Dodaj do ulubionych

Panie i samochody czyli trochę seksizmu na weekend

20.03.09, 19:32
;-)

gumpel.wrzuta.pl/film/gp5JjsoR6T/femaledrivercompilation


G.
Obserwuj wątek
    • mamalgosia Re: Panie i samochody czyli trochę seksizmu na we 20.03.09, 21:01
      "wystąpił problem z odtworzeniem filmu, prosimy spróbowac później"
      • omat_koboska Re: Panie i samochody czyli trochę seksizmu na we 20.03.09, 21:49
        dobrze tej ostatniej babie... chciała przycwaniakować i zniszczyła zawieszenie :) a i łbem chyba przywaliła w szybę... następnym razem zapnie pasy :D
        • maria421 Re: Panie i samochody czyli trochę seksizmu na we 20.03.09, 22:10
          To ja chyba nie jestem kobieta:) Dwadziescia lat za kolkiem bez zadnej stluczki
          (odpukac!)
          • diabollo Re: Panie i samochody czyli trochę seksizmu na we 21.03.09, 02:27
            maria421 napisała:

            > To ja chyba nie jestem kobieta:) Dwadziescia lat za kolkiem bez zadnej stluczki
            > (odpukac!)

            Mnie też to nie bawi. Na temat błędów kierowców można nakręcić dowolny materiał,
            a ten tutaj został zmontowany pod kobiety.

            W moim średnio-długim życiu przejechałem za kierownicą coś ze 400 tys kilometrów.

            Te doświadczenia i całokształt własnej przeżytej głupoty za kierownicą czegoś uczą.

            Ach, ta "rajdowa" młodość... te wejścia w zakręt na ręcznym i zmiany biegów bez
            wciskania pedału sprzęgła na pełnym gazie (ze wstydem też wyznaję, że tej
            dewastacji aut dopuszczałem się nie będąc ich właścicielem, to były tylko auta
            służbowe). Eh, jakby sfilmować owy cały idiotyzm...

            No i dalej z liczymi spektakularnymi zdarzeniami od zimowych i niebezpiecznych
            piruetów moim maluchem na drodze, który nadsterownie wyrwał się co najmniej jak
            porsche spod kontroli, przez nurkowane golfem w przydrożnych zaspach śniegu pod
            Przełęczą Okraj z których wyciągały mnie zastępy dobrych ludzi i sprzętu (to
            chyba był największy wstyd) do rozjebania o schody całego tyłu mojego ślicznego
            i nowiutkiego audi przy wyjeżdżaniu z miejsca parkingowego)...

            Zatem te doświadczenia za kierownicą uczą przede wszystkim pokory.

            Oczywiście pocieszam się, że (jak dotąd) moją działalność za kierownicą w sumie
            bezpieczna była.
            Było kilka niebezpiecznych sytuacji, ale wszyscy żyją, nikt nie jest ranny,
            nikomu krzywdy nie zrobiłem. Choć to może tylko szczęscie.

            I jakoś mi tak nie jest do śmiechu z niewinnych błędów bliźnich.
            I to jeszcze zmontowanych tak, aby pośmiać się z kobiet za kierownicą.

            Sam bywałem śmieszniejszy.

            Kłaniam się nisko.

            PS. A propos parkowania, siedziałem na fotelu pasażera, kiedy mój znajomy
            (mężczyzna) po prostu rozerwał od auta przedni zderzak o betonowy słupek
            parkingowy fantazyjnie ruszając przy skręconych kołach swoim terenowym lexusem.
            Czy to było zabawne? Może trochę.
            • maria421 Re: Panie i samochody czyli trochę seksizmu na we 21.03.09, 09:34
              No widzisz, Diabolciu, ja sie takimi kozackimi wyczynami pochwalic nie moge, bo
              jako kobieta do auta podchodzilam od poczatku z duzym respektem i
              odpowiedzialnoscia i sama wyczuwalam na co mnie stac a na co nie, sama uczylam
              sie na jakie predkosci moge sobie pozwolic, tzn. przy jakich czuje sie dobrze i
              stopniowo przesuwalam granice w gore.
              Moja corka dostala prawo jazdy jak miala 18 lat i tydzien; do tej pory (czyli
              przez 6 lat) nie miala zadnej stluczki.

              Odpukac:)
              • gumpel Re: Panie i samochody czyli trochę seksizmu na we 21.03.09, 09:58
                No cóż, kobiety generalnie jeżdżą bezpieczniej. I - paradoksalnie - właśnie
                dlatego śmieszne filmiki "za kierownicą" są głównie o kobietach. Bo cóż to za
                "wypadki" ? Zniszczona karoseria lub przestawiony pachołek. To zabawne.
                Tymczasem maniera Panów za kierownicą to brawura, a ta skutkuje wypadkami na
                nieporównywalną skalę. No i filmik pokazujący zmasakrowane ciało ze zgniecionymi
                kończynami, albo i bez raczej śmieszny nie jest.

                Jednak jak w każdym stereotypie także i tym o "kobiecie za kółkiem" tkwi jednak
                ziarno prawdy. Panie zazwyczaj mają większy problem z koordynacją przestrzenną
                niż Panowie i stąd problemy z parkowaniem.


                G.
                • diabollo Re: Panie i samochody czyli trochę seksizmu na we 21.03.09, 10:32
                  gumpel napisał:

                  > No cóż, kobiety generalnie jeżdżą bezpieczniej. I - paradoksalnie - właśnie
                  > dlatego śmieszne filmiki "za kierownicą" są głównie o kobietach. Bo cóż to za
                  > "wypadki" ? Zniszczona karoseria lub przestawiony pachołek. To zabawne.
                  > Tymczasem maniera Panów za kierownicą to brawura, a ta skutkuje wypadkami na
                  > nieporównywalną skalę. No i filmik pokazujący zmasakrowane ciało ze zgniecionym
                  > i
                  > kończynami, albo i bez raczej śmieszny nie jest.
                  >
                  > Jednak jak w każdym stereotypie także i tym o "kobiecie za kółkiem" tkwi jednak
                  > ziarno prawdy. Panie zazwyczaj mają większy problem z koordynacją przestrzenną
                  > niż Panowie i stąd problemy z parkowaniem.
                  >
                  >
                  > G.

                  "Generalnie" robi wielka różnicę.
                  Osobiście znam dwie kobiety w Niemczech, które nie potrafią jeździć inaczej niż
                  z prędkościami naddzwiękowymi, w stylu jakiego nie powstydziłby się pewnie
                  największy samczy, polski cwaniak.

                  Mój znajomy (mężczyzna), który regularnie podróżuje z jedną z nich twierdzi, że
                  każda podróż kosztuje go wiele stresu.

                  A nad słynną męską przewagą w "koordynacji przestrzennej" podałem przykład swój
                  i znajomego, gdzie przy wyjeżdżaniu z parkingu i przy prędkości bliskiej zera
                  dokonaliśmy sporych a wstydliwych zniszczeń.

                  Kłaniam się nisko.
                  • maria421 Re: Panie i samochody czyli trochę seksizmu na we 21.03.09, 10:49
                    Wezcie pod uwage ze kobiety sa na ogol mniejsze niz mezczyzni, wiec maja
                    bardziej ograniczone pole widzenia przy parkowaniu tylem.
                    Sensory do parkowania wlasnie dla kobiet wymyslono:)
    • mamalgosia Re: Panie i samochody czyli trochę seksizmu na we 21.03.09, 13:48
      Jeżdżę moim zdaniem całkiem dobrze:) Od 1987 bezwypadkowo.
      Trzy razy we mnie stuknięto, raz tak szpetnie, ze drzwi nie mogąłm
      otworzyć:( (weszłam do sklepu zostawiając samochód, wyszłam, a ono
      już było stłuczone).
      Natomiast kompletnie nie potrafię wjeżdżać w zatoczkę. Potrzebuję
      takiej dla autobusu (a jeżdżę małym peżotem), zaczynam podejzrewać
      że jestem zupełnie neiwyuczalna w tym względzie
      • gumpel Re: Panie i samochody czyli trochę seksizmu na we 21.03.09, 20:21
        Jak byłem dawno, dawno temu w Holandii to ze zdziwieniem zauważyłem przed pewnym
        hipermarketem miejsca parkingowe z napisem "dla kobiet". Były mniej więcej 1.5 w
        stosunku do "normalnych". Potem takie same zobaczyłem w Austrii. Dla feministek
        to pewnie naruszenie godności kobiety i dyskryminacja. Przyjmowane rozwiązania
        powinny być praktyczne, a nie ideologiczne.


        G.
        • diabollo Re: Panie i samochody czyli trochę seksizmu na we 21.03.09, 20:44
          gumpel napisał:

          > Jak byłem dawno, dawno temu w Holandii to ze zdziwieniem zauważyłem przed pewny
          > m
          > hipermarketem miejsca parkingowe z napisem "dla kobiet". Były mniej więcej 1.5
          > w
          > stosunku do "normalnych". Potem takie same zobaczyłem w Austrii. Dla feministek
          > to pewnie naruszenie godności kobiety i dyskryminacja.

          Czcigodny Gumpelu, skąd się bierze popularność tego prawackiego myślenia, że
          feministki/feminiści to kretyni?
          Bez choćby próby zrozumienia ciężko mówić o dialogu (zresztą gdybyś zrozumiał,
          zostałbyś feministą).

          Przypomina się taka anegdota o Angliku, śmiesznie ubranym po europejsku w
          krótkich portkach i w kapeluszu korkowym, który zapędził się w afrykański
          interior i po raz pierwszy zobaczył żyrafę i stwierdził: "nonsense".

          Kłaniam się nisko.
          • gumpel Re: Panie i samochody czyli trochę seksizmu na we 21.03.09, 21:10
            A dlaczego uważasz feministki za kretynki ? One chcą likwidacji różnego
            traktowania kobiet i mężczyzn znajdujących się w takiej samej sytuacji. A
            różnicowanie uważają za dyskryminację. To się może nie podobać (mnie się nie
            podoba), to można uważać za szkodliwe tak dla mężczyzn jak i dla kobiet (ja to
            uważam za szkodliwe). Ale żeby uważać to za kretynizm ?


            G.
            • a000000 Re: Panie i samochody czyli trochę seksizmu na we 21.03.09, 22:29
              gumpel napisał:

              >One chcą likwidacji różnego
              > traktowania kobiet i mężczyzn znajdujących się w takiej samej sytuacji.

              nierealizowalne....np:w sytuacjach w których wykorzystywane są naturalne,
              biologiczne różnice. Statystyczna kobieta jest fizycznie słabsza od
              statystycznego mężczyzny. Więc statystyczne nie może być z nim zrównana.


              Też uważam takie zapędy za szkodliwe dla społeczeństwa.
              • diabollo Wolę myć wannę, czyli pani Graff 22.03.09, 09:53

                Czego potrzeba do zrozumienia, czcigodny Gumpelu? Dobrej woli? No, przecież nie
                inteligencji.

                Kłaniam się nisko.

                ***********************
                Wolę myć wannę
                Agnieszka Graff 2009-03-08, ostatnia aktualizacja 2009-03-05 11:56:46.0

                Osiągając sukces, mężczyzna podkreśla i podbudowuje swoją męską tożsamość.
                Robiąca dokładnie to samo kobieta stawia swoją kobiecość pod znakiem zapytania

                Od wielu wieków kobiety służą mężczyznom za zwierciadła, posiadające tę magiczną
                i bardzo użyteczną moc, że odbijają postać męską w co najmniej dwukrotnym
                powiększeniu. (...) Wyjaśnia to, przynajmniej częściowo, dlaczego kobiety są
                mężczyznom tak bardzo niezbędne.

                Virginia Woolf

                Świat zamyka nas w pułapce roli, którą gramy, i bardzo trudno jest zachować
                czujność, zbudować dystans pomiędzy obrazem nas widzianych z zewnątrz i tym, kim
                jesteśmy w istocie.

                James Baldwin

                Kobiety utalentowane, aspirujące lub niespełnione artystki chyba najczęściej
                skarżą się na to, że nie potrafią nic dokończyć. Częściowo pewnie dlatego, że
                skończyć pracę znaczy poddać się osądowi - ale również dlatego, że kończenie
                tego, co się robi, jest oznaką dorosłości. I, co ważniejsze, może oznaczać
                potencjalny sukces. A sukces dla kobiet zawsze jest po trosze porażką.

                Erica Jong

                Zaczęłam od cytatów z trójki wybitnych pisarzy, bo to mi dodaje odwagi i
                pewności siebie. Często tak robię, chociaż wiem, że to typowe kobiece zachowanie
                świadczące o braku odwagi i pewności siebie. Zamiast walić prosto z mostu, dając
                do zrozumienia, że znamy się na rzeczy, robimy długie wstępy, podpieramy się
                cudzym autorytetem, co gorsza - rytualnie negujemy własny. Z badań językoznawców
                zajmujących się dynamiką rozmowy wynika, że kobiety dużo częściej niż mężczyźni
                szukają u rozmówcy akceptacji, potwierdzenia, aprobaty. Pozwalamy sobie
                przerywać; potakujemy; podważamy wagę własnych słów; podrzucamy uprzejmie wątki
                rozmowy, które odpowiadają drugiej stronie. Wtrącamy: 'Nieprawdaż?', 'Nie wiem,
                ale ', 'Rozumiesz?' (a po angielsku tzw. tag questions: 'Isn't it?', 'Don't
                you?'). Mówimy w ten sposób nie dlatego, że jesteśmy takie empatyczne i
                kontaktowe. To zachowania językowe typowe dla osób w sytuacji podporządkowania.
                Podobnie mówi podwładny do szefa, uczeń do nauczyciela, członek dyskryminowanej
                mniejszości do członka większości. Ktoś, kto zakłada, że jego słowa są mało
                warte, a sam fakt, iż ma coś do powiedzenia, nie gwarantuje uwagi rozmówcy.
                Bezwiednie wchodzimy w rolę lustra dla męskiego JA, o którym we 'Własnym pokoju'
                pisała Woolf.

                Sabotażystki własnej sprawy

                Zjawiska językowe są barometrem czegoś szerszego i głębszego. Naszego
                przekonania, że jesteśmy mniej ważne. Że naszą rolą jest dbanie o cudzy
                autorytet, a nie budowanie własnego. Od lat te niższościowe zachowania obserwuję
                u moich studentek. Czasem mam wrażenie, że sabotują własny sukces, uciekają
                przed nim w przeciętność. Mówią za cicho i za szybko. Zaczynają świetnie
                przygotowane referaty od przeprosin: 'To tylko praca w toku ', 'To się na pewno
                nie spodoba ', 'Nie znam się na tym, ale '. Jeśli podzielę grupę na mniejsze
                zespoły, prosząc, by każdy z nich wybrał sobie przedstawiciela, mogę być niemal
                pewna, że dziewczyny wybiorą kolegów - nawet słabszych od siebie. A koledzy
                chętnie się godzą. Dlaczego nie kończą niemal gotowych, świetnie zapowiadających
                się prac? Albo kończą, bronią, ale mimo zachęt zacinają się na następnym etapie
                - już-już mają je oddać do druku, ale wycofują się, znikają, jakby się bały
                zobaczyć efekt własnej pracy. Czy rację ma Erika Jong, że owo kobiece
                niekończenie to przejaw lęku przed dorosłością? Moje studentki czytają ten tekst
                ('Artystka jako gospodyni domowa') i kiwają głowami: tak, to o nich. O nas.

                Bywa, że wybitnie zdolna dziewczyna w ostatniej chwili rezygnuje z ubiegania się
                o fantastyczne stypendium. Mówi: 'To nie dla mnie, nie przyjmą mnie. A jeśli
                przyjmą boję się, że nie dam rady'. Właśnie dostałam e-mail od pewnej młodej
                kobiety, która martwi się - tak, martwi! - że dostała się na wymarzone studia
                doktoranckie w Stanach. A raz usłyszałam szczerą i samoświadomą odpowiedź:
                'Wiem, że jestem zdolna, mam wielką chęć spróbować, ale boję się reakcji
                chłopaka i rodziny'.

                Patrzę na te ich zmagania, na rozdarcie między ambicją a tym, co uważają za
                'kobiecość', i wiem, że to nie są osobiste dylematy Kaśki, Oli czy Agaty. To są
                skutki uboczne bycia inteligentną, ambitną kobietą w społeczeństwie, które
                ambicję uważa za niekobiecą, a na inteligencję nam co prawda pozwala, ale pod
                warunkiem że mamy też inne, bardziej kobiece zalety. Osiągając sukces, mężczyzna
                podkreśla i podbudowuje swoją męską tożsamość. Robiąca dokładnie to samo kobieta
                stawia swoją kobiecość pod znakiem zapytania. Kobiecość jest od wieków
                definiowana jako uległość, łagodność, opiekuńczość, nadmierna emocjonalność, a
                zatem - powiedzmy to sobie otwarcie - jako przeciwieństwo sukcesu zawodowego, o
                który trzeba rywalizować, wierząc w siebie, stawiając sobie cele i wymagania.
                Sukces to niemal zawsze władza. A my boimy się, że władza nas 'odkobieci'.
                Żyjemy w patriarchalnym społeczeństwie i obawiam się, że w jakimś stopniu
                wszystkie - nie wyłączając feministek - mamy po trosze patriarchat w głowach.

                CDN
                • diabollo Re: Wolę myć wannę, czyli pani Graff 22.03.09, 09:55
                  Lęk przed sukcesem

                  Tu znów podeprę się cudzym autorytetem. Opowiem o dwóch eksperymentach z
                  psychologii społecznej. Pierwszy dotyczy tzw. lęku kobiet przed sukcesem.
                  Wielokrotnie powtarzany i modyfikowany po raz pierwszy odbył się w latach 60.
                  Marina Horner, badaczka mechanizmów psychologicznych, które decydują o motywacji
                  i osiągnięciach w pracy, poprosiła studentów i studentki (w sumie 178 osób), by
                  dokończyli opowiadanie dotyczące postaci ich własnej płci, która studiując
                  medycynę, odnosi sukcesy w nauce. Młodzi mężczyźni pisali o zdolnym i pracowitym
                  Johnie, dziewczęta wieszczyły przyszłość zdolnej i pracowitej Anne. Historie o
                  Johnie w 90 proc. kończyły się szczęśliwie - był wybitnym specjalistą, miał
                  kochającą rodzinę, dużo zarabiał, pomagał ludziom. Tymczasem w 65 proc. kobiety
                  widziały przyszłość swojej bohaterki w mrocznych barwach - rezygnowała ze
                  studiów, była samotna albo rzucała wszystko, by wspierać karierę narzeczonego, i
                  zakładała rodzinę, by potem żałować utraconych marzeń. Wniosek Horner? Kobiety
                  na samą myśl o sukcesie przeżywają negatywne emocje, lęki, niepokoje. Badaczka
                  nazwała to 'kobiecym lękiem przed sukcesem'.

                  W kolejnych latach wprowadzano rozmaite zmiany do procedury Horner - porównywano
                  np. reakcje w przypadku rywalizacji z mężczyznami i w czysto kobiecych
                  kontekstach; badano wpływ obecności chłopaka w życiu Anne itp. Wyniki bywały
                  różne - sugerowano na przykład, że kobiety boją się sukcesu słusznie: to
                  racjonalna reakcja na to, że bywamy za sukces karane. Tak czy owak odkrycie
                  Horner pozostaje w mocy: istnieje napięcie, a nawet sprzeczność między
                  kulturowym wizerunkiem 'kobiety szczęśliwej' i 'kobiety sukcesu'. Zestaw
                  kobiecość i kariera - częściej niż męskość i kariera - budzi niepokój,
                  ambiwalencję. Na pocieszenie dodam, że sama Horner, będąc szczęśliwą matką
                  trójki dzieci, zrobiła błyskotliwą karierę akademicką na Harvardzie i
                  przyczyniła się znacznie do wprowadzania równości płci na amerykańskich uczelniach.

                  Drugi eksperyment - przeprowadzony w latach 90. przez zespół psychologii
                  Claude'a Steele'a z Uniwersytetu Stanforda - dotyczy 'wrażliwości na
                  stereotypizację'. Chodzi o wpływ negatywnych sądów dotyczących własnej grupy na
                  wyniki testów standardowych. W największym skrócie rzecz polega na tym, że każe
                  się ludziom rozwiązywać testy (IQ, a także matematyczne), sugerując im (lub
                  nie), że celem jest sprawdzenie umiejętności grupy, której są członkami. Wyniki
                  różnią się dramatycznie. Steele odnotował kilkunastoprocentowy spadek wyników
                  testu, jeśli danej grupie (np. kobietom lub Afroamerykanom - skądinąd wybitnie
                  uzdolnionym) na początku ogłoszono, że testuje się ich jako kobiety lub jako
                  Afroamerykanów. Wystarczyło, że testowani musieli wypełnić rubrykę 'płeć' lub
                  'rasa'. W grupach kontrolnych, gdzie nie uruchamiano w ten sposób
                  uwewnętrznionych stereotypów, wyniki były odpowiednio wyższe. Co ciekawe, udało
                  się też obniżyć motywację białych mężczyzn, oznajmiając im na wstępie, że ich
                  wyniki będą porównane z wynikami osób pochodzenia azjatyckiego (Azjatom
                  powszechnie przypisuje się talent matematyczny).

                  Błędne koło, czyli jak zostałam humanistką

                  Opis eksperymentu Steele'a przywołał w mojej pamięci pana od matematyki, który
                  wypisując na tablicy zadanie, mówił ironicznie: 'Ciekawe, czy któraś z dziewcząt
                  sobie z tym poradzi!'. Nie radziłyśmy sobie, siedziałyśmy sztywne ze strachu, z
                  wyłączonymi mózgami. Latami wysilałam swój umysł - humanistyczny, a jakże, wszak
                  wszystkie dziewczyny to humanistki! - by uniknąć matni zwanej 'matmą'.
                  Stereotypy to nie są po prostu błędne przekonania na czyjś temat, fałszywe sądy,
                  które można obnażyć i obalić. One są dużo sprytniejsze - działają jak
                  samospełniające się przepowiednie. Kobiety podobnie jak osoby należące do
                  rozmaitych mniejszości uważanych za inne, gorsze, z natury mniej ambitne
                  uwewnętrzniają powszechne przekonania o tym, 'jakie są kobiety'. A potem
                  pozwalamy, by te przekonania sterowały naszym życiem. Do dziś budzę się czasem
                  przerażona snem, w którym muszę jednak zdać maturę z matematyki. Bo feminizm
                  feminizmem, ale jako kobieta wiem, że nie mam głowy do liczb. I nie mówcie mi,
                  że jest inaczej - i tak nie uwierzę. Błędne koło trudno przerwać, nie od parady
                  jest błędne. Skoro wierzysz, że kobiety są z natury mniej ambitne, to sama łatwo
                  zrezygnujesz z ambicji. Skoro sukces jest nie dla kobiet, a nawet nas
                  unieszczęśliwia, to po co się starać, po co zarywać noce - łatwiej zrezygnować z
                  sukcesu, który i tak 'nie jest dla mnie'. Im więcej kobiet tak postępuje, tym
                  powszechniejsze przekonanie o naturalności takich zachowań - i koło się zamyka.

                  Grzeczności dla gości

                  Kobiety, którym się w życiu zawodowym powiodło, często publicznie za ten sukces
                  przepraszają. Dając do zrozumienia, że jest on, po pierwsze, przypadkowy, a po
                  drugie, zupełnie dla nich nieistotny. A jeśli nie przepraszamy, to możemy być
                  niemal pewne, że ktoś przeprosi za nas. Po obronie doktoratu - jak sądziłam,
                  błyskotliwym początku kariery akademickiej - podszedł do mnie pewien
                  zaprzyjaźniony profesor i z szarmanckim uśmiechem oznajmił: 'Pani Agnieszko,
                  doktorat doktoratem, ale jak pani dziś pięknie wygląda!'. Tego akurat tego dnia,
                  po ośmiu latach wysiadywania po bibliotekach, komplement zadziałał na mnie jak
                  zimny prysznic. Występowałam przed komisją jako obdarzony pewnym talentem i
                  wyposażony w wiedzę odcieleśniony umysł, nowy członek akademickiej wspólnoty. I
                  oto przedstawiciel starszyzny tejże wspólnoty, za nic mając moje
                  uniwersalistyczne mrzonki, potraktował mnie jako 'panią Agnieszkę' - osobę, czy
                  może raczej osóbkę, którą ocenia się za wygląd. Ja nie zamierzałam przepraszać
                  za swój sukces ale on zareagował tak, jakbym przeprosiła, i dał do zrozumienia,
                  że mi ten nietakt wybacza.

                  Jako kobiety jesteśmy kojarzone z prywatnością. Ze sferą uczuć, relacji, z
                  opiekuńczością i wdziękiem - z podobaniem się (lub nie) mężczyznom. W sferze
                  publicznej - w świecie prestiżu, autorytetu, hierarchii i władzy kim? No
                  właśnie, kim? Intruzami? A może gośćmi? Tak, gośćmi. Takimi, którzy wprowadzili
                  się tu niedawno i postanowili zostać na stałe. Gospodarze nawet na to przystali,
                  ale nadal traktuje się nas jak gości. Prawi się nam komplementy, ale rzadko nas
                  dopuszcza do prawdziwych tajemnic rodzinnych, mało kto daje też gościom dostęp
                  do rodzinnego konta w banku Co gorsza, same siebie traktujemy jak gości.
                  Przepraszamy, staramy się nie zostawiać po sobie śladów, nie hałasować, nie
                  wchodzić w drogę gospodarzom. Zachowujemy się grzecznie. O wiele za grzecznie
                  jak na domowników. W świecie władzy, pieniędzy, rywalizacji i odpowiedzialności
                  jesteśmy obecne od kilku pokoleń. Niby kawał czasu, ale z perspektywy historii
                  ludzkości to przecież strasznie krótko. Kilka tygodni temu obchodziłyśmy
                  90-lecie przyznania kobietom praw wyborczych. Żądania naszych prababek
                  sufrażystek uważano w 1918 roku za dziwactwo, fanaberię, w najlepszym wypadku -
                  nagrodę dla kobiet za poświęcenie dla ojczyzny.

                  CDN
                  • diabollo Re: Wolę myć wannę, czyli pani Graff 22.03.09, 09:55
                    Nie filozofuj!... Nie kraj trupów!

                    Wpadła mi w ręce książka sprzed nieco ponad stu lat pt. 'One'. Gabriela Zapolska
                    grzmi tu przeciw 'emancypacyi'. Kobieta nie powinna jej zdaniem myśleć o tym, by
                    zostać lekarzem, a zwłaszcza chirurgiem, bo niechybnie zagrozi życiu pacjentów,
                    a do tego 'osieroci domowe ognisko'. Dlaczego? Ano, co robić, taki już jest
                    'niezmienny kobiecy ustrój'! Kobieca skłonność do wzruszeń i łez, kobieca obawa
                    przed widokiem krwi - wszystko to spowoduje, że zadrży jej w ręku skalpel, a ona
                    sama zaleje się łzami i poprosi o pomoc prawdziwego lekarza. Oczywiście
                    mężczyznę. Zapolska potencjalnym lekarkom udziela szeregu dobrych rad: Nie
                    filozofuj!... Nie kraj trupów!... Nie zatracaj swej godności niewieściej. To
                    czar! To twoja władza! To twoje królestwo! Nie abdykuj! Korony dla biretu nie
                    składaj Nie wnoś zarazy w fałdach swej sukni i ręką, przesiąkniętą wonią trupa,
                    nie gładź czoła swego dziecka!.

                    Gdy trafiłam na ten zapomniany tekst, pomyślałam, że Zapolska przyczyniła się
                    bezwiednie do klęski życiowej dzielnej Anne z eksperymentu Horner. Żeby odnieść
                    sukces, trzeba go sobie najpierw wyobrazić jako możliwy. A naszą wyobraźnię
                    kształtują podsuwane nam obrazy tego, co wyobrażalne. Powiecie, że sto lat to
                    kawał czasu, że Zapolska to ramota, ba, nawet epokę Horner mamy za sobą? Że
                    nastała era ambitnych kobiet, które 'nie czują się dyskryminowane'? Cóż, może i
                    nie czują. Chodzi jednak o to, że dyskryminacja jest faktem społecznym, a nie
                    uczuciem. Na szczęście coraz łatwiej jest o tym w Polsce mówić - jeszcze kilka
                    lat temu słowo 'dyskryminacja' powszechnie uchodziło za przejaw feministycznej
                    obsesji. Obecnie według OBOP-u ponad jedna trzecia społeczeństwa dostrzega
                    dyskryminację. Widzą ją zarówno kobiety, jak i mężczyźni choć trzeba przyznać,
                    że kobiety widzą częściej (K - 44 proc., M - 26 proc.).

                    Do tych twardzielek, co się nie czują dyskryminowane

                    Nie czujesz się dyskryminowana. Mimo to, szukając pracy, zauważasz, że oferty z
                    górnej półki adresuje się często do mężczyzn, pań szuka się głównie na
                    stanowiska asystentek i sprzedawczyń. Dalej idą płace - różnica (na tych samych
                    stanowiskach) wynosi ok. 30 proc. Nic nie czujesz, ale takie właśnie są dane dla
                    osób z wyższym wykształceniem. W dużej mierze są skutkiem 'segregacji zawodowej'
                    polegającej na tym, że praca kobiet skupiona jest w gorzej płatnych zawodach.
                    Nie czujesz się dyskryminowana, ale droga kobiet do awansu jest trudniejsza niż
                    mężczyzn. W socjologii płci mówi się o 'szklanym suficie' i 'lepkiej podłodze'
                    dla kobiet oraz 'ruchomych schodach', czyli drodze na skróty, dla mężczyzn. W
                    wielu dziedzinach widoczna jest 'piramida' prestiżu: najwięcej kobiet na
                    niższych stanowiskach, najmniej na najwyższych. Do tego bariera mentalna - ty
                    jej oczywiście nie czujesz, ale wyczuł ją CBOS: Polacy obawiają się
                    szefa-kobiety - aż 39 proc. ankietowanych wolałoby, aby ich szefem był
                    mężczyzna, a jedynie 9 proc., aby była to kobieta. Co jeszcze? Jeszcze ten
                    drobny szczegół zwany 'łączeniem ról'. Otóż kobiety wykonują statystycznie ponad
                    80 proc. prac domowych - jedyne, co się zmieniło w ostatnich dekadach, to
                    samozadowolenie mężczyzn (uważają, że robią więcej).

                    Istnieje duża szansa, że dyskryminację jednak poczujesz, zostając mamą. Bo mimo
                    rytualnych zapewnień o polityce prorodzinnej i konieczności walki z kryzysem
                    demograficznym kobiety systematycznie karze się w pracy za macierzyństwo -
                    aktualne lub planowane. Chociaż jest to niezgodne z kodeksem pracy, młode
                    kobiety notorycznie pyta się w Polsce o plany związane z rodzicielstwem;
                    pracodawcy domagają się nawet pisemnych deklaracji o nieplanowaniu potomstwa. W
                    Polsce rodzi się mało dzieci nie dlatego, że - jak sugeruje prawica - życiu
                    rodzinnemu zaszkodził nadmiar równości, ale dlatego, że kobiety mają świadomość
                    skutków nierówności. Nagminnie zwalnia się z pracy kobiety w ciąży, a ochrona po
                    powrocie z urlopu wychowawczego często jest fikcją. Te, które odczuły to na
                    własnej skórze, czasem nawet wytaczają pracodawcom procesy.

                    Dyskryminacja? Zrobię to sama!

                    Zostanę przy tych kilku przykładach, bo miejsca mam mało, zużyłam je na cytaty.
                    Tymczasem nurtuje mnie pytanie: jak to jest, że jeszcze nam mało i że dodatkowo
                    dyskryminujemy się same? Skoro tak trudno się nam wybić, to dlaczego podkopujemy
                    własne poczucie wartości, rezygnujemy z sukcesów, a osiągając je, negujemy ich
                    wartość? Dlaczego tak chętnie służymy za lustra powiększające mężczyznom, a
                    niechętnie wspieramy kariery innych kobiet? Otóż zrobiono nam, delikatnie
                    mówiąc, pranie mózgów. Żyjemy w schizofrenicznej kulturze, która zapewnia nas o
                    równości płci, bo teoretycznie w nią przecież wierzy, ale jednocześnie z
                    przyzwyczajenia zalewa nas hmm, jakby to ująć, żeby nie wyszło za bardzo
                    feministycznie i ideologicznie? A niech tam: otóż jest to kultura patriarchalna,
                    która zalewa nas patriarchalną ideologią. Negatywnymi przekazami na temat
                    naszych ambicji, możliwości, szans życiowych. Oficjalnie zachęca się nas do
                    nauki ale w podręcznikach kobiety występują w fartuszkach, a panowie z
                    garniturach. Otwiera nam się drzwi, zapraszając na wyższe uczelnie, ale gdzieś w
                    tle pobrzmiewa stara śpiewka, coś jakby Zapolska nuciła przyszłym lekarkom:
                    stój, kochanie, bez przesady z tą ambicją, z naturą nie wygrasz, a poza tym
                    przecież nie chcesz tam być. Twoje miejsce, kochaneńka, to świat uczuć i
                    wzruszeń, a nie kasa, władza i seks, prawda? I tak same wycofujemy się z tej
                    'niekobiecej' przestrzeni - z rywalizacji, samodyscypliny, pieniędzy i sukcesu.

                    Kobiety serio traktujące karierę to rzadkość w polskich serialach. Jeśli już się
                    taka trafi, to albo jest samotna i nieszczęśliwa, albo w porę rezygnuje z
                    kariery, by się oddać życiu rodzinnemu. Wybitne kobiety często - choć trzeba
                    przyznać, że coraz rzadziej - twierdzą, że karierę zrobiły przypadkiem i że to
                    nic w porównaniu z tym, jak potrafią lepić pierogi, sprzątać i bawić się z
                    dziećmi. Media zdają się też robić wszystko, by zapobiec powstawaniu kobiecej
                    solidarności: aktywistki, które walczą o równość płci, wyszydzają feminizm,
                    wyznaczając na największego wroga zwykłej kobiety. Ciekawe, że wykluczenie nas
                    ze świata sukcesu zawodowego odbywa się zwykle pod pozorem troski o nasze dobro,
                    dobro naszych rodzin, dzieci, partnerów życiowych. Pod warstewką życzliwej rady
                    kryje się zawoalowana groźba: nie wychylaj się, nie wyskakuj przed szereg.
                    Osiągając więcej niż mężczyzna, skazujesz go na upokorzenie, a samą siebie - na
                    katastrofę życiową. Czy nie lepiej od razu zrezygnować?

                    CDN...
                    • diabollo Re: Wolę myć wannę, czyli pani Graff 22.03.09, 09:56
                      Komplementy i drukarki

                      Mam wrażenie, że Polki coraz częściej zdają sobie sprawę, co tu jest grane -
                      szarmanckie gesty, życzliwa opieka oraz zachwyty nad 'urokiem naszych pań' to
                      elegancki sposób na sprowadzenie nas, kobiet, do parteru. W liście do 'Wysokich
                      Obcasów', który parę lat temu skrupulatnie wycięłam sobie na pamiątkę, niejaka
                      Paulina, rocznik 1978, opisuje to tak:

                      Pracuję w firmie, w której co rano kobiety całuje się w rękę i zawsze
                      przepuszcza w drzwiach. Niezależnie od wieku i talii prawi nam się komplementy
                      co do wyglądu. Ze zrozumieniem przyjmuje się to, że kobiety muszą przebywać na
                      urlopach macierzyńskich i wychowawczych. I że miewają gorsze dni. Albo po prostu
                      humory. A w każdą Wigilię i Wielki Piątek zwalnia się je o godz. 12 do domu,
                      'muszą wszak przygotować święta'. Nie może być lepiej? Bynajmniej. Schody
                      zaczynają się, gdy kobieta nie chce lepić uszek i domaga się, by była traktowana
                      nie jak kobieta, ale jak człowiek, czytaj: mężczyzna. () Kiedy zostaję po
                      godzinach, 'niepotrzebnie się poświęcam' i 'stwarzam problemy', bo trzeba mi
                      załatwić transport (kobieta nie może sama chodzić po zmroku). List kończy się
                      trzeźwą konstatacją: Zamiast całowania mojej dłoni przez szefa wolałabym sprawną
                      drukarkę, jaką ma kolega z pokoju obok. Jak się wyrwać z pułapki
                      pseudoprzywilejów, a w istocie - niskich wymagań? Przede wszystkim nie da się
                      tego zrobić w pojedynkę. Żyją wśród nas pojedyncze "kobiety sukcesu" - czasem
                      nawet spektakularnego sukcesu w dziedzinach związanych z władzą i pieniędzmi -
                      jak Henryka Bochniarz czy Alicja Kornasiewicz. Nie chodzi jednak o to, by wciąż
                      te nazwiska z podziwem wymieniać jako rzekome dowody na brak dyskryminacji, lecz
                      o to, by kobiecy sukces przestał być wyjątkiem potwierdzającym męską regułę. By
                      Anna - w biznesie, banku, szpitalu czy na uczelni - miała takie same szanse jak
                      Jan. By nie musiała być od niego lepsza i bardziej zdeterminowana, aby osiągnąć
                      to samo.

                      Błędne koło równości

                      Na szczęście nie tylko negatywne stereotypy budują pewną rzeczywistość na
                      zasadzie błędnego koła. Podobnie działa pewność siebie, siła wewnętrzna,
                      poczucie, że nierówność to nie żadna natura, tylko zwykła niesprawiedliwość i
                      granda. Przekonanie, że świat stoi przed nami otworem, a wysiłek i talent
                      zostaną nagrodzone - to też są samospełniające się przepowiednie. Tym też można
                      się zarazić. W domu, na uczelni. A najlepiej - w równościowym przedszkolu, gdzie
                      zabaw i zabawek nie dzieli się na te dla dziewczynek i te dla chłopców. Podobno
                      w Toruniu takie przedszkole już jest i świetnie się sprawdza. Chłopcy okazują
                      się bardziej niż zwykle empatyczni, opiekuńczy, dziewczynki wykazują zaskakujący
                      talent do myślenia ścisłego, są odważne i przedsiębiorcze. Równość płci może być
                      oczywistością, tak jak przez wieki była nią nierówność; w krajach takich jak
                      Szwecja czy Francja w dużej mierze już się tak stało. Potrzeba tylko jednego:
                      wspólnot ludzkich, w których może dojść do zarażenia równością. Błędne koło? No
                      właśnie - ale chodzi o to, by je uruchomić.

                      Tymczasem w dziedzinie budowania kobiecej solidarności mamy już pewne
                      osiągnięcia: rewelacyjnie wychodzi nam krok pierwszy, czyli narzekanie na brak
                      kobiecej solidarności. Nieźle nam też idzie przekonywanie samych siebie, że
                      kobieca solidarność to głupota, bo z kobietami zadawać się nie warto. Ot, choćby
                      w 'WO' czytałam list pewnej dojrzałej kobiety, która po latach obserwacji i
                      przemyśleń doszła do wniosku, że kobiety z natury są nudne. Ze swadą dowodziła,
                      że należy nam się wycisk: słusznie, że nie ma nas w polityce, bośmy, mówiąc
                      oględnie, głupie krowy. Rozumiem, że dotyczy to tych innych kobiet, bo sama
                      autorka regule płci nie podlega.

                      A może jednak warto próbować? Zacznijmy od tego, by bezmyślnie nie powtarzać
                      stereotypów. Krok następny: konsekwentnie obśmiewać teorie głoszące, że
                      tradycyjne role płci to wina matki natury, bo już jaskiniowcy w jaskiniach Otóż
                      nie żyjemy w jaskiniach i parę rzeczy się od tamtych czasów zmieniło. Nie żyjemy
                      też w czasach Zapolskiej, gdy powszechnie wierzono, że edukacja może kobiecie
                      zaszkodzić, czyniąc ją niezdolną do miłości i macierzyństwa. To nie natura nas
                      osłabia, ale nasze o naturze wyobrażenia.

                      Pamiętacie eksperyment ze Stanfordu? Skoro wierzymy, że kobiety nie mają głowy
                      do liczb, to na wszelki wypadek - nieświadomie - gorzej wypadamy na testach.
                      Wychodzi na to, że kobiece środowisko głęboko przekonane o tym, że kobiety mają
                      głowę do liczb, spowoduje, że zaczną ją mieć. Albo pokaże, że zawsze ją miały.
                      Nieprawdaż? A tak w ogóle to ja ten tekst napisałam przypadkiem, wolę myć wannę
                      niż pisać teksty. Dziękuję za uwagę i przepraszam, że zajęłam Wasz cenny czas.

                      Agnieszka Graff

                      wyborcza.pl/1,81388,6343317,Wole_myc_wanne.html
        • maria421 Re: Panie i samochody czyli trochę seksizmu na we 22.03.09, 14:01
          Gumplu,w Niemczech tez sa miejsca parkingowe "Für Frauen" i znajduja sie one
          zawsze w poblizu wyjscia lub w poblizu straznika.
          To nie jest kwestia feminizmu, tylko bezpieczenstwa.
          Niestety, kobiety na parkingach byly napadane, okradane, gwalcone.
          • diabollo Re: Panie i samochody czyli trochę seksizmu na we 22.03.09, 16:10
            maria421 napisała:

            > Gumplu,w Niemczech tez sa miejsca parkingowe "Für Frauen" i znajduja sie one
            > zawsze w poblizu wyjscia lub w poblizu straznika.
            > To nie jest kwestia feminizmu, tylko bezpieczenstwa.
            > Niestety, kobiety na parkingach byly napadane, okradane, gwalcone.

            Tak. W "parkhausach" z reguły pierwszy poziom jest właśnie dla pań. I nie ma tam
            jakiś dyskryminacyjnych zakazów tylko napis w stylu "szarmanccy panowie
            pozostawiają te miejsca paniom". Za parkawanie na tym miejscu pewnie
            nieszarmanckiemu Gumpelowi nikt krzywdy by nie zrobił.

            Kłaniam się nisko.

            • gumpel Re: Panie i samochody czyli trochę seksizmu na we 23.03.09, 00:31
              Woow, cóż za czuły punkt musiałem dotknąć, że mój żartobliwy wątek potraktowałeś
              tak poważnie i takie retoryczne armaty wytoczyłeś ;-) Proste pytanie O
              Czcigodny: dlaczego te miejsca parkingowe są ... szersze ?

              :-)
              G.
              • diabollo Re: Panie i samochody czyli trochę seksizmu na we 23.03.09, 08:06
                gumpel napisał:

                > Woow, cóż za czuły punkt musiałem dotknąć, że mój żartobliwy wątek potraktowałe
                > ś
                > tak poważnie i takie retoryczne armaty wytoczyłeś ;-) Proste pytanie O
                > Czcigodny: dlaczego te miejsca parkingowe są ... szersze ?
                >
                > :-)
                > G.

                Bo nie są szersze.

                Na parkingach przed dużymi marketami są szersze miejsca dla niepełnosprawnych i
                kierowców z dziećmi. Jak jest wolne to korzystam. Chodzi o to, żeby nie trzepnąć
                dzwiami sąsiedniego auta, kiedy wyciąga się dziecko z fotelika, albo do niego
                wkłada, przypina pasami.

                Kłaniam się nisko.
              • maria421 Re: Panie i samochody czyli trochę seksizmu na we 23.03.09, 09:05
                Potwierdzam za Diabollo- miejsca parkingowe dla kobiet nie sa szersze, miejsca
                dla inwalidow tak.
                • gumpel Re: Panie i samochody czyli trochę seksizmu na we 23.03.09, 12:22
                  No co ja mogę napisać ? Widziałem większe. Szerszy pierwszy rząd podzielony
                  między kobiety i niepełnosprawnych, a następnie już "normalne" pozostałe rzędy.


                  G.
                  • mamalgosia Re: Panie i samochody czyli trochę seksizmu na we 25.03.09, 15:19
                    Patrz, co ideologia robi ze wzrokiem...;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka