Dodaj do ulubionych

To pacjenci powinni strajkować

18.06.07, 13:54
Pierwszą ukochaną córcię urodziłam w szpitalu, przed urodzeniem najmłodszego
trzeciego dziecka popracowałam też co nieco w szpitalu położniczym jako
konsultant laktacyjny.
I główny wniosek jaki mi się nasunął po tych wydarzeniach mojego życia to to,
że to nie służba zdrowia powinna strajkować, tylko pacjenci.
Wystarczy porównać, w jakich warunkach przebywają pacjenci, a w jakich
lekarze. Te skórzane meble w połączeniu z psującymi się metalowymi łóżkami.
Dotacje na fartuchy, buty dla personelu i ubranka dla dzieci całe w strzępach.
Ustronne zaciszne gabinety lekarskie, kanciapy dla salowych i 6-osobowe sale
dla położnic. Zamknięte szczelnie gabinety lekarskie i wiecznie otwarte drzwi
do sali, gdzie odbywa się parcie. Bądź boksy do rodzenia na wpół otwarte,
gdzie każdy z personelu (ale też zabłąkany wędrowiec) może sobie zajrzeć,
jeśli ciekawy. I jak tu w takich warunkach w ogóle mówić o jakimkolwiek
zachowaniu intymności.
Trudno mi zapomnieć palec wetknięty we mnie i wydający polecenie: "Trzeba to
urodzić!"
Wykonywanie szeregu zabiegów, podawanie leków bez wyjaśnień, pytania o zgodę.
Fatalna ingerencja w przebieg porodu: kobieta zaczyna przeć w wannie, ale
ponieważ jest pierworódką każą jej przejść na fotel ginekologiczny. Nie ma
dziwnych, że tyle porodów fizjologicznych kończy się cesarskim cięciem, skoro
na tyle różnych sposobów przeszkadza się naturze.
Dokarmianie dzieci bez zgody, wiedzy rodziców, dopajanie zamiast skutecznej
pomocy przy karmieniu piersią.
A przede wszystkim robienie z rodzącej zdrowej kobiety ciężko chorej
pacjentki, podobnie z dzieckiem.
Do pewnego szpitala w moim mieście nie chciano przyjąć rodzącej z braku
miejsc pomimo że wody płodowe odeszły jej na izbie przyjęć. Nawet lekarz nie
zaproponował, że w takim razie zbada ją. Dopiero upór rodzącej kobiety
sprawił, że nie urodziła w drodze do klejnego szpitala. Błąd lekarza, który
po odejściu wód natychmiast powinien zbadać rodzącą (bo się od razu wstawia
główka, może wypaść pępowina, którą wtedy można próbować odepchnąć).
To nie koniec udręki tej kobiety: nacięto ją aż na 7 szwów pomimo, że była
wieloródką.
Podczas pracy w szpitalu zatrwożyły mnie też baaardzo liczne zakażenia
szpitalne. To że w wielu szpitalach leczy się infekcje podając od razu dwa
antybiotyki (jeden już nie działa)!!!
Dla mnie ten strajk to też informacja o nędzy moralnej lekarzy: a gdzie
służba i oddanie drugiemu człowiekowi? Rozumiem, że powinni więcej zarabiać.
Ale nie powinni w związku z tym odmawiać wykonywania jakichkolwiek zabiegów
medycznych. Czy swojemu bliskiemu też odmówiliby potrzebnej pomocy? Widocznie
byle jaki pacjent nie jest wystarczająco ważny dla strajkującego lekarza.
Dla mnie strajk lekarzy to horror. Dlatego do szpitala pójdę wyłącznie
poważnie chora bądź do bliskich poważnie chorych. Jako zdrowa rodząca ze
zdrowym dzieckiem nie będę się narażać na szpitalną rutynę szkodliwą dla
zdrowia psychicznego, na szpitalne bakterie odporne na większość
antybiotyków, na przeszkadzanie w porodzie niepotrzebnymi ingerencjami.
Niestety ale tak jak ja to widzę, szpital jest miejscem wielu jatrogennych
schorzeń. Zresztą przekonałam się o tym naocznie nie raz.
Trochę żółci wylałam, ale niestety tak to widzę.
Obserwuj wątek
    • kropkaa Re: To pacjenci powinni strajkować 18.06.07, 16:05
      Bardzo słuszna uwaga.
      Często się zastanawiam jak i dlaczego się dzieje, że pomimo tylu akcji,
      artykułów, publikacji i badań, cały poród i rzeczy okołoporodowe jest
      traktowany jako jedna wielka patologia, przez którą tylko może uda się przejść,
      jeśli szanowny personel szpitala jakoś się zlituje i przeprowadzi.
      Najpierw przed porodem trzeba przyspieszyć, coś podać, w żyłę wepchnąć, potem
      kobietę okaleczyć, a jak już wreszcie dziecko szczęśliwie się pojawi, to
      dokarmić, dopoić, a matce pokazać, że jest nic nie warta, skoro nawet dziecku
      głodu zaspokoić nie potrafi.
      Z czego to wynika? Chyba z czystej złośliwości, bo nie wiem jak to inaczej
      tłumaczyć. Moje dziecko jadło niebieskie mleko, to twoje też będzie mieszankę
      jeść.
      Rozmawiałam ostatnio z kobietą, która urodziła córkę o wadze 2900 g, ona budowy
      normalnej. Nacięta. Pytam: "to pani się zgodziła?". "A czy ktoś mnie pytał?"
      Nawet nie wiedziała kiedy.
      Jedna koleżanka miała cc. Dziecko do piersi przystawione w miarę szybko, ale
      potem kilka razy dokarmione. Bo głodne. Kto najbardziej pomógł i uczył jak
      przystawiać? Personel? Nie, dziewczyna z sali.
      Druga koleżanka. Poród naturalny, do piersi przystawione. Ale później
      dokarmione kilkakrotnie. Bo głodne. Ze strony personelu pomoc znikoma, gdyby
      nie zamówiona doradca laktacyjny, chętnie panie położne by na butelkę
      przestawiły.
      Trzecia koleżanka. Poród naturalny, dziecko do piersi przystawione, ale szybkie
      orzeczenie, że dziecko się nie najada i butla podana ekspresowo. Skutek? Po co
      się dziecko ma męczyć i ssać pierś, skoro z butelki leci samo. Odciąganie mleka
      przez 4 miesiące i z ulgą zrezygnowanie z tej jakże wspaniałej akcji.
      Nikt nie słyszał badań, że dziecko jest w stanie na zapasach przetrwać 48 po
      porodzie? Skoro się siarą pożywiło, to chyba z głodu nie umrze, jeśli przez
      kilkanaście minut matce się pomoże i pokaże jak dobrze przystawić.
      Wszystko to się działo w renomowanych warszawskich szpitalach przyjaznych matce
      i dziecku.
      Moje dziecko. Urodzone w domu, nietknięte przez lekarskie łapy, nikt o głodzie
      orzec nie zdołał. Niedokarmiana, niedpoajana, ja problemów z piersią żadnych,
      ona z jedzeniem też nie. Zapalenia, zastoje, nawał, kolki itp. znamy z
      opowieści i gazet.
      Tylko w przychodni rejonowej znieść nie mogą, że taki przypadek, który rodził w
      domu, im się trafił i tyle problemów im robi (pierwsze szczepienie). Gdy przy
      badaniu dostała czkawki, pediatra się zdziwiła, że nie mam butelki, by napioć.
      W ub. tygodniu zaś pediatra kazała mi natychmiast wprowadzać niespełna
      pięciomiesięcznemu wówczas dziecku warzywka, soczki, owocki, deserki (kocham
      infantylne słownictwo u dorosłych...) i inne badziewie, bo dziecko na mleku
      matki będzie grube... Nie chciało mi się nawet gęby otwierać, by polemizować z
      tym stekiem bzdur. Jest dokładnie odwrotnie, karmienie piersią zapobiega
      otyłości, komórki tłuszczowe są inne (brązowe) niż te z jedzenia normalnego
      (białe) i nie ma co się bać, że dziecku tak zostanie. Poczytała by sobie
      chociażby "Dziecko" i dokształciła się, a nie farmazonami karmi matki. "Bo we
      Francji karmią dzieci tylko 3 mce, a potem kto by tam miał czas na
      karmienie"... Guzik mnie Francja obchodzi. Nawet nie wykazałam zainteresowania
      od czego mam niby zacząć, w nosie miałam udawanie. Moje dziecko, moja decyzja,
      na pewno głupiej baby słuchać nie będę.
      Tylko i wyłącznie mlekiem, beż żadnej wody, zamierzam karmić do mniej więcej 8
      miesiąca życia. W tym czasie czeka mnie tylko jedna wizyta u oświeconej pani,
      więc zbytnio mi nerwów nie zszarga.
    • anna_mrozi Re: To pacjenci powinni strajkować 19.06.07, 10:48
      hmm pomimo, ze nie przypadł mi (na razie wink zaszczyt przyłączenia się do mam
      rodzących w domu (pomimo planów rodzenia w domu - urodziłam 2 tygodnie temu w
      szpitalu w Łodzi) to - choć z jednej strony rozumiem Wasze opinie na temat
      szpitali - muszę troszkę zaprostestować;
      nie lubię czarno-białych wizji świata i myślę, ze wszędzie może źle i dobrze -
      poród ten szpitalny może być koszmarem, ale i można mieć najlepsze wspomnienia;
      mój drugi właśnie do takich należy; może forum "poród domowy" nie jest
      odpowiednim miejscem do jego opisu, ale zapewniam Was (i inne czytajace posty,
      które mogą się przerazić), że i szpitalu można spotkać się z życzliwością
      (bezinteresowną), pomocą i brakiem ingerencji w przebieg porodu; tym razem
      udało nam się urodzić całkowicie "siłami natury" - bez nacięcia (choć ciezko
      było z bliznami po poprzednim szyciu), bez przebijania pęcherza, bez
      oksytocyny, za zamkniętymi drzwiami... z położną, która w (moim) krytycznym
      momencie parła ze mną w kucki...
      fakt, iż częściowo to mój upór i świadomość, ze można, że dam radę... ale możne
      tyle trzeba, żeby coś się zmieniło?
      do tego wszystkiego - szacunek lekarza wobec mnie - rodzącej, przy bolesnych
      skuraczach; próby rozładowania napięcia;
      życzliwe położne i pielęgniarki na oddziale poporodowym... nie zawsze poród w
      szpitalu=koszmar...
      ale następne planujemy urodzić w domu smile
      • silije.amj Re: To pacjenci powinni strajkować 19.06.07, 11:48
        Anna Mrozi cieszę się, że tak ci się udało. Niestety tu pewnie zagląda wiele
        kobiet, którym nawet w połowie nie udało się uzyskać, czy uniknąć rzeczy, które
        wymieniłaś. Ja rodziłam dwa razy w różnych szpitalach za każdym razem z
        nadzieją, że będzie dobrze. Może miałam pecha do personelu, nie chcę juz więcej
        mieć pecha sad.
        • fizula Re: To pacjenci powinni strajkować 20.06.07, 12:42
          Aniu!
          ja wbrew pozorom też nie mam czarno-białego obrazu świata. Cieszę się, że
          spotkałaś się z życzliwością personelu medycznego i poszanowaniem przez niego
          potrzeb rodzącej, praw natury. Dobrze, że są takie miejsca. Szkoda, że tak ich
          mało. Ja mam zapewne dość ograniczone pole widzenia (z czego sobie zdaję
          sprawę), bo głównie koncentruję się na moim mieście, gdzie 1) rodzi się na
          leżąco głównie; 2) jest bardzo duża ingerencyjność w przebieg porodu. Ale
          życzliwość jest pewnie jeszcze zjawiskiem częściej występującym niż odpowiednie
          warunki do porodu, poszanowanie intymności, nie ingerowanie w przebieg porodu,
          kompetentna pomoc laktacyjna. Taki przynajmniej obraz się wyłania z relacji
          rodziców po naszej Szkole Rodzenia. Internetowe relacje pokazują już o wiele
          szersze spojrzenie.
          Potrzebne są świetne szpitale, bo nie każda rodząca i jej dziecko są zdrowi,
          większość chce rodzić w szpitalu.
          Pozdrawiam!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka