Dodaj do ulubionych

Miłość platoniczna...

22.01.09, 00:04
Miałyście/mieliście kiedyś tak, że zakochaliście się w osobie od pierwszego spotkania, przy każdym następnym pozostawiała ona swoją obecnością niezacieralny ślad, mąciło wam się w głowie, czuliście się wspaniale i myśl o tej osobie sprawiała nieustannie, że życie było piękne, że z każdym ujrzeniem tej osoby, nawet po długim czasie, zawsze na nowo uświadamialiście sobie, jak wielkie i nieposkromione pali was uczucie...
Staraliście się temu komuś o tym powiedzieć, na wiele sposobów, ale nigdy wprost... bo się nie było w stanie. Bo wiedzieliście, czuliście, że ta osoba nie odwzajemnia tego co wy... Bo ten ktoś prawie że odbierał wam mowę, przy nim stawaliście się zupełnie kimś innym, takim jakiego nie znaliście siebie do tej pory i niepotrafilibyście tej wersji siebie z żadną porównać...
Aż w końcu po paru latach zmagania się i wewnętrznych rozterek, z nigdy niegasnącą nadzieją w sercu, postanowiliście wyznać temu komuś prawdę, taką jaka ona jest, w tych dwóch słowach, bez owijania w bawełnę...

On ma kogoś... twierdzi, że jest zakochany... Dlatego powiedziałam mu, żeby zapomniał o tym co usłyszał...
Ale musiałam mu kiedyś o tym powiedzieć... Zrobiłam to, choć od zawsze wydawało mi się to niemożliwe, wręcz zakazane...
Nie wiem dlaczego, ale ta miłość przerasta mnie, lecz wciąż pali...
Obserwuj wątek
    • agrafka111 Re: Miłość platoniczna... 22.01.09, 13:02
      Ja przeżywałam takie miłości jako nastolatka... i naprawdę nie były to dziecinne
      zauroczenia ale trwające po kilka lat fascynacje daną osobą. Najpierw był ktoś
      kogo nie znałam taka pierwsza miłość, nie rozmawiałam z nim nigdy choć on gdy
      się dowiedział od koleżanki, która miała być mą powierniczką chciał kiedyś
      porozmawiać. Stchórzyłam. Był dla mnie ideałem chłopaka tedy... 2 lata myślałam
      o nim co dzień... obserwowałam przez okno jak wraca z domu do szkoły. Druga
      miłość tez platoniczna do chłopca z którym się znałam ale była to tylko zwykła
      zajomosćc, rozmowy w szkole na przerwie... Myślę, że po pewnym czasie troche się
      domyślał co mogę czuć bo wysyłalam różne sygnały ale... nigdy mu nie
      powiedziałam wprost. Ta fascynacja i uczucia z nią zwiazane z różnym nasileniem
      trwała kilka lat.
      Obecnie związków platonicznych unikam jak ognia. Może dlatego, że wiem że niaosą
      za sobą uczucie niespełnienia co mnie unieszczęsliwia a poza tym przez to chyba,
      że taknie niespełnione trwaja właśnie niezwykle długo nawet jesli wiemy,ze nic
      poza uczuciem platonicznym z tego nie bedzie. Doceniam te miłosci które
      przezylam gdyz pozwoliły mi poznac lepiej sama siebie, moje pragnienia i
      oczekiwania. Dziś pozwalam sobie jedynie na związki w których prawie od poczatku
      istnieje szansa by przekształcić to w cos wiecej. /przyjaźnie niech pozostana
      przyjazniami. Rzadko sie zdaza (choc nie wykluczam że jest to mozliwe), że
      ludzie spotykaja sie latami by po po kilku z nich nagle nawzajem sie w sobie
      zauroczyc na tyle by chcieć przekształcić to w cos wiecej. Albo zauraczamy
      (czyt. zakochujemy się) sie od razu albo stopniowo w miare poznawania się ale
      raczej nie wtedy kiedy znamy się od bardzo dawna. Wtedy jedna osoba poprostu to
      zauroczenie ukrywała ale pozwoliła mu rozkwitnac... a ukrywała... moze z
      niesmiałosci a moze dlatego, że czuła że jest to jednostronne a druga osoba no
      cóz albo ukrywała również albo poprostu z jej strony jest zwykla przyjaźn.
      W opisywanym przypadku wydaje mi się, że raczej ze strony tego mężczyzny albo
      jest przyjaźn i sympatia bez zauroczenia albo może kiedys też był zauroczony ale
      "przeczekał" i teraz jest juz zakochany w kimś innym...
      • agrafka111 Re: Miłość platoniczna... 22.01.09, 13:18
        aha dodam jeszcze, że ja nigdy nie powiedzialam im wprost o tym, że kocham
        ponieważ wydawało mi sie to niegodne kobiety (do dziś mi trochę z tego zostało,
        choć raz zdarzyło mi się pierwszej powiedzieć kocham ale wtedy to była odpowiedź
        na pytanie czy kocham)... może przez to cos w życiu straciłam a może coś
        zyskałam, nie wiem ale tak już mam z tym czekaniem na słowa od mężczyzny to tak
        jakby on się pierwszy deklarował wiec ja moge czuc się bezpiecznie i kochana.
        Na miejscu autorki wątku raczej postarałabym się zapomnieć o tym uczucie (ale to
        tylko moja subiektywna opinia). Pewnie zajełoby mi to troche czasu i unikałabym
        spotkan z ta osoba ale po pewnym czasie wiem,ze potrafilabym juz spojrzec na ta
        osoba z innej perspektywy. Nadal czulabym do niej sympatie ale nie byloby we
        mnie juz zalu czy bolu że nie wyszlo i ze on jest z kims innym...
        • dusia_83 Re: Miłość platoniczna... 22.01.09, 13:38
          Ja też jestem tego zdania i oczywiście że to on powinien pierwszy się zdeklarować - miałam dwa poważne związki i nigdy nie mówiłam pierwsza tych słów.

          Dlatego też w tym przypadku tak długo nie wypowiadałam tych słów... Ale w tych okolicznościach, kiedy ta miłość przeszkadza mi w realizowaniu się w związach z innymi chłopakami, psychologicznie rzecz biorąc chyba lepiej jest w końcu powiedzieć tej osobie o swoim uczuciu, jednocześnie pozbywając się w jakiś sposób go. Podzielając go. Na to, że ja wiem i on już też wie. I jest wtedy lżej...

          Ogólnie rzecz biorąc beznadziejny przypadek...

          Jak to jest... Czy jeśli jest prawdziła miłość, można kontrolować to, aby nie czuć czegoś więcej do tej osoby??
          • dusia_83 Re: Miłość platoniczna... 22.01.09, 13:46
            Nie sposób nie wyrażać miłości, gdy istnieje, jak i nie sposób udawać miłość, której nie ma...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka