Dodaj do ulubionych

Fajnie jak nic sie nie dzieje......

13.09.10, 13:55
Jako lekarz z ponad 20 letnim stażem ( nie połoznik, ale zabiegowiec), mogę stwierdzic jedno - fajnie jak nic się nie dzieje. Gorzej natomiast gdy dziać się zaczyna, a wielu komplikacji przewidzieć nie sposób.
Czasem o zdrowiu/życiu decydują minuty- potrzebna jest aparatura, druga/trzecia ręka, sala operacyjna, krew. W polslkich warunkach nawet stojąca pod domem karetka nie dowiezie. A potem......problem. Nikomu nie życzę komplikacji, ale , niesety, się zdarzają.
Nigdy nie zdecydowałabym się na poród w warunkach domowych - zwyczajnie ze strachu, bo za dużo wiem i mam wyobraźnię. Co więcej, uważam, że najbezpieczyniej jest byc leczonym/rodzić w szpitalach wieloprofilowych, gdy konsultant może zbiec z wyższego pietra a krew jest bez ( większego) problemu.
Podobnie ze szczepieniami - fajnie jak nic sie nie dzieje, gorzej gdy zaczyna.....
Obserwuj wątek
    • monicus Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 13.09.10, 14:15
      no... a co jak sie dzieje zle z winy szpitala? to co wtedy?
      bo ja wole decydowac o sobie i pretensje miec do siebie niz zdawac sie na szpital.
    • kaczkastrofa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 13.09.10, 14:16
      Czy wchodząc na to forum przeczytałaś tekst pod tytułem forum? Tam jest wyraźnie napisane, że to forum nie jest miejscem dyskusji na temat słuszności lub jej braku przy wyborze domu do porodu. Posty o takiej tematyce będą usuwane. Zwracam się do moderatorów o usunięcie tego wątku. A Tobie protozoa radzę nauczyć się czytać. Widać kilkanaście lat nauki to zamało, aby czytac teksty ze zrozumieniem.
      • sziszaczek Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 13.09.10, 14:28
        mysle, ze chyba wątek do usunięcia? smile
        • sziszaczek Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 13.09.10, 14:30
          swoja droga z takim podejsciem, to od razu najlepiej połozyc sie na patologie ciąży gdy test wskaże 2 kreski ;]
          • monicus Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 13.09.10, 14:40
            w ogole szpitala nie opuszczac po narodzinach big_grin
    • kropkaa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 13.09.10, 14:58
      Może jako lekarz (nie wiem, czy dobrze kojarzę - chirurg?) Protozoa po 20 latach pracy spojrzy inaczej czym może i powinien być poród?
      Rozumiem, że lekarze są kształceni do patologii i jeśli ciąża jest patologiczna, to lekarz jest niezbędny. Ale najczęściej jednak nie jest i może się zakończyć naturalnym porodem. I powinna. Gdyby to było możliwe w polskich warunkach, pewnie w domu bym nie urodziła. Ale byłam do tego niejako zmuszona przez okoliczności - żadnen z warszawskich szpitali nie mógł mi zapewnić takiego porodu, jak chciałam, a więc bez niczego - bez oxy, leżenia, nacinania, odbierania dziecka po porodzie, być może dokarmiania czy, nie daj Panie, Dolagranu. Nie wspominam o takich fanaberiach jak spokój i CZAS.
      Komplikacje nie biorą się z nieba w czasie lotu błyskawicy - a jak tak się pojawiają, to zazwyczaj z winy (tak, z winy) personelu szpitala.
      Jeśli przejrzysz to forum, to zobaczysz, że poród domowy to nie jest jakiś głupi wybryk niemyślących panienek, tylko świadoma, odpowiedzialna decyzja podjęta po konsultacjach z położną i nie rzadko z lekarzem prowadzącym. W dodatku nie zawsze kończąca się w domu - bo ryzyko jest ostatnią rzeczą, na którą zgodzi się położna!
      Też nie życzę nikomu komplikacji, tak samo jak nie życzę RUTYNOWEGO nacinania krocza, dokarmiania dziecka mieszanką bez wiedzy i zgody matki, ośmieszania, kpin, drwin na sali porodowej, Dolarganu (kilka tyg. temu szwagierka była wielokrotnie namawiana przez pana lekarza, żeby sobie wzięła zastrzyk, to sobie odpocznie, bo co się ma tak męczyć! Po kolejnej odmowie pan był zbulwersowany, co to za pacjentka - inne to wręcz proszą!), cc, bo akurat kończy się dyżur.
      Szpital wieloprofilowy jest napewno super sprawą, ale nie możemy w nim wszyscy leżeć pkotem na wszelki wypadek, bo nuż coś się wydarzy.
      Protozoa, pierwszy poród był piękny, ale drugi, gdy nowordek pływał w wannie pełnej czystej wody, z niebieskimi oczkami otworzonymi pod wodą - to była po prostu bajka. I żadna sala operacyjna za ścianą nie zapewniłaby mi takiego poczucia wyjątkowości i szczęścia, jak ten widok i dziecko wypływające samo na powierzchnię.
    • soldie Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 13.09.10, 15:15
      > Nigdy nie zdecydowałabym się na poród w warunkach domowych - zwyczajnie ze stra
      > chu, bo za dużo wiem i mam wyobraźnię.

      Dlatego najprawdopodobniej poród w domu nie jest dla ciebie. Po pierwsze naszą dewizą jest rodzić w miejscu i warunkach, w których czujemy sie bezpieczne i to każda z nas może z pewnością potwierdzić. Po drugie każda z kobiet decydująca się na poród w domu czyta tony dostępnej literatury na ten temat, na temat powikłań, za i przeciw, itp. Po trzecie położne, które przyjmują takie porody także podają szereg warunków do spełnienia,aby zakwalifikować kobietę do takiego porodu. Więc cała decyzja jest głęboko przemyślana,a nie raz poprzedzona bardzo przykrymi sytuacjami, których doświadczyłyśmy właśnie w szpitalach, (starannie przygotowanych, by nam pomów w razie ewentualnych komplikacji). Na pewno żadna ze stron (czy to za czy przeciw domowym narodzinom czy szczepieniom) nie powinna robić czegoś wbrew własnym przekonaniom i do tego dajmy sobie nawzajem prawo.

      Co do wątku- to ja akurat nie sądzę,że trzeba go usuwać. Ma dziewczyna prawo do takiego zdania,a my na spokojnie przecież możemy podać swoje argumenty za porodem w domu( wokół czego z resztą całe forum sie kręci heh)a możemy usłyszeć głos odmiennej strony, co bywa interesujące, póki jest kulturalne i na odpowiednim poziomie merytorycznym.

      Co do zbytniej wiedzy autorki posti - to samo mówi moja mama i wiele innych osób będących przedstawicielami służby zdrowia , rożnych specjalności. Ale jest tez wielu przedstawicieli tychże samych służb, którzy myślą wręcz odwrotnie. Nie ma ( wbrew życzeniom niektórych) jednoznacznych odpowiedzi na polu nauki, więc protozoa jeśli tutaj powrócisz ( bo mam nadzieję,że to nie był jednorazowy, prowokujący post) to podejdź większa pokorą do naszych doświadczeń i historii ( bo zdecydowana większość porodów domowych, opisanych na tym forum to szczęśliwie zakończone)
      • protozoa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 13.09.10, 16:11
        Czy wątek zostanie usunięty czy nie jest mi obojetne, bo emamy i tak wiedzą lepiej. Powtarzam - fajnie jak nic sie nie dzieje. Zdrowy dzidziuś pływający w wannie, cud, miód, domowa atmosfera, intymnośc, obok mąz, połozna, bezpieczeństwo.
        Niestety, część porodów kończy się koniecznością nagłego cesarskiego cięcia - bo dochodzi np. do odklejenia łozyska. Czasem tego nie da się przewidzieć. Czasem dochodzi do krwotoku i trzeba szybko toczyć krew. Czasem trzeba szybko zająć się dzieckiem, które ma kłopoty z oddychaniem- o innych bardziej drastycznych sytuacjach wole nie pisać.
        Wasz wybór - możecie rodzić gdzie chcecie. Zgadzam się, że jest to przemyslana decyzja, ale czasem jest tak, że jej skutki odczuwa matka i/lub dziecko przez całe życie.
        Nawet najlepiej przygotowana połozna i karetka pod domem nie dowiezie w mig do szpitala, gdy trzeba ciąć i o życiu dziecka decydują minuty.
        Widziałam kilka cięzkich powikłań w wyniku zbyt póxnego cięcia.
        Powtarzam - fajnei jak nic się nie dzieje. Wtedy mozna progagowac porody domowe, gdy jest inaczej przestaje być juz fajnie.
        Ruch antyszczepionkowy mysli podobnie - po co się/dziecko truć. Do czasu, póki nie zachoruje na jedną z ciężkich chorób zakaźnych.
        Idioci szalejący na motorach tez mają przyjemność - do czasu kiedy nie stają się dawcami organów.
        Cała ciążę przechodzilam modelowo- choć była bliźniacza-. Pracowałam do dnia porodu, nie rzygałam ani razu .
        • sroka75 Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 27.09.10, 13:12
          > Idioci szalejący na motorach tez mają przyjemność - do czasu kiedy nie stają si
          > ę dawcami organów
          zazwyczaj po wypadkach motocyklowych są takie obrażenia wewnętrzne, że z tych organów nie ma co "zbierać" (albo można je zbierać...z ulicy...)
    • kaakaa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 13.09.10, 16:00
      @protozoa - dwie uwagi:
      1. Czy masz poczucie, że można przejść przez życie unikając wszelkiego ryzyka? Przecież nikt z nas nigdy nie wie, co nam kolejny dzień przyniesie. Poród w domu, wiąże się z określonym ryzykiem (które można i należy minimalizować i to się robi) ale poród w szpitalu to też ryzyko, choć zazwyczaj innego rodzaju. Nieszczepienie dziecka, to (zdaniem zwolenników szczepień) zwiększone ryzyko, że dziecko zachoruje na choroby, przeciw którym się szczepi ale szczepienie, to znów ryzyko powikłań poszczepiennych (nie tylko podwyższonej temperatury, o czym skwapliwie informują pediatrzy ale także dużo poważniejszych problemów). Ktoś może mieć żal do siebie, że nie zaszczepił i dziecko męczyło się przechodząc ospę wietrzną i została mu blizna na czole a ktoś inny może mieć żal do siebie, że zaszczepił i dziecko ma powikłania neurologiczne. Ktoś może żałować, że rodził w domu i tylko cudem uniknął śmierci w związku z krwotokiem w III okresie porodu (akurat przykład z naszego forum) a ktoś inny może żałować, ze urodził w szpitalu i mimo, że poród mógł przebiegać w pełni naturalnie, to został uraczony kroplówką z oksytocyną, dolarganem, nacięciem krocza i vacuum i jeszcze dziecko po porodzie dostało antybiotyk, bo pediatra uznał, że poród był długi i traumatyczny i tak będzie na wszelki wypadek bezpieczniej, a efekty tego były takie, że musieli siedzieć w szpitalu z powodu antybiotykoterapii i nasilonej żółtaczki (wcale częste po oksytocynie), dziecko ma potem długotrwałe problemy z tolerowaniem pokarmu, a kobieta przez długie miesiące po porodzie odczuwa ból krocza. Nie mnie oceniać, czego lepiej w życiu żałować - niech każdy decyduje za siebie. Warto jednak, by była to decyzja świadoma - np. by nie wybierać porodu w szpitalu klinicznym tylko dlatego, że lekarz prowadzący powiedział, że tylko tam jest bezpiecznie.
      2. Ciekawa jestem, ile widziałaś porodów naturalnych, czyli takich, gdzie nie podejmuje się żadnych interwencji medycznych (także takich drobiazgów jak zmuszanie kobiety do leżenia pod KTG, czy przebijanie pęcherza płodowego). Bo jeśli Twoje doświadczenie ogranicza się do porodów (i innych sytuacji) szpitalnych, to, wybacz, niewiele wiesz o przebiegu fizjologicznego porodu, ryzyku z jakim się naturalny poród wiąże, czy możliwościach wczesnego rozpoznawania ewentualnych powikłań.
      • protozoa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 13.09.10, 16:20
        Ad 1. Jest ryzyko i ryzyko. Można ryzykować katar gdy ma się do czynienia z osobą zainfekowana można też życie i zdrowie w przypadkach np. szaleńczej jazdy samochodem po alkoholu.
        Ad 2. Widziałam kilka - w tym 2 tzw. domowe, gdy jeździłam w Pogotowiu Ratunkowym. W przypadku jednego nic sie nie działo. Kobieta urodziła 3 czy 4 a może nawet 5 dziecko - tego nie pamietam, a nas wezwano nijako rutynowo, bo przed laty dziecko miał - moim zdaniem słusznie - zobaczyć pediatra, zaszczepić itd.
        Za drugim razem doszło do krwotoku. Wezwała nas przerażona położna. Ja, tu nie ukrywam, bylam nie mniej przerażona, bo po raz pierwszy w życiu mimo stazu na ginekologii i połoznictwie oraz 5 z tego przedmiotu w indeksie, widziałam taki krwotok. Szptal był, na szczęście dziecka, matki i moje jakieś 10 minut szaleńczej jazdy po pustych nocnych ulicach.
        Dziękuję bardzo za takie doświadczenia.
        P.S. Matka przeżyła, dziecko przezyło, oboje wyszli ze szpitala po jakichś 2 tygodniachj. Ale dowizłam w ostatniej chwili- dziś w ciągu dnia nie byłoby szansy.
        • kaakaa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 13.09.10, 17:01
          protozoa napisała:

          > Ad 1. Jest ryzyko i ryzyko. Można ryzykować katar gdy ma się do czynienia z oso
          > bą zainfekowana można też życie i zdrowie w przypadkach np. szaleńczej jazdy sa
          > mochodem po alkoholu.

          A czytałaś cokolwiek o wynikach badań naukowych porównujących ryzyko w przypadku porodu szpitalnego i domowego (ale takiego świadomie zaplanowanego a nie "tzw. domowego")? Jak poczytasz (polecam badania z nurtu EBM), to chętnie poznam Twoje przemyślenia na ten temat.
          Polecam Ci również przyjrzenie się głównym przyczynom tych najgroźniejszych powikłań, którymi najczęściej straszy się kobiety, które mają rodzić. Zresztą, skoro miałaś 5 z ginekologii i położnictwa, to może pamiętasz, że najczęstszymi przyczynami groźnych powikłań są interwencje medyczne (np. podawanie oksytocyny, przebicie pęcherza płodowego), które w szpitalach stosuje się, bynajmniej, nie tylko wtedy, gdy są niezbędne, a w domu nie stosuje się ich wcale.
          Jeśli chcesz porównać ryzyko związane z porodem w szpitalu do ryzyka zarażenia katarem a ryzyko związane z porodem domowym do ryzyka związanego z brawurową jazdą samochodem, to, obawiam się, że nie masz pojęcia, o czym piszesz sad
          • protozoa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 13.09.10, 18:36
            Obawiam się, że wiem o czym piszę. Podałam przykłady bardzo jaskrawe. Róznica między nami jest taka, że ja widziałam powikłania, a Ty nie chcesz przyjąć do wiadomości, że moga one wystapić. Oczywiście wszystko może się zdarzyć i w domu i w szpitalu, z ta róznicą, że w szpitalu są możliwości, aby szybko zadziałać, w ciągu kilku minut przygotować salę operacyjną, zrobić cięcie. W domu juz nie.
            Czy wiesz, że są sytuacje, których nie mozna przewidzieć, w których stan matki i dziecka zmienia się w ciągu kilku minut?
            Czy widziałaś krwotok bedący skutkiem odklejenia łozyska? Nie sądzę. Ja widziałam. I ten widok mi wystarczy, zeby zwyczajnie bac sie komplikacji, które mogą sie wydarzyć. Mogą nie muszą. Jak nic się nie dzieje, jak poród przebiega fizjologicznie nie jest potrzebny ani lekarz ani połozna. Dziecko samo się rodzi.
            Bywa jednak inaczej, bywa tak, że niezbędna jest pomoc, szybka pomoc lekarza, nierzadko wykonanie cesarskiego cięcia.
            A propos cięcia. Ja rodziłam właśnie w ten sposób NA WŁASNE ŻYCZENIE. Przechodziłam ciążę w sposób modelowy, byłam w chwili porodu zdrowa, silna, ale nie chciałam rodzić siłami natury. Dzieci miały po 10 punktów, były bardzo długo karmione piersią, nikt ich nie dopajał, po cięciu w mig wróciłam do siebie, wstałam kilka godzin poźniej, nie byłam popękana, zbolała itd.
            Nie urywam moich, być może w Waszych kręgach niepopularnych, opinii i ich nie zmienię.
            Uważam i będę się tego trzymała, że najważniejszą rzeczą jest bezpieczeństwo.
            • kaakaa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 13.09.10, 18:56
              protozoa napisała:

              > Uważam i będę się tego trzymała, że najważniejszą rzeczą jest bezpieczeństwo.

              Wybacz, ale kiedy piszesz powyższe zdanie zaraz po zwierzeniu, że wybrałaś sobie cc na życzenie, to, jak dla mnie tylko potwierdzasz, że nie wiesz, o czym piszesz sad Znasz jakiekolwiek statystyki dotyczące bezpieczeństwa porodów sn i cc?

              A ja w żadnym miejscu nie zaprzeczyłam temu, że przy porodzie mogą się zdarzyć komplikacje. Jeśli gdzieś znajdziesz taką moją wypowiedź, to zacytuj ją proszę. Po prostu, próbuję zwrócić Twoją uwagę na źródło tych komplikacji, bo częstokroć są one pochodzenia jatrogennego. Jeśli jednak Ty twierdzisz, że cc jest bezpieczniejsze niż psn (a to wnioskują z Twojej ostatniej wypowiedzi), to naprawdę, mimo swojego wieloletniego lekarskiego doświadczania, prezentujesz niebywałą ignorancję sad
              • kaczkastrofa kaakaa 13.09.10, 19:20
                Kochana głową muru nie przebijesz. Każda z nas zna statystyki, ale ignoranci nie chcą przyjąć ich do wiadomości. Można by na ten temat dyskutować, ale z kimś kto wszczyna taką dyskusję na tym forum, ewidentnie prowokując do kłotni, chyba nie ma sensu.
            • kropkaa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 13.09.10, 20:54
              >po cięciu w mig wróciłam do siebie, wstałam kilka godzin poźniej, nie byłam popękana, zbolała itd.
              Też nie byłam zbolała, popękana - śluzówka, po drugim porodzie, gdy dziecko zasnęło, wstałam położnej zrobić kawę. Od razu piszę, że to była moja inicjatywa, bo zaraz będzie jak to w tym domu jest - gorzej niż w szpitalu, bo tam położne sobie kawę same robią... wink
            • kropkaa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 14.09.10, 02:30
              > A propos cięcia. Ja rodziłam właśnie w ten sposób NA WŁASNE ŻYCZENIE.
              > Uważam i będę się tego trzymała, że najważniejszą rzeczą jest bezpieczeństwo.

              Jedno z drugim się wyklucza, jak mówią statystyki. Cc na życzenie nie jest najbezpieczniejszą formą porodu.
              Z tego wątku dowiedziałam się, że:
              - nie ma się co dziwić przeciętnej Iksińskiej chcącej cc na życzenie, skoro lekarze do tego zachęcają swoim niechlubnym przykładem;
              - ocena nie odzwierciedla stanu wiedzy - widać o ryzyko po cc a po sn nie pytali;
              - nasz system kształcenia lekarzy ma nie luki, a dziury.
              Swoją drogą nie pojmuję jak lekarz, który wie, że każde otwarcie jamy brzucha to jest ryzyko, może żądać, by go pociąć???
        • monicus Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 13.09.10, 19:24
          sorki - ale jak jezdzilas karetka to jezdzilas do wszelkiej masci naglych wypadkow. czyli zasadniczo sytuacja odwrotna do normalnosci. 98% wymaga interwencji ze 2 % to jakies coś bez znaczenia (tak podaje na rybe, pewnie wiecej jest tych z wrastajacym paznokciem)
    • soldie Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 13.09.10, 19:33
      protozoa- myślę,że "nawracanie" nas na szpital nie jest ani dobrym pomysłem, ani nie jest to tez odpowiednie ku temu miejsce. Wyraziłaś swoja opinię, że ty bałabyś sie w domu rodzić- dlatego nie rodziłaś w domu i zapewne nie urodzisz i myślę,że dalsza dyskusja na to gdzie jest bezpieczniej, mniej komplikacji itd jest bezsensowne, bo nawet nie specjalnie masz otwarty umysł na fakty medyczne,potwierdzone i pewne, których nie znasz tak na dobrą sprawę, i których z pewnością tak wnikliwie nie śledzisz jak niektóre z nas. dodatkowo twój upór i poczucie tej niezwykłej " misji" powoduje tylko naszą coraz większa irytację. tutaj udzielamy wsparcia i pomocy wiedza kobietom, które chcą urodzić swoje dziecko w domu, jeśli nie chcą to po prostu idą na inne forum.
    • 987ania Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 13.09.10, 19:40
      Czy już mogę ciachnąć ten wątek?
      • kaakaa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 13.09.10, 19:55
        A uważasz, że trzeba?
        Ja bym jednak poczekała aż autorka wątku poda jakieś twarde argumenty na poparcie swoich opinii - wystarczą mi odniesienia bibliograficzne do artykułów naukowych wykazujących, że porody szpitalne są bezpieczniejsze niż domowe (zaplanowane i pod fachową opieką, oczywiście) oraz, że cc jest bezpieczniejsze niż psn. Dajmy jej szanse! Może kobieta wie coś, o czym my nie mamy pojęcia.
      • kropkaa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 13.09.10, 20:20
        Nie, nie ciachaj - jest to doskonały przykład jaką wiedzę mają lekarze o naturalnym porodzie! Zatrważającą.
        To po pierwsze.
        Po drugie - mit o motocyklistach jako dawcach ogranów jest tak samo silny, jak ten dotyczący, że najlepiej rodzić dziecko w szpitalu o II st. referencyjności.
        Po trzecie - to, że Ty urodziłaś przez cc na życzenie i wszystko było super i ekstra, nie znaczy, że tak jest zawsze, bo zwykle nie jest - w Polsce bardzo rzadko się zdarza, by wstać kilka godz. po cięciu, bo zwykle rodzaj znieczulenia wymusza leżenie plackiem przed dobę.
        To, że podajesz JEDEN przypadek poważnego powikłania po porodzie domowym to i tak mało w porównaniu z tym, ile można by podać błędów w sztuce podczas porodu w szpitalu. Rzeczoną już szwagierkę wspominany pan chciał ciąć, tyle, że nie miał czasu, bo akurat oglądał mecz - na szczęście, bo zawołana przez babcię dziecka lekarka prowadząca jadnak sprawdziła krocze rodzącej w drodze na salę opreacyjną i... zobaczyła czarne włoski na główce dziecka. Zmiana kierunku jazdy i po chwili dziecię się narodziło sn. Wolę nie myśleć, co by było, gdyby w tym stadium zaczęli ją ciąć.
        Wypychanie dziecka łokciem, cięcia w terminie niekolidującym z urlopem, pośpiech, gdy nie trzeba i czekanie, gdy się nie powinno - to nie są wyjątki.
        Moją przyjaciółkę tak urządzili Dolarganem (wykładowca męża), że dosłownie była na haju. Dziecko przez kilka dni zresztą też.
        I tak można mnożyć i opowiadać historie szpitalne.
        Plus na koniec dwie ulubione - sepsa w Krakowie 3 lata temu (tylko po cc załapały) i moja ciocia, która zmarła po szczęśliwym porodzie w szpitalu, z powodu krwotoku, a właściwie z powodu niedbalstwa położnej. A , i moja koleżanka, która nie miała tyle szczęścia przy odklejającym się łożysku (lekarz orzekł, że tak ma być - a spod niej rzeka krwi...) i dziecko urodziło się z niedotlenieniem. W porządnym szpitalu.
        • soldie Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 13.09.10, 20:30

          > Nie, nie ciachaj - jest to doskonały przykład jaką wiedzę mają lekarze o natura
          > lnym porodzie! Zatrważającą.

          a także na to jak wystrzelone w kosmos mają ego...
          • soldie Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 13.09.10, 20:33
            i jeszcze na to,że najlepsza metoda,żeby oporne dusze zmiękły to zastraszanie makabrycznymi przypadkami...
        • 987ania Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 13.09.10, 20:34
          Jak Wam się chce dyskutować to proszę bardzo. Ja z betonami pracuję i wiem, że nic z tej dyskusji nie wyniknie.
          • kropkaa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 13.09.10, 20:48
            No to pocieszenie wrzuciłaś...

            Jaka jest różnica pomiędzy Bogiem a medykiem? Bóg nie myśli, że jest lekarzem.
            Ulubiony dowcip ostatnich.
    • protozoa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 13.09.10, 21:42
      Napisałam - i tu kłania sie czytanie ze zrozumieniem- że fajnie jak nic sie nie dzieje. Natmiast mniej fajnie jak dziac się zaczyna. Nie mam absolutnie żadnego interesu, żeby kogokolwiek namawiać na poród w szpitalu. Koledzy połoznicy bedą mieli mniej roboty i tyle.
      A, że jedna z druga w któryms momencie się skrwawi ze wszystkimi tego konsekwencjami to juz inna para kaloszy. Ostatecznie łozysko może sie odkleic w każdej chwili- o czym chyba wiecie- bo na czym jak na czym, ale na porodach podobno się znacie.
      Pani moderatorka widocznie boi sie kilku słow prawdy do tego stopnia, że chce "ciachnąć" wątek. Niech to robi. Ostatecznie w XXI wieku możemy z czystym sumieniem odrzucić zdobycze medycny na rzecz praktyk sprzed lat.
      A więc - rodzić w domu.
      Nie szczepić się.
      Odrzucać antybiotyki ( trucizna jak mało co).
      Myć się od czasu do czasu ( nadmiar higieny szkodzi) itd, itp.
      Te poglądy głoszone na emamie przestały mnie już dziwić.
      P.S. Dyskusję z mojej strony uważam za zakończoną i zyczę Wam, abyście nie były wiezione na gwizdkach do szpitala i nie musiały całe zycie poświęcać się dziecku, które urodziło sie niedotlenione z braku fachowej pomocy.
      • soldie Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 13.09.10, 21:49
        > A więc - rodzić w domu.
        > Nie szczepić się.
        > Odrzucać antybiotyki ( trucizna jak mało co).

        Ba! Niektóre tu wierzą w Boga smile
      • sziszaczek Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 13.09.10, 22:44
        niedotlenione dziecko.....może w takim razie przez połowe ciazy FIZJOLOGICZNEJ powinnysmy chodzic z ktg'iem 24/dobe i cały I okres porodu FIZJOLOGICZNEGO rowniez spedzic na smyczy, ogolnie poród FIZJOLOGICZNY przeciez jest bardzo traumatyczmy wiec najlepiej zróbmy od razu cc
        • kaakaa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 13.09.10, 23:13
          sziszaczek napisała:

          > ogolnie poród FIZJOLOGICZNY przeciez jest bardzo trauma
          > tyczmy wiec najlepiej zróbmy od razu cc
          >
          Sziszaczku, nie czytałaś uważnie, toż pani doktór napisała, że sama jest za bezpieczeństwem ponad wszystko, więc wybrała sobie cc na życzenie... confused
        • soldie Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 13.09.10, 23:14
          nie! najlepiej w ogóle się nie narażać - nie zachodzić w ciążę!
      • gos85 Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 13.09.10, 23:12
        > A więc - rodzić w domu.
        > Nie szczepić się.
        > Odrzucać antybiotyki ( trucizna jak mało co).
        > Myć się od czasu do czasu ( nadmiar higieny szkodzi) itd, itp.
        > Te poglądy głoszone na emamie przestały mnie już dziwić.

        Protozoa nie jesteś na emamie, fora Ci sie pomyliły..

        Jesteś typowym przykładem lekarza do którego nie trafia żaden z naszych argumentów i dlatego nie chcemy mieć z Tobą do czynienia (ani z innymi podobnymi Tobie przedstawicielami służby zdrowia) więc mam nadzieję że faktycznie zakończyłaś dyskusję i już tu więcej nie zajrzysz.
      • monicus Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 13.09.10, 23:20
        a umierac to sobie jeszcze mozna, tak po prostu? czy tylko w szpitalu i jak doktór pozwoli? bo coraz czesciej mam wrazenie, ze jednak wariant drugi. bo ja to wolalabym u siebie sie wykrwawic jak czlowiek, a nie w szpitalu jak naczynie.
        • gos85 Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 13.09.10, 23:29
          umierac tez nie mozna bo to patologia jest żeby umierać..
        • kaakaa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 13.09.10, 23:35
          Monicus, już Ty mnie przynajmniej nie denerwuj i nie umieraj na razie, dobra? wink
      • kaakaa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 13.09.10, 23:33
        protozoa napisała:

        > Napisałam - i tu kłania sie czytanie ze zrozumieniem- że fajnie jak nic sie nie
        > dzieje.
        No, z tym to się akurat zgadzamy chyba wszystkie - fajnie, jak się w porodzie nie dzieje nic poza zdrową fizjologią. Tyle tylko, że szanownym doktorom w szpitalu fizjologia bardzo się nudzi i starają się ją rodzącym uatrakcyjnić, jak tylko potrafią confused

        > Natmiast mniej fajnie jak dziac się zaczyna. Nie mam absolutnie żadneg
        > o interesu, żeby kogokolwiek namawiać na poród w szpitalu. Koledzy połoznicy be
        > dą mieli mniej roboty i tyle.
        No, wcale nie mam przekonania, ze koledzy położnicy bardzo by się ucieszyli, gdyby mieli mniej roboty. O bezrobociu raczej nikt nie marzy i to jedna z przyczyn patologizowania na siłę ciąży i porodu, by tylko nie oddać ich pod opiekę położnym. Ale pewnie uznasz to za osobliwe i szkodliwe poglądy szerzone przez nieoświecone wariatki...

        > A, że jedna z druga w któryms momencie się skrwawi ze wszystkimi tego konsekwen
        > cjami to juz inna para kaloszy.
        Bo w szpitalach, to się nikt nie skrwawia, każdy taki dojrzany, zaopiekowany i ogólnie sielanka... confused Wyobraź sobie, że zdarzało mi się widzieć w szpitalu takie krwotoki, z których kobiety były ledwie odratowane. Jasne, napiszesz zaraz, że, gdyby to było w domu, to nie byłyby odratowane. Tyle, że w domu nikt nie czekałby z tym ratowaniem do ostatniej chwili, bo sala operacyjna blisko i zawsze się zdąży.

        > Ostatecznie łozysko może sie odkleic w każdej chwili
        > o czym chyba wiecie- bo na czym jak na czym, ale na porodach podobno się
        > znacie.
        W każdej chwili może człowiek również dostać zawału serca albo ulec wypadkowi - czy to znaczy, że powinien prewencyjnie nie wychodzić ze szpitala? Może jednak jakieś czynniki ryzyka tego osławionego odklejenia łożyska są?

        > Pani moderatorka widocznie boi sie kilku słow prawdy do tego stopnia, że chce "
        > ciachnąć" wątek.
        A gdzie podajesz te słowa prawdy? Żadnej prawdy w Twoich wypowiedziach nie widzę a jedynie odniesienia do Twoich doświadczeń i Twoich przemyśleń - czy to już obiektywne prawdy? A moderatorka jest od tego, żeby dbać na forum o porządek i usuwać posty naruszające przyjęte tutaj normy - Twój post narusza zasadę podaną przez założycielkę tego forum zaraz pod jego tytułem: "Forum to nie jest miejscem dyskusji słuszności wyboru porodu domowego, wypowiedzi o takiej tematyce będą usuwane." I tu właśnie kłania się czytanie ze zrozumieniem i dobre wychowanie.

        > Dyskusję z mojej strony uważam za zakończoną
        Jasne, że tak najwygodniej - zamiast podać jakiekolwiek twarde argumenty na poparcie prezentowanych przez Ciebie poglądów (bezskutecznie proszę o jakiekolwiek wyniki badań, czy publikacje na ten temat, które potwierdzałyby prezentowane przez Ciebie poglądy) najłatwiej jest się "unieść honorem" i uciąć dalszą dyskusję.

        > Życzę Wam, abyście nie były
        > wiezione na gwizdkach do szpitala i nie musiały całe zycie poświęcać się dziec
        > ku, które urodziło sie niedotlenione z braku fachowej pomocy.
        Coś mało szczerze mi te życzenia brzmią po tym wszystkim, co wcześniej napisałaś confused
        • soldie Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 13.09.10, 23:53
          kaakaa podziwiam.
          Ostatnio prowadziłam taką dyskusje odnośnie pewnej książki z osobą, która jej nawet nie czytała, a strasznie zaatakowała, kierując się krytycznymi opiniami innych ( nie zważając na pozytywne rzecz jasna) i jakoś tak ciężko mi było wytłumaczyć,że chodzi mi jedynie o to,żeby nie wypowiadała się jako spec, na temat , o którym tak na dobrą sprawę nic nie wie...
          • kaakaa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 14.09.10, 00:05
            Soldie, hłe, hłe - niektórzy lubią się czasem zderzyć z betonem wink Ja to wolę w wydaniu internetowym niż na żywo, bo bardzo ze mnie porywcza osoba i w naturze mogłabym zrobić coś, czego bym potem żałowała. A w necie, to napiszę; zanim wyślę spokojnie sobie przeczytam, co napisałam; niecenzuralne słowa usunę; znów przeczytam; zadbam o kulturę wypowiedzi a potem wyślę albo się rozmyślę i wykasuję... W każdym razie, ryzyko mniejsze wink
            • sziszaczek Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 14.09.10, 07:39
              kaakaa, chyba zle stylistycznie ujełam ;/
              • monicus Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 14.09.10, 09:03
                kurde, a mnie te madrosci oczywiscie wyprowadzily z rownowagi, ze pol nocy nie spalam z nerw, ze w ogole moze mi sie jeszcze przytrafic koniecznosc spotkania z lekarzami.... ghhhhrrr
                i jeszcze snila mi sie jakas pani ginekolog, ktora na wiesc ze po 2 cc chce rodzic sn stwierdzila, ze nosze martwa ciaze zeby na wszelki wypadek ja usunac. wtedy bym nie mogla juz rodzic smile)))) normalnie koszmar. mam nadzieje, ze te slowa ktore padaly we snie nie lecialy zywcem wprost do uszu moich dzieci big_grin

                • juleg Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 14.09.10, 17:23
                  Protozoy nie przegadasz, ale jestem z nią całym sercem, jeżeli chodzi o całkowity zakaz palenia w miejscach publicznychsmile

                  Monicus co za sen, miewam podobnie zakręconewink
    • donkaczka Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 14.09.10, 20:17
      protozoa sie nudzi, na wielodzietne tez poszla prowokowac

      dla mnie tez decyzja o CC podjeta by bylo bezpieczniej jest tak kuriozalna, ze w zasadzie skresla pancie jako partnera do dyskusji
      zreszta ona tylko prowokuje, napisala do kaakii ze "nie chcesz przyjac do wiadomosci mozliwych komplikacji".. co za bzdura
      akurat o komplikacjach i bezpieczenstwie rozmawia sie na tym forum bardzo duzo
      • deigratia Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 14.09.10, 20:59
        Trzy lata zaglądam na to forum i uwielbiam je za spokój i kulturę, które tu panują oraz brak prowokacji. Aż dziwne, że do tej pory to się nie zdarzało.. Gdybym była moderatorką, skasowałabym ten wątek bez mrugnięcia okiem i najmniejszych wyrzutów sumienia, żeby ludziom tutaj nie psuć krwi. Podziwiam, że chciało się Wam wchodzić w dyskusję. Mi nie chciało się tej pani nawet dokładnie przeczytać.
        • soldie Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 14.09.10, 21:13
          Kaakaa- podziwiam za kształt merytoryczny i treść ( umiłowanie zderzeń z betonem rozumiem, też mam swoje dziedziny, dlatego od razu przypomniała mi sie ta rozmowa z książka - na necie tak apropos i moja współrozmówczyni tez sie zawinęła bez odpowiedzi...)
          • kaakaa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 14.09.10, 22:01
            soldie napisała:

            > tak apropos i moja współrozmówczyni tez sie zawinęła
            > bez odpowiedzi...)
            >

            Bo to jest zachowanie z klasą i kulturą (absolutnie adekwatną dla większości naszych lekarzy...) - przedstawić swoje jedyne słuszne zdanie, nawymyślać innym od ciemnych a potem unieść się honorem i więcej się nie odezwać wink
            • donkaczka Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 14.09.10, 22:13
              ach, i tak powsciagliwa byla i nie napisala nic, zebysmy nie urzadzaly fanaberii, bo jak potem bedzie trzeba jedna z druga i dziecieciem reanimowac w szpitalu, a ona wie ile kosztuje doba na oiomie, to z jej podatkow i ona sobie nie zyczy ;P
        • kasiaimichael Niech zostanie jako przykŀadowy wątek "przeciw". 14.09.10, 22:12
          Niech zostanie jako przykŀadowy wątek "przeciw".
          Z wŀasnego doświadczenia dodam, że konsekwencjami mojego pierwszego porodu w szpitalu byŀy:
          * blizna po nacięciu, która musiała być ponownie operowana, bo narastała ziarnina, pomijam już fakt że na tyłku nie mogłam usiaść przez miesiąc
          * porażenie nerwów kontrolujacych pęcherz przez 2 tygodnie po porodzie (nie czułam wcale że chcialo mi się siku), spowodowane prawdopodobnie nagłym walnięciem się p. doktora na mój brzuch w celu wypchnięcia dziecka przy 2 (!!!!!) skurczu partym
          * duża utrata krwi spowodowana ciągnięciem łożyska na siłę i zwiazane z tym łyżeczkowanie, o którym nikt mnie nawet nie raczył poinformować
          * zakażenie układu moczowego u dziecka w wyniku przedwcześnie (na siłe i bez pytania) przerwanego pecherza płodowego i niecheci do zmieniania zakrwawionej pościeli na porodówce w czasie upałów. Z powodu infekcji dziecko dostawało dożylnie antybiotyk przez 5 dni zaczynając od 2 dnia życia, musiaŀo też być naświetlane z powodu olbrzymiej żółtaczki spowodowanej tą infekcją
          * no i oczywiście dziecko zaszczepione zostalo tymi "życie ratujacymi" szczepionkami, kiedy było chore- skutek: zmagamy się z jego rozwalonym układem pokarmowym i immunologicznym oraz duzym opóźnieniem rozwoju mowy od 5 lat

          2 poród w domu:
          * bez naciecia, bez pęknięc
          * bez utraty krwi, łożysko urodzone w całości
          * bez porażenia nerwów
          * dziecko zdrowe jak ryba, mimo że rodziła się pierwsza raczka, nie zostały uszkodzone nerwy ani mieśnie (co czesto zdarza się w szpitalach w takim wypadkach)
          * zero żółtaczki
          * dziecko nie szczepione NA NIC- nigdy nie choruje smile i rozwija się lepiej niż rówieśnicy

          Podsumowujac: wszystkie komplikacje w czasie i po pierwszym porodzie spowodowane były ingerencjami lekarskimi, przy drugim brak było ingerencji lekarskich i brak komplikacji.

          • kaakaa Re: Niech zostanie jako przykŀadowy wątek "p 15.09.10, 09:18
            Kasiamichel - bo te wszystkie nieprzyjemności przy pierwszym porodzie, to dlatego Cię spotkały, że nie dość cenisz bezpieczeństwo. Gdybyś, jak nasza oświecona medycznie koleżanka, co tu błysnęła jak grom i równie nagle zniknęła, wybrała świadomie i odpowiedzialnie cc na życzenie, to by tego wszystkiego nie było confused
            • protozoa Re: Niech zostanie jako przykŀadowy wątek "p 15.09.10, 17:49
              Nie udałam się w niebyt tylko uważam, że dyskusja pozbawiona jest sensu. Przejrzycie na oczy jak karetka na gwizdkach będzie wiozła Was i/lub Wasze dziecko do najbliższego szpitala. Nie zyczę tego nikomu, ale jest spora szansa. Porody jakiś czas temu zostały "wyprowadzone" z domów do szpitali właśnie po to, aby zapewnić rodzącej i dziecku bezpieczeństwo. Chcecie się narażać - Wasz interes. Oczywiście - zapłaci za to w przypadku komplikacji podatnik, bo tak jak któras zauważyła doba na OIOMIE jednak kosztuje.Sa w medycynie mody - moda na porody domowe, porody w towarzystwie tatusia, nieszczepienie itd. Człowiek myślący racjonalnie nie ulega modom tylko zachowuje sie w mysl standardów akademickich. Nie wymyslonych ot tak sobie.
              Kiedys smiertelność przy porodach była olbrzymia, potem duża, gdy kobiety zaczęły rodzić w szpitalach drastycznie zmalała. Oczywiście nie wiecie dlaczego.
              P.S. Kaakaa- nie jestem Twoja medyczną koleżanką- takiej możesz sobie poszukać w pokoju pielęgniarskim. Dla mnie partnerem do merytorycznej dyskusji jest lekarz. Zaraz zrobi się szum, bo panie- te domowe, te wielodzietne i te "nowoczesne" pczują się urażone i zamiast merytorycznych argumentów wytoczą inwektywy- bo tylko na to je stac.
              • kropkaa Re: Niech zostanie jako przykŀadowy wątek "p 15.09.10, 18:11
                >zapłaci za to w przypadku komplikacji podatnik
                A Ty myślisz, że ja podatków nie płacę? Płacę i to spore, a z państwowej służby zdrowia nie korzystam i jeśli bym nawet z OIOMu musiała skorzystać, to za moje pieniądze.

                > P.S. Kaakaa- nie jestem Twoja medyczną koleżanką- takiej możesz sobie poszukać
                > w pokoju pielęgniarskim.
                Kaakaa, do garów a nie tu z JP Doktor do dyskusji! Jak śmiesz?

                A na poważnie - to po co tu pisałaś? Po to, by Ci pokłony bić, że lekarz zaszczycił nas swym wywodem??? Pambuk doktor to w szpitalu.

                > Zaraz zrobi się szum, bo panie- te domowe, te wielodzietne i te "nowoczesne
                > " pczują się urażone i zamiast merytorycznych argumentów wytoczą inwektywy- bo
                > tylko na to je stac.
                Rozumiem, że matka wielodzietna czy domowa nie może być nowoczesna a co najwyżej "nowoczesna"?

                PS Gdybyś spotkała Kaakę na gruncie zawodowym to musiałabyś się do niej zwracać per pani dr.
              • marianna0077 Re: Niech zostanie jako przykŀadowy wątek "p 15.09.10, 18:24
                Ależ się uśmiałam. Żenujące smile
                Ale zgadzam się, nie jesteś koleżanką medyczną kaaki. Nie przedstawiłas ŻADNEGO merytorycznego argumentu, ani jednego badania na temat, na który się wypowiadasz. Nie ten poziom, obawiam się, tu dyskusja nawet się nie zaczęła, nie podjęłas jej. O wyższości cc nad psn nie mogli Ci nawet w betonowej szkole medycznej wykładać, więc ta piątka to chyba jakieś nieporozumienie?
                Hmm, zastanowiłabym się, jesli nawet w pokoju pielęgniarskim koleżanek na swoim poziomie wiedzy nie mozesz znaleźć, to może z salowymi na jakie balety wyskoczyć? Można by stresy odreagować, dowartościować się? Bo widać w realu nie staje na to nawet bycie paniom doktorrr z wielkim stażem i małym...
              • iw1978 dyskusja ma sens 15.09.10, 18:32
                Protozoa, daruj, ale do merytorycznej dyskusji o fizjologicznym porodzie, Kaakaa ma jednak zdecydowanie większe kompetencje niż Ty. A o takich porodach rozmawiamy. Jak sama zauważyłaś, ginekologiem nie jesteś. Może więc umknęło Twojej uwadze, że nawet w szpitalach porody fizjologiczne obywają się bez udziału lekarza. Położna jest wystarczająco kompetentna, aby taki poród przyjąć. W niektórych krajach europejskich uznaje się ją nawet za wystarczająco kompetentną do prowadzenia ciąży.
                Gdybyś rzeczywiście chciała merytorycznej dyskusji, zajrzałabyś do źródeł, z których czerpiemy wiedzę na tym forum. Jestem w stanie zrozumieć, że jako lekarz obawiasz się patologii. Twoje studia i praca to ciągła walka z nimi. Rozumiem, że jako ktoś, kto wiele widział, masz opory przed porodem domowym. Gdybyś jednak trochę bardziej zgłebiła temat okazałoby się, że rzetelne i prowadzone zgobnie z wszekimi regułami sztuki badania przeczą Twoim wyobrażeniom o bezpieczeństwie porodu domowego. Nie bez powodu w wielu krajach europejskich jest on przy spełnieniu określonych warunków uważany za dobrą alternatywę dla porodu szpitalnego.
                • soldie A jak wytłumaczyć sytuację w Holandii? 15.09.10, 19:55
                  Może Holendrzy to jakiś inny gatunek ludzi,że u nich w domach kobiety ani dzieci w czasie porodu nie umierają? No i kaakaa- twoje 4 szczęśliwe domowe- ty chyba też nie jesteś normalna, no i wszystkie co rodziłyście w domu- może badania genetyczne by wam trzeba zrobić? No nie wiem, bo to mi nie pasuje za nic do akademickich standardów...dziwne, że was na sygnale nie wieźli i to prosto na OIOM.
                  • kaakaa Re: A jak wytłumaczyć sytuację w Holandii? 15.09.10, 20:48
                    Sytuację w Holandii wyjaśnia się w sposób następujący:
                    * to bogaty kraj, więc ich stać na OIOM dla co drugiej rodzącej w domu wariatki
                    * Holenderki od jazdy na rowerze mają inaczej zbudowane miednice i łatwiej rodzą
                    * pod domem, w którym rodzi Holenderka czeka w pełnej gotowości ambulans, żeby w razie nagłych komplikacji wieźć ją lub jej dziecię na sygnale na wspomniany OIOM
                    * w Holandii nie mają tak wielu tak oświeconych lekarzy jak w Polsce i nie doceniają zagrożenia jakie niesie ze sobą poród
                    Może macie jeszcze jakieś pomysły, bo mi już dalej wena nie dopisuje... confused
                    • protozoa Re: A jak wytłumaczyć sytuację w Holandii? 15.09.10, 20:56
                      Widziałaś odklejenie łożyska?
                      Widziałaś krwotok?
                      Widziałaś urodzone w zamartwicy dziecko?
                      Jeśli jesteś położną to pewnie tak. Chcesz ryzykować? Twoja sprawa. Powtarzam - fajnie jeśli nic się nie dzieje, jeśli zaczyna to gorzej. I wtedy jednak korzysta się z pomocy lekarza, bo położna cięcia raczej nie zrobi.
                      • soldie Re: A jak wytłumaczyć sytuację w Holandii? 15.09.10, 21:22
                        protozoa, ta kobieta ryzykowała już 4 razy! Jak poczytasz forum dokładnie, to zobaczysz że tutaj więcej kobiet tak ryzykowało i zobacz jak wyglądały porody. Czy było potrzebne cięcie, reanimacja czy OIOM? Kobieto ty sie na prawdę zastanów do kogo i co mówisz (piszesz). My nie jesteśmy tępymi idiotkami, które rodzą w domu z powodu mody, uznania społecznego, czy żeby sie komuś podobać. my na prawdę mamy dość takich zadufanych w sobie ludzi, którzy to są mądrzejsi niż wszyscy inni jak ty i może to jest problem? Nie raczyłaś wielce pani uczona, skomentować ani jednego pozytywnego naukowego faktu popierającego fachowo przygotowane,domowe narodziny. Udawanie że to nie istnieje jest wyjściem? Prawdziwie mądra osoba, umie wysłuchać druga stronę i umie przyznać sie do własnej niewiedzy lub błędnej oceny- niestety mądrości nie dadzą żadne fakultety i tytuły naukowe.
                      • kaakaa Re: A jak wytłumaczyć sytuację w Holandii? 15.09.10, 21:24
                        A co ma moje doświadczenie do sytuacji w Holandii, u licha?
                        • soldie Re: A jak wytłumaczyć sytuację w Holandii? 15.09.10, 21:39
                          karetka cie nie wieźli prosto z domu po porodzie co nie? wybacz,że akurat twój przykład przytaczam ( łamiesz statystyki ewidentnie, bo 4 razy i nic patologicznego sie nie wydarzyło? ), równie dobrze mogę powiedzieć to o kropce smile
                      • monicus Re: A jak wytłumaczyć sytuację w Holandii? 15.09.10, 21:48
                        no ale tego ze jak sie cos dzieje to sie jedzie do szpitala nikt chyba nie kwestionuje - po to jest szpital i karetka. zeby i tych co po pijaku sie rozwalili autem zwiezc i "jedna na nie wiem ile" - co jej sie lozysko odkleilo.
                        i wiele razy tu bylo pisane, ze cc jest potrzebne i ratuje zycie. ale wtedy kiedy jest potrzebne.

                        • kaakaa Re: A jak wytłumaczyć sytuację w Holandii? 15.09.10, 21:58
                          Monicus - że szpital od ratowania życia i zdrowia, gdy taka potrzeba zajdzie, to nawet taki ciemnogród jak my wie. Tyle tylko, że nie życzymy sobie, by zaczynano nam (i naszym dzieciom) życie i zdrowie na siłę ratować w sytuacji, gdy nie jest ono zagrożone...
                          • monicus Re: A jak wytłumaczyć sytuację w Holandii? 15.09.10, 22:09
                            no wlasnie - tu w zasadzie nalezaloby wrocic do pierwszego postu i ustalic:
                            a) szpital jest potrzebny do ratowania zycia
                            b) porod to fizjologia, z ktorej - jesli dobrze prowadzona - czasami trzeba ratowac - ale pewnie rzadziej niz np. z weekendowych jazd samochodem, pijackich libacji, ćpanych imprez itp. - tylko te pozostale traktuje sie machnieciem ręki
                            c) kazda z nas w razie potrzeby uda sie do szpitala (no moze ja nie na 100% smile) i nawet poprosi o pomoc, ale zadna nie chce zeby na sile robic to czego nie chce

                            i mozna by nie zaczynac kłotni smile no ale moze ja nudna jestem
                            • kaakaa Re: A jak wytłumaczyć sytuację w Holandii? 15.09.10, 22:11
                              monicus napisała:

                              > i mozna by nie zaczynac kłotni
                              A ktoś tu się kłóci?
                              • monicus Re: A jak wytłumaczyć sytuację w Holandii? 15.09.10, 22:46
                                smile))))
                    • szczur.w.sosie Re: A jak wytłumaczyć sytuację w Holandii? 16.09.10, 17:50
                      ]Sytuację w Holandii wyjaśnia się w sposób następujący:
                      * to bogaty kraj, więc ich stać na OIOM dla co drugiej rodzącej w domu wariatki
                      * Holenderki od jazdy na rowerze mają inaczej zbudowane miednice i łatwiej rodzą
                      * pod domem, w którym rodzi Holenderka czeka w pełnej gotowości ambulans, żeby w razie nagłych komplikacji wieźć ją lub jej dziecię na sygnale na wspomniany OIOM
                      * w Holandii nie mają tak wielu tak oświeconych lekarzy jak w Polsce i nie doceniają zagrożenia jakie niesie ze sobą poród
                      Może macie jeszcze jakieś pomysły, bo mi już dalej wena nie dopisuje...


                      Trzeba by zbadać wpływ tulipanów na porody domowewink
                      • salome81 Re: A jak wytłumaczyć sytuację w Holandii? 28.02.11, 16:01
                        Albo palenie marychy smile
                • kaakaa Re: dyskusja ma sens 15.09.10, 20:52
                  iw1978 napisała:

                  > Może więc umknęło Twojej uw
                  > adze, że nawet w szpitalach porody fizjologiczne obywają się bez udziału lekarz
                  > a. Położna jest wystarczająco kompetentna, aby taki poród przyjąć. W niektórych
                  > krajach europejskich uznaje się ją nawet za wystarczająco kompetentną do prowa
                  > dzenia ciąży.
                  Oj, iw1978, tu to pojechałaś życzeniowo cokolwiek... W większości polskich szpitalu jednak przy porodzie (szczególnie przy II okresie) lekarz jest obowiązkowy. Choć według polskich przepisów prawnych (Ustawa o zawodzie pielęgniarki i położnej z 1996 r.) położna ma wystarczające kompetencje do prowadzenia ciąży fizjologicznej, przyjęcia niepowikłanego porodu i opieki poporodowej nad położnicą i noworodkiem. Brak jedynie przepisów wykonawczych, które umożliwiłyby położnym realizację takich usług w ramach finansowania z NFZ sad

                  > Gdybyś rzeczywiście chciała merytorycznej dyskusji, zajrzałabyś do źródeł, z kt
                  > órych czerpiemy wiedzę na tym forum.
                  A gdyby
                  • iw1978 Re: dyskusja ma sens 15.09.10, 23:23
                    Kaakaa może trochę pojechałam, ale mojego porodu na Żelaznej żaden lekarz nie zaszczycił smile. Położna poradziła sobie bez żadnych problemów. Dwie godziny po porodzie nawet się na następny domowy wstępnie umówiłyśmy smile. Lekarza zobaczyłam dopiero na obchodzie.
                    Ja wiem, że to nie jest norma, ale mam wrażenie, że powoli zmierzamy w tym kierunku.
                    • kaakaa Re: dyskusja ma sens 15.09.10, 23:33
                      iw1978 napisała:

                      > ale mam wrażenie, że powoli zmierzamy w tym kierunku.

                      Daj Boże, cobyś rację miała smile
                      A Żelazna to bardzo specyficzny szpital i dla wielu lekarzy to tam pracują oszołomy porównywalne z aktywnymi uczestniczkami tego forum wink
              • soldie Re: Niech zostanie jako przykŀadowy wątek "p 15.09.10, 19:49
                . Dla mnie partnerem do merytorycznej dyskusji jest lekarz

                Z pewnością i to koniecznie tak samo kulturalny, więc tutaj faktycznie nie masz czego szukać i nie wiem po co w ogóle tu pisałaś, skoro żadna z nas nie nadaje sie na twojego merytorycznego partnera. Chciałaś żeby ci ktoś przyklasnął i oddał cześć bo masz dr przed nazwiskiem?
                • marianna0077 Re: Niech zostanie jako przykŀadowy wątek "p 15.09.10, 20:25
                  Eee tam, myslę że po prostu zazdrości smile
                  Nikt, kogo sprawa jakoś nie pociąga nie zagląda z własnej, nieprzymuszonej woli na fora o porodach naturalnych (będąc po planowanym cc) albo o wielodzietnych (mając dwójkę, a dwójkę pewnie tylko dlatego że się bliźnięta trafiły). Nie mówiąc juz o pisaniu na nich. Zwłaszcza, jesli robi to lekarz, czyli osoba niezwykle zajęta. Musi ją to strasznie kręcić, mówię wam smile.
                  A może po tych dwudziestu latach beznamiętnie wykonywanego zawodu, kompletnym wypaleniu i braku sensu beton gdzieś zaczyna pękać i dziewczyna w rozpaczy zagląda w takie miejsca żeby sobie jakoś zracjonalizować swoją życiową pustkę i patrzy i upewnia się że nie, ona nie jest żadną z tych wariatek, nie jest oszołomem, tylko szanowaną odpowiedzialną obywatelką, która z personelem niższego rzędu nie zadaje się.
                  Tylko czemu coś jest nie tak, czemu niepokój każe zagladać do zagłębia wariatek co rodzą na potęgę pod krzakiem? Czego Ci brak, protozoa? Stara, powiedz nam. U
                  lży Ci, pomożemy, przytulimy.
                  • kaakaa Re: Niech zostanie jako przykŀadowy wątek "p 15.09.10, 20:43
                    Marianna - ale pojechałaś! Szanowna pani doktor zniża się do naszego podłego poziomu, by nam oświaty kaganek zanieść a Ty jej imputujesz, że mogłaby nam czegoś zazdrościć? Albo tym wielodzietnym, nieodpowiedzialnym imbecylom, co się mnożą jak króliki, bo nawet o antykoncepcję nie potrafią zadbać? Ty się kobieto leczyć idź (do kolegów szanownej pani doktor najlepiej), a nie tu jakąś domorosłą psychoanalizę uprawiasz!!!
                    wink wink wink
                    • monicus Re: Niech zostanie jako przykŀadowy wątek "p 15.09.10, 21:51
                      kurde, zaczynam sie czuc nakrecona - jak ja bym chciala byc na tym podle niskim poziomie i byc taka nieodpowiedzialna imbecylka ze stadem dzieci.... uhuhuh
                  • protozoa Re: Niech zostanie jako przykŀadowy wątek "p 15.09.10, 20:47
                    A wiesz, że mało rzeczy brakuje mi do szczęścia. Jesli zaglądam na tego typu forma to z ciekawości. Piszę, bo nie są one zamkniete- Ty czytać nie musisz. Przytaula mnie mąż , nie jestem lesbą .
                    Wielodzietni niech będą wielodzietnymi na własny rachunek. Gdy siegaja nawet posrednio do mojej kieszeni mam prawo sie na to nie godzić.
                    Tak mam 2 dzieci i nigdy nie chciałam mieć więcej.
                    • gos85 Re: Niech zostanie jako przykŀadowy wątek "p 15.09.10, 22:10
                      łaaaa.... nie dość że w domu rodzimy, lub chcemy rodzić to jeszcze jesteśmy lesbami!!
                      Dziewczyny musimy zmienić nazwę forum koniecznie..
                • kaakaa Re: Niech zostanie jako przykŀadowy wątek "p 15.09.10, 20:44
                  soldie napisała:

                  > Chciałaś żeby ci ktoś przyklasnął i od
                  > dał cześć bo masz dr przed nazwiskiem?

                  A myślisz, że protozoa istotnie ma przed nazwiskiem to "dr" a nie zwyczajne "lek. med."?
                  • soldie Re: Niech zostanie jako przykŀadowy wątek "p 15.09.10, 20:46
                    > A myślisz, że protozoa istotnie ma przed nazwiskiem to "dr" a nie zwyczajne "lek.med."

                    ty kobieto skorygujesz wypowiedz jak trzeba wink oczywiście o to mi chodziłosmile
                  • protozoa Re: Niech zostanie jako przykŀadowy wątek "p 15.09.10, 20:53
                    Zmartwie Cię. Lek.med przed nazwiskiem miałam stosunkowo krótko, dr nieco dłużej, teraz mam jeszcze 3 literki więcej.
                    A o pielęgniarkach mam swoje zdanie. Nawet gdyby nie wiem jak się starały nie wyjda poza poziom pokoju pielegniarskiego. Nie są, tak jakby chciały, być "lekarzami od lżejszych przypadków". Boli je, ze nie mają prawa wypisywania recept, że maja inne kompetencje. I co więcej - większość z nich marzy o tym, żeby zlapać doktora za męża. Wtedy rosna w oczach kolezanek.
                    • kropkaa Re: Niech zostanie jako przykŀadowy wątek "p 15.09.10, 20:57
                      > A o pielęgniarkach mam swoje zdanie. Nawet gdyby nie wiem jak się starały nie w
                      > yjda poza poziom pokoju pielegniarskiego.

                      Nie wiem, kim jest mąż Kaaki, ale wiem, że ona nie jest pielęgniarką.
                      • donkaczka Re: Niech zostanie jako przykŀadowy wątek "p 15.09.10, 21:18
                        dziewczyny slowo daje, tez sie musicie nudzic smile

                        Próżność riposty się spodziewał
                        Nie dam Ci prztyczka ani klapsa
                        Nie powiem nawet "pies Cię je%$ł"
                        bo byłby to mezalians dla psa

                        i tymi slowami poety znanego i powazanego nalezaloby pozegnac pania dochtor
                      • deigratia Re: Niech zostanie jako przykŀadowy wątek "p 15.09.10, 21:29
                        Ale się uśmiałam, dziewczynysmile Zaczyna mi się ta dyskusja coraz bardziej podobać! Jak to miło, że pani doktor sobie nie poszła i coraz bardziej się pogrąża. Co za poziom smile Tylko szkoda że poczucia humoru za grosz. Żeby chęć pocieszenia brać za okaz chorego uczucia? Inna sprawa, że pisała, że to my zaraz ją będziemy obrażać...
                        • kaakaa Re: Niech zostanie jako przykŀadowy wątek "p 15.09.10, 21:41
                          deigratia napisała:

                          > Inna sprawa, że pisała, że to my zaraz ją będziemy
                          > obrażać...

                          Psychologia opisuje takie zjawisko jak "projekcja". Bardzo to powszechne w relacjach międzyludzkich. Polega, tak z grubsza, na tym, że ludzie mają silną skłonność by nieświadomie przypisywać innym ludziom (projektować na nich) własne odczucia, emocje, zamiary itp.
                          • soldie Re: Niech zostanie jako przykŀadowy wątek "p 15.09.10, 21:51
                            Ja muszę przyznać,że z tego wątku nauczyłam sie wielu rzeczy wykraczających poza wiedzę o porodach domowych, po drugie poczułam z wami silniejsza więź i jeszcze głębszą miłość do tego forum, po trzecie utwierdził mnie w mojej decyzji dotyczącej porodu w domu, A więc za to pani doktor mogę podziękować, chociaż nie takiego efektu chyba się spodziewała ...
                            • monicus Re: Niech zostanie jako przykŀadowy wątek "p 15.09.10, 22:01
                              znaczy lubim tak taplac sie we wlasnym sosie smile i slodzic sobie wzajemnie...
                              mnie tylko taka rzecz sie nasuwa - juz bez zlosliwosci jakiejkolwiek - zaobserwowalam w opowiesciach ludzi ze "sluzby" zdrowia zachwyt nad opieka, zadowolenie z uslug itp. - zdaja sie nie widziec i nie przyjmowac do wiadomosci, ze bylo im tak fajnie dlatego, ze byly z tej "sluzby"...

                              akurat mam sporo rodziny zwiazanej z medycyna i szpitalami, cos tam wiem na ten temat uncertain
                              • kaakaa Re: Niech zostanie jako przykŀadowy wątek "p 15.09.10, 22:04
                                Monicus - uwaga techniczna - za "służbę zdrowia" to się jeszcze ktoś na Ciebie obrazić może. Teraz jest "opieka zdrowotna" tudzież "ochrona zdrowia".
                                • monicus Re: Niech zostanie jako przykŀadowy wątek "p 15.09.10, 22:09
                                  celowo napisalam "sluzba" smile)) bo wiemy jak to sie sluzylo i sluzy
                                  • kaakaa Re: Niech zostanie jako przykŀadowy wątek "p 15.09.10, 22:13
                                    A ja celowo zwracam uwagę, że medycy sami sobie nie życzą, żeby o niech "służba" mówić. O czymś to chyba świadczy...
                        • gfizyk Re: Niech zostanie jako przykŀadowy wątek "p 15.09.10, 22:18
                          Chwilę mnie nie było, a tu tyle się dzieje.
                          Wczoraj zmęczył mnie w-domu-rodzony-syn nauką jazdy na rowerze. Tzn ja go uczyłem i frajer ze mnie nie wziąłem pod uwagę szybkości czynionych przezeń postępów i jak idiota poszedłem, a raczej pobiegłem na piechotę, wink
                          stąd wnioskuję, że jednak dzieci o wiele lepiej przyswajają trudne życiowe tajniki, a przecież nie mają kilku literek przed nazwiskiem?
                          Pojechałyście po pani drhab, aż się na szczyt ambicji wzniosła i pochwaliła tytułami. Cóż kolegą po fachu nie jestem, ba, nie jestem nawet kolegą (broń Boże, gdzież bym chciał), ale widzę, że za tytułami niewiele poszło. Bo wiedza jaką szanowna drhab reprezentuje w temacie ginekologii i położnictwa prawdopodobnie zmieści się w podręczniku z lat 60-70-tych, którą udało się zakuć i zaliczyć na 5. Szkoda, że ta niepogłębiana wiedza pozostała na tym samym poziomie.
                          Najwyraźniej kolegów lekarzy bardzo razi, że położne mogą poradzić sobie same, byle im nie przeszkadzano. Cóż - pani drhab solidaryzuje się z nimi, bo inaczej być nie może.
                          Też nie na rękę kolegom będzie wprowadzona zmiana umożliwiająca refundację kosztów porodów domowych przez NFZ. Wcześniej czy później to nastąpi.
                          Co więcej - działanie samodzielne położnych jest w pełni legalne.

                          Tak Pani drhab twierdzi, że ratuje dziecko i mamę wioząc je "na gwizdkach" do szpitala.
                          Szanowna Pani drhab! To nie pani ratuje im życie, tylko KIEROWCA!
                          Przy okazji zdementujmy kilka stereotypów, które pani drhab głosi:
                          - lekarze w karetkach to bardzo często początkujący (czyt. "zieloni"), ponieważ tylko taką propozycję otrzymują,
                          - lekarze w karetkach nie są święci i prawdopodobnie częściej przysłużyli się zejściom pacjenta niż ratując życie dziecku/matce rodzącym w domu (na wszelki wypadek przypomnę dwa hasła - pavulon, Łódź) Pani nie jest z Łodzi przypadkiem?
                          - zwłoki motocyklisty, a raczej to co z nich pozostaje zdecydowanie nie nadaje się na żaden przeszczep (oprócz wyjątków oczywiście).
                          - karetki na bombkach wcale nie przemieszczają się po mieście bardzo szybko, bo i tak kierowca odpowiada za spowodowanie kolizji (takie głupie prawo). Kiedy zadzwoniłem po karetkę do żony (akurat bez związku z porodem), pomimo, że z pracy mam dalej niż jest pogotowie i nie posiadam kogutów na dachu dojechałem kilkanaście minut przed karetką.

                          Jeżeli domagasz się koleżanko forumowiczko (nie mylić z "koleżanko") szacunku dla siebie w tym miejscu - to go zbuduj swoją wiedzą i poziomem merytorycznym dyskusji. Pamiętaj, że są tu ludzie którzy nie kucają przed tytułem "dr hab", za którym nic więcej nie idzie.

                          pzdr
                          tylko mgrinż.
                    • gos85 Re: Niech zostanie jako przykŀadowy wątek "p 15.09.10, 22:12
                      Zmartwie Cię. Lek.med przed nazwiskiem miałam stosunkowo krótko, dr nieco dłuże
                      > j, teraz mam jeszcze 3 literki więcej.

                      BRAWO!!

                      > A o pielęgniarkach mam swoje zdanie.

                      tylko że my tu o położnych rozmawiamy...
              • kaakaa Re: Niech zostanie jako przykŀadowy wątek "p 15.09.10, 21:23
                protozoa napisała:

                > Nie udałam się w niebyt tylko uważam, że dyskusja pozbawiona jest sensu.
                Zgadzam się po raz kolejny - taka dyskusja nie ma sensu, bo nie próbujesz z nami dyskutować a jedynie "oświecać nas" swoją "jedynie słuszną wiedzą", na którą nie zamierzasz podać żadnych merytorycznych argumentów uznając nas za niegodne by z Tobą dyskutować sad

                > Przejr
                > zycie na oczy jak karetka na gwizdkach będzie wiozła Was i/lub Wasze dziecko do
                > najbliższego szpitala.
                Uznasz to za naiwność, ale raczej żadna z nas nie spodziewa się takiej sytuacji, więc, według Twoich przewidywań, raczej nie "przejrzymy na oczy".

                > Nie zyczę tego nikomu, ale jest spora szansa.
                Proszę o jakiekolwiek źródła pokazujące, że szansa by trafić na OIOM z porodu domowego (właściwie przygotowanego, o innym nie myślę) jest większa niż w przypadku porodu w szpitalu. Jeśli nie przedstawisz wyników badań, to nie ma o czym rozmawiać.

                > Porody ja
                > kiś czas temu zostały "wyprowadzone" z domów do szpitali właśnie po to, aby zap
                > ewnić rodzącej i dziecku bezpieczeństwo.
                Jeśli chodzi o bezpieczeństwo porodów szpitalnych w dawniejszych czasach, to bardzo polecam, ku nabraniu pokory, przestudiowanie np. życiorysu Ignaza Semmelweisa. A wzrost bezpieczeństwa porodów w ogóle w dzisiejszych czasach, to zjawisko uwarunkowane znacznie większą liczbą czynników niż tylko przeniesienie porodów z domów do szpitali.

                > Chcecie się narażać - Wasz interes.
                Nie chcemy i dlatego staramy się uniknąć oddawania się w ręce personelu medycznego w sytuacjach, które z założenia są fizjologiczne i z którymi możemy sobie świetnie poradzić we własnym zakresie.

                > Oczywiście - zapłaci za to w przypadku komplikacji podatnik
                Za żaden z moich domowych porodów podatnik nie zapłacił ani grosza. Za to za Twoje cc na życzenie - owszem. BTW, poród domowy jest nieporównywalnie tańszy niż szpitalny (że o cc nie wspomnę), więc upowszechnienie takiej procedury byłoby dla podatnika bardzo korzystne.

                > bo tak jak któras za
                > uważyła doba na OIOMIE jednak kosztuje.
                Zapewniam, że są większe szanse by trafić na OIOM po cc niż po porodzie domowym. Mam wyniki badań naukowych, które to potwierdzają. Jeśli dysponujesz wynikami wykazującymi coś przeciwnego, to podaj te źródła - przeczytam, to może zmienię swoje zdanie.

                > Sa w medycynie mody - moda na porody do
                > mowe, porody w towarzystwie tatusia, nieszczepienie itd. Człowiek myślący racjo
                > nalnie nie ulega modom tylko zachowuje sie w mysl standardów akademickich. Nie
                > wymyslonych ot tak sobie.
                A skąd się niby biorą te "standardy akademickie"? Skoro nie wynikają one z badań opartych na faktach medycznych, to czyż nie są właśnie "wymyślone tak sobie"? Gdyby ginekolodzy przejmowali się wynikami badań, to już dawno odeszliby od pompowania w rodzące oksytocyny bez powodu (wiadomo z licznych badań, jak negatywne ma to skutki), nie nacinaliby rutynowo krocza (badania z nurtu EBM nie uzasadniają rutynowego stosowania tej interwencji), ograniczyli by liczbę cc (z badań wynika, że taka droga porodu jest zdecydowanie mniej korzystna zarówno dla matki jak i dal dziecka) itp.

                > Kiedys smiertelność przy porodach była olbrzymia, potem duża, gdy kobiety zaczę
                > ły rodzić w szpitalach drastycznie zmalała. Oczywiście nie wiecie dlaczego.
                Zapewne właśnie dlatego, że zaczęły rodzić w szpitalach... bo przecież przez te wszystkie lata nic innego się na świecie nie zmieniło... confused

                > P.S. Kaakaa- nie jestem Twoja medyczną koleżanką
                Nawet by mi do głowy nie przyszło, żeby szanowną panią dr hab ośmielić się zaczepiać, bo najśmielszych nawet marzeniach przez myśl by mi nie przeszło, ze zniży się do poziomu dyskusji z tak nędznym robakiem jak ja. Jeśli jednak ktoś wchodzi na forum, którego czuję się ważną częścią, to oczekuję, że będzie chciał ze mną dyskutować a nie tylko mnie pouczać.

                > takiej możesz sobie poszukać
                > w pokoju pielęgniarskim.
                Możesz mi wierzyć albo nie ale nie mam problemu z brakiem koleżanek i szukać ich nie muszę wink

                > Dla mnie partnerem do merytorycznej dyskusji jest lekarz.
                Nie wątpię, że najchętniej z takim otwartym umysłem jak Twój... confused Bo jakby, broń Boże, ośmielał się podważać "święte standardy akademickie" to zapewne w tym momencie przestałby być partnerem do dyskusji... BTW, nie wiem czy wiesz, ale znaczny odsetek domowych rodziców to lekarze.

                > Zaraz zrobi się szum, bo panie- te domowe, te wielodzietne i te "nowoczesne"
                > pczują się urażone i zamiast merytorycznych argumentów wytoczą inwektywy- bo
                > tylko na to je stac.
                Na razie to z Twojej strony brak merytorycznych argumentów. A inwektywami to się na tym forum nie obrzucamy, bo panuje tu pewien poziom kultury, który uparcie próbujesz nam zaniżyć.
    • kropkaa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 14.09.10, 23:22
      Narobiła szumu prowokatorka po czym udała się w niebyt...
      Powspominałyśmy sobie nasze porody, te dobre, lepsze i do poprawki smile
    • kropkaa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 16.09.10, 00:48
      Przyzaję - nie pojęłam po co tu weszłaś, Protozoo?
      Czy naprawdę myślałaś, że jak nam zwymyślasz jakie to głupie, nieodpowiedzialne, żerujące na Twoich podatkach jesteśmy i w dodatku lesby, to chórem Ci przytakniemy i jeszcze podziękujemy, że nas oświeciłaś?
      Koleżankami na pewno nie będziemy, to już z góry ustaliłaś, aż cud, że się zniżasz do naszego poziomu kuchennych kocmołuchów z bandą brudnych, rozwrzeszczanych dzieciaków utrzymywanych z Twoich podatków...
      Otóż:
      - nie wyjadałam szpitalnej zupy i nie absorbowałam Twoich znakomitych kolegów po fachu - to chyba plus?;
      - prowadziłam ciążę za pieniądze moje i mojego pracodawcy;
      - decyzję o porodzie w domu podjęłam w pełni świadomie, po przeczytaniu wielu pozycji, po licznych konsultacjach i opiniach, a nawet poinformowałam o tych swoją lekarkę!;
      - po wielu słyszanych z pierwszej ręki historii (okaleczeń) porodowych dziękuję Bogu, Losowi, Przeznaczeniu, Fatum, Aniołom etc., że mogłam uniknąć wątpliwej przyjemności obcowania z personelem medycznym ginekologii i położnictwa.
      Nigdy nie ciągnęło mnie by być lekarzem; też uważam, że mój zawód jest najlepszy na świecie, ale nie obrażam inaczej (co nie znaczy gorzej) wykształconych. I przede wszystkim - nie pogardzam ludźmi! Na lekarzy w wysoko specjalistycznej jednostce miałam okazję się napatrzeć i tyle ile wiedzy mają, tyle samo wdupiemania pacjenta - owszem, ratują życie/zdrowie, ale za jaką cenę?
      Skąd się bierze to Wasze przeświadczenie, że jesteście ponad?
    • annairam Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 16.09.10, 09:24
      Przeczytałam cały wątek i wcale nie chciało mi się w nim udzielać. Stwierdziłam jednak (choć pewnie Protoza nie przeczyta - ale to jej wybór), że napiszę co mi nie pasuje w podobnym jak jej lekarskim podejściu.

      Mam wrażenie, że wielu lekarzy, jak i większość całego społeczeństwa, ma duży problem z akceptacja tego co może nam dać życie. Na zasadzie zaprzeczania i wiary w nieograniczone i cudowne możliwości medycyny nie dopuszcza się do życia cierpienia, bólu, straty. Wszystko to ludzie chcą wyeliminować od samego początku.

      Zamiast mówić o tym co naturalne i uczyć już małe dzieci tego jak funkcjonuje ich ciało, jak jest zbudowane, co się dziej gdy się zranią - ludzie udają, że podobne tematy nie istnieją. Na przykład dziecko nabije sobie sporego siniaka, zaraz dostanie lek przeciwbólowy lub zapewnienie, że "nic się nie stało". Mało kto zdobędzie się na to by pomóc dziecku przejść przez ból wcale nie udając, że go nie ma. Kobiety chcą się znieczulać do porodu bo nie chcą, nie umieją zaakceptować bólu podobnie jak inni przy najróżniejszych przypadłościach. Często zamiast łykać leki przeciwbólowe, można wyleczyć się inaczej. Tylko, że to zajmuje czas i wymaga zaangażowania - a tego już niewielu chce. Z innej beczki - osoby starsze i niepełnosprawne, jeśli jest możliwość, coraz częściej wysyła się do szpitali czy domów opieki. Trudno się nimi zajmować i patrzeć na ich cierpienie więc lepiej (w imię dobra tej osoby) gdzieś ja wysłać by tam było jej lepiej. Przykłady można by mnożyć...

      Najsmutniejsze jest, że za tak dziwną i nieodpowiedzialną uważana jest postawa akceptująca w życiu ból, cierpienie, procesy starzenia i wszystko inne co daje życie. I przecież wcale nie ogranicza to szczęścia i zadowolenia z tegoż właśnie życia ludzkiego.

      Rozumiem część mechanizmów, które kierują kobietami gdy chcą przy narodzinach dzieci znieczulenia, cc, specjalistyczny sprzęt medyczny. Z drugiej jednak strony ogarnia mnie smutek i żal bo najczęściej nie są to wybory świadome, wybory człowieka a nie pacjenta. Właśnie - czy ludzie w tym zmedykalizowanym, zinustrializowanym świecie umieją być po prostu ludźmi? Wydaje się, że chcieli by być czymś (kimś?) innym i dlatego walczą z własnymi ciałami aż tak dramatycznie... Smutne.

      Na koniec dodam by nie było pomówień. Medycyna to dobra rzecz ale z rozsądnym podejściem, prawem wybory i nie zawsze za wszelką cenę.
      • hab_ek Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 16.09.10, 11:57
        Annairam zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości (i odnośnie niechęci do udzielania się w tym wątku i odnośnie swoistego "uciekania" przed życiem).

        Dla mnie jednym z elementów jakie zadecydowały o pierwszym domowym porodzie była właśnie chęć zerwania z takim (jak ja to mówię) "ustawianiem" wszystkiego. Staram się żyć "po swojemu" i wielokroć narażam się na opinie, że jestem dziwna albo niedzisiejsza... a bo - sama sobie kuchnię wymyśliłam a nie poleciałam do projektanta, a bo na ogród mam własny pomysł, a bo nie ubieram się zgodnie "z modą" tylko wg własnych przekonań (i mężowskich wskazóweksmile itd. Wydaje mi się, że każdy z nas może SAM kształtować swoje życie i nie musi zawsze i wszędzie do WSZYSTKIEGO poszukiwać specjalisty. A takie są wg mnie właśnie społeczne oczekiwania - masz coś ładnego - a kto Ci doradził? Sama wymyśliłaś, eeee mogłoby być lepiej gdybyś skorzystała z rady fachowca...
        Nie jestem tu przeciwna wszelkiej maści fachowcom i specjalistom, ale człowiek swój "rozumek" ma i korzystać z niego powinien.

        I właśnie dlatego, widząc co fachowcy od porodu są w stanie zrobić w szpitalu ze zdrową kobietą przy trzecim porodzie (no przy trzecim to już chyba wiedziała o co chodzi, no nie ? smile stwierdziłam, że takim fachowcom z góry serdecznie podziękuję - i zostałam w domu... ale po odpowiednim przygotowaniu, przekonsultowaniu (ze zgodnym zresztą) lekarzem, po znalezieniu położnej.

        Od życia nie można uciec, ono nas zawsze "złapie" - sztuką dla mnie jest właściwe "znalezienie" się w swoim życiu... Ze wszystkiego i zawsze można czerpać przyjemność. Tak jak ja właśnie przed chwilą z licznych wypowiedzi na temat "dr hab. koleżanki"... swoją drogą nie będę się podpisywać swoim tytułem naukowym bo by koleżanka mogła się urażona poczuć... crying
        • juleg Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 16.09.10, 12:32
          Faktycznie Protozoa uważa środowisko medyczne za mądrość absolutną, niestety moje doświadczenia i moich wielu znajomych mówi zupełnie co innego. Dwa tygodnie temu, zdrowy i donoszony synek mojej koleżanki, udusił się w jej brzuchu, bo Dr. hab. nie widział potrzeby wykonania badania USG, obfite krwawienie uznał za fizjologię przedporodową, nie zauważył głupiego odklejającego się łożyska, faktycznie dziewczyna była pod doskonałą opieką kolegów Protozoy, która jest tak bardzo zadowolona z siebie, ma fantastyczne poczucie własnej wartości, ale zastanawiająca jest ta pogarda dla drugiego człowieka, czy człowiek szczęśliwy i spełniony może mieć takie uczucia w sobie?
    • fizula Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 16.09.10, 10:45
      Dla mnie to zdanie od razu wyraziło całość podejścia tej pani:
      >Co więcej, uważam, że najbezpieczyniej j
      > est byc leczonym/rodzić w szpitalach wieloprofilowych

      Skoro dla niej tożsame jest bycie leczonym z rodzeniem, to widać od razu, że wychodzimy z różnych punktów widzenia i o porozumienie może być trudno. Dla Protozoa rodzenie to ciężka choroba, dla nas wspaniały dar rodzenia, dar od Boga, od natury, święto całej rodziny. Dla niej rodzenie to patologia, której najlepiej zapobiegać przy pomocy operacji, a dla nas oznaka zdrowia i żywotności, siły, a nie choroby. Ciekawe czy z powodu innych czynności życiowych też jedzie od razu do szpitala. Bo przecież też oddychamy i można zacząć się dusić, a więc może od razu udać się do szpitala, bo co, jak się nie zdąży. Miałam taką sytuację, że się dusiłam, ale szczęśliwie Pan Bóg coś tam jeszcze dla mnie przygotował, więc nie padłam natychmiast trupem. To była taka właśnie sytuacja, że szpital i pomoc zespołu ratunkowego była mi potrzebna. Ale z góry nie zamierzam spędzać życia w szpitalu ani straszyć innych możliwością uduszenia się, choć dobrze wiem, że istnieje taka możliwość. No, mój dziadek umarł właśnie w szpitalu z powodu uduszenia, także dom nie ma monopolu na umieranie.
      Z powodu odklejenia się łożyska można równie dobrze umrzeć w szpitalu, bo to jest tak ciężka patologia, a kto by tam zwracał uwagę na pacjenta, jak jest tyle papierów do wypełnienia, podobnie jak dziecko może mieć połamaną czaszkę właśnie w szpitalu, bo trzeba przecież dojść do łóżka porodowego, bo kto by tam przyjmował poród gdzie się zachciewa rodzącej (niedawny przykład z Chełma). Podobnie nietrudno o wykrwawienie w szpitalu z innych powodów, bo kto by tam się z personelu interesował jakąś krwią rodzącej jak w szpitalu taka ciężka ta praca, trzeba odpocząć, pogadać z koleżankami, wyspać się. Ech, moje doświadczenie niestety pokazuje, że właśnie w szpitalu łatwiej się wykrwawić, bo kto by tam słuchał pacjenta, jak panbuk doktor i pani położna wiedzą lepiej, kto kiedy i gdzie może się wykrwawić.
      W domu nikt mądry by nie zlekceważył obaw rodzącej, niepokojących objawów.
      W domu też słuchając tego, co się dzieje we własnym ciele, słuchając tego, co mówi własne dziecko, a nie papierologia, mnóstwo kręcących się osób, łatwiej się zorientować, czy wszystko dzieje się w prawidłowym kierunku.
      Ech, na szczęście mam też znajome z personelu medycznego, które przeczą temu, co powyżej napisałam i nie pozwalają nurzać się wyłącznie w czarnych myślach odnośnie opieki zdrowotnej.
    • kaczkastrofa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 16.09.10, 13:29
      no to się wątek rozwinąłsmile Widzę, że dr hab. już sobie poszła i teraz pewnie już nie będzie się zniżać do naszego poziomu.
      Przeczytałam wszystkie posty i szęka, a właściwie żuchwa mi opadła. Poziom merytoryczny rozmowy na takim poziomie, że inni mogliby się od was dziewczyny, moje drogie, uczyć.
      Właściwie wszystko już zostało napisane. To, że protozoa idzie w zaparte, naprwdę dobitnie świadczy o jej podejściu do innych osób. Pacjentów na pewno też traktuje protekcjonalnie.
      Myślę, że dla niej największym szokiem by było, gdyby, któreś z jej dzieci przyszło pewnego, pięknego dnia do niej i oznajmiło, że zamierza urodzić swoje dziecko w domu. Napewno by przekonywała, błagała, może nawet płakała by tego nie robiło. już to widzę oczami wyobraźni i się śmieję.
      Dziwi mnie, że niby taka wykształcona, medyk, a taki niski poziom prezentuje. Te wypowiedzi o pielęgniarkach, żenujące. Znam kilka i pielęgniarek i położnych (oprócz kaaki), które są naprawdę fantastycznymi osobami i żadna nie czycha na biednego pambuka, aby się na niego rzucic i na siłę przed ołtarz zaciągnąć. Co ciekawe, większość z nich ma bardziej otwarte umysły niż lekarze. Mało tego niejeden doktor mógłby się od nich wielu rzeczy nauczyć. Upppps, no teraz to chyba protozoa mnie zje wink
      • kaakaa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 16.09.10, 17:58
        Kaczkastrofa - od czego innego jest lekarz, od czego innego pielęgniarka a jeszcze od czego innego położna, fizjoterapeuta czy dietetyk. Niech się każdy trzyma swojej roboty i szanuje tych pozostałych i ich kompetencje, a także swoich podopiecznych/pacjentów, a wszystko będzie pięknie. Problem się zaczyna, jak się komuś zdaje, że mógłby wykonywać pracę, na której się nie zna. I tak, bywają pielęgniarki, którym się marzy konkurowanie z lekarzem w leczeniu i bywają (niestety, bardzo liczni) lekarze, co uważają, że lepiej od położnych znają się na fizjologii porodu. Brak pokory nikomu nie wychodzi na zdrowie sad
        • kaczkastrofa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 16.09.10, 19:39
          poczekaj nie za bardzo rozumiem Twoją wypowiedź Kaaka. Czuję się zbesztana, tylko nie wiem z jakiego powodu.
          • kaakaa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 16.09.10, 21:20
            Donkaczko, nie mam w zwyczaju nikogo besztać, więc zbesztana się nie czuj. Po prostu, chciałam powiedzieć, że w równym stopniu irytuje mnie prezentowanie wyższości lekarzy nad innym personelem medycznym, co wskazywanie na to, że lekarze mogliby się wiele nauczyć od pielęgniarek czy położnych. Każdy z tych zawodów jest po coś innego, więc każda z tych osób ma inny zakres kompetencji i nie chodzi o to, żeby sobie na wzajem zazdrościć i udowadniać, kto jest ważniejszy, czy lepszy, tylko, żeby się wspierać. Mądry lekarz docenia współpracę z mądrą położną, czy pielęgniarką i nie uważa się za lepszego od nich. Mądrej pielęgniarce czy położnej też nie zależy na tym, żeby zagiąć na czymś lekarza i udowodnić swoją wyższość, tylko na tym by mieć w nim fachowego sprzymierzeńca w niesieniu pomocy osobom tego potrzebującym. Ot, i tyle - żadne tam besztanie, tylko zwrócenie uwagi na to, że nie warto sprowadzać problemu do tego, kto jest lepszy a kto gorszy i kto od kogo uczyć się powinien a kto przed kim pokłony bić. smile
            • kaczkastrofa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 16.09.10, 21:58
              Nie chciałam sprowadzić tematu do tego kto jest lepszy a kto gorszy, jak uczyniła to protozoa. Nie wiem czy dobrze zrozumiałaś sens mojego posta. Masz rację, że zakres kompetencji tych osób jest różny. Jednak współpracując ze sobą ludzie stale się czegoś od siebie uczą. Mi chodziło głównie o ludzkie podejście do pacjenta, a nie o zakres merytoryczny wiedzy medycznej. Chociaż mimo wszystko to do tego też się sprowadza. Bo pielęgniarka, czy położna nie zamknie uszu dla tego co mówi lekarz i odwrotnie. Broń Boże nie chodziło mi o to, że ktoś komuś ma udowadniać swoją wyższość nad drugą osobą. I niczego takiego nie napisałam. Bo podejście do pacjenta ma być holistyczne, a nie wyrywkowe.
            • donkaczka Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 16.09.10, 22:48
              kaakaa my obie kaczki, ale to nie ja pisalam smile
              • kaakaa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 16.09.10, 22:52
                Przepraszam, kaczki mi się pokiełbasiły wink Ale i tak do żadnej z Was, dziewczyny, nic nie mam smile
    • monicus nasza obronczyni zdrowia i zycia... 16.09.10, 21:58
      pisala tez na innych forach (np. forum o poronieniu) bardzo ciekawe rzeczy. mysle, ze dopelniaja obrazu i wiele wyjasniaja. jak ktos zainteresowany to sobie znajdzie.
      • kaakaa Re: nasza obronczyni zdrowia i zycia... 16.09.10, 22:09
        monicus napisała:

        > jak ktos zainteresowany to sobie z
        > najdzie.

        A warto szukać? Nie szkoda czasu?
        • monicus Re: nasza obronczyni zdrowia i zycia... 16.09.10, 22:13
          z ciekawosci mozna smile wtedy pewnie machnelabys reka na cala dyskusje i wiele sie by wyjasnilo.
          ale pewnie i tak machnelas.
          ale konsekwencji w postawie tej pani to za grosz nie ma
          • kaakaa Re: nasza obronczyni zdrowia i zycia... 16.09.10, 22:54
            monicus napisała:

            > ale konsekwencji w postawie tej pani to za grosz nie ma
            A ja tam widzę u niej ogromną konsekwencję w... pogardzaniu innymi ludźmi. Niezależnie na jakim forum się wypowiada (bo się skusiłam i przepatrzyłam sobie te różne wypowiedzi), to na każdym kroku są to wypowiedzi w tonie wyższości i pogardy dla innych, którzy są ćwokami, kretynami, tępymi babami itp. Więc, co do braku konsekwencji, zgodzić się nie mogę.
          • kropkaa Re: nasza obronczyni zdrowia i zycia... 16.09.10, 23:54
            Nie chce mi się szukać, a ciekawam w którym szpitalu Protozoa pracuje.
    • mimi_p Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 17.09.10, 10:04
      Nie zaglądałam tu przez kilka dni, bo jako lek. miałam mnóstwo pracy. A! I jeszcze dokształcałam się w kwestii organizacji porodów domowych, bo bardzo chciałabym urodzić w domu.

      Siedzę tu teraz z uszami płonącymi na żywo czerwono, bo mi wstyd. Okropnie wstyd. sad Może dobrze, że Protozoa nie chce już dyskutować - nie dorównuję jej ilością literek przed nazwiskiem, z ginekologii i położnictwa miałam chyba 4, a i moje doświadczenie w pracy z dziećmi upośledzonymi (w tym również z powodu niedotlenienia okołoporodowego) wypada blado wobec opisów szaleńczej jazdy na gwizdkach...

      Szok jest tym większy, że wczoraj rozmawiałam z przemiłą lekarką, która 3 dzieci urodziła w domu. Ale może to kwestia ilości literek, przemiła pani ma tylko dr.
      • kaakaa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 17.09.10, 10:14
        mimi_p - w każdym zawodzie pracują różni ludzie, niestety. Ja gdybym się miała wstydzić za każdego bałwana będącego przedstawicielem któregoś z moich zawodów, to bym się musiała spalić ze wstydu już dawno. Kultura osobista, szacunek dla innych ludzi i otwartość umysłu, jak widać na przykładzie naszej utytułowanej koleżanki, nie musi iść w parze z wykształceniem, czy społecznie poważanym zawodem. Szkoda tylko, że nie ma jakiś łatwo rozpoznawalnych oznaczeń, które pozwoliłyby już na pierwszy rzut oka poznać, z jakim rodzajem człowieka ma się do czynienia i czy warto z nim dalej gadać, czy od razu na starcie dać sobie spokój i poszukać kogoś bardziej odpowiedniego. wink
      • kropkaa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 17.09.10, 10:23
        Mimi, raczej powód do dumy, że tutaj P. i tak się na wyżyny kultury wzniosła... Gdy poprzeglądałam inne wątki (te najnowsze, na więcej nie miałam czasu), to dopiero roi się od wszelkiej maści epititów.
        Ale przyznaję, żeby nie było, że brak mi obiektywizmu, że niektóre historie są dość zabawne.
        • kaakaa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 17.09.10, 10:30
          Kropkaa - ale zabawne historie medyczne można opowiadać z życzliwością lub ze złośliwością. Może ja po prostu pechowo nie trafiłam na te życzliwe wypowiedzi confused
          • kropkaa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 17.09.10, 11:51
            Rozbawiło mnie, że gość zjadł czopki... Jak sobie sama łyknęłam Lactovaginal, to już mnie nic nie zdziwi, a dzień wcześniej zachodziłam w głowę jak to można pomylić kapsułki, no jak??? Bo przecież pierwsza nie byłam big_grin
            Pani ze "szczypiącą cipcią" nie śmieszy mnie wcale, bo nie tak łatwo zapomnieć jak masakryczne mogą być ciążowe infekcje.
            • kropkaa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 17.09.10, 11:59
              Aha, oczywiście zgadzam się, że na życzliwość trafić trudno.
              Ja tłumaczę to tak - Protozoa po prostu odreagowuje stres wyżywając się na forum.
            • kaakaa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 17.09.10, 12:07
              W kwestii czopków, to zdarzało mi się na oddziale ginekologicznym albo położniczym, że pacjentki patrzyły na mnie jak na mnie jak na osobę niespełna rozumu, gdy dając im czopek upewniałam się, że wiedzą jak go zastosować i że przed założeniem należy go wyjąć z plastikowego opakowania. Wbrew pozorom, to nie taka prosta sytuacja - z jednej strony, jak się nie upewnisz, ze pacjent wie, jak prawidłowo lek zastosować, to może sobie zrobić krzywdę zamiast pomóc (np. założenie czopka razem z plastikowym opakowaniem może skutkować zranieniami odbytu, a zetknęłam się z taką sytuacją, więc nie jest to problem wydumany), a z drugiej, jak zaczynasz człowiekowi tłumaczyć rzeczy, które dla niego są oczywiste, to może uznać, że traktujesz go jak idiotę. Niby rzecz banalna a wymaga wyczucia.
              Jak ktoś ma doświadczenia jak kropkaa, to się nie obrazi za tłumaczenie oczywistości, bo wie, że różnie w życiu bywa wink
              • szczur.w.sosie Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 17.09.10, 16:30
                Mnie tylko dziwi, że taka Protozoa to nie jedyna dr hab, która wyczynia takie popisy na forach...uncertain
                • monicus Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 17.09.10, 18:21
                  zmoze to pic na wode to dr hab.
                  • kaczkastrofa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 17.09.10, 19:54
                    no właśnie też nad tym myslałam, patrząc na ilość postów jakie popełniła na różnych forach. Jak na dr hab, lekarza, nauczyciela akademickiego, ma niezwykle dużo czasu na pisanie na forach. Ciekawe.
                    • soldie Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 18.09.10, 14:09
                      No to dziewczyna musi się czuć na prawdę niedowartościowana... Czy ma ten tytuł czy nie...
                      • love_coffee Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 20.09.10, 09:13
                        To może ja się wtrącę na moment, choć nie rodziłam w domu, niemniej jestem gorącą orędowniczką wyboru kobiety gdzie i jak chce rodzić: czy w domu, czy w szpitalu, czy cc na życzenie. To powinien być tylko jej wybór. I podczytuje to forum (podobnie jaknp. cesarskie cięcie) bo cieszy mnie ze są osoby ktore idą "pod prąd" realizując własne wyobrażenie porodu. Zawsze czytałam wasze wątki z fajnym nastawieniem i z ciekawoscią. Ale tutaj po prostu niektóre z Was ...trochę poszły za daleko. Nie sposób jest obrażac rozmówcę, ośmieszać go tylko dlatego że ma inne poglądy jak Wy. Sztuką jest merytoryczna dyskusja, pokazanie Waszego punktu widzenia, czy po prostu stricte odpowiedź co wtedy/ Jedna, czy dwie z Was pokusiły sie o odpwoiedź, ze ryzyko jest wszędzie, ale część z Was po prostu na hura naskoczyły na osobę z innymi poglądami, ośmieszajac ją, nabijając się z niej. Jeżeli chcecie propogować, polecać poród domowy to warto to robić z minimalną kulturą. Czy to że rozmówca rodził przez cc na życzenie i nie rozumie Waszych decyzji uprawnia do naskakiwania w stu paru postach na niego? Nie sposób kisić si we własnym sosie ah i oh, ale też merytorycznie i w sposób kulturalny bronić swoich poglądów, chociazby były różne od Was. Forum naprawdę fajne, a trochę niesmak...Nie odsyłajcie też od razu do literatury, ale odnieśnie się do Waszych poglądów, jakby ktoś chciał poczytać to znajdzie w sieci, ale widocznie ktoś jest ciekawy Waszych poglądów.
                        Pozdrawiam
                        • soldie Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 20.09.10, 22:22
                          A mnie się wydaje,że ktoś tu czegoś nie rozumie do końca...
                        • donkaczka Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 20.09.10, 22:50
                          hm, to moze ja wpadne na forum o cc, wyraze sie odpowiednio o robieniu sobie cc na zyczenie, przytocze troche badan i bede liczyc na zyczliwa i uprzejma dyskusje...

                          protozoa nie przyszla tu dyskutowac, a oczekiwanie od nas, ze dla dobra idei bedziemy wbijac zeby w stol i znosic prowokacje, to chyba przesada
                        • kropkaa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 20.09.10, 23:58
                          To mamy się w końcu dyskutować merytorycznie czy wg naszych odczuć, bo nie rozumiem.
                          Wydaje mi się, że trudno jaśniej wyrazić swoje poglądy nt. porodu domowego niż rodząc w domu...
                        • gfizyk Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 22.09.10, 18:23
                          obawiam się, że żadna dyskusja merytoryczna nie doszłaby do skutku, ponieważ protoza posiada tak bogatą wiedzę popartą tytułami naukowymi, że każdy inny, pomimo, że jest doświadczoną położną, matką rodzącą w jeden czy drugi sposób - nie byłby godnym rywalem w takiej dyskusji.
                          Protoza nie ograniczyła się do przedstawienia własnych poglądów, tylko podważała zasadność poglądów tu panujących,
                          piszesz, że jedna czy dwie napisały o ryzykach. O ryzykach napisała Protoza. Wszyscy wyraźnie zaznaczyli, że mają świadomość ryzyka. Natomiast wiele dziewczyn napisało o zagrożeniach podczas porodu w szpitalu, czy też przez cc, szkoda, że nie zwróciłaś uwagi na korzyści wynikające z porodu w domu, o motywacji rodziców, i o argumentach, które tu (i nie tylko tu) padły,
                          Piszesz, że jesteśmy tu we własnym sosie? A gdzie mamy być? Jest wystarczająco dużo miejsc, gdzie traktują nas jak ludzi psychicznymi zaburzeniami, bo chcemy rodzić w domu.
                          Zresztą wyraźnie na wstępie jest napisane, że nie ma tu miejsce na przekonywanie, że poród w domu jest złym rozwiązaniem.
                          Co do kultury wyrażania poglądów - nie przesadzaj, Przeczytaj uważnie, że do pewnego poziomu doprowadziła tę dyskusję szanowna drhab. Pozostali się dopasowali.
                          A co do odsyłania do literatury, to jeżeli wiedza lekarzy jest taka jaką zaprezentowała Protoza, to powinna jeszcze podziękować za wskazanie książek, gdzie wiedzę na temat porodów (jakby nie patrzeć temat medyczny) pogłębić. Tym bardziej, że ktoś jest ciekawy tego tematu.

                          pzdr
                          • protozoa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 22.09.10, 18:57
                            Napisałam - i taki jest tytuł wątku "Fajnie jak nic się nie dzieje". Bo przypuszczam, że jest fajnie. Piszę o tym bez ironii. Mniej fajnie bywa jak zaczyna się cos dziać a tego przewidzieć sie w 100% nie da. A jak zaczyna się coś dziać to doświadczona połozna, matka rodząca czy jej mąz szukają pomocy u lekarza - tak u lekarza, bo chcą aby ten w warunkach szpitalnych, sali operacyjnej ratował. Ryzyko - ma się jego swiadomość, ale podejmując określona decyzję nie dopuszcza się do siebie mysli, że może się coś stać własnie mnie. Żonie Józka, pani Basi, szwagierce, sąsiadce spod 17 owszem, ale nie mnie. A tymczasem bywa róznie. Nie neguję korzyści wynikających z intymnosci czy zmniejszenia prawdopodobieństwa zakażeń wewnątrzszpitalnych, ale na drugiej szli jest właśnie wspomniane ryzyko.
                            Jeśli Szanowne Panie potrafią czytać muszą przyznać mi rację, że pisałam o ryzyku i tylko o ryzyku pokazując owe ryzyko z każdej strony.
                            Czy zastanawiałaś się dlaczego traktowane jesteście przez "ludzi" jako osoby z zaburzeniami psychicznymi ? - To Twoje słowa, nie dam sobie włozyć ich w usta?
                            Nie jestem połoznikiem i nie mam zamiaru czytać książek o wyższości porodu domowego nad szpitalnym- zwłaszcza ksiązek popularnych a nie podręczników akademickich.
                            A to, że Szanowne Panie nie potrafią dyskutowac wiadomo nie od dziś.
                            • soldie Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 22.09.10, 19:35
                              i zaczynamy od początku smile miłej rozmowy wink
                              • kropkaa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 22.09.10, 19:42
                                j.w.
                            • annairam Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 22.09.10, 20:03
                              Wydaje mi się, że wszyscy tutaj piszący (a tym bardziej ci, którzy w domu rodzili) dokładnie zdają sobie sprawę z ryzyka i je akceptują. Protozo, chyba nie czytasz uważnie.

                              Sugerujesz, ze zła jest sytuacja, że rodzące w domu, w razie komplikacji szukają pomocy w szpitalu? Dlaczego? Z twojego postu wyczuwam, że uważasz to za przyznanie się kobiety do błędu w kwestii jej wyboru miejsca rodzenia. Bo pomógł lekarz? To takie stereotypowe myślenie. Nikt tu nie twierdzi, że lekarze są zawsze be i niepotrzebni. Po prostu, wbrew powszechnej opinii, wcale nie muszą być potrzebni zawsze i wszędzie. Szkoda, że gdy kobieta w Polsce przyjeżdża z porodu domowego, lekarze nie chcą wysłuchać tego co mówi jej położna. Tyle czasu mogliby zaoszczędzić sobie samym... To takie stereotypowe myślenie.

                              A przecież jest jak najbardziej logiczne być jednak gotowym na szpital. Przy zaplanowanych porodach domowych to podstawa - być pogodzonym z podobną możliwością i gotowym jechać do szpitala jeśli położna sugeruje takie rozwiązanie. Jest to również zwyczajne postępowanie w krajach, w których porody domowe postrzegane są jako zwyczajna możliwość rodzenia.
                              • donkaczka Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 22.09.10, 20:11
                                annairam, podobne wrazenie odnioslam - "chcialas rodzic w domu, to won od szpitala w razie komplikacji, umieraj skoros taka durna, razem ze swoim dzieckiem"
                                tak jakby rodzenie w domu to byl policzek dla lekarza i podwazanie jego wiedzy czy umiejetnosci, a nie sensowne jak byc powinno zachowanie - gdzie natura daje rade tam sie nie pchamy i nie absorbujemy ani lekarzy, ani szpitali, ani nie zuzywamy srodkow, ktore moga pojsc gdzie indziej
                                szpital powinien byc wtedy, gdy natura zawodzi
                                • protozoa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 22.09.10, 20:25
                                  To Twoje wrażenie jest nieco hm......... mylne. Czy połona jest wstanie przewidzieć komplikacje występujące w czasie porodu? Nie! Bo nie jest wrózką. Może odradzać poród domowy gdy spodziewa się komplikacji, ale problemy mogą pojawić się zawsze i przy każdym porodzie. Ważne jest, aby wcześnie to zauważyć i przeciwdziałać skutkom. Jak może to zrobić położna w domu? Wykona cesarskie cięcie, które niejednokrotnie jest operacją ratującą i matke i dziecko?
                                  Jestem za porodami intymnymi, ale w bezpiecznych warunkach. Bez narażania zdrowia/życia.
                                  • kropkaa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 22.09.10, 21:09
                                    > Czy połona jest wstanie przewidzieć komplikacje występujące w czasie porodu? Nie! Bo nie > jest wrózką.

                                    Tłumaczenie od czapy - czy lekarz jest wróżką? Położna nie bierze się nie wiadomo skąd, tylko z AM, teraz UM - wiem, że zakładasz, że lekarzowi do pięt nie dorasta, ale to właśnie położna na całym świecie jest przygotowana do prowadzenia fizjologicznej ciąży i przyjmowania naturalnego porodu. Lekarz jest niezbędny, gdy pojawiają się komplikacje. W domu, gdy pojawiają się komplikacje, rozpoznaje je położna i wiezie rodzącą do lekarza i szpitala. W porodzie nic nie dzieje się w ciągu kilku sekund, tak jak to często jest przejaskrawiane, a jak coś by zadziało faktycznie w ciągu kilku sekund (przypadek 1 na 1 000 000?) to nawet sala za ścianą nie pomoże.
                                    Na swoim własnym doświadczeniu mogę powiedzieć, że z obu porodów w szpitalu wyszłabym lekko pokiereszowana, w domu zaś - dzięki wiedzy i doświadczeniu mojej położnej - wszystko skończyło się lekko i przyjemnie.
                                    • protozoa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 22.09.10, 21:33
                                      Nie, lekarz też nie jest wrózką, ale jest wstanie pomóc gdy rodząca znajduje się w szpitalu, jest sala operacyjna, anestezjolog, krew, mozliwość reanimacji itd. Kwalifikacje......cóz, połozna jest ( dziś) po studiach licencjackich - 3 lata, rzadziej magisterskich. Do niedawna byla po 2,5 letniej szkole pomaturalnej. Szefem dyżuru na położnictwie jest lekarz co najmniej z II stopniem specjalizacji. Czy widzisz róznicę?
                                      • kropkaa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 22.09.10, 21:52
                                        Nie będę się ścigać kto jest po czym, ale położne decydujące się na pracę w domu, bez całego zaplecza, o którym piszesz, i świadome odpowiedzialności, jaka na nich ciąży, po prostu nie ryzykują. W szpitalu, gdy wszystko za ścianą, zawsze jest czas i się zdąży - czasem się nie zdąża.
                                        Poza tym nie rozumiem, dlaczego ja, z porodu domowego, w razie tego słynnego "czegoś" mam mniejsze prawo do opieki szpitalnej i lekarza. Za karę???
                                        • protozoa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 22.09.10, 21:57
                                          Nie, nikt nie usiłuje nikogo za nic karać.
                                          Osobiście uważam, że dorosły i odpowiedzialny człowiek skoro mówi "a" powinien powiedzieć "B'. Ryzykuje kierowca wsiadając do samochodu po kielichu. Setki razy nic się nie dzieje ale za 101 juz tak. I nawet wtedy operujemy go i leczymy. Szkoda, że nie na jego własny koszt.
                                          • monicus Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 22.09.10, 22:12
                                            ahhhaaa rozumiem ze ten haracz dla zusu placony co miesiac, z ktorego nie korzystam (poza okolicznosciami okoloporodowymi) to jest za darmo?!!!

                                            prowadze firme od lat i czy chce czy nie MUSZE placic
                                          • kropkaa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 22.09.10, 22:36
                                            > Szkoda, że nie na jego własny koszt.

                                            Przepraszam bardzo, przez x lat, na NFZ płacę ja, mój mąż; dodatkowo płacimy na te wszystkie medicovery i inne limy - ja, mój pracodawca, mój mąż i jego pracodawca (za siebie i za dzieci - w ostatnim miesiącu mąż na sam NFZ zapłacił prawie tyle, ile kosztował mój "fanaberystyczny" poród domowy). Na jeden miesiąc są to grube setki zł! Gdyby to wszystko pozbierać i wpłacić na jedno konto, mielibyśmy pakiet w jakimś medicoverze dla vipów, platynową kartę i apartament z jedzeniem na telefon. Tak mamy wkurzonych lekarzy, którzy cierpią, że muszą się z pacjentami użerać. Bo nie od dziś wiadomo, że największym problemem dla lekarza jest pacjent - głupi, ćwok, śmierdzący, chorujący, słowem - d... zaprzątający. Gdyby nie ci przeklęci pacjeni, lakarze mieliby życie jak w Madrycie, a tak - rynsztok i bagno.
                                            Poza tym nie porównuj pijanego kierowcy z porodem w domu. To pierwsze jest łamaniem prawa, drugie przez prawo jest usankcjonowane, przynajmniej w cywilizowanych krajach, i określone są standardy postępowania, także w nagłych wypadkach. Nikt nikomu ani łaski, ani wyrzutów nie robi, tylko pomaga, gdy trzeba. U nas, przez podejście takich osób jak Ty, gęba na kłódkę i nikomu się nie przyznawać, bo od razu z góry, z pretensjami, wyrzutami i sarkastycznym "masz, na co sobie zasłużyłaś". Szkoda tylko, że nie widzisz, ile kosztują podatnika błędy lekarskie, także po porodach - i tych sn i tych cc. A nawet i bez błędów cc na życzenie kosztuje - sama płaciłaś dodatkowo z własnej kieszeni?
                                            • monicus Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 23.09.10, 08:21
                                              Poza tym nie porównuj pijanego kierowcy z porodem w domu. To pierwsze jest łama
                                              > niem prawa, drugie przez prawo jest usankcjonowane, przynajmniej w cywilizowany
                                              > ch krajach,

                                              w tych niecywilizowanych nie musi byc smile bo w nich jeszcze w wiekszosci czlowiek nalezy do siebie i decyduje za siebie.
                                          • kaczkastrofa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 23.09.10, 13:14
                                            > Osobiście uważam, że dorosły i odpowiedzialny człowiek skoro mówi "a" powinien
                                            > powiedzieć "B'
                                            Twoje rozumowanie jest porażające. To znaczy, że jak ktos dostał zawału, zranił się nożem podczas robienia sniadania, spadł ze schodów, bo złamał się obcas w bucie, nie ma prawa skorzystać ze szpitala??? Jasne to po co one w ogóle istnieją? Po co są Izby Przyjęć? Ty chyba masz problem z zaakceptowaniem faktu swojej pracy. Po co w ogóle zostałaś lekarzem? W każdej chorobie można doszukiwac się skutków zaistniałych w wyniku naszego postępowania, podejmowanych przez nas decyzji, prowadzonego trybu życiu. Czy w związku z tym odmówiłabyś pomocy tym wszystkim osobom, które w jakiś sposób przyczyniły się do wystąpienia u siebie choroby. Bo skoro nie uprawiały sportu, jadły niezdrowe jedzenie a teraz mają zawał to niech cierpią. A Ty przepraszam z czego dostajesz pensję?? Przypominam, że własnie z naszych podatków. I lekarza zas...nym obowiązkiem jest pomagać. A własciwie po pierwsze nie szkodzić! To jego praca. Nie ważne czy jest się kardiologiem, internista czy ginekologiem. po to się uczył i po to pracuje aby pomagać innym bez znaczenia na ich pochodzenie czy status materialny. Ale niektórzy o tym zapominają.
                                            • protozoa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 23.09.10, 15:05
                                              Czy wiesz, że poważne firmy ubezpieczeniowe przed podpisaniem umowy z klientem określają ryzyko ( zachorowania, spowodowania wypadku itd). I tak człowiek palący papierosy, mający nieprawidłowy lipidogram itd płaci wyższą składke ubezpieczniową, bo istnieje znacznie większe prawodpodobieństwo, że wyląduje w szpitalu z zawałem.
                                              Zbyt wiele lat dyzurowałam w Izbie Przyjęć, żeby nie widzieć kto i z jakiego powodu tam trafia.
                                              Czy zastanowiłaś się dlaczego nawet nasi rodzimi ubezpieczyciele nie wypłacają odszkodowania gdy ktos spowoduje wypadek a jego samochód nie ma aktualnej rejestracji ( badań technicznych)? Albo spowodował wypadek pod wpływem narkotyków czy alkoholu? Powiedział "a" sięgając po kieliszek i siadając za kierownicą to musi liczyć się z konsekwencjami.
                                              Jeśli medycyna daje mozliwości uniknięcia chorób np. poprzez szczepienia ochronne a ktoś uparcie tego nie robi to dlaczego płacić za jego leczenie? Bądźmy konsekwentni.
                                              I myslę, że byłoby dobrze, żeby ludzie zaczęli odpowiadać za swoje czyny. I to nie tylko w medycynie. Jeśli ktos np. wybiera się w tenisówkach na Giewont, zbacza z trasy i złamie nogę tak,że interweniować musi cała armia ludzi + smigłowiec - powinien zwrócić koszty akcji ratunkowej, bo nie trudno przewidzieć czym taka wyprawa może się skończyć.
                                              Czymś innym jest złamanie nogi przy upadku ze schodów - wypadki się zdarzają a czymś innym takie same złamanie po wypiciu ćwiartki wódki. I jeszcze czymś innym złamanie na lodzie na chodniku bo dozorcy nie chciało się sprzątnąć. Oczywiście nikt nie może mieć pretensji do osoby, która upadła na nieposprzątanym chodniku, ale do dozorcy/zarządcy nieruchomości juz tak. I szkoda, że ubezpieczyciel nie wytacza procesu komuś kto zaniedbał swoje obowiązki narażając zdrowie/życie innych. Przykładów jest wiele.
                                              Odbiegamy od tematu.
                                              Proponuję na chwilę odłożyć na bok emocje i chęć dołożenia mi za wszelką cenę za niepoprawność polityczną i własne zdanie i zastanowienie się czy nie mam racji.
                                              • kaczkastrofa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 23.09.10, 20:16
                                                ale ubezpieczenie w Polsce nie jest prywatne tylko państwowe. Dlaczego skoro płacimy nie możemy z tego skorzystać?? Poza tym Twoje porównane porodu w domu do siadania po kielichu za kierownicą jest chyba trochę nie na miejscu i w sumie dobitnie to świadczy o tym jakie zdanie masz o osobach, które na tym forum piszą. Nie dopuszczasz do siebie logicznych argumentów. Nie przemawiaja do Ciebie lata praktyki i doswiadczeń położnych, nie tylko z Polski, które prowadzą ciąże i porody domowe. Myślę, że tak naprawdę nie mamy o czym dyskutować.
                                                A propos szczepień. Wiesz jaka jest w Polsce umieralnośc okołoporodowa noworodków i dzieci do 1 roku życia? Około 6/1000 żywo urodzonych dzieci. Wiesz jaka jest umieralność w Szwecji, gdzie nie szczepi się dzieci w 3 pierwszych miesiącach życia? 3 na 1000! O szczepieniach mówi się dużo, ale już o powikłaniach po nich prawie w ogóle. Od razu zaznaczam, że nie jestem za zupełnym wycofaniem szczepień, ale za znaczna modyfikacją kalendarza szczepień. Swoje dzieci szczepię, ale z bólem w sercu, bo nie wiem jak na te szczepionki zareagują. Nasłuchałam się mrożących krew w żyłach historii (z pierwszej ręki) o powikłaniach po szczepionkach i nie dziwię się, że niektórzy nie chcą podejmować takiego ryzyka, zwłaszcza jesli chodzi o noworodki i niemowleta.
                                              • sugarxxx Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 24.09.10, 01:29
                                                Dziewczyny, przeczytajcie wpis protozy, na który odpowiadam. Wszystko stanie się jasne.
                                                Protoza, jak na pambuka przystało chce po prostu, abyśmy przyznały jej rację.
                                                Więc może przyznajmy, to wtedy uwolnimy się od n-tego postu "Powtarzam że fajnie jak nic się nie dzieje...", o personalnych wycieczkach nie wspomnę...

                                                Protozo, jeżeli o mnie chodzi: masz rację!!!
                                                Zdradź mi proszę tylko, co teraz z nią zrobisz?
                                                • donkaczka Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 24.09.10, 09:47
                                                  > Protozo, jeżeli o mnie chodzi: masz rację!!!
                                                  > Zdradź mi proszę tylko, co teraz z nią zrobisz?

                                                  jak to co, nastepny krok to zamykanie takich jak my na obserwacji w wariatkowie i odbieranie im dzieci, bo ich zycia nie szanujemy big_grin
                                                  • monicus Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 24.09.10, 10:14
                                                    noooo, bo decydowac o odbieraniu (usuwaniu=zabijaniu) moga lekarze, natomiast my nie mamy kompetencji do rodzenia. a temu kto decyduje o zyciu i smierci nalezy sie szacunek
                                              • sugarxxx Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 24.09.10, 01:35
                                                Protozo, budowanie analogii to trochę powinnaś potrenować...
                                                Jeżeli uważasz, że ZUS jest poważną firmą ubezpieczeniową, to ja pierwsza się do nich zgłoszę, że jestem mega nieodpowiedzialna i chcę podejmować ryzykowne praktyki, jak rodzenie w domu po cc i niech koniecznie rozwiążą umowę ze mną!!!
                                                Nie można kogoś takiego jak ja tolerować, ja przecież pasożytuję na społeczeństwie.

                                                Niestety, ZUS jest bardziej rozbójnikiem, który pobiera haracz, tak jak zresztą już pisały monicus i kropka.

                                                Umowa z poważną firmą ubezpieczeniową opiera się na zasadzie dobrowolności po obu stronach.
                            • aneta871 Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 22.09.10, 20:04
                              Protozoa ciekawe co napiszesz mi..
                              Mam 23 i od ponad 4 lat walczę z depresją poporodową i syndromem stresu pourazowego po porodzie. Jedyną rzeczą, którą czułam patrząc na moje dziecko po "wspaniałym" porodzie w szpitalu u boku Bogów z kilku-, może kilkunastoletnim stażem był smutek. Czułam się zaszczuta, ubezwłasnowolniona i okaleczona. Te doświadczenia zabrały mi radość z przeżywania macierzyństwa i do dnia dzisiejszego trzęsę się na widok szpitala, boję się zimnej wody (przebito mi pęcherz i wyciskano wody i na tym leżałam o końca porodu) i brzydzę się miejsca po nacięciu gdzie oczywiście nie mam czucia...
                              Czy myślisz, że właśnie takie chciałam mieć wspomnienia z najpiękniejszego dnia w moim życiu?? Złamano moje prawa, prawa pacjenta i to, że lekarze są bezkarni też zapewne wiesz.. bo rączka rączkę myje i nigdy nie skrytykujecie kolegi jak coś spieprzy..
                              • protozoa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 22.09.10, 20:21
                                Napiszę Ci, że nie wiem - i Ty także nie wiesz- czy nie miałabys depresji po porodzie w domu. Podejrzewam, choć moge się mylić, że problem nie lezy w porodzie - szpitalnym czy domowym- ale zw braku akceptacji sytuacji. O ile umiem liczyc urodziłas dziecko w wieku 19 lat ( 23-4=19) czyli zaszłaś w ciążę w okolicach 18 urodzin. Wcześnie. Dzis najczęściej osoba w tym wieku nie jest ani psychicznie ani materialnie przygotowana do macierzństwa. Bez złośliwości - podejrzewam, że tu jest pies pogrzebany.
                                • monicus Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 22.09.10, 20:38
                                  ekstra. nawet komentowac mi sie nie chce.

                                  • protozoa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 22.09.10, 21:41
                                    A szkoda, bo mogłabyś się pokusić o zastanowienie czy oby owa depresja poporodowa wynika li tylko ze "szpitalnego" porodu.
                                    18 latka jest zarówno psychicznie jak i finansowo nieprzygotowana do macierzyństwa. Najczęściej nie ma ani pracy ani zawodu ani pieniędzy. Bardzo rzadko zdarza się, że ojcem dziecka jest ktos bardzo zamożny albo, że wyniosła z domu majątek. Najczęściej tak wczesna ciąża przekreśla marzenia, plany i jest przyczyną depresji.
                                    Wiem, że poprawne politycznie jest twierdzenie, że urodzenie dziecka to wielkie szczęście bez względu na sytuację, a Bóg skoro dał dziecko da i na dziecko.
                                    Odbiegamy od tematu - i forum i watku.
                                    Jednak życie nie jest takie jakim chcielibyśmy je widzieć. Zdarzają się i komplikacje i trudności i problemy. Od dojrzałości i dorosłości, odpowiedzialności człowieka zalezy czy robi to aby zminimalizować problemy.
                                    • monicus Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 22.09.10, 22:21
                                      wiesz co, znam dojrzalsze 18 a nawet 16 letnie matki niz 30paro letnie, ktore spotykam aktualnie w swojej dzielnicy. te pierwsze poswiecaly sie swoim dzieciom, z sercem. oddawaly im swoj czas. te drugie sa wyksztalcone i dziane - mysla tylko o tym jak zepchnac te swoje maluchy do przechowalni, sprzedac opiekunkom, zafundowac im zajecia od 7 do 20 zeby przypadkiem ich cennego czasu nie pochlanialy.
                                      dojrzałość to nie kasa i zawód, ani spychanie odpowiedzialności na innych.
                                      mało tego - jak rozmawiam ze wspolczesnymi ludzmi sukcesu to mam wrazenie, ze zatrzymali sie w pewnych sprawach na tym samym etapie, ktory ja przerabialam majac 16-17 lat - polityczna poprawnosc do przesady, rownosc, rownanie wszystkiego i wszystkich, ubezpieczanie sie na lewo i prawo nie dopuszczajac do wiadomosci prawdziwego zycia.

                                      ja moje pierwsze dziecko mialam wyciete w wieku 26 lat i do tej pory sie nie otrzasnelam, drugie 2,5 roku pozniej i wcale nie jest mi lepiej po tych 5 latach. oba ciecia z winy SZPITALA - potwierdzone przez ginekologa z dr przed nazwiskiem (z innego miasta). i mimo wszelkich mozliwych powiklan kolejnym razem nie mam zamiaru sie oddac szpitalowi.

                                      to sa swiadome wybory. szpital byc moze nie zarobi na dwoch dobach spedzonych przez nas na oddziale.
                                • kaczkastrofa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 22.09.10, 21:07
                                  dramat. Bardzo mnie smuci fakt, że ktoś niby wykształcony, a takie bzdury pisze.
                                • aneta871 Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 22.09.10, 21:38
                                  Mamy XXI wiek i nie jestem wiatropylna.. wiedziałam co to poród nie bałam się go.
                                  Jedyna rzecz, której nie akceptowałam to nacięcie krocza, ale gdyby położna powiedziała słuchaj muszę to zrobić bo to.. to i tamto, to najzwyczajniej bym to zaakceptowała. Jasne byłoby mi przykro, ale nie czułabym tego co wtedy, że ktoś nagle wziął nożyczki i ciachnął.. Potraktował mnie jak przedmiot, z którym może sobie robić co chce, tak samo szarpiąc za pępowinę i wyszarpując mi połowę łożyska..
                                  Nikt nie ma prawa tak traktować drugiego człowieka i decydować za niego. Niestety lekarze w naszym kraju nigdy nie traktują pacjenta jak równego sobie. Przepełnia ich dumna i pycha.
                                  Gdybyś była podobna do tych dziewczyn z forum byś się wysiliła i napisała np. przykro, że coś takiego Cię spotkało z rąk moich kolegów, staram się zrozumieć jako kobieta jak się podle czułaś. Ty wolałaś wszystko zwalić na mój wieksmile Jak byłam w szpitalu podszedł do mojej mamy lekarz, którego żona leżała ze mną na patologii ciąży i powiedział: "Niech Pani uważa na córkę, bo jak urodzi to może zrobić dziecku trwałą krzywdę jak nieumiejętne będzie się zajmowała dzieckiem..." Skomentuję to taksmile Odchowałam swoją córkę i troje obcych szkrabówbig_grin Wszystkie mają głowy, rączki i nic się im nie stało w moje obecności.
                                  Wiek nie jest wyznacznikiem dojrzałości.
                                  • protozoa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 22.09.10, 21:49
                                    Niestety, wiek bywa wyznacznikiem dojrzałości między innymi dlatego, że w wieku 18 lat małody człowiek wie mniej o zyciu niż 25-30 latek. Najczęściej uczy się lub przerwał nauke, nie ma zawodu a co z tym się wiąże nie jest samodzielny finansowo. Stabilnośc ekonomiczna to poczucie bezpieczeństwa, które jest potrzebne każdemu człowiekowi.
                                    Nie, nie jestem podobna do dziewczyn z forum. Mam swoje zdanie. Niejedno w zyciu widziałam.
                                    Sama mam dwoje dzieci - blixniaki- i nie byłabym wstanie- w sensie psychicznym- wychowywac cudzych dzieci. Krzywdy bym im nie zrobiła, ale nie umiałabym kochać. I nie wstydzę się tego.
                                    P.S. Czy uważasz, że 4 letnie dziecko jest juz odchowane?
                                    W pewnym sensie rozumiem lekarza, choć pewnie jego uwaga- choć wygłoszona życzliwie- nie była taktowna.
                                    • aneta871 Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 22.09.10, 22:38
                                      Tu nie chodzi o to czy masz własne zdanie czy nie. Nie przyjmujesz do wiadomości co Ci chcą uświadomić te dziewczyny. Nie traktujesz mnie jak osoby, z którą mogłabyś porozmawiać. Chcesz być najmądrzejszą starszą Panią, doświadczoną życiowo, a reszta to niedouczone warchoły bo nie studiowały tyle lat co Ty. Jesteś przekonana, że żadna z tych kobiet nie dorasta Ci do pięt? Jedyne z czym się zgodzę to stabilność ekonomiczna. Gdybym w tamtym czasie miała więcej pieniędzy to zapewne lepiej bym została potraktowana.
                                      Czasami warto pomyśleć jakie skutki mogą mieć nasze słowa. Jeżeli na złość chciałaś sprawić mi przykrość to ok. Nie czuję się gorszą matką ani gorszą kobietą od Ciebie tylko dlatego, że urodziłam tak wcześnie. Podobnie byłam traktowana przez wielu lekarzy, na szczęście na tym forum inaczej zostałam przyjęta i chętnie przyjmuję uwagi od tych mądrych kobiet.
                                      • protozoa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 23.09.10, 15:10
                                        Znów odbiegamy od tematu. Stabilność ekonomiczna...... Tak, wiąże się ona z odpowiedzialnością. A w chwili urodzenia dziecka(i) z dużą odpowiedzialnością. Bo deklaracjami o miłości dziecku nie dasz jeść, nie wyślesz na wakacje, nie kupisz ubranek, zabawek itd. Dzieci kosztują i to sporo. A pieniądze raczej nie spadają z nieba.
                                        • aneta871 Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 23.09.10, 22:15
                                          Stabilność ekonomiczna daje poczucie bezpieczeństwa. Dla mnie odpowiedzialnością było poniesienie konsekwencji niedostatecznego zabezpieczenia się przed ciążą czyli urodzenie i wspólne wychowywanie dziecka. To jest odpowiedzialność za swoje decyzje, kolejnym krokiem jest wspólne wychowywanie dziecka przez rodziców. Nie zawsze zamożność rodziców idzie w parze z mądrym kochaniem i wychowywaniem dzieci.
                                          Dobrze, że w naszym kraju to nie lekarze decydują o tym kto ma mieć dziecko, a kto nie. Idąc za Twoimi słowami byłabyś pierwsza, która by mi je wyskrobała pewnie za sam rocznik, wykształcenie i zeznanie podatkowesmile
                                          • ciociacesia kopiesz sie z koniem 26.09.10, 10:07
                                            Stabilność ekonomiczna daje poczucie bezpieczeństwa. Dla mnie odpowiedzialności
                                            > ą było poniesienie konsekwencji niedostatecznego zabezpieczenia się przed ciążą
                                            > czyli urodzenie i wspólne wychowywanie dziecka
                                            obawiam sie ze tym zdaniem tylko sie pograzasz w oczach dr hab. dr hab inaczej widzi odpowiedzialnosc
                              • soldie Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 22.09.10, 20:22
                                aneta- ta pani z tego co pisze- jest po cc na życzenie- chyba raczej jesteś potwierdzeniem tego,ze lepiej zrobić sobie cięcię niż rodzić sn uncertain
                                • purpurowa_komnata Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 22.09.10, 21:21
                                  Co do tytułu wątku-jak najbardziej na miejscu.
                                  Założycielka wątku ma rację-i wcale nie jest przeciwniczką porodów domowych.
                                  Wg mnie poród w domu to za duże ryzyko -jeśli coś pójdzie nie tak.
                                  Dlatego nie zdecyduję się na poród domowy-mimo lepszej atmofery bez wątpienia...
                                  Zresztą sama jestem przykładem,że porodu domowego mogłabym nie przeżyć-a nic nie wskazywało na taki obrót wypadków.
                                  Pozdrawiam.
                                  • kaczkastrofa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 22.09.10, 21:33
                                    nie każdy powinien rodzić w domu i to jest fakt, któremu nikt nie zaprzeczy. To jest wybór kobiety, jej partnera i POŁOŻNEJ, która do porodu kwalifikuje. Kwalifikacja jest wieloetapowa i złożona. Położne wymagają szeregu badań, których normalnie w szpitalu nie trzeba robić. Jeżeli cokolwiek położną zaniepokoi, będzie miała cień wątpliwości to się na taki poród nie umówi. Przyszła matka tak samo. Wszystkie jesteśmy osobami inteligentnymi i nikt nikogo dorodzenia w domu nie zmuszał i nie zmusza. No chyba, że szybki rozwój wypadków, bo czasami też się tak zdarzawink
                                    A faktem jest, że wiele procedur szpitalnych, chociażby samo KTG, które w większości placówek wykonywane jest na leżąco, już może generować powikłania. Nie pisząc już o innych, wątpliwych przyjemnościach typu: amniotomia, oxytocyna, masaż szyjki macicy. Tych procedur w domu się nie stosuje i przez to unika się powikłań jakie mogą w wyniku ich zastosowania wystąpić.
                                    • purpurowa_komnata Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 22.09.10, 21:43
                                      Nie dodałam jednego-a powinnam.
                                      Cieszy mnie,że jest wybór - rodzić w domu lub w szpitalu. Wsparcie partnera i położnej jest bardzo cenne.
                                      Interesowałam się kiedyś tym tematem.
                                      Jednak na swoim przykładzie stwierdzam,ze mogłam nie zdążyć.
                                      Tylko tyle.
                                    • protozoa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 22.09.10, 21:54
                                      A krwotok? Bywa w czasie porodu i nie zawsze da się go przewidzieć. Krew leje się równo. Co może zrobić poozna? Nic innego jak wieść do szpitala. No i może jeszcze ewentualnie podłaczyć płyny typu sól fizjologiczna czy glukoza, bo juz nie krew. Po pierwsze jej nie ma a po drugie jej nie wolno. To może zrobić tylko lekarz i to po odczytaniu prób i napisaniu dwóch słow "można toczyć". I to LEKARZ a nie połozna obserwuja pacjentkę w czasie pierwszych chwil toczenia.
                                      To tylko jeden, dość drstyczny, przykład.
                                      • purpurowa_komnata Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 22.09.10, 21:57
                                        Między innymi o to mi chodziło niestety.
                                        Po drugie wzięłam pod uwagę gdzie moje dziecko będzie miało większą szansę na zdrowie i życie przy możliwych komplikacjach.
                                        Pragmatyzm zwycięzył.
                                        • protozoa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 22.09.10, 22:07
                                          Cały czas usiłuję zwrócić uwagę na fakt, że wszystko jest fajnie jak nic się nie dzieje, jak poród przebiega bez komplkacji. Niestety, nigdy nie ma takiej pewności. Współczesna medycyna daje kobiecie możliwośc uzyskania pomocy w razie trudności, zagrożenia zdrowia/życia jej i dziecka. Kiedyś tego nie było. Rodzące w domach kobiety umierały przy porodzie, a umieralność noworodków była ogromna. Vide roczniki statystyczne. Dziś tego nie ma. Powstały trendy odrzucające część zdobyczy medycyny dzięki którym daje się szansę w razie powikłań.
                                          Powtarzm - fajnie jak nic się nie dzieje, gorzej gdy zaczyna.
                                          • protozoa Re: P.S - też niepolitycznie 22.09.10, 22:10
                                            Miałam kiedyś pacjenta- chirurgiczny, facet. Rozmawiałam z nim przed operacją coś tam rysując i wyjaśniając. Gość nagle i niespodziewanie "otworzył się" i wyznał, że nie znosi widoku krwi bo.....uległ presji żony, otoczenia, że facet koniecznie musi byc przy porodzie. Bie czuł, nie chciał, ale sie ugiął. Trauma została.
                                            • frebia Re: P.S - kilka słów o podejściu do pacjenta 28.02.11, 20:38
                                              uczciwość zawodowa psychologa (co prawda niedoszłego, ale wkrótce) nie pozwala mi przejść obojętnie.

                                              zaledwie kilka postów wyżej poddałaś w wątpliwość przyczyny depresji poporodowej związane z niezapowiedzianą i niechcianą interwencją medyczną, a tutaj mówisz o traumie? dostrzegasz w tym pewien brak konsekwencji? śmiem twierdzić, że o zdrowiu psychicznym wiesz niewiele.

                                              być może ukończyłaś swoje studia jednak to nie ilość przeczytanych książek robi z człowieka dobrego lekarza. Do wykonywania tego zawodu potrzeba motywacji do niesienia pomocy, chęci służenia a nie górowania. Twoje wykształcenie niewątpliwie wzbudza autorytet. Warto jednak pamiętać, że zdobyłaś je za pieniądze podatników, których zastanawiałaś się czy warto leczyć. Dla mnie osobiście to był najbardziej przykry moment tej wymiany zdań - kiedy powiedziałaś:
                                              "Czymś innym jest złamanie nogi przy upadku ze schodów - wypadki się zdarzają a czymś innym takie same złamanie po wypiciu ćwiartki wódki."
                                              Żadne wykształcenie i tytuły naukowe nie dają prawa oceniania ludzi, którym masz nieść pomoc. Nigdy nie masz dostatecznej wiedzy aby wydać na ich temat opinię i nie od tego jesteś.

                                              Lekarz jest poniekąd rzemieślnikiem od składania ciała, ze względu na specyfikę tego rzemiosła powinien jednak mieć w sobie dużo serca, wyczucia i taktu. Podobnie jak Twoje wykształcenie pozwala Ci na otaczanie się mgiełką wyższości, tak samo Twoje zachowanie wpływa na to, jak ludzie będą myśleli o przedstawicielach Twojej profesji w przyszłości. Czy jesteś pewna, że zbudowałaś tu odpowiedni wizerunek?

                                              W temacie samych porodów nie wypowiadam się, bo są tu ode mnie lepsi specjaliści. Wydaje mi się jednak, że lekarz powinien swoim pacjentom radzić (nie straszyć i nie upiększać) ale jednocześnie pozostawić im prawo do samodzielnej decyzji i tą decyzję zaakceptować.

                                              pozdrawiam,
                                          • purpurowa_komnata Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 22.09.10, 22:15
                                            Protozoa-dziwię Ci się trochę...Bo mówisz to dziewczynom zafascynowanym możliwością porodu domowego-rodzinnego. A Twoje słowa mącą to radosne oczekiwanie. Dlatego nie spodziewaj się zbyt wielu głosów poparcia Twojego( w tym przypadku również mojego) poglądu na sprawę.
                                          • kropkaa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 22.09.10, 22:43
                                            > Powtarzm - fajnie jak nic się nie dzieje, gorzej gdy zaczyna.

                                            I tym sposobem kółeczko się zamyka i wracamy do początku; można czytać od pierwszego wątku...
                                            • annairam Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 22.09.10, 22:58
                                              Protoza napisała:"Powstały trendy odrzucające część zdobyczy medycyny dzięki którym daje się szansę w razie powikłań. "
                                              Czy to jest o trendzie porodu domowego??? Przykro czytać podobne słowa ponieważ wszystkie osoby interesujące się porodami w domu jakie znam, w porównaniu z resztą wiedza bardzo dużo zarówno o fizjologii, jaki i komplikacjach, sposobach leczenia, itd. Chodzi po prostu o to, ze takie osoby nie chcą się oddawać innym. Przeciwnie - chcą wiedzieć co się z nimi dzieje i móc zdecydować czy tego chcą. Niezależnie czy chodzi o poród, operacje chirurgiczne, leczenie poważnych schorzeń neurologicznych czy zwykłą grypę.

                                              Bardzo chciałabym zakończyć wymienianie "cosiów" jakie mogą się wydarzyć i zabić w 3 sekundy. Protozo, kobieta, która decyduje się na poród w domu jest gotowa również na taką ewentualność. Tak samo jak na fakt, ze z dzieckiem będzie coś nie tak. Nie ma badań prenatalnych, które wykluczą wszystko. Z drugiej strony szpital też nas zawsze nie będzie w stanie uratować i jest to fakt. Nieważne czy w domu, czy w szpitalu, lekarz czy położna - człowiek jest tylko człowiekiem. Nie wie i nie będzie wiedział wszystkiego. Nie jest Bogiem i to nasze największe szczęście.
                                          • aajjaa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 22.09.10, 22:44
                                            > Współczesna medycyna daje kobiecie możliwośc uzyskania pomocy w razie tr
                                            > udności, zagrożenia zdrowia/życia jej i dziecka. Kiedyś tego nie było. Rodzące
                                            > w domach kobiety umierały przy porodzie, a umieralność noworodków była ogromna.
                                            > Vide roczniki statystyczne. Dziś tego nie ma.
                                            Wlasnie... wspolczesna medycyna duzo daje juz na etapie ciazy, co pozwala na zakwalifikowanie do porodu domowego tylko ciaz prawidlowo przebiegajacych. Kiedys tego nie bylo... Tak samo jak jalowych rekawic itp. Wynikiem braku zaawansowanej diagnostyki w czasie ciazy i braku zachowania higieny byly te "umierajace na peczki" kobiety i noworodki. Dzis tego nie ma. Nie porownujmy wiec tych sytuacji. Pewnie, ze zostaje jakies ryzyko, ale nie takie jak "kiedys" i w rocznikach. Jak widac wiekszosc z uczestniczek tego forum jest w stanie wybrac akceptacje tego ryzyka i uznac je za szczatkowe w porownaniu do mozliwych powiklan szpitalnych. A wspolczesna medycyna nadal daje kobiecie możliwośc uzyskania pomocy w razie trudności, zagrożenia zdrowia/życia jej i dziecka i aby te pomoc uzyskac, nie zawsze trzeba byc natychmiast w szpitalu.
                                            Z jednej strony wiec piszesz o malutkim wycinku calego ryzyka - czyli o komplikacjach mogacych sie pojawic w prawidlowej ciazy i prawidlowym porodzie, ktore wymagaja NATYCHMIASTOWEJ interwencji lekarskiej, z drugiej porownujesz do "kiedys", kiedy kobiety rodzily w domu, bo nie bylo innego wyboru? bez uprzednich badan itp.? troche nielogiczne.
                                      • kaczkastrofa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 22.09.10, 22:50
                                        > A krwotok? Bywa w czasie porodu i nie zawsze da się go przewidzieć.
                                        nie ale można zrobić wszystko aby go uniknąć.
                                        >Co może zrobić poozna? Nic innego jak wieść do szpitala.
                                        Tak załatwić transfer to może położna, ale oprócz tego moż podać oxytocynę, czy wykonać inne czynności obkurczające macicę, aby krwotok zatrzymać. Tutaj chodzi głównie o prewencję. Ja nie jestem zwolenniczką rodzenia w domu za wszelką cene. Jednak większość powikłań da się ukninąć, nie stosując szpitalnych procedur. Wiele da się wcześniej przewidzieć. Położna gdy asystuje rodzącej w domu zawsze musi być o krok przed ewentualnymi powikłaniami. Musi uważnie słuchać kobiety, obserwować ją i dziecko. Wypracowane standardy połoznych domowych, ich doświadczenie, bo są to osoby, które pracują w zawodzie po kilkanaście- dziesiąt lat, przez to, że cały czas się szkolą, uzupełniają wiedzę, czerpią doświadczenia od innych, nie było sytuacji aby w wyniku porodu domowego matce lub dziecku stała się jakaś krzywda. Aby ktoś stracił zdrowie i życie. Wszystkie dzieci urodzone w domu w Polsce przez ostatnie lata, przyszły na świat w stanie dobrym. Jakby było inaczej już madia i lekarzy ginekolodzy zatroszczyli by się aby sprawa została szybko nagłośniona.
                                        Zauważ, że szpital często daje ułudę pewności, że wszystko będzie dobrze jak się już pacjent tam znajdzie. A do ilu tragedii dochodzi na terenie szpitala, pod czujnym okiem lekarza dyżurnego, który akurat łapie drzemkę w swojej dyżurce? Nie mam namyśli tylko połoznictwa. Ostatni przykład ze szpitala Czerniakowskiego świetnie sprawę obrazuje. Po co super oddział, sprzęt, skoro pacjent, który mógł żyć umiera. Bo lekarz nie potrafił zinterpretować zdjęcia i innych wyników badań.
                                        > To tylko jeden, dość drstyczny, przykład.
                                        Dla mnie nie jest on drastyczny. Dla mnie drastyczne jest to co napisała aneta o swoim porodzie i ja o pacjentce powyżej.

                                        • donkaczka Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 23.09.10, 09:50
                                          ryzyko jest zawsze, nic nie daje 100% gwarancji na brak powiklan
                                          pytanie jakie ryzyko jestesmy w stanie zaakceptowac, gdzie czujemy sie bezpieczniej, w domu czy szpitalu

                                          dla mnie wiekszym ryzykiem i stresem jest szpital, mimo ze niemieckie szpitale sa boskie w porownaniu z polskimi
                                          ale zawsze jest ryzyko, ze albo ja albo dziecko zlapiemy jakas szpitalna infekcje - tak bylo z moja kolezanka, polozona w 6 miesiacu ciazy na kilka dni na obserwacje juz przy wypisie zagoraczkowala - przedwczesny porod, dziecko umarlo, powod - zakazenie wewnatrzszpitalne
                                          bylysmy rowno w ciazy, moj syn urodzony w domu wlasnie wcina sniadanie
                                          w niemczech nikt nie karci za rodzenie w domu, kasy chorych sie ciesza, bo placa za niego poloznej 500 euro, a za identycznie przebigajacy porod bez powiklan i lekow - 2600 szpitalowi
                                          dla mnie to jest zdrowe podejscie, podobnie w holandii, tam tez jakos porody domowe sa oczywistoscia nie fanaberia
                                          • soldie Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 23.09.10, 10:16
                                            > w niemczech nikt nie karci za rodzenie w domu,kasy chorych sie ciesza, bo plac
                                            > a za niego poloznej 500 euro, a za identycznie przebigajacy porod bez powiklan
                                            > i lekow - 2600 szpitalowi

                                            Ale jak tu-jak ktoś napisał- mamy Polskę a nie jakiś ciemny zachód wink
    • protozoa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 23.09.10, 15:16
      Wątek chyba jednak potrzebny, bo jeden z najdłuższych na tym forum. Przebiła go jedynie- także mocno kontrowersyjna- dyskusja o szczepieniach. Wniosek z tego, że nalezy dyskutować. I chyba warto przed podejmowaniem decyzji posłuchać także innego głosu.
      Purpurowej_komnacie dziękuję za rozsądne słowa. Podobnie jak jeszcze jednej forumowiczce.
      • soldie Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 23.09.10, 15:32
        > Wątek chyba jednak potrzebny, bo jeden z najdłuższych na tym forum

        Najdłuższy to chyba poród w domu po cc smile
      • kropkaa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 23.09.10, 15:38
        > Purpurowej_komnacie dziękuję za rozsądne słowa.

        Lubimy to, co nam się podoba smile
        • purpurowa_komnata Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 23.09.10, 18:21
          > > Purpurowej_komnacie dziękuję za rozsądne słowa.
          >
          > Lubimy to, co nam się podoba smile

          Nie oczekuje na podziękowania- nie to było moim celem.
          Wyraziłam jedynie moje zdanie na sprawę-niezależnie czy się to komuś spodoba.
          Pozdrawiam i życzę wielu radości spowodowanych przyjściem na świat potomstwa.
      • soldie Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 23.09.10, 15:53
        > Wątek chyba jednak potrzebny,\

        biorąc pod uwagę fakt,że łamie regulamin, jestem raczej odmiennego zdania. Nie wniósł nic nowego...
        • as23779 Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 23.09.10, 19:30
          Może warto zamiast dywagować teoretycznie "co się stanie, gdy może COŚ akurat się zadzieje?" warto obgadać znane przypadki, co się stało, gdy "COŚ" się dziać zaczęło - i co w związku z tym?

          Na forum jest wiele historii i osób z tymi historiami związanych, są książki z opisami kolejnych historii porodów domowych - w którym porodzie domowym "COŚ" się działo? Z jakiego powodu? Co się stało dalej? Jakie były konsekwencje dla matki i dziecka? Czy choć jeden skończył się tragicznie/źle/kalectwem/XXX?

          Myślę, że takie zestawienie dałoby o wiele więcej informacji, niż dywagacje, co będzie, jak coś będzie, albo czegoś nie będzie...

          Najgorszym przypadkiem, o którym ja słyszałam, to chyba z książki Ireny Ch. - której, po porodzie domowym zakończonym w szpitalu, dziecko dostało 1 pkt... ale w drugiej ocenie już 10 pkt (poprawcie, jeśli się mylę). Dziecko koniec końców było ok. To jeden przypadek. Znacie więcej?

          Uderzyła mnie statystyka z filmu Porodowy biznes - gdzie w "normalnych" szpitalach cesarki stanowiły 30-40%, a w domu narodzin (nastawionym na poród nieinwazyjny itd.) pierwsze cesarka była potrzebna przy 180 porodzie, a kolejna przy trzysta którymś. Oczywiście trzeba tu wziąć pod uwagę ciąże zagrożone, które od razu lądują w szpitalu - jednak porównanie chyba jest uderzające.

          Co do "kiedyś to kobiety umierały przy porodzie" - polecam wątek "Czym straszy się kobiety..." - forum.gazeta.pl/forum/w,45447,91098399,91098399,Czym_sie_straszy_kobiety_chcace_rodzic_w_domu_.html

          I jeszcze - argument "bo jak się COŚ zacznie dziać..." jest dla mnie demagogiczny, bo biorąc go pod uwagę, trzeba byłoby zęby leczyć w szpitalu - bo co będzie, jak COŚ się zadzieje? Pacjent dostanie zapaści/wstrząsu, zawału itd.? Jak nic potrzebna klinikasmile

          Co oczywiście nie znaczy, że nie trzeba rozmawiać o zagrożeniach

          Pozdrawiamsmile
    • donkaczka Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 23.09.10, 23:56
      protozoa, to nie forum ematka, gdzie popularnosc watku przeklada sie na jego dlugosc, a ze idea forum sa burzliwe dyskusje i nabijanie licznika reklam na gazecie, to im dluzszy watek tym pozyteczniejszy..

      ten watek akurat po pierwsze lamie zasady - nie dyskutujemy na tym forum o sensownosci wyboru domu jako miejsca do porodu, po drugie kompletnie nic nie wnosi, bo nic madrego nie napisalas, albo banaly, albo glupoty, albo obrazliwe uwagi (jak ta o poziomie potencjalnych dyskutantow)

      ja bym byla za skasowaniem, bo robimy precedens i sie zaczna takie kwiatki pojawiac coraz czesciej
      • kropkaa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 24.09.10, 01:10
        Teraz żałuję, że nie skasowano u zarania tej wymiany zdań, a raczej rzucania przez Protozoę banałów bez podania żadnych konkretów. Jakieś luźne poglądy, opinie, zalecenia jak powinnyśmy skończyć w razie komplikacji (marnie!) etc. Próbowała nas zakasować swoim doświadczeniem życiowym, naukowym, a gdy jej nie dość karne dziatki nie posłuchały, posypały się inwektywy. Niedobre z nas niekoleżanki, oj nie!
        Każde następne takie prywatne wynurzenia będą duszone w zarodku, tego najzwyczajniej w świecie szkoda kasować - niech inni się uczą na przykładach wypowiedzi kulturalnych i merytorycznych.
        • sugarxxx Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 24.09.10, 01:26
          Kropko, ja sobie poczytałam i uważam, że wątek powinien być wręcz przyszpilony.
          Według mnie jest to bardzo skuteczna promocja porodów domowych.
          Jak jakaś ciężarna przeczyta jaki jest stosunek lekarzy do pacjentów (a w szczególności do pacjentek na położnictwie), to z dużym prawdopodobieństwem nie zafunduje swojemu dziecku szpitalnego horroru.
          • soldie Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 24.09.10, 09:00
            sugarxxx ,może i racja, tylko,że niestety jest wrotami otwartymi dla ludzi, którzy chcieliby zakwestionować nasze wybory i potwierdzać twierdzenia autorki,a my się tu będziemy tylko irytować i wkręcać w nic nie wnoszące dyskusje ( już widzę,jak wszystkie zawijamy się rodzic do szpitali smile ) Więc też bym była za skasowaniem, początkowo sie łudziłam ,że protozoa otworzy swoja mózgownice i chociaż wysili,by się zapoznać z nieznanymi jej faktami nt. porodów w domu.A gadać z kimś kto nie mając dostatecznej wiedzy uważa się za fachowca i chce nas pouczać ( ten pouczający i moralizatorski charakter jej wypowiedzi chyba najbardziej mnie wkurza)... no i jak kropkaa obawiam się,że może takich wypowiedzi pojawić się więcej co się tez zdarzyło w ostatnim czasie ( to co było w opisach porodów to była już żenada konkretna) a co do stosunku lekarzy do pacjentów-to jest oczywiste dla ludzi ( z kim bym nie gadała potwierdzi,że jest tak jak to tutaj widzimy) poza tym, osoba kryjąca się za nikiem protozoa, ani trochę nie budzi we mnie zaufania,wiec skąd mam mieć pewność,że ona w ogóle jest lekarzem...
            • monicus Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 24.09.10, 09:25
              mhm cos w tym jest. duza prace wykonalam przez miesiace, zeby choc troche na plus zmienic swoj stosunek do lekarzy. ale jeden taki kwiatek i juz mi wrocil poprzedni stan.
              • soldie Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 24.09.10, 09:40
                monicus , obawiam się,że to stan nieodwracalny uncertain
              • donkaczka Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 24.09.10, 09:45
                hm, ja nie sadze, ze zainteresowani porodem w domu cos z tego watku wyniosa - vide purpurowa-komnata i druga osoba (nicka nie pamietam), niby nastawione przychylnie, ale jednak lekarz to lekarz, racje ma nawet jak pisze bzdury, w koncu to do niego sie trafi, jesli cos nie tak pojdzie
                wiary w siebie nabywa sie stopniowo, nie kazdy od razu ma pelne zaufanie do siebie, wlasnych sil, a lekarzy traktuje nie jak panbuka wink
                moze niech moderacja przedyskutuje to na privie, ale ja jestem calym sercem za skasowaniem
                • aneta871 Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 24.09.10, 12:56
                  Ja bardzo chętnie czytałam wątek na temat tego czym straszy się kobiety chcące rodzić w domu.Rzetelne odpowiedzi wyjaśniające wszystkie wątpliwości poparte odpowiednią wiedzą.
                  Nie rozumiem dlaczego środowisko medyczne nie zada sobie pytania:
                  Dlaczego kobiety w naszym kraju w większości wspominają to wydarzenie jako przykre i nieprzyjemne??
                  Moja babcia rodziła pierwszego syna 48h, ważył prawie 4,5kg- nawet otarcia nie miała…smile
                  Była później osłabiona, ale po dwóch dniach doszła do siebie. Rodziła w domu z akuszerką, która rękami chroniła jej krocza. Ja urodziłam dziecko ważące 3090g,53cm miałam 20 szwów i popękaną szyjkę macicy.
                  Ciekawe kiedy nasze położne i lekarze SKUMAJĄ, że coś robią nie tak?
                  Rozumiem, że nie każdy ma cywilną odwagę żeby przyznać się do błędu, ale może warto spróbować spojrzeć na poród siłami natury bez tych klapek na oczach i pychy.
                  Szkoda, że ja taka mądra nie byłam 4,5 roku temusmile
                  • ciociacesia no ale jak to? 26.09.10, 10:28
                    > Dlaczego kobiety w naszym kraju w większości wspominają to wydarzenie jako przy
                    > kre i nieprzyjemne??
                    no przeciez to poród jest. tu nie ma nic do podobania sie. poboli i przestanie. a o upokorzeniu sie zapomni grunt ze dziecko zdrowe. tak bylo jest i bedzie, bo tak byc musi
                • kaczkastrofa Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 24.09.10, 12:56
                  jeżeli mamy głosować za skasowaniem to i ja za nim jestem. Zresztą od początku byłamsmile
                • purpurowa_komnata Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 24.09.10, 20:17
                  > hm, ja nie sadze, ze zainteresowani porodem w domu cos z tego watku wyniosa - v
                  > ide purpurowa-komnata i druga osoba (nicka nie pamietam), niby nastawione przyc
                  > hylnie, ale jednak lekarz to lekarz, racje ma nawet jak pisze bzdury

                  czuję się wywołana do odpowiedzi...
                  możecie moją wypowiedź skasować jeśli łamie regulamin-w moim odczuciu tak nie jest
                  wyraziłam jedynie moją osobistą opinię, która nikogo nie dyskredytuje, nie ma zresztą znaczenia czy założycielka wątku jest lekarzem-co więcej, jestem aktualnie w sytuacji, kiedy wielu lekarzy. z którymi się zetknęłam to mnie pyta- np. a dlaczego?, a to ma jakiś wpływ?, albo mówią wprost,ze nie są zorientowani.
                  Wcale nie mam im tego za złe bo nikt wszystkiego nie wie, nie są też wszechwładnymi cudotwórcami.
                  Reasumując -prócz jednego wypadku- nie trafiłam osobiście na zadufanych w sobie, pełnych pychy i udających bogów lekarzy.

                  co do porodu
                  nigdzie nie napisałam,ze mój wybór był lepszy- mój poród był zaskoczeniem, o ile dziecko wtedy nie ucierpiało-to ja niestety tak-nie jestem z tym do dzisiaj pogodzona-resztę napisałam w poprzednich wątkach
                  • deigratia Głosuję za skasowaniem wątku 24.09.10, 21:32
                    jak w temacie.
                    Zgadzam się, że przyszpilony czy nie, wątek ten to otwarte wrota dla przeciwników porodu domowego a ideą tego forum nie jest straszenie, wprowadzanie w błąd w kwestii pd i wyśmiewanie już wspomnianego.
                    Nie dawałabym również pani Protozoa satysfakcji, że jej wątek jest najdłuższy, bo w gruncie rzeczy nie wnosi on nic nowego, nikogo nic nie uczy a miejscami rani i obraża.
                    Kropkoo, pozwolę sobie przesłać Ci jeszcze jedno zdanie w tym temacie na priv.
                    • purpurowa_komnata Re: Głosuję za skasowaniem wątku 24.09.10, 21:35
                      Ja tez.
                    • gos85 Re: Głosuję za skasowaniem wątku 24.09.10, 21:43
                      ja przestałam już czytać ten wątek bo mi się krew psuje.. jestem też za skasowaniem. Nie potrzebujemy takiego wątku na forum PD.. Protozoa może się kłócić i powtarzać swoje "fajnie jak nic sie nie dzieje.." w kolejnych wątkach na innym forum.. a u nas chyba nie musi tego być co??
                      • housewife1 Re: 25.09.10, 02:49
                        Jak dla mnie wątek może zostać,
                        protoza, która ma najwyrażniej tak niskie poczucie własnej wartości, ze musi sobie je dorobić afiszując sie swoim dr.hab oraz przedmiotowym traktowaniem pacjentów i jej posty, po raz kolejny potwierdziły tylko moja decyzje, by kolejne dziecko także urodzić w domu.
                        Nie chciałabym sie spotkac z takim lekarskim betonem, czy to na połoznictwie, czy na chirurgii, a już tym bardziej w karetce, w ogóle życze by jak najmniej osób spotkało takiego lekarza na swojej drodze, gdyz nie chodzi o jej podejście do porodu sn w domu, tylko w ogóle o jej podejście do pacjenta, które jej posty obnażają bezlitośnie.

                        Proponuje natomiast nie odpowiadać tej biednej kobiecie, gdyż jej wątek to po prostu prowokacja, poza tym ciekawe jest skąd ona ma tyle czasu, by go poświęcać na forum ( udziela sie na kilku ), lekarze z prawdziwego zdarzenia zazwyczaj sa bardzo zapracowani i za przeproszeniem, nie zajmują sie takimi głupotami jak zakładanie prowokacyjnych wątków na forach i potem zawzięte dyskutowanie na nich tongue_out

                        • sugarxxx Re: 25.09.10, 03:18
                          Faktycznie, zagalopowałam się z tym przyszpileniem, ale również jestem za pozostawieniem wątku. Również dlatego, że pięknie w nim widać niesamowity kontrast między poziomem kultury osobistej, wiedzy i otwartości umysłu bywalców tego forum a poziomem tego samego u prowokatorki. Świetna reklama smile
                        • soldie Re: 25.09.10, 08:44
                          poza tym ciekawe jest skąd ona ma tyle czasu, by go poświęcać
                          > na forum ( udziela sie na kilku ),

                          może wcale nie jest lekarzem...
                          • juleg Re: 25.09.10, 16:45
                            To prawda, nasze "tylko" położne biegają zawodowo non stop i nawet poczytać nas nie mają czasu, co dopiero pisać...
                    • monicus Re: Głosuję za skasowaniem wątku 27.09.10, 16:50

                      > Nie dawałabym również pani Protozoa satysfakcji, że jej wątek jest najdłuższy,
                      >

                      chyba porodu domowego po cesarskim cięciu nie przebije... ale to juz wątek założony przez i dla nieodpowiedzialnych kretynek...
                      • izabela_adam Re: Głosuję za skasowaniem wątku 29.09.10, 14:00
                        witam serdecznie. zawsze o porodach domowych myslalam z lekiem. weszlam na wasze forum zeby cos sie na ten temat dowiedziec.
                        i zobaczylam ten watek. skad inad kontrowersyjny.
                        na poczatku po przeczytaniu pierwszej wypowiedzi autorki troche ja poparlam w myslach poniewaz nie wiedzialam co tak na prawde wami kieruje. dopiero w miare czytania calego watku doszlam do innych wnioskow. ale nie o tym chcialam pisac.

                        chcialam zadac autorce pytanie:
                        jak mozesz pouczac kogokolwiek na temat tego ze dziecku moze sie cos stac podczas porodu domowego po tym co sama zrobilas???? jak w ogole mozesz cos na ten tema mowic osobom ktorym najbardziej zalezy na zyciu ich dzieci i na tym zeby przyszly na swiat w najlepszy sposob jaki jest wg nich mozliwy, jesli tobie samej na zyciu dzieci nie zalezala az 2 razy????!!!
                        j pytanie ktore nie tyczy sie juz watku. jak mozesz byc lekarzem ratujacym zycie dzieci skoro zabilas swoje wlasne?
                        to jakis koszmar.
                        siedz na tylku w domu i nie pouczaj nikogo jakim ma byc czlowiekiem i jak ma zyc bo nie masz do tego prawa!!!
                        jesli tacy lkekarze maja odbierac porody czy leczyc nasze dzieci to ja sama decyduje sie na porod domowy gdybym kiedys znow zaszla w ciaze.

                        przepraszam ze znowu rozpoczelam ten watek ale musialam to napisac szanownej pani dr
    • pippi.ponczoszanka Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 11.10.10, 10:10
      Jakimś cudem porody domowe w Polsce (w innych krajach pewnie też, ale tym się nie interesowałam, wiec piszę o naszym kraju) nigdy nie skończyly się żadną tragedią. Najgorsze zakonczenie takiego porodu, to był transfer do szpitala, ale ostatecznie dzieci przychodziły na swiat całe i zdrowe, mamom też nic złego nie dolegało.
      Natomiast porody szpitalne kończą się bardzo różnie - łącznie ze śmiercią (matki lub dziecka).
      Nie wiem zatem, na jakiej podstawie miałabym uznać, że to z domowym a nie szpitalnym porodem wiąże się większe ryzyko.
      Pomijam tu oczywiście sytuacje skrajne typu ciąża wysokiego ryzyka, czy jakieś choroby matki noszącej dziecko i ryzyko z tym związane. Jednak jeśli wszystko przebiega fizjologicznie i nie ma żadnych odstępstw od natury, to po co udawać chorą i kłaść się doszpitala, jeśli można urodzić w domu???
    • kropla_teczy Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 02.03.11, 13:47
      Wiecie..wypowiedz protozoa to typowy przyklad myslenia srodowiska medycznego, ktore po prostu styka sie z chorobami, problemami, komplikacjami, powiklaniami, zagrozeniem zycia na codzien. Mysle, ze przez to ich wyobrazenie o czestosci takich sytuacji jest niewspolmierne do rzeczywistosci. Ale z drugiej strony zrozumiale, bo to jest cos co ogladaja co dzien, o czym ucza sie latami, to nie latwe wyjsc poza codzienne doswiadczenuie... Ja rowniez pracuje w srodowisku medycznym i gdy poruszam temat porodow domowych reakcje sa dokladnie takie ja wspomniana. Pomijajac kwestie pogladow czy wymiany argumentow, kobiety - polozne, pielegniarki czy lekarki mowia,ze po prostu balyby sie rodzic w domu. I ja mysle,ze w przewazajacej wiekszosci wynika to z ich codziennych dowiadczen. Tak jak poloznik z oddzialu patologii z ktorym kiedys mialam zajecia, swoja droga z bardzo swiezym podejsciem, opowiadal nam rozne historie - i potem skwitowal - widzicie pracujac na takim oddziale trudno jest myslec, ze wszystko moze byc ok.
      • mama.rozy Re: Fajnie jak nic sie nie dzieje...... 02.03.11, 17:54
        ojej,nie skasowałyście tego wątku?protozoa kiedyś nam namieszała na aborcji,chyba ma tam bana za swoje wypowiedzi...
        nie róbcie jej reklamy

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka