jerzykrajewski7
23.10.06, 07:47
W jednym z wątków na tym forum kilka miesięcy temu opowiadałem się za
uwolnienieniem Davida Irvinga z austriackiego więzienia. Dzis na gazeta.pl
znalazłem podobny głos w tej sprawie znanego historyka.
Pozdrawiam
Jerzy Krajewski
Nie potrzebujemy nowych tabu
Timothy Garton Ash*2006-10-20, ostatnia aktualizacja 2006-10-20 20:51
Skończmy z polityką podwójnych standardów. Zakaz dyskusji o holokauście i
francuska ustawa dotycząca ludobójstwa Ormian kłócą się ze sztandarową
europejską zasadą wolności słowa
Fot. KEVIN FRAYER AP
Ormiańskie dzieci biorą udział w marszu zorganizowanym dla uczczenia 90.
rocznicy masowych mordów na Ormianach, siedziba Patriarchatu Ormiańskiego,
Jerozolima, 25 kwietnia 2005 r.Jak wspaniale francuskie Zgromadzenie Narodowe
walczy o prawdę, sprawiedliwość i humanizm! W zeszłym tygodniu przegłosowało
ustawę, która czyni przestępstwem negowanie tureckiego ludobójstwa na
Ormianach podczas I wojny światowej. Brawo! Chapeau bas! Vive la France! Ale
niechże to będzie początek nowego wspaniałego rozdziału w dziejach Europy.
Niech parlament brytyjski ogłosi teraz przestępstwem zaprzeczanie, jakoby
polskich oficerów w Katyniu w 1940 roku wymordowali Rosjanie. Niech parlament
turecki ogłosi, że przestępstwem jest zaprzeczanie torturowaniu algierskich
partyzantów przez Francuzów.
Niech parlament niemiecki przegłosuje ustawę zabraniającą kwestionowania
istnienia sowieckiego gułagu. Niech parlament irlandzki uchwali, że nie wolno
podawać w wątpliwość zbrodni popełnionych przez hiszpańską inkwizycję. Niech
parlament hiszpański uchwali, że każdy, kto twierdzi, że Serbowie nie
planowali ludobójstwa wobec Albańczyków w Kosowie, podlega karze dziesięciu
lat więzienia. Natomiast Parlament Europejski powinien niezwłocznie
wprowadzić do prawa unijnego ustawę nakazującą, by poczynania amerykańskich
kolonistów wobec Indian obowiązkowo określać mianem ludobójstwa. Szkoda
tylko, że w Unii nie wolno nam skazywać na śmierć za te wszystkie odrażające
zbrodnie myśli. Ale może z czasem i to uda się zmienić.
O, nowa wspaniała Europo! Kompletnie nie pojmuję, jak ktokolwiek przy
zdrowych zmysłach - wyłączając oczywiście lobby francuskich Ormian - może
uważać tę ustawę, która zresztą i tak prawie na pewno zostanie odrzucona
przez wyższą izbę francuskiego parlamentu, za krok światły i postępowy. Jakim
prawem francuski parlament ma ustalać jedyną słuszną terminologię historyczną
na określenie czegoś, co drugi naród uczynił trzeciemu narodowi
dziewięćdziesiąt lat temu? Gdyby przegłosowali zakaz podawania w wątpliwość
udziału reżimu Vichy w deportacji francuskich Żydów do obozów śmierci, też
uznałbym to za błąd, ale mógłbym przynajmniej szanować odruch moralnego
samokrytycyzmu.
Natomiast ta konkretna ustawa ma dokładnie takie same podstawy moralne i
historyczne, co wszystkie pozostałe moje sugestie. Faktycznie, prawie pół
miliona francuskich obywateli ma pochodzenie ormiańskie - z Charles'em
Aznavourem na czele, niegdyś Warenagiem Aznawurianem - i to oni naciskali na
parlament. W Wielkiej Brytanii znalazłoby się co najmniej tyle samo obywateli
pochodzenia polskiego, toteż brytyjska ustawa w sprawie Katynia byłaby równie
uzasadniona. Już widzę, jak Denis MacShane, brytyjski parlamentarzysta
pochodzenia polskiego, zgłasza taki pomysł - oczywiście w konwencji żartu. A
może niech parlamentarzyści pochodzenia pakistańskiego i indyjskiego zgłoszą
dwa konkurencyjne projekty ustawy w sprawie historii Kaszmiru?
W zeszły piątek "Guardian" stwierdził w komentarzu redakcyjnym,
że "zwolennikami tej ustawy niewątpliwie powoduje szczere pragnienie, by
zerwać z trwającą od dziewięćdziesięciu lat niesprawiedliwością". Chciałbym w
to wierzyć. Można sobie wyobrazić inne motywacje - na przykład chęć
przypodobania się wyborcom ormiańskiego pochodzenia lub stworzenie dodatkowej
przeszkody dla tureckiego wejścia do UE - ale roztrząsanie motywacji to
robota głupiego.
