Ponieważ wiem, że wiele z Was dba o to, co je, przedstawiam Wam Pana Ziółko

To będzie lekko zmodyfikowany post, który napisałam na forum Kuchnia.
Im więcej jem moich środowych zakupów, tym bardziej zachwycam się tymi warzywami
Po małych perturbacjach (najpierw zapomniałam na śmierć, wczoraj pomyliłam dni) trafiłam dziś do Pana Ziółko. A właściwie do Państwa Ziółko. Bo Pan, Pani i Młodzieniec Ziółka
Niczego nie oczekiwałam, bo tylko dwie wizje mogłabym mieć:
1. Tzw. chłop. Z samochodu sprzedający ziemniaki, marchewkę i buraki. Albo:
2. Eko-handlarz. Kilka pęczków zwiędniętej marchewki, parchate jabłka wielkości śliwki, oklapnięta sałata. Ceny od 10 zł/szt.
A tu co? Niespodzianka! Rozłożony namiot, skrzynek multum, a jaka zawartość! Niektóre warzywa widziałam po raz pierwszy w życiu na żywo.
Nie wymienię wszystkiego, od razu zaznaczam.
Dużo ziół (choć mojej bazylii zapomnieli

); pyszne pomidory - koktailowe, arbuzowe, podłużne; ogórki - w ogóle nie gorzkie; cukinie - wielkości palca, małe, średnie, duże, kwiaty; malutkie bakłażaniki; brokuł; kalafiory - białe, pomarańczowe, fioletowe(!); fenkuł; wiele rodzajów sałat - główki, liście - np. rukola; cukrowy groszek - słodki i chrupiący; patisony chyba; rzodkiewka; marchewka; pietruszka; natka i inna zielenina; cebula - trzy rodzaje i pęczki ze szczypiorkiem; czosnek, kapusta.
Bardzo ładne, duże, świeże. Ceny bardzo przystępne, raczej takie bazarkowe-niższe. Państwo bardzo mili, doradzają, odpowiadają z czym to się je. Klientów było dziś sporo.
Nie wiem, jak ja teraz będę jadła. Nie mam pomidorów z Hiszpanii, kalafiora z Włoch, ziemniaków z Maroka, sałaty z Holandii, czosnku z Chin. Wszystko z Falenicy
Smakoszom i nie tylko bardzo polecam. Dodam, że są też w Konstancinie, w Otwocku i w Falenicy (nie wiem jednak gdzie kiedy). W wakacje są, planują pod Fortecę przyjeżdżać do końca pażdziernika (zależy od pogody). Szkoda, że raz w tygodniu, ja bym tak ze dwa razy chciała.
Po raz pierwszy jedliśmy fioletowego kalafiora i groszek cukrowy, pierwsze w tym roku leczo - przepyszne. Papryki jeszcze nie mieli, mam jakąś zagraniczną pewnie, ale pomidory podłużne za to tak piękne, jak jeszcze nigdy takich nie widziałam.
Kupowałam jak dziecko z komuny na wycieczce w Berlinie Zachodnim

, a i tak nie wzięłam wszystkiego, na co miałam ochotę. Za tydzień szaleję dalej
Państwo są slow-foodowcami.
www.niam.pl/wydarzenia_kulinarne/warszawa/412-warzywa_prosto_od_rolnika.html