Dodaj do ulubionych

szkolenie Suzuki

23.06.08, 10:55
... mielsimy z crukowym razem, ale... no w tych okolicznosciach przyrody,
niepowtarzalnych nie jestem w stanie, wiec crukowy pojechal sam.

BABY, tylko jedna dziewczyna na 16osob?!? i to dopiero druga w tym sezonie!!
jak to?! dlaczego?!

a tak powaznie, crukowy moze skrobnie w tzw. wolnym czasie, ale duuzo mozna
sie nauczyc, wyprostowac swoje wyobrazenia co do roznych kwestii
motocyklowych, oswoich z wieloma rozwiazaniami i nauczyc nomen omen motoryki
:-) motoru :-)

od 10-18 wygibasy na motocyklach.

Podobno pracuja nad szkoleniem z drugim stopniem wtajemniczenia. Moim zdaniem,
po opowiesci crukowego - nie tylko warto takie szkolenie raz do roku odbyc, to
jeszcze bez wzgledu na sprzet i poziom wyobrazenia o wlasnych umiejetnosciach,
powtorzyc za "jakis czas" by popracowac nad tym, z czym mozna miec klopot :-)
Obserwuj wątek
    • meridiana7 Re: szkolenie Suzuki 23.06.08, 20:51
      Ba! Ale skąd wziąć suzuki?

      No chyba że zliberalizowali dotychczasowe wymogi, że w suzuki
      motoszkole jeździ tylko ich marka.
      Chętnie bym poszła na doszkalanie.
    • goha66 Re: szkolenie Suzuki 25.06.08, 07:18
      cruk napisała:
      warto takie szkolenie raz do roku odbyc

      pewnie, że warto :) różnica pomiędzy szkoleniem Suzuki w Warszawie i
      takowym w miastach śląskich polega TYLKO na tym, że na Wasze nie
      tylko udaje się zapisać, ale nawet się odbywają.
      osobiście drugi rok próbuję zapisać latorośl na taki kurs -
      bezskutecznie - a to jeszcze nie mają chętnych by stworzyć grupę, a
      to już nie mają miejsc i tak w kółko... zresztą moja "przygoda" z
      zapisywaniem to nic w porównaniu z tym co spotkało inną forumową
      koleżankę ... ale o tym to może ona sama by opowiedziała? ;).
      P.S.
      niezależnie od żalów własnych gratulujemy Crukowemu i bandziorowi
      odbycia szkolenia :D
      • masiwa jakie szkolenie Suzuki??????????????? 25.06.08, 08:07
        dokładnie jwt, koszmar i tyle, a chodzi o całą organizację, juz w ubiegłym roku
        dealerzy sie uskarżali na to co suzuki im narzuca, zero przygotowania, zeby
        zapisywać ludzi, czy nawet przyjmować wpłaty na szkolenie.
        W moim niedalekim zresztą przypadku, bo 15-go czerwca, zapisałam sie- po trzech
        telefonach i do Bielska i Tych, na szkolenie w Gliwicach- bo tak mi pasowało
        terminowo. I wszystko byłoby ok, gdyby nie cholerny fakt, ze facet- tzw.
        instruktor olał sprawę i w ogóle sie nie stawił, nadmienie, tym co nie wiedzą,
        ze mieszkam we wro, wiec musialam specjalnie przyjechac prawie 200km. Koles w
        ogole nie odbierał telefonow, albo był poza zasiegiem, tak wiec spedziłam
        godzine pod bramą szkoły jazdy godzinę wraz z innymi dwoma chętnymi.
        Wrrrrrrrrr!!!!!!!

        Szczęsciem dla mnie była kompensata w postaci trzech osób, mojego
        sympatyczno-bliskiego kolegi, który dzielnie mi towarzyszył w tę i nazad w
        trasie wro-gliwice, oraz Arsinoe i Blądyna, którym serdecznie dziękuje za
        fantastyczną wycieczkę, gdyby nie oni, chyba jasny szlag trafił mnie na miejscu.

        Nic dodać , nic ująć. Z tego co słyszałam szkolenie jest wartościowe, ale zeby
        takowe sie chociaż odbyło!!!!!!!

        Goha, dla Ciebie i nie tylko info- słyszałam i widzialam, ze i inne motocykle
        niż suzuki mogą uczestniczyć, mozliwe ze wiąże się to z wyzszym kosztem, ale
        raczej nie jest wykluczone.

        Życze cierpliwości i uczulam, lepiej wykonać więcej telefonów i mieć prawie
        pewnosć, niz tracić czas i nerwy. Powodzenia. Ja jeszcze sie nie poddałam, ale
        jak to mówią do trzech razy sztuka, wiec tylko jeden raz jeszcze spróbuje ;))))
        • luk-kasia Re: jakie szkolenie Suzuki??????????????? 25.06.08, 08:37
          masiwa napisała:
          > Z tego co słyszałam szkolenie jest wartościowe, ale zeby
          > takowe sie chociaż odbyło!!!!!!!

          W Toruniu odbywa się systematycznie co roku, może bardziej
          odpowiedzialny człek się tym zajmuje... Sama nie byłam, ale mój Małż
          osobisty chwali sobie bardzo, z resztą mnóstwo znajomych też było i
          są zadowoleni z podciągnięcia techniki jazdy.

          > słyszałam i widzialam, ze i inne motocykle
          > niż suzuki mogą uczestniczyć, mozliwe ze wiąże się to z wyzszym
          kosztem, ale
          > raczej nie jest wykluczone.

          Małż przyjechał na szkolenie na „wrogiej" marce (Y) i to na
          chopperku, a jednak jeździł jak inni i wcale nie musiał płacić
          więcej :))) Właśnie od SMS’a zaczęła się Jego przygoda z Suzuki -
          zachorował na Bandytę, którym teraz szczęśliwie pomykamy...

          > jak to mówią do trzech razy sztuka, wiec tylko jeden raz jeszcze
          spróbuje ;))))

          próbuj, próbuj, naprawdę warto (opinie dobrych znajomych)
        • goha66 Re: jakie szkolenie Suzuki??????????????? 25.06.08, 09:43
          masiwa napisała:
          mieszkam we wro, wiec musialam specjalnie przyjechac prawie 200km

          ... w jedną stronę :)

          P.S.
          wynika z postów, że "łatwiej" kurs odbyć jest ...panom ... czyzby
          jakaś mała dyskryminacja? ;)
          • yacey Re: jakie szkolenie Suzuki??????????????? 25.06.08, 10:34
            Jezdzic, jezdzic i jeszcze raz jezdzic, przeczytac ksiazke Davida Hough'a -
            Motocyklista Doskonaly, cwiczyc i dalej jezdzic. Nic wiecej sie nie dowiecie na
            tego typu kursie, niz w tej ksiazce napisano. A ksiazke moze miec kazdy i nie
            trzeba 200 km jechac, zeby ja nabyc.
            • cruk Re: jakie szkolenie Suzuki??????????????? 25.06.08, 15:08
              z tym sie yacey nie do konca zgodze.

              Okazalo sie ze teoria pisana to jedno a praktyka to drugie, natomiast samemu
              cwiczac co sie wydaje ze sie cwiczy, moze oznaczac ze powielasz nieswiadomie
              bledy czy poglebiasz nawyki.

              Ksiazki w/w zostaly przeczytane, kilometry sa tluczone, a szkolenie naprawde
              duzo wnioslo.

              Mam nadzieje, ze crukowy znajdzie minute i pare slow dopowie.
              Szkoda, ze w innych regionach tylko tak kuleje. Ja nie chcialam nobilitowac
              jednego kursu, konkretnej firmy, ale chyba warto na takowe - organizowane przez
              ta czy inna firme - wazne zeby bylo dobre :-) i sie odbylo - pojechac.

              Moze potem mniej gleb bedzie i stluczonych klamek?
              • masiwa Re: jakie szkolenie Suzuki??????????????? 25.06.08, 15:27
                i tu zgadzam sie z crukiem, ja chce wziać udział w szkoleniu nie po
                to zeby sie nauczyć czegos nowego- tzn to nie przoduje, ale po to
                zeby właśnie nie powielać błedow jakie popełniam, i wpajać sobie
                bardziej nawyków- tych złych, chce zeby ktoś mi palcem wskazał co
                źle robie i pokazał jak to poprawić, przeciez o to chodzi
                nie wszystko da sie przeczytać Yacey, i do kazdego trzeba podejść
                indywidualnie ;)
              • yacey Re: jakie szkolenie Suzuki??????????????? 25.06.08, 15:31
                Stare powiedzenie "jak sie nie przewrocisz, to sie nie nauczysz" bedzie zawsze
                aktualne. Ja tam nadal swoje, ze jezdzic po prostu trzeba, a nie teoretyzowac i
                tyle:))
                Ale ja stary jestem i odporny na reformy:)
                • masiwa Re: jakie szkolenie Suzuki??????????????? 25.06.08, 20:42
                  yacey, reformy juz z mody wyszły i gumki z nich tyż :))))
                  tu też sie z Tobą zgodzę, ze trzeba ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz...
                  ale wiesz, przyda sie zawsze jakas wskazówka, szkoda zeż tak daleko, to mogłbyś
                  udzielić porad, skoro jesteś stary to i pewnie doświadczony ;))))))))
            • crukowy Re: jakie szkolenie Suzuki??????????????? 25.06.08, 21:21
              yacey napisał:

              > Jezdzic, jezdzic i jeszcze raz jezdzic, przeczytac ksiazke Davida Hough'a -
              > Motocyklista Doskonaly, cwiczyc i dalej jezdzic. Nic wiecej sie nie dowiecie na
              > tego typu kursie, niz w tej ksiazce napisano.

              No i wlasnie tym sie rozni teoria od praktyki, bo teoretycznie mozna wiedziec
              wszystko, ale wykonanie tego poprawnie z odpowiednim efektem to juz inna para
              kaloszy. Niestety, w wiekszosci wypadkow dochodzi do powielania zlych nawykow a
              im wiecej sie jezdzi i jezdzi tym trudniej pozniej te nawyki wyplenic ;)
              Do rzeczy:
              Szkolenie dzieli sie na czesc teoretyczna i praktyczna. Najpierw troche ponad
              godzina rozmowy i wyjasniania podstawowych spraw zwiazanych z jazda motocyklem
              (systematyzuje wiedze) a potem wio na lotnisko (w moim przypadku - Modlin).

              Czesc praktyczna zaczyna sie od rozgrzewki bez motocykla i na motocyklu. Paru
              ewolucji nie dalem rady wykonac, bo nie mialem jeszcze pewnosci - na przyklad
              siadanie po damsku na motocyklu w czasie jazdy. Na szczescie nie ma presji i jak
              ktos nie czuje sie pewien to ni musi wykonywac poszczegolnych zadan.
              Dalsze cwiczenia obejmuja:

              - jazde slalomem z wykorzystaniem przeciwskretu i balansu cialem. Na poczatku
              prawie nikt nie wykonywal przeciwskretu we wlasciwy sposob, choc kazdy wiedzial
              teoretycznie o co chodzi i mial wrazenie, ze stosuje te technike we wlasciwy sposob

              - hamowanie awaryjne przednim, tylnym i obydwoma hamulcami z zastosowaniem
              pulsacji z przodu i blokady tylu

              - awaryjne omijanie przeszkody z powrotem na swoj pas ruchu (wykorzystuje
              umiejetnosci ze slalomu) lub zatrzymywanie sie przed przeszkoda - w zaleznosci
              od wskazowek instruktora wydawanych rekami w ostatniej chwili

              - proba zlozenia motocykla w zakret w trzech roznych wersjach: kierowca bardziej
              ustawiony do pionu niz maszyna, rowno z maszyna i pochylony bardziej niz maszyna
              z wysunietym kolanem. Co ciekawe, to trzecie mozliwe jest nawet na cruiserach a
              dwaj uczestnicy szkolenia na tych maszynach z zaskoczeniem stwierdzili ze to nie
              takie glupie

              - korekta "przestrzelonego" zakretu, gdy nagle trzeba w zlozeniu zredukowac
              predkosc i zaciesnic zakret

              - awaryjne hamowanie w luku przy zlozonym motocyklu - najtrudniejsze i
              najbardziej paciakogenne, ale nikt sie nie wylozyl a umiejetnosc nadzwyczaj
              cenna, bo tak wiele slychac o wypadkach w lukach, gdy nie starcza
              umiejetnosci/odwagi/techniki by prawidlowo zahamowac

              - ostatnie cwiczenie to powolna jazda i zawracanie bez pochylania motocykla.
              Chodzi o parkingowe manewry z plecakiem i/lub obciazonym motocyklem, gdy czesto
              dochodzi do gleb z powodu naglej utraty rownowagi po minieciu krytycznego punktu
              podczas przechylania sprzeta.

              W sumie caly dzien w siodle. Cwiczyc mozna do oporu, pytac tez. Instruktorzy
              czesto podjezdzaja do kursantow indywidualnie i na biezaco koryguja bledy. W
              sumie to najlepiej wydane 70 PLN w moim zyciu. No i przy okazji sie dowiedzialem
              i przekonalem w praktyce, ze jazda z dwoma paluchami na klamce hamulca na
              niewiele sie zda w sytuacji awaryjnego hamowania. Sila nacisku na klamke jest na
              tyle mala, ze zlapanie jej wszystkimi czterema palcami i odpowiednio mocne
              scisniecie owocuje krotsza droga hamowania. Nawet po uwzglednieniu czasu
              reakcji. Ale tego nigdy bym sie nie dowiedzial gdyby nie mozliwosc wielokrotnego
              cwiczenia w bezpiecznych warunkach i pod okiem ludzi, ktorzy wiedza wiele wiecej
              ode mnie.

              Przepraszam, ze tak dlugo, ale krocej sie nie dalo...
              • yacey Re: jakie szkolenie Suzuki??????????????? 25.06.08, 22:56
                Z prasa nie podejmuje polemiki :)))
                Ale kurde jak ktos potrafi czytac, to wyczyta co ma robic. A cwiczenia sa po
                to, aby opanowac teorie i tyle. Nikomu kurs nie zaszkodzi, ale nie ma co
                rozdzierac szat, jesli sie w takowym nie uczestniczy. To sa TYLKO podstawy
                jazdy, ktore mozna samodzielnie trenowac jezdzac nawet dookola smietnika. A w
                ksiazce "Motocyklista
                Doskonaly" jest to wszystko opisane wrecz lopatologicznie i srednio inteligentny
                czlowiek jest w stanie pojac o co chodzi i czy mu te cwiczenia wychodza tak jak
                opisal autor, czy tez jeszcze nie.
                To tyle, co mam na pocieszenie dla tych wszystkich, ktorym sie nie uda na kurs
                Suzuki zalapac:))
                _______
                *YAMAHA
                • josss Re: jakie szkolenie Suzuki??????????????? 25.06.08, 23:19
                  Yacey, teoria w wiekszosci przypadkow nie zastapi praktyki pod okiem
                  uwaznego instruktora... tak przynajmniej bylo w moim przypadku i
                  kazdemu bede polecac Suzuki Moto Szkole (SMS) :) Dzieki niej
                  uniknelam przynajmniej kilku upadkow i na pewno nauczylam sie wielu
                  pozytecznych rzeczy, lacznie ze staniem na kanapie podczas jazdy
                  czy, moim ulubionym, awaryjnym hamowaniem z uzyciem tylnego
                  hamulca :D
                  No a poza tym... SMS laczy ludzi ;-) I chociazby dla fajnego
                  towarzystwa i atmosfery warto sie przejechac.
                • cruk Re: jakie szkolenie Suzuki??????????????? 26.06.08, 09:36
                  yacey - komu dalbys sie operowac?

                  prymusowi ktory na studiach medycznych mial same 6 z teorii i ktory sam na bazie
                  ksiazek "uczyl" sie wladac skalpelem?

                  czy komus kto teorie czytal na studiach i zaliczal ale odbyl seminaria, kursy
                  pod okiem doswiadczonych ludzi, ktorzy mu pokazali jak teorie w praktyce
                  wykorzystac?

                  retoryczne to bylo

                  yacey nie odbraz sie, ale te reformy to Ci chyba na oczy spadly.. :-P

                  PS. na kursie przedstawiciele "starej szkoly" tez jezdzili, to ci na crusserach
                  i z radoscia odkrywali na nowo swoje motocykle

                  a nie masz wrazenia ze w ksiazkach to dosc sztampowo pewne rzeczy sa opisane i
                  ze tak sie wyraze "na jedno kopyto" przelozone? jakby istnial jeden jedyny
                  patent na cos?

                  no ale ja to mloda jestem, stazem i km w siodle, to co ja wiem :-PP
                  • yacey Re: jakie szkolenie Suzuki??????????????? 26.06.08, 09:53
                    Ja juz nic wiecej na ten temat nie powiem. Pwiedzialem wyraznie, ze nie mam nic
                    przeciwko, to nie wydaje mi sie za stosowny wyjazd z reformami i skalpelem.
    • motograss Re: szkolenie Suzuki 25.06.08, 23:58

      Ej, malkontenctwo tak troszku mi bije z Twoich wypowiedzi, Yacey;)))
      Bez dwóch zdań SMS jest świetną sprawą, bo sama uczestniczyłam w ubiegłym roku
      (zresztą z przedmówczynią Jos wspólnie:)). I zgadzam się z ty, co napisała, i co
      obszernie wyłożył Crukowy. Ponad sześć godzin praktyki pod okiem instruktora
      (doświadczonego, wyważonego, cierpliwego, który pozytywnym słowem jeszcze
      uczestników podbudowuje)NAPRAWDĘ może zastąpić wielomiesięczne samokształcenie.
      Bo jakoś średnio mi się chce wierzyć, że tak sobie dla rozrywki i nauki i
      nieprzymuszonej woli ćwiczysz co chwilę to słynne awaryjne hamowanie;))Mogę
      sobie czytać i czytać i znac teorię na pamięć, a wcześniej jakoś nie miałam weny
      i ochoty tak sama z siebie sobie "przyhamowywać". Nawet na SMS początkowo były
      opory, poza tym na szkole wszystko się robi ze zdecydowanie mniejszymi
      prędkościami niz na co dzień. Ale silne podstawy praktyki są. I tem nie da się
      zaprzeczyć. Co mi dało SMS? A niby tylko jeden dzień....A to, że jak sie
      sprawdziło, zobaczyło, doświadczyło, to potem się to wykorzystało w najmniej
      spodziewanych warunkach jako odruch, że juz wcześniej się miało z tym do
      czynienia, i się wie, jak sie zachować. Daleko nie patrząc - raptem w niedzielę
      miałam hamowanie awaryjne, nie gwałtowne czy bardziej ostre od normalnego -
      pełne, z dymkiem, piskiem, zblokowaniem i połowicznym stoppie - inaczej wbiłabym
      się w tira, a dobiłby mnie samochód z tyłu, który na szczęście "puknął mnie" w
      wydech i oponkę, też miał dobre heble;))Nawet odruchowo redukcję biegów zrobiłam
      w tym samym czasie. Była akcja, była reakcja - bez paniki, podświadomie, bez
      gleby, bez zgaśnięcia motocykla. A była to trasa, nie miasto, więc V nie była
      dwucyfrowa czy okołosetkowa. Dziękowałam tylko heblom w erszóstce i migawkom z
      SMS własnie. Taka jest prawda - powolna jazdę czy gimnastykę na moto możemy
      sobie sami ćwiczyc,ale hamowanie awaryjne czy w łuku - chyba juz średnio każdy
      by się na to skusil sam bez powodu. Takie moje zdanie.
      Co do narzekania, że trudności w zapisaniu się - owszem, to raczej powód, że
      mało takich kursów, wybrana marka i ograniczona ilość osób i miejsc. Albo
      pilnowac osstro i nie budzic się na ostatnią chwilę albo próbować dowiadywać
      się, czy czasem gdzieś jakaś szkoła jazdy nie organizuje spotkań doszkalających.
      Choc to luka w naszym kraju, ktorą warto by wypełnić - jest to sposób na
      założenie własnego biznessu;)) Yacey, nie chciałbyś takiej akademii jazdy dla
      motocyklistów założyć?(żadnych złośliwośći, pozdrawiam serdecznie):)))



      -------
      ===R6===
      • yacey Ja nie mam nic przeciwko :)) 26.06.08, 08:55
        Kazdy ma prawo uczyc sie tak, jak uwaza za najbardziej stosowne. W latach mojej
        mlodosci nikomu nie snilo sie o zadnych szkolach, kursach doszkalajacych itp.
        Jezdzilismy i tyle. A jesli chodzi o cwiczenia, to i owszem staram sie to robic
        jak najczesciej. Napisalem to co napisalem, bo zauwazylem, ze niektore z Was
        wpadaja w panike, ze bez uczestnictwa w jakims dodatkowym szkoleniu to juz nigdy
        nie naucza sie jezdzic. To tak dla pokrzepienia, stawiam za przyklad moja corke,
        ze bez kursu suzuki mozna sie nauczyc jezdzic i to dobrze jezdzic.
        Pozdrawiam serdecznie wszystkich bylych i przyszlych uczestnikow kursu, a takze
        tych, ktorym w takim kursie nie bedzie dane uczestniczyc :))
        • masiwa Re: Ja nie mam nic przeciwko :)) 26.06.08, 12:22
          yacey a o jakiej panice mówisz, bo takowej nie zauważyłam , hehehehe
          wyrażamy poglądy i tyle, a każdy i tak zrobi po swojemu :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka