystyczne, czyta prasę kulturalną, korzysta z blogów, gdzie można
      pobrać muzykę czy książki.

      Dorota Ilczuk także podkreśla, że papierowa "Galaktyka Gutenberga"
      przestała być dla nas wszechświatem, a stała się jedynie jedną z
      opcji. - To nie jest żadna zmiana, ale tendencja utrzymująca się od
      lat 90. Zmierzamy w stronę społeczeństwa informacyjnego, które czyta
      mniej książek, a więcej witryn.

      Według Kazimierza Krzysztofka przechodzimy na dwa nowe systemy
      odbioru: - Chodzi o "lean-back" (oprzyj się), czyli typ kanapowy,
      bierny, masowy, typ "push" (pchaj, typ wciskania gotowego produktu)
      oraz typ "pull" (ciągnij), typ aktywnego, samodzielnego
      poszukiwania, często poza oficjalnym nurtem i tradycyjnym
      rozumieniem "kultury wysokiej".

      Rozpada się narodowy kanon kultury - każdy może mieć własny. Nie
      tylko w Polsce obserwuje się coraz mniejszą potrzebę instytucji.
      Dominuje samozaspokojenie ludyczne, a energia idzie do sieci.

      Jak uważa Lidia Makowska, wcale nie musi to oznaczać strat dla
      producentów kultury. - Z badań kanadyjskich wynika np., że wymiana
      muzyki, filmów czy tekstów pomiędzy blogowiczami na zasadzie peer-to-
      peer (czyli w myśl liberalnych zasad - wbrew restrykcyjnym prawom
      autorskim) wspiera dostęp do kultury i uczestnictwo w niej. Hobbyści
      blogowicze chętniej kupują płyty i filmy DVD, jeżeli najpierw
      ściągną je z bloga albo przynajmniej obejrzą fragment na YouTube.

      Lidia Makowska podkreśla, że w Polsce sztuka w sieci (net art) i
      projekty artystyczne na styku działań alterglobalistycznych i
      równościowych pozostają zupełnie niezbadane.

      - Badania statystyczne bez analizy dostępu do kultury za pomocą
      internetu są niepełne i niewiarygodne. To po prostu podsycanie
      populistycznych mitów, że ludzie wybierają telewizję, DVD i
      rozrywkę. Należy w takich badaniach ankietowych pytać o oglądanie
      filmów w necie, słuchanie muzyki z blogów, czytanie tekstów ja
      • vobiska1 końcówka artykulu 07.04.08, 23:46
        Badania statystyczne bez analizy dostępu do kultury za pomocą
        internetu są niepełne i niewiarygodne. To po prostu podsycanie
        populistycznych mitów, że ludzie wybierają telewizję, DVD i
        rozrywkę. Należy w takich badaniach ankietowych pytać o oglądanie
        filmów w necie, słuchanie muzyki z blogów, czytanie tekstów jako PDF
        albo podcasty audio. I nagle okaże się, że ludzie czytają poezję
        (również na jakiejś Naszej-klasie). Wchodzą, często przypadkowo, na
        strony artystów, muzyków i czytają, słuchają - najczęściej
        fragmentów - i w konsekwencji ściągają (kupują) całą książkę, film,
        płytę. A to jest przecież udział w kulturze - mówi Makowska.


        Źródło: Gazeta Wyborcza
        Wyślij Wydrukuj Podyskutuj na forum
        • stephen_s No właśnie, to samo pytanie... 08.04.08, 08:41
          ... czy tworzenie czegoś i publikowanie w sieci jest już kulturą / sztuką itd.?
          • isma Re: No właśnie, to samo pytanie... 08.04.08, 08:50
            Moze byc. Ale nie zawsze jest ;-P.
            • stephen_s Re: No właśnie, to samo pytanie... 08.04.08, 09:42
              A co trzeba zrobic, by nią było? :)
              • isma Re: No właśnie, to samo pytanie... 08.04.08, 10:43
                Chichi. No, tak jak w tej anegdocie o Kaziu N. - musi miec wartosci
                estetyczne ;-))).

                Tak na roboczo, to mnie jest bliska definicja sztuki jako kodu -
                innymi slowy, cos jest sztuka, jesli moze byc odczytywane w sposob
                inny niz doslowny/naoczny, i ten kod jest zrozumialy dla jakiejs
                zewnetrznej grupy odbiorcow (a nie tylko dla tworcy ;-))). Jak w
                kazdym kodzie, istnieja jakies wewnetrzne kryteria jego poprawnosci,
                a zazwyczaj tez - kryteria wartosciowania.

                Ale to moze jakos innym razem w szczegolach, bo teraz musze o nowej
                mobilnosci w miescie ;-(((.
                • stephen_s Re: No właśnie, to samo pytanie... 08.04.08, 11:47
                  > Tak na roboczo, to mnie jest bliska definicja sztuki jako kodu -
                  > innymi slowy, cos jest sztuka, jesli moze byc odczytywane w sposob
                  > inny niz doslowny/naoczny, i ten kod jest zrozumialy dla jakiejs
                  > zewnetrznej grupy odbiorcow (a nie tylko dla tworcy ;-))). Jak w
                  > kazdym kodzie, istnieja jakies wewnetrzne kryteria jego poprawnosci,
                  > a zazwyczaj tez - kryteria wartosciowania.

                  Hm. Czyli jeśli coś skłania do przemyśleń, wywołuje refleksje, zastanawia itd.,
                  to jest sztuką?
                  • isma Re: No właśnie, to samo pytanie... 08.04.08, 12:18
                    Niekoniecznie. Refleksje moze wywolac np. obserwacja wypadku
                    ulicznego. A takze lektura opisu takowego np. w gazecie codziennej
                    (rzadziej ;-))). Ale tu masz "odczytanie" raczej doslowne
                    (obiektywnej rzeczywistosci), niz "kodowane" (dla zrozumienia
                    konieczna jest znajomosc kodu).

                    Wiekszosc sztuki "tradycyjnej" ma taki kod, i to mocno
                    sformalizowany - np. muzyka (szum morza nie jest sztuka, chociaz
                    moze wzruszac, bo percepujesz go naturalnie, nie ma kodu, ktory
                    musialbys poznac. Ale juz allegro sonatowe jest sformulowane w
                    jezyku, majacym swoje reguly)

                    Ciekawie zaczelo sie robic w czasach fotografii ;-))). Policyjna
                    fotografia trupa wykopanego w lesie nie jest sztuka, tylko
                    dokumentem rzeczywistosci (chociaz moze budzic emocje). Ale zdjecie
                    ofiary wojny pokazane na World Press Photo juz sztuka moze byc - bo
                    odsyla poza siebie, jest robione w tym celu, zeby uruchomic jakis
                    kod, jakis ciag skojarzen.
                    • stephen_s Re: No właśnie, to samo pytanie... 08.04.08, 14:11
                      Hm. W takim razie czy np. powieść realistyczna jest sztuką? Skoro miała opisywać
                      świat taki, jakim jest - a może niekoniecznie wywoływać skojarzenia?

                      BTW. Nieskromnie powiem, że wedle Twojej definicji to, co robię, jest sztuką
                      :)))))))))))))
                      • isma Re: No właśnie, to samo pytanie... 08.04.08, 14:51
                        No, prosze. Stawiasz pytanie bardzo fundamentalne (w swoim czasie
                        fundamentalne ;-))). To wlasnie byl jeden z glownych zarzutow pod
                        adresem powiesci realistycznej, ze skoro ma byc "zwierciadlem
                        przechadzajacym sie po goscincu", to nie moze byc sztuka.

                        Ale sa dwa myki: pierwszy taki, ze kod powiesci jest slowny, a
                        rzeczywistosc jest obrazowa (czy obrazowo-slowna, albo "zmyslowa" na
                        inny sposob). Opisywanie rzeczywistosci wizualnej za pomoca slow
                        jest juz przelozeniem na kod (wlasciwy danemu autorowi, epoce...), a
                        zatem sie w definicji moze miescic. Drugi myk dotyczy tego, co
                        pozniej zastosowane zostalo w analizach estetyki filmowej: montazu.
                        Nie jest obojetne, jakie zdarzenia powiesciopisarz realistyczny
                        wybierze i umiesci w jakims ciagu (to jest ten slynny zabieg z
                        obrazem tej samej twarzy umieszczanej raz po fotografii talerza z
                        zupa, a raz po fotografii pobojowiska). Umieszczanie w kon-tekscie
                        jest wiec kodowaniem.

                        Ufff. Zmusiles mnie do odswiezenia sobie (nie)wiedzy sprzed jakichs
                        15 lat ;-))).
                        • isma Re: No właśnie, to samo pytanie... 08.04.08, 14:59
                          A, jeszcze jedno, na marginesie, w zwiazku z internetem. Najczesciej
                          traktuje sie siec tylko jako medium przekazu, ktore go nie
                          znieksztalca.

                          Tymczasem w kontekscie tego, co napisalam o montazu, to sie okazuje,
                          to ono takze znaczaco wplywa na percepowanie tekstu: np. niby tak
                          samo czytasz Balzaca on-line, ale mozesz tez wlaczyc wyszukiwarke, i
                          znalezc tylko ten cytat, ktory Ci jest potrzebny, o serwowaniu
                          zajaca w potrawce np. A tym samym przestajesz odbierac cala
                          zamierzona przez autora strukture dziela, tracac konteskt -
                          poddajesz destrukcji jego kod.
                          Slowem - zaczynasz uzywac Balzaca jak serwisu wiadomosci z Onetu ;-
                          ))).
                          • stephen_s Re: No właśnie, to samo pytanie... 08.04.08, 15:18
                            Nie rozumiem. W "książkowym" Balzacu też mogę znaleźć konkretny cytat...
                            • isma Re: No właśnie, to samo pytanie... 09.04.08, 08:27
                              Bez uprzedniego czytania nie bardzo. 90 tomow Komedii Ludzkiej to
                              dosyc sporo jest, jak na szukanie na piechote ;-))). Nie da rady bez
                              przynajmniej pobieznej orientacji w tresci.

                              A powaznie - nie umiem tego dobrze zwwerbalizowac, ale w kazdym
                              razie szlo mi o to, ze z pomoca wyszukiwarek mozna konstruowac
                              takie "falszywe erudycje", cos podobnego do anegdotycznej turystyki
                              Japonczykow - zwiedzanie, ja wiem, Uffizi, nie powinno polegac
                              przeciez na tym, zeby dopasc jedno czy dwa dziela znane wszystkim -
                              Primavere albo Madonne ze szczyglem. Bo wiadomo, ze nie ma to nic
                              wspolnego ze znawstwem.
                              Czytelnik sieciowy moze latwo abstrahowac od struktury dziela, o.
                              • vobiska1 Do Ismy, 09.04.08, 11:54
                                bardzo celne uwagi, szczególnie dotyczące tej erudycji
                                wikipediowej)), niektórzy bawią się w to systematycznie i na każdym
                                forum są "ekspertami", cóz , jakie czasy , tacy ludzie,pozdrawiam.
                        • stephen_s Re: No właśnie, to samo pytanie... 08.04.08, 15:17
                          A co w takim razie z np. kryminałem? Nie jest sztuką?
                          • isma Re: No właśnie, to samo pytanie... 09.04.08, 11:23
                            Dlaczego nie? Moze byc.
                            • stephen_s Re: No właśnie, to samo pytanie... 09.04.08, 11:59
                              Ale czy kryminał pobudza do skojarzeń, interpretacji niedosłownych
                              itd.?
                              • isma Re: No właśnie, to samo pytanie... 09.04.08, 12:07
                                Nnno nie wiem, bo jakas specjalna koneserka gatunku nie jestem. Ale
                                np. Smierc w Breslau Krajewskiego, ktora sie w poetyke kryminalu
                                nader udatnie wpisuje, to owszem, odsyla. Np. w taka tradycje
                                literacka miasta-upiora (Irzykowski dajmy na to, ale wspolczesnie
                                np. cykl o komisarzu Brunnettim).
                                • stephen_s Re: No właśnie, to samo pytanie... 09.04.08, 13:32
                                  No to ja już nie mam pytań... :)) "Poetyka miasta-upiora"? Nawet nie
                                  wiedizałem, że takie coś istnieje :)

                                  To z grubej rury może: czy filmy o Rambo są sztuką? :)
                                  • isma Re: No właśnie, to samo pytanie... 09.04.08, 13:40
                                    No, jakze. "Miasto-upior" to jeden z najbardziej charakterystycznych
                                    topoi modernizmu (i jego spadkobiercow) jest. "Pałuba", "Wspolny
                                    pokój", ekspresjonisci. I ci awangardysci, cos sie w innym watku o
                                    nich pytal, ze swoja apoteoza miasta, to wlasnie w opozycji do tego
                                    manifestowali. O tym to akurat moge do upojenia ;-))).

                                    Ale o Rambo nie moge. Pas. Kompletna detka jestem ;-))).
                                    • kochanica-francuza Rambo? Współczesny rycerz 10.04.08, 19:26
                                      Nie moja to egzegeza, ale słyszałam o takiej interpretacji. ;-)

                                      Skoro jest praca doktorska "Dyskursy tożsamości w literaturze chick lit", hehe...

                                      (Stefciu, zamiast stawiać pytanie: Yyyyyy? Co to jest chick lit???? - używasz
                                      gugla. Jasne?)
                                      • stephen_s Re: Rambo? Współczesny rycerz 10.04.08, 22:20
                                        Co to jest "gugiel"?

                                        ;)))))))))
                                  • marcinlet Re: No właśnie, to samo pytanie... 10.04.08, 22:35
                                    stephen_s napisał:

                                    > To z grubej rury może: czy filmy o Rambo są sztuką? :)
                                    Mogą być filmy Zanudziego sztuką, może być i Rambo.
                    • marcinlet Re: No właśnie, to samo pytanie... 08.04.08, 15:01
                      isma napisała:

                      > Wiekszosc sztuki "tradycyjnej" ma taki kod, i to mocno
                      > sformalizowany - np. muzyka (szum morza nie jest sztuka, chociaz
                      > moze wzruszac, bo percepujesz go naturalnie, nie ma kodu, ktory
                      > musialbys poznac. Ale juz allegro sonatowe jest sformulowane w
                      > jezyku, majacym swoje reguly)
                      Ale jeśli nagram szum morza, przepuszczę go przez różne fajne efekty
                      to może wyjść z tego kawał świetnej muzyki.

                      > Ciekawie zaczelo sie robic w czasach fotografii ;-))). Policyjna
                      > fotografia trupa wykopanego w lesie nie jest sztuka, tylko
                      > dokumentem rzeczywistosci (chociaz moze budzic emocje). Ale
                      zdjecie
                      > ofiary wojny pokazane na World Press Photo juz sztuka moze byc -
                      bo
                      > odsyla poza siebie, jest robione w tym celu, zeby uruchomic jakis
                      > kod, jakis ciag skojarzen.
                      To tak jak z tymi ready-mades Duchampa: pisuar w toalecie to tylko
                      pisuar, pisuar na wystawie to dzieło sztuki.
                      • isma Re: No właśnie, to samo pytanie... 08.04.08, 15:08
                        Dokladnie tak. Przepuszczajac przez efekty, kodujesz.
                        Umieszczajac swiadomie w kontekscie (np. pisuar na wystawie),
                        kodujesz.
                        Jesli odbiorca bedzie umial zdekodowac, znaczy sie, sztuka sie
                        udala ;-))).

                        Ta teoria ma slabe punkty, ale do mnie generalnie przemawia. Co nie
                        znaczy, ze wszystko, co jest wedle niej "sztuka" mi sie podoba.
              • a000000 Re: No właśnie, to samo pytanie... 08.04.08, 12:04
                stephen_s napisał:

                > A co trzeba zrobic, by nią było? :)


                ech, Stefciu.... SZTUKA wypływa z TALENTU, serca.... jeśli zaczynasz stosować
                sposoby dla ukształtowania konkretnego dzieła, to masz rzemiosło, nie sztukę.
                • vobiska1 Steph, odbierz maila! n/t 08.04.08, 14:39
                  • stephen_s Odebrałem i odpisałem już jakiś czas temu :) (n/t) 08.04.08, 15:15

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka