Dodaj do ulubionych

mój dobry poród choć w szpitalu

05.09.11, 10:43
cześć smile
9miesięcy temu podzieliłam się z Wami informacją, że jestem w ciąży to teraz powiem, że już urodziłam.

całą ciążę planowaliśmy poród domowy, chodziliśmy do szkoły rodzenia, szykowaliśmy się. mój lekarz prowadzący patrzył na mnie jak na wariatkę kiedy dowiedział się o tym pomyśle, przeszliśmy z nim kilka poważnych i długich rozmów. nie obeszło się bez straszenia zamartwicą i innymi komplikacjami. byliśmy zdeterminowani do rodzenia w domu. niestety, życie płata figle i w ostatnim tygodniu ciąży wyszły komplikacje natury medycznej. oczywiście nie zamierzaliśmy ryzykować w takiej sytuacji i zgodziliśmy się na indukcję porodu.

na początku czułam trochę żalu i ogromny stres. muszę jednak powiedzieć, że miałam dobry poród. mój lekarz uszanował moją chęć do rodzenia fizjologicznego i oprócz początkowej kroplówki z oksy w czasie porodu nie została podjęta żadna interwencja medyczna - po prostu nie były one potrzebne. trafiłam również na wspaniałą położną, która pokierowała mną i była naprawdę zadowolona, że ktoś już na wstępie mówi, że chce rodzić w pozycji innej niż horyzontalna.

nie wiem czy umieszczać tu opis całego porodu. chciałam tylko powiedzieć, że chociaż boję się szpitali/klinik swój poród oceniam jako dobry i naturalny smile być może dlatego, że rodziłam w prywatnej placówce. wszystkim tym, które będą rodzić w szpitalach życzę tak dobrych wspomnień jak moje.

ps. synek w chwili urodzenia miał 3340g i 57cm smile
pozdrawiam Was ciepło smile
Obserwuj wątek
    • monicus gratulacje! 05.09.11, 12:46
      i ciesze sie ze mimo, ze nie tak jak chcialas to jednak dobrze smile
    • hortensjaaaa Re: mój dobry poród choć w szpitalu 05.09.11, 15:02
      gratuluję wink życzę dużo zdrowia dla mamy i maleństwa...wink

      i chętnie przeczytam opis wink
    • diuszesa Re: mój dobry poród choć w szpitalu 05.09.11, 15:56
      też gratuluję i czekam na opis! smile
      • soldie Re: mój dobry poród choć w szpitalu 12.09.11, 12:49
        Gratulacje! kocham czytać opisy porodów-szczególnie dobrychwinkwiec nie przejmuj sie tym, ze twój nie domowysmile
    • frebia opis porodu 06.09.11, 08:56
      opis porodu napisany na świeżo, dobę po smile

      miałam co do porodu swoje plany. miało być w domu, w atmosferze kameralnej, bez obcych ludzi etc. niestety komplikacje w ostatnim tygodniu sprawiły, że zgodziliśmy się na indukcje porodu. do szpitala jechałam więc "na sucho" bez żadnych skurczy tylko z ogromnym stresem. wiedziałam, że dostanę oksytocynę, której się ogromnie bałam bo nasłuchałam się opowieści, że skurcze po oksy są właściwie nie do zniesienia. powiedziałam mężowi, że jeśli faktycznie będzie strasznie będę chciała dostać znieczulenie.

      o 9.30 byłam już podpięta i do kroplówki i do ktg. w czasie wywiadu pogadaliśmy z położną, która okazała się bardzo sympatyczną babeczką z podobnym podejściem do porodów co my. umówiliśmy się więc, że pomoże nam przywitać na świecie Igora w sposób jak najbardziej naturalny. jednak ciągle z zastrzeżeniem, że anestezjolog jest ewentualnie do mojej dyspozycji. do 11.00 leżałam pod ktg, które owszem rejestrowało skurcze ale w moim odczuciu były one zupełnie niebolesne - to znaczy czułam, że coś się dzieje z moim ciałem, ale skurcz łydki uznałabym za bardziej nieprzyjemny. potem położna powiedziała żebym pochodziła. chodzenie nie było dla mnie komfortowe - na zmianę tańczyłam z mężem albo skakałam na piłce. o 12.15 wróciła do nas położna i w badaniu wyszły 2cm rozwarcia a chwilkę po badaniu odeszły mi wody.

      i od tego momentu wszystko nabrało tempa. do tej pory tańcząc i skacząc na piłce dużo rozmawiałam i się śmiałam razem z mężem. po odejściu wód skurcze zrobiły się bardziej bolesne, ale jeszcze do zniesienia. leżąc pod ktg około 20 minut nie chciało mi się już gadać. oddychałam sobie i prosiłam męża żeby na szczycie skurczu ściskał mi ten uśmieżający punkt na dłoni. kilka minut przed 13 położna przyprowadziła anestezjologa żeby nas poznał big_grin podaliśmy sobie ręce i gość powiedział, że jest dyspozycyjny już niebawem (no bo w badaniu przecież 2cm aż-dopiero). powiedziałam, że dziękuje i narazie za namową położnej idę pod prysznic. w swoich planach zakładałam, że prysznic będzie ulgą. okazał się klapą - było mi tam niewygodnie, kroplówka w ręce uniemożliwiała swobodne korzystanie, M nie mógł być przy mnie w czasie skurczu. po 3 takich skurczach wypełzłam spod prysznica. na tych skurczach już krzyczałam. ten krzyk sprowadził chyba do mnie mojego lekarza prowadzącego. on wchodzi, ja wiszę w wąskiej łazience na kroplowce i wydaje z siebie donośne "aaaaaa" a ten się pyta "skurcz??" big_grin big_grin to elokwentne pytanie pozostawiłam bez odpowiedzi smile zaproponował mi znieczulenie, ale ja będąc przekonana, że w dobrym układzie dobijam właśnie do 3cm stwierdziłam, że to jeszcze za wcześnie. była 13.30. wygramoliłam się do końca spod prysznica, kazałam M usiąść na łóżku i w czasie skurczu wieszałam się na nim i krzyczałam dalej. po kolejnych dwóch takich skurczach, między którymi odstęp trwał minutę karzę M iść po naszą położną (która akurat odbiera inne maleństwo na sali obok) i zarządać znieczulenia. skurcze mam ciągle co minutę. są bolesne jak cholera a położnej ciągle nie ma. co gorsza czuję, że mnie popiera (i mam w głowie wizję, że to poranna lewatywa! i zastanawiam się jak w czasie skurczu usiedzę na kiblu). położna pojawia się o 13.50 i mówi, że przecież będzie dobrze, tylko zbada i zaraz idzie po anestezjologa. bada... a tu 9cm. na co ja jeszcze głośniej, że chcę znieczulenie tongue_out a ona do mnie, że za pozno, bo już rodzę.

      w ciągu kilku minut na sali pojawił się lekarz i siostry noworodkowe zaalarmowane hasłem "2faza". moja położna pomogła mi wejść na łóżko i przyjąć pozycję klęczącą. M stał z boku i masował mnie po plecach.
      na pierwszym skurczu partym wydarłam się, że chcę znieczulenie. usłyszałam, że nie dostanę. na drugim zaczęłam wrzeszczeć "AAAAA" co zupełnie w niczym nie pomagało. dopiero na kolejnym za namową położnej nabrałam powietrza i zaczęłam przeć.
      w moim odczuciu parcie trwało długo. dużo krzyczałam, dużo mówiłam między, że nie dam rady. ludzie dookoła - zwłaszcza mąż i położna - bardzo mi pomogli. zwykłe głaskanie pleców przez M sprawiło, że między skurczami rzeczywiście odpoczywałam. nie wiem ile było tych skurczy partych, łącznie trwały około pół godziny. były męczące i w moim odczuciu bolesne. ale efektywne. Igor rodził się powoli - główka wyłaniała się i cofała. ciałko wyszło na jednym skurczu.

      kiedy położna podała mi go między nogami nie wiedziałam co mam zrobić smile byłam tak oczarowana a jednocześnie obolała i zmęczona, że zamiast wziąć go na ręce głaskałam go i obwąchwiałam (!!). chwilę później dumny tata przeciął pępowinę i poszedł z synkiem na badania. do wieczora leżeliśmy w trójkę patrząc się na siebie, głaszcząc i w moim przypadku nie mogąc uwierzyć.

      chciałam rodzić w domu, ale wyszło inaczej. mimo wszystko oceniam swój poród jako dobry, momentami komiczny i naturalny. na wyjściu z sali porodowej lekarz powiedział mi, że następne dziecko pewnie urodzę w domu smile cały poród trwał niecałe 5h. nie nacięto mnie, nie pękłam - co wszystkich dookoła dziwi. mam założone 3 szwy na delikatne otarcia, które się pojawiły.
      • kropla_teczy Re: opis porodu 06.09.11, 21:03
        Pięknie, gratuluję! smile Niech Maluch rośnie zdrowo smile
      • nisiabu Re: opis porodu 06.09.11, 21:37
        Bardzo wzruszający, przepiękny opis. Fantastycznie, że szpital Cię nie onieśmielił, że czułaś się tam na tyle dobrze, że tak pięknie się udało urodzić. Serdeczne gratulacje!
      • diuszesa Re: opis porodu 10.09.11, 14:17
        Ja też gratuluję i cieszę się, że w szpitalu było tak dobrze smile
      • gos85 Re: opis porodu 11.09.11, 13:41
        super!
        Gratuluję!! Fajnie że mimo że niezupełnie tak jak chciałaś to jednak dobrze smile
        a napiszesz gdzie ten poród? smile
      • annairam Re: opis porodu 11.09.11, 19:39
        Gratulacje smile
        • soldie Re: opis porodu 14.09.11, 10:52
          Czuć w opisie, że czułaś się swobodnie- lubię takie porody- no a następnego życzę domowegowink
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka