tropem_misia1
16.06.08, 16:38
Delikatnie przygładziła biały obrus.I tak zostało lekkie wybrzuszenie,gdzie
wsadziła trochę siana.
Zapaliła świeczki na choince.Z kuchni lekką smugą zapachu aromaty wigilijnych
potraw wędrowały powoli do pokoju.
Podeszła do lustra w przedpokoju ,by po raz dziesiąty poprawić włosy i
obciągnąć sukienkę.
Czekała.
Gwiazda zwiastująca nadejście dawno weszła na nieboskłon.
Czekała.
Nadzieja zmieniała sie powoli w niedowierzanie.
Świece spłynęły łzawym woskiem.
Dwa talerze krzyczały pustką.
Przytuliła obie dłonie do twarzy..białe ptaki,chcąc zahamować potok łez.
Usiadła całym bezwładem rozpaczy na krześle.
Jedyne oczy jakie sie w nią wpatrywały ,były oczami martwego karpia po żydowsku.