W końcu mam czas zeby sie pochwalić

W nocy z czwartku na piątek przyszła na świat Marysia. Urodziła się w domu, na
naszej sofie, jest zdrowa i silna

Rodzic zaczęłam na procesji z okazji Bożego Ciała

Skurcze były
nieregularne i zastanawiałąm sie czy dzwonić do położnej. No ale z racji
konieczności przyjęcia antybola nie ociągałam się. Jak doszliśmy do domu
miałąm skurcze co 8 minut, a tu jeszcze 2h do położenia starszej spać! Jak ją
usypiałam piersią to kurczyło mnie już co 5 minut

W trakcie porodu leciałam do sypialni znów zapodać pierś bo mi się dziecko
wybudziło i w ciągu 10 minut zaliczylam 3 skurcze

Ale to była
najpiękniejsza chwila porodu!!!!
Trochę siedziałam w wannie (szyjka dłuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuugo nie chciała się
rozwierać

), ale generalnie poród spędziłam na piłce, przy zapalonych
świeczkach, opierając się o męża i mając położną masującą mi plecy.
W chwili wyjścia Marysi na świat obudziła sie starszaczka, mąż ją do mnie
przyniósl. Od razu nakarmiłam obie

Rodziłam 7h, czyli dłużej niz pierwszą córę i poród był dla mnie trudniejszy i
boleśniejszy. Ale dzięki temu że domowy zniosłam to dzielnie.
Nie pękłam, nie nacięto mnie, 6 dni po porodzie kompletnie nie widać ze
rodziłam

Matko, chce jeszcze! Ale może za 3 lata
Wszyscy mamy się dobrze, karmię obie córy, nocki są rózne, z tendencją do
dobrych, jakoś się ogarniamy
Pozdrawiam Was wszystkie!