Dodaj do ulubionych

Bardzo poproszę o argumenty za demokracją...

06.07.09, 12:42
Ostatnio dużo się nad tym zastanawiałem i, niestety, dochodzę do wniosku, że
powoli przestaję wierzyć w demokrację.

Mam wrażenie, że - wbrew założeniom demokracji - jako zwykły obywatel nie mam
prawie żadnego wpływu na to, co się dzieje. Mamy wybory na różne szczeble
władzy - i co z tego? Tak naprawdę nic z tego nie wynika.

Partie w parlamencie toczą między sobą ciągłą walkę i tak naprawdę dobro kraju
wydaje się mieć w tym wszystkim drugorzędne znaczenie. Przy wyborach tworzą
programy mające przyciągnąć wyborców - a po wyborach bez skrupułów od nich
odchodzą. A wszystko to w dodatku my, obywatele, możemy obserwować jedynie
poprzez media - które są też nieobiektywne i mają swoje polityczne ambicje.

Z innymi szczeblami władzy jest jeszcze gorzej. W samorządzie w większości
głosuje się na kompletnie nieznane osoby - a potem nie ma się praktycznie
możliwości obserwowania, co te osoby robią... O farsie, jaką są wybory do
Europarlamentu, w ogóle nie wspomnę.

Ogólnie mówiąc, mam wrażenie, że w całym tym systemie, pomimo szczytnych
założeń, nie mam prawie żadnego wpływu na nic. Moja rola jako obywatela polega
na tym, że raz na jakiś czas oddaję głos - i potem mogę mówić o szczęściu,
jeśli opcja, którą poparłem, wygra i cokolwiek sensownego zrobi.

W takiej sytuacji zastanawiam się, jaki to wszystko ma w ogóle sens..?

Bardzo poproszę o przekonanie mnie, że jest inaczej!!!
Obserwuj wątek
    • lynx.rufus Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 06.07.09, 13:19
      Trochę zależy od tego, jaką "narrację" przyjmiesz. Wtedy możesz kłaść nacisk na
      różne aspekty. Moja propozycja jest niżej. I nie jest taka wyłącznie dlatego, że
      bierzemy udział w dyskusjach na takim a nie innym forum. Na marginesie - parę
      lat temu we Frondzie podano listę "offowych" inicjatyw społecznych, takich
      trochę alternatyw dla dominującego u nas poglądu o "końcu historii". Bardzo to
      było ciekawe, gdyż pokazywało, jak ludzie starają się ten wpływ, o utracie
      którego piszesz, odzyskać.

      No, a teraz pora na przekonywanie Cię do demokracji:

      W odniesieniu do dziedziny polityki należy podkreślić, że uczciwość w kontaktach
      między rządzącymi a rządzonymi, jawność w administracji publicznej, bezstronność
      w rozstrzyganiu spraw publicznych, poszanowanie praw przeciwników politycznych,
      ochrona praw ludzi oskarżonych w procesach i sądach doraźnych, sprawiedliwe i
      uczciwe wykorzystanie pieniędzy publicznych, odrzucenie niegodziwych metod
      zdobywania, utrzymywania i poszerzania władzy za wszelką cenę — to zasady, które
      znajdują swe najgłębsze źródło, a jednocześnie uzasadnienie wartości osoby, w
      transcendentnej wartości osoby i w obiektywnych nakazach moralnych, dotyczących
      funkcjonowania państw160. Gdy zasady te nie są przestrzegane, zanika sam
      fundament politycznego współistnienia, a całe życie społeczne wystawiane jest
      stopniowo na ryzyko, zagrożenie i rozkład (por. Ps 14 [13], 3-4; Ap 18, 2-3.
      9-24). Po upadku w wielu krajach ideologii, które wiązały politykę z totalitarną
      wizją świata — przede wszystkim marksizmu — pojawia się dzisiaj nie mniej
      poważna groźba zanegowania podstawowych praw osoby ludzkiej i ponownego
      wchłonięcia przez politykę nawet potrzeb religijnych, zakorzenionych w sercu
      każdej ludzkiej istoty: jest to groźba sprzymierzenia się demokracji z
      relatywizmem etycznym, który pozbawia życie społeczności cywilnej trwałego
      moralnego punktu odniesienia, odbierając mu, w sposób radykalny, zdolność
      rozpoznawania prawdy. Jeśli bowiem „nie istnieje żadna ostateczna prawda, będąca
      przewodnikiem dla działalności politycznej i nadająca jej kierunek, łatwo o
      instrumentalizację idei i przekonań dla celów, jakie stawia sobie władza.
      Historia uczy, że demokracja bez wartości łatwo się przemienia w jawny lub
      zakamuflowany totalitaryzm”161.

      Tak więc w każdej dziedzinie życia osobistego, rodzinnego, społecznego i
      politycznego moralność — oparta na prawdzie i w niej otwierająca się na
      autentyczną wolność — odgrywa niepowtarzalną, niezastąpioną i niezwykle doniosłą
      rolę, służąc nie tylko pojedynczej osobie i jej wzrastaniu ku dobru, ale także
      społeczeństwu i jego prawdziwemu rozwojowi.

      Całość tu:

      www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/jan_pawel_ii/encykliki/veritatis_1.html

      Tu też ciekawe:

      ekai.pl/europa/x3730/przemowienie-w-sejmie-rp/

      gente Ruthenus natione Polonus Lynx Rufus
      • stephen_s Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 06.07.09, 13:31
        Hm. Ciekawe, ale jak dla mnie to nie są argumenty za demokracją, tylko za
        moralnością...
        • lynx.rufus Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 06.07.09, 13:57
          stephen_s napisał:

          > Hm. Ciekawe, ale jak dla mnie to nie są argumenty za demokracją, tylko za
          > moralnością...

          Bo dokładnie takie miały być! Demokracja na jednym poziomie to zwykłe narzędzie.
          Na innym, głębszym poziomie, to zbiór pewnych idei (równość obywateli,
          służebność władzy, suwerenność ludu, prawa człowieka itd.itp.). To ideologia. A
          każda ideologia wymaga umocowania w wartościach, bez nich staje się otwarta na
          dowolną treść, którą co sprytniejsi manipulanci pod nią podstawią i do niej lud
          przekonają (że demokracja jako narzędzie jest jeszcze bardziej na to podatna,
          nie ulega chyba wątpliwości?).

          Znany bon mot że demokracja jest zła, ale wszystko inne jest gorsze oddaje więc
          tylko część prawdy. Oświecona monarchia jaką była Francja Ludwika XVI była
          przecież o niebo lepsza od demokratycznego terroru, który ją zastąpił. Moralna
          monarchia jest lepsza od niemoralnej, tak samo jak moralna demokracja jest
          lepsza od niemoralnej. Można więc spytać: co jest lepsze - moralna demokracja
          czy moralna monarchia, oraz co jest gorsze - niemoralna demokracja czy
          niemoralna monarchia? Pytanie moim zdaniem jest błędne, gdyż na demokrację
          jesteśmy raczej skazani (czy to dobrze czy źle to inna sprawa). I dlatego
          pytanie nie brzmi moim zdaniem: skoro jest źle, to czy trwać przy demokracji?,
          ale dlaczego jest źle? I moim zdaniem - z powodu kryzysu moralnego.

          To pierwsza odpowiedź. Ale jest i druga, którą sugerowałem wcześniej: szukać
          alternatywy, ale nie dla państwa, a dla siebie. (Współ)uczestniczyć w tworzeniu
          innych wspólnot, takich, w których można się realizować.

          I ostatnia uwaga na koniec: nie łudźmy się, że kiedyś będzie idealnie.

          gente Ruthenus natione Polonus Lynx Rufus
          • stephen_s Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 06.07.09, 14:31
            Hm. Kryzys moralny to nieco odrębne zjawisko... A mnie interesują argumenty
            właśnie za tym, czemu mielibyśmy trwać przy demokracji jako systemie
            politycznym? Skoro ona i tak obecnie coraz bardziej staje się iluzją?
            • lynx.rufus Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 06.07.09, 14:38
              stephen_s napisał:

              > Hm. Kryzys moralny to nieco odrębne zjawisko... A mnie interesują argumenty
              > właśnie za tym, czemu mielibyśmy trwać przy demokracji jako systemie
              > politycznym? Skoro ona i tak obecnie coraz bardziej staje się iluzją?

              Ale dlaczego staje się iluzją? Moim zdaniem właśnie z tego, o którym pisałem.
              Choć pewnie nie tylko, ale tu trudno coś powiedzieć, gdyż jednak główną
              przyczyną jest powszechna degrengolada. Teraz, u nas, to pewnie i dyktatura by
              się nie udała...

              gente Ruthenus natione Polonus Lynx Rufus
              • stephen_s Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 06.07.09, 14:43
                No OK, to załóżmy, że jednym z czynników jest degrengolada. Ale czy w demokracji
                samej w sobie nie ma nic, co by było szkodliwe? Ja np. odnoszę coraz większe
                wrażenie, że istnienie partii politycznych w ostatecznym rozrachunku jest
                szkodliwe - bo MUSI prowadzić do partyjniactwa, działań pod publiczkę itd.

                Odejdźmy więc na moment od kwestii kryzysu moralnego i skupmy się na demokracji
                jako na formie ustrojowej. Co czyni ją lepszą od innych koncepcji?
                • lynx.rufus Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 06.07.09, 15:16
                  Przede wszystkim - nie ma systemów stabilnych. Każdy jakoś tam ewoluuje, w miarę
                  upływu czasu jedne czynniki nabierają większego znaczenia, inne - znaczenie to
                  tracą.

                  Demokracja - zawsze miała służyć jako zabezpieczenie przed tyranią. Czy to w
                  Ameryce (no taxation without representation, ochrona praw mniejszości przed
                  większością - patrz Madison), czy w Anglii bądź Polsce, bądź w Grecji. Gdy czyta
                  się polemiki polityczne to obywatele demokracji zawsze podkreślają, że żyją w
                  wolności (poddani monarchii - że w porządku, lub że po bożemu). I to jest
                  właśnie zaleta demokracji - gdy działa chroni przed tyranią ograniczającą
                  wolność obywateli.

                  Ale nie ma tak, że uda się stworzyć system bez wad. Demokracja skazała na śmierć
                  Sokratesa, demokracja podbijała Burów, demokracja upadła przez liberum veto,
                  demokracja obmyślała jak najbardziej humanistyczne metody szybkiego pozbawiania
                  życia wrogów demokracji, demokracja wyniosła Hitlera do władzy.

                  Więc w skrócie: zaletą demokracji jest ochrona wolności obywateli kosztem
                  państwa. Jednocześnie stwarza to pole dla nadużyć, gdyż wolność tę można źle
                  wykorzystać. Konkretne rozwiązania są przedmiotem debat konstytucjonalistów na
                  całym świecie (co nie znaczy, że każdy argument ma wszędzie i zawsze tę samą
                  wagę). Czy partie są złe? Kiedyś się sprawdzały, jeśli teraz nie - to znowu,
                  przyczyna nie musi leżeć w nich. Może w degrengoladzie, ale może też np. w
                  rozwoju mediów (czyli po prostu w rozwoju techniki) czy "zbytnim" dobrobycie.


                  Jeszcze tak sobie pomyślałem, jak bym pokazał "spór", jaki tu toczyliśmy.
                  Twierdzę, że demokracja to wspólnota polityczna. Ty koncentrujesz się na
                  aspekcie politycznym, ja - wspólnotowym.

                  gente Ruthenus natione Polonus Lynx Rufus
                • lynx.rufus Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 06.07.09, 15:34
                  Ale przyznać też muszę, się z Tobą zgadzam. Demokracja przeżywa pewien kryzys,
                  który wiąże się _także_ z pewnym wyczerpaniem się dotychczasowych mechanizmów.
                  Świat idzie bardzo szybko do przodu już od jakiegoś czasu, a wydaje mi się, że
                  za mało myślimy jak to wpływa na demokrację. I na wszystko inne. Coraz większa
                  możliwość totalnej kontroli obywateli przez państwo, krążące po świecie biliony
                  dolarów, "skurczenie" się świata, nowe bronie itd.itp.

                  Na to wszystko trzeba znaleźć jakieś odpowiedzi. Moim zdaniem powinny iść one w
                  kierunku zwiększania wolności człowieka, gdyż coraz bardziej jest ona
                  ograniczana. I dlatego uważam, że z tego powodu demokracja jest ciągle nie do
                  zastąpienia. Ale tylko pod warunkiem, że będzie zwiększała wolność, zamiast ją
                  ograniczać. A tu już dochodzimy do kwestii wartości. O.

                  gente Ruthenus natione Polonus Lynx Rufus
                  • stephen_s Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 08.07.09, 11:20
                    > Na to wszystko trzeba znaleźć jakieś odpowiedzi. Moim zdaniem powinny iść one w
                    > kierunku zwiększania wolności człowieka, gdyż coraz bardziej jest ona
                    > ograniczana.

                    Co rozumiesz konkretnie przez zwiększanie wolności człowieka?
                    • lynx.rufus Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 08.07.09, 13:16
                      stephen_s napisał:

                      > Co rozumiesz konkretnie przez zwiększanie wolności człowieka?

                      Och, gdybym to wiedział, to zamiast pisać tu, wykładałbym w
                      Cambridge.

                      Do problemu można podejść z dwóch stron: wymyśleć coś doskonałego i
                      od początku, albo poprawiać co się da. Pierwsza metoda jest dla
                      wielu bardziej atrakcyjna, ale - co historia udowodniła - do kitu.
                      Druga natomiast wymaga naprawdę wielkiego przemyślenia praktycznie
                      wszystkiego (i dlatego jest ta droga od pierwszej aż tak bardzo
                      mniej popularna).

                      Myślę, że dobrym sposobem pomiaru inwazyjności państwa jest proste
                      wyliczenie udziału budżetu państwa w PKB, czyli fiskalizm. - to
                      chyba najbardziej konkretna odpowiedź, jaką ode mnie teraz
                      dostaniesz: ograniczać wpływy i wydatki budżetu, a państwo samo odda
                      ludziom wolność (urzędnicy mają to do siebie że za darmo nie
                      pracują).

                      Ale muszę zrobić dwa zastrzeżenia:

                      1. jak widzisz, grzespelc podobnie do mnie pisze "wolność!", a w
                      sumie ja się z nim nigdy i w niczym nie zgadzam, więc coś tu nie
                      gra. I rzeczywiście. W mojej ocenie jego wolność polega na przyjęciu
                      przez państwo przepisu, który mi tę wolność będzie gwarantował, a ja
                      wolę, by państwo po prostu się wycofało z danej sfery życia. Dla
                      przykładu: grzespelc jest zwolennikiem (chyba?)
                      likwidacji "dyskryminacji" homoseksualistów poprzez wprowadzenie do
                      prawa instytucji małżeństw homoseksualnych. Ja zaś uważam, że należy
                      po prostu zlikwidować instytucję małżeństwa. I wtedy niech sobie
                      sodomici biorą ślub według własnego obrządku z kim chcą - nie mój
                      cyrk, nie moje kozy (tak jak i teraz). I podobnie da się rozwiązać
                      większość problemów, z którymi dzielnie zmaga się nasza klasa
                      polityczna (za nasze ciężko zarobione pieniądze).

                      2. Piszesz, że zajęcie się własnym otoczeniem to pesymizm, bo chcesz
                      zmieniać świat. Jest dokładnie odwrotnie, a świat cierpi raczej na
                      nadmiar reformatorów. Chcesz pomagać innym? Ależ zapewniam Cię, że w
                      promieniu stu metrów znajdziesz co najmniej kilkunastu
                      potrzebujących. Że chciałbyś pomóc nie tylko im, ale też tym
                      kilometr dalej? Zaręczam Ci, że tam też znajdzie się ktoś, kto może
                      im pomóc. Wystarczy by mu nie przeszkadzać.


                      gente Ruthenus natione Polonus Lynx Rufus
                      • kohei Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 08.07.09, 14:50
                        lynx.rufus napisał:

                        > a ja wolę, by państwo po prostu się wycofało z danej sfery życia.
                        Słuszność tego podejścia potwierdzają takie libertariańskie raje,
                        jak np. Somalia. Tam rzeczywiście państwo wycofało się z większości
                        sfer życia, a obywatele cieszą się prawdziwą wolnością.
                        • lynx.rufus Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 08.07.09, 15:10
                          kohei napisał:

                          > lynx.rufus napisał:
                          >
                          > > a ja wolę, by państwo po prostu się wycofało z danej sfery życia.
                          > Słuszność tego podejścia potwierdzają takie libertariańskie raje,
                          > jak np. Somalia. Tam rzeczywiście państwo wycofało się z
                          większości
                          > sfer życia, a obywatele cieszą się prawdziwą wolnością.

                          A uważasz, że państwo powinno np. dbać o poziom debaty na prywatnym
                          forum i usuwać takich trolli jak Ty?

                          gente Ruthenus natione Polonus Lynx Rufus
                          • stephen_s Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 08.07.09, 15:15
                            Kohei nie jest trollem.

                            BTW. Ciekaw jestem, jak godzisz swoje libertariańskie poglądy z nową encykliką
                            papieża, która postuluje zwiększenie kontroli władzy nad gospodarką... ;)
                            • lynx.rufus Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 08.07.09, 15:32
                              stephen_s napisał:

                              > Kohei nie jest trollem.
                              >
                              > BTW. Ciekaw jestem, jak godzisz swoje libertariańskie poglądy z
                              nową encykliką
                              > papieża, która postuluje zwiększenie kontroli władzy nad
                              gospodarką... ;)

                              Jeszcze nie czytałem. Ale też nie daj się nabrać na demagogię Kohei:
                              nie twierdzę, że należy likwidować wszelką władzę. Ale nasz problem -
                              a przecież dlatego tu piszemy, bo się zgadzamy, że z demokracją
                              jest jakiś problem - polega na zbyt wielkiej władzy państwa, a nie
                              zbyt małej. Przykład z małżeństwami jest dość skrajny, ale dobrze
                              ujmuje to, co chcę pokazać. Inaczej ujął to Kisiel: socjalizm
                              bohatersko rozwiązuje problemy, które sam stworzył.

                              Jak pisałem, to nie jest prosta sprawa i dlatego nie śpieszę tu z
                              gotowymi rozwiązaniami. Bo bywa różnie. W takiej np. Danii państwo
                              oddało część kontroli nad rynkiem pracy związkom zawodowym. Czyli
                              niby jest tak, jakbym sobie tego życzył. A ewidentnie nie jest, o
                              czym choćby przekonywali się imigranci z Polski, których związki
                              prześladowały niegorzej niż aparat państwowy.

                              Tak, wiem Kohei nie jest trollem. On tylko czasami trolluje. Bo jak
                              inaczej wytłumaczyć fakt, że uprzejmie raczył zignorować moje
                              wcześniejsze wpisy, w których podkreślam, że ważniejsza od reform
                              ustrojowych jest zmiana mentalności, wyjście z degrengolady?

                              gente Ruthenus natione Polonus Lynx Rufus
                              • kohei Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 08.07.09, 15:36
                                > Bo jak
                                > inaczej wytłumaczyć fakt, że uprzejmie raczył zignorować moje
                                > wcześniejsze wpisy, w których podkreślam, że ważniejsza od reform
                                > ustrojowych jest zmiana mentalności, wyjście z degrengolady?

                                Bo to zagadnienie ortogonalne do "ilości państwa w państwie"! Ale
                                też się ustosunkuję:)
                                • lynx.rufus Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 08.07.09, 15:37
                                  kohei napisał:

                                  > > Bo jak
                                  > > inaczej wytłumaczyć fakt, że uprzejmie raczył zignorować moje
                                  > > wcześniejsze wpisy, w których podkreślam, że ważniejsza od
                                  reform
                                  > > ustrojowych jest zmiana mentalności, wyjście z degrengolady?
                                  >
                                  > Bo to zagadnienie ortogonalne do "ilości państwa w państwie"! Ale
                                  > też się ustosunkuję:)

                                  Wcale nie.

                                  gente Ruthenus natione Polonus Lynx Rufus
                                  • kohei Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 08.07.09, 16:07
                                    lynx.rufus napisał:
                                    > Wcale nie.
                                    No dobrze, nie jest. W sytuacji idealnej nie-degrengolady, czyli gdy
                                    wszyscy podzielają Twoje przekonania i wartości, właściwie nie
                                    potrzebujemy państwa (do wewnątrz).

                                    Natomiast rzeczywistość jest po prostu bardziej złożona. To, co
                                    nazywasz degrengoladą i upadkiem mentalności, jest po prostu
                                    pluralizmem wartości i poglądów. A w tej sytuacji ludzkość nie
                                    wymyśliła lepszego narzędzia do negocjacji wspólnych wartości, niż
                                    demokracja, ani niż państwo do ich strzeżenia.
                                    • stephen_s Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 08.07.09, 16:10
                                      > Natomiast rzeczywistość jest po prostu bardziej złożona. To, co
                                      > nazywasz degrengoladą i upadkiem mentalności, jest po prostu
                                      > pluralizmem wartości i poglądów. A w tej sytuacji ludzkość nie
                                      > wymyśliła lepszego narzędzia do negocjacji wspólnych wartości, niż
                                      > demokracja, ani niż państwo do ich strzeżenia.

                                      Powiem coś okropnego: zaczynam mieć dość pluralizmu. Pluralizm to mamy teraz w
                                      Polsce na potęgę i co? Wyć się już się chce od niego, bo nic, tylko wszyscy się
                                      kłócą...
                                      • lynx.rufus Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 10.07.09, 11:55
                                        stephen_s napisał:

                                        > Powiem coś okropnego: zaczynam mieć dość pluralizmu. Pluralizm to
                                        mamy teraz w
                                        > Polsce na potęgę i co? Wyć się już się chce od niego, bo nic,
                                        tylko wszyscy się
                                        > kłócą...

                                        I dobrze że się kłócą. Problem polega raczej na temacie tych kłótni.
                                        One normalnie nie mają sensu.

                                        gente Ruthenus natione Polonus Lynx Rufus
                            • kohei Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 08.07.09, 15:33
                              E tam, trochę potrollować nie zawadzi, a poza tym bardzo lubię
                              Norwegię.

                              > BTW. Ciekaw jestem, jak godzisz swoje libertariańskie poglądy z
                              nową encykliką
                              > papieża, która postuluje zwiększenie kontroli władzy nad
                              gospodarką... ;)
                              Libertarianie zatrzymali się w czasach Marksa, kiedy to rzeczywiście
                              istniał gruby kapitalista w cylindrze, doglądał swojej fabryki i
                              zarządzał nią w swoim interesie. Ale to było dawno. Obecnie lwia
                              część światowego kapitału jest rozproszona po funduszach, bankach
                              inwestycyjnych, wszystko jest właścicielem wszystkiego. I kapitałem
                              tym zarządzają korporacyjni urzędnicy, kasujący więcej niż
                              państwowi, ale koniec końców jak i oni mający powierzony im majątek
                              w dupie.
                              I o ile pewnie się z Lynksem zgodzimy, że prywatny warzywniak jest
                              lepszy od państwowego, to w przypadku np. koncernu motoryzacyjnego
                              sprawa nie jest dla mnie jasna.
                          • kohei Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 08.07.09, 15:25
                            lynx.rufus napisał:

                            > A uważasz, że państwo powinno np. dbać o poziom debaty na
                            > prywatnym forum i usuwać takich trolli jak Ty?
                            Pewnie, że tak! Jeśli wykażesz, jakie chronione prawem dobra
                            naruszyłem, możesz mnie pozwać przed (państwowym) sądem cywilnym. A
                            jak przegnę bardziej, będzie mnie ścigał (państwowy) prokurator,
                            czyż nie?

                            A mój sarkazm był tylko połowiczny. Rzeczywiście w Somalii są ludzie
                            cieszący się znacznie większą wolnością niż Ty, ja czy nawet dr
                            Kulczyk. Ci, którzy mają większego kałacha i większe jaja.
                            • lynx.rufus Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 08.07.09, 15:36
                              kohei napisał:

                              > lynx.rufus napisał:
                              >
                              > > A uważasz, że państwo powinno np. dbać o poziom debaty na
                              > > prywatnym forum i usuwać takich trolli jak Ty?
                              > Pewnie, że tak! Jeśli wykażesz, jakie chronione prawem dobra
                              > naruszyłem, możesz mnie pozwać przed (państwowym) sądem cywilnym.
                              A
                              > jak przegnę bardziej, będzie mnie ścigał (państwowy) prokurator,
                              > czyż nie?
                              >
                              > A mój sarkazm był tylko połowiczny. Rzeczywiście w Somalii są
                              ludzie
                              > cieszący się znacznie większą wolnością niż Ty, ja czy nawet dr
                              > Kulczyk. Ci, którzy mają większego kałacha i większe jaja.

                              Wszystko pięknie, ale nie na temat. Bo jak Ty we mnie Somalią, to ja
                              w Ciebie więzieniem (bądź nawet cmentarzem). Tam dopiero jest
                              porządek. Więc rozumiem, że postulujesz zamianę Polski w więzienie,
                              by uniknąć losu Somalii?

                              gente Ruthenus natione Polonus Lynx Rufus
                              • kohei Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 08.07.09, 15:56
                                lynx.rufus napisał:
                                > Wszystko pięknie, ale nie na temat. Bo jak Ty we mnie Somalią, to
                                > ja w Ciebie więzieniem (bądź nawet cmentarzem). Tam dopiero jest
                                > porządek. Więc rozumiem, że postulujesz zamianę Polski w
                                > więzienie, by uniknąć losu Somalii?

                                Na razie wyłączmy ironię, bo się pogubimy.
                                Wróćmy do "by państwo po prostu się wycofało z danej sfery życia".
                                Rozumiem, że zakładasz, że wtedy dana sfera życia wyreguluje się
                                sama, lub że nie wymaga regulacji wcale. Ja zaś uważam, że każda
                                dziedzina ludzkiego życia regulacji wymaga (w sensie, że jej
                                potrzebuje) - czasem wystarczy obyczaj, czasem potrzeba prawa. A do
                                wymuszenia przestrzegania i obyczaju, i prawa, potrzeba siły. W
                                przypadku pierwszym, jest to siła "soft": presja społeczna itd. W
                                drugim - "hard", czyli pała policjanta albo tomigan mafioza. No i ja
                                wolę oddać swoje prawa w ręce policjanta, na którego w d.p.p. mam
                                jakiś-tam wpływ, niż w ręce lokalnego ojca chrzestnego.
                                Natomiast obyczaj jest w stanie regulować życie społeczne tylko w
                                jednorodnych społecznościach, o, takich Lipcach:) W większych, w
                                skali "narodu" pozostaje nam negocjowanie naszych wartości i dóbr
                                (Lipce byłyby dla nas za małe), a kompromis podnieść do rangi prawa.
                                I tę platformę negocjacji może zapewnić nam tylko państwo.
                                • lynx.rufus Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 08.07.09, 20:12
                                  No dobrze, cieszę się, że zostawiamy Somalię.

                                  W zasadzie zgadzam się z Twoją argumentacją, ale głównie dlatego, że wcale z
                                  niej nie wypływają Twoje wnioski. Oczywiste jest bowiem, że pewne sprawy
                                  najlepiej rozstrzygać na szczeblu krajowym, tu pełna zgoda. Pytanie - które to
                                  są sprawy. I o namyśle nad tym pisałem na początku tego wątku, więc tym bardziej
                                  proszę nie wmawiać mi, że chcę powrotu do hobbesowskiego stanu naturalnego.

                                  Mam za to olbrzymie problemy ze zdaniem, że "każda dziedzina ludzkiego życia
                                  regulacji wymaga" i to w takim sensie, że za regulacją tą ma stać siła. Widzę
                                  olbrzymią różnicę między presją społeczną a prawem państwowym (od dawna zresztą
                                  mówię, że problem współczesnego państwa polega m.in. właśnie na tym, że to co
                                  kiedyś załatwiała presja społeczna, ono chce wymusić kodeksem karnym) - jest to
                                  różnica jakościowa, a nie ilościowa. Norma zwyczajowa i norma prawna to dwie
                                  różne normy!

                                  Nie jestem też przekonany, że wszystko trzeba regulować w tym stopniu, w jakim
                                  się to obecnie reguluje. Weźmy na przykład dowody osobiste: czy są konieczne? W
                                  Anglii jakoś bez nich dają sobie radę. Więc się da.

                                  Na zdanie zaś, że tylko w jednorodnych społecznościach obyczaj jest w stanie
                                  regulować życie społeczne, odpowiem cytatem z króla Zygmunta Augusta: "Nie
                                  jestem królem waszych sumień".

                                  I na koniec jeszcze jeden cytat (z Franklina):

                                  Ludzie, którzy dla tymczasowego bezpieczeństwa rezygnują z podstawowej wolności,
                                  nie zasługują ani na bezpieczeństwo, ani na wolność.


                                  gente Ruthenus natione Polonus Lynx Rufus
                                  • gumpel Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 09.07.09, 13:22
                                    lynx.rufus napisał:
                                    > No dobrze, cieszę się, że zostawiamy Somalię.

                                    A ja żałuję, że zostawiacie Somalię :-) Bo to idealny przykład ilustrujący za co
                                    należy lubić (lub nie) państwo. Jeden z moich ukochanych myślicieli politycznych
                                    John Locke uznał, że ludzie stworzyli państwo, gdyż ono w większym stopniu
                                    gwarantuje im wolność niż jego brak. Nie ma zatem sprzeczności miedzy wolnością
                                    a państwem. Jednocześnie państwo stanowi największe zagrożenie dla wolności
                                    jednostki z wiadomych powodów (dysponuje środkami przymusu większymi niż
                                    pojedyncza banda bandziorów). Somalia jako obszar bez władzy (anarchia) jest
                                    zatem równie zgubna dla wolności jak państwo tyranizujące obywateli. To są dwie
                                    skrajności. Szkopuł w tym, że ewolucja dzisiejszych państw prowadzi drogą: od
                                    państwa minimum realizującego funkcję ochronną do państwa totalitarnego
                                    (realizującego zadekretowaną ideologicznie sprawiedliwość poprzez regulowanie
                                    wszelkich sfer życia jednostek). A to następuje rzecz jasna kosztem wolności
                                    indywidualnej. Pytanie: kiedy państwa przekroczą prób opresyjności, że staną się
                                    dla wolności bardziej niebezpieczne niż anarchia ? Patrząc z perspektywy
                                    przełomu lat 30. i 40. XX w. wydawało się to wcale bliskie (wolałbym żyć na
                                    somalijskiej pustyni niż w III Reichu, czy CCCP). Po wojnie ta perspektywa
                                    przegięcia się oddaliła, ale nie zniknęła. A to dlatego, że kierunek ewolucji
                                    się nie zmienił: realizacja sprawiedliwościowej ideologii obejmującej
                                    całokształt życia społecznego). Państwo jako takie (czytaj: każde) ma po prostu
                                    tendencję do regulowania i kontrolowania wszystkiego i jeśli nie ma barier w tym
                                    względzie to będzie szło tak daleko jak się da, czyli do totalitaryzmu. Za
                                    czasów Locke'a i z jego udziałem wymyślono mechanizm powstrzymujący tę tendencję
                                    - podział władz. Przez jakiś czas działało, ale teraz to już nie wystarcza.
                                    Pojawił się zatem nowy mechanizm - koncepcja prywatności jednostki. Czy on
                                    wystarczy ? Jestem w tym względzie pesymistom ... choć umiarkowanym :-)


                                    G.
                                    • lynx.rufus Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 09.07.09, 13:44
                                      Cieszę się, że zostawiamy Somalię, gdyż - choć anarchia staje mi się
                                      coraz bliższa i to z powodów, o których tu piszesz - nie postuluję
                                      żadnych radykalnych posunięć. Przywołanie jej w kontekście moich
                                      wypowiedzi odebrałem jako trollowanie.

                                      Gdyby więc ktoś nie tylko mnie pytał, co robić, ale też dał władzę,
                                      to raczej starałbym się zmieniać powoli w opisanym przeze mnie
                                      kierunku niż zlikwidował państwo (i w ten sposób doprowadził do
                                      stanu somalijskiego).

                                      gente Ruthenus natione Polonus Lynx Rufus
                                    • kohei Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 09.07.09, 13:52
                                      Włąśnie miałem pisać, że państwo jest jednocześnie najlepszym
                                      możliwym gwarantem wolności oraz największym tej wolności
                                      potencjalnym zagrożeniem, ale zajrzał mi przez ramię Captain Obvious
                                      i powiedział, że to jego kwestia:)
                                      Myślę, że tu się zgadzamy, a różni nas rozłożenie nacisków.

                                      Natomiast nie zgadzam się z tym:
                                      > skrajności. Szkopuł w tym, że ewolucja dzisiejszych państw
                                      prowadzi drogą: od
                                      > państwa minimum realizującego funkcję ochronną do państwa
                                      totalitarnego
                                      > (realizującego zadekretowaną ideologicznie sprawiedliwość poprzez
                                      regulowanie
                                      > wszelkich sfer życia jednostek).

                                      Kiedyż i gdzież było to mityczne "państwo minimum"? Byłyż takie
                                      Niemcy wilhelmińskie? Republika weimarska? Trzecia rzesza? A może
                                      chadecka bundesrepublika lat pięćdziesiątych?
                                      Tak samo trudno mi się zgodzić z tym, jakoby ewolucja państwa szła w
                                      orwellowskim kierunku. To fallacja równi pochyłej (dziś zabronili
                                      palić w pubach, jutro zdelegalizują tytoń, a pojutrze nakażą
                                      przejście na homoseksualizm).

                                      Pominąłeś również kolejny ważny bezpiecznik w drodze do
                                      totalitaryzmu, którym jest (tu wracamy do topiku) liberalna
                                      demokracja (która przecież nie sprowadza się do podziału władzy).
                                      Uważam, że dopóki działa, a na wyborach jest wybór, obronimy się:)
                                      • stephen_s Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 09.07.09, 18:17
                                        > Tak samo trudno mi się zgodzić z tym, jakoby ewolucja państwa szła w
                                        > orwellowskim kierunku. To fallacja równi pochyłej (dziś zabronili
                                        > palić w pubach, jutro zdelegalizują tytoń, a pojutrze nakażą
                                        > przejście na homoseksualizm).

                                        Ale przecież tak to wygląda. Pamiętaj, że już teraz zdarzają sie sytuacje typu:
                                        pozbawienie zwyciężczyni konkursu nagrody za to, że potem przyznała, że nie
                                        popiera małżeństw homoseksualnych...

                                        > Pominąłeś również kolejny ważny bezpiecznik w drodze do
                                        > totalitaryzmu, którym jest (tu wracamy do topiku) liberalna
                                        > demokracja (która przecież nie sprowadza się do podziału władzy).
                                        > Uważam, że dopóki działa, a na wyborach jest wybór, obronimy się:)

                                        Ale czy działa? Ja zaczynam podejrzewać, że liberalna demokracja to kompletnie
                                        utopijny pomysł...
                                        • a000000 Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 09.07.09, 19:56
                                          stephen_s napisał:

                                          > Ale czy działa? Ja zaczynam podejrzewać, że liberalna demokracja to kompletnie
                                          utopijny pomysł...


                                          i chyba masz rację......... zbytni liberalizm rozzuchwala, każdy zaczyna ciągnąc
                                          w swoją stronę, silniejszy wygrywa....i potem za poglądy idzie się do więzienia...

                                          wilki, aby się nie pożarły, muszą mieć bat nad głową. Niestety.

                                          moje argumenty za demokracją.... przynajmniej teoretycznie każdy ma takie same
                                          szanse i możliwości wobec prawa - a więc reguł gry.
                                          No i wbrew pozorom mamy wpływ na rządzących - tylko musimy się wokół tematu
                                          zjednoczyć... bo pojedynczych to nie widać i nie słychać...



                                      • gumpel Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 09.07.09, 23:15
                                        kohei napisał:
                                        > Kiedyż i gdzież było to mityczne "państwo minimum"? Byłyż takie
                                        > Niemcy wilhelmińskie? Republika weimarska? Trzecia rzesza? A może
                                        > chadecka bundesrepublika lat pięćdziesiątych?

                                        Istniało w postaci idei w pierwszych stuleciach liberalizmu (od Locke'a do J.S.
                                        Milla mniej więcej. Było to o tyle istotne, że samo istnienie takiego założenia
                                        powstrzymywało zapędy totalitarne (rozumiane jako uznanie, że państwo może
                                        regulować wszystkie dziedziny życia społecznego). Dzisiaj bardzo brak tego
                                        ideologicznego hamulca. I tu przejdę do dalszej cześci Twojej wypowiedzi. Piszesz:

                                        > Pominąłeś również kolejny ważny bezpiecznik w drodze do
                                        > totalitaryzmu, którym jest (tu wracamy do topiku) liberalna
                                        > demokracja (która przecież nie sprowadza się do podziału władzy).
                                        > Uważam, że dopóki działa, a na wyborach jest wybór, obronimy się:)

                                        Otóż, niestety nie koniecznie. Mechanizm demokratyczny jest co raz mniej
                                        liberalny (we właściwym tego ostatniego słowa znaczeniu), a co raz bardziej
                                        populistyczny. Zobacz jak działa on w braku idei państwa minimum: społeczeństwo
                                        stwierdza "mamy problem". Politycy odpowiadają "rozwiążemy go" (tu triumf
                                        demokracji). A następnie politycy ... uchwalają ustawę mającą na celu
                                        rozwiązanie problemu (bo muszą się wykazać przed wyborcami, że zajęli się
                                        problemem (tu demokracja zawodzi przynajmniej jako mechanizm chroniący wolność,
                                        gdyż produkuje się kolejne przepisy tworzące kolejne nakazy i zakazy w imię
                                        rozwiązania problemu). Tak powstaje mechanizm inflacji prawa, gdyż wady nowych
                                        przepisów poprawia się przez uchwalenie jeszcze nowszych. A to odbiera jednostce
                                        jedną z najważniejszych liberalnych wartości - poczucie działania w prawie. Dziś
                                        nie nie łamać prawa, to niewykonalne, gdyż niewykonalne jest poznanie wszystkich
                                        przepisów. Prosty przykład: wiedziałeś, że mieszkaniec domku jednorodzinnego ma
                                        obowiązek przeprowadzania raz na pięć lat przeglądu instalacji elektrycznej ? Ja
                                        dowiedziałem się od ubezpieczyciela w piśmie, w którym odmawiał mi wypłacenia
                                        odszkodowania ... Albo wiedziałeś, że przepisy określają co do milimetra
                                        dopuszczalną wielkość czerwonego światła za tylną szybą samochodu ? Kiedyś
                                        policjant sprawdzał mi to centymetrem :-) Niby to są bzdury, ale fakt, że każdy
                                        mieszkaniec kraju może być w dowolnym momencie pociągnięty do odpowiedzialności
                                        za naruszenie prawa - wystarczy tylko poszukać - brzmi nieciekawie, no nie ?

                                        Piszesz też:
                                        > Tak samo trudno mi się zgodzić z tym, jakoby ewolucja państwa szła
                                        > w orwellowskim kierunku. To fallacja równi pochyłej (dziś zabronili
                                        > palić w pubach, jutro zdelegalizują tytoń, a pojutrze nakażą
                                        > przejście na homoseksualizm).

                                        Sprowadzasz tę sprawę do absurdu. Na poczet forumowej dyskusji wygląda to
                                        efektownie, ale siła procesu o którym tu piszemy polega na tym, że zachodzi on
                                        wielokierunkowo i po woli (kolejnymi nawarstwiającymi się krokami). Jak brać
                                        rzecz pojedynczo to groźnie to nie wygląda - wspomniany przez Ciebie zakaz
                                        palenia w pubach sam w sobie jawi się jako niemal bez znaczenia dla statusu
                                        jednostki w państwie. Ale jeśli potraktować go jako jeden z setek zakazów
                                        powstałych w ciągu roku i jeden z tysięcy powstałych w ciągu życia jednego
                                        pokolenia to powstaje zasadne pytanie o trwałość ustroju, który nazwałeś
                                        liberalną demokracją. Jak długo jeszcze będzie można zasadnie nazywać ją
                                        "liberalną" ? Jakie mechanizmy będą zabezpieczać ją przed zdegenerowaniem się w
                                        totalitaryzm par excelence ? Co zrównoważy rozwój technologiczny dający w ręce
                                        władz co raz to nowe instrumenty kontroli jednostki ? Co powstrzyma ograniczanie
                                        wolności jednostki w imię realizacji celów zbiorowych określonych demokratycznie
                                        przez większość ? To są pytania, na które w dzisiejszym naszym dyskursie
                                        publicznym nie znajduję odpowiedzi. To znaczy nie znajduję odpowiedzi innej niż
                                        taka, że stworzymy ustawy, które nam ten problem rozwiążą ...


                                        G.
                                        • kohei Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 10.07.09, 09:57
                                          gumpel napisał:
                                          > Istniało w postaci idei w pierwszych stuleciach liberalizmu (od
                                          > Locke'a do J.S. Milla mniej więcej.
                                          Oj, jako idea, to "istniał" już każdy jeden ustrój. Bez próby
                                          praktycznej implementacji nie wiemy, czy "to działa". A jeśli próbą
                                          ppraktycznego wykorzystania owej wizji były US Ojców Założycieli,
                                          to... się nie udało.

                                          > Otóż, niestety nie koniecznie. Mechanizm demokratyczny jest co raz
                                          > mniej liberalny (we właściwym tego ostatniego słowa znaczeniu), a
                                          > co raz bardziej populistyczny[...] A to odbiera jednostce
                                          > jedną z najważniejszych liberalnych wartości - poczucie działania
                                          > w prawie.
                                          O ile z trudem się z Tobą zgodzę, to problem wynika z
                                          przyrodzonej "kruchości" lib.dem. - łatwo i niezauważalnie ewoluuje
                                          to w stronę oligarchii, to mobokracji. I teraz pytanie, czy jest ona
                                          do obrony bez "walki o pokój".
                                          Cóż, ignorantia iuris nocet:) A czy za brak
                                          przeglądu "odpowiedziałeś" przed państwowym urzędnikiem,
                                          czy "urzędnikiem" korporacji?

                                          > Sprowadzasz tę sprawę do absurdu.
                                          No właśnie nie, to "Wy" to robicie, stawiając wspólny wózek na
                                          wyimaginowanej równi pochyłej. Żaden trend historyczno-społeczno-
                                          polityczny nie jest trwały.

                                          BTW, zwróć uwagę, że z tych samych okopów, nad którymi powiewają
                                          sztandary "wolności", dochodzą strzały w kierunku projektów, które
                                          tę wolność mają poszerzać, jak depenalizacja lekkich narkotyków czy
                                          PACS.

                                          > Jak długo jeszcze będzie można zasadnie nazywać ją
                                          > "liberalną" ? Jakie mechanizmy będą zabezpieczać ją przed
                                          > zdegenerowaniem się w totalitaryzm par excelence ? Co zrównoważy
                                          > rozwój technologiczny dający w ręce
                                          > władz co raz to nowe instrumenty kontroli jednostki ? Co
                                          > powstrzyma ograniczanie
                                          > wolności jednostki w imię realizacji celów zbiorowych określonych
                                          > demokratycznie przez większość ?
                                          Pytania, jakkolwiek hipotetyczne (nie uważam, żeby utrudnianie Ci
                                          spłonięcia wraz z rodziną w Twoim domku istotnie ograniczało Twoją
                                          wolność), są trafne.

                                          Pomysły? Decentralizacja ("landyzacja", która tak przeraża
                                          Prezessimusa) włady, delegacja możliwie szerokich kompetencji i
                                          środków do samorządów, rozwój organizacji pozarządowych,
                                          upowszechnienie partii politycznych (!), edukacja. Innymi słowy,
                                          republika jest tyle warta, ile jej obywatele.
              • diabollo Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 07.07.09, 07:49
                lynx.rufus napisał:

                > stephen_s napisał:
                >
                > > Hm. Kryzys moralny to nieco odrębne zjawisko... A mnie interesują argumen
                > ty
                > > właśnie za tym, czemu mielibyśmy trwać przy demokracji jako systemie
                > > politycznym? Skoro ona i tak obecnie coraz bardziej staje się iluzją?
                >
                > Ale dlaczego staje się iluzją? Moim zdaniem właśnie z tego, o którym pisałem.
                > Choć pewnie nie tylko, ale tu trudno coś powiedzieć, gdyż jednak główną
                > przyczyną jest powszechna degrengolada. Teraz, u nas, to pewnie i dyktatura by
                > się nie udała...
                >
                > gente Ruthenus natione Polonus Lynx Rufus

                Przepraszam, że tak się wtrącę z pytaniem.

                Skoro aktualnie mamy "kryzys moralny" i "degrengoladę", to czy możecie wskazać
                mi czasy, kiedy owego "kryzysu moralnego" i "degrengolady" nie było?
                Nie musicie się też ograniczać do Polski.

                Będę wdzięczny za rzetelną odpowiedź.

                Kłaniam się nisko.
                • marcinlet Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 07.07.09, 10:14
                  diabollo napisał:

                  > Skoro aktualnie mamy "kryzys moralny" i "degrengoladę", to czy
                  możecie wskazać
                  > mi czasy, kiedy owego "kryzysu moralnego" i "degrengolady" nie
                  było?
                  > Nie musicie się też ograniczać do Polski.
                  Epoka kamienia łupanego?
                  • a000000 Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 07.07.09, 13:08
                    marcinlet napisał:

                    > Epoka kamienia łupanego?


                    Biblijny raj? oczywiście do czasu zeżarcia zakazanego... bo potem to poszło już
                    lawinowo... Bóg raz wytracił ludzkość potopem - nie pomogło... drugi raz
                    zniszczył siedlisko degrengolady - Sodomę... i też nie pomogło.... zesłał
                    Mesjasza z nowym pakietem zasad moralnych.... dzikusy Go zabiły...
                    Teraz obserwuje z daleka, aż zwierzaki noszące dumne miano homo sapiens się same
                    zniszczą... i chyba już widzi światełko w tunelu...

          • isma Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 06.07.09, 20:40
            lynx.rufus napisał:


            > To pierwsza odpowiedź. Ale jest i druga, którą sugerowałem wcześniej: szukać
            > alternatywy, ale nie dla państwa, a dla siebie. (Współ)uczestniczyć w tworzeniu
            > innych wspólnot, takich, w których można się realizować.

            O, to, to.
            • stephen_s Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 08.07.09, 11:17
              No, ale to jest jakieś takie... pesymistyczne. Świat jest beznadziejny, więc
              szukajmy małych enklaw dla siebie. Może ejstem za młody, ale do mnie to nie
              przemawia :) Zróbmy coś, by świat był lepszy - a nie udajmy się na emigrację
              wewnętrzną...
              • isma Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 08.07.09, 23:01
                Dlaczego: "swiat jest beznadziejny"? Nie jest beznadziejny, tylko trzeba sie do
                niego zabierac metodycznie. Od najblizszego.

                Papiez, na ktoregos sie powolal, zanim sformulowal te jakies tam przemyslenia w
                konkretnych kwestiach spolecznych (ktore na razie w szczegolach przerastaja moja
                wyrazona w calkiem pokaznej liczbie stopni Celsjusza inteligencje), to napisal w
                tej encyklice fajne zagajenie, ktorego nie odmowie sobie, zeby nie wkleic:

                "Miłość (caritas) jest królewską drogą nauki społecznej Kościoła. Wszelka
                odpowiedzialność i zaangażowanie zarysowane przez tę naukę czerpią z miłości,
                która zgodnie z nauczaniem Jezusa stanowi syntezę całego Prawa (por. Mt 22,
                36-40). Stanowi ona prawdziwą treść osobistej relacji z Bogiem i bliźnim; jest
                nie tylko zasadą mikro-relacji: więzi przyjacielskich, rodzinnych, małej grupy,
                ale także makro-relacji: stosunków społecznych, ekonomicznych i politycznych.
                Dla Kościoła – uformowanego przez Ewangelię – miłość jest wszystkim, ponieważ,
                jak naucza św. Jan (por. 1 J 4, 8. 16) i jak przypomniałem w mojej pierwszej
                Encyklice, «Bóg jest miłością» (Deus caritas est): wszystko wywodzi się z
                miłości Bożej, dzięki niej wszystko przyjmuje kształt, do niej wszystko zmierza.
                Miłość jest największym darem, jaki Bóg przekazał ludziom, jest Jego obietnicą i
                naszą nadzieją.

                Jestem świadomy, że istnieją błędne drogi a i miłość – jak to bywało i nadal
                bywa – jest ogołacana z sensu, oraz że łączy się z tym ryzyko opacznego
                rozumienia miłości, wykluczania z niej treści etycznej i w każdym wypadku
                utrudnień w jej prawidłowej ocenie. W kręgach społecznych, prawnych,
                kulturowych, politycznych i ekonomicznych, czyli w kontekstach bardziej
                narażonych na tego rodzaju niebezpieczeństwo, łatwo stwierdza się jej niewielkie
                znaczenie dla interpretowania i kierowania odpowiedzialnością moralną. Stąd
                potrzeba łączenia miłości z prawdą nie tylko w kierunku wskazanym przez św.
                Pawła, «veritas in caritate» (Ef 4, 15), ale również w odwrotnym i
                komplementarnym kierunku – «caritas in veritate». Prawdy trzeba szukać,
                znajdować ją i wyrażać w «ekonomii» miłości, ale z kolei miłość trzeba pojmować,
                cenić i żyć nią w świetle prawdy. W ten sposób nie tylko przysłużymy się miłości
                oświeconej prawdą, ale przyczynimy się do uwiarygodnienia prawdy, ukazując jej
                siłę uwierzytelniania i przekonywania w konkretnym życiu społecznym. Nie jest to
                bez znaczenia dzisiaj, w kontekście społecznym i kulturowym relatywizującym
                prawdę, często niezwracającym na nią uwagi i jej niechętnym.

                Dzięki tej ścisłej więzi z prawdą, można uznać miłość za autentyczny wyraz
                człowieczeństwa oraz za element o podstawowym znaczeniu w relacjach ludzkich,
                także o charakterze publicznym. Tylko w prawdzie miłość jaśnieje blaskiem i może
                być przeżywana autentycznie. Prawda jest światłem nadającym miłości sens i
                wartość. Światło to jest światłem rozumu i wiary, dzięki któremu umysł dochodzi
                do przyrodzonej i nadprzyrodzonej prawdy miłości: odkrywa jej sens oddania się,
                przyjęcia i komunii. Bez prawdy miłość kończy się na sentymentalizmie. Miłość
                staje się pustą skorupą, którą można dowolnie wypełnić. W kulturze bez prawdy
                istnieje ryzyko wypaczenia miłości. Staje się ona łupem emocji oraz
                przypadkowych opinii jednostek, słowem nadużywanym i zniekształcanym aż po
                nabranie przeciwnego znaczenia. Prawda uwalnia miłość od wąskich dróg
                emocjonalności, pozbawiających ją treści relacyjnych i społecznych, i od
                fideizmu, pozbawiającego ją spojrzenia ludzkiego i uniwersalnego. Miłość
                odzwierciedla w prawdzie wymiar osobisty i jednocześnie publiczny wiary w Boga
                biblijnego, będącego równocześnie «Agápe» i «Lógos»: Miłością i Prawdą, Miłością
                i Słowem.

                Ponieważ miłość (caritas) jest pełna prawdy, człowiek może pojąć bogactwo jej
                wartości, może się nią dzielić i komunikować. Prawda jest bowiem lógos tworzącym
                diálogos, a więc komunikację i komunię. Prawda, pozwalając ludziom wyjść z kręgu
                subiektywnych opinii i odczuć, daje im możliwość postępowania przekraczającego
                uwarunkowania kulturowe i historyczne oraz spotkania się w ocenie wartości i
                istoty rzeczy. Prawda otwiera i jednoczy umysły w lógos miłości: oto
                chrześcijańskie głoszenie i świadectwo miłości. W obecnym kontekście społecznym
                i kulturowym, w którym rozpowszechniona jest tendencja do relatywizowania
                prawdy, przeżywanie miłości w prawdzie prowadzi do zrozumienia, że wybór
                wartości chrześcijańskich jest nie tylko sprawą pożyteczną, ale niezbędną dla
                budowania dobrego społeczeństwa oraz prawdziwego, integralnego rozwoju
                ludzkiego. Chrześcijaństwo miłości bez prawdy można łatwo zamienić na magazyn
                dobrych uczuć, pożytecznych we współżyciu społecznym, lecz marginalnych. W ten
                sposób nie byłoby już prawdziwego i właściwego miejsca dla Boga w świecie.
                Miłość pozbawiona prawdy zostaje sprowadzona do środowiska ciasnego i
                pozbawionego relacji z drugim człowiekiem. Zostaje wyłączona z projektów i
                procesów budowania ludzkiego rozwoju o uniwersalnym charakterze, w dialogu
                wiedzy i czynu.

                Caritas to miłość przyjęta i darowana. Jest ona «łaską» (cháris). Jej źródłem
                jest krystaliczna miłość Ojca do Syna, w Duchu Świętym. To miłość, która z Syna
                spływa na nas. To miłość stwórcza, dzięki której istniejemy; to miłość
                odkupieńcza, dzięki której jesteśmy nowym stworzeniem. To miłość objawiona i
                urzeczywistniona przez Chrystusa (por. J 13, 1) oraz «rozlana w sercach naszych
                przez Ducha Świętego» (Rz 5, 5). Ludzie, będąc adresatami miłości Bożej, stali
                się podmiotami miłości i są powołani, by stać się narzędziami łaski, by szerzyć
                miłość Bożą i tworzyć więzi miłości.

                Na tę dynamikę miłości przyjętej i ofiarowanej odpowiada nauka społeczna
                Kościoła. Jest ona «caritas in veritate in re sociali»: głoszeniem prawdy
                miłości Chrystusa w społeczeństwie. Nauka ta jest posługą miłości, ale w
                prawdzie. Prawda zachowuje i wyraża wyzwalającą moc miłości w coraz to nowych
                wydarzeniach historii. Jest równocześnie prawdą wiary i rozumu, w rozróżnieniu i
                zarazem zespoleniu dwóch sfer poznania. Prawdy tej potrzebują: rozwój, dobrobyt
                społeczny i właściwe rozwiązywanie poważnych problemów społeczno-ekonomicznych,
                trapiących ludzkość. Jeszcze bardziej potrzebują tego, aby prawda ta była
                miłowana i by o niej świadczono. Bez prawdy, bez zaufania i miłości do prawdy,
                nie ma świadomości i odpowiedzialności społecznej, a działalność społeczna
                zostaje uzależniona od prywatnych interesów i logiki władzy, prowadząc do
                dzielenia społeczeństwa, a tym bardziej społeczeństwa zmierzającego do
                globalizacji, w trudnych momentach jak obecnie."
          • marcinlet Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 07.07.09, 10:28
            lynx.rufus napisał:
            Ale jest i druga, którą sugerowałem wcześniej: szukać
            > alternatywy, ale nie dla państwa, a dla siebie. (Współ)
            uczestniczyć w tworzeniu
            > innych wspólnot, takich, w których można się realizować.
            Co rozumiesz przez takie wspólnoty i realizowanie się? Np. rasista,
            żyjący w państwie, w którym uprzedzenia rasowe są zakazane i karane -
            jak on ma się realizować?
            • lynx.rufus Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 07.07.09, 11:08
              marcinlet napisał:

              > lynx.rufus napisał:
              > Ale jest i druga, którą sugerowałem wcześniej: szukać
              > > alternatywy, ale nie dla państwa, a dla siebie. (Współ)
              > uczestniczyć w tworzeniu
              > > innych wspólnot, takich, w których można się realizować.
              > Co rozumiesz przez takie wspólnoty i realizowanie się? Np. rasista,
              > żyjący w państwie, w którym uprzedzenia rasowe są zakazane i karane -
              > jak on ma się realizować?

              No nie, nie przesadzajmy. Ja akurat miałem na myśli lekkiego pedofila. Żeby
              założył domowe przedszkole, no.

              gente Ruthenus natione Polonus Lynx Rufus
    • diabollo Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 07.07.09, 08:04
      Nie będę oryginalny i problemów polskiego systemu partyjnego podobnie jak
      czcigodny Rysiek będę doszukiwał się w "rozwoju" mediów, a ściślej mówiąc w ich
      tabloidyzacji. Niestety wszystko wzkazuje na to, że media publiczne raczej się
      jeszcze bardziej zglajszlachtują, o ile w ogóle przetrwają.

      Po drugie system finansowania partii politycznych spowodował nie tyle
      "stabilizację" sceny politycznej co zabetonowanie jej, a z leaderów partyjnych
      zrobił mandarynów rozdzielających według swojego uznania w sumie spory szmal.

      Finansowanie partii z budżetu niewątpliwe jest chyba niezłym pomysłem, choć
      szczegóły z całą pewnością muszą być poprawione.
      Niestety i tutaj jestem optymistą, bo nie leży to w interesie szefów partii,
      więc nic się pewnie szybko nie zmieni.

      Kłaniam się nisko.
      • stephen_s Re: Bardzo poproszę o argumenty za demokracją... 08.07.09, 11:15
        No to co z tym zrobic?
    • grzespelc Wolność!!! 07.07.09, 20:22
      w DEMOKRACJI NAJWAŻNIEJSZE NIE JEST TO, KTO RZĄDI , TYLKO TO, CO MOŻE. A może
      niewiele, bo tylko tyle na ile mu pozwolimy. I dzięki temu każdy może życ, jak
      chce.

      A na to, że inni głosują inaczej, niż Ty, nic nie poradzisz.
      • stephen_s Re: Wolność!!! 08.07.09, 11:10
        > w DEMOKRACJI NAJWAŻNIEJSZE NIE JEST TO, KTO RZĄDI , TYLKO TO, CO MOŻE. A może
        > niewiele, bo tylko tyle na ile mu pozwolimy.

        Doprawdy? Przecież nie masz możliwości zablokowania każdej decyzji prezydenta,
        rządu, samorządów lokalnych... Nie mówiąc o tym, ile rzeczy w naszym życiu jest
        kontrolowane przez urzędników - i ile prawa jest nam narzucane z zewnątrz.

        Co takiego konkretnie jesteś w stanie kontrolować? Pomyśl.

        I dzięki temu każdy może życ, jak
        > chce.

        Nieprawda. Nawet w demokracji masz ograniczenia.
        • kohei Re: Wolność!!! 08.07.09, 16:15
          > Doprawdy? Przecież nie masz możliwości zablokowania każdej decyzji
          prezydenta,
          > rządu, samorządów lokalnych...
          Każdej pewnie nie, ale:
          1. prezydent, rząd, samorząd mogą tylko tyle, na ile pozwala im
          prawo. To prawo ktoś ustanowił, zwykle ktoś, kogo Ty wybrałeś.
          Decyzje możesz zaskarżać, możesz dochodzić odszkodowania za
          bezprawne decyzje.
          2. zobacz, jak wiele można zmienić nawet pomiędzy wyborami. Jak
          często waadza zmienia decyzje pod wpływem protestów jakichś grup
          społecznych (od Rozpudy po emerytury). Jak wiele decyzji jest
          podejmowanych pod dyktando sondażowych słupków (inną sprawą jest,
          czy jest to korzystne). To właśnie jest rzeczywisty wpływ Ciebie i
          społeczeństwa na waadzę. Tego nie masz w nie-demokracjach, gdzie
          waadza robi co chce aż po rewolucję.
          • stephen_s Re: Wolność!!! 08.07.09, 16:27
            > 1. prezydent, rząd, samorząd mogą tylko tyle, na ile pozwala im
            > prawo.

            Czyli na bardzo wiele. :)

            > To prawo ktoś ustanowił, zwykle ktoś, kogo Ty wybrałeś.

            Ee, no nie do końca. Prawo w nowoczesnej Polsce kształtowało się w przeważającej
            większości wtedy, kiedy ja jeszcze nie głosowałem. Teraz mało jest woli
            politycznej, by zmieniać to prawo w jakiś istotny sposób. W dodatku wszystkie
            zmiany powstają w wyniku partyjnych kompromisów...

            Myślę, że obywatel ma wiele szczęścia, jeśli znajdzie partię, która reprezentuje
            dobrze jego poglady. A jeszcze więcej, jeśli ta partia dojdzie do władzy i
            będzie chciała tymi poglądami się kierować. A jeszcze, jeszcze więcej, jeśli
            zmiany nie rozwodnią się w głosowaniach i partyjnych grach...

            > Decyzje możesz zaskarżać, możesz dochodzić odszkodowania za
            > bezprawne decyzje.

            Myslę, że tzw. szary obywatel ma bardzo niewielkie szanse dochodzić swoich praw...

            > 2. zobacz, jak wiele można zmienić nawet pomiędzy wyborami. Jak
            > często waadza zmienia decyzje pod wpływem protestów jakichś grup
            > społecznych (od Rozpudy po emerytury).

            No, niekoniecznie. Rozpuda została ocalona głównie dlatego, że nastąpiły
            przyśpieszone wybory. Co do protestów, to tą metodą zmiany mogą wywalczyć tylko
            nieliczne grupy.

            Jak wiele decyzji jest
            > podejmowanych pod dyktando sondażowych słupków (inną sprawą jest,
            > czy jest to korzystne).

            No właśnie nie jest to korzystne, bo prowadzi to do tego, że władza nic nie
            robi. Vide: rząd Tuska.

            To właśnie jest rzeczywisty wpływ Ciebie i
            > społeczeństwa na waadzę.

            No wiesz, z tego wychodzi, że wpływ ten owszem, mam... ale tylko wtedy, gdy
            nalezę do silnej grupy mogącej przeprowadzać sprawne protesty. Albo gdy moje
            poglądy akurat odpowiadają temu, co myśli większość - więc zwróci to uwagę
            władzy poprzez sondaże.
            • grzespelc Re: Wolność!!! 08.07.09, 18:01
              > > 1. prezydent, rząd, samorząd mogą tylko tyle, na ile pozwala im
              > > prawo.
              >
              > Czyli na bardzo wiele. :)

              Gdyby nie demokrcja, mogliby tyle, ile by chcieli. Czyli o wiele więcej.
              • stephen_s Re: Wolność!!! 09.07.09, 18:12
                Czy to zasługa demokracji, czy państwa prawa?
                • grzespelc Re: Wolność!!! 09.07.09, 20:59
                  Państwem prawa może być i dyktatura, wystarczy odpowiednie przepisy uchwalić.
                  III Rzesza była państwem prawa.
    • gumpel A masz jakiś lepszy pomysł ? 09.07.09, 12:33
      ... że wkleję Winstona Churchilla:
      "It has been said that democracy is the worst form of government except all the
      others that have been tried".

      To pierwszy argument. A zatem brzmi tak: demokracja okazała się najlepszym
      ustrojem z dotychczas "testowanych".
      Mam test. Zadaj sobie pytanie: gdybyś miał emigrować jak stoisz do dowolnego
      kraju to jaki byś wybrał ? Ja, rzecz jasna, nie wiem co odpowiesz, ale stawiam
      dolary przeciwko orzechom, że będzie to kraj demokratyczny.


      G.
      —

      Na pierwszy rzut oka to mało przekonywające. Ale jak się tak zastanowić, to jest
      to najmocniejszy z możliwych argumentów.

      G.
      • stephen_s Re: A masz jakiś lepszy pomysł ? 09.07.09, 18:11
        > To pierwszy argument. A zatem brzmi tak: demokracja okazała się najlepszym
        > ustrojem z dotychczas "testowanych".

        Ba! Skąd to, tak naprawdę, wiemy?

        > Mam test. Zadaj sobie pytanie: gdybyś miał emigrować jak stoisz do dowolnego
        > kraju to jaki byś wybrał?

        Wiesz, pytanie jest trochę tendencyjne z tego względu, że akurat kraje najwyżej
        rozwinięte to przeważnie demokracje. Trudno wskazać kraje z porównywalną
        jakością życia, które byłoby niedemokratyczne. A zatem, trudno rozważać
        przeprowadzkę...

        Poza tym, przecież demokracja nie jest tożsama z państwem prawa. Skąd wiesz, czy
        życie w niedemokratycznym państwie prawa nie byłoby lepsze?
        • a000000 Re: A masz jakiś lepszy pomysł ? 09.07.09, 19:41
          stephen_s napisał:

          >Trudno wskazać kraje z porównywalną
          > jakością życia, które byłoby niedemokratyczne.

          Saudi, emiraty.... przeprowadziłbyś się tam?
        • grzespelc Re: A masz jakiś lepszy pomysł ? 09.07.09, 22:02
          > Wiesz, pytanie jest trochę tendencyjne z tego względu, że akurat kraje najwyżej
          > rozwinięte to przeważnie demokracje. Trudno wskazać kraje z porównywalną
          > jakością życia, które byłoby niedemokratyczne.

          A nie sądzisz, że demokracja ułatwia rozwój społeczeństw?
        • gumpel Re: A masz jakiś lepszy pomysł ? 09.07.09, 23:47
          1. Znam jeden przykład wysokorozwiniętego niedemokratycznego państwa prawa - Singapur. Niby demokratyczne, ale dalekie od europejskich standardów pod względem relacji jednostka - zbiorowość są też Tajwan, Korea Pd. i Japonia. (Ponoć w socjologii powstało nawet pojęcie "kraje kultury ryżu", gdyż tego zboża nie da się efetywnie uprawiać maszynowo - najefektywniejszy jest chłop brodzący po kolana w wodzie 4 razy do roku, co determinuje hierarchiczną, a więc nie demokratyczną budowę społeczeństwa - wyzwoli się tego chłopa pół Azji umrze z głodu)). Kusi Cię ten dalekowschodni kierunków ?

          2. Nie wiem co rozumiesz pod pojęciem "wysokorozwinięte", ale pod wieloma względami pewnie rację ma Azerka: kryterium to spełniają w jakimś tam stopniu niektóre (a może już prawie wszystkie) państwa Zatoki Perskiej. Bogactwo i reguły szarii ... co Ty na to ?

          3. Albo Izrael - demokratyczne państwo stanu wojennego.


          Jak widzisz wybór jest realny.
          G.
    • lynx.rufus Pasy 10.07.09, 11:42
      Akurat teraz, gdy my zastanawiamy się czy demokracja ma jeszcze
      sens, jej nowy charakter został po raz kolejny podkreślony, tym
      razem - przez nasz Trybunał Konstytucyjny. Ciało to orzekło wczoraj,
      że nakaz zapinania pasów jest zgodny z konstytucją, nie ogranicza
      godności człowieka. Innymi słowy - państwo wie lepiej i trzeba się
      państwa słuchać.

      Tu mamy to bełkotliwe uzasadnienie:

      Trybunał Konstytucyjny stwierdził jednak, że w zakresie obowiązku
      stosowania pasów bezpieczeństwa, ograniczenie prawa jednostki co do
      decydowania o swoim życiu osobistym, jest dopuszczalne w świetle
      art. 31 ust. 3 konstytucji. Cel nakazu sformułowanego w art. 39 ust.
      1 prawa o ruchu drogowym należy uznać za usprawiedliwiony przesłanką
      ochrony zdrowia. Ograniczenie prawa jednostek jest zgodne przy tym
      z zasadą proporcjonalności. Trybunał przedstawił obszernie wyniki
      badań naukowych i statystyki wypadków drogowych, stosownie do
      których używanie pasów bezpieczeństwa w istotny sposób zmniejsza
      liczbę obrażeń oraz stopień ciężkości następstw wypadków drogowych.
      Trybunał Konstytucyjny stwierdził wobec tego, że stosowanie pasów
      bezpieczeństwa w istotnym stopniu przyczynia się do realizacji
      założonego przez ustawodawcę celu, jakim jest ochrona zdrowia
      uczestniczących w ruchu drogowym użytkowników pojazdów. Ponadto pasy
      bezpieczeństwa są najskuteczniejszym i najmniej uciążliwym środkiem
      bezpieczeństwa pojazdu, w wysokim stopniu ograniczającym negatywne
      skutki dla życia i zdrowia użytkowników pojazdów podczas wypadków
      drogowych. Uciążliwość związana z ich stosowaniem jest przy tym
      niewielka; przeważają natomiast wspomniane wyżej korzyści. Trybunał
      Konstytucyjny stwierdził, że także doktryny liberalne dopuszczają
      ograniczenie przez państwo swobody decydowania przez jednostki o ich
      postępowaniu, jeżeli decyzje jednostek naruszają prawa lub interesy
      innych osób albo są nieprzemyślane. Z tych względów Trybunał
      Konstytucyjny orzekł, że art. 39 ust. 1 prawa o ruchu drogowym jest
      zgodny z art. 47 w zw. z art. 31 ust. 3 konstytucji.

      gente Ruthenus natione Polonus Lynx Rufus
      • maria421 Re: Pasy 10.07.09, 13:18
        Lynxie, a Ty uwazasz ze zapinanie pasow w samochodzie ogranicza godnosc czlowieka?
        Moze ogranicza jego swobode ruchu w samochodzie, ale godnosc???
        • lynx.rufus Re: Pasy 10.07.09, 13:25
          maria421 napisała:

          > Lynxie, a Ty uwazasz ze zapinanie pasow w samochodzie ogranicza
          godnosc czlowie
          > ka?
          > Moze ogranicza jego swobode ruchu w samochodzie, ale godnosc???

          Mario - tu wcale nie chodzi o pasy! Tu chodzi o _przymus_! Jak
          państwo zdecyduje, że będzie mnie ubierać zgodnie z aktualną pogodą
          (czapka, rękawiczki, ciepłe skarpety i wełniane gacie w zimie), to
          choć pewnie sam bym się tak ubrał, to _przymus_ państwa i jego
          _ingerencja_ w moje sprawy narusza moją godność. I z pasami jest tak
          samo.

          gente Ruthenus natione Polonus Lynx Rufus
          • a000000 Re: Pasy 10.07.09, 14:42
            lynx.rufus napisał:

            > _ingerencja_ w moje sprawy narusza moją godność.

            narusza godność czy wolność? Bo chyba się zgadzamy, że wolność jednostki żyjącej
            w społeczeństwie nie może być nieograniczona.
            • lynx.rufus Re: Pasy 10.07.09, 15:06
              a000000 napisała:

              > lynx.rufus napisał:
              >
              > > _ingerencja_ w moje sprawy narusza moją godność.
              >
              > narusza godność czy wolność? Bo chyba się zgadzamy, że wolność
              jednostki żyjące
              > j
              > w społeczeństwie nie może być nieograniczona.

              W tym wypadku i jedno, i drugie. Pod omawianym względem wolności
              jednostki nie wolno państwu ograniczać.

              gente Ruthenus natione Polonus Lynx Rufus
    • lynx.rufus Ciekawy tekst na temat 27.07.09, 12:35
      Bardzo ciekawy tekst, który polecam:

      www.fronda.pl/news/czytaj/sarmacja_niedokonczona_przygoda

      gente Ruthenus natione Polonus Lynx Rufus
      • gumpel Re: Ciekawy tekst na temat 29.07.09, 00:45
        Rzeczywiście bardzo ciekawy tekst.

        Ja tylko pozwolę sobie przypomnieć, jeden z moich ulubionych utworów Jacka
        Kaczmarskiego z 1993 r., który pokazuje, że takie ujęcie jak w zapodanym
        artykule w polskiej kulturze wcale nie jest nowością tylko ciągle gdzieś tam
        egzystuje, dzięki Bogu.

        Do posłuchania:
        gumpel.wrzuta.pl/audio/1FKzbI9DkLY/z_xvi-wiecznym_portretem_trumiennym_rozmowa
        Tekst:
        Z XVI wiecznym portretem trumiennym rozmowa

        Nie patrz na nas z wyrzutem pyszny szaławiło,
        Bądźże z sercem otwartym dla dzieci swych dzieci.
        Od twoich czasów sławnych tyle się zmieniło,
        Że aż szkoda zawracać tym głowę Waszeci.

        Mało wiemy o tobie, coś na Turka chadzał,
        Węgra królem obierał i tratował Szweda,
        Ale patrzył i tego, by obrana władza
        Nie zabrała ci czasem, czegoś sam jej nie dał.

        A nie dałeś jej prawa by ci grozić drewnem
        Bo przed Bogiem za posła nie chcesz Jezuity,
        By na takie cię pola mogła słać bitewne,
        Gdzie krew i rany - twoje, a cudze profity.

        A my, co rusz, to przed kimś
        Kolejnym - na kolanach;
        Dalekośmy odeszli
        Od siły Waszmość Pana.
        Po wciąż to nowych dworach
        Pętamy się nie w porę;
        Kochamy się w honorach,
        Nie znamy się z honorem.

        Łypnij na nas łagodniej okiem wyrazistym
        Co widziało królestwa twojego Wiek Złoty,
        Zamiast łajać nas z trumny za sprawą artysty,
        Że są czasy kolosów i czasy miernoty.

        Rzymskim prawem się szczycisz opartym na sile:
        Dłoń złocisty pas maca, kręci wąs sumiasty;
        Ale wyrozumiałość - to siły przywilej
        Urodzony z rozumu na twój wiek szesnasty.

        Czemuś synów nie uczył, z czegoś sam korzystał,
        Że czapka rozum grzeje, by nie skapiał chyłkiem?
        Rychło jeden za drugim - poseł czy statysta -
        Czapkowali rozumem, a myśleli tyłkiem.

        I my - na byle słowo
        Na tylne stajem łapki;
        W zawiei z gołą głową
        Szukamy własnej czapki.
        W tym, co zostało z włości
        W dziedzictwie po waszmościach -
        Brakuje nam mądrości,
        Kochamy się w mądrościach.

        Patrz na nas jak uważasz, pyszny szaławiło,
        Jest czego ci zazdrościć, jest i za co karcić.
        Choć dawno już cię nie ma - cennie ci się żyło,
        A ci, co się cenili - byli tego warci.

        Znaczyło słowo - słowo, sprawa zaś gardłowa
        Kończyła się na gardle - które ma się jedno;
        Wtedy się wie jak życie w pełni posmakować,
        A ci, w których krew krąży - przed śmiercią nie bledną.

        Koniem dla nich istnienie! - Trzeba znać ogiera;
        Pięści słucha, czy pieśni, czy rwie się w step czy w tłum;
        I umieć nie spaść, kiedy piersi pęd rozpiera
        A spadłszy, szepnąć jeszcze - equus polonus sum!

        A my, nie z własnej winy,
        Aż się przyznawać hadko -
        Nie znamy już łaciny
        I z polskim nam niełatwo.
        Lecz ujrzy przodek w grobie
        Na co nas jeszcze stać:
        Bo się kochamy - w sobie!
        Nie pragnąc - siebie - znać!

        Jacek Kaczmarski

        G.
        • grzespelc Re: Ciekawy tekst na temat 01.08.09, 12:01
          > Rzeczywiście bardzo ciekawy tekst.

          Wręcz szkolny przykład wyciągania wniosków nie wiadomo skąd. Lustrację planowano
          zapewne już za późnych Jagiellonów, stąd wprost z sarmackich idealów, wraz z
          wymyśloną zapewne przez Orzechowskiego dekomuniają zapewne pochodzą. Ale poza
          tym wygłupem faktycznie kilka interesujących uwag.
          • lynx.rufus Re: Ciekawy tekst na temat 03.08.09, 08:50
            grzespelc napisał:

            > > Rzeczywiście bardzo ciekawy tekst.
            >
            > Wręcz szkolny przykład wyciągania wniosków nie wiadomo skąd.
            Lustrację planowan
            > o
            > zapewne już za późnych Jagiellonów, stąd wprost z sarmackich
            idealów, wraz z
            > wymyśloną zapewne przez Orzechowskiego dekomuniają zapewne
            pochodzą. Ale poza
            > tym wygłupem faktycznie kilka interesujących uwag.

            Dobrze, rytuał został odtańczony i lustracja zjechana...

            gente Ruthenus natione Polonus Lynx Rufus
    • lynx.rufus Ziemkiewicz też ma dość... 07.09.09, 10:11
      Zmęczenie przed sezonem

      Rafał A. Ziemkiewicz 06-09-2009

      Miałem kiedyś okazję pogadać parę godzin w garderobie z członkami
      bardzo swego czasu popularnego zespołu. Wciąż napełniali sale
      koncertowe i nieźle zarabiali.

      Mimo to szybko zorientowałem się, że rozmawiam z ludźmi, którzy
      szczerze mają dość tego, co robią. Każdą piosenkę zaśpiewali i każdy
      greps ograli już tyle razy, że, widać było, myśl o kolejnym wyjściu
      na estradę przyprawia ich o mdłości.

      Gdy w końcu spytałem, czemu nie spróbują czegoś nowego, wyjaśnili
      szczerze: tkwienie w koleinach może nie daje perspektyw, ale
      przynajmniej daje pewność, a jakakolwiek zmiana to byłby skok w
      niewiadome. Po czym wyszli na estradę, na której sprawiali wrażenie
      spontanicznych i bawiących się równie świetnie jak publiczność.

      Partyjno-mundurowa skleroza

      Polska polityka u progu kolejnego sezonu nieodparcie przywodzi mi na
      myśl tych estradowych rutyniarzy. Zabetonowaną ordynacją wyborczą i
      ustawą o finansowaniu partii scenę polityczną zaludniają wciąż ci
      sami ludzie, coraz mniej liczni, coraz bardziej wypaleni. Na każdej
      innej scenie nazwano by ich starymi chałturnikami; jak nazwać
      mających te cechy polityków?

      Można zaobserwować identyczną logikę, jaka kierowała postępowaniem
      znużonych showmanów: lepszy wróbel w garści. Do działaczy PSL nie
      może przecież nie docierać, że im bardziej Polska się zmienia, tym
      mniejszy jest elektorat wiejskiej biurokracji i szeroko rozumianych
      beneficjentów unijnej i państwowej polityki rolnej. Chętnie by
      oczywiście jakoś go poszerzyli, ale bez utraty swoistej
      wiarygodności, jaką daje stronnictwu na wsi opinia, że umie zadbać o
      swoich. Sęk w tym, że nepotyzm i załatwiactwo, które w owym wąskim
      elektoracie przydają mu poważania, poza nim kompromitują.

      Identycznie jest z lewicą. Partyjno-mundurowa skleroza, zakochana w
      Gierku i Jaruzelskim, z wolna wymiera, ale zanim wymrze do reszty,
      minie jeszcze parę lat. Na razie jest wierna szyldowi SLD, nie chce
      słyszeć o żadnym innym i sojusz musi to doceniać. Nawet jeśli
      prywatnie jego działacze zachwycają się Zapatero i "Krytyką
      Polityczną", to konkretne posunięcia podpowiada im świadomość, od
      kogo zależą ich mandaty.

      Kaczyński wśród potakiwaczy

      Prawo i Sprawiedliwość bardziej niż kiedykolwiek jest już tylko
      grupą potakiwaczy, ścigających się do łask Jarosława Kaczyńskiego.
      Ostatni politycy, którzy mogliby cokolwiek do partii wnieść,
      wycofali się na z góry upatrzone pozycje – najlepiej udało się to
      tym, którzy wylądowali w Parlamencie Europejskim – i czekają, aż
      dotychczasowy prezes padnie. Nadziei z jego pomysłami już nie wiążą,
      w znaczący wzrost notowań nie wierzą, ale równie nie wierzą w to, że
      cokolwiek się w PiS może zmienić, dopóki jego liderem jest Jarosław,
      a wszystko podporządkowane reelekcji Lecha; a to się nie zmieni. Co
      ambitniejsi działacze zdają się wręcz kierować przekonaniem, że
      występując w mediach jako ludzie Kaczyńskiego, szkodzą własnej
      przyszłości. Jeden entuzjasta w osobie Marka Migalskiego nie wyrwie
      partii z marazmu.

      Marazm ten zresztą zdaje się Jarosławowi Kaczyńskiemu zupełnie nie
      przeszkadzać. Jak starałem się udowodnić w książce "Czas
      wrzeszczących staruszków", z całej swojej politycznej historii
      prezes PiS wysnuwa wniosek, że zawsze miał rację i zawsze zawodzili
      go sprzymierzeńcy bądź podwładni, którzy zamiast ściśle realizować
      wytyczne, mieli własne, głupie pomysły. To przekonanie o własnej
      nieomylności łączy się z doświadczeniem byłego działacza podziemia,
      który – jak całe jego pokolenie – przeżył cud i nikt go nie
      przekona, że cudów nie ma.

      Polityczna strategia prezesa PiS przypomina więc konsekwentne
      obstawianie jednego, tego samego numeru na ruletce. Raz wydawało się
      już, że stracił w ten sposób wszystko, i wtedy właśnie rozbił bank,
      nie ma więc najmniejszych szans, żeby uwierzył, iż od tego czasu
      wszystko się zmieniło, inne jest społeczeństwo, inne rządzące nim
      emocje i ten popyt na zmiany, który po sprawie Rywina dał nośność
      hasłu IV Rzeczypospolitej, nie powtórzy się prędko.

      Wciąż licznym wyznawcom Kaczyńskiego trudniej jest dziś wierzyć, że
      karta się odwróci. Przed wakacjami wierzyli w załamanie nastrojów
      spowodowane kryzysem. Sytuacja rozwinęła się jednak inaczej – mamy,
      owszem, kryzys finansów publicznych, ale uniknęliśmy załamania
      gospodarczego. Jedno jest z drugim związane; jak wyjaśniał m.in.
      profesor Stanisław Gomułka, utrzymanie wzrostu gospodarczego to
      zasługa dokonanej przez rząd PiS (z poparciem PO) obniżki podatków,
      która zmniejszyła dochody budżetu, ale zwiększyła dochody
      gospodarstw domowych. Do tego dodać trzeba – co ogłosił oficjalnie
      nawet MFW – błogosławione skutki niewejścia przez Polskę do strefy
      euro, co pozwoliło kosztem osłabienia waluty zachować polskim
      przedsiębiorstwom rentowność.

      Kompromitacje Tuska

      Nie należy jednak sądzić, by jakaś istotna część wyborców zauważyła
      tę, jakkolwiek spojrzeć, kompromitację prorządowej propagandy,
      której główna recepta na kryzys jeszcze niedawno brzmiała "euro
      subito". Dotąd nic w ogóle nie jest w stanie zachwiać popularnością
      Tuska. W kraju dzieją się rzeczy horrendalne i skandaliczne. Nie za
      wszystkie odpowiada bezpośrednio rząd, choć gdyby nie rządziła
      partia otaczana przez większość mediów lizusowskim wręcz
      uwielbieniem, zapewne tak by je przedstawiano.

      Państwo walczy z nędzą, sterylizując biedotę, aby się nie rozmnażała
      i odbierając normalnej, kochającej się rodzinie dzieci, ponieważ
      zdaniem sądu ma za mało pieniędzy. Państwo "likwiduje" drobną
      przestępczość poprzez zamykanie sądów grodzkich, które właśnie za
      drobne sprawy dotąd skazywały, psując statystki. Państwo karze
      lekarza za to, że przyjął i wyleczył większą od wyznaczonej liczbę
      pacjentów, zamiast kazać ponadlimitowym chorym zdychać w poczekalni.

      A głośne afery ostatnich lat jedna po drugiej kończą się niczym
      wskutek niezdolności prokuratorów do sformułowania poprawnych aktów
      oskarżenia. Trudno uwierzyć, że to nieudolność, a nie sabotaż.

      Tusk idzie śmiało od jednej kompromitacji do drugiej i wydaje się,
      że coraz bliższa mu jest filozofia Sienkiewiczowskiego
      Kuklinowskiego: "spełniło się niejeden uczyneczek, za który piorun
      powinien strzelić, a jakoś nie strzelił". Kompromitacja ze
      stoczniami wydaje się już szczytem wszystkiego – dla doraźnego
      poklasku rząd udawał, że znalazł inwestora, który będzie dalej
      budował w nich statki, choć wyrok Komisji Europejskiej likwidujący
      stocznie był w tej kwestii jednoznaczny, a specustawa usankcjonowała
      go, mówiąc wyraźnie o sprzedaży majątku stoczni. Gdy zaś dziwnie
      pachnąca transakcja ostatecznie nie doszła do skutku (logika
      podpowiada, że tym, co skłoniło tajemniczego nabywcę do rezygnacji,
      nie był żaden anonim, ale właśnie ogłoszenie przez ministra tak
      nierealistycznego oczekiwania wobec niego), premier oznajmił nam, że
      jeśli ktoś z grona krytyków rządu zna jakiegoś inwestora chętnego do
      nabycia stoczni, to on nie będzie przeszkadzał.

      Od tego już tylko krok do stwierdzenia, że jak ktoś taki mądry, to
      proszę, niech sam buduje autostrady, reformuje szkolnictwo i buduje
      armię zawodową, a nie tylko krytykuje. Wypada na to zadać pytanie:
      po co w takim razie utrzymujemy nieudolnego premiera i całą rzeszę
      jego dworaków?

      Zakończenie tu:
      www.rp.pl/artykul/359485_Ziemkiewicz__Zmeczenie_przed_sezonem_
      .html
    • diabollo Post polityki, czyli... 08.09.09, 19:28
      ...pan Sierakowski, chyba trochę w temacie.
      Miłej lektury i kłaniam się nisko.

      ************
      Sławomir Sierakowski
      Post Polityki

      Politycy ukradli chleb publicystom. O sporach partyjnych albo konfliktach rządu
      z opozycją i prezydentem, mogą już bez zażenowania dyskutować chyba tylko ci,
      którym jest z zasady wszystko jedno. Należy w każdym razie uznać za w pełni
      uzasadnione wysokie zarobki prezenterów telewizyjnych i dziennikarzy
      dyskutujących z politykami – wynagradzają poczucie absurdu i otępiającą
      przewidywalność rytualnych dyskusji wymagających od wszystkich krowiej
      cierpliwości. Nie nudzą się jedynie ci, którzy są publicystycznym przedłużeniem
      obozów politycznych. Nudzą za to innych. Ale jak pisał Kurt Vonnegut: „są
      ludzie, którzy muszą mówić bez przerwy, którzy muszą utrzymywać narządy mowy w
      nieustannej gotowości, na wypadek, gdyby mieli coś ważnego do powiedzenia”.

      Stabilizację scenie politycznej zapewnia Platforma silna słabością trwale
      skompromitowanej konkurencji oraz mur okalający cztery partie, funkcjonujące
      właściwie jak spółki skarbu państwa, które rozdzielają między sobą czas antenowy
      w naszych głowach – bezpośrednio jak w TVP i pośrednio, jak wszędzie tam, gdzie
      publicystyka ostała się jako dochodowy format telewizyjny, radiowy lub prasowy.
      I nawet sprywatyzowana spółka SD Pawła Piskorskiego, próbującego wrócić do
      kartelu i na powrót ją znacjonalizować, jest bezradna w konkurencji z
      jednostkami budżetowymi.

      Mimo to pod wymuszoną przez „zasadę rzeczywistości” codzienną publicystyką,
      toczy się spór, czy obecna stabilizacja jest objawem zdrowia czy choroby
      polskiej demokracji. Gdyby wyłączyć z niego zwolenników rządzącej koalicji, a
      ściślej rzecz biorąc przeciwników poprzedniej, których obecne status quo
      zadowala, nie zabraknie wcale wielu innych przekonanych, że ogólnie dzieje się
      dobrze.

      Dogoniliśmy koniec historii

      Po dwudziestu latach reformatorskich zrywów i populistycznych reakcji, czas
      wreszcie stanął. Dogoniliśmy koniec historii. Gdy ogłaszano go na Zachodzie,
      myśmy dopiero co ruszyli w pościg. Po ‘89 roku polska polityka uległa prawdziwej
      inwazji czasu. „Transformacja”, „doganianie”, „przyspieszenie”, „okres
      przejściowy”, „zapóźnienia”, „wybierzmy przyszłość” - łatwo zauważyć dominację
      pojęć związanych z temporalnością w słowniku politycznym młodej demokracji.
      Polityzację czasu widać także w odkryciu polityki historycznej, a wcześniej
      jeszcze w próbach odzyskania utraconych związków z przeszłością (choćby w
      skrótach i nazwach takich jak BBWR czy Młodzież Wszechpolska). Czas na odpoczynek?

      Lokalny koniec historii to kres „wielkich opowieści” w polskiej polityce. Kres
      całościowych wizji, monoprzyczynowych wyjaśnień, których kulminacją była
      konfrontacja „tezy” i „antytezy” polskiej transformacji, czyli politycznych
      słowników III RP i IV RP. A po tym przyszedł rozkład nadwiślańskiego heglizmu.
      Nawet piarowcy, a za nimi dziennikarze, zaczęli mówić o marketingu narracyjnym –
       twórczym dobieraniu słów i obrazów pod doraźne cele polityczne i budżety
      reklamowe. Wielu dostrzega w tym impuls emancypacyjny, mniej władzy, więcej
      wolności i samodzielności dla obywateli. Owszem PO dominuje, ale nie zabiega o
      „rząd dusz”. Daje ludziom żyć po swojemu. Czyż koniec metanarracji, nie oznacza
      zarazem końca wszelkich hegemonii?

      O to faktycznie spierali się niedawno na łamach „Europy” Ireneusz Krzemiński,
      Tadeusz Szawiel i David Ost. Pierwszy mówił, że mamy hegemonię PO, drugi, że nie
      mamy, a trzeci, że nie mamy i dlatego mamy. Amerykańskiemu publicyście chodziło
      o to, że „u działaczy Platformy nie widać takiej chęci posiadania władzy za
      wszelką cenę, jaka cechuje aktywistów innych formacji. Polakom może się to tylko
      podobać, więc nie mają nic przeciwko oddaniu prezydentury i rządu w ręce ludzi,
      którzy demonstrują zdystansowany stosunek do polityki.” A więc Polacy chcą oddać
      pełnię władzy PO, bo PO pełni władzy nie chce. Aż dziw, że nikt wcześniej nie
      wpadł na to przed Tuskiem! Chcesz władzy? To nie dostaniesz. Nie chcesz? Oto ona!

      Dystans do władzy czy zaniechanie?

      Oczywiście przed Tuskiem, to nie działało, bo żeby Tusk mógł nie chcieć władzy i
      ją mieć, musiał jej chcieć niebezpieczny Kaczyński i ją stracić. I nie bez
      powodu Platforma wkłada tyle wysiłku w codzienne potyczki z PiS-em i
      prezydentem, żeby poczucie zagrożenia nie ustało. Zawsze można powiedzieć, że
      prezydent zawetuje albo kryzys nie pozwala, więc rząd nie może nic zrobić. Co
      nie znaczy, że by nie chciał. A nawet, że nie robiąc, tak naprawdę robi. Tak
      jest przecież w przypadku mediów publicznych czy szpitali. Nie musimy zgłębiać
      intencji Platformy, wystarczy zajrzeć do ustaw. Jest tam wprost zapisany
      mechanizm podporządkowania władz mediów publicznych i ich budżetów samemu
      rządowi. A jeśli nie da się tego (albo komercjalizacji szpitali) przeprowadzić
      ustawą, to niech gniją, a gdy sytuacja będzie już nie do wytrzymania, to Polacy
      sami zaczną domagać się prywatyzacji i powywieszają związkowców. Ost tę postawę
      Platformy nazywa „dystansem do władzy” i pisze: „PO tym się różni od PiS i
      pozostałych partii, że nie traktuje ogromnego poparcia społecznego jako mandatu
      do podporządkowania sobie państwa, gospodarki czy mediów”.

      Jako „dystans do władzy” można potraktować nie tylko każde zaniechanie, ale
      także każdą taktyczną kooptację na listy polityków z innych obozów, przerywanie
      prac nad ustawami, gdy okazują się kontrowersyjne, unikanie trudnych decyzji
      (jak podniesienie podatków), podporządkowanie dwóch lat premierowania walce o
      urząd prezydencki itd.

      Ideologia skuteczności

      Ale kres metanarracji sam jest metanarracją, antydoktryna zawsze ukrywa
      doktrynę, a koniec ideologii sam jest ideologią. I jest tak niezależnie od tego,
      czy postpolitykę potraktujemy jako ograniczenie się do marketingu politycznego,
      czy jako ukrytą za nim konkretną politykę. Bo jedno i drugie przynosi realne
      konsekwencje społeczne. To tylko inne znaczenie przysłowia, że polityka nie
      znosi próżni.

      Sam Lyotard – twórca tezy o kresie metanarracji – podkreślał, że kryzys
      legitymizacji przez metanarracje, nie oznacza kryzysu legitymizacji w ogóle. Ich
      miejsce wypełnia legitymizacja przez skuteczność. Ideologia skuteczności jest na
      ogół niejawna i oparta o uzasadnienia praktyczne, a nie teoretyczne.
      Podporządkowuje sobie wszystkie inne rodzaje wypowiedzi i wyklucza wszystkich,
      którzy nie są w tej grze dość skuteczni. Palikot może zachowywać się jak
      postępowiec, gdy krytykuje homofobie, albo jak homofob, gdy sugeruje
      homoseksualizm Kaczyńskiemu, jak feminista, gdy popiera parytety i jak
      szowinista, gdy gawędzi o swoim bujnym życiu seksualnym, jak ekspert, gdy
      zasiada w jakiejś poważnej komisji, albo jak pajac, gdy pije z gwinta na ulicy.
      W ten sposób medialnie, a więc i politycznie jest w stanie pobić każdego. Ale
      czy z tego wynika coś dobrego dla państwa, albo społeczeństwa? Dystans do władzy?

      Oparty na ideologii skuteczności system napędza się sam i sam w sobie staje się
      wartością. Umyka uwadze wielu, że choć jest mniej dominujący, bo nieoparty na
      żadnej „wielkiej opowieści”, to jednak bardziej wszechobejmujący, bo potrafi
      wchłonąć i przerobić wszystkie.

      Postpolityka w całym cywilizowanym świecie trawi dziś demokrację. Większość
      żywych sporów w obszarze filozofii polityki dotyczy dziś warunków możliwości
      przezwyciężenia rządów „cynicznego rozumu”. Spór między lewicą i prawicą nie
      gaśnie, bo postpolityka eliminuje antagonizmy społeczne jedynie z powierzchni
      życia publicznego, pogłębiając je pod nią. „Konsensus stał się wartością
      przestarzałą i podejrzaną. Inaczej sp
      • diabollo Re: Post polityki, czyli... 08.09.09, 19:29
        CD:

        Postpolityka w całym cywilizowanym świecie trawi dziś demokrację. Większość
        żywych sporów w obszarze filozofii polityki dotyczy dziś warunków możliwości
        przezwyciężenia rządów „cynicznego rozumu”. Spór między lewicą i prawicą nie
        gaśnie, bo postpolityka eliminuje antagonizmy społeczne jedynie z powierzchni
        życia publicznego, pogłębiając je pod nią. „Konsensus stał się wartością
        przestarzałą i podejrzaną. Inaczej sprawiedliwość. Trzeba dojść do takiej idei
        sprawiedliwości, która nie byłaby związana z ideą i praktyką konsensusu” - pisał
        Lyotard. Zaś praktykę konsensusu, utożsamiał z „hegemonią dyskursu ekonomicznego”.

        Gdzie jest polski liberalizm?

        W Polsce o tyle trudniej dostrzec fałsz postpolityki, że weszła ona w miejsce
        przeznaczone dla liberalizmu politycznego, który długo zapowiadany ostatecznie
        nigdy się nad Wisłą nie ukonstytuował. Wszyscy pamiętamy całe półki książek
        poświęconych liberalizmowi, które zalały polski rynek w latach 90. Niemal
        powszechnym złudzeniem było przekonanie, że samo odrzucenie doktryny
        komunistycznej w imię haseł wolności słowa, zrzeszania się, praw człowieka itp.
        pozwoli z sukcesem zaistnieć liberalizmowi politycznemu. Nie brakowało też osób
        identyfikujących się jako liberałowie. Byli jednak i bardziej ostrożni. Dla
        haseł, z którymi Polska wychodziła z komunizmu, Jerzy Szacki rezerwował zaledwie
        miano protoliberalizmu, dostrzegając obok także rosnący w siłę nurt liberalizmu
        ekonomicznego. Utożsamienie jednego z drugim nie składa się na żaden prawdziwy
        liberalizm, skutecznie broniący wolności. Pisał, że „w grę wchodzi tutaj nie
        tyle (lub nie tylko) określona doktryna ekonomiczna, mogąca współistnieć z
        nieliberalnymi poglądami na tematy ekonomiczne, ile idea liberalnej kultury, w
        której urzeczywistnione byłyby postulaty rządów prawa, światopoglądowej
        neutralności państwa, poszanowanie praw mniejszości wszelkiego rodzaju, tolerancji.”

        Po pierwszym wybuchu wolności w 1989 roku, marsz wolności ekonomicznej wiązał
        się z odwrotem od wolności politycznej. Stało się raczej tak, jak przewidywał
        już w 1992 roku Bruce Ackerman, zauważając, że liberalizm występuje w Europie
        Wschodniej jako „marksizm na opak”, który różni się od marksizmu głównie tym, że
        uświęca kapitalizm, pozwalając korzystać mu z tych samych schematów myślowych
        bazujących na idei „końca historii” i „skoku do królestwa wolności”. Z
        perspektywy minionego dwudziestolecia widać jak niewielki wpływ miały
        pozostające w sferze abstrakcji hasła i idee liberalne, gdy w rzeczywistości
        ograniczano prawa reprodukcyjne kobiet, duszono głos ujawniających się
        mniejszości, katechizowano i prywatyzowano sferę publiczną.

        Charakterystyczne jest jak szybko zbladły też gwiazdy takich ikon liberalizmu
        jak Raymond Aron, Izajasz Berlin, John Rawls czy Richard Rorty, nie wspominając
        o Keynesie. Komu mogliby dziś patronować na polskiej scenie politycznej?
        Dodajmy, że wszyscy wymienieni byli krytykami liberalizmu ekonomicznego, trzech
        pierwszych nawet poświęciło całe książki lub serię wykładów samemu Marksowi jako
        przenikliwemu krytykowi rzeczywistości społecznej ukształtowanej przez
        kapitalizm. Aron, pozostając konsekwentnym krytykiem systemów komunistycznych,
        potrafił powiedzieć o sobie, że „jest nieortodyksyjnym marksistą” i u kresu
        życia stwierdzić: „Do dzisiaj interesuje się marksizmem Marksa, bo nie
        marksizmem Breżniewa, który jest strasznie nudny. Ale marksizm Marksa jest
        nadzwyczaj interesujący”. W każdym razie wszyscy doskonale wiedzieli, że idea
        wolności ma charakter złożony i może być zrealizowana tylko w negocjacji z ideą
        równości. Własność prywatna może przecież dawać władzę, która uczyni wolność
        innych fikcją. „Bogowie są skłóceni” - jak pisał Max Weber o nieusuwalnym
        napięciu, które towarzyszy idei wolności i równości. Doktrynalny liberalizm
        ekonomiczny gwałci wolność, a z pewnością jej nie potrzebuje, o czym dziś możemy
        nie tylko przeczytać u filozofów, ale doświadczyć w Chinach czy w Rosji. Dziś
        wiemy także, że gdy rozprzestrzeni się na całą sferę publiczną, zdominuje
        komunikację (media) i kulturę, zaraz po tym skolonizuje politykę i uczyni
        demokrację fikcją. Słusznie Lyotard identyfikował przemianę, której początki
        opisywał z „hegemonią dyskursu ekonomicznego”.

        Liberalizm polityczny jako żywa idea, zgasł w Polsce, zanim się narodził w
        praktyce. Podzielił los „Kościoła otwartego”, „społecznej gospodarki rynkowej” i
        tym podobnych idei. Dziś syn „Kościoła otwartego” Jarosław Gowin zajmuje się
        ochroną koncesji uzyskanych po ‘89 roku przez najbardziej konserwatywnych katolików.

        W tę właśnie pustkę po nienarodzonym liberalizmie politycznym weszła
        postpolityka PO. I wielu, którym bliskie są idee liberalne, dało się nabrać, że
        właśnie Tusk je uosabia. Że liberalizm to taki centryzm, a centryzm to coś
        pomiędzy postkomunizmem a populizmem. Wystarczy nie być Napieralskim ani
        Kaczyńskim. Wystarczy być Piskorskim.
        Historia liberalizmu w Polsce powinna ukazać się z podtytułem „Od Jaruzelskiego
        do Piskorskiego”. Bo ma racje Karol Modzelewski, że polska demokracja liberalna
        nie byłaby tak ekskluzywna dla tylu grup społecznych, gdyby stan wojenny nie
        złamał ducha wolności i solidarności w społeczeństwie. Nie dałoby się narzucić
        tak bezdusznego modelu przemian, który arbitralnie i niesprawiedliwie podzielił
        ludzi, produkując w ostatniej odsłonie frustratów (z PiS) i normalsów (z PO).
        Żeby przekroczyć ten dysfunkcjonalny dla demokracji podział nie wystarczy
        ogłosić się liberałem i mieć farta. Nawet tyle, ile potrzeba, żeby 138 razy pod
        rząd wygrać w ruletkę.

        W tej sytuacji nie warto pytać o to, czy grozi nam hegemonia PO, ale o to, czy
        grozi nam trwała hegemonia postpolityki?

        Tekst ukazał się w „Europie”, dodatu do „Newsweeka”, z 7 września 2009.

        www.krytykapolityczna.pl/Krytyka-Polityczna-w-mediach/Sierakowski-Post-polityki/menu-id-1.html
    • diabollo Opcja Zero, czyli... 08.09.09, 20:59
      ...w temacie, a niegłupio pan Żakowski.
      W prawdzie pośrednio o demokracji. No i optymistycznie, że chyba z demokracji
      można korzystać mądrzej.

      Kłaniam się nisko.

      www.polityka.pl/opcja-zero/Lead30,933,300778,18/

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka