Dodaj do ulubionych

CI, PI - cc; CII, PII - marzę o...

19.08.10, 22:19
Dobry wieczór smile
Chciałam się przywitać i na wstępie podziękować Wam ze to miejsce w sieci,
które tu stworzyłyście.
Forum czytam regularnie, dużo tu praktycznych porad, z których mam nadzieję
skorzystać.

W zasadzie wszystko o mnie już wiecie z tematu wątku. Wiem, że jest tu kilka
kobiet, które dokładnie rozumieją co czuję i dlaczego...

Pierwszy poród - nawet nie brałam pod uwagę innej możliwości niż psn (o
naiwna!). Miałam opłaconą legalnie "swoją " położną i do głowy mi nie
przyszło, że trzeba było również postarać się o "swojego" lekarza. Nie
zdawałam sobie również sprawy, jak ważny jest wpisany na karcie ciąży termin
porodu. Wiedziałam, że te wyliczenia z OM to w moim przypadku kit, bo dziecię
zostało spłodzone w 21 dniu cyklu. Ale nie spodziewałam się, że może paść
argument na IP: "Pani! Ile ja tu już widziałem niepokalanych poczęć, bo mąż w
delegacji, he he he". Nie wiem dlaczego wtedy te słowa nie oburzyły mnie...
Ech - długo by pisać. Niestety - po trzech latach nadal to żywe jest we mnie i
uwierające.

Koniec końców - przez pięć dni podpisywałam na IP, że świadomie rezygnuję z
przyjęcia do szpitala. Potem - cztery dni wywoływania przy pomocy oksytocyny.
Samoczynna akcja rozpoczęta w nocy, wyciszona zupełnie o poranku, zaraz po
przebudzeniu oddziału (jestem przekonana, że to stres związany z wizytą: "i co
my teraz z Panią poczniemy?" spowodował wyciszenie akcji skurczowej). Na nowo
skurcze powróciły o 16... Przyjęcie na porodówkę, kilkugodzinne leżenie pod
KTG z bólami krzyżowymi (w pewnym momencie zeskoczyłam z łóżka i powiedziałam,
że może się KTG pisać na siedząco; położna przerażona: "my tu tak nie
praktykujemy!"; mąż trzymał pelotę od KTG, zapis był ciągły, a ja pierwszy
skurcz macicy bez towarzyszącego bólu w plecach odczułam jako autentyczną p r
z y j e m n o ś ć). No i o 21.30 decyzja o cięciu, z powodu braku postępu
porodu. Klasyka?

Moja koleżanka-lekarka, gdy usłyszała, że teraz chciałabym rodzić naturalnie,
skomentowała: "i co? tak ci potrzebne do szczęścia, żeby dzieciak wyszedł
tamtędy?"
Więc po cichu liczę, że może tu usłyszę chociaż ze dwa słowa otuchy.
Powspieracie Dziewczyny?
Obserwuj wątek
    • kaakaa Re: CI, PI - cc; CII, PII - marzę o... 19.08.10, 22:41
      @mimi_p - witaj!
      Piszesz, że niby o Tobie wszystko wiadomo z tematu wątku a ja mam poczucie, że
      nic nie wiadomo nawet po przeczytaniu całego posta wink
      Kochana, jesteś w komfortowej sytuacji - po jednym cc bez wskazań powtarzających
      się w kolejnych porodach (typu zwężona miednica na przykład, czy inne problemy
      ortopedyczne) to żaden lekarz nie ma prawa Ci się upierać, że drugie też powinno
      być cc.
      Nie napisałaś nic o tym, do jakiego postępu doszłaś przy pierwszym porodzie. Czy
      w ogóle nic się nie rozwierało i dlatego zdecydowali o cięciu? Czy może uznali,
      że rozwiera się za wolno a oni już chcą iść spać i nie będą do rana czekać? BTW,
      od 16.00 do 21.30 to za długo Ci nie dali popróbować confused A nie wmawiali Ci, że
      tam jakieś wahania tętna są, czy inna zagrażająca zamartwica? Aż mnie dziw
      bierze, że po tak krótkim czasie ktoś orzeka o braku postępu...
      No i podstawowa dla mnie kwestia - gdzie ta przyjemność Cię spotkała? Skąd
      jesteś, dziewczyno? Są w Polsce miejsca mniej i bardziej przyjazna rodzącym,
      także tym rodzącym po cc. Jak ujawnisz skąd jesteś, to może coś dziewczyny
      doradzą w kwestii, z kim nawiązać kontakt, żeby sobie zwiększyć szanse
      powodzenia drugim razem.
      I nic nie piszesz, kiedy ten drugi poród ma nastąpić, a to bardzo istotna
      kwestia, bo tu na forum wszystko niezwykle ciekawskie kobitki wink
      A komentarz koleżanki-lekarki, IMO, debilny i wskazujący na to, że pojęcia o
      fizjologii kobieta nie ma sad Smutno, że takich mamy lekarzy.
      Bądź dobrej myśli, bo masz duże szanse, żeby było pięknie, tylko trzeba się
      dobrze przygotować i nie popełniać drugi raz tych samych błędów smile
      • mimi_p Re: CI, PI - cc; CII, PII - marzę o... 19.08.10, 23:08
        smile Dziękuję za odpowiedź Kaakaa (nb. serdecznie gratuluję dyplomu!). Postaram
        się odpowiedzieć szczegółowo tym razem.

        Z tego co mi wiadomo rozwarcie osiągnęło 7 cm. Główka nie chciała się wstawić...
        Myślę, że położna bardzo chciała mi pomóc - wydaje mi się, że ona przebiła
        pęcherz, ale to nie pomogło. Wody chlusnęły i owszem, a główka nadal była wysoko.
        Jeżeli chodzi o tę panią dr (jakoś nie mogę o niej przestać myśleć per 'ten
        wstrętny babsztyl'), co zadecydowała o cięciu, a potem je wykonała - z nią w
        ogóle nie było rozmowy. Jej nazwisko oraz wskazania do cięcia wyczytałam sobie
        na wypisie. Przyszła, jeden rzut oka na mnie, ktg, położną i rzucone: cięcie!
        Niestety, od początku nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że późna godzina oraz
        fakt, że pani dr nie była już pierwszej młodości, a ja byłam ostatnią rodzącą na
        porodówce też odegrały tu rolę...

        > No i podstawowa dla mnie kwestia - gdzie ta przyjemność Cię spotkała? Skąd
        > jesteś, dziewczyno?
        Jestem z Wrocławia. O tutejszej ginekologii to można regularnie poczytać w
        gazecie, he, he...

        > I nic nie piszesz, kiedy ten drugi poród ma nastąpić, a to bardzo istotna
        > kwestia, bo tu na forum wszystko niezwykle ciekawskie kobitki wink

        Jestem w 18 tygodniu.

        > Smutno, że takich mamy lekarzy.

        Jak ciekawskie to zdradzę, że ja też z tych rarogów niestety. Tylko ja nikogo
        nie leczę, więc jakby drugi sort jestem. smile I generalnie to klincyści na mnie z
        pobłażliwym uśmiechem patrzą. No. I myślę, że jak wpadłam w te szpitalne tryby,
        to byłam tak samo przerażona jak niejedna z Was.

        > Bądź dobrej myśli, bo masz duże szanse, żeby było pięknie, tylko trzeba się
        > dobrze przygotować i nie popełniać drugi raz tych samych błędów smile

        A! Miód!
          • mimi_p Dr Agrawal 20.08.10, 15:00
            aajjaa napisała:

            > Jak z Wrocławia, to nie jest tak zle, w koncu mamy tu dr Agrawal smile

            No właśnie. Myślałam, że jej nazwisko tu wypłynie. Chodzę do innego ginekologa,
            do którego mam zaufanie jeżeli chodzi o prowadzenie ciąży. Nasze poglądy na
            poród różnią się znacznie, ale na chwilę obecną nie przeszkadza mi to.

            Jak myślicie? Jak ważne jest żeby lekarz prowadzący wspierał kobietę w decyzji o
            VBAC? Jak wiele może pomóc? Czy może jednak szukać tylko położnej? Czy lekarza,
            który pracuje w spzitalu i w razie czego odroczy decyzję o jak najszybszym
            ścięciu (myślę tu o sytuacji, kiedy nie ma absolutnie niepodwarzalnych wskazań)?
            • kaakaa Re: Dr Agrawal 20.08.10, 16:15
              Wspierający lekarz jest w takiej sytuacji baaaaardzo ważny!
              Nie koniecznie musi to być dr Agrawal ale ktokolwiek, kto zrozumie Twój wybór i
              będzie Ci udzielał kompetentnych i uczciwych informacji na temat stanu Twojego i
              malucha. Niestety, lekarz przeciwny psn po cc będzie szukał dziury w całym i na
              pewno znajdzie wiele powodów, dla których nie powinnaś się decydować na próbę
              psn. A potem ciężko dociec, co jest obiektywnym przeciwwskazaniem a co tylko
              nadinterpretacją lekarza. Na prawdę warto mieć lekarza po swojej stronie.
              Położna nie zrobi Ci USG by ocenić usytuowanie łożyska i grubość blizny - choćby
              w tej kwestii musisz się zdać na lekarza i warto mieć takiego, któremu będziesz
              ufać, że nie chce Cię wrobić w cc, bo uważa, że to lepsze rozwiązanie.
    • fizula Re: CI, PI - cc; CII, PII - marzę o... 19.08.10, 23:07
      Mimi, wspieram całym sercem.
      Uważam, że baaardzo dzielna byłaś, że przez 5 dni aż odmawiałaś przyjęcia do
      szpitala- chylę głowę. Ja głupia przed pierwszym porodem zgodziłam się od razu
      (bo mi powiedzieli "pani może już w każdej chwili rodzić 4 cm rozwarcia") i
      dzięki temu zarobiłam 3 dni zupełnie niepotrzebnego obijania się na patologii
      ciąży i również wywoływanie porodu, do którego właściwie nas zmuszono grożeniem
      powikłaniami.
      Miałam tylko większe szczęście niż Ty, że nie skończyło się cc, ale mając tę
      wiedzę jaką mam teraz wiem, że równie dobrze mogło się skończyć operacją.
      Bądź dobrej myśli, kochana, dużo spokoju i cierpliwości dla siebie i dla
      maleństwa Ci życzę!
      • mimi_p Re: CI, PI - cc; CII, PII - marzę o... 19.08.10, 23:20
        > Mimi, wspieram całym sercem.
        Trzeba mi było napisać tu wcześniej... Zamiast śnić po nocach, że niemąż bez
        mojego udziału, poszedł, załatwił cesarkę i przyniósł mi dziecko. A potem się
        jeszcze tłumaczył, że ONI nalegali, żeby tak długo nie czekać. wink (schiza, nie?)
        Wiem, że ja dla Was jestem nowa, ale ponieważ czytam od kilu dobrych miesięcy,
        to jakoś tak czuję się tu dobrze... smile

        • soldie Re: CI, PI - cc; CII, PII - marzę o... 19.08.10, 23:49
          oj kochana,ale ja cię rozumiem. Też mnie tak załatwili za pierwszym razem,główka
          wysoko, rozwarcie 8 i późna godzina a ja ostatnia rodząca uncertain. Mój obecny gin
          potwierdza,że to przez wywołanie porodu. Tak jak kaakaa napisała, masz ogromne
          szanse, doszłaś do dużego rozwarcia, nie miałaś w zasadzie wskazań do cięcia,
          napisz jeszcze ile jesteś po cc smile Ja tez wspieram i popieram wszystkim co mam smile
          • bonga_dax1 Re: CI, PI - cc; CII, PII - marzę o... 20.08.10, 07:33
            Oj te sny bywają dołujące... Ale jak piszą dziewczyny, generalnie twoja sytuacja
            nie jest zła. 7cm to dużo. Uzbrój się w wiedzę, sporo woli walki (której i tak
            odmówić Ci nie można, skoro tak dzielnie się broniłaś przed przyjęciem do
            szpitala) i będzie dobrze. Ktoś musi szlaki przecierać w szpitalach, żeby
            wiedzieli, że można rodzić bardziej w zgodzie z naturą, a rodzące trzeba
            szanować i liczyć się z ich zdaniem. Może takie nasze - cesarzowych mam, mało
            wdzięczne przyznaję zadanie.
    • kaakaa Re: CI, PI - cc; CII, PII - marzę o... 20.08.10, 08:27
      mimi_p - w nocy naszła mnie taka myśl. Robisz wrażenie inteligentnej kobiety i
      jesteś z Wrocławia (który położniczo jest raczej dość betonowy, ale ma pewne
      zalety wink ) i w związku z tym mam dla Ciebie taką propozycję: Przeczytaj Ty
      sobie książkę pod red. Ewy Janiuk i Emilii Lichtenberg-Kokoszki "Domowe
      narodziny..." Tylko nie zwlekaj z tym, skoro u Ciebie już 18. tydzień. Jak
      wiadomo, mądrej głowie dość dwie słowie - jak przeczytasz, to myślę, że będziesz
      wiedziała, co Ci chciałam przekazać. Głośno tu nie będę pisać, coby komuś
      kłopotów nie narobić wink
      • mimi_p Re: CI, PI - cc; CII, PII - marzę o... 20.08.10, 14:31
        Dziękuję Dziewczyny za tak miłe przyjęcie.

        Książkę planowałam zakupić, jak tylko finansowo stanę na nogi po wakacjach, ale
        po takiej rekomendacji wink już ją zamówiłam, czyszcząc konto z ostatnich
        zaskórniaków. Mam nadzieję, że mi szybko zapłacą za zlecone, bo może być
        krucho... Ale czego się nie robi... <trochę się czerwieni>

        Dla mnie rozstrzygające przed podjęciem konkretnych kroków odnośnie porodu
        będzie USG w przyszły wtorek. Na USG z 13 tygodnia tworzące się łożysko było na
        przedniej ścianie macicy, dość nisko. Chciałabym uzyskać pewność, że:
        - nie jest już tak nisko,
        - nie jest umieszczone w bliźnie po cc, ani blisko niej.

        • kaakaa Re: CI, PI - cc; CII, PII - marzę o... 20.08.10, 14:38
          mimi_p napisała:

          > Dla mnie rozstrzygające przed podjęciem konkretnych kroków odnośnie porodu
          > będzie USG w przyszły wtorek. Na USG z 13 tygodnia tworzące się łożysko było na
          > przedniej ścianie macicy, dość nisko. Chciałabym uzyskać pewność, że:
          > - nie jest już tak nisko,
          > - nie jest umieszczone w bliźnie po cc, ani blisko niej.

          Nie, żebym się chciała mądrzyć, ale na tak wczesnym etapie ciąży, to kwestia
          tego, dokąd finalnie będzie sięgać łożysko jest jeszcze otwarta. Ale fakt, że
          łożysko na przedniej ścianie po wcześniejszym cc może być jakimś powodem do
          zmartwienia.
          • mimi_p Re: CI, PI - cc; CII, PII - marzę o... 20.08.10, 14:53
            Ależ Kaakaa - proszę mądrz się... To cenna uwaga.

            Mi chodziło o to, że jeżeli okaże się za te kilka dni, że łożysko jest w bliźnie
            np. to raczej przestanę marzyć o PD... Tylko będę się starać jakoś I-fazowo
            domowo, potem IP... Ale jeżeli ginekolog powie, że jest wysoko, to przynajmniej
            zostanie mi nadzieja...
            • soldie Re: CI, PI - cc; CII, PII - marzę o... 21.08.10, 12:41
              Dziewczyny, jak was czytam to sie chyba cieszę,że nie wiedziałam o tym w
              poprzedniej ciąży smile W 21 tc miałam łożysko nisko (nie przodujące) umieszczone
              na przedniej ścianie. Problemów z łożyskiem nie miałam przy porodzie, nie mówiąc
              o tym,że o bliźnie nie wiedziałam nic ( bo mi powiedzieli,że ocenić sie jej nie
              da)
              • mimi_p Jutro USG... 23.08.10, 22:10
                Soldie - masz rację. sad
                Kurcze, być nieświadomym pewnych rzeczy - źle, wiedzieć za dużo - też
                niedobrze... Niestety mam takie usposobienie chyba, że wszystko analizuję i
                szukam informacji.

                No to jutro USG - w pierwszej ciąży nie odczuwałam ciężaru potencjalnych
                konsekwencji tego badania... Teraz jest inaczej.
                • soldie Re: Jutro USG... 24.08.10, 11:02
                  No to daj znać jak po USG smile Swoją drogą- ja o tym nie wiedziałam i do głowy mi
                  to nie przyszło, bo nikt mi nie zasugerował badania blizny ani nie podjął tematu
                  wrośnięcia łożyska w macicę - tak mi sie trafiło być nieświadoma w tej
                  dziedzinie, więc nie wpadłam sama z siebie żeby jeszcze o tym myśleć,a martwić
                  miałam sie czym i tak... Wierze też,ze każda z nas jest prowadzona na swój
                  sposób przez własną intuicję w poszukiwaniu informacji, które są nam potrzebne.
                  • mimi_p Już po. 24.08.10, 21:14
                    Uffff...

                    Łożysko bez cech przodowania, wysoko nad blizną po cięciu. Szyjka zamknięta.
                    Dzieć wydaje się w normie. Całość - obraz książkowy.

                    Porozmawiałam sobie z moim prowadzącym szczerze na temat porodów (chodzę do
                    niego dlatego, że to jedyny ginekolog, który zawsze upewnia się czy nie mam
                    więcej pytań; ja zawsze mam, a on mnie nie zbywa). Mimo że, jak się wyraził, na
                    moim miejscu zrobiłby sobie cesarkę (zbyłam pobłażliwym uśmiechem) - rozumie
                    chęć powicia dziecia siłami natury. Na chwilę obecną nie widzi przeciwwskazań.
                    Ale li i jedynie w szpitalu, żadnych domowych eksperymentów (wiedziałam po
                    pierwszej ciąży, że jest ich przeciwnikiem - taka postawa chyba tu nikogo nie
                    dziwi). Zapytałam więc, który wrocławski szpital by polecił, mając nadzieję, że
                    to nie brzmiało zbyt drwiąco. Milczał z dobrą minutę. Prawdziwie milczał i
                    myślał. W końcu podsumował: nie ma szpitala, który mógłby polecić, ale może
                    polecić położną – zdolną, wspaniałą, z dobrą opinią wśród fachowców i pacjentek...
                    Niestety położna jest ze szpitala, w którym rodziłam zeszłym razem. Absolutnie
                    wierzę w jej dobre intencje i umiejętności, ale moje doświadczenie pokazuje, że
                    położna nie ma tam za wiele do powiedzenia, a lekarze lubią ingerować – jak
                    wspomnę te hektolitry oksytocyny, które we mnie wlali przez 4 dni to przechodzą
                    mnie dreszcze... I jeszcze obiecałam sobie trzy lata temu, że moja noga tam
                    więcej nie postanie wink
                    Muszę porządnie się zastanowić...
                    Nie pamiętam, która z Was napisała, że nie powinno się rodzić w domu tylko ze
                    względu na strach przed szpitalem - przepraszam, nie mogę teraz odnaleźć miejsca
                    gdzie to przeczytałam, Ale dla mnie to właśnie szpital sam w sobie jest
                    największym problemem! To ostanie miejsce na świecie, gdzie czułabym się
                    bezpiecznie. Po prostu tam nie traktuje się ludzi po ludzku – i nie dotyczy to
                    tylko rodzenia, ale również umierania.
                    Ech...
                    • soldie Re: Już po. 24.08.10, 21:33
                      mimi, doskonale cię rozumiem ( i cieszę że z łożyskiem wszystko ok smile ) Nie wiem
                      czy tam jest ktoś we Wrocławiu, no ale przyda ci się położna przyjmując porody w
                      domu, nie wiem czy sie zgodzi na domowy (moja sie nie zgodziła po cc bez żadnego
                      doświadczenia sn) ale przynajmniej istniej opcja domowo-szpitalna i przy
                      współpracy z połozną uniknięcie ingerencji.
                        • soldie Re: Soldie. 25.08.10, 10:17
                          > Ach! Nie obraź się proszę
                          Chyba mogę się tylko cieszyć i dziękować Bogu,że moje trudy nie były- nie
                          tylko,że nadaremne,ale że nie tylko dla mnie smile
                    • kaakaa Re: Już po. 24.08.10, 22:19
                      mimi_p napisała:

                      > Nie pamiętam, która z Was napisała, że nie powinno się rodzić w domu tylko ze
                      > względu na strach przed szpitalem

                      Nie wiem, gdzie to przeczytałaś ale ja to piszę w wielu miejscach. Nie chodzi o
                      to, że lęk przed szpitalem wyklucza poród w domu. Sama wybrałam dom, bo szpital
                      budził we mnie jak najgorsze skojarzenia i wydawał mi się miejscem kompletnie
                      nieodpowiednim do rodzenia dla zdrowej baby w zdrowej ciąży. To jest OK. Ale
                      ważne, żeby było coś jeszcze, poza samym lękiem przed szpitalem. A konkretnie,
                      poczucie, że jesteś sobie w stanie sama w domu poradzić lepiej niż w szpitalu.
                      Jeśli pozostając na czas porodu w domu będziesz czuć lęk o to, czy sobie
                      poradzisz, czy nic złego się nie stanie, czy w razie potrzeby dotrzesz na czas
                      do szpitala, to taki lęk może mieć zgubne skutki dla przebiegu porodu. Jeśli
                      masz poczucie, że bardziej komfortowym rozwiązaniem dla Ciebie byłby poród w
                      przyjaznym szpitalu (a są takie, tylko może nie we Wrocku), to może lepiej
                      skupić się na poszukaniu odpowiedniego szpitala i możliwości, by tam urodzić niż
                      zastanawiać się nad porodem domowym (jeśli nie czujesz się do niego przekonana)
                      i drżeć z obawy przed wrocławskimi porodówkami. No, chyba, że czujesz, że jesteś
                      przekonana, że chcesz rodzić w domu. W takiej sytuacji pozostaje Ci "tylko"
                      znalezienie położnej i przekonanie jej, że wiesz, co robisz.
                      Ciesze się, że łożysko wysoko (wierzyłam, że tak będzie smile ), teraz wszystko
                      przed Tobą smile
                      • bonga_dax1 Re: Już po. 25.08.10, 08:08
                        Ach kaakaa, to według tej definicji ja "nadaję się" jak najbardziej do porodu
                        domowego wink Ostatnie trzy lata umocniły we mnie wiarę we własne siły i
                        przekonanie, że nigdzie nie będzie mi się rodziło tak dobrze i bezpiecznie jak w
                        domu. I faktycznie nie chodzi mi już "tylko" o lęk przed szpitalem. Jakoś wizja
                        porodu domowego nie budzi we mnie nawet cienia obaw, za to morze przekonania i
                        wiary, że będzie dobrze, a nawet pięknie. Cóż podobno wiara czyni cuda....
    • mimi_p Czytam... 20.09.10, 21:25
      ...zadane lektury i nie mogę przeczytać za wiele za jednym zamachem, bo litery rozmazują się we łzach. Po prostu wspomnienie mojego porodu zbyt jaskrawo kontrastuje z pięknymi opisami porodów domowych (hormony robią swoje, ech...).
      Czekam na odpowiedź Położnej - wiem, że musi dokładnie rozważyć wszystkie "za" i przeciw"... Już na wstępie studziła moje zapały, ale nie powiedziała kategorycznie "nie" - tego się trzymam...
            • mimi_p Dziewczyny... 01.10.10, 23:38
              Pani Położna nie powiedziała "nie", nie powiedziała również "tak"... Mamy się spotkać - chwilowo nie ma jeszcze wyznaczonego terminu, ale... No - boję się jakoś...
              Zadaję sobie pytanie dlaczego nie dążyłam do porodu w domu za pierwszym razem, dlaczego posłuchałam "dobrych rad", dlaczego dałam się "zastraszyć"... I wiem, że zadawanie tych pytań nie ma sensu...
              Mam wrażenie, że cc mnie skreśla... Skreśla jako kobietę, która może urodzić...
              sad
              • kaakaa Re: Dziewczyny... 02.10.10, 09:18
                Mimi_p - przegoń precz te czarne myśli. Jak sama piszesz, położna nie powiedziała "nie". Jej ostateczne zdanie zależy głównie od Twojej determinacji i siły perswazji smile
                Masz rację, że rozpamiętywanie poprzedniego porodu, nie ma sensu z perspektywy wyrzucania sobie, że coś zrobiłaś nie tak, za to ma, jak najbardziej sens, z perspektywy wnikliwej analizy, co się zdarzyło i dlaczego i jak podobnych problemów uniknąć następnym razem.
                CC (szczególnie tylko jedno), samo w sobie, niczego nie przekreśla. Po polecanej przez nas lekturze powinnaś już dawno nabrać takiego przekonania smile
                Więcej optymizmu i zaufania we własne siły! Uwierz, że może być pięknie! A jak by Cię nachodziły jakiekolwiek wątpliwości, to pisz do nas niezwłocznie smile
                • aldakra Re: Dziewczyny... 02.10.10, 20:01
                  Dziewczyno, co ty piszesz, cesarka cię skreśla??? Wiesz, ja myślę że Twoje pragnienie urodzenia dziecka po cesarce w normalny sposób jest piękne i naturalne i oznacza że właśnie się nie poddałaś i chcesz walczyć! I to się liczy. Ile to ja kobiet słyszałam które po jednej cesarce uważają że nie będą za żadne skarby rodzić naturalnie i wręcz się cieszą że jedna cesarka "niby" skazuje je na kolejne....i to jest chore. Twoja postawa jest dobra i nie daj się rozpamiętywaniom co by było gdyby bo to chyba nie ma sensu smile No i trzymam kciuki za dobre rodzenie smile no więc odwagi i głowa do góry!
              • soldie Re: Dziewczyny... 04.10.10, 20:21
                też to przechodziłam kochana...Ale wiadomość jest taka,że urodzić możesz jak najbardziej i wierzę,że ci sie to uda smile niestety te pytania dlaczego i rozpamiętywanie, rozgrzebywanie wszystkiego i analiza w kółko i od początku to chyba nieuniknione...życzę ci jak najlepszego rozwiązania i jestem z tobą całym sercem, mam nadzieję,że uda się domowo.
              • rubi.a Re: Dziewczyny... 22.11.10, 21:02
                Hej i jak sprawy stoją?

                Jestem po cc i chciałabym przy nastepnej okzji rodzić SN a w domu to już w ogóle marzenie. Obawiam się, że w moim wypadku mogę o tym zapomnieć gdyż cc było przeprowadzone w 31 tc, co podobno gorzej rokuje...
                Też jestem z Wrocławia, więc ciekawi mnie do kogo chodzisz i gdzie chcesz rodzić.
                • mimi_p Re: Dziewczyny... 22.11.10, 22:38
                  > Hej i jak sprawy stoją?

                  Ech. Sama chciałabym wiedzieć jak sprawy stoją. sad
                  Tzn. dwie położne wrocławskie, do których nazwisk byłam w stanie dotrzeć z pewnością towarzyszyć mi nie będą (z różnych względów). Pani Położna, z którą b a r d z o chciałabym rodzić nie powiedziała "nie", ale też w zasadzie "tak" też nie... Tzn. jestem na etapie uzgadniania pewnych spraw...
                  W międzyczasie szukam alternatywy.
                  I łapię doły.
                  • soldie Re: Dziewczyny... 22.11.10, 22:57
                    A na kiedy masz termin? I co z opcją ewentualnego dojazdu do szpitala i porodu z położną? Czy ta niewiadoma dotyczy porodu w domu czy porodu z ta położna w ogóle?
                    • mimi_p Re: Dziewczyny... 22.11.10, 23:13
                      > A na kiedy masz termin?

                      26 stycznia.

                      > I co z opcją ewentualnego dojazdu do szpitala i porodu
                      > z położną?
                      W grę wchodzi I okres porodu w domu i jazda do szpitala w momencie, kiedy już szpital nie będzie mógł za wiele napsuć.

                      > Czy ta niewiadoma dotyczy porodu w domu czy porodu z ta położna w og
                      > óle?
                      Nie jest możliwe rodzić z tą położną w szpitalu. Czyli albo w domu albo w ogóle.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka