wieslawka
16.09.03, 13:14
ze mna jest tak, ze kiedys, bardzo dawno temu zakochalam sie w facecie, ktory
mnie odrzucil, bardzo to przezylam, dlugo jeszcze o nim myslalam
przez kilka lat spotykalam sie z paroma facetami, ale obydwoje mielismy
swiadomosc, ze to nic powaznego, trwalo to nie wiecej niz kilka tygodni i
jakos tam sie rozplywalo
kilka razy na horyzoncie pojawil sie jakis facet z perspektywa "na powaznie",
ale ja dowiadywalam sie o tym po jakims czasie, sama nigdy nie widzialm, ze
on moze myslec o mnie powaznie, w kategoriach uczuc, a nie tylko kolezenskich
albo lozkowych, w ogole nie dopuszczalam do siebie mysli, ze moge sie komus
powaznie podobac
niedawno poznalam kogos, na kim mi zalezy, podoba mi bardzo, on mnie lubi,
czasem sie umawiamy, ale we mnie jest takie przekonanie, ze jestem fajna
kolezanka albo ewentualnie babka do przespania sie z nia (to ostatnie to
nieprawda, ale czesc ludzi tak mysli), boje sie, ze on nie widzi we mnie
kobiety i boje sie spytac, zaczac cos, zrobic... po prostu, krotko mowiac,
nie wierze, ze moge mu sie podobac, wiec nie wiem, czy jego zachowania to
sympatia czy cos wiecej
bledne kolo :-(
poradzcie, jak by sie tu za to wszystko zabrac, zeby jakos sobie pomoc, w
koncu w ten sposob mozna strawic cale zycie...