Dodaj do ulubionych

Katyń Wajdy ...

05.10.08, 00:38
Jak zawsze po niewczasie ... właśnie skończyłem oglądać ...

Napiszę tak: jak ktokolwiek myślał, że ten film może zdobyć Oskara to go ...
Panie wybaczą ... się mu pomyliło :-)

Po pierwsze najgorszy film Wajdy jaki widziałem (od czasu "Bez znieczulenia",
ale przyznam, że nie wszystkie późniejsze filmy mistrza widziałem).

Po drugie, przesłanie tak politycznie niepoprawne, że "Akademia" chyba
musiałby być na absolutnym haju żeby na ten film zagłosować (zrównanie
sowietów z hitlerowcami, kobiety odnajdujące sens życia w kultywowaniu pamięci
po swoich mężach i bratach, podkreślona religijności pozytywnych bohaterów ...

Cynicznie napiszę, ze nie mam pewności, czy "pierwsze" czy "drugie"
zadecydowało ...
G.
Obserwuj wątek
    • jurek_s Re: Katyń Wajdy ... 05.10.08, 06:39
      gumpel napisał:


      > Po pierwsze najgorszy film Wajdy jaki widziałem (od czasu "Bez
      > znieczulenia"...

      Pełna zgoda, Gumplu, to, również moim zdaniem, bardzo mierny film Wajdy, który
      zresztą od bardzo dawna nie nakręcił dobrego czy choćby nawet przyzwoitego
      obrazu - czasy "Ziemi obiecanej", "Człowieka z marmuru" czy "Wesela" dawno
      przeminęły, a ostatnio powstawały takie nieudaczności filmowe jak "Pan Tadeusz",
      "Zemsta" czy choćby "Katyń" właśnie. O dziwo, w kraju nikt (albo prawie nikt)
      nie odważył się zawołać, że cesarz jest nagi... Większość krytyków piała peany
      na cześć Mistrza, bo przecież Wajda wielkim mistrzem jest...

      Umotywowany słowami Gumpla, pozwalam sobie wkleić poniżej swoją recenzję tego
      filmu, którą to recenzję napisałem tuż po obejrzeniu "Katynia" (jeszcze przed
      jego oficjalną premierą) i zamieściłem na innym forum.
      • jurek_s Katyń Wajdy - recenzja (1) 05.10.08, 06:41
        Obejrzałem wreszcie "Katyń" Andrzeja Wajdy i, niestety, potwierdziło się moje
        smutne przypuszczenie, że nasz (obok Romana Polańskiego) najbardziej znany
        reżyser, dożył już swych artystycznych dni. Teraz może jedynie odcinać kupony od
        swej niegdysiejszej twórczości. Innymi słowy, przestał być twórczym artystą, a
        stał się reżyserskim dinozaurem.
        Podstawowym grzechem Wajdowego "Katynia" jest, wedle mego odczucia, jego
        bezemocjonalność - nie chodzi tu, bynajmniej, o ascetyzm środków wyrazu, dzięki
        któremu niejednokrotnie można osiągnąć stany wręcz hiperemocjonalne, a zatem nie
        o ascetyzm środków, ale właśnie o nieumiejętność wywołania emocji u widza tu
        chodzi, pomimo tematu, wydawałoby się, o nieskończonym potencjale emocji. Tak,
        zresztą było i z "Zemstą" Fredry, którą Wajda totalnie zepsuł, marnując zresztą
        i tekst komedii, odwieczny teatralny samograj,
        i komiczny potencjał takich chociażby aktorów jak Janusz Gajos czy Roman
        Polański. Na "Zemstę" zresztą machnąłem ręką, uważając, że Wajda popełnił ją był
        jedynie "dla kasy", celując w szkolne wycieczki do kin, i - nie miałem żadnych
        nadziei, że ponury i wypłukany ze śladowych nawet cząstek poczucia humoru,
        reżyser jest w stanie nakręcić przyzwoitą chociażby komedię. Inna sprawa była w
        przypadku "Katynia". Sam Wajda wielokrotnie powtarzał, jak ważny to dla niego
        film, jak osobisty i jak przejmująco dotykający jego intymnej wrażliwości. Po
        takich wypowiedziach miałem prawo spodziewać się, że ponurak Wajda w zetknięciu
        się z tak tragiczną tematyką, jak zbrodnia katyńska, będzie w stanie zrobić
        dobry film. Myliłem się. Tematyka Mistrza przerosła. Wyszedł mu film
        "bezciarkowy" i "nieprzewiercający", a to są, jak mniemam, główne zarzuty, jakie
        można tego rodzaju kinu postawić. Jeśli na seansie siedzi się obojętnie i żadna
        ze scen nie wgniata w fotel, i nie przyprawia o ciarki na plecach, to można
        mówić o całkowitej porażce reżyserskiego zamysłu.
        Nieszczęście filmu "Katyń" zaczyna się już na poziomie scenariusza. Wszystkie
        postaci są jedynie schematycznie naszkicowane i to dość toporną kreską.
        Pojawiają się i znikają, niejednokrotnie tak szybko, że widz nie jest w stanie
        przywiązać się do postaci na tyle, by był w stanie przejąć się jej losem.
        Klasycznym przykładem jest pojawienie się, chyba nie na więcej niż kwadrans,
        Antka, młodego akowca, którego Wajda wprowadza chyba jedynie po to, by zacytować
        samego siebie (w końcu klasykowi uchodzi), parafrazując motyw tragicznej
        ucieczki Maćka Chełmickiego w "Popiele i diamencie". Antoni ginie zanim tak
        naprawdę zaakceptowaliśmy jego obecność w filmie. Tak w ogóle to młodzież
        akowska zachowuje się w "Katyniu", jak gdyby właśnie niespodziewanie spadła z
        księżyca i nie miała najzieleńszego pojęcia, kto obecnie rządzi w Polsce i jakie
        ów ktoś ma obyczaje. Młody człowiek, tracący życie przez bezsensowny i
        całkowicie bezużyteczny gest zrywania komunistycznego plakatu, czy Agnieszka,
        równie bezsensownie wioząca na cmentarz tablicę nagrobną, o której wie - po
        pierwsze - że nikt jej na cmentarzu nie zobaczy, a - po wtóre - że owa tablica
        sprowadzi na nią długoletnie więzienie czy nawet śmierć. Tak się oczywiście
        dzieje, no bo jakże by inaczej… Jakże odlegli od takiego bolesnego,
        idiotycznie-patetycznego pustogeścia są np. bohaterowie "Kolumbów" Janusza
        Morgensterna - zuchowaci, zuchwali, dzielni, żyjący w okrutnej, okupacyjnej
        rzeczywistości pełnią swego młodego życia, ale przecież jakże odlegli od
        wspomnianej, Wajdowskiej idiotycznie-patetycznej histerii. Zygmunt, Kolumb,
        Jerzy, Malutki, Czarny Olo są, w przeciwieństwie do plakatowego Antka z
        "Katynia", pełni życia, pełni prawdy i autentyzmu. Walczą, handlują, pędzą
        bimber, kombinują, żeby jakoś przeżyć w koszmarnej hitlerowskiej rzeczywistości,
        przed codziennością bronią się wisielczym nieraz humorem. Są, istnieją naprawdę!
        Niestety, żeby ożywić papierowe, jak z propagandowego plakatu wycięte postaci z
        "Katynia", trzeba czegoś znacznie więcej niźli li tylko stwierdzenia, że Andrzej
        Wajda wielkim reżyserem jest… (cdn.)
        • diabollo Re: Katyń Wajdy - recenzja (1) 22.12.08, 02:23
          jurek_s napisał:

          Wszystkie
          > postaci są jedynie schematycznie naszkicowane i to dość toporną kreską.
          > Pojawiają się i znikają, niejednokrotnie tak szybko, że widz nie jest w stanie
          > przywiązać się do postaci na tyle, by był w stanie przejąć się jej losem.
          > Klasycznym przykładem jest pojawienie się, chyba nie na więcej niż kwadrans,
          > Antka, młodego akowca, którego Wajda wprowadza chyba jedynie po to, by zacytowa
          > ć
          > samego siebie (w końcu klasykowi uchodzi), parafrazując motyw tragicznej
          > ucieczki Maćka Chełmickiego w "Popiele i diamencie". Antoni ginie zanim tak
          > naprawdę zaakceptowaliśmy jego obecność w filmie. Tak w ogóle to młodzież
          > akowska zachowuje się w "Katyniu", jak gdyby właśnie niespodziewanie spadła z
          > księżyca i nie miała najzieleńszego pojęcia, kto obecnie rządzi w Polsce i jaki
          > e
          > ów ktoś ma obyczaje.

          Czcigodny Luki,

          Wiesz, może specjalistą ani tym bardziej historykiem nie jestem, ale zawsze
          lubiłem słuchać opowieści starszych ludzi, i wydaje mi się, że pan Wajda dobrze
          tutaj pokazał owo "spadnięcie z księżyca" młodego akowca.

          Oni chyba wtedy naprawdę tacy nierozumiejący i "spadnięci z księżyca" byli.
          Naiwni, moglibyśmy dzisiaj powiedzieć. "Niczego nie zrozumieli, niczego się nie
          nauczyli", chciałoby się napisać.

          Z resztą, przecież nie tylko szczeniaków z AK po wojnie, którzy w moim rodzinnym
          mieście na Dolnym Śląsku niedaleko granicy lądowali w założeniu na wyjazd na
          Zachód, a gdzie szpanowali przed dziewczynami i całym światem oficerkami,
          płaszczem z pasem i przede wszystkim akowskim sznytem i fantazją, co
          fantastycznie ułatwiało pracę UB, w której katowniach najczęściej kończyli, ale
          o tych przedwojennych wszystkich wojskowych zawodowców, którzy przecież niby
          wiedzieli co to bolszewizm, o masowych mordach w ZSRR w latach trzydziestych, a
          mimo to jakoś tak naiwnie zakładali, że polskich oficerów to nie dotyczy, że
          "honor" oficerski, że prawa wojny i tym podobne pierdoły.

          Kłaniam się nisko.
        • diabollo Re: Katyń Wajdy - recenzja (1) 22.12.08, 02:36
          jurek_s napisał:

          Podstawowym grzechem Wajdowego "Katynia" jest, wedle mego odczucia, jego
          > bezemocjonalność - nie chodzi tu, bynajmniej, o ascetyzm środków wyrazu, dzięki
          > któremu niejednokrotnie można osiągnąć stany wręcz hiperemocjonalne, a zatem ni
          > e
          > o ascetyzm środków, ale właśnie o nieumiejętność wywołania emocji u widza tu
          > chodzi, pomimo tematu, wydawałoby się, o nieskończonym potencjale emocji.

          A tutaj, czcigodny Luki, doszukuję się największej zalety tego filmu. Prawdziwa
          historia o której opowiada film jest już tak bardzo hiperemocjonalna, że gdyby
          pan Wajda podkręcał wysokie "c", mógłby tę ważną opowieść kompletnie spartolić.
          Pan Wajda jednak fantastycznie wyważył tony emocjonalne, no i mamy arcydzieło.

          Kłaniam się nisko.
      • jurek_s Katyń Wajdy - recenzja (2) 05.10.08, 06:44
        Postaci w obrazie Mistrza (z chwalebnym wyjątkiem Mai Komorowskiej i Andrzeja
        Chyry, którym jednak Wajda nie dał specjalnie pograć) nie mówią, lecz
        nieustannie przemawiają. Posługują się językiem sztucznym i nadętym, wypranym z
        jakiejkolwiek prywatności, tak jak gdyby prywatność wypowiedzi miała umniejszać
        heroizm bohatera, walczącego z sowieckim zakłamaniem. Stosowany przez nich styl
        wypowiedzi odczłowiecza bohaterów, "papieryzuje" ich, a przez to - uniemożliwia
        odbiorcy właściwe przeżycie ich tragedii. Owszem, jako dziecko, przejmowałem się
        bardzo losem Andersenowskiej papierowej tancerki, która spłonęła w piecu, ale,
        jak sądzę, "Katyń" bajką dla młodszych dzieci raczej nie jest…?
        Cała, tzw. "sekwencja krakowska" czyli de facto fragment serialu "Matki, żony i
        kochanki", ni z gruszki, ni z pietruszki, wrzucony w akcję filmu o ofiarach
        Katynia, jest zdecydowanie najsłabszą częścią obrazu Wajdy. Wszystko jest tu
        powierzchowne, niechlujne, opowiedziane "po łebkach". Nic nie trzyma się kupy,
        zachowania bohaterów są psychologicznie bardzo słabo umotywowane, raczej
        podlegają reżyserskiej tezie, iż Polacy, by być tragicznymi - musieli być
        sztywni, nadęci i do porzygania patetyczni.
        Wszystko to powoduje, że "Katyń" na kilometr tchnie nijakością, że ogląda się
        go (przynajmniej ja) bez jakiegokolwiek zaangażowania emocjonalnego. Złapałem
        się na stwierdzeniu, że znacznie bardziej porusza mnie scena egzekucji, w końcu
        odrażającego bandyty, w "Krótkim filmie o zabijaniu" Kieślowskiego niż hekatomba
        ofiar polskich patriotów u Wajdy. Niepomiernie bardziej przejmuje mnie
        cierpienie Antoniny Dziwisz u Bugajskiego niż tragiczniejszy w końcu los Artura,
        rotmistrza VIII Pułku Ułanów w Krakowie. Cóż, cierpienie i zabijanie też trzeba
        umieć sugestywnie pokazać. Wajda w "Katyniu" nie umiał.
        Film trochę broni się dobrymi zdjęciami Pawła Edelmana i jeszcze ciut, ciut
        scenografią. Ciut, ciut, gdyż i pod względem scenograficznym film nie ustrzegł
        się kilku realizacyjnych "brudów". Najgorszym z nich jest scena, po raz pierwszy
        pokazująca, wziętych do sowieckiej niewoli polskich oficerów. Jest siedemnasty
        dzień wojny, załamało się wszystko, nie ma dowództwa, nie ma naczelnego wodza,
        rozbite polskie oddziały w ogniu walk, przez ponad dwa tygodnie, cofają się, tak
        długo, aż staną pod sowiecką "ścianą". Oficerowie zatem powinni być zmizerowani,
        brudni, wymiętoleni i zakurzeni. Powinni być u kresu sił. Tymczasem wyglądają,
        jak gdyby sowieci napadli na nich znienacka podczas obchodów święta pułkowego -
        wszyscy mają, jak spod igły, czyściutkie mundury, Andrzej Chyra i Artur
        Żmijewski paradują w śnieżnobiałych kołnierzykach (czyżby herosowi-patriocie nie
        wypadałoby się na wojnie ufajdolić?) Podejrzewam, że gdyby Wajda dziś nakręcił
        remake "Kanału", powstańcy wychodziliby z warszawskiej kanalizacji równie
        czyściutcy, jak polscy oficerowie w "Katyniu".
        Mniejszą (ale jednak u Mistrza naganną) usterka scenograficzną jest też scena,
        w której rotmistrz Andrzej w wagonie kolejowym pisze dziennik i, na zbliżeniu,
        wyraźnie widać, iż czyni to długopisem. Otóż, problem leży w tym, że długopisy
        pojawiły się dopiero w 1944 roku i to początkowo wyłącznie na wyposażeniu
        nawigatorów alianckich bombowców, którym na dużych wysokościach wyciekał
        atrament z wiecznych piór. Skąd polski rotmistrz w 1940 roku miałby wziąć
        długopis, tego, doprawdy nie wiem. Nie mówiąc już o tym, że ruscy szybko by go
        tej zabawki (podobnie jak i zegarka) pozbawili.
        Muzyka Pendereckiego jest dla mnie równie monotonna i nużąca, jak reżyseria
        Wajdy. Może się komuś podobać, ale mnie, bynajmniej nie pomagała, a podobnie,
        jak z Wajdą, tak i z Pendereckim - fakt, że ów "wielkim kompozytorem jest" nie
        oznacza jeszcze, że wszystko, co skomponuje, zachwyca (skoro nie zachwyca)…

        Jako podsumowanie tych krótkich rozważań, na temat przydługiego filmu Andrzeja
        Wajdy, powiem tylko, że we mnie nieporównanie więcej emocji niż Wajdowe
        niezborne, filmowe gadulstwo budzi krótka, ledwie ponad czterominutowa kolęda
        katyńska: "Betlejem polskie" Skonecznego i Preisnera.


        www.youtube.com/watch?v=kDA7voaZArc

        • gumpel Zgoda ... 05.10.08, 17:30
          Nie znam się specjalnie na sztuce filmowej więc nie chcę rozkładać tego filmu na
          części pierwsze. Napiszę tylko, że mnie najbardziej denerwował dźwięk. Brzmiało
          to tak jakby dialogi były dogrywane w studio (jak dubbing). Poszczególne sceny -
          jak to dobrze wykazałeś - tchnęły sztucznością w efekcie całość robiła wrażenie
          filmu typu "wojna daleko, daleko stąd w wersji dla amerykanów".

          Kiedyś dawno, dawno temu leciał w niedzielę jakiś amerykański serial o II w.
          światowej w Europie (chyba z E. Harrisem). Zaczynało się w Warszawie, a główny
          bohater był chyba amerykańskim ambasadorem w Polsce. I z tamtym filmem Katyń mi
          się skojarzył.

          G.

          G.
    • hiperrealizm Nie mam zamiaru tego filmu ogladać 05.10.08, 06:53
      ostatni film Wajdy który cenię to "Ziemia obiecana".
      Ochoći to potrafił zepsuć tworzac po latach wersję "wykastrowaną".
      =========
      to że sowieci byli równi w zbrodni hitlerowcom to fakt historyczny.
      To że nie mordowali na masowa skale Żydów tylko wysyłali do obozów
      mniej lub bardziej realnych wrogów rewolucji nie czyni ich wcale
      lepszymi. Istnieją szacunki mówiące, że sowieci mają na sumieniu
      więcej ofiar niż hitlerowcy.
      ===
      "kobiety odnajdujące sens życia w kultywowaniu pamięci
      po swoich mężach i bratach, podkreślona religijności pozytywnych
      bohaterów ..."
      No ale tak było.... Miał historię fałszować
      • gumpel Re: Nie mam zamiaru tego filmu ogladać 05.10.08, 17:39
        hiperrealizm napisał:
        > ostatni film Wajdy który cenię to "Ziemia obiecana".
        > Ochoći to potrafił zepsuć tworzac po latach wersję "wykastrowaną".
        > =========
        > to że sowieci byli równi w zbrodni hitlerowcom to fakt historyczny.
        > To że nie mordowali na masowa skale Żydów tylko wysyłali do obozów
        > mniej lub bardziej realnych wrogów rewolucji nie czyni ich wcale
        > lepszymi. Istnieją szacunki mówiące, że sowieci mają na sumieniu
        > więcej ofiar niż hitlerowcy.
        > ===
        > "kobiety odnajdujące sens życia w kultywowaniu pamięci
        > po swoich mężach i bratach, podkreślona religijności pozytywnych
        > bohaterów ..."
        > No ale tak było.... Miał historię fałszować

        Jaka jest (była) prawda to jedna kwestia, a za co dostaje się Oscara to druga.

        G.
        • stephen_s Re: Nie mam zamiaru tego filmu ogladać 05.10.08, 17:42

          > Jaka jest (była) prawda to jedna kwestia, a za co dostaje się Oscara to druga.

          Pięęęęęknie powiedziane :)
          • gumpel A propos pięknych powiedzeń ... 05.10.08, 19:46
            stephen_s napisał:
            > Pięęęęęknie powiedziane :)

            Od tygodnia nie umiem wyjść z zachwytu nad określeniem, które usłyszałem w
            programie dokumentalnym o Papui-Nowej Gwinei. Jak się okazuje mają tam podobny
            problem jak u nas z bezrobociem. W programie lokalny urzędnik wymienia przyczyny
            tego zjawiska. Leci dość standardowo. I nagle pojawia się zdanie, która mnie
            oczarowało: "niektórzy nie mają powołania do pracy".

            Czyż to nie najprawdziwsza z prawd :-) Wyobrażam sobie jak u nas w jakimś
            wykazie GUSowskim o przyczynach bezrobocia pojawia się pośród innych przyczyn
            rubryka "brak powołania do pracy". Ciekawe ile by to było procent :-)))


            G.
            • stephen_s Re: A propos pięknych powiedzeń ... 05.10.08, 21:41
              Piękne, faktycznie :))))

              BTW. Zapraszam do tematu o faszyzmie.
            • grzespelc Re: A propos pięknych powiedzeń ... 05.10.08, 22:07
              A mnie zdziwiło - przcdzytane w artykule o kryzysie w Wlk. Brytanii -
              stwierdzenie, że "niestety z pracy pomywacza albo pokojówki nie da się utrzymać
              4-osobowej rodziny".

              Ja nie wiem, kogo to dziwi, że z najmniej wymagającej pracy nie ma się wysokich
              dochodów...
        • hiperrealizm Oskar za fałszowanie historii? 05.10.08, 19:50
          Nie, ja dziękuję.
      • grzespelc Re: Nie mam zamiaru tego filmu ogladać 05.10.08, 22:03
        Istnieją szacunki mówiące, że sowieci mają na sumieniu
        > więcej ofiar niż hitlerowcy.

        Jeżeli odnieść te szacunki do populacji i czasu trwania reżimu - naziści mają
        przewagę.
    • grzespelc Re: Katyń Wajdy ... 05.10.08, 11:23
      > Cynicznie napiszę, ze nie mam pewności, czy "pierwsze" czy "drugie"
      > zadecydowało ...

      Nie ściemniaj. Nikt w religijno-konserwatywnych Stanach nie czyni nikomu zarzutu
      z tego, że pozytywni bohaterowie są religijni. A sowieci też aż tak wielką
      popularnością się nie cieszą, z to że wymordowali więcwj ludzi wynika wyłącznie
      z większych możliwości.
      • gumpel Re: Katyń Wajdy ... 05.10.08, 17:52
        grzespelc napisał:
        > Nie ściemniaj. Nikt w religijno-konserwatywnych Stanach nie czyni nikomu
        zarzutu z tego, że pozytywni bohaterowie są religijni. A sowieci też aż tak
        wielką popularnością się nie cieszą, z to że wymordowali więcwj ludzi wynika
        wyłącznie z większych możliwości.

        "Nie ściemniaj" ? Czy to zawoalowana prośba o o rozjaśnienie ? Jeśli tak to
        śpieszę napisać, że Oscara nie przyznają Stany Zjednoczone tylko środowisko o
        którym można napisać wszystko tylko nie to, że jest "konserwatywno-religijne".

        Co do szczegółów to
        1. ostatni religijny zdobywca Oscara to rok 1959.
        2. żaden film o zbrodniach komunizmu nigdy nawet nie otarł się o Oscara. Żadnego
        odpowiednika Listy Schindlera, Fałszerzy czy Życie jest piękne.
        • grzespelc Re: Katyń Wajdy ... 05.10.08, 21:58
          > 1. ostatni religijny zdobywca Oscara to rok 1959.

          A w jaki sposób ustala się, że ktoś jest religijny, a kto inny nie?

          > 2. żaden film o zbrodniach komunizmu nigdy nawet nie otarł się o Oscara. Żadnego
          > odpowiednika Listy Schindlera, Fałszerzy czy Życie jest piękne.

          A znasz jakiś dobry film o komuniźmie?
    • kochanica-francuza OT - śliczne zdanie! 05.10.08, 16:46
      jak ktokolwiek myślał, że ten film może zdobyć Oskara to go ...
      > Panie wybaczą ... się mu pomyliło :-)

      Popieram! Klnijmy każde w gronie własnej płci!
      • kochanica-francuza Re: OT - śliczne zdanie! 05.10.08, 16:47
        nie widziałam, dlatego nie wypowiadam się co do meritum
    • diabollo Właśnie obejrzałem... 22.12.08, 00:20
      na gorąco i emocjonalnie, jestem pod wielkim wrażeniem.
      Zajebiste.

      Świetny film, brawa na stojąco dla pana Wajdy.
      W końcu coś wyważonego przez co prawdziwego o naszej historii.

      Kłaniam się nisko.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka