Dodaj do ulubionych

domowy po poronieniu?

04.10.09, 22:11
mam dwoje dzieci. oboje zdrowych i urodzonych naturalnie.
na drugi poród umówiona byłam z Dorotą z Łodzi na domowy. w ostatniej chwili
jednak zmieniłam zdanie i pojechałam do szpitala (co prawda zwiałam z niego 10
godzin po porodzie ale zawsze). niedawno byłam w 3 ciązy ale niestety
zakończyła sie łyżeczkowaniem (o co jestem zła bo uważam że chyba nie było
konieczności, no ale stało sie). czy w takim razie moje marzenia o porodzie
domowym 3 dziecka legły w gruzach. drugi nie było problemu, czy w takim razie
to że poroniłam w 11 tc (ciąza przestałą sie rozwijać w 8 tc) juz mnie
dyskwalifikuje?
jak myślicie?
Obserwuj wątek
    • kaakaa Zapytaj położną... 05.10.09, 00:19
      ... z którą chciałabyś urodzić. Nikt inny nie odpowie Ci na pytanie, czy położna
      podejmie się opieki w Twoim przypadku.
      • kaeira Re: Zapytaj położną... 05.10.09, 09:32
        A z ciekawości - dlaczego poronienie jest jakimś przeciwwskazaniem? Czy może
        raczej chodzi o zabieg łyżeczkowania?
        • monicus Re: Zapytaj położną... 05.10.09, 09:46
          o to drugie. bo uszkadza wysciolke macicy. teraz sie to aplikuje kazdej kobicie
          jesli sie zglosi z poronieniem uncertain ehhh
          • kaakaa Re: Zapytaj położną... 05.10.09, 11:30
            monicus napisała:

            > teraz sie to aplikuje kazdej kobicie
            > jesli sie zglosi z poronieniem uncertain ehhh

            Jak się uprze, że nie chce i podpisze, że na własną odpowiedzialność, to na siłę
            nikt nie wyłyżeczkuje smile
            • monicus Re: Zapytaj położną... 05.10.09, 11:38
              ta ale to trzeba sie upierac... jak ze wszystkim. i krwia podpisywac
          • marianna0077 Re: Zapytaj położną... 05.10.09, 11:52
            Tak jak napisała kaakaa, tylko położna Ci powie.
            Mogę Ci na pocieszenie napisać jak było u mnie smile.
            W podobnym czasie straciłam pierwsze dwie ciąże. Dwa razy byłam
            łyżeczkowana. Było to niestety raczej konieczne akurat w moim
            przypadku. Potem urodziłam syna, w 36 tygodniu. Łożysko ok. Urodzone
            w całości. (Pani salowa chciała mi pomóc i wycisnąc swoją ponad
            stukilowa masą, ale jak tylko zaatakowała mnie swoim łapskiem, to ją
            uderzyłam i wrzasnęłam "sama", pani uciekła a ja spokojnie urodzilam
            łozysko w całości-to było jedno z najbardziej "zwierzęcych"
            zachowań, jakie mi dane było przeżyć wink).
            W czwartej ciaży juz brdzo chciałam rodzić w domu, po skończeniu
            szczęśliwym I trymestru zadzwoniłam do jedynej tu działającej
            położnej domowej i od razu powiedziałam jak sprawy sie mają. Ale że
            bardo chcę, że wierzeę bardzo w to, ze się wszystko uda i że to
            łożysko mnie nie niepokoi. Pani położna powiedziała, że zobaczymy,
            że nie obiecuje, że jest bardziej na nie, ale nie wyklucza takiej
            możliwości i że mam się czuć tak czy siak zaopiekowana i że jak sie
            nie uda w domu, to w szpitalu mi pomoże. I ciąża płyneła, ja byłam
            spokojna. Po spotkaniu w 34 tygodniu pani położna powiedziała, że
            próbujemy. Zdecydowanie się przyglądała, jaka jest moja motywacja,
            czy jestem głęboko przekonana do tego pomysłu, czy ufam sobie i jej.
            Ufałam, a ona zaufała temu mojemu spokojowi. Na marginesie, zawsze z
            góry przeczuwa, u której kobiety uda się poród domowy a u której nie.
            Urodziłam, łozysko urodzone w całości (choć jakoś tak odwrotnie niz
            zwykle, zapomniałam jak sie ten sposób nazywa (dankana?)i widziałam,
            bo trochę czekałyśmy na to łożysko, że robi się stresująco, że bała
            sie troszkę tego łożyska).
            Zasadniczo chodzi właśnie o to, że lyzeczkowanie może mieć wpływ na
            ewentualne problemy z oddzieleniem łozyska. Ale z tego co pamietam,
            jak sie tym wtedy w ciaży interesowałam, różne źródła różnie się do
            tego odnoszą i ze to prawdopodobieństwo jest naprawde bardzo
            niewielkie (to jest niewiele większe, jeżeli w ogóle, niż bez
            łyżeczkowania w wywiadzie, bo jako takie istnieje zawsze, w
            najzdrowszej ciąży)

            Życzę Ci zatem domowego finału bez problemów w trzeciej fazie i
            pozdrawiam.


            • monicus Re: Zapytaj położną... 05.10.09, 13:55
              kurcze - wszedzie jest to minimalne ryzyko a robi sie z niego maksymalne. ehh
            • kaakaa Re: Zapytaj położną... 05.10.09, 15:50
              marianna0077 napisała:


              > Urodziłam, łozysko urodzone w całości (choć jakoś tak odwrotnie niz
              > zwykle, zapomniałam jak sie ten sposób nazywa (dankana?)

              Pomądrzę się, jak zwykle wink
              Ten sposób, w istocie, się nazywa Dunkana (czyta się właśnie tak, jak
              napisałaś!) i polega na tym, że łożysko oddziela się najpierw brzegiem i zanim
              się urodzi, to wywraca się w stronę kanału szyjki macicy stroną matczyną. Jest
              przy tym znacznie większe krwawienie niż przy częstszym sposobie Schultzego,
              kiedy to łożysko rodzi się stroną płodową (gładką, bo pokrytą błonami), bo
              oddziela się najpierw środek a na końcu brzegi. W literaturze anglojęzycznej,
              żeby studentom było łatwiej zapamiętać, który sposób jest który, mówi się:
              * Dirty Dunkan (brudny Dunkan) i
              * Shiny Schultze (błyszczący Schultze)
              • marianna0077 Re: Zapytaj położną... 05.10.09, 17:29
                O la la!
                Dirty Dunkan smile brzmi uroczo.
                • eps Re: Zapytaj położną... 07.10.09, 20:26
                  ekstra wink to dałyście mi nadzieję!!!
                  ja juz rodziła z Dorotą w łodzi i była zadowolona.
                  nie chciałam łyżeczkowania ale jak na mnie naskoczyło w szpitalu 3 porąbanych
                  lekarzy i położna to sie poddałam. jeden oszołom wyzywał do innych "wariatka,
                  wiariatka, umrzeć chce [ wink], do spychiatryka zaraz zadzwonie", no idiota
                  zupełny i nieuleczalny. W końcu sie zgodziłam żeby mi spokój dali bo chciałam do
                  domu do synów jechać i tak wyszło.
                  na razie nie bede do Doroty dzwonić bo nawet nie jestem w ciązy wiec nie bede
                  jej głowy truć.
                  jeszcze raz dzięki.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka