Dodaj do ulubionych

zakazany owoc

14.11.08, 19:49
Właśnie z pełna świadomością konsekwencji swoich występków wdaję
się w romans z żonatym, starszym o 15 lat od siebie mężczyzną.
Jesteśmy ze sobą bardzo szczęśliwi, rozpromienieni, zakochani...
Oboje tkwimy w nieudanych związkach i oboje odkryliśmy właśnie
pełnię życia na nowo... To zakazana miłość, której broni nam każdy,
a my naprzeciw wszystkiemu chcemy jej. Nie chcę nikomu odbierać
męża... Nie tak zostałam wychowana, nigdy bym nie przypuszczała, że
kiedykolwiek się tego dopuszczę... Jednak okazało się,że życie jest
zupełnie inne niż naszkicowali mi je rodzice wychowując mnie. Jestem
taka szczęśliwa... Ale nie mogę sobie z tym poradzić,że krzywdzimy
ICH. Nie potrafię już tak dłużej żyć... Czekam na deszcz krytyki.

Obserwuj wątek
    • legwan4 Re: zakazany owoc 14.11.08, 23:29
      aleksia1 napisała:
      ... Czekam na deszcz krytyki.
      Czy tego Ci brakuje?po co?
    • boo-boo Re: zakazany owoc 15.11.08, 07:46
      No sama nie wiem.... usiądź, zadaj sobie pytanie i szczerze na nie odpowiedz-czy
      to zwykły romans-bo takie szybko wybuchają i szybko się kończą-czy coś więcej,
      coś co ma szansę przetrwać długo jeśli oczywiście obie strony się
      postarają....bo jeśli tylko zwykły romans to czy warto dla niego krzywdzić "ICH"
      i zdradzać własne ideały? Jeśli to coś więcej...., no cóż potępiać nie
      będę....nieszczęśliwe związki się zdarzają i według mnie nie ma sensu w nich
      tkwić na siłę tylko dlatego,że popełniło się kiedyś błędy w przeszłości-podjęło
      się błędne decyzje bo unieszczęśliwia się siebie i tą drugą osobę też.
      Ja tak to widzę.
      • joannah31 Re: zakazany owoc 15.11.08, 10:07
        Chciałaś deszczu to bardzo proszę. Jesteście obydwoje nieuczciwymi,
        egoistycznymi, tchórzami.
        Takie rzeczy się zdarzają, miłość spada na ludzi z nienacka. Ale nie
        można być nieuczciwym wbec innych, ty znalazłaś swoje szczęście,
        więc dlaczego bronisz go innym? np. twojemu zdradzanemu partnerowi?
        A żona tego mężczyzny? czy ona nie ma prawa do szczęścia? Ma tylko
        obowiązek spierania z jego koszul Twojego zapachu perfum? Chcecie
        być razem - jasne, czemu nie, ale nie można rozp..dalać życia innym.
        Powinniście zamknąć to co się skońćzyło, wasze nieudane związki i
        nie wciskaj mi tu kitu, że żona się załamie, małe dzieci itp. bo ona
        się pewnie i tak załamie jak się w końcu dowie. PO za tym
        traktujecie swoich partnerów jak rozhisteryzowane przedszkolaki,
        które nie będą w stanie zrozumieć złożoności sytuacji, co też jest
        dla nich obrazą.
        Od 5 lat jestem żoną. Gdyby mój mąż miał romans, mniej bolało by
        mnie gdyby przyszedł i powiedział, że odchodzi do innej kobiety.
        Bardziej, gdyby mnie oszukiwał jak ostatnią, niedojrzałą idiotkę.
        I jeżeli masz ochotę mi napisać te wszytskie wytarte frazesy, "że
        nie mam prawa was krytykować", "że nie wiem", "nie rozumiem", to
        przeczytaj uważnie swój post.
        • to-wlasnie-ja Re: zakazany owoc 15.11.08, 17:34
          Tak jak moge zrozumiec nagla milosc , tak nie moge zaakceptowac krzywdzenia wspolmalzonkow . Zawsze mi sie wydawalo niepowazne slubowanie sobie milosci i wiernosci na cale zycie, bo o ile w dniu slubu szczerze w to wierzymy , o tyle zycie moze napisac inny scenariusz. I czesto pisze. Jednak jest w przysiedze malzenskiej trzecie slowo , o ktorym niemal zawsze sie zapomina. To " uczciwosc malzenska". To cos , co kazdy wstepujacy w zwiazek malzenski przysiega i jest w stanie DOTRZYMAC. Nie chcesz odbierac meza ? A co wlasnie robisz? Nie chcesz krzywdzic, nie tak zostalas wychowana? A co teraz robisz?
          Podobnie jak Joanna , pod ktorej slowami moglabym sie podpisac nie wyobrazam sobie , aby moj maz tak mnie oszukiwal I traktowal jak kretynke, spal ze mna na zmiane z kochanka, chodzil promienny nowym uczuciem i kombinowal jak to przede mna ukryc. I jeszcze sadzil, ze tego nie widac... Jak Ty bys sie czula bedac na ich miejscu? Dla mnie to jest po prostu podle , nieuczciwe i zenujace.
          • joanna784 Re: zakazany owoc 15.11.08, 18:47
            podpisuję się obiema rękami i nogami.
    • aleksia1 Re: zakazany owoc 19.11.08, 20:20
      Nie będę pisać,że nie rozumiecie czy że to zbyt skomplikowane.
      Sytuacja jest jasna : ponoszą nas emocje i cieszymy się sobą
      wbijając nóż w plecy swoim bliskim...
      Czuję sie z tym strasznie,okropnie brudna!
      Jest tylko jedno małe ale... Ja nie szukałam przygód. Nie miałam
      ochoty zdradzić,nie czekałam na okazję...
      Długo walczyłam o uwagę i czas mojego zapracowanego partnera. Długo
      wołałam o czułości, prosiłam o zainteresowanie.Niestety bez
      rezultatu...Zawsze stawiał pracę na pierwszym miejscu, pozniej byli
      przyjaciele,a zaraz za nimi ja. Wiem,że to mnie nie usprawiedliwia,
      nie tłumaczy,ale skoro nie szukałam, to może zostałam popchnięta w
      ramiona innego.Jestem tylko błądzącym człowiekiem, a ktoś nagle się
      zjawił i ofiarował mi wszystko to,czego tak bardzo potrzebowałam i
      pragnęłam - wyciągnęłam dłoń i wzięłam,ale to należało już do kogoś
      innego...
      • joannah31 Re: zakazany owoc 21.11.08, 15:11
        aleksia1 napisała:
        Długo walczyłam o uwagę i czas mojego zapracowanego partnera. Długo
        > wołałam o czułości, prosiłam o zainteresowanie.Niestety bez
        > rezultatu...Zawsze stawiał pracę na pierwszym miejscu, pozniej
        byli
        > przyjaciele,a zaraz za nimi ja.

        To po co go oszukiwać?
        Dalczego mu nie powiesz, że jest ktoś inny?
      • joanna784 Re: zakazany owoc 21.11.08, 15:30
        no zawsze możesz się jakoś wytłumaczyć. pytanie czy ty byś chciała
        żeby twój mąż tak właśnie reagował na wszelkie kryzysy w waszym
        związku?
    • wojtek56 Re: zakazany owoc 19.11.08, 23:50
      Aleksiu, znalazłaś sposób na odmianę szarzyzny dnia codziennego. Co innego żyć
      pod wspólnym dachem, dzielić problemy i obowiązki, a co innego "spijać
      śmietankę" w objęciach innej kobiety czy innego mężczyzny.
      Nie Ty pierwsza wdajesz się w romans i nie Ty pierwsza odkryjesz, że na dłuższą
      metę tak żyć się nie da. Może to jest tak jak niemal ze wszystkim: nie
      doświadczysz sama, to się nie dowiesz?
      W przeciwieństwie do koleżanek powiem tak: ciesz się nowym partnerem, ciesz się
      życiem, nie zaniedbaj żadnej okazji, aby poczuć się kochana, spełniona, ważna.
      Tym szybciej okaże się, co tak naprawdę jest dla Ciebie ważne.
      • to-wlasnie-ja Re: zakazany owoc 20.11.08, 09:32
        Aleksiu nikt Ci nie broni byc szczesliwa. Rozwody sa dla ludzi. Ty jednak widze chcialabys panu Bogu swieczke i diablu ogarek.Wiesz co jest najdziwniejsze? Ze jesli naprawde sie kochacie, to rozwody w koncu beda, bo bedziecie chcieli zalegalizowac wasz zwiazek i naprawde byc ze soba. teraz zas macie jedynie etap randek, tym pikantniejszych , ze bez wiedzy partnerow. Jesli zas okaze sie , ze zakazany owoc przestanie smakowac, wrocicie kazde do swojej szarzyzny jak to Wojtek okreslil. Bedzie Cie dodatkowo meczyla, gdy wspominac bedziesz cudowne spotkania w kochankiem .I co wtedy? Czyzby do nastepnego razu?
      • joannah31 Re: zakazany owoc 21.11.08, 15:12
        Wojtek..., eh...
    • anija77 pobozne życzenia... 20.11.08, 18:04
      Ja to przechodziłam..moge tylko powiedzieć że w pierwszej fazie to nie miłość
      lecz zauroczenie..i będzie mi bardzo przykro gdy pewnego dnia nie będziesz
      umiała już tak żyć.. bo nie będziesz mogła choć będziesz chciała-przytulić się,
      poczuć bliskość swojego męża, dać mu 10x więcej szczęścia- a nie bedziesz mogła.
      Gdy ja poznałam smak lepszej jakości sexu, nie umiem odnaleźć tego szczęscia u
      boku mego męża, nie umiem żyć jak dawnej,składam bardzo powoli wszystko co co
      było budowane latami, zastanów się nad romansem póki nie jest za późno...
      • mama-maxa Re: pobozne życzenia... 27.12.08, 11:50
        a ja powiem tak...co ma byc to i tak będzie i niech nie krytykuje
        ktos kto nie przeżył tego, bo nigdy nie mów nigdy...najbardziej
        zagorzałym przeciwnikom romansów sie one zdarzają. nie znasz dnia
        ani godziny więc nie oskarżajcie:) sprawa sie wkońcu jakoś rozwiąże,
        albo ty dojrzejesz do pewnych decyzji albo twój mąż, albo druga
        strona, nie wiem, ale wiem że bedziesz miała piękne wspomnienia z
        tej miłości a one tez są ważne:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka