rzulw
29.12.03, 13:11
heh, Jaśminka mi przypomniała...
Miałem kotkę, w adresówce miała wpisame Uzzi (to od karabinu :) )
Chodziła przy nodze jak piesek, a kiedy się zmęczyła to wskakiwała mi na
ramię. Ludziska mieli ubaw, bo do miasta zawsze się ze mną wybierała i
wiedziała, kiedy idę połazić, a kiedy idę do pracy.
Budziła mnie do pracy zawsze minutę przed budzikiem (często nawet kiedy go
nie nastawiłem. Bywało, że po mnie do pracy przychodziła :), przynosiła mi
jakieś myszki upolowane i inne "skarby". Uwielbiała się kąpać (!) ale tylko w
wannie :) Kiedyś się kąpałem, a ona łaziła po brzegu wanny...poślizgnęła się
i bach do wody. Od tamtej pory sama wkakiwała :)
Gdy ją dostałem, to mieściła mi się w dłoni...
Miałem też psa, świetnego opiekuna Wiktorii, baaardzo cierpliwego i
wyrozumiałego towarzysza zabaw oraz doskonałego ochorniarza mojej córki. Też
był kochany, ale do Uzzi daleko mu było.
Kotkę musiałem oddać, a psa nam ukradli....