po_prostu_ja_83
28.01.09, 21:59
Wlasnie skonczylam 26 lat. Jestem ambitna, inteligentna, przebojowa osoba. Mam
swoje zainteresowania, pasje i plany na zycie. Jestem towarzyska, otwarta,
lubie ludzi. Nie chce zabrzmiec "pustacko", ale wygladam bardzo przyzwoicie.
No i tu mam pytanie. Co ze mna nie teges, ze moje zwiazki z facetami
najczesciej rozpadaja sie po roku, dwoch?
Wszystkie licealne panny (zwlaszcza te, ktore nigdy nie mialy z kim chodzic,
hie hie) juz zdarzyly zapodac slubne foty na nasza-klase, a ja mam mojego
misia pisia, z ktorym pewnie sie skonczy za jakis czas ukladac.
Staram sie, czasem mysle, ze za za bardzo. Moj kolega gej stwierdzil ostatnio,
ze nie powinnam sie martwic bo mam full package, czyli inteligencje, wyglad,
zadowolenie z zycia i wszystko czego mezczyzna moze chciec od kobiety.
No ok, rozumiem, ale dlaczego to nie przeklada sie na rzeczywistosc. Bo skoro
spasione kolezanki z podstawowki, ktore mialy ambicje skonczyc zasadnicza
szkole zawodowa li i jedynie maja rodziny i spelniaja sie na tej plaszczyznie,
dlaczego ja nie moge miec chocby porzadnego zwiazku? (do oltarza na szybko nie
chce leciec).
Czyzbym stawala sie ta za bardzo przebojowa babka, ktorej faceci sie boja na
dluzsza mete?
Czy mam za duze wymagania, sadzac, ze skoro ja mowie biegle w trzech jezykach,
chce zeby moj facet znal przynajmniej dwa? (Nie mieszkam w PL) czy to, ze
skonczylam drugie studia, ma cos do rzeczy? czy to, ze otwarcie mowie, ze chce
zrobic kariere?
Naprawde chcialabym moc kogos kochac tak na zawsze.