stephen_s
13.08.08, 15:08
Na użytek forum Feminizm opisałem moją przybliżoną wizję kraju idealnego.
Pozwolę sobie tutaj przekleić:
Po pierwsze - w moim "idealnym" kraju istniałoby wyraźne poczucie wspólnoty.
To znaczy, ludzie mieliby świadomość, że - pomimo wszystkich różnic - są
częścią jednego społeczeństwa, mają wspólne dziedzictwo, wspólny kraj itd.
Ludzie więc by się szanowali oraz dbali wzajemnie o swoje prawa i interesy.
Oznaczałoby to np., że nie byłoby takich spięć na linii wierzacy -
niewierzący, jak istnieją w Polsce. Bo wierzący szanowaliby niewierzących, a
niewierzący - wierzących. I razem dbali by o to, by społeczeństwo było
przyjazne dla obu tych grup. Z poczucia wspólnoty wynikałoby także poczucie
więzi z krajem i jego historią - tak więc obywatele byliby dumni bycia z tego,
że są z tego kraju i z tej narodowości. Nie oznacza to wiary, że ich kraj jest
idealny - przeciwnie, dojrzały patriotyzm polegałby na świadomości błędów
swojego kraju i dążeniu, by ich w przyszłości unikać.
Z poczuciem wspólnoty wiązałby się też wzajemny szacunek obywateli oraz
instytucji państwowych. Urzędnicy państwowi szanowaliby obywateli, wiedzieli,
że ich praca jest publiczną służbą. Z drugiej strony, obywatele też
szanowaliby państwo i jego przedstawicieli. Nie byłoby więc np. olewania
wyborów. Dużym szacunkiem też cieszyłaby się armia.
Co do kwestii społecznych - istniałoby równouprawnienie obojga płci, choć nie
byłoby sztucznego wymuszania go poprzez parytety itd. Prawo do aborcji byłoby
ograniczone do sytuacji, gdy ciąża zagraża życiu lub zdrowiu matki.
Jednocześnie istniałby dobry dostęp do antykoncepcji - więc kobieta, która ze
względów społecznych nie może pozwolić sobie na kolejne dziecko, mogłaby bez
trudu się zabezpieczyć przed ciążą. Ludzie byliby też bardziej odpowiedzialni
i "seks bez zobowiązań" nie byłby czymś popularnym. Ludzie też nie kupowaliby
raczej "świerszczyków" i na pewno nikt nie uważałby za akceptowalne, by w
centrum miasta zawiesić bilboard z prawie nagą i biuściastą Ewą Sonnet.
W szkołach nie byłoby obowiązkowej edukacji seksualnej (aczkolwiek mogłaby
istnieć dla chętnych). Nie byłoby w zadnym wypadku legalnej eutanazji.
Polityka karna byłaby łagodna i kładła duży nacisk na resocjalizację. Mam
spore wątpliwości, czy powinny istnieć małżeństwa homoseksualne i jeszcze
większe, czy pary homoseksualne powinny mieć prawo do adopcji. Nie byłoby też
na pewno prawa do zawierania heteroseksualnych konkubinatów (w sensie prawnym
- oczywiście możnaby żyć w konkubinacie) - jeżeli para chce zalegalizować swój
związek, musiałoby to być małżeństwo.
Jak Wam się podoba taka wizja? I jak uważacie: czy taka wizja jest liberalne,
czy konserwatywna?