Dla każdego rozumnego czytelnika powinno być jasne, że moja argumentacja nie
ma nic wspólnego z powątpiewaniem w nieszczęście Ormian, którzy w trakcie I
wojny światowej bądź po jej zakończeniu zostali zamordowani, wypędzeni lub
zmuszeniu do ucieczki z obawy o własne życie. To, co ich spotkało z rąk
Turków, było straszne, i zbyt rzadko europejska pamięć zbiorowa wspomina o
ich losie. Wielu szacownych historyków i pisarzy dowiodło, że tamte
wydarzenia zasługują na miano ludobójstwa zgodnie z jego definicją ustaloną
po 1945 roku. Pisarze tureccy, którzy ośmielili się sugerować coś podobnego,
stawali przed sądem na podstawie osławionego artykułu 301 tureckiego kodeksu
karnego - jednym z nich był Orhan Pamuk, tegoroczny zdobywca literackiej
Nagrody Nobla. To niewątpliwie coś gorszego niż zamierzone konsekwencje nowej
francuskiej ustawy. Ale dwie nieprawdy nie dają prawdy.
Historycznej prawdy nie da się zadekretować. Można ją co najwyżej ustalać na
podstawie swobodnie przeprowadzanych badań, w ramach których historycy
spierają się o fakty i materiały dowodowe, sprawdzać zasadność swoich tez i
nie lękać się prześladowań ani procesów sądowych.
W dzisiejszym ideologicznie nabrzmiałym kontekście politycznym proponowana
ustawa stanowi krok w jak najgorszym kierunku. Jak możemy być wiarygodni,
krytykując Turcję, Egipt czy inne państwa za ograniczanie wolności słowa
poprzez prawną ochronę historycznych, narodowych czy religijnych przesądów,
skoro sami dopuszczamy się tego w jeszcze większym stopniu? W zeszły weekend
w Wenecji znowu słyszałem, jak pewien szacowny uczony muzułmański zżymał się
na nasze podwójne standardy. Żądamy od muzułmanów, aby pogodzili się z
obrażaniem ich tabu - mówił - ale czy Żydzi pozwoliliby komukolwiek negować
Holocaust?
Zamiast tworzyć i chronić prawem nowe tabu dotyczące historii, tożsamości
narodowych czy religii, powinniśmy zająć się demontażem tych, które wciąż
jeszcze figurują w naszych kodeksach. Kraje europejskie, gdzie takie przepisy
nadal obowiązują, powinny je znieść. Tak zakaz bluźnierstwa, jak negowania
Holocaustu. Inaczej nie unikniemy oskarżeń o podwójne standardy. Skoro się
powiedziało A, trzeba powiedzieć B. Słyszałem niedawno, jak francuski filozof
Bernard Henri-Lévy dokonywał imponujących akrobacji intelektualnych, by
wyjaśnić, dlaczego jest przeciwko zakazywaniu krytyki religii, ale popiera
zakaz negowania Holocaustu. Co innego kwestionować przekonania religijne -
tłumaczył - a co innego fakty historyczne. Takiego stanowiska nie sposób
obronić. Fakty historyczne ustala się właśnie w dyskusji i sprawdza się je na
podstawie materiałów dowodowych. Bez tych sporów, w ramach których
uwzględniane są również skrajne stanowiska negacjonistów, nigdy byśmy nie
ustalili żadnego faktu.
Taka spójność postaw wymaga różnych bolesnych decyzji. Na przykład poglądy
Davida Irvinga o nazistowskich planach eksterminacji Żydów budzą we mnie
wyłącznie odrazę - jestem jednak przekonany, że nie powinien z ich powodu
siedzieć w austriackim więzieniu. Ktoś może odpowiedzieć, że fałszywość
niektórych jego twierdzeń wykazano w brytyjskim sądzie. To prawda - ale to
nie państwo brytyjskie wystąpiło z oskarżeniem o negacjonizm. To sam Irving
wytoczył proces innemu historykowi, który zarzucił mu kwestionowanie
Holocaustu. Próbował zahamować swobodną i uczciwą debatę historyczną, a
brytyjski sąd wystąpił w jej obronie.
Jeżeli dziś chcemy bronić wolności słowa u siebie i wspierać ją tam, gdzie
jej brak - powinniśmy się domagać uwolnienia Davida Irvinga z austriackiego
więzienia. Austriackie przepisy zakazujące negowania Holocaustu są
historycznie bardziej zrozumiałe i z moralnego punktu widzenia zasługują na
większy szacunek niż ustawa proponowana przez Francuzów - Austriacy
przynajmniej usiłują zmierzyć się z własną niełatwą przeszłością, zamiast
zajmować się osądzaniem cudzej. Jednak w int